ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Go global! Wywiady z twórcami polskich firm, które zdobyły rynki międzynarodowe

Świetny pomysł. Rozczarowujące wykonanie. To najkrótsza charakterystyka nowej książki popularnego ekonomisty i publicysty Krzysztofa Rybińskiego.

Rybiński zebrał w jednym miejscu rozmowy z jedenastoma polskimi przedsiębiorcami, których łączy to, że nie zadowolili się sukcesem na krajowym rynku, lecz próbują zawalczyć o sukcesy za granicą. Jest Leszek Czarnecki eksplorujący kierunek wschodni (Białoruś, Ukraina). Jest Solange Olszewska, której autobusy (Solaris) jeżdżą po ulicach wielu niemieckich miast. Mamy Mirosława Grudnia (Vigo) produkującego m.in detektory podczerwieni używane w łaziku Curiosity badającym Marsa. Albo Herberta Wirtha, prezesa działającego już teraz w skali absolutnie globalnej KGHM.

Temat pasjonujący. Rozmówcy ciekawi. A pożytek z publikacji potencjalnie duży, zwłaszcza dla tych, którzy chcieliby czerpać z doświadczeń pionierów biznesowej ekspansji Na czym więc polega problem z tą książką W zasadzie kłopoty są dwa. Pierwszy to dziwaczna forma, którą ta książka przybrała Oto kilka przykładów. Rozmowa z Wojciechem Wyszogrodzkim (HTL--Strefa) zaczyna się od pytania Rybińskiego: „Pierwsze pytanie mam następujące...". Wyszogrodzki: „Żeby się panu profesorowi to wszystko nie pomyliło przy odsłuchiwaniu wielu wywiadów". Rybiński: „Nie pomyli się, wszystko jest tak zorganizowane, że zaraz wrzucam wywiad na komputer i wrzucam do osoby, która się zajmuje jego spisywaniem". Wyszogrodzki: „Przepraszam że się wtrącam, ale ja tak z obowiązku dziennikarskiego podaję". Konia z rzędem temu, kto zrozumie, o co w tym fragmencie chodzi i dlaczego znalazł się na samym początku tej ciekawej rozmowy. Z kolei Dariusz Pachla (LPP) kończy wywiad w sposób następujący: „Jeszcze jedno, zanim się rozstaniemy: wszystkiego najlepszego z okazji urodzin". Rybiński na to: „Oj, jestem zaskoczony, bardzo dziękuję za pamięć. Tak się akurat dożyło, że mam 46. urodziny". Bardzo przepraszam, ale co to wszystko obchodzi czytelnika Co tego typu wymiany uprzejmości wnoszą do omawianego tematu Może w zamyśle mają być takim smaczkiem, który pozwoli czytelnikowi zobaczyć w rozmówcach żywych ludzi Ale wtedy dużo lepszym rozwiązaniem byłoby napisanie przez Rybińskiego króciótkich wstępów do każdego wywiadu. Opowiedzenie o miejscu, w którym się spotykają, i zebranie swoich refleksji na temat rozmówcy. Ale tego nie ma Rodzi się więc natrętne podejrzenie, że to nie żadne smaczki, tylko wykwit najzwyczajniejszego pod słońcem braku profesjonalizmu Ot, najpierw ktoś spisał rozmowę jak leci, autor i wydawnictwo tego nie zredagowali. I powstały wywiady z nieznośnie długimi odpowiedziami, mieszaniem się wątków i dygresjami, w których nierzadko ginie meritum sprawy. Można by na to oczywiście przymknąć oko. Problem tylko w tym, że Rybiński sam kilkakrotnie (również we wstępie) deklaruje: „Osoby, które z reguły zasypiają po lekturze kilku stron ekonomicznego tekstu, będą czytały te wywiady z wypiekami na twarzy". To się niestety nie udało. No chyba że wypieki mają się brać nie z ekscytacji, lecz... z zakłopotania wywołanego takim brakiem profesjonalizmu.

Uważny czytelnik zwróci pewnie uwagę jeszcze na drugi mankament. Tym razem bardziej merytoryczny. Rozumiem, że Rybiński chce wystawić pomnik rodzimej przedsiębiorczości. Zauważa we wstępie, że media w Polsce rzadko piszą o sukcesach naszych fum, i uważa, że należy to nadrobić. W porządku. Tylko dlaczego tak często wpada przy tym w nieznośny ton: „Panie prezesie, dlaczego jest pan taki wspaniały ". Czytelnik pewnie nieraz będzie miał wrażenie, że Rybiński mógłby rozmówców troszeczkę bardziej przycisnąć. Nie w temacie mechanizmów samej rynkowej ekspansji. To robi bardzo dobrze. Ale chciałoby się, żeby dopytał tych stawianych przez siebie za wzór przedsiębiorców, co właściwie wynika z tego, że są firmą polską. I na ile ich osobisty sukces jest też sukcesem społeczności, z której się wywodzą Gdzie płacą podatki Czy nie przesadzają z outsourcingiem Akurat wiele polskich firm ma z tym spore problemy. Przynajmniej jedna z nich znajduje się nawet w tej książce.
Dziennik Gazeta Prawna Rafał Woś, 2014-01-31

SpecBabka. Obudź w sobie kobiecą moc!

Być może  właśnie doświadczasz nieokiełznanych i nierzadko sprzecznych emocji? Może myślisz, że spotykasz niebywałe trudności w relacjach partnerskich, może masz za sobą burzliwe rozstania? Może jesteś niezdecydowana i ciągłe analizujesz wszystko co dzieje się wokół? Może często martwisz się na zapas? W końcu, może brakuje Ci pewności siebie i nie jesteś zadowolona ze swojego wyglądu?

Te tematy, w mniejszym lub większym stopniu, bliskie są niemalże każdej kobiecie. Bardzo wiele nas łączy i jednocześnie każda z nas jest inna.



Droga Czytelniczko, bez względu na to ile masz lat, na jakim etapie życia aktualnie się znajdujesz i jak pojmujesz swoją kobiecość, na pewno znajdziesz coś dla siebie w książce Klaudii PingotSpecbabkaObudź w sobie kobieca moc!



Autorka jest przekonana, iż w każdej kobiecie drzemie niepowtarzalna siła. Ujmuje kobietę jako jedność bio-psycho-społeczno-duchową, ze wszystkimi jej potrzebami. Dotyka fundamentalnych kwestii w życiu każdej kobiety. Otwarcie polemizuje ze stereotypami dotyczącymi kobiet i przekonaniami ograniczającymi. Podejmuje również próbę odpowiedzi na kluczowe pytania. Nie narzuca swojego zdania ani światopoglądu. Ukazuje różnorodne możliwości spojrzenia na daną sytuację. Klaudia Pingot w swojej książce dowodzi, iż każdy nawet mały krok przybliża do stawania się co dzień lepszą wersją siebie. Proponuje wiele przydatnych wskazówek i konkretnych technik, które mogą okazać się pomocne w utrzymaniu lub odzyskaniu równowagi życiowej. Ponadto w każdym rozdziale autorka prezentuje konkretne zadania do wykonania, które pobudzają do autorefleksji, a także motywują do poznawania i wykorzystania swojego potencjału.



Książka jest napisana lekko, w sposób jasny i zrozumiały. Nierzadko z humorem i dystansem do świata.  Autorka zwraca się bezpośrednio do Czytelnika, traktuje go wyjątkowo. Opisując własne doświadczenia staje się bliższa odbiorcy, buduje intymną więź z Czytelnikiem. Dodatkowym walorem jest odwołanie do przykładów konkretnych sytuacji i osób, które trafnie ilustrują omawianą tematykę. Ponadto, publikacja jest bogato ilustrowana i uporządkowana tematycznie. Książka jest przyjemna, czyta się ją jednym tchem. Pozwala spojrzeć na świat i ludzi optymistycznie.



Warto podkreślić, iż nie jest to kolejny pseudopsychologiczny poradnik jakich obecnie wiele na rynku wydawniczym. Autorka opiera się na dowodach naukowych odwołuje się m.in. do procesów i mechanizmów kierujących ludzkim zachowaniem, a także zasad funkcjonowania relacji międzyludzkich wypracowanych na gruncie psychologii. Podaje również dodatkową literaturę, pozwalającą zgłębić wiedzę na interesujące Czytelnika tematy.



W tym kontekście nie bez znaczenia jest wykształcenie i  bogate doświadczenie zawodowe autorki, z którego często czerpie. Jest ona trenerem rozwoju osobistego, coachem i mówcą motywacyjnym, autorką wieku szkoleń.  Ponadto specjalizuje się w psychologii sukcesu, psychologii uważności oraz mowie ciała.



Osobiście, jako studentka psychologii i kobieta polecam Specbabkę. Według mnie pozycja należy do typu książek, które „nosi się w sobie” przez jakiś czas. Z pewnością jeszcze do niej wrócę. Sądzę, że nie tylko kobiety znajdą w niej coś dla siebie. Nie jest to pozycja typowo feministyczna. Specbabka może okazać się  przydatna dla mężczyzn pragnących zgłębić tajemnicę kobiecej psychiki, a także zmienić swoją percepcję świata,  podejście do życia i sposób myślenia.



Uważam, że zawarte w książce treści pobudzają  do refleksji  i mogą przyczynić się do przewartościowania i ugruntowania wiedzy na własny temat. Pozycja ta może stać się narzędziem pomocnym w  odkrywaniu własnej kobiecości i własnego człowieczeństwa. Daje nadzieje, że na każdym etapie  można zmienić podejście do własnego życia, odkryć w sobie zasoby i z nową siłą zdobywać świat. Warto krytycznie podchodzić do prezentowanych w niej treści i wybierać to najważniejsze z własnego punktu widzenia.

Warto przeczytać ta książkę właśnie teraz, gdyż początek roku obfituje w stawianie sobie nowych celów, przewartościowanie życia i dokonywanie zmian. Publikacja  ta może być pomocna również w tym zakresie.
moznaprzeczytac.pl Jadwiga

Limeryki zbrodni

Powieść Janusza Miki to jeszcze jeden dowód na to, że literatura gatunkowa nie jest łatwym wyzwaniem dla każdego. Autorowi nie tylko nie udaje się przekonująco odtworzyć reguł gatunku, ale też, co w tym przypadku dużo ważniejsze, kompletnie nie wychodzi mu wymuszona gra z konwencją.

To nie jedyne wady tej publikacji. Mika pisze językiem, który doskonale się nadaje do szkolnego wypracowania, nieco mniej do tworzenia literatury. Nie umie również konstruować postaci ani fabuły. Jego bohaterów można określić mianem papierowych, a dialogi uznać za sztuczne i egzaltowane.

Szwankuje również łączenie poszczególnych wątków i zmierzanie do finału zgodnie z oczywistą konsekwencją, że coś z czegoś wynika. Tutaj ta podstawowa zasada zostaje potraktowana dość swobodnie i nie jest to, zaznaczmy, efekt jakiegoś zaplanowanego eksperymentu. Jeśli więc czytelnik uwierzy okładkowym zapewnieniom, że kryminał ten jest "prawdziwym intelektualnym wyzwaniem", może się srodze zawieść.

Rozczarowujące są już pierwsze sceny. Odbiorca przekonany, że ma do czynienia z powieścią kryminalną, zdziwi się zapewne, że opis spotkania pewnego mężczyzny i pewnej kobiety przypomina scenę z taniego romansu. Nie bawią również opisy zaangażowanej działalności jednej z kobiet z Krakowa.

Przerysowany portret feministki i poetki razi sztucznością i dość specyficznym, mało błyskotliwym poczuciem humoru. Także pomysł na pewien skarb, mordowanie po latach starszych mężczyzn i zostawianie przy nich tytułowych limeryków jest mało przekonujący. Mógłby się stać podstawą do całkiem ciekawej powieści przygodowej, tak się jednak nie stało w tym przypadku. A szkoda.
ksiazki.onet.pl Bernadetta Darska, 2013-07-30

Marketing za przyzwoleniem. Jak zmienić obcych ludzi w znajomych, a znajomych w klientów

Marketing za przyzwoleniem, czyli jak zmienić obcych ludzi w znajomych, a znajomych w klientów. Brzmi ciekawie, prawda? Niestety zachęcający opis i tematyka książki nie ma odzwierciedlenia w jej zawartości.

Każdy marketer spotkał się w swoim życiu zawodowym z zarzutem, że jego działania opierają się na "mydleniu ludziom oczu w irytujący sposób po to, by sprzedać nieciekawy produkt". Seth Godin nazywa takie poczynania marketingiem przeszkadzającym, stanowiącym gorszą wersję unowocześnionego marketingu za przyzwoleniem. Ten natomiast, w jego ocenie, jest receptą na niską sprzedaż i problemy wizerunkowe.

Czytając tę książkę można mieć czasem wrażenie, że jest ona niczym innym jak marketingowym odpowiednikiem Harry'ego Pottera. Kwestionowanie zasadności tradycyjnych rozwiązań marketingowych, wieszczenie upadku mass media, czy sugerowanie, iż najlepszą metodą promocji jest wysyłanie indywidualnych listów do odbiorców - to wszystko brzmi jak streszczenie pozycji fantasy. Jedynym usprawiedliwieniem jest fakt, że książka w oryginale pojawiła się w 1999 roku - przetłumaczona 15 lat później i wydana w Polsce zdecydowanie traci na wartości szczególnie w tak dynamicznej dziedzinie, jaką jest marketing.

Treść zawarta w ponad 200 stronicowej książce bez problemu mogłaby zostać skondensowana do niezbyt obszernego artykułu - jej założenia są dość proste i zrozumiałe, a autor ma chwilami problem z określeniem odbiorcy swojego dzieła - momentami zwraca się do doświadczonego marketera, który powinien spróbować innych rozwiązań, innych razem do konsumenta nieświadomego marketingowych trików. Wszystko to powoduje, że ceniony autor staje się niewiarygodny i zniechęca do dalszej lektury.

"Marketing za przyzwoleniem" ma oczywiście również swoje plusy. Ciekawostkę stanowi historia pochodzenia słowa SPAM, szeroko omówione programy lojalnościowe i skuteczność ich poszczególnych odmian (w tym przypadku problematyka jest wciąż aktualna) oraz przykłady znanych firm, które swego czasu popełniły błędy, za które musiały słono zapłacić. Książkę czyta się szybko i dość przyjemnie, a powtarzana stale mantra "klientowi nie należy się narzucać" być może skłoni do refleksji osoby, które rozważały w najbliższym czasie masowe działania promocyjne skierowane do zupełnie przypadkowych odbiorców.

Pozycja Setha Godina była z pewnością nowatorska kilkanaście lat temu, teraz może co najwyżej wywołać uśmiech na twarzy i refleksję, że jednak nie wszystkie tendencje w marketingu są możliwe do przewidzenia. Lektura ta może stanowić odmianę dla innych pozycji marketingowych przez wzgląd na lekki język i inne spojrzenie na problematykę. Ktoś kto jednak pokłada w niej większe nadzieje, będzie srogo zawiedziony.
admonkey.pl agnieszka, 2014-01-28

Barszcz ukraiński

Przez trzy lata sumiennie (mhm...) studiowałam filologię ukraińską i rozwijałam w sobie nie tylko ogólne zainteresowanie wszystkim tym co za naszą wschodnią granicą, ale też wielką sympatię do Ukrainy. Dlatego teraz z uwagą śledzę to co dzieje się u sąsiadów i wciąż chętnie czytam co inni mają na ten temat do powiedzenia. Piotr Pogorzelski jest korespondentem Polskiego Radia, książka była promowana przez Trójkę, więc nie miałam wątpliwości co do zakupu kiedy zobaczyłam ebooka w promocji.

Właśnie skończyłam czytać "Barszcz ukraiński" i wstrzeliłam się tym w klimat ostatnich wydarzeń na Ukrainie. I to mnie bardzo cieszy, bo mam dzięki temu jeszcze szerszy pogląd na ukraińskie społeczeństwo i wszystko co się tam dzieje.

Zacznijmy może od początku, czyli tego co sam autor o swojej książce mówi:

"Dlaczego właśnie Barszcz ukraiński? Ponieważ z Polską i Ukrainą jest tak jak… z barszczem. Ta potrawa, znana w obydwu krajach, w każdym z nich wygląda i smakuje inaczej. Ukraiński borszcz jest gęstszy, bardziej wyrazisty i bardziej sycący. Jest mieszanką wszystkiego, co najlepsze i wszystkiego, co akurat znajdzie się pod ręką. Jak sama Ukraina – zaskakująca mieszanka narodowa, historyczna i tożsamościowa."

I rzeczywiście - z każdą kolejną stroną przekonujemy się jak bardzo wyrazista jest Ukraina. Piotr Pogorzelski wykonał kawał dobrej roboty i rzetelnie przedstawił w swojej książce takie tematy jak religia, język, historia, polityka itp. Tak dokładnie jak można to zrobić w przystępnej, niespełna 400-stronicowej lekturze. Właściwie jest to takie "must know" kiedy chce się pojechać na Ukrainię i ją zrozumieć. Albo nawet zrozumieć nie jadąc tam. Szczerze mówiąc chętnie czytałabym takie książki o innych krajach - trochę w formie przewodnika po kulturze i społeczeństwie.

Ważne jest to, że Piotr Pogorzelski żyje na Ukrainie. Obcuje zarówno z przeciętnymi Ukraińcami, mieszkańcami miast i wsi, jak i z politykami, biznesmenami i specjalistami w różnych dziedzinach. Ma pełny obraz Ukrainy takiej jaką jest naprawdę, zrozumiał ją i w umiejętny sposób opisał to w książce.

"Barszcz ukraiński" pomaga zrozumieć Ukrainę. Autor tłumaczy czemu Ukraińcy nie mówią po ukraińsku, czemu część z nich wciąż tęskni za ZSRR i czemu najbogatsi obywatele tego kraju, mając ogromne wpływy i obcując na co dzień z Zachodem, nie próbują wprowadzać zmian na własnym podwórku. Porusza też tak drażliwe kwestie jak UPA i Wołyń, starając się unaocznić Polakom jak myślą Ukraińcy (choć w żadnym wypadku nie stara się ich usprawiedliwiać). Wszystko popiera nie tylko własnymi doświadczeniami, ale też wypowiedziami samych Ukraińców - dysydentów, socjologów, historyków czy artystów, którzy również starają się wyjaśnić nam jak funkcjonuje ich kraj i ich społeczeństwo.

Jak na tak solidną pracę książka czyta się zaskakująco łatwo. Wszystko jest wyjaśnione, nie ma długich naukowych wywodów - chwilami czułam się tak, jakby Piotr Pogorzelski siedział obok mnie i po prostu opowiadał mi o Ukrainie.

"Barszcz ukraiński" to świetna książka dla każdego, kto chce poznać Ukrainę, dla tych, którzy już trochę ją znają i dla tych, którym się tak wydaje. Bardzo, bardzo polecam!
domizzz.blogspot.com Dominika Polok, 2014-01-23
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL