ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Kraina Martwej Ziemi. Tom 1. Krew i stal (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo SQN
    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo SQN
    Ocena:
    4.8/6  Opinie: 4
    Stron:
    384
    Druk:
    oprawa miękka
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Książka

    34,90 zł 24%
    26,59 zł

    Dodaj do koszyka

    Ebook

    29,90 zł 50%
    14,90 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Do przechowalni

    Odległa podróż w głąb nieprzyjaznej krainy 

    Krew i stal to znakomity debiut Jacka Łukawskiego, początek cyklu Kraina Martwej Ziemii. Autor stworzył powieść z wyjątkowym mistycznym, klimatem osadzoną w średniowiecznych realiach, pełną barwnych słowiańskich legend. Akcja książki rozpoczyna się, gdy w głąb krainy zwanej Martwicą wyrusza wysłana przez władcę Wondettel wyprawa. Jej cel z pozoru wydaje się prosty, drużyna ma sprowadzić z powrotem członków poprzedniej ekspedycji. Jednak kłopot  w tym, że tamci już od dłuższego czasu nie dają znaku życia. Nie do końca też wiadomo po brnęli na nieprzyjazne człowiekowi tereny. Silny oddział pod dowództwem Dartora, starego, zaprawionego w bojach oficera, wkracza w suche stepy, by zmierzyć się z demonami przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Prawdziwy cel misji zna tylko przysłany w ostatniej chwili przewodnik. Lecz nawet on – tajemniczy Arthorn – nie przypuszcza, jaki los przygotowali dla nich bogowie i jak krucha jest równowaga znanego im świata. Oddział maszeruje do starego klasztoru u podnóża Smoczych Gór, w którym ukryte jest coś, co musi powrócić do królestwa Wondettelu, zanim Zasłona Martwej Ziemi pęknie i zaniknie.

    (…) Głośne szczekanie psów zagłuszyło tętent, który niósł się donośnie po pogrążającej się we śnie osadzie. Nim kmiecie zdołali się wygramolić ze swych barłogów i wyjrzeć bojaźliwie przez szpary okiennic, obcy minął ostatnie chałupy i rozpłynął się w gęstniejących mgłach, jakie o tej porze roku spowijały okolicę.
    Wkrótce przybysz dotarł do rozstai. Ściągnął wodze i kręcił się niezdecydowany, nie wiedząc, którą z dróg wybrać. Czające się w krzakach licho strzygło uszami, lecz nim wyszło na pokryty mleczną rzęsą dukt, jeździec spiął konia i ruszył ku ciemnej ścianie puszczy.
    Popędzał wierzchowca, wiedząc, że to najgorszy czas na samotną podróż – nocne istoty wypełzły już bowiem ze swych leży i garnęły się ku ludzkim sadybom, wyłaziły na trakty i kryły w ostępach, czyhając na nieszczęśników, których żywotem mogłyby się ogrzać. Jeździec wiedział, że rozsądniej byłoby przeczekać noc w jakimś zajeździe i ruszyć dopiero o brzasku, lecz nie mógł sobie na to pozwolić. Nie tym razem (…) 

                                                                                              Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności