Recenzje
Miłość w galopie. Ranczo Srebrzyste Sosny #3
To już trzeci tom serii Rancza Srebrzystych Sosen, z którym mam styczność. Każdy z nich był zupełnie inny przez to, kim byli główni bohaterowie. „Miłość w Galopie” zdecydowanie urzekła mnie tym na jakiego ojca został wykreowany Cole. Troskliwy, opiekuńczy, ale potrafiący stawiać granice. Myślę, że każda mała dziewczynka chciałaby mieć takiego tatę. Tatę, który mimo że nie ma zielonego pojęcia o ogródku warzywnym i pomidorach, to i tak się stara sprostać oczekiwaniom córki. Tak jak przy drugim tomie przeszkadzała mi zatrważająca ilość scen intymnych, o tyle tutaj były one wyważone w całokształcie książki. Nie miałam wrażenie, że taka scena pojawia się w każdym rozdziale i nie czułam się tym przytłoczona. Cole i Ginger mimo ewidentnego przyciągania do siebie nie wprawiali mnie w zakłopotanie, a raczej po każdym segmencie ich spicy momentów dostawałam jak na zawołanie scenę, która to równoważyła, przez co nie można było tego odczuć jako przesyt. Sama koncepcja historii jest zdecydowanie kusząca. Nasi bohaterowie od lat czują przyciąganie do siebie nawzajem, ale przez trudną przeszłość zbudowała się między nimi przyjaźń, którą oboje bali się zaprzepaścić, aż w końcu los wziął sprawy w swoje ręce i wywinął im niezłego figla na wyjeździe panieńsko-kawalerskim Cece i Nasha w Las Vegas, kiedy to w stanie nietrzeźwości wzięli ślub. To nie jest typowe Friends to Lovers, ani typowe childhood bestfriends. Relacja Ginger i Cole’a jest zdecydowanie czymś pomiędzy. Starszy brat jej najlepszej przyjaciółki, w którym od zawsze się podkochiwała, ale on wiele lat temu ją odepchnął, przez co bała się wykonać kolejny ruch. W książce mamy jak na dłoni pokazany kontrast między różnymi rodzajami rodzin. Ashby są tą ciepłą, zżytą i kochającą się rodziną, która staje w swojej obronie zawsze i w każdym przypadku, podczas gdy rodzina Ginger jest zupełnie inna. Kobiety z tej rodziny jak na włoskie korzenie są dokładnie takie jak można sobie wyobrazić, szczególnie Nonna, która jest absolutną ikoną. Z kolei ojciec Ginger sprawiał za każdym razem, że czułam się niekomfortowo czytając o jego kontaktach międzyludzkich. Za każdym razem kiedy pojawiał się na kartkach historii to miałam nieodparte wrażenie, że stanie się coś złego. Rodzina Ginger była przez ojca bardzo ułożona i formalistyczna, zupełnie inna niż nasi ukochani Ashby mieszkający na ranczu. Muszę przyznać, że przez pierwsze dwie książki miałam o Ginger zupełnie inne wyobrażenie. „Oszczędź konia, ujeżdżaj kowboja” to było jej motto i przez to stała się w moich oczach szaloną, zupełnie nieprzejmującą się niczym imprezowiczką, mimo że w rzeczywistości okazała się zupełnie inna. Kochająca i ciepła, z ręką do dzieci. Marzyła o domu, w którym nie musiałaby udawać, że jest inna niż naprawdę, w którym czułaby się kochana z to jaka jest. To wszystko sprawiło, że przepadłam dla niej mniej więcej w drugim rozdziale. Cięty język i pewność siebie, którą ma Ginger przyciąga do niej jak magnes. Cole Ashby… Co tu dużo mówić? Wspaniały ojciec, kochający brat, niezawodny przyjaciel i przede wszystkim niezastąpione oparcie dla wszystkich potrzebujących wsparcia. Czasami piszę, że można było zobaczyć przemianę bohatera niczym z kartek lektur szkolnych, ale to nie jest ten przypadek. Cole od pierwszej strony pierwszej książki był dokładnie taki sam. I tu jest to samo co z Ginger, że mimo iż go znałam, to pokochałam go dopiero w jego książce. Tu nie ma mowy o zmianie nastawienia, czy zrozumieniu sytuacji. Cole od samego początku wiedział, że w jakiej sytuacji jest. Dostosował się do niej, a następnie zrobił wszytko, aby zatrzymać przy sobie Ginger. W książce było nawet takie zdanie, że Cole chciał trzymać Ginger blisko siebie, bo wiedział, że w końcu ją do siebie przekona. Jeśli chciecie przeczytać książkę z magnetyzującymi bohaterami, ikonicznym Papciem Deanem, który czuje się nastolatkiem, małą Mabel, która skanie wasze serca to jest to idealna pozycja dla was. Ale nie zapominajmy o Nashbym, który pomimo tego, że jest postacią drugoplanową to i tak wywołuje uśmiech za każdym razem, kiedy pojawia się w rozmowie.
Sprzedana diabłu. Królowie mafii #1
„Sprzedana diabłu” czytało mi się dobrze, ale nie obyło się bez kilku „ale”. Sama historia wciąga, relacja bohaterów rozwija się ciekawie, jednak jak na romans mafijny zabrakło mi tutaj trochę więcej… mafii. Vittoria to młoda kobieta z sercem na dłoni. Dobra, delikatna i przyzwyczajona do życia w cieniu przemocy. Jest bita przez przybranego brata, ale mimo tego nikt nie wyciąga do niej ręki. Nikt nie próbuje naprawdę jej pomóc. Do czasu, aż przez przypadek zwraca na siebie uwagę Angela Rizzo. Angelo to boss mafii, człowiek znany z okrucieństwa, bezwzględności i tego, że nie przywykł słyszeć słowa „nie”. Vittoria się go boi, próbuje go unikać i zdecydowanie nie chce znaleźć się w centrum jego zainteresowania. Tyle że kiedy jej brat nie spłaca swoich długów, to właśnie ona staje się zapłatą. I od tego momentu zaczyna się historia, która miała wszystko, żeby naprawdę mocno wejść w klimat mafijnego romansu. Relacja Vittorii i Angela akurat mi się podobała. Było między nimi napięcie, niepewność i wyraźnie czuć było, że Vittoria nie wie, czego może się po nim spodziewać. Z czasem zaczyna jednak dostrzegać w nim coś więcej niż tylko brutalnego bossa i właśnie ten rozwój relacji był dla mnie jednym z mocniejszych elementów książki. Mój problem leżał gdzie indziej. Jak na romans mafijny zabrakło mi tutaj mocniejszego mafijnego tła. Angelo ma opinię bezwzględnego bossa, ale sam świat cosa nostry momentami wydawał mi się zbyt mało wyeksponowany. Chciałam więcej napięcia związanego z jego pozycją, więcej pokazania zasad tego świata, układów, niebezpieczeństwa i konsekwencji życia w mafii. Skoro książka obiecuje mrok i brutalność, to liczyłam, że ten klimat będzie obecny trochę mocniej. Miałam też problem z Vittorią i jej niewielką wiedzą o mafii. Rozumiem, że mogła być od wielu rzeczy odsuwana i chroniona przed prawdą, ale jednocześnie wychowała się w tym środowisku. Dlatego czasami trudno było mi uwierzyć, że pewne kwestie są dla niej aż tak dużym zaskoczeniem. Mimo tych zastrzeżeń „Sprzedana diabłu” czytało mi się dobrze. Nie jest to dla mnie najmocniejszy romans mafijny, jaki czytałam, ale sama historia Vittorii i Angela potrafi zainteresować i sprawić, że chce się sprawdzić, dokąd doprowadzi ich ten układ. Bo Vittoria trafia do świata, którego się boi, i do mężczyzny, którego powinna unikać za wszelką cenę. Tylko czy Angelo okaże się jej końcem… czy może pierwszą osobą, przy której naprawdę zacznie czuć się bezpieczna? Jeśli lubisz aranżowane małżeństwa, mafijne romanse, niebezpiecznych bohaterów i historie, w których uczucia pojawiają się tam, gdzie absolutnie nie powinny, warto dać tej książce szansę.
Trening uczuć. Ranczo Srebrzyste Sosny #2
Ta część podobała mi się odrobinę bardziej niż poprzednia, głównie dlatego, że dostajemy więcej wydarzeń z przeszłości, które mają bezpośredni wpływ na teraźniejszość naszych bohaterów. Całość wydała mi się również znacznie cieplejsza i bardziej emocjonalna. Absolutnie rozczulała mnie postawa Wade’a wobec Ivy. Jego gesty, nawet te związane z wyborem konia czy remontem domku dla bliskiej jej osoby, były niesamowicie urocze. Bardzo polubiłam ich jako parę i chyba właśnie dlatego mam do Ivy jeszcze większy sentyment niż do CeCe z poprzedniego tomu. Ogromnie podobał mi się również klimat rancza. Autorka świetnie oddała jego atmosferę i podczas lektury naprawdę czułam się, jakbym razem z bohaterami przeniosła się na Srebrzyste Sosny. Niestety ponownie przeszkadzała mi duża liczba scen intymnych. Nie jestem ich przeciwniczką, ale kiedy pojawiają się tak często, zaczynają odbierać mi przyjemność z lektury. Wiem jednak, że dla wielu czytelników nie będzie to stanowiło problemu. Szczególnie nie przypadł mi do gustu bonusowy rozdział na końcu książki, który został w całości poświęcony scenom seksualnym. Liczyłam na coś bardziej wyjątkowego, związanego z bohaterami lub ważnym wydarzeniem, dlatego taki dodatek wydał mi się po prostu niepotrzebny i dość kiczowaty. Mimo tego bawiłam się naprawdę dobrze. Historia Ivy i Wade’a bardzo przypadła mi do gustu, dlatego z przyjemnością sięgnę po trzeci tom.
Odporność psychiczna dziecka. 65 ćwiczeń wzmacniających siłę, spokój i wiarę w siebie
Zdrowie psychiczne jest ważne, a szczególnie ważna jest odporność psychiczna. Tak naprawdę w życiu dziecka liczy się przede wszystkim rozwój emocjonalno - społeczny, bo o ile pozostałe kompetencje jesteśmy w stanie nadgonić, to naszą psychikę ciężko odbudować. W ostatnim czasie powstała świetna książka wspierająca ważne aspekty odporności psychicznej. Znajdziecie w niej aż 7 rozdziałów omawiających odporność psychiczną, poczucie własnej wartości, myśli, emocje i wynikające z nich zachowania, sposób postrzegania i interpretowania zdarzeń, sposoby radzenia sobie ze stresem, hejt oraz asertywność. Każdy rozdział rozpoczyna się krótkim opowiadaniem, wyjaśnieniem trudnych dla dziecka pojęć, a następnie przechodzimy do kilku wartościowych zadań, które uczą dziecko i rodzica, jak reagować na różne sytuacje. Książka ta to swego rodzaju odpowiedź na potrzeby i możliwości rozwojowe dzieci. Zadania w niej zawarte uczą racjonalnego myślenia, radzenia sobie z hejtem, bycia asertywnym, ale i patrzenia na życie z perspektywy różowych okularów l poszukiwanie dobrych stron życia. To naprawdę wartościowa lektura, którą z pewnością wykorzystam w pracy z dziećmi w starszej grupie przedszkolnej i z własnym dzieckiem. Polecam!
Echo zapomnienia
"Ludzie dzielą świat na dobro i zło, bo nauczyli się, że ci, którzy uparcie twierdzą, iż wszystko jest szare, najczęściej sami kryją się w mroku. Odrzucając jasne zasady, próbując jedynie usprawiedliwić własne wątpliwe wybory. To wygodna tarcza dla sumienia, nic więcej." Bardzo czekałam na kontynuacje przygód Emily. Wkroczyłam do świata gdzie wszystko jest możliwe. Przekonałam się, że świat może być przerażający jak i piękny. Dostałam pełną napięcia historię z mnóstwem aniołów, którzy jednoczą siły w słusznej sprawie. Życie Emily przestało być normalne. Jako jedyny człowiek mogła podnieść anielski miecz i unicestwić anioła. Od tamtego momentu stała się celem. Chroniona przez przyjaciół, którzy oddadzą za nią życie, a ona za nich. Świat chyli się ku upadkowi, a groźba bezwzględnej konfrontacji wisi na włosku. Co z tego wyniknie? Autorka w tej części przyprawia o zawał serca. Fabuła nie zwalnia tempa. Zamiast nudnych opisów, dostałam pełno akcji, intryg, świetnych zwrotów oraz scen walki, które wciągają w stu procentach. Ogromnym zaskoczeniem jest dla mnie Nathanael, którego losy mocno mnie zaskoczyły. Ta postać zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni, wzbudza najwięcej emocji - czy pozytywnych? Sami sprawdźcie. Jego decyzje mnie zaskakują i wprawiają w osłupienie. Powiem wam jedno, że pozory bardzo mylą. Co do romantycznych uniesień to tu ich nie znajdziecie. Tu jest walka, walka i walka. O, jeszcze jedno. Na ogromną uwagę zasługują postacie drugoplanowe. Każda z tych postaci ma własny plan począwszy od Lilith, a kończąc na Lucyferze. #echozapomnienia to bardzo dobre, mroczne fantasy. Potrafi trzymać w nacięciu od pierwszej do ostatniej strony. Autorka wie co robi, w tej części nie oszczędza czytelnika, aż się boję co będzie w ostatniej, co ona nam zaserwuje. Jeśli lubicie historie, w których granica między dobrem, a złem dawno się zatarła oraz jeśli lubicie silnych bohaterów, którzy nie mają łatwych wyborów, to ta historia jest idealna dla was. Mi osobiście pozostaje czekać na ostatnią część. Gdyż zakończenie pozostawia ogromny niedosyt.