Recenzje
Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima
Za trzy tygodnie minie trzecia rocznica katastrofy w elektrowni jądrowej w Fukushima. Jest to katastrofa zupełnie niezrozumiała z punktu widzenia techniki. Elektrownia przetrwała zarówno trzęsienie ziemi, jak i falę tsunami. Nastąpiła banalna awaria – brak zasilania. W każdej elektrowni w takim przypadku uruchamia się awaryjne agregaty dieslowskie dostarczające energię elektryczną. I tak powinno być w elektrowni Fukushima. Jednak żaden z 12 agregatów nie zadziałał. Dlaczego? Odpowiedź nie jest w obszarze techniki, ale raczej organizacji, a przede wszystkim relacji społecznych.
Kiedy zastanawiałem się jak to jest możliwe, aby żaden z awaryjnych agregatów prądotwórczych nie zadziałał, a działo się to w kraju perfekcyjnym, gdzie szybkie pociągi utrzymują rozkład jazdy z dokładnością prawie sekund, gdzie doprowadzono do perfekcji proces produkcji i jakości samochodów, wtedy otrzymałem do przeczytania i weryfikacji od strony technicznej rękopis książki p. Piotra Bernardyna „Słońce jeszcze nie wzeszło" (Wydawnictwo Helion).
Książkę przeczytałem zafascynowany. To bardzo ciekawy opis jak perfekcyjne z zewnątrz społeczeństwo oparte jest na wewnętrznych, nie do końca sprecyzowanych układach, w których wszystko jest na sprzedaż: opinie dziennikarzy i autorytet naukowców. Te zdawałoby się niewielkie niedoskonałość doprowadziły jednak przy skomplikowanej technologii do największej energetycznej katastrofy ludzkości, jaką jest awaria elektrowni jądrowej Fukushima. Jest to książka szczególnie potrzebna polskiemu czytelnikowi. W Polsce, kraju gdzie nie zawsze standardy techniczne są przestrzegane, mają powstać dwie wielkie elektrownie jądrowe, o wyjątkowo złożonej technologii. Jeżeli taka awaria zdarzyła się perfekcyjnym Japończykom, to jak to będzie u nas? Warto przeczytać i pomyśleć, a także może nauczyć czegoś na błędach innych.
Książka o awarii w elektrowni Fukushima ukazała się właśnie drukiem. Warto przeczytać o tym co działa się i dzieje w Japonii, aby lepiej zrozumieć, to co jest czy może być w Polsce.
Kiedy zastanawiałem się jak to jest możliwe, aby żaden z awaryjnych agregatów prądotwórczych nie zadziałał, a działo się to w kraju perfekcyjnym, gdzie szybkie pociągi utrzymują rozkład jazdy z dokładnością prawie sekund, gdzie doprowadzono do perfekcji proces produkcji i jakości samochodów, wtedy otrzymałem do przeczytania i weryfikacji od strony technicznej rękopis książki p. Piotra Bernardyna „Słońce jeszcze nie wzeszło" (Wydawnictwo Helion).
Książkę przeczytałem zafascynowany. To bardzo ciekawy opis jak perfekcyjne z zewnątrz społeczeństwo oparte jest na wewnętrznych, nie do końca sprecyzowanych układach, w których wszystko jest na sprzedaż: opinie dziennikarzy i autorytet naukowców. Te zdawałoby się niewielkie niedoskonałość doprowadziły jednak przy skomplikowanej technologii do największej energetycznej katastrofy ludzkości, jaką jest awaria elektrowni jądrowej Fukushima. Jest to książka szczególnie potrzebna polskiemu czytelnikowi. W Polsce, kraju gdzie nie zawsze standardy techniczne są przestrzegane, mają powstać dwie wielkie elektrownie jądrowe, o wyjątkowo złożonej technologii. Jeżeli taka awaria zdarzyła się perfekcyjnym Japończykom, to jak to będzie u nas? Warto przeczytać i pomyśleć, a także może nauczyć czegoś na błędach innych.
Książka o awarii w elektrowni Fukushima ukazała się właśnie drukiem. Warto przeczytać o tym co działa się i dzieje w Japonii, aby lepiej zrozumieć, to co jest czy może być w Polsce.
cire.pl Prof. Władysław Mielczarski, 2014-02-19
Infografiki. Praktyczne zastosowanie w biznesie
Zamianę słów na grafikę proponuje Wydawnictwo Onepress/Helion, wydając książkę „Infografiki. Praktyczne zastosowanie w biznesie", przygotowaną przez Marka Smiciklasa. I tu wydawnictwo nie jest prekursorem, bowiem - jak przypomina autor - za pierwsze infografiki uznaje się malowidła naskalne sprzed 35 tys. lat p.n.e. To z natury rzeczy na równi „rysowany" jak pisany poradnik, wydany - by żaden ze szczegółów nie umknął - w wyjątkowo dopracowanej szacie graficznej. Podczas lektury -dosłownie - widzimy, jak wiele się w przeciągu wieków zmieniło. Zwłaszcza w ostatnich dziesięcioleciach! Bowiem dzisiaj info-grafika jest najlepszym sposobem na... wszystko! Dlaczego - ponieważ infografiki są wzrokowym środkiem przekazu i w mgnieniu oka ujawniają swoje przesłanie. Poza tym są często zabawne, zazwyczaj estetyczne i lubiane przez większość (przede wszystkim tych, którzy je rozumieją). A gdy już rozumiane - są skuteczne! Poprzez nie można zobrazować rozbudowane koncepcje, dane liczbowe, procesy (chemiczne, biologiczne itp.), a nawet... sprawy osobiste.
Wykorzystując infografiki ich twórcy (i zamawiający) m.in. liczą na zwiększenie sprzedaży i zbudowanie marki, ułatwienia w obsłudze klientów itp.
Wykorzystując infografiki ich twórcy (i zamawiający) m.in. liczą na zwiększenie sprzedaży i zbudowanie marki, ułatwienia w obsłudze klientów itp.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2014-02-17
Infografiki. Praktyczne zastosowanie w biznesie
Według autora książki infografiki są niezbędnym lub przynajmniej bardzo przydatnym elementem strategii biznesowej. Mark Smiciklas przedstawia ciekawe i trafne argumenty na poparcie tej tezy, ale ilustruje je wyjątkowo kiepskimi infografikami własnego autorstwa. Jak pogodzić te sprzeczności?
Mark Smiciklas jest prezesem Intersection Consulting, agencji marketingowej i komunikacyjnej z Vancouver, która prowadzi szkolenia z zakresu wykorzystywania dynamiki Web 2.0 do osiągania celów biznesowych. Jak czytamy w jego biogramie, jest również „ uznanym specjalistą, słynącym ze swojego wizualnego myślenia oraz strategicznego, rzeczowego podejścia”.
Po lekturze książki druga część cytatu się potwierdza - temat roli infografik w biznesie został omówiony szczegółowo i rzetelnie, zaczynając od historii oraz definicji, przez praktyczne porady dotyczące tworzenia i publikacji treści aż po długą listę źródeł, z których możemy korzystać przy tworzeniu własnych prac. Smiciklas przytacza argumenty za wyższością komunikacji wizualnej nad tekstową, wynikające z uwarunkowań biologicznych – neurony wzrokowe stanowią około 30% masy mózgu, a te odpowiedzialne za dotyk i słuch to w sumie zaledwie 11%. Co za tym idzie, przyswajanie obrazów przychodzi nam łatwiej, więc jeśli chcemy przedstawić dane w przystępny sposób, infografika powinna być naturalnym wyborem.
W drugim rozdziale dowiadujemy się, jakie informacje można zwizualizować. Instynkownie na myśl przychodzą statystyki, ale Smiciklas przekonuje, że infografik warto używać również do przedstawiania idei i konceptów, procesów, hierarchii, relacji, informacji chronologicznych czy geograficznych. W rozdziale pojawia się również krótka wzmianka o infograficznym CV, które zdaniem Smiciklasa jest dobrym sposobem na wyróżnienie się z tłumu kandydatów nie tylko ze względu na nietypową formę, ale też bardziej czytelne przedstawienie treści. Z drugiej strony trzeba brać pod uwagę, że niekonwencjonalne CV może działać jak miecz obosieczny – dla jednych będzie atutem, ale inni odrzucą je na wstępie.
Trzeci rozdział przeprowadza nas przez proces tworzenia infografiki na poziomie teorii, wychodząc od określenia celu, przez wybór narzędzi aż po publikację i rozważania na temat oustorcingu. Przy tej okazji autor ujawnia również swój stosunek do estetyki infografik, o czym za chwilę. Na koniec dowiadujemy się nieco na temat marketingu treści w kontekście infografik i dostajemy długą listę materiałów pomocniczych.
Przechodząc od warstwy merytorycznej do estetycznej wrócę do pierwszej części cytatu, mówiącej o Smiciklasie jako o ekspercie słynącym ze swojego „wizualnego myślenia”. Być może w głowie autora infografiki wyglądają dobrze, ale w druku, mówiąc delikatnie, nie zachwycają. Przez pierwszych kilka kartek można sądzić, że toporne ikonki, krzywe linie i smaczki rodem z Painta są tylko żartem, przypadkiem, błędem w druku – ale nie! Równie kiepskie obrazki znajdują się w całej książce i tworzą wybitny kontrast z tymi, których twórcą nie jest Smiciklas, ale inni cytowani przez niego graficy czy marketerzy. Autor wprawdzie przekonuje, że z jego punktu widzenia estetyka infografiki jest kwestią drugorzędną, ponieważ jej celem jest proste przedstawienie danych, jednak w przypadku wielu jego grafik nie działa ani jedno, ani drugie. Gdyby nie opisy pod obrazkami, spora część z nich byłaby zupełnie nieczytelna.Jeszcze większy zamęt wprowadza to, że na blogu Smiciklasa na stronie Intersection Consulting można znaleźć naprawdę piękne, ciekawe i przejrzyste infografiki, w niczym nie przypominające potworków z książki.
By nie pozostać gołosłownym, zachęcam do porównania infografik umieszczonych w książce, które autor opublikował na Flickrze oraz zawartości jego bloga na stronie Intersection Consulting.
I jak tu wydać opinię? Książkę czyta się lekko, momentami wręcz przyjemnie, a Smiciklas ewidentnie zna się na swoim fachu, więc chyba najlepiej uznać nieszczęsne grafiki za wypadek przy pracy.
Mark Smiciklas jest prezesem Intersection Consulting, agencji marketingowej i komunikacyjnej z Vancouver, która prowadzi szkolenia z zakresu wykorzystywania dynamiki Web 2.0 do osiągania celów biznesowych. Jak czytamy w jego biogramie, jest również „ uznanym specjalistą, słynącym ze swojego wizualnego myślenia oraz strategicznego, rzeczowego podejścia”.
Po lekturze książki druga część cytatu się potwierdza - temat roli infografik w biznesie został omówiony szczegółowo i rzetelnie, zaczynając od historii oraz definicji, przez praktyczne porady dotyczące tworzenia i publikacji treści aż po długą listę źródeł, z których możemy korzystać przy tworzeniu własnych prac. Smiciklas przytacza argumenty za wyższością komunikacji wizualnej nad tekstową, wynikające z uwarunkowań biologicznych – neurony wzrokowe stanowią około 30% masy mózgu, a te odpowiedzialne za dotyk i słuch to w sumie zaledwie 11%. Co za tym idzie, przyswajanie obrazów przychodzi nam łatwiej, więc jeśli chcemy przedstawić dane w przystępny sposób, infografika powinna być naturalnym wyborem.
W drugim rozdziale dowiadujemy się, jakie informacje można zwizualizować. Instynkownie na myśl przychodzą statystyki, ale Smiciklas przekonuje, że infografik warto używać również do przedstawiania idei i konceptów, procesów, hierarchii, relacji, informacji chronologicznych czy geograficznych. W rozdziale pojawia się również krótka wzmianka o infograficznym CV, które zdaniem Smiciklasa jest dobrym sposobem na wyróżnienie się z tłumu kandydatów nie tylko ze względu na nietypową formę, ale też bardziej czytelne przedstawienie treści. Z drugiej strony trzeba brać pod uwagę, że niekonwencjonalne CV może działać jak miecz obosieczny – dla jednych będzie atutem, ale inni odrzucą je na wstępie.
Trzeci rozdział przeprowadza nas przez proces tworzenia infografiki na poziomie teorii, wychodząc od określenia celu, przez wybór narzędzi aż po publikację i rozważania na temat oustorcingu. Przy tej okazji autor ujawnia również swój stosunek do estetyki infografik, o czym za chwilę. Na koniec dowiadujemy się nieco na temat marketingu treści w kontekście infografik i dostajemy długą listę materiałów pomocniczych.
Przechodząc od warstwy merytorycznej do estetycznej wrócę do pierwszej części cytatu, mówiącej o Smiciklasie jako o ekspercie słynącym ze swojego „wizualnego myślenia”. Być może w głowie autora infografiki wyglądają dobrze, ale w druku, mówiąc delikatnie, nie zachwycają. Przez pierwszych kilka kartek można sądzić, że toporne ikonki, krzywe linie i smaczki rodem z Painta są tylko żartem, przypadkiem, błędem w druku – ale nie! Równie kiepskie obrazki znajdują się w całej książce i tworzą wybitny kontrast z tymi, których twórcą nie jest Smiciklas, ale inni cytowani przez niego graficy czy marketerzy. Autor wprawdzie przekonuje, że z jego punktu widzenia estetyka infografiki jest kwestią drugorzędną, ponieważ jej celem jest proste przedstawienie danych, jednak w przypadku wielu jego grafik nie działa ani jedno, ani drugie. Gdyby nie opisy pod obrazkami, spora część z nich byłaby zupełnie nieczytelna.Jeszcze większy zamęt wprowadza to, że na blogu Smiciklasa na stronie Intersection Consulting można znaleźć naprawdę piękne, ciekawe i przejrzyste infografiki, w niczym nie przypominające potworków z książki.
By nie pozostać gołosłownym, zachęcam do porównania infografik umieszczonych w książce, które autor opublikował na Flickrze oraz zawartości jego bloga na stronie Intersection Consulting.
I jak tu wydać opinię? Książkę czyta się lekko, momentami wręcz przyjemnie, a Smiciklas ewidentnie zna się na swoim fachu, więc chyba najlepiej uznać nieszczęsne grafiki za wypadek przy pracy.
admonkey.pl kasia, 2014-02-19
Procesy biznesowe w praktyce. Projektowanie, testowanie i optymalizacja
Uporządkowania wiedzy na zawarty w tytule temat: „Procesy biznesowe w praktyce. Projektowanie, testowanie i optymalizacja" -przy udziale Wydawnictwa Onepress / Helion -podjął się Marek Piotrowski, specjalista informatyk, od piętnastu lat zajmujący się procesami biznesowymi, interpretujący je przede wszystkim na płaszczyźnie użytkowej. Dodatkowym plusem poradnika jest to, że autor opisuje, jak procesy biznesowe działają w polskich warunkach, a ponadto omawia zagadnienia dotyczące zarówno przedsiębiorstw komercyjnych, jak i urzędów publicznych. Dlatego porady praktyczne przeważają nad wykładem o charakterze akademickim. Miejsce naukowych definicji zajmuje praktyka zdobyta dzięki latom doświadczeń i... popełnionym przez autora błędom, na których - jak każdy praktyk... - teraz sam się uczy.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2014-02-17
Sztuka rynkologii
„Sztuka rynkologii" Jacka Kotarbińskiego zajmuje w tej chwili pierwsze miejsce na liście TOP 20 Wydawnictwa Onepress / Helion. I już po lekturze kilku pierwszych stron łatwo zorientować się - dlaczego. A przede wszystkim dlatego, że napisana została bez charakterystycznej dla marketingowców nowomowy, z dużą znajomością rzeczy i dystansem do tematu. Napisana przez uznany autorytet świata marketingu, laureata konkursu Blog Roku 2012 Onet.pl, w kategorii „Błogi profesjonalne i firmowe". Wyimki z tego blogu towarzyszą nam podczas lektury, ubarwiając rozważania. Autor pokazuje, jak dalece świat zmienił się w ostatnich latach w sferze biznesu i ekonomii. Ze społeczeństwa przemysłowego staliśmy się społeczeństwem informacyjnym i to nie my szukamy produktu, a jesteśmy klientami poszukiwanymi przez producenta. Mamy moc tworzenia i obalania marek, i coraz rzadziej można nam wmawiać, że coś jest świetne, jeśli jest kiepskie, albo że jest naturalne, podczas gdy jarzy się od chemii.
To książka o nowej tożsamości marketingu, odmiennej od marketingu XX-wiecznego, gdy chodziło o to, by za wszelką cenę coś sprzedać. Teraz rzecz w tym, by - oferując określoną wartość - stworzyć dla niej rynek, zdobywając grono klientów. Tytułowa rynkologia to dzisiaj sztuka kreowania wartościowych rynków i zarządzania nimi.
To książka o nowej tożsamości marketingu, odmiennej od marketingu XX-wiecznego, gdy chodziło o to, by za wszelką cenę coś sprzedać. Teraz rzecz w tym, by - oferując określoną wartość - stworzyć dla niej rynek, zdobywając grono klientów. Tytułowa rynkologia to dzisiaj sztuka kreowania wartościowych rynków i zarządzania nimi.
Dziennik Łódzki .N, 2014-02-17