Facebook
    ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Armada (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo JK
    Ocena:
    5.0/6  Opinie: 1
    Stron:
    448
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Ebook

    34,90 zł 22%
    27,37 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Spełnienie marzeń, a może coś innego? 

    Zack Lightman to nastolatek jakich wiele, miłośnik gier komputerowych i bytowania w świecie wirtualnym. Fan gry Armada, kroczy przez życie z głową w chmurach marząc by świat choć trochę bardziej przypominał rzeczywistość jego ulubionej rozrywki.  Niechby jakieś fantastyczne, przełomowe zdarzenie roztrzaskało wreszcie monotonię jego bezbarwnej egzystencji i porwało go na szlaki kosmicznej przygody… Jednak chłopiec potrafi odróżnić świat realny od fantazji. Doskonale zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę młodzi, nadpobudliwi gracze nie dostają możliwość obrony świata. Sytuacja zmienia się, gdy pewnego dnia widzi latający spodek. Więcej: ten statek kosmitów jest jakby żywcem wzięty z gry, której oddaje się co wieczór – popularnego symulatora lotów Armada. Czy to możliwe? Nie, nie zbzikował. A jego umiejętności – wraz z umiejętnościami milionów podobnych mu graczy na świecie – będą potrzebne, by uratować planetę. Nareszcie jest jego upragniona szansa! Tylko gdzieś w tyle głowy czai się dziwna wątpliwość – podsycana przez pamięć opowieści sci-fi, z którymi wyrastał – czy coś w tym scenariuszu nie wydaje się zanadto… znajome? 

    (…)  siedziałem w klasie, gapiąc się w okno i marząc o jakiejś przygodzie, gdy zobaczyłem latający talerz.
    Zamrugałem i popatrzyłem jeszcze raz – ale był tam nadal, lśniący chromem dysk zygzakami przecinający niebo. Ledwo nadążałem wzrokiem za serią coraz szybszych, nieprawdopodobnie ostrych zakosów, które z człowieka, gdyby na pokładzie był jakiś człowiek, zrobiłyby marmoladę. Dysk pomknął w stronę linii widnokręgu, po czym momentalnie się nad nią zatrzymał. Na dłuższą chwilę zawisł bez ruchu nad widocznym tam pasem drzew, jakby przeczesywał niewidzialnym promieniem teren w dole, zaraz jednak się wzbił, kolejnymi skrętami i przyspieszeniami przecząc prawom fizyki.
    Starałem się podejść do tego na luzie. Pozostać sceptykiem. Beształem się w duchu, bo umysł mam przecież ścisły, chociaż nie zawsze potwierdzają to moje oceny.
    Wróciłem wzrokiem do dysku. Wciąż jeszcze nie potrafiłem określić, z czym mam do czynienia, wiedziałem jednak, jaką koncepcję odrzucić – nie był to meteoryt. Ani balon meteorologiczny, ani też obłok gazu bagiennego czy piorun kulisty. Wykluczone; niezidentyfikowany obiekt latający, który teraz na własne oczy oglądałem, był zdecydowanie zjawiskiem nie z tej ziemi.
    Pomyślałem więc: Jasna cholera (…) 

                                                                                                          Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności