Recenzje
Przychodzi Budda do baru. Pokoleniowy przewodnik życiowy
Tytuł książki Lodro Rinzlera wskazywać może na tematyczne powiązanie z buddyzmem, wymieniony w nim bowiem zostaje główny założyciel czy duchowy przewodnik tej filozofii. Z drugiej strony, widniejący na okładce podtytuł informuje nas nieco zagadkowo o przeznaczeniu owej publikacji, która stanowić ma swojego rodzaju pokoleniowy przewodnik po życiu. Sięgnąwszy po wspomnianą pozycję spodziewałam się kolejnego wprowadzenia do nauk lub czegoś na kształt krótkiego streszczenia podstawowej problematyki. Dodatkowo utwierdzał mnie w tym przekonaniu fakt, iż autor jest praktykiem medytacji i nauczycielem buddyzmu. Po całościowej lekturze tekstu Lodro Rinzlera mogę w sposób ogólny określić go mianem poradnika, poradnika z domieszką buddyzmu podanego w wersji nowoczesnej dla początkujących. Jak we wszystkich tego typu pozycjach, punkt wyjściowy stanowi założenie, iż współcześnie nie potrafimy żyć pełnią życia, co najczęściej budzi w nas frustrację i prowadzi do cierpienia. Jednakże, proste ćwiczenia, porady i nauki przedstawiane przez autora, mają według niego, zapewnić nam odnalezienie własnego kompasu moralnego oraz „godności serca”. Zaznacza on także w krótkim wprowadzeniu, że Przychodzi Budda do baru nie jest tradycyjną książką o medytacji, zaś czytelnicy mogą czerpać przyjemność z lektury nie będąc buddystami.
Od pierwszego rozdziału wyraźnie zauważalny jest specyficzny język autora. Wcielając się w rolę kumpla-nauczyciela próbuje uwspółcześnić przekaz i dostosować go do wymagań przeciętnego odbiorcy. Podobny zabieg przekształcania tradycyjnej wiedzy w nowszą, bardziej zrozumiałą formę stosuje w swoich książkach lama Ole Nydahl, dzieje się to jednak w sposób mniej jaskrawy i nachalny. Nadmiar kolokwializmów, zdania-slogany i styl ziomka spod bloku sprawiają, jak sądzę wbrew intencjom nadawcy, że zainteresowanie treścią ustępuje irytacji i trudnościom w lekturze. A szkoda, gdyż autor zawiera w swojej książce wiele ważnych i ciekawych kwestii, takich jak samodoskonalenie się, pracę z emocjami, czy kreowanie wspólnej rzeczywistości, w której żyjemy.
Autor świadomy tego, iż większość czytelników sięgających po jego książkę to najpewniej laicy, osoby chcące dopiero wkroczyć w świat buddyzmu, czy po prostu ludzie zainteresowani bogatą filozofią Dalekiego Wschodu, dopasowuje swój przekaz do tego rodzaju odbiorców. Dużo miejsca poświęca praktycznym ćwiczeniom, w tym niezwykle istotnej w buddyzmie technice medytacyjnej. Ciekawe i z całą pewnością pomocne dla zainteresowanych, okazać się mogą opisane krok po kroku sposoby radzenia sobie z negatywnymi emocjami. Lodro Rinzler kreśli przykładowe sporne sytuacje pojawiające się w życiu każdego z nas i przy pomocy wykreowanych przez siebie bohaterów, takich jak złośliwy kolega z prasy – Bogdan, ukazuje proste rozwiązania konfliktu.
Na pochwałę zasługuje spójna i logicznie uporządkowana konstrukcja książki. Dobrze rozplanowana treść poszczególnych rozdziałów pozwala czytelnikowi na stopniowe poznawanie głównych założeń buddyzmu i nie wywołuje poczucia zagubienia. Jak zauważa we wstępie autor; książka ta powinna stanowić przede wszystkim przewodnik życiowy i mam wrażenie, że w tej kwestii zamysł twórcy jest równie konsekwentnie realizowany. Lodro Rinzler proponuje w pierwszej kolejności rozpoznanie własnej sytuacji i rozwinięcie świadomości nieograniczenia, następnie wskazuje na wpływ otoczenia i potrzebę harmonijnego współżycia. Porusza wszystkie najważniejsze tematy pojawiające się w życiu człowieka, takie jak: miłość i seks, rodzina, przyjaciele i inni ludzie, pieniądze, zdrowie, starość i śmierć. Podkreśla również niezwykle ważną rolę współczucia, cierpliwości i dyscypliny.
Przychodzi Budda do baru to dobra pozycja dla osób, które rozczarowane wskazówkami współczesnej psychologii pragną odnaleźć własny przepis na szczęście lub poszukują odpowiedzi na pytanie, jak czerpać przyjemność z życia. Co szczególnie ważne, każdy z nas może skorzystać z filozofii liczącej sobie 2,5 tys. lat tradycji, gdyż wskazówki i mądrości, które w sobie zawiera, mają ponadczasowy i uniwersalny charakter. Jak podkreśla Lodro Rinzler nie trzeba być buddystą, aby skorzystać z jego poradnika.
Od pierwszego rozdziału wyraźnie zauważalny jest specyficzny język autora. Wcielając się w rolę kumpla-nauczyciela próbuje uwspółcześnić przekaz i dostosować go do wymagań przeciętnego odbiorcy. Podobny zabieg przekształcania tradycyjnej wiedzy w nowszą, bardziej zrozumiałą formę stosuje w swoich książkach lama Ole Nydahl, dzieje się to jednak w sposób mniej jaskrawy i nachalny. Nadmiar kolokwializmów, zdania-slogany i styl ziomka spod bloku sprawiają, jak sądzę wbrew intencjom nadawcy, że zainteresowanie treścią ustępuje irytacji i trudnościom w lekturze. A szkoda, gdyż autor zawiera w swojej książce wiele ważnych i ciekawych kwestii, takich jak samodoskonalenie się, pracę z emocjami, czy kreowanie wspólnej rzeczywistości, w której żyjemy.
Autor świadomy tego, iż większość czytelników sięgających po jego książkę to najpewniej laicy, osoby chcące dopiero wkroczyć w świat buddyzmu, czy po prostu ludzie zainteresowani bogatą filozofią Dalekiego Wschodu, dopasowuje swój przekaz do tego rodzaju odbiorców. Dużo miejsca poświęca praktycznym ćwiczeniom, w tym niezwykle istotnej w buddyzmie technice medytacyjnej. Ciekawe i z całą pewnością pomocne dla zainteresowanych, okazać się mogą opisane krok po kroku sposoby radzenia sobie z negatywnymi emocjami. Lodro Rinzler kreśli przykładowe sporne sytuacje pojawiające się w życiu każdego z nas i przy pomocy wykreowanych przez siebie bohaterów, takich jak złośliwy kolega z prasy – Bogdan, ukazuje proste rozwiązania konfliktu.
Na pochwałę zasługuje spójna i logicznie uporządkowana konstrukcja książki. Dobrze rozplanowana treść poszczególnych rozdziałów pozwala czytelnikowi na stopniowe poznawanie głównych założeń buddyzmu i nie wywołuje poczucia zagubienia. Jak zauważa we wstępie autor; książka ta powinna stanowić przede wszystkim przewodnik życiowy i mam wrażenie, że w tej kwestii zamysł twórcy jest równie konsekwentnie realizowany. Lodro Rinzler proponuje w pierwszej kolejności rozpoznanie własnej sytuacji i rozwinięcie świadomości nieograniczenia, następnie wskazuje na wpływ otoczenia i potrzebę harmonijnego współżycia. Porusza wszystkie najważniejsze tematy pojawiające się w życiu człowieka, takie jak: miłość i seks, rodzina, przyjaciele i inni ludzie, pieniądze, zdrowie, starość i śmierć. Podkreśla również niezwykle ważną rolę współczucia, cierpliwości i dyscypliny.
Przychodzi Budda do baru to dobra pozycja dla osób, które rozczarowane wskazówkami współczesnej psychologii pragną odnaleźć własny przepis na szczęście lub poszukują odpowiedzi na pytanie, jak czerpać przyjemność z życia. Co szczególnie ważne, każdy z nas może skorzystać z filozofii liczącej sobie 2,5 tys. lat tradycji, gdyż wskazówki i mądrości, które w sobie zawiera, mają ponadczasowy i uniwersalny charakter. Jak podkreśla Lodro Rinzler nie trzeba być buddystą, aby skorzystać z jego poradnika.
Opętani Czytaniem Marta Mikołajczak-Kuhnert, 2014-04-28
Pełna MOC możliwości (edycja ING)
Weź „Pełną MOC możliwości” do ręki, a poczujesz się, jakbyś był na jednym z bardziej inspirujących i motywujących przemówień – skierowanym specjalnie do Ciebie.
Książka pt. „Pełna MOC możliwości” Jacka Walkiewicza zainspirowana została 20-minutowym wykładem, wygłoszonym przez niego 20 września 2012 roku na TEDxWSB we Wrocławiu. Jeśli chcesz przekonać się, czy ta pozycja jest dla Ciebie, zobacz wystąpienie jej autora (filmik znajduje się pod recenzją). Cała książka stanowi bowiem rozwinięcie tego wykładu. Co więcej, utrzymana została w tym samym stylu, dzięki czemu możesz poczuć się, Czytelniku, jakbyś siedział naprzeciwko Jacka, a on przemawiał bezpośrednio do Ciebie. I tylko do Ciebie. Ujął mnie ten styl – mentorski, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie protekcjonalny. Jacek Walkiewicz staje w pozycji nie kogoś, kto uważa się za lepszego, ale tego, kto po prostu więcej przeżył. To z pewnością zasługa pożądanego tu „ekshibicjonizmu” autora, który pisze bardzo osobiście, przemawiając z pozycji swoich życiowych doświadczeń (w tym także tzw. „błędów”). Jednocześnie czyni to nienachlanie, z dystansem i poczuciem humoru. Jego historia stanowi tylko tło dla zilustrowania prezentowanych poglądów, nie przysłaniając ich istoty. Przyznaję – polubiłam Jacka niemal od pierwszej strony, a jego życie wzbudziło we mnie zaciekawienie.
Książka Jacka Walkiewicz nie jest więc typowym podręcznikiem samorozwoju, ani też poradnikiem typu „self-help”. Chociaż jej autor jest psychologiem, trenerem i mentorem, „Pełna MOC możliwości” to przede wszystkim inspirująca opowieść o życiu mądrego człowieka. Człowieka, który wiele przeżył, wiele doświadczył i który pragnie podzielić się tym z innymi. Jacek posiada bez wątpienia dar – zarówno przemawiania, jak i pisania tak, jakby przemawiał. Dzieląc się swoim życiem, niezwykle szybko nawiązuje kontakt z czytelnikiem. Z jego słów bije prostota życiowej mądrości, doświadczenie, prawda, dystans do siebie i życia, poczucie humoru. Innymi słowy – prawdziwa MOC. Czytając tę książkę, naprawdę czułam, że jej treść jest owocem czyjegoś doświadczenia i odzwierciedla sposób, w jaki jej autor naprawdę żyje. To jest właśnie ta prawdziwa spójność, o której wielu niestety tylko mówi… Dzięki tym wszystkim cechom, książkę czyta się naprawdę szybko, a przy tym lekko i przyjemnie. Niczym opowieść kogoś bliskiego, kto dzieli się z nami swoją historią, jednocześnie „mimochodem” inspirując i ucząc. I bawiąc. Na swoim przykładzie. W efekcie – uczy dystansu do siebie i pokory. Pokazuje, JAK można uczyć się na błędach
„Pełna MOC możliwości” ma jednak także swoje słabsze strony. Nie będąc typowym poradnikiem, zawiera mało praktycznych ćwiczeń, metod czy strategii do wdrożenia. Większość treści poświęcona jest osobistej refleksji autora nad (też jego własnym) życiem i rozwojem, a to może być za mało dla Czytelnika, który szuka konkretów. Całkiem prawdopodobne, iż „obyty” w tematyce Czytelnik stwierdzi, że już niezliczoną ilość razy czytał o potędze marzeń, wyznaczaniu celów, mocy słów, odpowiedzialności osobistej i tak dalej. Niestety, muszę to przyznać – pozycja ta zawiera niewiele nowych, oryginalnych treści i koncepcji. Raczej (by rzec kolokwialnie, ale wprost) – same „oczywiste oczywistości”, poddane refleksji i interpretacji autora przez pryzmat jego doświadczeń. Jednakże, czy to mankament? Moim zdaniem niekoniecznie, ponieważ nigdy dość przypominania i uświadamiania sobie tej najważniejszej prawdy o sobie i o życiu, która jest prosta, aczkolwiek nie łatwa. Z drugiej strony, nie uszły mojej uwadze pewne poglądy autora, które mnie zaskoczyły (by nie rzec – zszokowały). Otóż, według Jacka, nie każdy pasję mieć musi, a brak pasji to absolutnie nic złego (co więcej, sam przyznaje się do jej nieposiadania), podobnie jak i tzw. słomiany zapał w realizowaniu zainteresowań. Krytykuje on też koncepcję mocnych i słabych stron i wskazuje na cienie samorealizacji. To nie jedyne „prawdy”, poddawane przez autora demitologizacji. Do innych prawd, nie-prawd należą: „Co nie zabije, to wzmocni”, „Człowiek uczy się na błędach”, „Podróże kształcą”. Zaintrygowany?
Równie ciekawym elementem tej publikacji są listy (e-maile) oraz pytania czytelników. Muszę przyznać, iż ludzkie historie „życiem pisane” potrafią zainspirować w równym stopniu, co słowa autora. Niestety, niektóre z jego odpowiedzi mnie rozczarowały. Są ogólne, wymijające, nie wniosły niczego nowego ponad wcześniejszą treść. A szkoda. Pojawia się pytanie o sens zamieszczania ich w książce, którą można było skonstruować tak, by (na przykład) dany rozdział stanowił odpowiedź na jakieś jedno pytanie czytelnika.
Te drobne rysy na pewno nie przekreślają wartości „Pełnej MOCY możliwości”. Publikacja ta stanowi przykład na to, iż każdy z nas jest „doskonały w swej niedoskonałości”. Najważniejsze, by być szczerym i prawdziwym w tym, co się mówi i robi. A właśnie tę prawdę i spójność odnalazłam w książce Jacka. Dlatego polecam.
Książka pt. „Pełna MOC możliwości” Jacka Walkiewicza zainspirowana została 20-minutowym wykładem, wygłoszonym przez niego 20 września 2012 roku na TEDxWSB we Wrocławiu. Jeśli chcesz przekonać się, czy ta pozycja jest dla Ciebie, zobacz wystąpienie jej autora (filmik znajduje się pod recenzją). Cała książka stanowi bowiem rozwinięcie tego wykładu. Co więcej, utrzymana została w tym samym stylu, dzięki czemu możesz poczuć się, Czytelniku, jakbyś siedział naprzeciwko Jacka, a on przemawiał bezpośrednio do Ciebie. I tylko do Ciebie. Ujął mnie ten styl – mentorski, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie protekcjonalny. Jacek Walkiewicz staje w pozycji nie kogoś, kto uważa się za lepszego, ale tego, kto po prostu więcej przeżył. To z pewnością zasługa pożądanego tu „ekshibicjonizmu” autora, który pisze bardzo osobiście, przemawiając z pozycji swoich życiowych doświadczeń (w tym także tzw. „błędów”). Jednocześnie czyni to nienachlanie, z dystansem i poczuciem humoru. Jego historia stanowi tylko tło dla zilustrowania prezentowanych poglądów, nie przysłaniając ich istoty. Przyznaję – polubiłam Jacka niemal od pierwszej strony, a jego życie wzbudziło we mnie zaciekawienie.
Książka Jacka Walkiewicz nie jest więc typowym podręcznikiem samorozwoju, ani też poradnikiem typu „self-help”. Chociaż jej autor jest psychologiem, trenerem i mentorem, „Pełna MOC możliwości” to przede wszystkim inspirująca opowieść o życiu mądrego człowieka. Człowieka, który wiele przeżył, wiele doświadczył i który pragnie podzielić się tym z innymi. Jacek posiada bez wątpienia dar – zarówno przemawiania, jak i pisania tak, jakby przemawiał. Dzieląc się swoim życiem, niezwykle szybko nawiązuje kontakt z czytelnikiem. Z jego słów bije prostota życiowej mądrości, doświadczenie, prawda, dystans do siebie i życia, poczucie humoru. Innymi słowy – prawdziwa MOC. Czytając tę książkę, naprawdę czułam, że jej treść jest owocem czyjegoś doświadczenia i odzwierciedla sposób, w jaki jej autor naprawdę żyje. To jest właśnie ta prawdziwa spójność, o której wielu niestety tylko mówi… Dzięki tym wszystkim cechom, książkę czyta się naprawdę szybko, a przy tym lekko i przyjemnie. Niczym opowieść kogoś bliskiego, kto dzieli się z nami swoją historią, jednocześnie „mimochodem” inspirując i ucząc. I bawiąc. Na swoim przykładzie. W efekcie – uczy dystansu do siebie i pokory. Pokazuje, JAK można uczyć się na błędach
„Pełna MOC możliwości” ma jednak także swoje słabsze strony. Nie będąc typowym poradnikiem, zawiera mało praktycznych ćwiczeń, metod czy strategii do wdrożenia. Większość treści poświęcona jest osobistej refleksji autora nad (też jego własnym) życiem i rozwojem, a to może być za mało dla Czytelnika, który szuka konkretów. Całkiem prawdopodobne, iż „obyty” w tematyce Czytelnik stwierdzi, że już niezliczoną ilość razy czytał o potędze marzeń, wyznaczaniu celów, mocy słów, odpowiedzialności osobistej i tak dalej. Niestety, muszę to przyznać – pozycja ta zawiera niewiele nowych, oryginalnych treści i koncepcji. Raczej (by rzec kolokwialnie, ale wprost) – same „oczywiste oczywistości”, poddane refleksji i interpretacji autora przez pryzmat jego doświadczeń. Jednakże, czy to mankament? Moim zdaniem niekoniecznie, ponieważ nigdy dość przypominania i uświadamiania sobie tej najważniejszej prawdy o sobie i o życiu, która jest prosta, aczkolwiek nie łatwa. Z drugiej strony, nie uszły mojej uwadze pewne poglądy autora, które mnie zaskoczyły (by nie rzec – zszokowały). Otóż, według Jacka, nie każdy pasję mieć musi, a brak pasji to absolutnie nic złego (co więcej, sam przyznaje się do jej nieposiadania), podobnie jak i tzw. słomiany zapał w realizowaniu zainteresowań. Krytykuje on też koncepcję mocnych i słabych stron i wskazuje na cienie samorealizacji. To nie jedyne „prawdy”, poddawane przez autora demitologizacji. Do innych prawd, nie-prawd należą: „Co nie zabije, to wzmocni”, „Człowiek uczy się na błędach”, „Podróże kształcą”. Zaintrygowany?
Równie ciekawym elementem tej publikacji są listy (e-maile) oraz pytania czytelników. Muszę przyznać, iż ludzkie historie „życiem pisane” potrafią zainspirować w równym stopniu, co słowa autora. Niestety, niektóre z jego odpowiedzi mnie rozczarowały. Są ogólne, wymijające, nie wniosły niczego nowego ponad wcześniejszą treść. A szkoda. Pojawia się pytanie o sens zamieszczania ich w książce, którą można było skonstruować tak, by (na przykład) dany rozdział stanowił odpowiedź na jakieś jedno pytanie czytelnika.
Te drobne rysy na pewno nie przekreślają wartości „Pełnej MOCY możliwości”. Publikacja ta stanowi przykład na to, iż każdy z nas jest „doskonały w swej niedoskonałości”. Najważniejsze, by być szczerym i prawdziwym w tym, co się mówi i robi. A właśnie tę prawdę i spójność odnalazłam w książce Jacka. Dlatego polecam.
moznaprzeczytac.pl MN, 2014-05-01
Pełna MOC możliwości
Weź „Pełną MOC możliwości” do ręki, a poczujesz się, jakbyś był na jednym z bardziej inspirujących i motywujących przemówień – skierowanym specjalnie do Ciebie.
Książka pt. „Pełna MOC możliwości” Jacka Walkiewicza zainspirowana została 20-minutowym wykładem, wygłoszonym przez niego 20 września 2012 roku na TEDxWSB we Wrocławiu. Jeśli chcesz przekonać się, czy ta pozycja jest dla Ciebie, zobacz wystąpienie jej autora (filmik znajduje się pod recenzją). Cała książka stanowi bowiem rozwinięcie tego wykładu. Co więcej, utrzymana została w tym samym stylu, dzięki czemu możesz poczuć się, Czytelniku, jakbyś siedział naprzeciwko Jacka, a on przemawiał bezpośrednio do Ciebie. I tylko do Ciebie. Ujął mnie ten styl – mentorski, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie protekcjonalny. Jacek Walkiewicz staje w pozycji nie kogoś, kto uważa się za lepszego, ale tego, kto po prostu więcej przeżył. To z pewnością zasługa pożądanego tu „ekshibicjonizmu” autora, który pisze bardzo osobiście, przemawiając z pozycji swoich życiowych doświadczeń (w tym także tzw. „błędów”). Jednocześnie czyni to nienachlanie, z dystansem i poczuciem humoru. Jego historia stanowi tylko tło dla zilustrowania prezentowanych poglądów, nie przysłaniając ich istoty. Przyznaję – polubiłam Jacka niemal od pierwszej strony, a jego życie wzbudziło we mnie zaciekawienie.
Książka Jacka Walkiewicz nie jest więc typowym podręcznikiem samorozwoju, ani też poradnikiem typu „self-help”. Chociaż jej autor jest psychologiem, trenerem i mentorem, „Pełna MOC możliwości” to przede wszystkim inspirująca opowieść o życiu mądrego człowieka. Człowieka, który wiele przeżył, wiele doświadczył i który pragnie podzielić się tym z innymi. Jacek posiada bez wątpienia dar – zarówno przemawiania, jak i pisania tak, jakby przemawiał. Dzieląc się swoim życiem, niezwykle szybko nawiązuje kontakt z czytelnikiem. Z jego słów bije prostota życiowej mądrości, doświadczenie, prawda, dystans do siebie i życia, poczucie humoru. Innymi słowy – prawdziwa MOC. Czytając tę książkę, naprawdę czułam, że jej treść jest owocem czyjegoś doświadczenia i odzwierciedla sposób, w jaki jej autor naprawdę żyje. To jest właśnie ta prawdziwa spójność, o której wielu niestety tylko mówi… Dzięki tym wszystkim cechom, książkę czyta się naprawdę szybko, a przy tym lekko i przyjemnie. Niczym opowieść kogoś bliskiego, kto dzieli się z nami swoją historią, jednocześnie „mimochodem” inspirując i ucząc. I bawiąc. Na swoim przykładzie. W efekcie – uczy dystansu do siebie i pokory. Pokazuje, JAK można uczyć się na błędach
„Pełna MOC możliwości” ma jednak także swoje słabsze strony. Nie będąc typowym poradnikiem, zawiera mało praktycznych ćwiczeń, metod czy strategii do wdrożenia. Większość treści poświęcona jest osobistej refleksji autora nad (też jego własnym) życiem i rozwojem, a to może być za mało dla Czytelnika, który szuka konkretów. Całkiem prawdopodobne, iż „obyty” w tematyce Czytelnik stwierdzi, że już niezliczoną ilość razy czytał o potędze marzeń, wyznaczaniu celów, mocy słów, odpowiedzialności osobistej i tak dalej. Niestety, muszę to przyznać – pozycja ta zawiera niewiele nowych, oryginalnych treści i koncepcji. Raczej (by rzec kolokwialnie, ale wprost) – same „oczywiste oczywistości”, poddane refleksji i interpretacji autora przez pryzmat jego doświadczeń. Jednakże, czy to mankament? Moim zdaniem niekoniecznie, ponieważ nigdy dość przypominania i uświadamiania sobie tej najważniejszej prawdy o sobie i o życiu, która jest prosta, aczkolwiek nie łatwa. Z drugiej strony, nie uszły mojej uwadze pewne poglądy autora, które mnie zaskoczyły (by nie rzec – zszokowały). Otóż, według Jacka, nie każdy pasję mieć musi, a brak pasji to absolutnie nic złego (co więcej, sam przyznaje się do jej nieposiadania), podobnie jak i tzw. słomiany zapał w realizowaniu zainteresowań. Krytykuje on też koncepcję mocnych i słabych stron i wskazuje na cienie samorealizacji. To nie jedyne „prawdy”, poddawane przez autora demitologizacji. Do innych prawd, nie-prawd należą: „Co nie zabije, to wzmocni”, „Człowiek uczy się na błędach”, „Podróże kształcą”. Zaintrygowany?
Równie ciekawym elementem tej publikacji są listy (e-maile) oraz pytania czytelników. Muszę przyznać, iż ludzkie historie „życiem pisane” potrafią zainspirować w równym stopniu, co słowa autora. Niestety, niektóre z jego odpowiedzi mnie rozczarowały. Są ogólne, wymijające, nie wniosły niczego nowego ponad wcześniejszą treść. A szkoda. Pojawia się pytanie o sens zamieszczania ich w książce, którą można było skonstruować tak, by (na przykład) dany rozdział stanowił odpowiedź na jakieś jedno pytanie czytelnika.
Te drobne rysy na pewno nie przekreślają wartości „Pełnej MOCY możliwości”. Publikacja ta stanowi przykład na to, iż każdy z nas jest „doskonały w swej niedoskonałości”. Najważniejsze, by być szczerym i prawdziwym w tym, co się mówi i robi. A właśnie tę prawdę i spójność odnalazłam w książce Jacka. Dlatego polecam.
Książka pt. „Pełna MOC możliwości” Jacka Walkiewicza zainspirowana została 20-minutowym wykładem, wygłoszonym przez niego 20 września 2012 roku na TEDxWSB we Wrocławiu. Jeśli chcesz przekonać się, czy ta pozycja jest dla Ciebie, zobacz wystąpienie jej autora (filmik znajduje się pod recenzją). Cała książka stanowi bowiem rozwinięcie tego wykładu. Co więcej, utrzymana została w tym samym stylu, dzięki czemu możesz poczuć się, Czytelniku, jakbyś siedział naprzeciwko Jacka, a on przemawiał bezpośrednio do Ciebie. I tylko do Ciebie. Ujął mnie ten styl – mentorski, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Nie protekcjonalny. Jacek Walkiewicz staje w pozycji nie kogoś, kto uważa się za lepszego, ale tego, kto po prostu więcej przeżył. To z pewnością zasługa pożądanego tu „ekshibicjonizmu” autora, który pisze bardzo osobiście, przemawiając z pozycji swoich życiowych doświadczeń (w tym także tzw. „błędów”). Jednocześnie czyni to nienachlanie, z dystansem i poczuciem humoru. Jego historia stanowi tylko tło dla zilustrowania prezentowanych poglądów, nie przysłaniając ich istoty. Przyznaję – polubiłam Jacka niemal od pierwszej strony, a jego życie wzbudziło we mnie zaciekawienie.
Książka Jacka Walkiewicz nie jest więc typowym podręcznikiem samorozwoju, ani też poradnikiem typu „self-help”. Chociaż jej autor jest psychologiem, trenerem i mentorem, „Pełna MOC możliwości” to przede wszystkim inspirująca opowieść o życiu mądrego człowieka. Człowieka, który wiele przeżył, wiele doświadczył i który pragnie podzielić się tym z innymi. Jacek posiada bez wątpienia dar – zarówno przemawiania, jak i pisania tak, jakby przemawiał. Dzieląc się swoim życiem, niezwykle szybko nawiązuje kontakt z czytelnikiem. Z jego słów bije prostota życiowej mądrości, doświadczenie, prawda, dystans do siebie i życia, poczucie humoru. Innymi słowy – prawdziwa MOC. Czytając tę książkę, naprawdę czułam, że jej treść jest owocem czyjegoś doświadczenia i odzwierciedla sposób, w jaki jej autor naprawdę żyje. To jest właśnie ta prawdziwa spójność, o której wielu niestety tylko mówi… Dzięki tym wszystkim cechom, książkę czyta się naprawdę szybko, a przy tym lekko i przyjemnie. Niczym opowieść kogoś bliskiego, kto dzieli się z nami swoją historią, jednocześnie „mimochodem” inspirując i ucząc. I bawiąc. Na swoim przykładzie. W efekcie – uczy dystansu do siebie i pokory. Pokazuje, JAK można uczyć się na błędach
„Pełna MOC możliwości” ma jednak także swoje słabsze strony. Nie będąc typowym poradnikiem, zawiera mało praktycznych ćwiczeń, metod czy strategii do wdrożenia. Większość treści poświęcona jest osobistej refleksji autora nad (też jego własnym) życiem i rozwojem, a to może być za mało dla Czytelnika, który szuka konkretów. Całkiem prawdopodobne, iż „obyty” w tematyce Czytelnik stwierdzi, że już niezliczoną ilość razy czytał o potędze marzeń, wyznaczaniu celów, mocy słów, odpowiedzialności osobistej i tak dalej. Niestety, muszę to przyznać – pozycja ta zawiera niewiele nowych, oryginalnych treści i koncepcji. Raczej (by rzec kolokwialnie, ale wprost) – same „oczywiste oczywistości”, poddane refleksji i interpretacji autora przez pryzmat jego doświadczeń. Jednakże, czy to mankament? Moim zdaniem niekoniecznie, ponieważ nigdy dość przypominania i uświadamiania sobie tej najważniejszej prawdy o sobie i o życiu, która jest prosta, aczkolwiek nie łatwa. Z drugiej strony, nie uszły mojej uwadze pewne poglądy autora, które mnie zaskoczyły (by nie rzec – zszokowały). Otóż, według Jacka, nie każdy pasję mieć musi, a brak pasji to absolutnie nic złego (co więcej, sam przyznaje się do jej nieposiadania), podobnie jak i tzw. słomiany zapał w realizowaniu zainteresowań. Krytykuje on też koncepcję mocnych i słabych stron i wskazuje na cienie samorealizacji. To nie jedyne „prawdy”, poddawane przez autora demitologizacji. Do innych prawd, nie-prawd należą: „Co nie zabije, to wzmocni”, „Człowiek uczy się na błędach”, „Podróże kształcą”. Zaintrygowany?
Równie ciekawym elementem tej publikacji są listy (e-maile) oraz pytania czytelników. Muszę przyznać, iż ludzkie historie „życiem pisane” potrafią zainspirować w równym stopniu, co słowa autora. Niestety, niektóre z jego odpowiedzi mnie rozczarowały. Są ogólne, wymijające, nie wniosły niczego nowego ponad wcześniejszą treść. A szkoda. Pojawia się pytanie o sens zamieszczania ich w książce, którą można było skonstruować tak, by (na przykład) dany rozdział stanowił odpowiedź na jakieś jedno pytanie czytelnika.
Te drobne rysy na pewno nie przekreślają wartości „Pełnej MOCY możliwości”. Publikacja ta stanowi przykład na to, iż każdy z nas jest „doskonały w swej niedoskonałości”. Najważniejsze, by być szczerym i prawdziwym w tym, co się mówi i robi. A właśnie tę prawdę i spójność odnalazłam w książce Jacka. Dlatego polecam.
moznaprzeczytac.pl MN, 2014-05-01
Social media to ściema
"Każdy w internecie jest Twoim przyjacielem, dopóki nie powiesz czegoś, co mu się nie spodoba".
Branża social media w ostatnim czasie przechodzi prawdziwą rewolucję. Twitter, Facebook, YouTube, blogi otaczają nas z każdej strony bombardując niezliczoną ilością informacji. Każda firma, nawet ta najmniejsza chce mieć swoje konto w mediach społecznościowych szczerze wierząc w to, iż przyniesie jej to niezliczone ilości dodatkowego dochodu. Kieruje nimi chęć podążania za modnym trendem, tylko czy na tym interesie można zarobić? Czy social media są takie użyteczne, przydatne i dobre na jakie zostały wykreowane? "Ta książka to wizyta w fabryce ściemy".
Autor książki bez ogródek krytykuje social media jako nakręconą przez korporacje i marketingowców wielką ściemę, która przetrwa zaledwie kilka lat.
"Nie lubię patrzeć jak dobrzy ludzie są nabierani, a to właśnie się dzieje. Oferując Ci prawdę, mam nadzieję, że dołączysz do mnie i będziesz ją rozpowszechniał. Ameryka jest postrzegana jako miejsce, w którym każdy sobie rzepkę skrobie, ale tak nie jest. Między innymi dlatego trzeba demaskować ściemy w rodzaju mediów społecznościowych".
Główne rozważania dotyczą trzech platform: Twittera, Facebooka oraz YouTube. Dzięki temu egzemplarzowi dowiecie się, że zdecydowana większość filmów na YouTube oraz duży procent często odwiedzanych stron na Facebooku to jedynie wytwory dużych korporacji i celebrytów, a także co jest tego przyczyną. Nie bez znaczenia są stosunki międzyludzkie, którym autor poświęca sporo uwagi. Najbardziej znaczące, korzystne i trwałe są kontakty poza sieciowe. Nawiązanie kontaktu w internecie nie jest trudne, jednak "przypominają one znajomości ze szkoły podstawowej. Wszystko jest fajne, dopóki nie ściągniesz gaci na lekcji anatomii". B.J. Mendelson podkreśla wielokrotnie w książce, iż obecność na Facebooku jest zbędna, a nasza uwaga powinna być skupiona na stronie internetowej - schludnej, nieskomplikowanej i zabawnej.
Autor książki analizuje kampanie social media, zrealizowane przez duże korporacje, min. Kia, Pepsi. Jak się okazało, korporacje nie traktują swoich działań w social media jako źródła dochodów, a wydatki związane z inicjatywami opisują określeniami: "zaangażowanie", "społeczność", "świadomość" czy "słuchanie odbiorców".
Nie ukrywam, iż publikacja jest dość kontrowersyjna, zaprzeczająca wszelkim trendom dotyczących social media. Autor podważa istnienie wszelkich platform społecznościowych, co więcej - nie wróży im szczęśliwych kolejnych lat. Czytając książkę, niejednokrotnie byłam zaskoczona opinią autora oraz jego postrzeganiem sukcesu mediów społecznościowych. Egzemplarz zawiera wiele narzędzi i porad marketingowych które są potrzebne do nawiązania trwałych relacji z klientami, wykorzystania potencjału internetu oraz rozwijania marki bez zbędnego wydawania pieniędzy.
Książka napisana jest lekkim i zabawnym językiem, przystępnym dla każdego czytelnika. Co więcej - książka przeplatana jest zabawnymi tekstami autora, które niejednokrotnie mnie rozbawiły. Nie sądziłam, że publikacja dotycząca social media może tak mnie wciągnąć - poświęciłam jej kilka godzin, ale przeczytałam jednym tchem. Dodatkowy plus za przekonywujący tytuł, oraz ciekawą okładkę.
Branża social media w ostatnim czasie przechodzi prawdziwą rewolucję. Twitter, Facebook, YouTube, blogi otaczają nas z każdej strony bombardując niezliczoną ilością informacji. Każda firma, nawet ta najmniejsza chce mieć swoje konto w mediach społecznościowych szczerze wierząc w to, iż przyniesie jej to niezliczone ilości dodatkowego dochodu. Kieruje nimi chęć podążania za modnym trendem, tylko czy na tym interesie można zarobić? Czy social media są takie użyteczne, przydatne i dobre na jakie zostały wykreowane? "Ta książka to wizyta w fabryce ściemy".
Autor książki bez ogródek krytykuje social media jako nakręconą przez korporacje i marketingowców wielką ściemę, która przetrwa zaledwie kilka lat.
"Nie lubię patrzeć jak dobrzy ludzie są nabierani, a to właśnie się dzieje. Oferując Ci prawdę, mam nadzieję, że dołączysz do mnie i będziesz ją rozpowszechniał. Ameryka jest postrzegana jako miejsce, w którym każdy sobie rzepkę skrobie, ale tak nie jest. Między innymi dlatego trzeba demaskować ściemy w rodzaju mediów społecznościowych".
Główne rozważania dotyczą trzech platform: Twittera, Facebooka oraz YouTube. Dzięki temu egzemplarzowi dowiecie się, że zdecydowana większość filmów na YouTube oraz duży procent często odwiedzanych stron na Facebooku to jedynie wytwory dużych korporacji i celebrytów, a także co jest tego przyczyną. Nie bez znaczenia są stosunki międzyludzkie, którym autor poświęca sporo uwagi. Najbardziej znaczące, korzystne i trwałe są kontakty poza sieciowe. Nawiązanie kontaktu w internecie nie jest trudne, jednak "przypominają one znajomości ze szkoły podstawowej. Wszystko jest fajne, dopóki nie ściągniesz gaci na lekcji anatomii". B.J. Mendelson podkreśla wielokrotnie w książce, iż obecność na Facebooku jest zbędna, a nasza uwaga powinna być skupiona na stronie internetowej - schludnej, nieskomplikowanej i zabawnej.
Autor książki analizuje kampanie social media, zrealizowane przez duże korporacje, min. Kia, Pepsi. Jak się okazało, korporacje nie traktują swoich działań w social media jako źródła dochodów, a wydatki związane z inicjatywami opisują określeniami: "zaangażowanie", "społeczność", "świadomość" czy "słuchanie odbiorców".
Nie ukrywam, iż publikacja jest dość kontrowersyjna, zaprzeczająca wszelkim trendom dotyczących social media. Autor podważa istnienie wszelkich platform społecznościowych, co więcej - nie wróży im szczęśliwych kolejnych lat. Czytając książkę, niejednokrotnie byłam zaskoczona opinią autora oraz jego postrzeganiem sukcesu mediów społecznościowych. Egzemplarz zawiera wiele narzędzi i porad marketingowych które są potrzebne do nawiązania trwałych relacji z klientami, wykorzystania potencjału internetu oraz rozwijania marki bez zbędnego wydawania pieniędzy.
Książka napisana jest lekkim i zabawnym językiem, przystępnym dla każdego czytelnika. Co więcej - książka przeplatana jest zabawnymi tekstami autora, które niejednokrotnie mnie rozbawiły. Nie sądziłam, że publikacja dotycząca social media może tak mnie wciągnąć - poświęciłam jej kilka godzin, ale przeczytałam jednym tchem. Dodatkowy plus za przekonywujący tytuł, oraz ciekawą okładkę.
Okręty Myśli K-Alinki, 2014-05-05
PRo-MOC-ja. Reklama i public relations w małej firmie
Na wstępnie muszę przyznać się, iż na początku byłem sceptycznie nastawiony do książki Marcina Pietraszka „PRo-MOC-ja. Reklama i public relations w małej firmie”. Mój sceptycyzm był powodowany uogólnieniem wcześniejszych pozycji, z którymi miałem przyjemność, a raczej nieprzyjemność się zetknąć, a które poruszając szeroko rozumiane zagadnienie marketingu były kiepską „ulotką reklamową” ich autorów wkładaną w ręce Czytelnika.
Książka Marcina Pietraszka podzielona jest na sześć głównych części. Pierwsza z nich nie skupia się na teoretycznych rozważaniach nad znaczeniem marketingu lub pojęć z nią związanych, lecz od razu uderza w sedno problemu –najczęstsze mity, które związane są z promocją małej firmy, choć nie tylko. Autor zwraca uwagę, przede wszystkim na najczęściej pojawiające się związane m.in. z przekonaniem o tym, iż można sprzedać wszystko lub o tym, iż liczą się tylko pozytywne opinie. W drugiej części opisane są sposoby promocji, które są coraz ważniejsze w XXI wieku. Autor w tym punkcie płynnie przechodzi od zagadnień związanych z kontaktami z mediami, poprzez plusy i minusy Google AdWords, a kończy na tym, co bywa często pomijane, a mianowicie obsłudze klienta, jako elemencie promocji i reklamy firmy. Trzecia poświęcona jest tym metodą, które, pomimo, iż nie należą do nowej generacji nadal spełniają swoje zadanie i mogą być z powodzeniem wykorzystywane. Marcin Pietraszek opisując promocje z wykorzystaniem tablic reklamowych, czy networkingu przedstawia sposób ich dostosowania do wyzwań obecnego rynku. Z kolei w czwartej części ujęte są najnowsze sposoby promocji, które można również wykorzystać prowadząc małą firmę. Autor zabiera nas tu w podróż od geolokalizacji związanej z kodami QR, poprzez grywalizację, w której wykorzystujemy mechanizmy znane z szeroko rozumianych gier, doprowadzając nas do crowdsourcinu związanego z wykorzystaniem „tłumu” fanów lub klientów do realizacji celów firmy. Część piąta stanowi praktyczną inspirację i pole do zastanowienia się w jaki sposób można wypromować m.in. sklep internetowy, usługi internetowe lub usługi stacjonarne. W ostatniej części autor w krótki i zwięzły sposób przedstawia zagadnienie synergii w zakresie promocji.
Tym, co zwróciło moją uwagę jest przede wszystkim bardzo praktyczne podejście do tematu bez teoretyzowania i podawania niezliczonej liczby podziałów i definicji. W książce Marcina Pietraszka możemy znaleźć niezbędne minimum teorii okraszone duża ilością przykładów i rozwiązań praktycznych. Stanowi to niebywała zaletę tej pozycji. Poza tym jak sam autor stwierdza, książka ta ma być inspiracją dla Czytelnika do szukania również własnych pomysłów na promocję firmy. Ponadto, tym, co jest również warte wspomnienia to trafność i zwięzłość podsumowań poszczególnych rozdziałów, które nie są tylko suchą powtórką, ale skomasowaną informacją o najważniejszych elementach promocji i działaniach, jakie można podejmować w danym zakresie.
Ujmując całokształt książki, autor zabiera Czytelnika w swego rodzaju podróż stając się jego przewodnikiem po świecie marketingu, a w szczególności reklamy i PR-u w małej firmie. Czytając książkę Marcina Pietraszka odnosi się również wrażenie prowadzenia rozmowy z dobrze znanym kolegą, który dzieli się najważniejszymi informacjami w istotnym dla nas temacie. Odczucie to potęguje jasny i przejrzysty język połączony ze skupieniem się autora na najbardziej ważnych kwestiach.
Dlatego też dużym plusem książki jest to, iż może ona stanowić bardzo dobrą podstawę praktycznej wiedzy dla osób, które planują rozpoczęcie własnej działalności handlowej lub usługowej. Przekazane w niej myśli i spostrzeżenia mogą stanowić dobre przygotowanie do organizacji jej promocji oraz inspirację do poszukiwania własnych rozwiązań i próbowania nowych ścieżek.
Podsumowując Marcina Pietraszka „PRo-MOC-ja. Reklama i public relations w małej firmie” wbrew mojemu początkowemu sceptycyzmowi jest książką godną polecenia. Posługując się słowami autora:
„Ta książka podpowie Ci, w jaki sposób w polskich warunkach, z wykorzystaniem najnowszych trendów i możliwości, bez ponoszenia dużych kosztów, wypromować swoją firmę.”
Jest to niezbędna pozycja dla wszystkich osób rozpoczynających swoją przygodę z własną działalnością gospodarczą. Jednakże nawet osoby prowadzące z powodzeniem własne firmy znajdą w niej inspirację i sposoby na pozyskanie nowych klientów.
Książka Marcina Pietraszka podzielona jest na sześć głównych części. Pierwsza z nich nie skupia się na teoretycznych rozważaniach nad znaczeniem marketingu lub pojęć z nią związanych, lecz od razu uderza w sedno problemu –najczęstsze mity, które związane są z promocją małej firmy, choć nie tylko. Autor zwraca uwagę, przede wszystkim na najczęściej pojawiające się związane m.in. z przekonaniem o tym, iż można sprzedać wszystko lub o tym, iż liczą się tylko pozytywne opinie. W drugiej części opisane są sposoby promocji, które są coraz ważniejsze w XXI wieku. Autor w tym punkcie płynnie przechodzi od zagadnień związanych z kontaktami z mediami, poprzez plusy i minusy Google AdWords, a kończy na tym, co bywa często pomijane, a mianowicie obsłudze klienta, jako elemencie promocji i reklamy firmy. Trzecia poświęcona jest tym metodą, które, pomimo, iż nie należą do nowej generacji nadal spełniają swoje zadanie i mogą być z powodzeniem wykorzystywane. Marcin Pietraszek opisując promocje z wykorzystaniem tablic reklamowych, czy networkingu przedstawia sposób ich dostosowania do wyzwań obecnego rynku. Z kolei w czwartej części ujęte są najnowsze sposoby promocji, które można również wykorzystać prowadząc małą firmę. Autor zabiera nas tu w podróż od geolokalizacji związanej z kodami QR, poprzez grywalizację, w której wykorzystujemy mechanizmy znane z szeroko rozumianych gier, doprowadzając nas do crowdsourcinu związanego z wykorzystaniem „tłumu” fanów lub klientów do realizacji celów firmy. Część piąta stanowi praktyczną inspirację i pole do zastanowienia się w jaki sposób można wypromować m.in. sklep internetowy, usługi internetowe lub usługi stacjonarne. W ostatniej części autor w krótki i zwięzły sposób przedstawia zagadnienie synergii w zakresie promocji.
Tym, co zwróciło moją uwagę jest przede wszystkim bardzo praktyczne podejście do tematu bez teoretyzowania i podawania niezliczonej liczby podziałów i definicji. W książce Marcina Pietraszka możemy znaleźć niezbędne minimum teorii okraszone duża ilością przykładów i rozwiązań praktycznych. Stanowi to niebywała zaletę tej pozycji. Poza tym jak sam autor stwierdza, książka ta ma być inspiracją dla Czytelnika do szukania również własnych pomysłów na promocję firmy. Ponadto, tym, co jest również warte wspomnienia to trafność i zwięzłość podsumowań poszczególnych rozdziałów, które nie są tylko suchą powtórką, ale skomasowaną informacją o najważniejszych elementach promocji i działaniach, jakie można podejmować w danym zakresie.
Ujmując całokształt książki, autor zabiera Czytelnika w swego rodzaju podróż stając się jego przewodnikiem po świecie marketingu, a w szczególności reklamy i PR-u w małej firmie. Czytając książkę Marcina Pietraszka odnosi się również wrażenie prowadzenia rozmowy z dobrze znanym kolegą, który dzieli się najważniejszymi informacjami w istotnym dla nas temacie. Odczucie to potęguje jasny i przejrzysty język połączony ze skupieniem się autora na najbardziej ważnych kwestiach.
Dlatego też dużym plusem książki jest to, iż może ona stanowić bardzo dobrą podstawę praktycznej wiedzy dla osób, które planują rozpoczęcie własnej działalności handlowej lub usługowej. Przekazane w niej myśli i spostrzeżenia mogą stanowić dobre przygotowanie do organizacji jej promocji oraz inspirację do poszukiwania własnych rozwiązań i próbowania nowych ścieżek.
Podsumowując Marcina Pietraszka „PRo-MOC-ja. Reklama i public relations w małej firmie” wbrew mojemu początkowemu sceptycyzmowi jest książką godną polecenia. Posługując się słowami autora:
„Ta książka podpowie Ci, w jaki sposób w polskich warunkach, z wykorzystaniem najnowszych trendów i możliwości, bez ponoszenia dużych kosztów, wypromować swoją firmę.”
Jest to niezbędna pozycja dla wszystkich osób rozpoczynających swoją przygodę z własną działalnością gospodarczą. Jednakże nawet osoby prowadzące z powodzeniem własne firmy znajdą w niej inspirację i sposoby na pozyskanie nowych klientów.
moznaprzeczytac.pl Natalia, 2014-05-04
Sztuka rynkologii
Blog Jacka Kotarbińskiego zauważyłem kiedyś podczas dodawania treści do feedly. Akurat wtedy autor zaczął też wspominać w mediach społecznościowych o tym, że wydaje książkę.
Na jej przeczytanie, a właściwie na chęć jej przeczytania zdecydowałem się od razu, gdy się dowiedziałem o tym że nadchodzi. Moje oczekiwania nie były sprecyzowane, z treści na blogu pana Jacka wynikało, że może to być książka niekonwencjonalna, że jeżeli autor zdecyduje się na wykorzystanie w niej swojej blogowej twórczości może to być barwna, momentami fabularyzowana opowieść, w której marketing czy też rynkologia stanowić będzie mądrze wkomponowane tło, pointę czy morał.
Zakupiłem e-booka, w tym przypadku taka forma książki miała dla mnie pewne ograniczenie, czuję że nie w pełni panowałem nad jej strukturą, czytając nie pamiętałem tytułu poprzedniego rozdziału i nie chciało mi się po to wracać głaszcząc kindla, zdarzało się, że nie wiedziałem przez moment w jakiej dokładnie części się znajduję. Być może dlatego, że lektura jest ciekawa i po dość spokojnym początku rozkręca się na dobre i wciąga. Wciąga, bo jest przede wszystkim obszernym, ciekawym esejem na temat marketingu.
Pan Jacek na szczęście nie napisał podręcznika, nie wymienił 9, 13, czy 15 jakichś swoich autorskich praw, a następnie nie udowadniał ich istnienia. Zamiast tego przeanalizował historię zjawiska, kilka ciekawych przypadków biznesowych, prowadząc czytelnika do własnych wniosków w taki sposób, że naprawdę nie sposób się od nich odciąć, czy z nimi polemizować. To wszystko oczywiście w pozytywnym sensie, bo autor nie stara się przekonywać czytelnika do swoich poglądów. Reprezentuje swego rodzaju uniwersalizm marketingowy, widziany tak przeze mnie z dzisiejszej perspektywy, podany w bardzo nowoczesny sposób. Doskonale zdaje sobie sprawę z wagi i znaczenia tych narzędzi marketingu, o istnieniu których jeszcze kilkanaście lat temu nikomu się nie śniło, a może właśnie śniło się.
I to mnie w tej książce ujęło najbardziej, to że jest ciekawym rysem historycznym o marketingu ze wskazaniem wykorzystywanych strategi i narzędzi oraz ich rozwoju i ewolucji. Tak naprawdę myślę jednak, że autor chciał powiedzieć czytelnikowi, że dzisiejszy marketing jest z punktu widzenia samej definicji czymś tak zużytym, zabłoconym i przekombinowanym; natomiast z punktu widzenia narzędzi czy strategii wyewoluował w kierunku czegoś co wręcz należy nazwać po imieniu – w kierunku rynkologii. Autor przyznaje się do pożyczenia tego określenia, wyjaśnia od kogo i dlaczego, i myślę, że to bardzo dobra pożyczka. Pan Jacek robi rynkologii dobry PR.
Na jej przeczytanie, a właściwie na chęć jej przeczytania zdecydowałem się od razu, gdy się dowiedziałem o tym że nadchodzi. Moje oczekiwania nie były sprecyzowane, z treści na blogu pana Jacka wynikało, że może to być książka niekonwencjonalna, że jeżeli autor zdecyduje się na wykorzystanie w niej swojej blogowej twórczości może to być barwna, momentami fabularyzowana opowieść, w której marketing czy też rynkologia stanowić będzie mądrze wkomponowane tło, pointę czy morał.
Zakupiłem e-booka, w tym przypadku taka forma książki miała dla mnie pewne ograniczenie, czuję że nie w pełni panowałem nad jej strukturą, czytając nie pamiętałem tytułu poprzedniego rozdziału i nie chciało mi się po to wracać głaszcząc kindla, zdarzało się, że nie wiedziałem przez moment w jakiej dokładnie części się znajduję. Być może dlatego, że lektura jest ciekawa i po dość spokojnym początku rozkręca się na dobre i wciąga. Wciąga, bo jest przede wszystkim obszernym, ciekawym esejem na temat marketingu.
Pan Jacek na szczęście nie napisał podręcznika, nie wymienił 9, 13, czy 15 jakichś swoich autorskich praw, a następnie nie udowadniał ich istnienia. Zamiast tego przeanalizował historię zjawiska, kilka ciekawych przypadków biznesowych, prowadząc czytelnika do własnych wniosków w taki sposób, że naprawdę nie sposób się od nich odciąć, czy z nimi polemizować. To wszystko oczywiście w pozytywnym sensie, bo autor nie stara się przekonywać czytelnika do swoich poglądów. Reprezentuje swego rodzaju uniwersalizm marketingowy, widziany tak przeze mnie z dzisiejszej perspektywy, podany w bardzo nowoczesny sposób. Doskonale zdaje sobie sprawę z wagi i znaczenia tych narzędzi marketingu, o istnieniu których jeszcze kilkanaście lat temu nikomu się nie śniło, a może właśnie śniło się.
I to mnie w tej książce ujęło najbardziej, to że jest ciekawym rysem historycznym o marketingu ze wskazaniem wykorzystywanych strategi i narzędzi oraz ich rozwoju i ewolucji. Tak naprawdę myślę jednak, że autor chciał powiedzieć czytelnikowi, że dzisiejszy marketing jest z punktu widzenia samej definicji czymś tak zużytym, zabłoconym i przekombinowanym; natomiast z punktu widzenia narzędzi czy strategii wyewoluował w kierunku czegoś co wręcz należy nazwać po imieniu – w kierunku rynkologii. Autor przyznaje się do pożyczenia tego określenia, wyjaśnia od kogo i dlaczego, i myślę, że to bardzo dobra pożyczka. Pan Jacek robi rynkologii dobry PR.
albertoz1st.wordpress.com 2014-04-27