Facebook
    ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Diabłu ogarek. Ostatni hołd (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Autor:
    Konrad T. Lewandowski
    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo RM
    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo RM
    Ocena:
    6.0/6  Opinie: 1
    Stron:
    256
    Druk:
    oprawa miękka
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Książka

    29,90 zł

    Powiadom mnie, gdy książka będzie dostępna

    Ebook

    25,53 zł

    Powiadom mnie, gdy książka będzie dostępna

    Poleć tę książkę znajomemu Poleć tę książkę znajomemu!!

    Przenieś na półkę

    Świetna intryga, dużo humoru, szczypta niesamowitości i barwna polska historia 

    Mamy rok 1641. Woźny trybunału Ziemi Litewskiej Stanisław Lewandowski herbu Paprzyca, dostaje wyjątkowo kłopotliwe zlecenie. Oto Jezuici, którzy nie pałają do niego przesadną sympatią, wzywają go na Kurpiowszczyznę, aby rozsądził spór między nimi, a miejscowym właścicielem Myszowieckim o to, które piwo jest smaczniejsze. Ich czy jego. Lewandowski ma złe przeczucia odnośnie tej wyprawy, które okazują się nie być bezpodstawne. Dodatkowo  jego aplikant Grzesiek koniecznie chce się wykazać i ani myśli dłużej siedzieć w zaścianku, studiując pożółkłe statuty sejmowe. Tymczasem Młody pruski książę elektor Fryderyk Wilhelm Hohenzollern uparcie odwleka hołd należny królowi Polski Władysławowi IV.  Wszystkie te sprawy nieoczekiwanie łączą się w całość niosącą lawinę kłopotów, łącznie z klątwą i losem żywego potępieńca. Jakby tego wszystkiego było mało Grzesiek trafia w zaświaty, gdzie postanawia prowadzić śledztwo w sprawie śmierci dziewczyny, której wdzięki wydały mu się niezmiernie interesujące. Akcja książki Konrada Lewandowskiego rozgrywa się w przestrzeni, która nijak się ma do rzeczywistych ziemskich realiów. W zaświatach dochodzi do podstępnej, czarnoksięskiej agresji na Rzeczpospolitą.  Okazuje się jednak, że król Władysław może liczyć na wiernych poddanych nie tylko z krwi i kości. Autor nawiązuje do ludowych legend kurpiowskich oraz łączy je z autentycznymi praktykami pruskich czarowników z okresu wojen polsko-krzyżackich, tworząc oryginalną i niesamowitą mieszankę.

    (…) Lato roku Pańskiego 1641 chyliło się ku końcowi. Zelżały upały. Przez uchylone okno kancelarii sądu ziemskiego w Liwie do izby wpadały pierwsze rześkie powiewy nadchodzącej jesieni.
    – Że jak niby? – woźny trybunalski Stanisław Lawendowski upewnił się, że dobrze słyszy. – Tak to tam w istocie stoi?
    Asesor Wygonowski uniósł wyżej do oczu kartę z pozwem.
    – Prawowierne wartości duchowe – przeczytał głośno po raz wtóry.
    – W piwie?!
    – Ano w piwie. Widać po bożemu uwarzone.
    – A spróbowałby który gagatek piwowar warzyć niepobożnie! Zaraz by takiemu mistrz małodobry całą beczkę przez lejek w gardziel przetoczył, co do kropli.
    – Wszakże tu najwyraźniej o coś więcej idzie – stwierdził sędzia. – Ojcowie jezuici twierdzą, że to jawna obraza boska, żeby ich piwa nie pić.
    Stanisław podrapał się w głowę i popatrzył na resztę przytomnych na kancelaryjnej naradzie, podczas której układano porządek najbliższych posiedzeń trybunału. Pan podsędek Zając bawił się przy tym wybornie. Pisarz Jędrzej przeciwnie – z miną człowieka, którego po trzydziestu pięciu latach sądowej służby nic już zadziwić nie może, z piórem zawieszonym nad otwartą księgą wokandy czekał na postanowienie zwierzchności. Co każą – zapisze. Grzesiek Lawendowski, krewniak i aplikant woźnego, nie śmiał odzywać się przy starszych, ale łypał na boki tak zbystrzałymi nagle ślepiami, że nie sposób było nie zgadnąć, o czym młokos myśli i że z góry się na to cieszy. O, niedoczekanie smarka! (…)

                                                                                                  Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności