ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Dzikie karty tom 1 (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Ocena:
    3.0/6  Opinie: 1
    Stron:
    652
    Druk:
    oprawa miękka
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Książka

    niedostępna

    Powiadom mnie, gdy książka będzie dostępna

    Ebook

    32,00 zł 23%
    24,64 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Nazbyt realny świat superbohaterów 

    Dzikie karty to zbiór opowiadań kilku autorów pod redakcją George’a R. R. Martina. Napisane w różnych stylach, razem tworzą zadziwiająco spójną i interesującą całość. Łączy je alternatywna rzeczywistość końca II wojny światowej, kiedy obcy wirus uderzył w Ziemię obdarzając garstkę ocalałych ludzi nową tożsamością i na zawsze zmieniając ich DNA. Zarażonych dzieli się na dwie grupy – Asów, którzy zyskują nadludzkie zdolności oraz Dżokerów, których wirus okaleczył i zmienił zdecydowanie na gorsze. Wszyscy autorzy dali popis swojego kunsztu i wyobraźni tworząc mozaikę arcyciekawych opowieści. Każda historia jest elementem logicznej układanki. Książka przedstawia proces asymilacji odmieńców w mocno doświadczonym przez okrucieństwa wojenne społeczeństwie. Obowiązkowa pozycja dla fanów twórczości Martina i nie tylko. 

    (…) Technologowie rakietowi dostali fioła na punkcie jego statku i snuli najróżniejsze teorie na temat tego, jaki napęd nadświetlny może wykorzystywać. Niestety, nasz takizjański gość bardzo chciał dotrzeć na Ziemię przed przybyciem swoich kuzynów i podróżował tak szybko, że przepalił swój napęd, a do tego odmawiał wpuszczenia kogokolwiek na pokład — zarówno wojskowych, jak i cywilów. Werner i jego Niemcy mogli tylko zadawać pytania, co czynili skwapliwie, może nawet kompulsywnie. Z tego, co zrozumiałem, fizyka teoretyczna i technologia pojazdów kosmicznych nie były specjalnością naszego gościa, ale zrozumieliśmy z tego tyle, że napęd wykorzystuje nieznaną nam wcześniej cząstkę poruszającą się szybciej od światła.
    Obcy podał nam jej takizjańską nazwę, równie niewymawialną jak jego własne imię. No cóż. Podobnie jak wszyscy wykształceni ludzie, znałem trochę klasycznej greki i miałem żyłkę do nazewnictwa. To ja wymyśliłem określenie „tachion”. Żołnierze trochę zamotali i zaczęli mówić o naszym kosmicie „ten cały tachion”. Fraza szybko się przyjęła i już tylko krok dzielił go od ostatecznego przezwiska „Doktor Tachion”, pod którym później zasłynął w prasie (…) 

                                                                                                              Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności