Recenzje
Berlin. Travelbook. Wydanie 1
Berlin jest najbliżej położoną od polskich granic stolicą krajów naszych sąsiadów. Przy czym chętnie i często odwiedzaną. Dla wyjeżdżających do niego turystów bardzo przydatny powinien okazać się nowy przewodnik po nim Bezdroży wydany w serii travelbooków.
Na jego tylnej okładce wydawca zapowiada, że można w nim znaleźć informacje na temat m.in. futurystycznej architektury, awangardowych galerii, zabytków, muzeów, pchlich targów i nocnych klubów oraz regionalnych przysmaków: Currywurst i berlińskich piw. W rzeczywistości oczywiście o wiele więcej. Przede wszystkim podzielony na 19 części-stronic plan miasta. Ponadto z górą 40 krótkich, głównie podstawowych i ważnych, informacji w ramkach włamanych w tekst. Podobnie jak w innych przewodnikach tej serii, zachęty do poznania przede wszystkim obiektów uznanych przez autorkę za najważniejsze lub najciekawsze. W przypadku berlińskich atrakcji są to: Brama Brandenburska, katedra, Nowa Synagoga, zamek Charlottenburg, Reichstag i kościół pamięci cesarza Wilhelma. Wśród 7. miejsc, które trzeba zobaczyć znalazł się Alexanderplatz i wieża TV, Checkpoint Charlie, plac Poczdamski, Tiergarten i Kolumna Zwycięstwa, Kulturforum, Holocaust Mahnmal i East Side Galery. Dodałbym w tym miejscu, nawet rezygnując z dwu ostatnich, lub czegoś innego, dwie najsłynniejsze berlińskie ulice: Unter den Linden i Kurfűrstendamm. Oczywiście omówione w przewodniku w innych miejscach. Są też propozycje dotyczące najciekawszych - zdaniem autorki - 7. ciekawostek architektonicznych oraz 4. miejsc przyjaznych dzieciom. W przewodniku tym, tak jak w innych z tej serii, są oczywiście tradycyjne rozdziały wstępne. Informacje praktyczne m.in. o przygotowaniu się do podróży; dojazdu różnymi środkami transportu; komunikacji na miejscu; a także noclegów i wyżywienia oraz, w układzie alfabetycznym, krótki Informator A-Z. A także Informacje krajoznawcze z Krajoznawczym ABC, krótkimi dziejami miasta z 1-stronicowym kalendarium historycznym oraz o mieszkańcach Berlina i tamtejszej kulturze i sztuce. W podstawowej i najobszerniejszej części przewodnika, poświęconej zwiedzaniu miasta, autorka proponuje je - oprowadzając turystę po ulicach, placach, muzeach, świątyniach i innych obiektach - w podziale na 7 części. Unter den Linden i okolice tej alei od Bramy Brandenburskiej do placu Babla. Od Wyspy Muzeów do placu Alexandra oraz kolejno: Mitte i Prenzlauer Berg, plac Poczdamski i jego okolice, Tiergarten, zamek Charlottenburg i Kurfűrstendamm oraz Kreuzberg i jego okolice.
Dodatkowy, krótki rozdział, przedstawia otaczający niemiecką stolicę kraj związkowy Brandenburgię. Z jej krótką historią, związkami z Polską oraz informacjami o trzech miejscach szczególnie wartych poznania: Poczdam, Ruppinerland i Spreewald. W każdej części poświęconej zwiedzaniu konkretnych fragmentów Berlina i jego okolic oraz zabytków, ciekawych miejsc i innych atrakcji, krótkie i zwięzłe informacje uzupełniane są przez liczne, dobre kolorowe zdjęcia. Także architektonicznych detali. Chociaż czytając je w paru miejscach odczuwałem pewien niedosyt informacji. Nie bardzo rozumiem, jak np. w opisie Siegessäule - Kolumny Zwycięstwa mogło zabraknąć chociażby wzmianki, że to na jej szczycie w maju 1945 r. żołnierze I Armii Wojska Polskiego zatknęli biało-czerwoną flagę potwierdzającą nasz udział militarny w zdobyciu Berlina i rozgromienia hitlerowskiego faszyzmu. Dobrym natomiast uzupełnieniem informacji o berlińskich atrakcjach są włamane w tekst obszerniejsze, 2-4-stronicowe wkładki tematyczne: "Berlin w obrazach filmowych", "Pamiątki z Berlina", "Berlin z wodnej perspektywy" i "Polacy w Berlinie". A także, w części poświęconej wypadom poza to miasto, "Atrakcje Brandenburgii". Na końcu przewodnika znajduje się bardzo krótki, 1,5-stronicowy, słowniczek niemiecko-polski z podstawowymi słowami i zwrotami. No i Indeks. Niestety, moim zdaniem zbyt wybiórczy, ułożony, co wydaje się zasadne, według niemieckich nazw obiektów i miejsc. Pomijający jednak wiele bardzo istotnych, jak np. Unter den Linden, Kurfűrstendamm, Fernsehenturm i wiele innych. Pomimo tych braków jest to jednak przewodnik bardzo pomocny w zwiedzaniu niemieckiej stolicy. Przy czym lekki i poręczny w użyciu.
Na jego tylnej okładce wydawca zapowiada, że można w nim znaleźć informacje na temat m.in. futurystycznej architektury, awangardowych galerii, zabytków, muzeów, pchlich targów i nocnych klubów oraz regionalnych przysmaków: Currywurst i berlińskich piw. W rzeczywistości oczywiście o wiele więcej. Przede wszystkim podzielony na 19 części-stronic plan miasta. Ponadto z górą 40 krótkich, głównie podstawowych i ważnych, informacji w ramkach włamanych w tekst. Podobnie jak w innych przewodnikach tej serii, zachęty do poznania przede wszystkim obiektów uznanych przez autorkę za najważniejsze lub najciekawsze. W przypadku berlińskich atrakcji są to: Brama Brandenburska, katedra, Nowa Synagoga, zamek Charlottenburg, Reichstag i kościół pamięci cesarza Wilhelma. Wśród 7. miejsc, które trzeba zobaczyć znalazł się Alexanderplatz i wieża TV, Checkpoint Charlie, plac Poczdamski, Tiergarten i Kolumna Zwycięstwa, Kulturforum, Holocaust Mahnmal i East Side Galery. Dodałbym w tym miejscu, nawet rezygnując z dwu ostatnich, lub czegoś innego, dwie najsłynniejsze berlińskie ulice: Unter den Linden i Kurfűrstendamm. Oczywiście omówione w przewodniku w innych miejscach. Są też propozycje dotyczące najciekawszych - zdaniem autorki - 7. ciekawostek architektonicznych oraz 4. miejsc przyjaznych dzieciom. W przewodniku tym, tak jak w innych z tej serii, są oczywiście tradycyjne rozdziały wstępne. Informacje praktyczne m.in. o przygotowaniu się do podróży; dojazdu różnymi środkami transportu; komunikacji na miejscu; a także noclegów i wyżywienia oraz, w układzie alfabetycznym, krótki Informator A-Z. A także Informacje krajoznawcze z Krajoznawczym ABC, krótkimi dziejami miasta z 1-stronicowym kalendarium historycznym oraz o mieszkańcach Berlina i tamtejszej kulturze i sztuce. W podstawowej i najobszerniejszej części przewodnika, poświęconej zwiedzaniu miasta, autorka proponuje je - oprowadzając turystę po ulicach, placach, muzeach, świątyniach i innych obiektach - w podziale na 7 części. Unter den Linden i okolice tej alei od Bramy Brandenburskiej do placu Babla. Od Wyspy Muzeów do placu Alexandra oraz kolejno: Mitte i Prenzlauer Berg, plac Poczdamski i jego okolice, Tiergarten, zamek Charlottenburg i Kurfűrstendamm oraz Kreuzberg i jego okolice.
Dodatkowy, krótki rozdział, przedstawia otaczający niemiecką stolicę kraj związkowy Brandenburgię. Z jej krótką historią, związkami z Polską oraz informacjami o trzech miejscach szczególnie wartych poznania: Poczdam, Ruppinerland i Spreewald. W każdej części poświęconej zwiedzaniu konkretnych fragmentów Berlina i jego okolic oraz zabytków, ciekawych miejsc i innych atrakcji, krótkie i zwięzłe informacje uzupełniane są przez liczne, dobre kolorowe zdjęcia. Także architektonicznych detali. Chociaż czytając je w paru miejscach odczuwałem pewien niedosyt informacji. Nie bardzo rozumiem, jak np. w opisie Siegessäule - Kolumny Zwycięstwa mogło zabraknąć chociażby wzmianki, że to na jej szczycie w maju 1945 r. żołnierze I Armii Wojska Polskiego zatknęli biało-czerwoną flagę potwierdzającą nasz udział militarny w zdobyciu Berlina i rozgromienia hitlerowskiego faszyzmu. Dobrym natomiast uzupełnieniem informacji o berlińskich atrakcjach są włamane w tekst obszerniejsze, 2-4-stronicowe wkładki tematyczne: "Berlin w obrazach filmowych", "Pamiątki z Berlina", "Berlin z wodnej perspektywy" i "Polacy w Berlinie". A także, w części poświęconej wypadom poza to miasto, "Atrakcje Brandenburgii". Na końcu przewodnika znajduje się bardzo krótki, 1,5-stronicowy, słowniczek niemiecko-polski z podstawowymi słowami i zwrotami. No i Indeks. Niestety, moim zdaniem zbyt wybiórczy, ułożony, co wydaje się zasadne, według niemieckich nazw obiektów i miejsc. Pomijający jednak wiele bardzo istotnych, jak np. Unter den Linden, Kurfűrstendamm, Fernsehenturm i wiele innych. Pomimo tych braków jest to jednak przewodnik bardzo pomocny w zwiedzaniu niemieckiej stolicy. Przy czym lekki i poręczny w użyciu.
kurier365.pl Cezary Rudziński; 2016-05-24
Calder. Narodziny odwagi
Oryginalny tytuł utworu kryjącego się pod polskim tytułem „Calder. Narodziny odwagi” to „Becoming Calder: A Sign of Love Novel #1”. Mia Sheridan jest autorką bestselerów „New York Timesa”, w Polsce pewnie też znajdzie swoich zwolenników. Polskie wydanie jak mi się zdaje będzie do zakupu w czerwcu.
Gdybym miała wybierać, która książka bardziej przypadła mi do gustu czy „Stinger” czy „Calder” to chyba jednak „Calder”. Obie można zaliczyć do literatury kobiecej i obie nie całkiem są z mojej bajki.
Świat przedstawiony w „Calder” jest specyficzny, nie od razu czytelnik jest w stanie stwierdzić czy akcja dzieje się w teraźniejszości czy może w przeszłości. No chyba, że przeczyta on jakiś opis książki albo choćby małe jej streszczenie. Będę tu tego unikać bo warto samemu pewne rzeczy odkrywać.
Co mogę o tej pozycji powiedzieć? Dość szybko się ją czyta, po odkryciu podstawowych rzeczy czyta się jeszcze szybciej ;) Jej dalszy ciąg ma być przedstawiony w „Eden. Nowy początek”.
Nie jest to może pozycja, do której będę często wracać w wolnych chwilach, ale kilka rzeczy mi przypadło do gustu chociażby „Legenda Wodnika” czy cytaty (z „Iliady” Homera czy z filmu „Troja”).
Reasumując jest to nawet chwilami ciekawa pozycja z pomysłem, bardziej mi przypadła do gustu niż „Stinger” choć nadal nie jest to publikacja, która dawałaby mi to czego oczekuję od książki, ale już jest bliżej. Moje niepełne zadowolenie nie jest jednak oznaką, że jest to zła książka, po prostu nie całkiem w moim guście.
Gdybym miała wybierać, która książka bardziej przypadła mi do gustu czy „Stinger” czy „Calder” to chyba jednak „Calder”. Obie można zaliczyć do literatury kobiecej i obie nie całkiem są z mojej bajki.
Świat przedstawiony w „Calder” jest specyficzny, nie od razu czytelnik jest w stanie stwierdzić czy akcja dzieje się w teraźniejszości czy może w przeszłości. No chyba, że przeczyta on jakiś opis książki albo choćby małe jej streszczenie. Będę tu tego unikać bo warto samemu pewne rzeczy odkrywać.
Co mogę o tej pozycji powiedzieć? Dość szybko się ją czyta, po odkryciu podstawowych rzeczy czyta się jeszcze szybciej ;) Jej dalszy ciąg ma być przedstawiony w „Eden. Nowy początek”.
Nie jest to może pozycja, do której będę często wracać w wolnych chwilach, ale kilka rzeczy mi przypadło do gustu chociażby „Legenda Wodnika” czy cytaty (z „Iliady” Homera czy z filmu „Troja”).
Reasumując jest to nawet chwilami ciekawa pozycja z pomysłem, bardziej mi przypadła do gustu niż „Stinger” choć nadal nie jest to publikacja, która dawałaby mi to czego oczekuję od książki, ale już jest bliżej. Moje niepełne zadowolenie nie jest jednak oznaką, że jest to zła książka, po prostu nie całkiem w moim guście.
swiatairi.blogspot.com Marta Tomczak
Fotografia kulinarna dla blogerów
Moja przyjaźń z aparatem fotograficznym zaczęła się kilka lat temu. Od tego czasu jakiś Nikon zawsze towarzyszył nam w podróżach i tułaczce po świecie. I nie miało znaczenia, że mój "podręczny" bagaż znacznie przekraczał limity wagowe wszelkich linii lotniczych, choć zawierał jedynie sprzęt fotograficzny. Aparat stał się moim przyjacielem i nieodłącznym towarzyszem doli i niedoli.
Podczas pobytu w Arabii Saudyjskiej zaczęliśmy prowadzić blogi - jeden dotyczący codziennego życia Polaków w krajach Zatoki Perskiej ("W pustyni bez puszczy czyli Arabia Saudyjska i Oman oczami Polaka"), drugi - zatytułowany "Kulinaria - potrawy z różnych stron świata", aby mieć zawsze "pod ręką" nasze ulubione przepisy.
I wtedy pojawił się problem - oboje dobrze radzimy sobie w fotografii reporterskiej, ale zdjęcia jedzenia to już nieco inny rodzaj fotografii.
Moje początki fotografii kulinarnej były.....
Nie, nie były trudne. Były najzwyczajniej w świecie nieudane. Kiedy dziś patrzę na swoje pierwsze zdjęcia potraw, często zastanawiam się, jak mogłam takie "coś" opublikować. Z czasem było coraz lepiej, ale zawsze czegoś tym zdjęciom brakowało.
Nadal się jednak uczę i w tym wypadku wydana nakładem Wydawnictwa Helion "Fotografia kulinarna dla blogerów" autorstwa Matta Armendariza stanowi dla mnie nieocenioną pomoc.
Napisany prostym, zrozumiałym nawet dla laika językiem, poradnik jak fotografować jedzenie, pozwolił mi uniknąć wielu błędów (taką mam przynajmniej nadzieję) i poprawił mój warsztat fotografa. Nauczyłam się też, jak domowym sposobem, niezależnie od kraju zamieszkania i przy niewielkim nakładzie finansowym stworzyć interesujące rekwizyty do zdjęć czy modyfikatory światła, choćby wykorzystując do tego m.in. latarkę i piłeczkę pingpongową. Dowiedziałam się także jak za pomocą folii rozproszyć światło lub doświetlić zdjęcie i wreszcie (co było dla mnie bardzo ważne) - w jaki sposób kadrować zdjęcia potraw.
Przykład ?
Proszę bardzo - ponieważ nie mam drewnianego stołu z desek, więc w jednym ze sklepów ogólnobudowlanych kupiłam za 5 złotych..... podest tarasowy, który na moich zdjęciach pełni rolę stołu.
Odnośnie sprzętu fotograficznego - w pełni zgadzam się też z tezą Matta Armendariza
"korzystaj z tego co masz" Te słowa to poniekąd parafraza znanego chyba każdemu fotografowi zdania Chase Jarvisa "The best camera is the one that’s with you", które stanowi zarazem motto. naszej strony internetowej (tutaj link)
Z ciekawości zrobiłam zdjęcie tej samej potrawy korzystając z trzech różnych aparatów (dwie lustrzanki i kompakt) oraz telefonu komórkowego. Po drobnych poprawkach zdjęcia z aparatów fotograficznych nie różniły się od siebie zbyt mocno. Najgorzej wypadło zdjęcie z telefonu, ale choć nie nadaje się raczej do druku to na potrzeby bloga mogłabym je wykorzystać.
Bardzo dużą zaletę poradnika "Fotografia kulinarna dla blogerów" stanowią opatrzone komentarzami Matta Armendariza zdjęcia i grafiki, na podstawie których autor w przystępny sposób wyjaśnia m.in. jak wielką rolę w fotografii kulinarnej odgrywają aranżacja, kadr i światło oraz jak powinien być ustawiony aparat względem jego głównego źródła. Jednym słowem, co zrobić, aby światło stało się Twoim przyjacielem.
Tym co jest moim zdaniem niezmiernie ważne dla nas blogerów kulinarnych, to fakt, że wszystkie fotografowane potrawy można ze smakiem skonsumować :)
Mimo, iż pierwsze przygody z fotografią mam już dawno za sobą, a na naszym koncie pojawiły się też drobne sukcesy (nasze zdjęcie znalazło się m.in. na okładce wydanej niedawno książki) to "Fotografia kulinarna dla blogerów" okazała się dla mnie nieocenioną pomocą w przygotowywaniu zdjęć na potrzeby bloga i naszej strony internetowej.
Zresztą zobaczcie sami :)
Podczas pobytu w Arabii Saudyjskiej zaczęliśmy prowadzić blogi - jeden dotyczący codziennego życia Polaków w krajach Zatoki Perskiej ("W pustyni bez puszczy czyli Arabia Saudyjska i Oman oczami Polaka"), drugi - zatytułowany "Kulinaria - potrawy z różnych stron świata", aby mieć zawsze "pod ręką" nasze ulubione przepisy.
I wtedy pojawił się problem - oboje dobrze radzimy sobie w fotografii reporterskiej, ale zdjęcia jedzenia to już nieco inny rodzaj fotografii.
Moje początki fotografii kulinarnej były.....
Nie, nie były trudne. Były najzwyczajniej w świecie nieudane. Kiedy dziś patrzę na swoje pierwsze zdjęcia potraw, często zastanawiam się, jak mogłam takie "coś" opublikować. Z czasem było coraz lepiej, ale zawsze czegoś tym zdjęciom brakowało.
Nadal się jednak uczę i w tym wypadku wydana nakładem Wydawnictwa Helion "Fotografia kulinarna dla blogerów" autorstwa Matta Armendariza stanowi dla mnie nieocenioną pomoc.
Napisany prostym, zrozumiałym nawet dla laika językiem, poradnik jak fotografować jedzenie, pozwolił mi uniknąć wielu błędów (taką mam przynajmniej nadzieję) i poprawił mój warsztat fotografa. Nauczyłam się też, jak domowym sposobem, niezależnie od kraju zamieszkania i przy niewielkim nakładzie finansowym stworzyć interesujące rekwizyty do zdjęć czy modyfikatory światła, choćby wykorzystując do tego m.in. latarkę i piłeczkę pingpongową. Dowiedziałam się także jak za pomocą folii rozproszyć światło lub doświetlić zdjęcie i wreszcie (co było dla mnie bardzo ważne) - w jaki sposób kadrować zdjęcia potraw.
Przykład ?
Proszę bardzo - ponieważ nie mam drewnianego stołu z desek, więc w jednym ze sklepów ogólnobudowlanych kupiłam za 5 złotych..... podest tarasowy, który na moich zdjęciach pełni rolę stołu.
Odnośnie sprzętu fotograficznego - w pełni zgadzam się też z tezą Matta Armendariza
"korzystaj z tego co masz" Te słowa to poniekąd parafraza znanego chyba każdemu fotografowi zdania Chase Jarvisa "The best camera is the one that’s with you", które stanowi zarazem motto. naszej strony internetowej (tutaj link)
Z ciekawości zrobiłam zdjęcie tej samej potrawy korzystając z trzech różnych aparatów (dwie lustrzanki i kompakt) oraz telefonu komórkowego. Po drobnych poprawkach zdjęcia z aparatów fotograficznych nie różniły się od siebie zbyt mocno. Najgorzej wypadło zdjęcie z telefonu, ale choć nie nadaje się raczej do druku to na potrzeby bloga mogłabym je wykorzystać.
Bardzo dużą zaletę poradnika "Fotografia kulinarna dla blogerów" stanowią opatrzone komentarzami Matta Armendariza zdjęcia i grafiki, na podstawie których autor w przystępny sposób wyjaśnia m.in. jak wielką rolę w fotografii kulinarnej odgrywają aranżacja, kadr i światło oraz jak powinien być ustawiony aparat względem jego głównego źródła. Jednym słowem, co zrobić, aby światło stało się Twoim przyjacielem.
Tym co jest moim zdaniem niezmiernie ważne dla nas blogerów kulinarnych, to fakt, że wszystkie fotografowane potrawy można ze smakiem skonsumować :)
Mimo, iż pierwsze przygody z fotografią mam już dawno za sobą, a na naszym koncie pojawiły się też drobne sukcesy (nasze zdjęcie znalazło się m.in. na okładce wydanej niedawno książki) to "Fotografia kulinarna dla blogerów" okazała się dla mnie nieocenioną pomocą w przygotowywaniu zdjęć na potrzeby bloga i naszej strony internetowej.
Zresztą zobaczcie sami :)
obiadoweinspiracje.blogspot.com Saudyjski Wielbłąd; 2016-05-12
Jak biegać szybciej. Od 5 kilometrów do maratonu
Zostań swoim własnym trenerem.
Plan treningowy biegania od 5 kilometrów do maratonu w jednej książce. Oprócz tego pełna mobilizacja na poprawę swoich wyników i recepta na zostanie swoim własnym szkoleniowcem.
„Jak biegać szybciej? Od 5 kilometrów do maratonu” to książka autorstwa Brada Hudsona i Matta Fitzgeralda. Obaj panowie są wieloletnimi praktykami biegania i specjalistami w jego zakresie. Hudson jest założycielem i trenerem Performance Training Group, zaśFitzgerald pisał poradniki dla triatlonistów.
Książka jest skierowana do osób, którym bieganie nie jest obce – a w szczególności do tych, którzy mają ambicje pokonywania dłuższych dystansów. Publikacja podpowiada, w jaki sposób pracować nad kondycją i doskonalić się. Autorzy przybliżają opracowanie indywidualnej strategii na sukces, tym samym sugerując, że najcenniejszym kapitałem biegacza jest wiedza o nim samym.
„Jak biegać szybciej” jest poradnikiem o rozwijaniu umiejętności biegania „krok po kroku”. Autorzy umieścili w tej książce zestawienia treningów, które czytelnik może wybrać na miarę swych potrzeb, długości biegu i innych czynników. Hudson i Fitzgerald uczą jak obserwować siebie i dokonywać realnej oceny kondycji - a tym samym, jak zostać swoim własnym trenerem.
Autorzy publikacji podkreślają istotne znaczenie regularności treningów, które można modyfikować, aby móc nieustannie się rozwijać. Hudson i Fitzgerald to zwolennicy ciężkiej pracy – jak z resztą w przenośni piszą – „trenuj ciężko albo idź do domu”.
Sięgnęłam po „Jak biegać szybciej”, ponieważ mam w planach poprawić swoją kondycję. Mój cel jest nieco inny, niż tytułowe 5 km bądź maraton. Jednak po planowanej rozgrzewce, chętnie skorzystam z propozycji na 5 km biegi. A w przyszłości być może na jeszcze dłuższe dystanse. Wierzę, że ta książka przyda mi się również w przyszłości, dlatego na mojej półce z książkami zajmuje honorowe miejsce „ważnych”.
Publikacja zmotywowała mnie do podjęcia działań związanych z poprawą kondycji. Po przeczytaniu „Jak biegać szybciej”, zrozumiałam też, że zanim poprawię kondycję w zauważalnym stopniu, najpierw muszę wpłynąć na zmianę fizjologii swojego organizmu poprzez właśnie systematyczne treningi. Serdecznie polecam biegającym – i pamiętajcie, bądźcie dla siebie dobrymi trenerami!
Plan treningowy biegania od 5 kilometrów do maratonu w jednej książce. Oprócz tego pełna mobilizacja na poprawę swoich wyników i recepta na zostanie swoim własnym szkoleniowcem.
„Jak biegać szybciej? Od 5 kilometrów do maratonu” to książka autorstwa Brada Hudsona i Matta Fitzgeralda. Obaj panowie są wieloletnimi praktykami biegania i specjalistami w jego zakresie. Hudson jest założycielem i trenerem Performance Training Group, zaśFitzgerald pisał poradniki dla triatlonistów.
Książka jest skierowana do osób, którym bieganie nie jest obce – a w szczególności do tych, którzy mają ambicje pokonywania dłuższych dystansów. Publikacja podpowiada, w jaki sposób pracować nad kondycją i doskonalić się. Autorzy przybliżają opracowanie indywidualnej strategii na sukces, tym samym sugerując, że najcenniejszym kapitałem biegacza jest wiedza o nim samym.
„Jak biegać szybciej” jest poradnikiem o rozwijaniu umiejętności biegania „krok po kroku”. Autorzy umieścili w tej książce zestawienia treningów, które czytelnik może wybrać na miarę swych potrzeb, długości biegu i innych czynników. Hudson i Fitzgerald uczą jak obserwować siebie i dokonywać realnej oceny kondycji - a tym samym, jak zostać swoim własnym trenerem.
Autorzy publikacji podkreślają istotne znaczenie regularności treningów, które można modyfikować, aby móc nieustannie się rozwijać. Hudson i Fitzgerald to zwolennicy ciężkiej pracy – jak z resztą w przenośni piszą – „trenuj ciężko albo idź do domu”.
Sięgnęłam po „Jak biegać szybciej”, ponieważ mam w planach poprawić swoją kondycję. Mój cel jest nieco inny, niż tytułowe 5 km bądź maraton. Jednak po planowanej rozgrzewce, chętnie skorzystam z propozycji na 5 km biegi. A w przyszłości być może na jeszcze dłuższe dystanse. Wierzę, że ta książka przyda mi się również w przyszłości, dlatego na mojej półce z książkami zajmuje honorowe miejsce „ważnych”.
Publikacja zmotywowała mnie do podjęcia działań związanych z poprawą kondycji. Po przeczytaniu „Jak biegać szybciej”, zrozumiałam też, że zanim poprawię kondycję w zauważalnym stopniu, najpierw muszę wpłynąć na zmianę fizjologii swojego organizmu poprzez właśnie systematyczne treningi. Serdecznie polecam biegającym – i pamiętajcie, bądźcie dla siebie dobrymi trenerami!
dlaLejdis.pl Ewelina Grzesiuk; 2016-05-15
Oblubienice wojny
Oblubienice wojny Helen Bryan to opowieść o przyjaźni i miłości w największym czasie próby, jakim są działania wojenne.
Bohaterki tej historii pochodzą z różnych warstw społecznych. Jest wśród nich Amerykanka i austriacka Żydówka. Trafiają do małej wsi w Anglii, gdzie przeżywają wojnę wraz z dwiema innymi, angielskimi dziewczynami.
Pomiędzy tymi czterema kobietami zawiązuje się coś na kształt przywiązania i przyjaźni. To, co je łączy, jest równie nietypowe, jak to, w czym zmuszone są uczestniczyć. Tuż obok nich szaleje wojna. Angielskie społeczeństwo nękane niemieckimi nalotami usiłuje radzić sobie, jak najlepiej potrafi. Żywność jest racjonowana, następują masowe ewakuacje ludności z miast na tereny wiejskie.
W tej trudnej wojenne rzeczywistości Alice, Elsie, Tanni, Evangeline i Frances pomagają sobie oraz innym mieszkańcom wioski. Szyją ubrania, walczą na wojnie na swój kobiecy sposób. Nie szczędząc „sprawie” zaangażowania, determinacji i sił.
Poznajemy je pięćdziesiąt lat po tych bolesnych dla nich doświadczeniach, kiedy wezwane tajemniczym listem przez jedną z nich, powracają do miejsca swoich najtrudniejszych wspomnień, by rozwikłać zagadkę z przeszłości…
Helen Bryan udało się stworzyć piękną opowieść o sile kobiecej przyjaźni w trudnych, wojennych czasach. Ważne w tej historii jest również to, iż autorka snując swoją historię wsparła się na faktach. Jej postaci są fikcyjne, ich życiorysy i doświadczenia powstały na potrzeby książki, ale są na tyle wiarygodne, że śmiało możemy powiedzieć, że to naprawdę się stało.
Oblubienice wojny to literacki zapis mało znanych faktów historycznych, przynajmniej w Polsce, o przeżyciach angielskiego społeczeństwa w okresie II Wojny Światowej. Choć, nie sposób porównywać polskich realiów okupacyjnych, do tego, jak żyło się w Anglii w tamtym okresie czasu, to jednak jedno możemy stwierdzić na pewno - gdziekolwiek zastanie nas wojna, tam natychmiast pojawia się cierpienie, śmierć, ludzka krzywda oraz mieszanka najlepszych i najgorszych ludzkich zachowań.
Powieść Helen Bryan to lektura obowiązkowa, dla każdego, kto ceni sobie wartościowe historie, nad którymi może zatrzymać się, wzruszyć, rozweselić i zapłakać.
http://domowaksiegarnia.blogspot.com/