Recenzje
Bez glutenu. Bez wyrzeczeń. Natchnione przepisy dla bezglutenowców, wegetarian i całej reszty świata
Nie czytaj na pusty żołądek!
Wyobrażacie sobie książkę kucharską, w której zachwycą Was niemal wszystkie przepisy? Taka właśnie jest książka Weroniki Madejskiej, autorki bloga Natchniona.pl. Jej kuchnia pachnie ziołami, czosnkiem, wanilią, malinami, gorzką czekoladą… Jest pełna optymizmu, ciepłych historii, obietnic kulinarnego sukcesu i konkretnych rozwiązań, przydatnych także dla bezglutenowych wegetarian. Moja rada: nie sięgajcie po tę książkę na pusty żołądek!
Weronika Madejska przeszła na dietę bezglutenową jako dwunastolatka i niedługo potem założyła blog kulinarny www.natchniona.pl. Cieszy się on od lat dużym zainteresowaniem. Stworzyła niezwykle różnorodną bazę przepisów, uwzględniających wiele nietolerancji pokarmowych. Znajdziemy tam m. in. dania, bez jajek, bez mleka, bez soi i orzechów, bez mięsa.
Doświadczenia blogerki stały się punktem wyjścia do wydania książki Bez glutenu. Bez wyrzeczeń, która miała swoją premierę w maju 2015 r., tuż przed Gluten Free EXPO. Książka to nietypowa, nasycona bowiem wspomnieniami, apetycznymi refleksjami, ciekawymi obserwacjami. Znajdziemy w niej listy od czytelników, historię autorki, pomysły na zdrowy jadłospis opatrzone ciepłymi komentarzami oraz smakowite receptury, które niemal pachną ze stron książki. I kuszą tak bajecznie, że zaznaczyłam zakładkami niemal wszystkie przepisy, by jak najszybciej je przetestować w swojej kuchni.
Dla mnie i innych osób dbających o zdrową dietę bezglutenową ważne jest, że większość receptur bazuje na dobrych składnikach i na naturalnie bezglutenowych mąkach. Weronika Madejska zdradza, że nie czuła się komfortowo po wypiekach opartych na gotowych mieszankach i właśnie dlatego sięgnęła po inne rozwiązania. Przyznaje jednak, że miksy są niezbędne przy wypieku słodkich ciast bezglutenowych: rogalików, drożdżówek czy chałek – i z tym się w pełni zgadzam.
Lekturę ułatwia czytelny podział na kategorie: chleb, śniadania, obiady, kolacje, słodkie, torty. W dziale chlebów na szczególną uwagę zasługują interesujące przepisy na chleby drożdżowe na zakwasie owsianym. Na śniadanie autorka proponuje m.in. owsiankę na mleku roślinnym, pastę z białej fasoli (zrobiłam, jest znakomita), naleśniki, gofry czy sałatkę. Proste, a jednocześnie zachwycające są propozycje obiadowe, np. zupa z soczewicy, gulasz z ciecierzycy, pierogi z kaszy jaglanej, kluski.
Wśród przepisów na kolację znajdziemy pasztet ze śliwką (znakomity!), kotleciki z kaszy jaglanej, wegeburgery z ciecierzycy, pizzę, risotto. Królują tu dania na bazie węglowodanów, dobre w diecie dzieci i młodzieży, natomiast osobiście nie zalecam ich dorosłym, zwłaszcza seniorom (nam wystarczą na kolację warzywa i białko).
Zupełnie fascynujące są rozdziały poświęcone słodkim wypiekom i tortom. Ich naprawdę nie można czytać z pustym żołądkiem, bo od razu pochłoniecie tony słodkości. Znajdziecie tam przepisy na szarlotkę, brownie, ciasto jogurtowe z owocami, nerkownik, ciasteczka owsiane (przepyszne, moje dzieci zjadły całą porcję), ciasto herbaciane (fantastyczne, smakuje wszystkim naszym gościom). I to bogactwo tortów: orzechowo-kawowy, daktylowy, tiramisu, mocca – nie mogę dalej wymieniać, bo znów chwycę za mikser…
Podsumowując: każdy rozdział książki Bez glutenu. Bez wyrzeczeń niesie bogactwo smaków i aromatów. Autorka tak uroczo zachęca do wypróbowania swoich przepisów, że nie sposób się oprzeć. „To nie może się nie udać!” – podkreśla często. I ma rację…
Wyobrażacie sobie książkę kucharską, w której zachwycą Was niemal wszystkie przepisy? Taka właśnie jest książka Weroniki Madejskiej, autorki bloga Natchniona.pl. Jej kuchnia pachnie ziołami, czosnkiem, wanilią, malinami, gorzką czekoladą… Jest pełna optymizmu, ciepłych historii, obietnic kulinarnego sukcesu i konkretnych rozwiązań, przydatnych także dla bezglutenowych wegetarian. Moja rada: nie sięgajcie po tę książkę na pusty żołądek!
Weronika Madejska przeszła na dietę bezglutenową jako dwunastolatka i niedługo potem założyła blog kulinarny www.natchniona.pl. Cieszy się on od lat dużym zainteresowaniem. Stworzyła niezwykle różnorodną bazę przepisów, uwzględniających wiele nietolerancji pokarmowych. Znajdziemy tam m. in. dania, bez jajek, bez mleka, bez soi i orzechów, bez mięsa.
Doświadczenia blogerki stały się punktem wyjścia do wydania książki Bez glutenu. Bez wyrzeczeń, która miała swoją premierę w maju 2015 r., tuż przed Gluten Free EXPO. Książka to nietypowa, nasycona bowiem wspomnieniami, apetycznymi refleksjami, ciekawymi obserwacjami. Znajdziemy w niej listy od czytelników, historię autorki, pomysły na zdrowy jadłospis opatrzone ciepłymi komentarzami oraz smakowite receptury, które niemal pachną ze stron książki. I kuszą tak bajecznie, że zaznaczyłam zakładkami niemal wszystkie przepisy, by jak najszybciej je przetestować w swojej kuchni.
Dla mnie i innych osób dbających o zdrową dietę bezglutenową ważne jest, że większość receptur bazuje na dobrych składnikach i na naturalnie bezglutenowych mąkach. Weronika Madejska zdradza, że nie czuła się komfortowo po wypiekach opartych na gotowych mieszankach i właśnie dlatego sięgnęła po inne rozwiązania. Przyznaje jednak, że miksy są niezbędne przy wypieku słodkich ciast bezglutenowych: rogalików, drożdżówek czy chałek – i z tym się w pełni zgadzam.
Lekturę ułatwia czytelny podział na kategorie: chleb, śniadania, obiady, kolacje, słodkie, torty. W dziale chlebów na szczególną uwagę zasługują interesujące przepisy na chleby drożdżowe na zakwasie owsianym. Na śniadanie autorka proponuje m.in. owsiankę na mleku roślinnym, pastę z białej fasoli (zrobiłam, jest znakomita), naleśniki, gofry czy sałatkę. Proste, a jednocześnie zachwycające są propozycje obiadowe, np. zupa z soczewicy, gulasz z ciecierzycy, pierogi z kaszy jaglanej, kluski.
Wśród przepisów na kolację znajdziemy pasztet ze śliwką (znakomity!), kotleciki z kaszy jaglanej, wegeburgery z ciecierzycy, pizzę, risotto. Królują tu dania na bazie węglowodanów, dobre w diecie dzieci i młodzieży, natomiast osobiście nie zalecam ich dorosłym, zwłaszcza seniorom (nam wystarczą na kolację warzywa i białko).
Zupełnie fascynujące są rozdziały poświęcone słodkim wypiekom i tortom. Ich naprawdę nie można czytać z pustym żołądkiem, bo od razu pochłoniecie tony słodkości. Znajdziecie tam przepisy na szarlotkę, brownie, ciasto jogurtowe z owocami, nerkownik, ciasteczka owsiane (przepyszne, moje dzieci zjadły całą porcję), ciasto herbaciane (fantastyczne, smakuje wszystkim naszym gościom). I to bogactwo tortów: orzechowo-kawowy, daktylowy, tiramisu, mocca – nie mogę dalej wymieniać, bo znów chwycę za mikser…
Podsumowując: każdy rozdział książki Bez glutenu. Bez wyrzeczeń niesie bogactwo smaków i aromatów. Autorka tak uroczo zachęca do wypróbowania swoich przepisów, że nie sposób się oprzeć. „To nie może się nie udać!” – podkreśla często. I ma rację…
menubezglutenu.pl Marta Krzyżanowska-Sołtysiak
Fast text. Jak pisać krótkie teksty, które błyskawicznie przyciągną uwagę
Świat przyspieszył, a tekst musi dotrzymać mu kroku. Czytelnik przesuwa palcem po ekranie, skanuje listę wyników, chwyta w locie strzępki zdań.W kilka sekund decyduje, co warto czytać. Gdy oko czytelnika pędzi po ekranie - liczy się każde słowo. Dlatego współcześnie rozkwitają formy krótkie: esemesy, tweety, memy, wpisy na Facebooku, wezwania do działania.
By zwyciężyć walkę o uwagę czytelnika, musisz nauczyć się pisać krótko, mocno i celnie. Od kogo? Od twórców reklam. Autorów tekstów piosenek. Poetów. Sławnych pisarzy. Mistrzów haiku. Specjalistów od SEO. Joanny Wrycza-Bekier, która dla Ciebie zebrała inspirujące, krótkie teksty i przyjrzała im się z punktu widzenia literaturoznawcy i specjalisty w zakresie internetowego słowa pisanego. Przed Tobą 21 technik i 4 warsztaty, dzięki którym nauczysz się pisać krótkie teksty, tak by szybko przykuć uwagę.
By zwyciężyć walkę o uwagę czytelnika, musisz nauczyć się pisać krótko, mocno i celnie. Od kogo? Od twórców reklam. Autorów tekstów piosenek. Poetów. Sławnych pisarzy. Mistrzów haiku. Specjalistów od SEO. Joanny Wrycza-Bekier, która dla Ciebie zebrała inspirujące, krótkie teksty i przyjrzała im się z punktu widzenia literaturoznawcy i specjalisty w zakresie internetowego słowa pisanego. Przed Tobą 21 technik i 4 warsztaty, dzięki którym nauczysz się pisać krótkie teksty, tak by szybko przykuć uwagę.
dojrzalakobieta.pl
NLP w balerinkach
NLP według Autorki książki oznacza
„Sztuka komunikacji z samym sobą i z innymi, a bardziej praktycznie: zestaw technik, które pozwolą zarządzać swoimi myślami i emocjami oraz wpływać na innych”.
NLP to inaczej programowanie neurolingwistyczne. Co to takiego? Tego można dowiedzieć się właśnie z tej książki. Ciężko jest bowiem napisać w kilku zdaniach, czym NLP jest. Dotyka ono prawie każdego aspektu naszego życia i może okazać się pomocne w wielu sytuacjach, z którymi mamy do czynienia w całym swoim życiu.
Przyznam szczerze, że czytając tę książkę, miałam wrażenie, że poruszam się po delikatnej tematyce w dość bezduszny sposób. Książka jest bardzo fachowa, co nie znaczy, że trudna w odbiorze. Autorka posługują się wieloma ułatwiającymi zrozumienie rozwiązaniami.
Muszę przyznać, że już dawno nie czytałam tak dopracowanej o wszelkie szczegóły pozycji. Co do jakości, nie mam najmniejszych wątpliwości, że jest to książka godna polecenia i warta uwagi. Szczególnie dla tych, którzy chcieliby zgłębić tę tematykę.
Autorka wskazują na pewne prawdy związane z naszym zmysłowym postrzeganiem świata, z nawykami, które możemy w sobie wypracować od nowa, ale wszystko wymaga czasu i chęci. Chęci związanej z wyruszeniem do wnętrza siebie i z budowaniem od nowa swoich przyzwyczajeń. Może się to wiązać z poszukiwaniem przykrych emocji, z których powinniśmy się oczyścić, by budować coś lepszego.
Z pełną odpowiedzialnością chciałabym polecić tę książkę wszystkim, którzy poszukują sposobów skutecznego działania i samorealizacji i poczucia szczęścia spełnienia To książka, która rzetelnie prezentuje jedno z wielu rozwiązań. Być może będzie ono dla Ciebie ciekawą propozycją.
beata1987.blogspot.com Beata Pająk; 2016-04-22
Stinger. Żądło namiętności
Na początek muszę się przyczepić do tytułu. Niestety niektóre książki nie powinny mieć tłumaczonych tytułów i tak jest właśnie w tym przypadku. Wystarczyło zostawić tytuł oryginału i nie dodawać drugiego członu „Żądło namiętności”. Z tego powodu książka wydaje się być jakimś tanim harlequinem, a do takich bym zdecydowanie jej nie zaliczyła. Jeśli szukacie typowego erotyku, to źle trafiliście. Erotyzmu, co prawda, tutaj nie brakuje, ale nie jest on podstawą historii, lecz tłem dla ciekawych lub ważnych wydarzeń. Sama powieść, nie dość, że porusza ważne i jednocześnie trudne tematy, m.in. handel ludźmi to niesie ze sobą przesłanie, by zawsze iść za głosem serca. Wszystkie wątki ( w tym wątek sensacyjny) zostały znakomicie wplecione w całą historię, nie ma niezrozumiałych czy niewyjaśnionych sytuacji, dziwnych przeskoków akcji czy też nagle urywających się motywów.
Tych dwojga i ich perypetii po prostu nie da się nie lubić. Autorka tak znakomicie opisała romans tej pary, że chemię między nimi czuć już z daleka. Bije po prostu z każdej strony książki. Gorące sceny w hotelowym pokoju, wzruszające rozmowy i szczere wyznania tylko to podkreślają. Cała historia jest bardzo realistyczna i mogłaby się wydarzyć naprawdę. Jest gorąco, namiętnie, wesoło, ale i momentami smutno czy tragicznie. Cały wachlarz emocji, trudnych wyborów i moralnych dylematów w jednej książce. Mia Sheridan nie szczędzi nam niczego.
Powinnam była uciekać z hotelu gdzie pieprz rośnie w chwili, kiedy go znów zobaczyłam: umięśnionego, męskiego, pięknego. Był diabłem wcielonym. Czasami słodkim, zabawnym diabłem, to fakt. Ale czy nie taki był właśnie sam Lucyfer? Wabił człowieka w ten sposób, sprawiał, że było się gotowym zaprzedać własną duszę, żeby tylko móc choć raz zakosztować tych grzesznych ust, a on wtedy na dokładkę uśmiechał się i pokazywał ten swój cholerny dołeczek.
Mia Sheridan, Stinger. Żądło namiętności
Znakomitym pomysłem ze strony autorki, było poprowadzenie narracji z perspektywy zarówno Grace, jak i Carsona. Dzięki temu wiemy, co działo się z nimi od czasu rozstania w hotelowym pokoju po wspólnie spędzonym namiętnym weekendzie, a wydarzenia te są kluczowe w odniesieniu do całości historii. Czytelnik może poznać myśli bohaterów czy też dylematy, jakie mieli po rozstaniu, w związku ze swoimi życiowymi planami. Małym minusem jest dla mnie zakończenie. Uważam, że zostało nieco spłycone w stosunku do bardzo rozwiniętej pierwszej i drugiej części książki. Mam w związku z tym lekki niedosyt. Zdecydowanie jego rozwinięcie przysłużyłoby się całości historii.
Mia Sheridan zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Po prostu po tym tytule (znów do niego wrócę) i opisie okładkowym, nie spodziewałam się aż tak dobrej historii. Książkę przeczytałam w jeden dzień i przyznam, że trudno było się z nią rozstać zarówno w trakcie, gdy musiałam ją na chwilę odłożyć, a także po jej zakończeniu. Trafia zdecydowanie na półkę „ulubione” i na pewno jeszcze nie raz wrócę do niej. Chętnie sięgnę również po inne tytuły tej pisarki.
Czasami ratunek oznacza, że ktoś cię uwolni z ciemnego pokoju bez okien albo wyciągnie z płonącego budynku. Ale znacznie częściej oznacza ratunek od samego siebie, a także to, że warto otworzyć się na miłość, bo miłość wcale nie jest bajką.
Mia Sheridan, Stinger. Żądło namiętności
Tych dwojga i ich perypetii po prostu nie da się nie lubić. Autorka tak znakomicie opisała romans tej pary, że chemię między nimi czuć już z daleka. Bije po prostu z każdej strony książki. Gorące sceny w hotelowym pokoju, wzruszające rozmowy i szczere wyznania tylko to podkreślają. Cała historia jest bardzo realistyczna i mogłaby się wydarzyć naprawdę. Jest gorąco, namiętnie, wesoło, ale i momentami smutno czy tragicznie. Cały wachlarz emocji, trudnych wyborów i moralnych dylematów w jednej książce. Mia Sheridan nie szczędzi nam niczego.
Powinnam była uciekać z hotelu gdzie pieprz rośnie w chwili, kiedy go znów zobaczyłam: umięśnionego, męskiego, pięknego. Był diabłem wcielonym. Czasami słodkim, zabawnym diabłem, to fakt. Ale czy nie taki był właśnie sam Lucyfer? Wabił człowieka w ten sposób, sprawiał, że było się gotowym zaprzedać własną duszę, żeby tylko móc choć raz zakosztować tych grzesznych ust, a on wtedy na dokładkę uśmiechał się i pokazywał ten swój cholerny dołeczek.
Mia Sheridan, Stinger. Żądło namiętności
Znakomitym pomysłem ze strony autorki, było poprowadzenie narracji z perspektywy zarówno Grace, jak i Carsona. Dzięki temu wiemy, co działo się z nimi od czasu rozstania w hotelowym pokoju po wspólnie spędzonym namiętnym weekendzie, a wydarzenia te są kluczowe w odniesieniu do całości historii. Czytelnik może poznać myśli bohaterów czy też dylematy, jakie mieli po rozstaniu, w związku ze swoimi życiowymi planami. Małym minusem jest dla mnie zakończenie. Uważam, że zostało nieco spłycone w stosunku do bardzo rozwiniętej pierwszej i drugiej części książki. Mam w związku z tym lekki niedosyt. Zdecydowanie jego rozwinięcie przysłużyłoby się całości historii.
Mia Sheridan zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Po prostu po tym tytule (znów do niego wrócę) i opisie okładkowym, nie spodziewałam się aż tak dobrej historii. Książkę przeczytałam w jeden dzień i przyznam, że trudno było się z nią rozstać zarówno w trakcie, gdy musiałam ją na chwilę odłożyć, a także po jej zakończeniu. Trafia zdecydowanie na półkę „ulubione” i na pewno jeszcze nie raz wrócę do niej. Chętnie sięgnę również po inne tytuły tej pisarki.
Czasami ratunek oznacza, że ktoś cię uwolni z ciemnego pokoju bez okien albo wyciągnie z płonącego budynku. Ale znacznie częściej oznacza ratunek od samego siebie, a także to, że warto otworzyć się na miłość, bo miłość wcale nie jest bajką.
Mia Sheridan, Stinger. Żądło namiętności
Kulturantki.pl Kasia
Wyzwalacze. Nowe zachowania, trwałe nawyki, lepsze życie
Dlaczego nie stajemy się osobami, jakimi chcielibyśmy być? Dlaczego nie robimy tego, co wiemy, że powinniśmy robić lub co sobie zaplanowaliśmy? W Wyzwalaczach znajdziemy odpowiedzi między innymi na te pytania.
Każdy z nas czasami pragnie zmian w swoim życiu, potrzebujemy więcej czasu, chcemy być bardziej zorganizowani. Wymaga to od nas wysiłku i zaangażowania, jednak świadome dążenie do zmian pomaga nam zrealizować zamierzone cele. Wyzwalacze pokazują na czym powinniśmy się skupić, a czego unikać.
Dorosły człowiek ma trudniej niż dziecko. Ciężko jest w nim dokonać zmian, wprowadzić nowe nawyki, nauczyć się czegoś nowego. W dodatku z dnia na dzień znajdujemy lepsze wymówki, by nie pracować nad sobą i by nie dążyć do zmiany. Nie od dzisiaj wiadomo, że człowiek jest istotą sprzeczną. Z jednej strony usilnie chce coś zmienić, z drugiej nie robi nic w tym kierunku poza znajdywaniem nowych wymówek. Po pierwsze musimy sobie uświadomić, że kluczowy wpływ na nasze zachowanie ma środowisko, w którym żyjemy. To właśnie ono determinuje większość podejmowanych przez nas decyzji. Przez cały czas wysyła nam ono informacje zwrotne, których często nie odbieramy lub celowo nie chcemy odbierać. Musimy być dobrze skoncentrowani i uważni, by wychwycić wszystkie ukryte wyzwalacze, które stymulują nasze działania.
Właśnie na nich skupili się autorzy książki. Omówili główne problemy, jakie napotykamy podczas chęci zmian oraz na przykładach pokazali na co zwracać uwagę. Książka pełna jest historii z życia znajomych, jak również ze spotkań jakie autor przeprowadza podczas swoich szkoleń. Tym samym nie są to przykłady wyssane z palca a poparte wieloletnią praktyką i doświadczeniem. Książka napisana jest lekkim językiem z wyczuwalnym poczuciem humoru stąd przyswaja się ją niezwykle szybko. Nie znaczy to jednak, że problem zmiany przerobimy i odhaczymy na naszej liście. W Wyzwalaczach znajdziemy szereg zadań, którym powinniśmy poświęcić nieco czasu i zastanowić się nad nimi, gdyż w efekcie znajdziemy odpowiedzi na istotne pytania onośnie naszego życia i tego, co nam w nim przeszkadza realizować założone cele. Niesamowicie spodobała mi się reguła CMOWT, w której musimy zadać sobie ważne pytanie: Czy mam ochotę – właśnie teraz – dać z siebie tyle, ile będzie trzeba, żeby doprowadzić do pozytywnej zmiany w tej kwestii? Pozawala nam ono zastanowić się zanim w pełni w coś się zaangażujemy.
Książka idealnie nadaje się dla osób, które tkwią w jednym punkcie i nie wiedzą od czego zacząć zmiany. Krok po kroku przepracuje swoje problemy a dzięki proponowanym technikom odkryje większość negatywnych czynników, które nie pozwalają mu się zmienić. Cytując słowa Jima Lawrence: Marshall pokazuje, jak zidentyfikować i usunąć blokady na drodze do osobistego rozwoju. Kluczem jest jednak działanie, a nie planowanie. Więc kup książkę i zacznij działać!
Każdy z nas czasami pragnie zmian w swoim życiu, potrzebujemy więcej czasu, chcemy być bardziej zorganizowani. Wymaga to od nas wysiłku i zaangażowania, jednak świadome dążenie do zmian pomaga nam zrealizować zamierzone cele. Wyzwalacze pokazują na czym powinniśmy się skupić, a czego unikać.
Dorosły człowiek ma trudniej niż dziecko. Ciężko jest w nim dokonać zmian, wprowadzić nowe nawyki, nauczyć się czegoś nowego. W dodatku z dnia na dzień znajdujemy lepsze wymówki, by nie pracować nad sobą i by nie dążyć do zmiany. Nie od dzisiaj wiadomo, że człowiek jest istotą sprzeczną. Z jednej strony usilnie chce coś zmienić, z drugiej nie robi nic w tym kierunku poza znajdywaniem nowych wymówek. Po pierwsze musimy sobie uświadomić, że kluczowy wpływ na nasze zachowanie ma środowisko, w którym żyjemy. To właśnie ono determinuje większość podejmowanych przez nas decyzji. Przez cały czas wysyła nam ono informacje zwrotne, których często nie odbieramy lub celowo nie chcemy odbierać. Musimy być dobrze skoncentrowani i uważni, by wychwycić wszystkie ukryte wyzwalacze, które stymulują nasze działania.
Właśnie na nich skupili się autorzy książki. Omówili główne problemy, jakie napotykamy podczas chęci zmian oraz na przykładach pokazali na co zwracać uwagę. Książka pełna jest historii z życia znajomych, jak również ze spotkań jakie autor przeprowadza podczas swoich szkoleń. Tym samym nie są to przykłady wyssane z palca a poparte wieloletnią praktyką i doświadczeniem. Książka napisana jest lekkim językiem z wyczuwalnym poczuciem humoru stąd przyswaja się ją niezwykle szybko. Nie znaczy to jednak, że problem zmiany przerobimy i odhaczymy na naszej liście. W Wyzwalaczach znajdziemy szereg zadań, którym powinniśmy poświęcić nieco czasu i zastanowić się nad nimi, gdyż w efekcie znajdziemy odpowiedzi na istotne pytania onośnie naszego życia i tego, co nam w nim przeszkadza realizować założone cele. Niesamowicie spodobała mi się reguła CMOWT, w której musimy zadać sobie ważne pytanie: Czy mam ochotę – właśnie teraz – dać z siebie tyle, ile będzie trzeba, żeby doprowadzić do pozytywnej zmiany w tej kwestii? Pozawala nam ono zastanowić się zanim w pełni w coś się zaangażujemy.
Książka idealnie nadaje się dla osób, które tkwią w jednym punkcie i nie wiedzą od czego zacząć zmiany. Krok po kroku przepracuje swoje problemy a dzięki proponowanym technikom odkryje większość negatywnych czynników, które nie pozwalają mu się zmienić. Cytując słowa Jima Lawrence: Marshall pokazuje, jak zidentyfikować i usunąć blokady na drodze do osobistego rozwoju. Kluczem jest jednak działanie, a nie planowanie. Więc kup książkę i zacznij działać!
martamrowiec.pl Marta Mrowiec