Recenzje
30-dniowy plan produktywności. Jak w 30 krokach pozbyć się złych nawyków i odzyskać swój czas
Są książki o produktywności, które motywują przez jeden wieczór. Są też takie, które imponują teorią, ale trudno przełożyć je na praktykę. „30-dniowy plan produktywności” należy do trzeciej, znacznie rzadszej kategorii — tych, które realnie zmieniają sposób działania. Już od pierwszych stron autor trafia w czuły punkt współczesnego czytelnika: poczucie, że mimo ciągłej aktywności stoimy w miejscu. Spotkania gonią spotkania, lista zadań rośnie szybciej niż jesteśmy w stanie ją skracać, a wieczorem zostaje tylko zmęczenie i frustracja. Książka nie ocenia. Nie moralizuje. Zamiast tego proponuje 30 konkretnych kroków — jeden na każdy dzień — które mają pomóc odzyskać kontrolę nad czasem i energią. Największym atutem publikacji jest jej struktura. Każdy rozdział działa jak miniwarsztat: najpierw diagnoza problemu (np. prokrastynacja, brak priorytetów, rozpraszacze), potem pokazanie, jak sabotuje on naszą produktywność, a na końcu — zestaw praktycznych narzędzi do wdrożenia od zaraz. To sprawia, że książka nie przytłacza, lecz prowadzi czytelnika krok po kroku. Nie trzeba rewolucji. Wystarczy konsekwencja. Co ważne, autor nie obiecuje cudów w stylu „pracuj 4 godziny dziennie i zarabiaj miliony”. Zamiast tego proponuje realistyczne podejście: eliminację złych nawyków i budowę własnego systemu zarządzania czasem. I właśnie ta personalizacja jest tu kluczowa. Nie ma jednej, uniwersalnej metody — są narzędzia, z których można zbudować coś dopasowanego do siebie. Styl jest konkretny, dynamiczny i pozbawiony zbędnego nadęcia. To książka, którą czyta się szybko, ale wdraża powoli — bo prawdziwa wartość tkwi w działaniu. To nie lektura „do odhaczenia”, lecz plan pracy nad sobą. Czy ta książka zmieni życie w 30 dni? Jeśli potraktujesz ją jak inspirację — prawdopodobnie nie. Jeśli jednak podejdziesz do niej jak do programu treningowego i wykonasz zaproponowane ćwiczenia — może stać się punktem zwrotnym. „30-dniowy plan produktywności” to nie kolejny poradnik o robieniu więcej. To książka o robieniu mądrzej — i wreszcie w zgodzie ze sobą.
Exes and O's. Z byłymi nie ma żartów
Jeśli uwielbiacie lekkie i przyjemne komedie romantyczne to ta książka jest wprost idealna dla Was. Główna bohaterka Tara, bookstagramerka z ogromną miłością do książek (skąd my to znamy 😉 ), ale również wielka romantyczka czekająca na miłość i tego jednego jedynego. Niestety w życiu nie jest tak kolorowo jak na kartach powieści. Tara zdecydowanie nie ma szczęścia w miłości, a każdy jej związek kończy się porzuceniem. Po wielu przepłakanych nocach i wielu kryzysach postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Wraz ze zmianą mieszkania postanawia zmienić swoje życie. Nowy, przystojny współlokator Travor, niespodziewanie staje się jej doradcą do spraw damsko-męskich. Tara spisuje listę swoich byłych i postanawia dać im (i sobie) ostatnią szansę. Zaczyna umawiać się z nimi na spotkania, licząc na szczęśliwe zakończenie. Jednak w przypadku Tary sprawdza się idealnie powiedzenie, że „nie powinno się wchodzić dwa razy do tej samej rzeki”. Po wielu perypetiach, zaskakujących randkach zaczyna dostrzegać, że to czego szuka znajduje się bardzo blisko niej… można nawet rzec dosłownie pokój w pokój 🤭. Okazuje się bowiem, że przeciwieństwa mogą się bardzo przyciągać ❤️ Czy Tara w końcu spełni swoje marzenia o wielkiej, romantycznej miłości? Czy odnajdzie szczęście w przeszłości? Ja przez całą książkę mocno trzymałam za nią kciuki. Zdecydowanie spodobała mi się jej postać. Pozytywnie zakręcona, bezpośrednia, gadatliwa. Taka osoba, którą spokojnie chciałabym spotkać w życiu prywatnym. Książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Pełna świetnych dialogów i cudownego poczucia humoru. Bawiłam się świetnie i niejednokrotnie popłakałam się ze śmiechu. Były jednak również momenty smutne i wzruszające. W końcu nikt nie lubi mieć złamanego serce, nikt nie chce być porzucony i pozostawiony samemu sobie. Jednak spokojnie, jak to bywa w komediach romantycznych, zakończenie jest takie jakie powinno być. Pełne miłości, wzajemności i spełnienia. Jeśli macie ochotę na zabawną, ciepłą i uroczą powieść to zachęcam. Gwarantuję, że się nie zawiedziecie 🤗💝.
Trening uczuć. Ranczo Srebrzyste Sosny #2
„Właściwy kierunek to ten przed nami, nie za nami” Ivy - promienna trenerka koni oraz Wade - zrzędliwy właściciel rancza. Ivy zaimponowała wszystkim podczas rozmowy kwalifikacyjnej i zaczyna pracę jako trenerka na ranczu Wade’a. Przez długi czas obydwoje testują swoje granice, by w końcu im ulec. Ivy jest gadatliwa i emanuje siłą, a przez wydarzenia z ex obiecała sobie, że już nikt więcej nie będzie pogrywał z nią i jej uczuciami. Wade nie ma cierpliwości i jest trochę cyniczny, a ranczo to jego dziedzictwo, które chce kontynuować po śmierci ojca. Wade przez większość czasu był mrukliwy, ale nie można odebrać mu braku czułości. I chociaż działał na autopilocie, uwielbiam, jak gotował i zaopiekował się Ivy, gdy ta doznała małego wypadku. To wreszcie o nią ktoś się troszczył. A to jak Wade suszył jej włosy? No przekochane. W międzyczasie Ivy starała się uchwycić te część osobowości Wade’a, która zniknęła przez obowiązki i ciężar pracy nad ranczem. Uwielbiam, jak zwracała uwagę na jego uśmiechy i dołeczki. Bardzo mi się podoba szacunek Wade’a do kobiet i to w każdej swerze - codziennej, zawodowej, czy intymnej. Uwielbiam facetów, którzy pragną kontroli, ale jeszcze bardziej jak ją tracą przy takiej kobiecie, jak Ivy. Oh i jestem fanką jego mrocznej strony. Jeśli chodzi o ex naszych bohaterów, to obydwoje nadają się do kosza. W szczególności Brad - bo dlaczego takie śmiecie żyją na tym świecie? Ivy jedyne co czuła, to to, że nie jest warta miłości, a za to, co jej zrobił, sama bym go walnęła, tak, jak Wade. Janelle nie była lepsza ze swoimi wymaganiami i zdradami, przez co nasz ranczer miał problemy z zaufaniem i przestał myśleć o sobie i swoich marzeniach. Cieszę się, że Wade i Ivy mocno się wspierali i wynieśli lekcje ze swoich poprzednich związków. Klimat rancza jest obłędny, a licytacje koni, czy treningi z anielicą tylko to dopełniały. Uwielbiam tryb i pracę Ivy i Wade i to jak się synchronizowali na każdym kroku. Wade i Ivy stworzyli prawdziwą więź, a ona dodatkowo zyskała rodzinę i przyjaciół. Bo tak to wygląda, kiedy należysz do rodu Ashby.
Trening uczuć. Ranczo Srebrzyste Sosny #2
Książka mimo swojej objętości jest bardzo przyjemna do czytania. Jednak zauważyłam jeden problem, który wystąpił także podczas czytania pierwszej część serii „ranczo srebrzyste sosny”. Pierwsze około 100 stron książki w ogóle mnie nie porwało. Przebrnięcie przez początek księżki było dla mnie po prostu nużące, ale nie ma to nic związanego ze sposobem pisania autorki. Wydaje mi się, że te początki relacji między bohaterami w serii są na siłę stylizowane na trudniejsze niż mogłyby być. Tak jak mówię, pierwsze 80 stron opierało się na tym, że Wade i Ivy odgrywali jakąś psychologiczną grę między sobą pod tytułem „kto pierwszy się ugnie”. Kiedy nastąpił już ten moment przełamania ich relacji i wykonania tego jednego pierwszego kroku książka automatycznie staje się ciekawsza do czytania. Pamiętam, że tak samo miałam z poprzednim tomem. Co do samych bohaterów to musze z dłonią na sercu przyznać, że Wade dosłownie skradł moje serce. Ostatnimi czasy w ogóle mam słabość do ranczerów i kowboi, ale Wade Ashby zyskał w moim książkowym serduszku specjalne miejsce. On jest idealnym połączeniem silnego mężczyzny, który został po prostu skrzywdzony przez los z taką miękką papką, jeśli chodzi o relację z Ivy. To jest ten rodzaj bohatera, który jest grupmy ale wszystkich, ale sunshine dla tej jednej osoby. I dokładnie możemy zaobserwować jego przemianę podczas, kiedy rozwijała się jego relacja z Ivy. Na początku książki pan maruda, niszczyciel dobrej zabawy jest dosłownie książkowym przykładem zranionego człowieka, ale z czasem gdy młoda trenerka koni zaczyna wkraczać do jego życia możemy w rozdziałach z jego perspektywy zaobserwować jak zmienia się jego postrzeganie świata. Nie jest ono już tylko czarno-białe, ale razem z kolorowymi frotkami i życie nabiera koloru. Wade odnalazł w Ivy swoją bratnią duszę, która uleczyła jego serce i pokazała mu jak pokochać świat na nowo. Szczególnie polubiłam go już w końcowej części książki, kiedy dowiedział się o „fasolce”. To było niesamowicie urocze i zupełnie niepasujące do wizerunku ostrego ranczera i właśnie dlatego było tak rozbrajające. Jeśli chodzi o Ivy Spencer to z trudem przyznaję, że mimo że ją polubiłam to nie skradła ona mojego serca. Nie zapadła mi w pamięci na tyle, że kiedy spojrzę na moją półkę z książkami to nie pomyślę sobie „o pamiętam kiedy…”. Oczywiście obsesja Ivy na punkcie frotek do włosów była rozbrajająca, ale to jest jedna z niewielu rzeczy, która wyróżnia ją na tyle innych bohaterek. Mimo to muszę wspomnieć, że znajduję z nią nić porozumienia, ponieważ wydaję mi się, że jesteśmy dosyć podobne. Tak samo jak ona kocham filmy akcji i lody. To na pewno jest jej cecha unikalna na tle innych, bo powiedzcie, która bohaterka książek kochała filmy akcji? One wszystkie zazwyczaj są fanatyczkami ckliwych romansów i Ivy też taka jest, ale troszkę inaczej. Już na początku książki dostajemy opis tego jak w samochodzie słucha audiobooka książki erotycznej i to jest po prostu iconic. Ivy Spencer też jest książkarą. Zwracając uwagę na całokształt książki to nie da się po prosty nie zauważyć ilości scen zbliżenia między bohaterami i to dosłownie w powalającej liczbie. Oczywiście, książka jest oznaczona jako „śpiący”, ale mówiąc szczerze, mimo że pierwsza część też taka była to nie pamiętam, aby miała ona aż tyle intymnych scen. I musze przyznać, że z czasem stało się to wręcz męczące podczas czytania, bo spodziewałam się że w kolejnym rozdziale znowu będzie kolejna taka sama scena, w której Wade mówi, że nie może się opanować, a Ivy mu ulega. I oczywiście nie ma w tym nic złego, ale w tej książce tych scen było aż w nadmiarze i był ich aż przesyt. Kolejnym aspektem, który był interesujący jest była relacja Ivy i jej skutki, które odcisnęły się na psychice bohaterki. Zdecydowanie uwielbiam te rozdziały, w których Wade i Brad ścierali się ze sobą, a z naszego ukochanego ranczera wychodziła dosłownie bestia, bo chciał chronić swoją Ivy. Mimo, że były takie momenty dwa, albo trzy to można w nich było zobaczyć również to, że Wade dawał naszej bohaterce miejsce na samodzielne uporanie się z demonami przeszłości co było niesamowicie rozczulające, bo bądźmy szczerzy, ale on mógł wgnieść Brada w ziemię za samo spojrzenie w stronę Ivy. Na zakończenie zostawiam takie ogólne odczucia książki, bo była ona zdecydowanie dobra i muszę przyznać, że świetnie bawiłam się czytając ją, bo przekomarzanki naszych głównych bohaterów, pojawianie się ich rodziny, która jest zdecydowanie rozbrajająca i całkiem prześmiewcze rozmowy Wade’a z Nashem o relacji z „pracownicą” były po prostu rozwalające. Oczywiście jako wisienka na torcie pojawiła się Ginger i jej dziwna relacja z Cole’em, która wydaje mi się mieć potencjał na własną książkę to jest najlepsza komedia jaką czytałam. Z całego serca polecam przeczytać każdemu.
Zaborczy tatuażysta
„Miał jedynie zamaskować jej blizny Postanowił ją naprawić Kawałek po kawałku” Cassandra przeszła przez piekło. Lata temu została potężnie skrzywdzona. Piętno tamtych wydarzeń nosi na plecach w postaci blizn, które każdego dnia przypominają jej o bólu. Do dziś boi się mężczyzn, a jedynym, którego do siebie dopuszcza, jest jej brat. Marzy o nowym życiu, wolnym od strachu i wspomnień, które wracają do niej każdego dnia. Szansa na zmianę pojawia się, gdy w knajpie w której pracuje pojawia się Brandon, tatuażysta specjalizujący się w tatuażach zakrywających blizny. Kiedy Cassie wchodzi do jego studia, Brandon dostrzega w jej oczach ogromny strach. Postanawia zrobić wszystko, by jej pomóc. Mimo lęku, kobieta czuje się przy nim bezpiecznie, co do końca pozostaje dla niej zagadką. Decyduje się mu zaufać. Moment, w którym Brandon zobaczył jej blizny, był kluczowy. Wtedy zrozumiał, jak wielki bagaż doświadczeń nosi na swoich barkach. Tak zaczęła się ich historia, która z każdym dniem powoli się rozwijała. Cassie czuje, że przeszłość jeszcze zapuka do jej drzwi, czy ma rację? Czy ta poturbowana przez życie kobieta otrzyma szansę na szczęście? Tego dowiecie się, czytając ich historię. Co to była za książka, ja bardzo przepraszam, ale ona poturbowała mnie, ba! ta książka roztrzaskała moje serce na miliony kawałków. To, ile przeszła główna bohaterka, nie mieści mi się w głowie. Mimo strachu, który jej towarzyszył, stawiała powolne kroki ku normalności. Jej więź z bratem jest przepiękna. Mimo traumatycznych wydarzeń, są silni i wspierają się nawzajem, a ich braterska miłość jest potężna. Podobnie Brandon ma wspaniałą więź ze swoimi braćmi. Gdy coś się dzieje, skoczą za sobą w ogień. Kamila! Co ty zrobiłaś? Przepraszam, ale nie mogę się pozbierać po tej historii. Ilość wylanych łez jest nie do opisania, bo przepłakałam większość książki. Ale dziękuję! Mimo poturbowanego serca, nie żałuję ani sekundy spędzonej z tą książką. To będzie jedna z tej historii, którą będę wciskać każdemu, dosłownie.