ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Książeczka minimalisty. Prosty przewodnik szczęśliwego człowieka

Leo Babauta pisze pod hasłem minimalizmu. Książka jest zachętą do tego, aby przestać konsumować i zacząć żyć. Właściwie trudno powiedzieć coś nowego, ponieważ treści zawarte w tej pozycji są zbieżne z "Zen to done". Ktoś, kto czytał inne publikacje Babauty nie będzie specjalnie zaskoczony. "W książeczce minimalisty" żadna nowa jakość się nie pojawia. To typowy poradnik dla ludzi, którzy oczekują konkretnych i szczegółowych rad w zakresie przechodzenia na minimalizm.
 
Moim zdaniem niektóre z tych rad są przesadne. Jak choćby propozycja żeby zdigitalizować wszystkie swoje książkowe zbiory i pozostawić tylko pliki na komputerze. Ten pomysł chyba zabolał mnie najbardziej. Mój pokój jest obudowany książkami, decyzja żeby się którejś "pozbyć" zwykle przychodzi mi z ogromnym trudem.

Autor argumentuje, że zbyt wielka ilość przedmiotów powoduje przytłoczenie. Cóż, nie czuję się w żaden sposób przytłoczona przez książki piętrzące się dookoła. Pomieszczenia z wieloma książkami zawsze wydawały mi się bardziej przytulne, niż surowe wnętrza z katalogów meblowych. Oczywiście warto co jakiś czas przejrzeć biblioteczkę pod kątem tego co jest wartościowe, a co nie. Wielu autorów dzisiaj bryluje w ilości publikacji, ale jakość niekoniecznie jest ich mocną stroną.
 
Pozostałe rady Babauty są bardzo praktyczne (choć ich praktyczność zależy od upodobań czytelnika), mogą stanowić podpowiedź dla każdego, kto zechce "nawrócić się" na minimalizm. Jestem zdania, że warto szukać swoich sposobów na życie i samemu je tworzyć. Poradniki, czy książki mogą stanowić tylko jakąś inspirację lub wskazówkę, ale lepiej nie traktować ich jak gotowe przepisy na życie.

Jeśli poszukujecie wskazówek dotyczących tego, jak zamienić ilość na jakość, polecam "Książeczkę Minimalisty"!
Znajdź książkę dla siebie... Monika M Zielińska; 2016-04-28

Książeczka minimalisty. Prosty przewodnik szczęśliwego człowieka

Leo Babauta pisze pod hasłem minimalizmu. Książka jest zachętą do tego, aby przestać konsumować i zacząć żyć. Właściwie trudno powiedzieć coś nowego, ponieważ treści zawarte w tej pozycji są zbieżne z "Zen to done". Ktoś, kto czytał inne publikacje Babauty nie będzie specjalnie zaskoczony. "W książeczce minimalisty" żadna nowa jakość się nie pojawia. To typowy poradnik dla ludzi, którzy oczekują konkretnych i szczegółowych rad w zakresie przechodzenia na minimalizm.
 
Moim zdaniem niektóre z tych rad są przesadne. Jak choćby propozycja żeby zdigitalizować wszystkie swoje książkowe zbiory i pozostawić tylko pliki na komputerze. Ten pomysł chyba zabolał mnie najbardziej. Mój pokój jest obudowany książkami, decyzja żeby się którejś "pozbyć" zwykle przychodzi mi z ogromnym trudem.

Autor argumentuje, że zbyt wielka ilość przedmiotów powoduje przytłoczenie. Cóż, nie czuję się w żaden sposób przytłoczona przez książki piętrzące się dookoła. Pomieszczenia z wieloma książkami zawsze wydawały mi się bardziej przytulne, niż surowe wnętrza z katalogów meblowych. Oczywiście warto co jakiś czas przejrzeć biblioteczkę pod kątem tego co jest wartościowe, a co nie. Wielu autorów dzisiaj bryluje w ilości publikacji, ale jakość niekoniecznie jest ich mocną stroną.
 
Pozostałe rady Babauty są bardzo praktyczne (choć ich praktyczność zależy od upodobań czytelnika), mogą stanowić podpowiedź dla każdego, kto zechce "nawrócić się" na minimalizm. Jestem zdania, że warto szukać swoich sposobów na życie i samemu je tworzyć. Poradniki, czy książki mogą stanowić tylko jakąś inspirację lub wskazówkę, ale lepiej nie traktować ich jak gotowe przepisy na życie.

Jeśli poszukujecie wskazówek dotyczących tego, jak zamienić ilość na jakość, polecam "Książeczkę Minimalisty"!
Znajdź książkę dla siebie... Monika M Zielińska; 2016-04-28

Oblubienice wojny

Cieszymy się młodością, przeżywamy pierwsze miłości, planujemy, układamy i porządkujemy sobie życie. Co, gdyby nagle w naszą codzienność wtargnął chaos, strach obrazujący kruchość naszego istnienia i uświadamiający to, że każdy dzień może być tym ostatnim? W obliczu okrutnej wojny, kiedy niczego nie można być pewnym i trudno odnaleźć jakąkolwiek iskrę szczęścia, ludzie zmieniają swoje priorytety i szukają… bliskości innych ludzi. Bo klęska, zagrożenie i walka po tej samej stronie zbliżają nawet tych najbardziej różniących się od siebie, a utworzone przyjaźnie, jeśli nie przerwane przez śmierć, trwają przez długie lata. O wojnie, braterstwie, niesionej pomocy i życiu toczącym się pośród spadających na miasto bomb pisze Helen Bryan, przedstawiając historię pięciu kobiet w książce „Oblubienice wojny”.
 
II Wojna Światowa. Dźwigające bagaże zupełnie innych doświadczeń, młode dziewczyny: Alice, Elsie, Tanni, Evangeline i Frances trafiają do niewielkiej miejscowości położonej w południowo-wschodniej Anglii. Zamożne, ubogie, szczęśliwe bądź przygnębione zostają rzucone na głęboką wodę kiedy nadchodzi wojna, w obliczu której będą musiały stanąć. Panoszące się wokół zagrożenie i niepewność kolejnego dnia nie odbierają im szansy na odnalezienie sensu życia. Pośród świstu kul i dźwięku bombardowanych miast niosą pomoc ludziom ewakuowanym z atakowanego Londynu. Rodzące się miłości, nadzieja na lepszą przyszłość, poczucie niesprawiedliwości i rozpacz. Z kotłujących się emocji i wrażeń rodzi się przyjaźń, a ta pozostaje wieczna, aż do teraz, kiedy pięćdziesiąt lat później kobiety znowu się spotykają, by zmierzyć się z dawnym wrogiem i zakończyć pewną ciągnącą się sprawę.
 
Alice jest córką pastora, niewyróżniającą się z tłumu jedynaczką, której nagle oświadcza się dawny przyjaciel, pnący się po szczeblach kariery członek marynarki wojennej. Jakże wielkie okazuje się rozczarowanie dziewczyny, gdy pewnego dnia dociera do niej informacja, że jej narzeczony rychle poślubił inną kobietę.
Evangeline to nieposłuszna i przysparzająca swojej rodzinie wiele problemów nastolatka, na którą nałożono obowiązek małżeństwa z dwa razy starszym człowiekiem. Lokując swoje uczucia w kimś zupełnie innym za nic ma tradycje zamożnych rodziców i pewnego dnia ucieka, wywołując skandal, o którym jej bliscy długo nie zapomną.
Frances jest córką wysoko postawionego admirała, dbającą o swój ubiór i wygląd dziewczyną. Kiedy przyjeżdża do Crowmarsh Priors, by zagościć w domu swojej ciotki, nie ma pojęcia jak bardzo odmieni się jej własne życie.
 
Tanni mieszka w Austrii, w której coraz bardziej uwidacznia się niechęć kierowana do ludności żydowskiej. Jako przedstawicielka tego narodu musi opuścić swój kraj, by zyskać szansę na normalne życie. W tym celu zostaje niespodziewanie wydana za mąż, a u boku nowego partnera trafia do Anglii, gdzie będzie musiała rozpocząć wszystko od nowa.
Elsie jest piętnastolatką wychowywaną w skrajnie biednych warunkach. Planując pójść do pracy, by wspomóc rodzinny budżet mocno nadszarpnięty występkami niedojrzałego ojca, niespodziewanie otrzymuje nakaz ewakuacji, bo nadchodzą niebezpieczne czasy, które zmienią wszystko.
 
Dziewczyny o różnym statusie społecznym, odmiennych narodowościach i planach na przyszłość zostają połączone wspólnym celem. W obliczu wojny wszystkie dotychczasowe podziały przestają być ważne, bo rodzi się nowe wyzwanie, jakim jest niesienie pomocy. Jednakże w chwilach, kiedy każdy dzień może być tym ostatnim, ludzie nie odrzucają koncepcji normalnego życia. Stąd w ogarniętym strachem miejscowościach szaleją uczucia, być może mocniejsze oraz intensywniejsze aniżeli te powstałe za czasów pokoju. Przyjaźń, życzliwość, bezinteresowność i miłość – ta niewinna i poważna, prawdziwa i fałszywa, ta na chwilę i na zawsze.
 
Akcja powieści rozgrywana jest na dwóch płaszczyznach czasowych, których łącznikiem okazują się te same bohaterki. Pierwotnie stykamy się z II Wojną Światową, z rosnącą niepewnością i lękiem przed tym, co nieznane. Maskowe ewakuacje, Kindertransporty, konfiskaty majątków, narastająca niechęć do Żydów i tworzące się podziały na tych dobrych i złych. Francja znajdująca się pod kontrolą nazistów, klęska Brytyjskiego Korpusu Ewakuacyjnego z Dunkierki i zagrożony Londyn, którego mieszkańcy niejednokrotnie trafiają w ręce bohaterek powieści. Autorka doskonale wczuła się w klimat tych przerażających czasów nadając swoim postaciom bardzo wiarygodny tryb życia, jak gdyby sama była jego uczestnikiem. A dźwięk alarmowych syren pozostaje w głowie czytelnika jeszcze na długo po jego wyciszeniu. Jednak nie na II Wojnie Światowej zakończyła Helen Bryan tę historię. Nadała jej dalszy ciąg pięćdziesiąt lat później, kiedy to bohaterki mają spotkać się kolejny raz. Otóż książka zawiera pewien wątek sensacyjny i jego rozwiązanie poznajemy dopiero na końcu, a powieść naprawdę potrafi zaskoczyć.
 
Wiarygodne, pełnokrwiste, stające się wzorcem i niosące nadzieję bohaterki, ciekawy rozwój wydarzeń, bardzo dobry, lekki styl i genialna kreacja tła nadającego tej książce kształtu powieści historycznej. „Oblubienice wojny” przemyca w życie czytelnika emocje, lęk, ale i podziw obrazując niełatwe czasy, w których jednak można było odnaleźć szczęście. To książka zupełnie inna od tych, które dotąd przeczytałam. Bo chociaż początkowo miałam względem niej mieszane uczucia wywołane lekkim chaosem i brakiem jednego punktu odniesienia, druga połowa powieści naprawdę mnie pochłonęła i nie potrafiłam się oderwać do samego końca, wessana w losy kobiet naprawdę godnych podziwu.
 
Książkę polecam wielbicielom literatury, której akcja rozgrywana jest w czasach wojny. Chociaż nie jest to z pewnością romantyczna opowieść o miłości, uczuć i emocji tworzonych pomiędzy kobietami i mężczyznami tutaj nie brak. Jednakże na pierwszym planie staje równie potężna więź – damska przyjaźń i właśnie za ten rzadki scenariusz powieści cenię tę publikację najbardziej. Polecam i Wam, jeżeli chcecie zobaczyć jak rodzi się coś niezniszczalnego w czasach, kiedy wszystko wydaje się jeszcze bardziej kruche, aniżeli zwykle.
http://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com/ WERKA777; 2016-05-03

Sprzedaż osobista i zarządzanie zespołem sprzedaży

"Z tej książki nie dowiesz się, kto komu zabrał ser ani co by zrobił jednominutowy menedżer. Nie zachęcam w niej także do zjedzenia żaby". Tak zaczyna się książka Roberta Grzybka. Autor ma z opisywanym przez siebie tematem doświadczenie równie długie, co Polska z wolnym rynkiem Po drodze wcielał się też w różne role: sam sprzedawał, zarządzał zespołami sprzedawców w korporacjach, a ostatnio jest trenerem i wykładowcą, który uczy sprzedawania innych Przy okazji za każdym razem "sprzedając" to, co ma do powiedzenia. Grzybek pisze sprawnie, barwnie i dowcipnie. Sam twierdzi, że inspirował się "Biblią marketingu" Amerykanina Philipa Kotlera i spróbował napisać podobną książkę poświęconą samej sprzedaży. Ciekawie opowiada w niej np. 0 mitach, które się wokół niej zbudowały. Grzybek upiera się, że sprzedawanie nie jest sztuką 1 nie potrzeba do jej uprawiania szczególnych predyspozycji Mocno polemizuje też z przekonaniem, że musi się ona opierać na bajerowaniu albo uzyskiwaniu innego rodzaju nieuczciwej przewagi nad kupującym. Czasem jednak Grzybka trochę ponosi Jak wtedy, gdy wspomina, że "sprzedaż to najlepsza rzecz, jaką można robić w ubraniu". Kilka innych z pewnością by się znalazło. Ale generalnie próba skopiowania Philipa Kotlera i przełożenia go na nieco inny grunt udała się autorowi całkiem nieźle.
Dziennik Gazeta Prawna RAFAŁ WOŚ; 2016-05-06

Stinger. Żądło namiętności

Grace jest studentką prawa.Właśnie wyjeżdża do Las Vegas, aby wziąć udział w międzynarodowej konferencji studentów prawa. Trafia więc do hotelu i postanawia odpocząć po podróży. Carson jest aktorem heteroseksualnym. Przyjechał do Las Vegas, aby wziąć udział w targach pornograficznych. Trafia do tego samego hotelu co Grace.

Ale przecież to niemożliwe: studentka prawa i aktor porno? To nie może się zdarzyć. A jednak się zdarzyło. Tych dwoje niespodziewanie lepiej się poznaje i postanawia zawrzeć pewien niewinny układ. Ani ona, ani on nie przewidują jednak konsekwencji niezobowiązujących spotkań. Sprawy potoczą się nie tak jak powinny. W ich życiu wszystko ulegnie zmianie. Powstaje tylko pytanie, czy będą to zmiany na lepsze czy na gorsze...

Mia Sheridan skradła serca polskich czytelników swoją powieścią Bez słów. Nastała moda na Mię, w blogosferze zawrzało. Emocje sięgnęły zenitu. Nie uległam pokusie i nie sięgnęłam po tę książkę, ponieważ wydawało mi się, że nie przypadnie mi do gustu. Po ostatnim rozczarowaniu Ugly love zaczęłam z pewnym dystansem podchodzić do kolejnych książek, o których wszędzie głośno. Niepotrzebne skreślić.

Dzięki Stingerowi odzyskałam utracony zmysł i odżyłam. To zdecydowanie jedna z lepszych książek, które uświadamiają, jak istotne może się okazać jedno spotkanie. Ile może wnieść do twojego życia kilka rad otrzymanych od poznanego kilka godzin temu człowieka. I jak może się ono potoczyć, gdy zaryzykujesz, postawisz wszystko na jedną kartę, aby spróbować zrobić coś, co może przewrócić je do góry nogami.

Historia Grace i Carsona jest nietypowa. To trzeba przyznać. Co prawda na rynku wydawniczym pojawiły się już książki, w których jeden dzień zmieniał wszystko (między innymi Ten jeden dzień Gayle Forman), i nie wydaje się to niczym nowym. Nie od dziś wiemy jednak, że z pozoru banalna opowieść może przerodzić się w naprawdę niesamowity emocjonalny rollercoaster, który sprawi, że oddamy się jej w całości, a bohaterowie staną się naszymi niewidzialnymi braćmi i siostrami.

Nie jestem zwolenniczką powieści, w których nie ma żadnej sensownej fabuły, a wszystko kręci się wokół seksu ? to wiecie doskonale. Nietrudno się zatem domyślić, że początkowo Stinger stanowił dla mnie swego rodzaju wyzwanie. Nie do końca wiedziałam, na co się piszę. Mimo to czułam, że pod zwyczajną historyjką o studentce prawa i aktorze porno musi się kryć coś więcej. Byłam wręcz pewna, że tak będzie. Niewiele opisów z okładek tak mnie intryguje. Ten zaintrygował na tyle, że postanowiłam przełamać wszelkie bariery i poddać się fantazji. Nadzieje pokładałam w tym, że Mia Sheridan naprawdę ma się czym pochwalić, jeśli chodzi o pisanie książek, i zachwyci mnie swoim stylem.

No i wcale nie musiałam długo czekać. Nastąpił etap fascynacji. Zadawałam sobie pytanie, czy to tylko chwilowe zauroczenie, czy może rzeczywiście sposób, w jaki autorka przedstawiła losy bohaterów, tak mnie przyciągnął. Po przeczytaniu kilkuset stron wiedziałam już, że się nie zauroczyłam. Ja się zakochałam. Stało się: nieco ponad 400 stron przeczytałam w ciągu kilku dni, a zdarza mi się to niezwykle rzadko, w szczególnych przypadkach. Tym szczególnym przypadkiem okazał się Stinger.

Jeśli chodzi o sylwetki bohaterów, zostały one przedstawione bardzo szczegółowo. Sheridan zadbała o to, żebyśmy nie ulegli stereotypom i dokładnie poznali zarówno Grace, jak i Carsona. Muszę przyznać, że temat, który poruszyła, jest dość kontrowersyjny. Na pierwszy rzut oka nie jest w tym nic wielkiego: ot, powalający urodą i posturą mężczyzna oraz poukładana studentka poznają się i pod wpływem impulsu lądują razem w łóżku. Nie byłam zaskoczona. To jednak NIC w porównaniu z tym, jak autorka postąpiła dalej. Taki manewr zdecydowanie zasługuje na oklaski, ba! - owację na stojąco.

Zwykle książki z gatunku New Adult skupiają się na konkretnym motywie. Tutaj nie ma jednego motywu ani jednego tematu - ta powieść składa się z kawałków, które zostały posklejane tak, żeby tworzyły pewną ciągłość. Autorce udało się tak je poskładać, aby całość okazała się spójna i - co istotne - interesująca na tyle, że czytelnik nie odłoży książki na półkę, gdy stwierdzi, że wieje nudą.

Mało tego - Stinger został wzbogacony o wątek sensacyjny, który sprawia, że choć momentami rzeczywiście mamy ochotę przerwać czytanie, nie zrobimy tego, bo siła przyciągania jest zbyt silna. Mamy zatem niebanalny romans z nutką goryczy i sensacji, który - nie oszukujmy się - może i nie jest najoryginalniejszy spośród wszystkich romansów tego typu, ale ma w sobie coś, co skłoni potencjalnych czytelników do sięgnięcia po niego. Choćby dla relaksu.

Myślę, że każdy szanujący się czytelnik New Adult powinien tę książkę przeczytać - po pierwsze - żeby się przekonać, że nie każda książka tego gatunku musi zawierać od początku do końca powielony schemat; po drugie - żeby odkryć sens kryjący się pod płachtą zwykłego erotyku z aktorem porno na czele.
Essentia Klaudia Raflik

Spring. Kurs video. Poziom pierwszy. Prosty sposób na zaawansowane aplikacje

Java Spring, recenzja kursu wideo z Videopoint.pl

Każdy, kto zawodowo programuje w obojętnie jakim języku wie, że bez wsparcia frameworków nasze życie byłoby znacznie trudniejsze. Tak jak Python ma swojego Django, PHP – Symfony, czy Ruby – Railsa, tak w Javie bez znajomości Springa ciężko będzie znaleźć komukolwiek zatrudnienie. Praktycznie w każdej ofercie pracy dla osób programujących w Javie, wśród wymagań znajdziemy znajomość frameworka Spring.

Poniżej krótko zrecenzuję kurs wideo „Spring. Kurs video. Poziom pierwszy. Prosty sposób na zaawansowane aplikacje w Javie” dostępny na Videopoint.pl, ale na początek kilka słów o samym Springu.

Czym jest Spring

W skrócie jest on open source’owym frameworkiem dla tworzenia aplikacji w Javie. Jego pierwsze wersje zostały napisane przez Roda Johnsona na bazie kodu opublikowanego w jego książce „Expert One-on-One J2EE Design and Development” w roku 2002.

Spring składa się z wielu modułów, które dostarczają różne usługi, np:
  •     Spring Core Container (podstawowy moduł dostarczający BeanFactory czy ApplicationContext)
  •     Kontener IoC (z angielskiego Inversion of Control) – dzięki niemu można konfigurować aplikację przez tzw. wstrzykiwanie zależności (Dependency Injection).
  •     Na przykład – jeśli obiekt klasy Foo wykonuje operację na obiekcie klasy Bar, to postępując tradycyjnie, do klasy Foo musiałby być przekazany obiekt klasy Bar lub klasa Foo sama musiałaby utworzyć nową instancję Bar.
  •     W springowym podejściu IoC, obiekt klasy Bar zostanie dostarczony przez zewnętrzny proces w czasie wykonania programu. Zostanie tzw. wstrzyknięta zależność dla klasy Foo.
  •     Programowania aspektowego
Cytując Wikipedię: „AOP, działa na zasadzie Dynamicznego Proxy (ang. Dynamic Proxy, dynamicznego – w sensie tworzenia go w czasie wykonania programu). Przykładowo, za pomocą AOP można do mutatorów (ang. setters, mutators) klasy DAO automatycznie dodać fragmenty kodu zarządzające transakcjami. AOP działa na zasadzie wzorca dekorator, który w tym przypadku dekoruje metody klasy dodatkowym kodem wykonywanym fabrykując proxy. Proxy to opakowuje istniejący obiekt DAO; wywołanie metod DAO przez stworzony AOP obiekt opakowujący wywołuje dodatkowo kod zarządzający transakcjami.”.
Oraz: dostępu do danych, obsługi transakcji, Model-Widok-Kontroler, zdalnego dostępu, autoryzacji i uwierzytelniania, zdalnego zarządzania JMX, komunikatów JMS, obsługi testowania.

Historia jego rozwoju to:

    Wersja 1.0, 2004
    Wersja 2.0, 2006
    Wersja 3.0, 2009 (JDK 5+)
    Wersja 4.0, 2013 (JDK 6+)
    W bieżącym kwartale (tj. drugim 2016) będzie wydana wersja 4.3.
    Wydanie wersji 5.0 planowane jest na ostatni kwartał 2016.
    Minimalnym wymaganiem będzie Java 8. Tutaj JIRA backlog.

To co trzeba podkreślić, to fakt, że Spring posiada świetną dokumentację, wiele tutoriali i poradników.

Niedawno polski Videopoint.pl wydał kurs pod tytułem „Spring. Kurs video. Poziom pierwszy. Prosty sposób na zaawansowane aplikacje w Javie” autorstwa Dobromira Matusiewicza. Dobromir jest starszym projektantem w Asseco Poland SA i od kilkunastu lat zajmuje się tworzeniem oprogramowania dla banków. Współpracuje z Politechniką Rzeszowską.

Cały kurs wideo trwa ok. 3 godzin i 20 minut. Można oglądać go bezpośrednio z panelu klienta jak i całkowicie offline po uprzednim pobraniu na dysk komputera czy kartę telefonu. Sam oglądałem go na telefonie komórkowych z ekranem 4,7 cala i było całkiem ok. Jakość obrazu jest dobra i wszystkie listingi kodu były czytelne.

W wersji offline dostajemy zipa po rozpakowaniu którego dostępny jest plik html z listą wszystkich lekcji, a w katalogu video znajdziemy poszczególne pliki w formacie mp4. Łącznie jest ich 44.

Dużym plusem materiału jest to, że autor przez wszystkie lekcje rozwija jedną przykładową aplikację, której celem jest pobieranie i konwersja kursów walut. Zaczyna się od podstawowej konfiguracji programu zarówno za pomocą adnotacji Springowych, czy w XML, a kończy na pobieraniu danych i komunikacji z bazą danych. W międzyczasie można dosyć szybko zrozumieć na czym polega „wstrzykiwanie zależności” z czego znany jest Spring, czy dowiedzieć się jak w Javie obsługuje się wielojęzykowość.
Dla kogo jest ten kurs, a dla kogo nie?

Moja ocena jest taka – kurs ten nie jest z pewnością przeznaczony dla osób całkiem początkujących w Javie. Autor często mówi skrótami myślowymi, które naturalnie rozumie każdy obyty z Javą programista. Z drugiej strony nie jest on również dedykowany dla programistów mających już jakiekolwiek doświadczenie ze Springiem. Sądzę, że lekcje wideo dedykowane są dla osób znających już Javę, ale nie mających doświadczenia z tym frameworkiem.

Czego się nauczycie?

W trakcie przerabiania materiału:
  •     Poznacie Środowisko STS (Spring Tool Suite) i będziecie rozwijać przykładowy mavenowy projekt przez wszystkie lekcje.
  •     Zrozumiecie działanie wstrzykiwania zależności IoC.
  •     Będziecie umieli konfigurować aplikację za pomocą klas Javy oraz plików XML.
  •     Nauczycie się konfiguracji automatycznego wstrzykiwania zależności (@Autowired).
  •     Opanujecie ustawienia automatycznego skanowania komponentów (wraz z filtrowaniem).
  •     Dowiecie się jak pracować z profilami.
  •     Skonfigurujecie aplikację za pomocą właściwości (zmienne systemowe przekazywane podczas uruchamiania oraz zmienne środowiskowe).
  •     Wykonacie wielojęzykową wersję aplikacji (i18n i Javovy ResourceBundleMessageSource).
  •     Zamienicie standardowe logowanie commons-loging na rzecz log4j (bridge slf4j)
  •     Nauczycie się pracy z bazami danych (Spring Jdbc), wykonywania zapytań DDL i DML, konfiguracji JdbcTemplate, tworzenia klas DAO i mapowania rekordów na obiekty, itp.
  •     Zapoznacie się z takimi adnotacjami jak: @Configuration, @Bean, @ConstructorProperties, @Autowired, @ComponentScan, @Service, @Filter, @Primary, @Qualifier, @Profile, @PropertySource, @Value, @Import

W pakiecie otrzymuje się gratis ebook „Spring Framework. Wprowadzenie do tworzenia aplikacji. Wydanie II"!

Wydawca zrobił świetną promocję dodając gratis prawie 500-stronicową książkę o Springu zawierającą 15 rozdziałów w formie ebooka autorstwa J Sharmy i Ashisha Sarina. Właśnie tą książkę polecałem już wcześniej na Facebooku osobom chcącym zacząć zabawę ze Springiem. Jednak nie wiem czy jest to stała, czy tylko okresowa promocja (nie informują o tym w regulaminie).
Podsumowanie

Cena ponad trzygodzinnego kursu z dołączonym ebookiem to 59 złotych (maj 2016), podczas gdy sama tylko książka w wersji drukowanej kosztuje o 10 zł więcej.

   
Warto kupić? Sądzę że warto, ale tak jak pisałem wcześniej, polecam ją tym, którzy znają już core Javę.

Oczywiście można się przyczepić do kilku kwestii – np. do dosyć częstego powtarzania przez autora słów „framework Spring” (zwłaszcza w początkowych filmach). W lekcji 7 możemy usłyszeć że wartość „numer hashcode jest unikalny dla różnych obiektów”. Osoba z wieloletnim doświadczeniem oczywiście zna kontrakt hashcode() i equals() i wie, że nawet obiekty tej samej klasy mogą mieć identyczny hashcode. Przykład? Stringi „FB” i „Ea” zwracają identyczny hashcode równy 2236:
System.out.println("FB".hashCode());
System.out.println("Ea".hashCode());

//WYNIK
2236
2236
1
2
3
4
5
6
    
System.out.println("FB".hashCode());
System.out.println("Ea".hashCode());
 
//WYNIK
2236
2236

Zapewne autor również o tym wie, ale to właśnie przykład takiego skrótu myślowego.

Tak czy inaczej polecam ten kurs, zwłaszcza że dołączona jest do niego gratis książka. Materiał wideo zdecydowanie dla początkujących, książka natomiast również dla tych doświadczonych ze Springiem.
krzysztofjelonek.net Krzysztof Jelonek
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL