Recenzje
Aberracja mroku
🖤🎨 Aberracja mroku autorstwa FortunateEm to powieść, która od pierwszych stron buduje atmosferę tajemnicy, napięcia i nieustannej walki o wolność. Choć punktem wyjścia jest dobrze znany fake dating, autorka bardzo szybko nadaje mu własny charakter, wzbogacając historię o trudne relacje rodzinne, emocjonalne rozterki oraz pytania o to, gdzie przebiega granica między uczuciem a obsesją. To książka, która nie skupia się wyłącznie na romansie, ale pokazuje również, jak bardzo przeszłość potrafi wpływać na teraźniejszość i jak trudno uwolnić się od ludzi, którzy próbują kontrolować każdy aspekt naszego życia. FortunateEm od początku prowadzi fabułę w taki sposób, by czytelnik stale zastanawiał się, komu można zaufać. 🖤🎨 Główna bohaterka, Renese, jest postacią zdecydowanie bardziej złożoną, niż mogłoby się początkowo wydawać. Jej uroda, zamiast być błogosławieństwem, stała się źródłem wielu problemów i sprawiła, że przez lata była oceniana głównie przez pryzmat wyglądu. FortunateEm dobrze pokazuje, jak takie doświadczenia wpływają na psychikę oraz sposób budowania relacji z innymi ludźmi. Renese jest niezależna, uparta i za wszelką cenę próbuje decydować o własnym życiu, choć jednocześnie nosi w sobie wiele lęków i emocjonalnych ran. To bohaterka, której decyzje nie zawsze są łatwe do zrozumienia, ale właśnie dzięki temu wydaje się autentyczna. 🖤🎨 Dużą rolę odgrywa również Jasver, którego autorka przez długi czas otacza aurą tajemnicy. Początkowo wydaje się idealnym rozwiązaniem problemów Renese, jednak z każdą kolejną stroną odkrywamy coraz więcej jego skomplikowanej osobowości. Relacja tej dwójki opiera się na wzajemnym przyciąganiu, ale także na niedopowiedzeniach, ostrożności i emocjonalnych konfliktach. Motyw fake dating został wykorzystany w ciekawy sposób, ponieważ stanowi jedynie punkt wyjścia do znacznie bardziej złożonej historii o zaufaniu, potrzebie bliskości oraz konsekwencjach podejmowanych decyzji. Chemia między bohaterami jest wyraźnie wyczuwalna, a napięcie stopniowo narasta wraz z rozwojem wydarzeń. 🖤🎨 Na uwagę zasługuje również klimat całej powieści. FortunateEm wprowadza do fabuły motyw sztuki, który nadaje historii elegancji i nieco mrocznego charakteru. Choć można odnieść wrażenie, że ten element mógł zostać rozwinięty jeszcze szerzej, dobrze współgra z emocjonalnym tonem książki i stanowi interesujące tło dla wydarzeń. Styl autorki jest lekki i bardzo płynny, dzięki czemu kolejne rozdziały czyta się szybko. Historia potrafi zaciekawić zarówno dynamicznymi dialogami, jak i scenami skupionymi na przeżyciach bohaterów, które pozwalają lepiej zrozumieć ich motywacje. ㅤ 🖤🎨 Aberracja mroku nie jest jednak książką pozbawioną wad. Momentami rozwój relacji głównych bohaterów wydaje się nieco zbyt szybki, a niektóre emocjonalne zwroty akcji mogłyby zostać mocniej uzasadnione. Czytelnicy oczekujący rozbudowanego wątku związanego ze światem sztuki mogą poczuć pewien niedosyt, ponieważ większy nacisk położono na relacje między bohaterami oraz ich wewnętrzne konflikty. Nie zmienia to jednak faktu, że FortunateEm stworzyła historię, która potrafi zaangażować emocjonalnie i utrzymać zainteresowanie aż do ostatnich stron. ㅤ 🖤🎨 Aberracja mroku to propozycja dla czytelników lubiących romanse z mroczniejszym klimatem, wyrazistymi bohaterami i historiami, w których uczucia nie są proste ani jednoznaczne. FortunateEm umiejętnie łączy motyw udawanego związku z tematami wolności, manipulacji, rodzinnych traum oraz poszukiwania własnej tożsamości. To książka pełna emocji, tajemnic i napięcia, która pokazuje, że czasami największym zagrożeniem nie jest mrok otaczającego świata, lecz ten, który człowiek nosi w sobie. Jeśli lubicie historie balansujące między romansem a psychologicznym dramatem, ta powieść zdecydowanie zasługuje na uwagę.
Echo zapomnienia
Drogi Czytelniku... Pewna dziennikarka? Obecna. Paranormalny romans? Jasne. Światło i mrok? Są. Tajemnicze znamię? Jest. Koszmary? Oczywiście. Tajemnice? Pewnie. Kłamstwa? Będą. Walka? Nie obędzie się bez niej. Wątpliwości? Znajdą się. Anioły? Cóż... Demony? Tak. Lęk, fascynacja? Koniecznie. Słabości? Uhum... Między innymi właśnie to serwuje nam K.E December w swojej najnowszej książce pod tytułem „Echo zapomnienia”. Jaki osiągnęła efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie odsyłam do lektury książki. Jest to drugi tom serii Drzewo życia. Miło było przenieść się do świata Emily, Nathaniela, Zuriela, Amy, Samuela, Lilith, Jima, Margan, Shemy, Gabriela, Raziela, Lucyfera, Amona i innych. Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze. Już odpowiadam. Po pierwsze, bohaterowie. Są dość dobrze wykreowani, interesujący i zróżnicowani. Czy kogoś lubię nadal? Nie, niestety nikogo, choć bardzo chciałam polubić Emily i Nathaniela. Dlaczego? Tego oczywiście nie zdradzę. W tym przypadku jest to jednak zdecydowanie plus (również nie zdradzę dlaczego). Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że to nie jest prawdziwy rollercoaster, przynajmniej dla mnie. Akcja rozkręca się swoim tempem, mimo to cały czas coś się dzieje. Autorka nie serwuje nam emocji dużymi porcjami (no może czasami). Chwilami brakuje tu zaskakujących zwrotów akcji (lecz nie do końca o nie tu chodzi), lecz nie wywoływania w nas skrajnych uczuć i problemów, którymi obarczone są na każdym kroku nasze persony, zwłaszcza Emily. Po trzecie, styl. Autorka (co mnie oczywiście nie zaskoczyło) pisze lekko i dość przyjemnie dla oka, dzięki czemu książkę czyta się bardzo szybko (szkoda, że książka nie miała jeszcze tak z pięćdziesiąt stron i ze dwa wątki), przyjemnie i łatwo. Daję za to plusika, ale i minusika. Po czwarte, zakończenie. Naprawdę warto do niego dotrzeć, mimo iż po raz kolejny zostawia spory niedosyt, autorka znów zakończyła tę historię w takim momencie, że... Czy było zaskakujące? Cóż, mnie aż tak nie zaskoczyło... Jednak nie bardzo wyobrażam sobie, by mogło być inne. Przyznaję za nie plusika, ale i małego minusika. Powieść jest kolejną lekką lekturą do poduszki. Opowieść pokazuje, że nic nie dzieje się przypadkiem. Książka praktycznie czyta się sama. Historia naprawdę wciąga, chwilami sprawia, że chce się być częścią życia (choć momentami dość pokręconego i niebezpiecznego) naszych bohaterów. Nie chciałam opuszczać go aż do finału, przynajmniej w tym tomie. Autorce dziękuję za kolejną przygodę. :) Naprawdę fajnie spędziłam przy niej czas, lubię powieści tego typu, pisane w tym klimacie. Czekam na ciąg dalszy tej historii (mam nadzieję, że nie za długo). :) Ogólna ocena - 5/6. :) POLECAM, POLECAM, POLECAM.
Historyczne bzdury o średniowieczu. Jak naprawdę żyło się w czasach dam i rycerzy?
Przyznam szczerze, że wcześniej historią średniowiecza nie interesowałam się szczegółowo. Ot, jedynie tyle, ile nauczyłam się w szkole. Dlatego ta książka otworzyła mi oczy na wiele rzeczy, które wydawały się normalne, kiedy myślałam o średniowieczu, a wcale takie nie były. Pewnie każdy z nas kojarzy różne sceny z filmów pokazujące średniowiecze - sceny walk, momenty, gdzie bohaterowie jedli posiłki i ogólnie przedstawiające to, jak żyli ludzie w tamtych czasach. Jednak wiele z tych obrazów nie miało miejsca w realnym życiu. Średniowiecze było zupełnie inne niż to, co często pokazują nam filmy. Anna Zielińska podeszła naprawdę super do tego tematu, obalając największe mity i szczegółowo opisując, skąd wzięły się błędne przekonania (czasami wynikające z różnej literatury). Wyjaśniła, czym kierowali się ludzie w średniowieczu, jaka była prawda oraz co tak naprawdę wiedzą historycy. Każdy temat został, przynajmniej dla mnie - osoby, która wcześniej nie interesowała się tym okresem - szczegółowo opisany. I tak po prostu, po ludzku. Przyjemnie było spędzić czas z tą lekturą. Nie da się ukryć, że wiele rzeczy mnie zaskoczyło. Tematy zawarte w książce to m.in. Mieszko I i chrzest Polski, bitwa pod Grunwaldem i inne bitwy, higiena - w tym łaźnie i ówczesna moda, a także choroby oraz walka z nimi. I naprawdę trochę bałam się, że książka będzie napisana w sposób bardzo ogólny - jako zbiór mitów i krótkie wyjaśnienie. Cieszę się, że tak nie było. Że wszystko zostało dobrze przedstawione i wyjaśnione, a ja mogłam poznać epokę średniowiecza z różnych perspektyw. Bardzo polecam. Czyta się naprawdę przyjemnie!
Titek poznaje przedszkole
Cześć, Bohatera dzisiejszej książki doskonale znają wszyscy, którzy dzielnie odwiedzają mój profil i śledzą nasze czytelnicze polecajki. Przed Państwem Titek! Moje małe marzenie w końcu się spełniło i doczekaliśmy się części poświęconej adaptacji przedszkolnej: „Titek poznaje przedszkole”. Titek pierwszy raz idzie do przedszkola i razem z jego rodziną będziemy towarzyszyć mu tym wydarzeniu. Dlaczego tak bardzo ujęła mnie ta pozycja? Bo przeprowadza malucha (a właściwie także jego rodziców) przez ten proces krok po kroku. Mamy wspólne przygotowanie plecaka, wspólne szykowanie się do wyjścia, spacer do przedszkola i czułe pożegnanie z rodzicem, oprowadzenie po nowej Sali. Wszystkie te zabiegi realnie zmniejszają lęk przed nieznanym. Jako psycholog pracujący z dziećmi (i mama, która niejedno przedszkolne pożegnanie ma za sobą!) z pełnym przekonaniem twierdzę, że to jedna z najlepszych pozycji wspierających proces adaptacji na rynku. Oswojenie rutyny i pokazanie, co dokładnie wydarzy się po kolei, daje maluchowi ogromne poczucie przewidywalności. Jak zawsze znajdziecie tu także idealne zachowanie rodzica, który wierzy w swoje dziecko, rozumie jego emocje i wspiera w rozwoju. Także nauczyciel jest pokazany jako ten sprzyjający dziecku. Co mi się podoba, nie unikamy w tej książce trudnych emocji, jest smutek i lęk (rozstanie z mamą, przewrócenie się na placu zabaw). Cieszę się, że pokazano również dziewczynkę, która nie chce zjeść surówki i nauczycielkę, która to akceptuje. Kolejna sprawa, jak tylko zobaczycie te kolorowe ilustracje, pełne nasyconych barw, szczegółów, radosnej energii i takiego niepisanego poczucia bezpieczeństwa, to od razu poczujecie, że to wyjątkowa opowieść w świecie najmłodszych. Genialnym zabiegiem są tu też zadania, które angażują małego czytelnika. Dziecko nie tylko słucha, ale staje się aktywnym uczestnikiem historii. Mamy tu m.in. poszukiwanie czerwonego samochodzika, naśladowanie ruchów zwierząt (zobaczcie sami, jak chodzi słoń, a jak mała mrówka! ), śledzenie palcem trasy wycieczki. To świetnie rozładowuje napięcie i buduje bliskość. Na samym końcu czeka też coś dla rodziców, czyli zestaw praktycznych i bardzo empatycznych wskazówek dla rodzica, który przecież w tym szczególnym czasie również potrzebuje wsparcia i zaopiekowania swoich emocji. Pamiętajcie, że udana adaptacja nie zaczyna się na dzień przed pierwszym września. Jest to proces, który warto rozpocząć już teraz, na przykład właśnie podczas wspólnego, spokojnego czytania w domu.
Zarządzanie powierzchnią ataku w cyberbezpieczeństwie. Strategie i techniki ochrony zasobów cyfrowych
„Zarządzanie powierzchnią ataku w cyberbezpieczeństwie” autorstwa Rona Eddingsa i MJ Kaufmann to bardzo dobra i kompleksowa pozycja dotycząca ochrony współczesnych środowisk IT. Książka pokazuje, że nie możemy zabezpieczyć zasobów, o których istnieniu nawet nie wiemy. Autorzy prowadzą czytelnika przez cały proces zarządzania powierzchnią ataku - od identyfikacji i klasyfikacji zasobów, przez ocenę ryzyka i ustalanie priorytetów, aż po działania naprawcze i ciągłe monitorowanie. Bardzo podoba mi się połączenie technicznego spojrzenia na bezpieczeństwo z ryzykiem biznesowym. Nie chodzi tylko o znalezienie jak największej liczby podatności, ale o zrozumienie, które zasoby są naprawdę kluczowe i gdzie potencjalny atak może spowodować największe straty. Autorzy uwzględniają również perspektywę atakującego, shadow IT, chmurę, SaaS, kontenery, IoT, urządzenia mobilne, API, tożsamość, łańcuch dostaw oraz rozwiązania wykorzystujące AI. Dużą zaletą książki jest również pokazanie, jak rozmawiać o zagrożeniach z biznesem. Techniczna podatność sama w sobie nie zawsze wyjaśnia, dlaczego organizacja powinna przeznaczyć czas i pieniądze na jej usunięcie. Dopiero powiązanie jej z konkretnym zasobem, procesem biznesowym oraz możliwymi stratami pozwala świadomie ustalać priorytety. Nie jest to kolejny podręcznik opisujący jedno narzędzie albo zbiór technik pentesterskich. To szersze spojrzenie na bezpieczeństwo organizacji oraz proces, który powinien być prowadzony w sposób ciągły, a nie tylko przy okazji audytu lub incydentu. Momentami książka jest jednak dość szeroka i bardziej procesowa niż techniczna. Osoby szukające szczegółowych instrukcji obsługi konkretnych narzędzi, gotowych konfiguracji lub praktycznych laboratoriów mogą odczuwać pewien niedosyt. Nie zmienia to jednak faktu, że jako przewodnik po zarządzaniu powierzchnią ataku sprawdza się bardzo dobrze. Książkę polecam specjalistom cyberbezpieczeństwa, administratorom, architektom, osobom odpowiedzialnym za ryzyko i compliance, ale również managerom IT i security. To konkretna, aktualna i przydatna publikacja, która pomaga uporządkować wiedzę oraz spojrzeć na powierzchnię ataku jako na realny problem techniczny i biznesowy.