Recenzje
Regret Me Not
Jaka jest wasza ulubiona pizza? Historia, która trafia dokładnie tam, gdzie powinna. Prosto w emocje. To opowieść o przypadkowym wyborze, który zmienia wszystko. O relacji, która rozwija się w sposób naturalny, niewymuszony. Cove i Cal są jak ogień i woda. Różni, a jednocześnie zaskakująco kompatybilni. Ich historia zaczyna się impulsywnie, ale ich udawane małżeństwo to coś więcej niż tylko dobrze prosperujący schemat. Książka ma w sobie coś, co sprawia, że trudno się od niej oderwać. Lekkość stylu, która nie odbiera głębi emocjom. Relacja bohaterów rozwija się płynnie, bez sztuczności. Calloway to postać, która przyciąga spokojem i stabilnością, a jednocześnie potrafi zaskoczyć intensywnością uczuć. Cove wnosi do tej historii światło, energię i autentyczność. Gdzieś pomiędzy pojawia się Furdinand - mały futrzany element chaosu. To nie tylko romans, ale też cicha opowieść o tym, jak często sami sobie podcinamy skrzydła. Jak łatwo uwierzyć, że jesteśmy niewystarczający i nie zasługujemy na coś więcej. Cove jest tego pięknym przykładem - jej radość i spontaniczność skrywa lęk przed odrzuceniem. Historia pokazuje, że miłość do siebie nie jest luksusem, tylko fundamentem. Czasem potrzebujemy drugiej osoby, żeby zobaczyć w sobie to, czego sami nie dostrzegamy. Książka zostawia po sobie coś więcej niż tylko uśmiech. To historia, która daje emocjonalny komfort, otula i przypomina, że dobre opowieści potrafią nas zmienić. Idealna nie wieczór, na weekend lub na moment, kiedy chcesz przeczytać coś, co przenika do środka. Nie płaczę na książkach, ale tu łzy same płynęły, bo poczułam znajomą nic zrozumienia z Cove.
Uwięzieni w grach relacyjnych. Jak wygrać bliskość
Recenzja: Autorzy pokazują, że często wchodzimy w te same schematy zachowań, które później kończą się napięciem, frustracją i takim emocjonalnym zmęczeniem. I co ważne nie dostajemy tu prostych rad typu „zrób to i będzie dobrze”, tylko raczej konkretne przykłady z życia, różne scenariusze i wyjaśnienia, dlaczego w ogóle tak się dzieje. . Ciekawe jest to, jak opisują role, które przyjmujemy w relacjach, i te wszystkie „gry” emocjonalne, które często dzieją się trochę bez naszej świadomości. Człowiek nagle łapie, że to nie są pojedyncze sytuacje, tylko powtarzalny schemat. Duży plus tej książki to język prosty, raczej zrozumiały, bez zbędnego akademickiego ciężaru. Pojęcia z analizy transakcyjnej, jak Wewnętrzne Dziecko, Wewnętrzny Rodzic czy stany JA, są wytłumaczone tak, że da się je naprawdę szybko odnieść do siebie i swoich sytuacji. . Ogólnie „Uwięzieni w grach relacyjnych” to dobra książka dla osób, które chcą trochę lepiej ogarnąć siebie i swoje relacje. Daje do myślenia i zostaje w głowie jeszcze długo po przeczytaniu, nawet jeśli nie wszystko od razu się „układa”.
Wiedeń. Travelbook. Wydanie 3
Kiedy jadę do Włoch: do Wenecji, Padwy albo Triestu, najczęściej wybieram trasę przez Czechy i Austrię. To dla mnie naturalny kierunek z Wrocławia, a w dodatku po drodze mogę zatrzymać się w Wiedniu. Czasem tylko na chwilę. Ostatnio stanąłem na dwie godziny na Kahlenbergu, wstąpiłem do kościoła św. Józefa, potem spojrzałem z góry na miasto i pomyślałem, że Wiedeń nie powinien być wyłącznie punktem tranzytowym. Można tu wypić kawę, zrobić krótki spacer i ruszyć dalej na południe. Można też zostać na noc albo na kilka dni. Wtedy przydaje się przewodnik „Wiedeń. Travelbook” (wyd. 3) Katarzyny Głuc, wydany przez Bezdroża - praktyczny, poręczny i ciekawie napisany. To nie jest obszerna monografia miasta. To przewodnik do używania w podróży, który zmieści się w większej kieszeni, torebce lub małym plecaku. Już otwierający książkę rozdział „Atrakcje Wiednia” pomaga szybko zorientować się, co warto zobaczyć, jak połączyć miejsca w sensowną trasę i jak nie zgubić się w nadmiarze wiedeńskich „must-see”. A tych jest naprawdę dużo: Schönbrunn, Hofburg, katedra św. Szczepana, Belweder, Albertina i cała Dzielnica Muzealna, a do tego Klimt, kawiarnie, secesja, parki, punkty widokowe i Dunaj. Dalej autorka pomaga przejść od najważniejszych atrakcji do konkretnego planowania pobytu. Prowadzi przez kolejne części miasta, podpowiada, na co zwrócić uwagę, a jednocześnie zostawia miejsce na spokojniejsze odkrywanie Wiednia. Na koniec Katarzyna Głuc zaprasza jeszcze na wycieczki poza Wiedeń. To ciekawa propozycja dla tych, którzy zostają w stolicy Austrii na kilka dni i chcą zobaczyć coś więcej niż samo miasto. Największą zaletą przewodnika po Wiedniu jest dla mnie proporcja między informacją a praktycznością. Autorka daje czytelnikowi wystarczająco dużo kontekstu, ale nie przytłacza szczegółami, także z racji tego, że książka ma nieco ponad 180 stron. Dzięki temu przewodnik dobrze sprawdzi się zarówno podczas pierwszego pobytu w Wiedniu, jak i wtedy, gdy miasto jest tylko przystankiem w drodze do Włoch. Z mojej perspektywy ciekawy był oczywiście Kahlenberg. Tu muszę zaznaczyć, że o samym wzgórzu i bitwie pod Wiedniem jest w przewodniku niecałe pół strony. To wystarczy, żeby umieścić miejsce w podstawowym kontekście, ale jeśli ktoś szuka szerszej opowieści o odsieczy wiedeńskiej, będzie musiał sięgnąć po dodatkowe źródła. Brakuje mi też indeksu miejsc. Przy przewodniku używanym w podróży byłby bardzo wygodny, zwłaszcza gdy chce się szybko odnaleźć konkretną atrakcję, ulicę, kościół czy muzeum. W tej roli musi wystarczyć bardzo czytelny i szczegółowy spis treści, który rzeczywiście pomaga poruszać się po książce. Mimo tych uwag „Wiedeń. Travelbook” Katarzyny Głuc uważam za przewodnik bardzo przydatny. Szczególnie dla osób, które chcą zaplanować krótki, dobrze ułożony pobyt w Wiedniu albo potraktować miasto jako coś więcej niż tylko postój po drodze. Po mojej ostatniej wizycie na Kahlenbergu wiem jedno: dwie godziny w Wiedniu to zdecydowanie za mało. Wystarczają, żeby spojrzeć na miasto z góry i nabrać apetytu na więcej. A kiedy następnym razem zdecyduję się zostać tu dłużej, ten przewodnik będzie dobrym punktem wyjścia do zaplanowania zwiedzania.
Zagubione sny
⋆. 𐙚 ˚ 𝑅𝑒𝑐𝑒𝑛𝑧𝑗𝑎 ,, 𝑍𝑎𝑔𝑢𝑏𝑖𝑜𝑛𝑒 𝑠𝑛𝑦''. 𐙚 ˚ ✯✯✯✯/5 Szczerze mówiąc, sięgnęłam po tę książkę głównie przez jej fabułę. Motyw snów zawsze mnie fascynował, bo z jednej strony potrafią być przerażające, a z drugiej piękne i pełne dziwności, która zostaje w głowie na długo. To historia łącząca fantastykę, science fiction i realizm, a do tego zahaczająca o tematy związane z psychiką. Od samego początku dzieje się tu naprawdę dużo, momentami aż za dużo. Pierwsze rozdziały były dla mnie trudne i kilka fragmentów musiałam czytać ponownie, żeby lepiej zrozumieć, o co chodzi. Przez częste przeskoki między snem a rzeczywistością czułam się momentami zagubiona. Rozumiem, że taki był zamysł, ale przez sporą część książki trudno było mi się w nią wkręcić. Dopiero później zaczęłam lepiej odnajdywać się w tym świecie i czytanie stało się przyjemniejsze. Na plus zdecydowanie zasługuje świat przedstawiony. Widać, że autorka miała konkretną wizję i trzymała się zasad, które stworzyła, co przy takiej historii jest bardzo ważne. Jeśli chodzi o bohaterów, najbardziej zaciekawiła mnie Maya. Jest pogubiona, przytłoczona tym, co się wokół niej dzieje, ale jednocześnie silna i nieidealna, dzięki czemu wypada bardzo autentycznie. Relacja między Mayą a Junem też miała w sobie coś przyciągającego. Było w niej sporo niedopowiedzeń i napięcia, które sprawiały, że chciałam czytać dalej. Ostatecznie mam wobec tej książki mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo podobała mi się jej fabuła i wykreowany świat, z drugiej sposób prowadzenia historii momentami mnie męczył. Cieszę się, że ją przeczytałam, ale raczej nie planuję sięgać po kolejne części. Myślę jednak, że osoby lubiące bardziej wymagające i nietypowe historie mogą odebrać ją dużo lepiej niż ja.
Śmiertelna królowa
W państwie Ivecta władzę dzierżą wzbudzające strach wampiry, ludzcy mieszkańcy są wykorzystywaniu i spychani na margines społeczny. W Seranii, stolicy, na porządku dziennym jest bezprawie i gnębienie obywateli z czerwoną krwią. Natan, młody i niedoświadczony następca tronu nie umie poradzić sobie z niepokojami wstrząsającymi krajem, a wampirzy tradycjonaliści, sympatycy matriarchatu, domagają się na tronie królowej. Natan pod wpływem nacisków udaje się po poradę do Siostrzeństwa, których wyrocznia nakazuje mu poślubić ludzką dziewczynę - Calvię, która ma zostać królową na wampirzym tronie. Calvia nienawidzi wampirów, codziennie na własnej skórze doświadcza ich brutalnej dominacji, przez nie straciła ojca i pracownię alchemiczną. Natan nie spodziewał się tak szybkiego przejęcia tronu po ojcu, a na jego koronę czycha jego ciotka, która według przestarzałego, matriarchalnego prawa również ma do niej prawo. Młoda zielarka jest ostatnią i jedyną szansą na utrzymanie władzy i pokoju w państwie. Akcja toczy się powoli, lecz swobodnie. Odczuwałam trochę to, że ta historia jest jednak targowana dla trochę młodszego czytelnika, niż ja. Czasem wydawała się lekko infantylna, pojawiały się drobne błędy logiczne. Zabrakło mi zagłębienia się w sam proces przemiany Calvii, wyjaśnień w jaki sposób w tym świecie funkcjonują wampiry, bo w Iveccie mają one bijące serca, prowadzą dzienny tryb życia, a słońce im nie szkodzi. Do tego nie muszą pożywiać się krwią, a spożywają normalne posiłki, są nieśmiertelne, choć z tego, co zrozumiałam można je zabić. I choć ogólne światotwórstwo mogło zostać trochę bardziej dopracowane to uwielbiam to, że panuje tu matriarchat, kraj nie może być rządzony przez mężczyznę, a pierwsze i ostatnie zdanie ma królowa. Została świetnie poprowadzona polityka kraju, realne i bardzo realistyczne wyjaśnienia, dlaczego pewne prawa i sytuacje w państwie, czy systemowe dylematy obowiązują i nie mogą zostać zmienione ot tak. Od razu zakochałam się w błękitnookim Natanie o ciemnych włosach do pasa 😍 Wrażliwy i trochę nieśmiały wampir, który próbuje balansować między odpowiedzialnością za dobro swoich poddanych i zrozumieniem samego siebie. Calvia stanowczo walczy o lepsze jutro dla ludzi, jest nawet w stanie poświęcić swoje społeczeństwo. A jaki tu jest piękny slow burn! Relacja Natana i Calvii rozwija się baaaardzo stopniowo i niepewnie, żadne z nich nie chciało znaleźć się w tej sytuacji, ale oboje chcą tego samego - odbudować państwo i zjednoczyć społeczeństwo. Powoli i niepewnie rozwijają swoją relację. Nie ma tu ognia i iskier, ale jest urocze budowanie zaufania, i pewności oddania swojego życia w ręce drugiej osoby Absolutnie mój ulubiony bohater - Dymitr. Przystojny, zabawny, nihilistyczna kuzyn i najlepszy przyjaciel króla. I do tego najlepszy wojownik. I’m in! 😎 A ostatni rozdział wraz z ostatnim zdaniem książki to zakończenie tak intrygujące, że czekam na następny tom. Totalnie kupiła mnie piękna oprawa graficzna w wykonaniu Weroniki ❤️ I Dagmara! Jakie piękne podziękowania! Nigdy nie czułam się tak miło, jako zwykły, losowy czytelnik ♥️