Recenzje
(NIE)GRZECZNI?
Jak często Wam się zdarzało lub zdarza mówić: Moje dziecko jest niegrzeczne!
Zapewne niezliczoną ilość razy. Klasyka! :)
A zastanawialiście się kiedyś, czy tak naprawdę chcielibyście aby Wasze dziecko było cały czas grzeczne, taki sobi milusiński zaprogromowany Robocik? Chyba nie, prawda? ;)
Otóż jak zawsze prawda leży pośrodku, a najważniejsze jest pozytywne nastawienie i optymizm w wychowywaniu dzieci.
Wszystkie powyższe tematy ukazuje długo oczekiwana książka (Nie)Grzeczni?, która już została wydana (nakładem Wydawnictwa Sensus)!
Autorki Małgorzata Bajko i Monika Janiszewska w sposób zaskakujący i rozśmieszający poruszają trudne tematy wychowawcze, wprawiają w zadumę i podsuwają pomysły na rozwiązanie problemów.
Książka zmniejsza dystans pomiędzy rodzicami a dziećmi. Przypomina nam, dorosłym, że sami kiedyś byliśmy dziećmi i chyba nadal nimi jesteśmy w głębi serca:)
Ponadto w nowoczesny sposób pokazuje, że za "niegrzecznością" dziecka najczęściej stoi jego niemożność lub nieumiejętność przekazania nam czegoś ważnego, jego obaw i smutków. A uważna obserwacja i zrozumienie malucha pozwalają bardzo szybko rozwiązać każdy problem!
Musicie koniecznie przeczytać tę książkę!
Zapewne niezliczoną ilość razy. Klasyka! :)
A zastanawialiście się kiedyś, czy tak naprawdę chcielibyście aby Wasze dziecko było cały czas grzeczne, taki sobi milusiński zaprogromowany Robocik? Chyba nie, prawda? ;)
Otóż jak zawsze prawda leży pośrodku, a najważniejsze jest pozytywne nastawienie i optymizm w wychowywaniu dzieci.
Wszystkie powyższe tematy ukazuje długo oczekiwana książka (Nie)Grzeczni?, która już została wydana (nakładem Wydawnictwa Sensus)!
Autorki Małgorzata Bajko i Monika Janiszewska w sposób zaskakujący i rozśmieszający poruszają trudne tematy wychowawcze, wprawiają w zadumę i podsuwają pomysły na rozwiązanie problemów.
Książka zmniejsza dystans pomiędzy rodzicami a dziećmi. Przypomina nam, dorosłym, że sami kiedyś byliśmy dziećmi i chyba nadal nimi jesteśmy w głębi serca:)
Ponadto w nowoczesny sposób pokazuje, że za "niegrzecznością" dziecka najczęściej stoi jego niemożność lub nieumiejętność przekazania nam czegoś ważnego, jego obaw i smutków. A uważna obserwacja i zrozumienie malucha pozwalają bardzo szybko rozwiązać każdy problem!
Musicie koniecznie przeczytać tę książkę!
blogimam.pl
Kradnij jak artysta: Dziennik. Notatnik dla kreatywnych kleptomanów
Jeśli chcesz kraść jak artysta, potrzebujesz miejsca na swoje zdobycze.
Wielkie osobistości takie jak:Picasso,Leonardo da Vinci czy też Darwin używali dziennika to zapisywania pomysłów.Dzięki temu byli w stanie stworzyć cudowne dzieła i teorie.Czasami warto wziąć przykład z twórców dzieł i prowadzić dziennik.
Jest to kolejną książkę,która niekoniecznie się czyta, a raczej wykorzystuje do zabawy :).Dziennik jest stworzony przez pisarza i artystę,który jest autorem zbioru "wierszy wykreślonych". Podobnie jak fashion notes jest to dziennik, przy którym mamy się dobrze bawić.Mając otwarty umysły jesteśmy w stanie ,stworzyć impulsy do kreatywnego tworzenia wspaniałych rzeczy.
W notatniku odnajdziemy wiele motywacyjnych cytatów i zadań.Wszystkie ćwiczenia są oparte w ten sposób, by odnaleźć sobie wiele inspiracji by zostań kreatywną osobą.Zasady korzystanie z dziennika jest banalnie proste. Wystarczą trzy kroki.Dziennik regularnie powinien być przez nas prowadzony, zabieramy go ze sobą wszędzie i powtarzamy pierwsze dwa punkty tak długo, aż dziennik zostanie wypełniony.Dziennik ma się stać częścią naszego życia.
Kradnij jak artysta to ciekawy kreatywny bodziec do tworzenia kreatywnych rzeczy, pobudzania emocji i myśli, które tkwią w nas .Czasami nie mamy na tyle odwagi i miejsca my ukazać swoją kreatywność a ten dziennik jest idealnym miejscem.Polecam serdecznie.
Wielkie osobistości takie jak:Picasso,Leonardo da Vinci czy też Darwin używali dziennika to zapisywania pomysłów.Dzięki temu byli w stanie stworzyć cudowne dzieła i teorie.Czasami warto wziąć przykład z twórców dzieł i prowadzić dziennik.
Jest to kolejną książkę,która niekoniecznie się czyta, a raczej wykorzystuje do zabawy :).Dziennik jest stworzony przez pisarza i artystę,który jest autorem zbioru "wierszy wykreślonych". Podobnie jak fashion notes jest to dziennik, przy którym mamy się dobrze bawić.Mając otwarty umysły jesteśmy w stanie ,stworzyć impulsy do kreatywnego tworzenia wspaniałych rzeczy.
W notatniku odnajdziemy wiele motywacyjnych cytatów i zadań.Wszystkie ćwiczenia są oparte w ten sposób, by odnaleźć sobie wiele inspiracji by zostań kreatywną osobą.Zasady korzystanie z dziennika jest banalnie proste. Wystarczą trzy kroki.Dziennik regularnie powinien być przez nas prowadzony, zabieramy go ze sobą wszędzie i powtarzamy pierwsze dwa punkty tak długo, aż dziennik zostanie wypełniony.Dziennik ma się stać częścią naszego życia.
Kradnij jak artysta to ciekawy kreatywny bodziec do tworzenia kreatywnych rzeczy, pobudzania emocji i myśli, które tkwią w nas .Czasami nie mamy na tyle odwagi i miejsca my ukazać swoją kreatywność a ten dziennik jest idealnym miejscem.Polecam serdecznie.
angelikarecenzjeksiazek.blogspot.com Angelika S; 2016-10-05
Mąż, którego nie znałam
Małżeństwo to związek dwojga kochających się ludzi (płeć pomińmy
), ale czy aby na pewno? Czy małżeństwo nie może być czystym układem? Związkiem „na papierze”? A co, gdy nagle pojawią się uczucia i emocje, o których nie było mowy?
Najbardziej skandaliczna para Londynu – lady Pelham i markiz Grayson. Oboje łączy niepohamowany apetyt seksualny, liczne romanse, cięty język… niechlubna reputacja oraz stanowcze postanowienie, by się w sobie nie zakochać… Idealny układ? Do czasu… Gdy na horyzoncie pojawiają się uczucia, o których nie było mowy, podczas zawierania małżeństwa… wówczas życie tych dwojga zostaje wywrócone do górny nogami… Czy Gerardowi uda się posiąść uczucia żony? Czy Isabela da się ponieść tym uczuciom?
Przy okazji recenzji Obudzonych pragnień, wspomniałam o plastycznym języku autorki, który pobudza wyobraźnie… i nie tylko ją. I o ile Obudzone pragnienia były subtelne, delikatne i zmysłowe, tak tutaj tej subtelności nie znajdziecie. Mąż, którego nie znałam to książka dla wytrawnych czytelników gatunku jakim są erotyki. Mocna, wulgarna, dzika – te słowa najlepiej opisują, to co znajdziecie na kartach tej książki.
Historia wciągnie Was od samego początku, przenosząc w zupełnie inny wymiar cielesnych uniesień. Rumieńcom na twarzy nie będzie końca… ale żeby tylko im…
Tym razem Sylvia Day zaproponowała swoim czytelnikom dawkę śmiałych scen erotycznych, pełnych mocnych opisów, wulgarnego języka… a jednocześnie podniecających i seksownych. Oczywiście, nie każdy czytelnik preferuje taki „styl”, jednak Ci, którzy są głodni mocnych wrażeń, nie będą zawiedzeni… Na pewno nie…
Kolejny raz tło powieści przeniesie czytelnika w inna rzeczywistość. W świat pięknych sukni, bali i pozorów. Intryg i mrocznej przeszłości… A to wszystko okraszone ciętymi, zabawnymi dialogami, przy których nie raz się uśmiechniecie… i zawstydzicie
A bohaterowie? Nie sposób ich nie pokochać… Być może, nie są idealnym materiałem na żonę czy męża, ale czy każdy marzy o ideale? Czy choć raz nie marzyliście o niegrzecznym chłopcu… to znaczy kochanku albo kochance takiej jak Isabel? – nawet jeśli to tylko sfera odległych marzeń… sennych?
Pozostawmy to pytanie bez odpowiedzi…
A wracając na ziemię
… ponownie przyczepię się do czcionki. Zdecydowanie przydawałaby się nieco większa. Wówczas książka byłaby idealna… w każdym calu!
Podsumowując: Interesuje Was dzikie, miejscami wulgarne, ale i zabawne love story, podczas lektury którego wypieki na twarzy to niejeden „skutek uboczny”? Historia pełna gorących scen erotycznych, w której się zakochacie? I jesteście na tyle odważni, by po nią sięgnąć?
Tak? Więc Mąż, którego nie znałam, to idealna lektura, która zafunduje Wam niezapomniany wieczór…
A… nie zapomnijcie o butelce dobrego wina…
Gorrrąco polecam!
Najbardziej skandaliczna para Londynu – lady Pelham i markiz Grayson. Oboje łączy niepohamowany apetyt seksualny, liczne romanse, cięty język… niechlubna reputacja oraz stanowcze postanowienie, by się w sobie nie zakochać… Idealny układ? Do czasu… Gdy na horyzoncie pojawiają się uczucia, o których nie było mowy, podczas zawierania małżeństwa… wówczas życie tych dwojga zostaje wywrócone do górny nogami… Czy Gerardowi uda się posiąść uczucia żony? Czy Isabela da się ponieść tym uczuciom?
Przy okazji recenzji Obudzonych pragnień, wspomniałam o plastycznym języku autorki, który pobudza wyobraźnie… i nie tylko ją. I o ile Obudzone pragnienia były subtelne, delikatne i zmysłowe, tak tutaj tej subtelności nie znajdziecie. Mąż, którego nie znałam to książka dla wytrawnych czytelników gatunku jakim są erotyki. Mocna, wulgarna, dzika – te słowa najlepiej opisują, to co znajdziecie na kartach tej książki.
Historia wciągnie Was od samego początku, przenosząc w zupełnie inny wymiar cielesnych uniesień. Rumieńcom na twarzy nie będzie końca… ale żeby tylko im…
Tym razem Sylvia Day zaproponowała swoim czytelnikom dawkę śmiałych scen erotycznych, pełnych mocnych opisów, wulgarnego języka… a jednocześnie podniecających i seksownych. Oczywiście, nie każdy czytelnik preferuje taki „styl”, jednak Ci, którzy są głodni mocnych wrażeń, nie będą zawiedzeni… Na pewno nie…
Kolejny raz tło powieści przeniesie czytelnika w inna rzeczywistość. W świat pięknych sukni, bali i pozorów. Intryg i mrocznej przeszłości… A to wszystko okraszone ciętymi, zabawnymi dialogami, przy których nie raz się uśmiechniecie… i zawstydzicie
A bohaterowie? Nie sposób ich nie pokochać… Być może, nie są idealnym materiałem na żonę czy męża, ale czy każdy marzy o ideale? Czy choć raz nie marzyliście o niegrzecznym chłopcu… to znaczy kochanku albo kochance takiej jak Isabel? – nawet jeśli to tylko sfera odległych marzeń… sennych?
Pozostawmy to pytanie bez odpowiedzi…
A wracając na ziemię
Podsumowując: Interesuje Was dzikie, miejscami wulgarne, ale i zabawne love story, podczas lektury którego wypieki na twarzy to niejeden „skutek uboczny”? Historia pełna gorących scen erotycznych, w której się zakochacie? I jesteście na tyle odważni, by po nią sięgnąć?
Tak? Więc Mąż, którego nie znałam, to idealna lektura, która zafunduje Wam niezapomniany wieczór…
A… nie zapomnijcie o butelce dobrego wina…
Gorrrąco polecam!
Papierowybluszcz.wordpress.com Michelle; 2016-10-02
Mąż, którego nie znałam
Małżeństwo to związek dwojga kochających się ludzi (płeć pomińmy
), ale czy aby na pewno? Czy małżeństwo nie może być czystym układem? Związkiem „na papierze”? A co, gdy nagle pojawią się uczucia i emocje, o których nie było mowy?
Najbardziej skandaliczna para Londynu – lady Pelham i markiz Grayson. Oboje łączy niepohamowany apetyt seksualny, liczne romanse, cięty język… niechlubna reputacja oraz stanowcze postanowienie, by się w sobie nie zakochać… Idealny układ? Do czasu… Gdy na horyzoncie pojawiają się uczucia, o których nie było mowy, podczas zawierania małżeństwa… wówczas życie tych dwojga zostaje wywrócone do górny nogami… Czy Gerardowi uda się posiąść uczucia żony? Czy Isabela da się ponieść tym uczuciom?
Przy okazji recenzji Obudzonych pragnień, wspomniałam o plastycznym języku autorki, który pobudza wyobraźnie… i nie tylko ją. I o ile Obudzone pragnienia były subtelne, delikatne i zmysłowe, tak tutaj tej subtelności nie znajdziecie. Mąż, którego nie znałam to książka dla wytrawnych czytelników gatunku jakim są erotyki. Mocna, wulgarna, dzika – te słowa najlepiej opisują, to co znajdziecie na kartach tej książki.
Historia wciągnie Was od samego początku, przenosząc w zupełnie inny wymiar cielesnych uniesień. Rumieńcom na twarzy nie będzie końca… ale żeby tylko im…
Tym razem Sylvia Day zaproponowała swoim czytelnikom dawkę śmiałych scen erotycznych, pełnych mocnych opisów, wulgarnego języka… a jednocześnie podniecających i seksownych. Oczywiście, nie każdy czytelnik preferuje taki „styl”, jednak Ci, którzy są głodni mocnych wrażeń, nie będą zawiedzeni… Na pewno nie…
Kolejny raz tło powieści przeniesie czytelnika w inna rzeczywistość. W świat pięknych sukni, bali i pozorów. Intryg i mrocznej przeszłości… A to wszystko okraszone ciętymi, zabawnymi dialogami, przy których nie raz się uśmiechniecie… i zawstydzicie
A bohaterowie? Nie sposób ich nie pokochać… Być może, nie są idealnym materiałem na żonę czy męża, ale czy każdy marzy o ideale? Czy choć raz nie marzyliście o niegrzecznym chłopcu… to znaczy kochanku albo kochance takiej jak Isabel? – nawet jeśli to tylko sfera odległych marzeń… sennych?
Pozostawmy to pytanie bez odpowiedzi…
A wracając na ziemię
… ponownie przyczepię się do czcionki. Zdecydowanie przydawałaby się nieco większa. Wówczas książka byłaby idealna… w każdym calu!
Podsumowując: Interesuje Was dzikie, miejscami wulgarne, ale i zabawne love story, podczas lektury którego wypieki na twarzy to niejeden „skutek uboczny”? Historia pełna gorących scen erotycznych, w której się zakochacie? I jesteście na tyle odważni, by po nią sięgnąć?
Tak? Więc Mąż, którego nie znałam, to idealna lektura, która zafunduje Wam niezapomniany wieczór…
A… nie zapomnijcie o butelce dobrego wina…
Gorrrąco polecam!
Najbardziej skandaliczna para Londynu – lady Pelham i markiz Grayson. Oboje łączy niepohamowany apetyt seksualny, liczne romanse, cięty język… niechlubna reputacja oraz stanowcze postanowienie, by się w sobie nie zakochać… Idealny układ? Do czasu… Gdy na horyzoncie pojawiają się uczucia, o których nie było mowy, podczas zawierania małżeństwa… wówczas życie tych dwojga zostaje wywrócone do górny nogami… Czy Gerardowi uda się posiąść uczucia żony? Czy Isabela da się ponieść tym uczuciom?
Przy okazji recenzji Obudzonych pragnień, wspomniałam o plastycznym języku autorki, który pobudza wyobraźnie… i nie tylko ją. I o ile Obudzone pragnienia były subtelne, delikatne i zmysłowe, tak tutaj tej subtelności nie znajdziecie. Mąż, którego nie znałam to książka dla wytrawnych czytelników gatunku jakim są erotyki. Mocna, wulgarna, dzika – te słowa najlepiej opisują, to co znajdziecie na kartach tej książki.
Historia wciągnie Was od samego początku, przenosząc w zupełnie inny wymiar cielesnych uniesień. Rumieńcom na twarzy nie będzie końca… ale żeby tylko im…
Tym razem Sylvia Day zaproponowała swoim czytelnikom dawkę śmiałych scen erotycznych, pełnych mocnych opisów, wulgarnego języka… a jednocześnie podniecających i seksownych. Oczywiście, nie każdy czytelnik preferuje taki „styl”, jednak Ci, którzy są głodni mocnych wrażeń, nie będą zawiedzeni… Na pewno nie…
Kolejny raz tło powieści przeniesie czytelnika w inna rzeczywistość. W świat pięknych sukni, bali i pozorów. Intryg i mrocznej przeszłości… A to wszystko okraszone ciętymi, zabawnymi dialogami, przy których nie raz się uśmiechniecie… i zawstydzicie
A bohaterowie? Nie sposób ich nie pokochać… Być może, nie są idealnym materiałem na żonę czy męża, ale czy każdy marzy o ideale? Czy choć raz nie marzyliście o niegrzecznym chłopcu… to znaczy kochanku albo kochance takiej jak Isabel? – nawet jeśli to tylko sfera odległych marzeń… sennych?
Pozostawmy to pytanie bez odpowiedzi…
A wracając na ziemię
Podsumowując: Interesuje Was dzikie, miejscami wulgarne, ale i zabawne love story, podczas lektury którego wypieki na twarzy to niejeden „skutek uboczny”? Historia pełna gorących scen erotycznych, w której się zakochacie? I jesteście na tyle odważni, by po nią sięgnąć?
Tak? Więc Mąż, którego nie znałam, to idealna lektura, która zafunduje Wam niezapomniany wieczór…
A… nie zapomnijcie o butelce dobrego wina…
Gorrrąco polecam!
Papierowybluszcz.wordpress.com Michelle; 2016-10-02
Pieśń Dawida
Mam olbrzymie wymagania w stosunku do autorów, którzy już raz mnie oczarowali. Paradoksalnie - tym większe, im mniej znam danego pisarza. Bo może jego poprzednia książka to efekt zwykłego "szczęścia początkującego"? Może starczy mu pomysłów i kreatywności na jedną tylko powieść, a każda kolejna będzie już tylko marną próbą jej dorównania...? Gdy w moje ręce wpadła "Pieśń Dawida", kontynuacja fenomenalnego "Prawa Mojżesza" Amy Harmon, oprócz radości czułam więc też strach. Strach przed srogim rozczarowaniem; obawę, że cudowna i zapadająca w pamięć historia zostanie zmasakrowana, a lubieni przeze mnie bohaterowie okażą się równie głębocy co panna Łęcka. Czułam paskudny i okrutny strach, który - na całe szczęście! - okazał się zupełnie bezpodstawny.
Harmon wciąż wzrusza, wciąż sieje spustoszenie i kolejny już raz ofiarowuje nam nieidealnie idealną powieść, o której trudno będzie zapomnieć.
Każdy ma jakieś blizny i każdy ma swoje demony. David, zwany Tagiem, zwykł radzić sobie z nimi w jedyny znany sobie i skuteczny sposób - blizny na duszy zamieniał na zaciśnięte pięści i krwawiący nos, a demony przeszłości odstraszał przygodnymi, krótkimi znajomościami. Kiedy pojawił się Mojżesz, równie poobijany, zagubiony i inny niż wszyscy, Tag postanowił, że pozwoli sobie pomóc. Że utrzyma się na powierzchni i będzie żył.
I żył. Spełniał swoje marzenia, walczył do utraty sił i powoli przestawał obwiniać się za śmierć siostry. Spotkał Millie, którą gotów był kochać. Był młody, zdolny i stał u progu wielkiej kariery. Nic nie mogło pójść źle.
A jednak.
Tag odchodzi. Zostawia Amelie, Mojżesza i swoje dotychczasowe życie, a zamiast słów pożegnania ofiarowuje dziewczynie kasety pełne osobistych wyznań i tysiące pytań, w których refrenem jest jedno słowo.
"Dlaczego?"
I żył. Spełniał swoje marzenia, walczył do utraty sił i powoli przestawał obwiniać się za śmierć siostry. Spotkał Millie, którą gotów był kochać. Był młody, zdolny i stał u progu wielkiej kariery. Nic nie mogło pójść źle.
A jednak.
Tag odchodzi. Zostawia Amelie, Mojżesza i swoje dotychczasowe życie, a zamiast słów pożegnania ofiarowuje dziewczynie kasety pełne osobistych wyznań i tysiące pytań, w których refrenem jest jedno słowo.
"Dlaczego?"
Amy Harmon jest diabelnie zdolna. Nie operuje słowem jak Szekspir, nie rozpacza jak Kochanowski i nie dywaguje nad ludzką naturą niczym Dostojewski, a mimo to w parę chwil jest w stanie zawładnąć duszą czytelnika. Tworzy rewelacyjnych, świetnie zarysowanych bohaterów, a każdy z nich jest niepowtarzalny i wyjątkowy. "Pieśń Dawida" bazuje na większości postaci, które możecie znać z "Prawa Mojżesza", ale absolutnie nie jest jej kalką. Jest równie bolesna, równie trudna i w podobnym stopniu wzruszająca, choć w zupełnie inny sposób poruszy struny Waszej duszy. Wzbudzi odmienny rodzaj bólu i sprawi, że oczy wypełnią się łzami, a serce współczuciem. Harmon daje nam tym razem niewielki wgląd w codzienność niewidomej dziewczyny i rzeczywistość autystycznego nastolatka. Poprzez taśmy nagrane przez Taga przedstawia przepiękną historię miłosną, pełną niepokoju i nadziei. Daje nam Mojżesza, bohatera, którego osobiście uwielbiam i - chwała jej za to! - redukuje niemal do minimum udział w powieści Georgii, która w poprzedniej książce niemożliwie mnie irytowała. Niejednokrotnie przytacza sceny znane z "The law of Moses", oczywiście te najbardziej rozdzierające serce, ale nie robi tego nachalnie i na siłę. Rozśmiesza, by za chwilę zmusić do dzikiego pędu w poszukiwaniu chusteczki. Nie próbuje częstować nas życiowymi mądrościami i przemyśleniami na miarę pana Coelho, nie filozofuje i nie poucza, ale swoimi prostymi, zwięzłymi słowami idealnie i celnie trafia we wszystkie czułe punkty człowieczej duszy. Sprawia, że przygniata nas współczucie i że chcemy - nie, że musimy - poznać prawdę. Krok po kroku ujawnia tajemnice Taga i odkrywa przed nami jego bolączki i pragnienia. Idealnie dozuje napięcie, a zakończeniem idealnie podsumowuje i "Prawo Mojżesza", i "Pieśń Dawida". Daje nam finał, który zaspokaja ciekawość, a przy pomocy kilku ostatnich zdań przywiązuje do siebie nasze serca, gwarantując sobie dozgonną czytelniczą wierność. Moją w każdym razie zdobyła ;)
Amy Harmon jest potworem.
Nie ma ani krztyny litości dla swoich czytelników. Zmusza ich do płaczu, tęsknoty i całej gamy emocji, których sami nie rozumieją. Kradnie czas i myśli. Gwarantuje bezsenne noce i pełne melancholii dni, w trakcie których nie potrafią rozstać się z bohaterami jej powieści. Z każdą opowiedzianą przez siebie historią zabiera im kawałeczek serca i naraża na nerwicę, kiedy to muszą czekać na wydanie kolejnej jej książki.
Nie ma ani krztyny litości dla swoich czytelników. Zmusza ich do płaczu, tęsknoty i całej gamy emocji, których sami nie rozumieją. Kradnie czas i myśli. Gwarantuje bezsenne noce i pełne melancholii dni, w trakcie których nie potrafią rozstać się z bohaterami jej powieści. Z każdą opowiedzianą przez siebie historią zabiera im kawałeczek serca i naraża na nerwicę, kiedy to muszą czekać na wydanie kolejnej jej książki.
O tak, Amy Harmon zdecydowanie jest potworem. Cudownym potworem z niewyobrażalnym talentem, który - mam nadzieję - dostrzeżecie i Wy ;)
Naksiazki.blogspot.com Paulina L.; 2016-10-06
Uważność w praktyce. Tradycyjne techniki uważności i medytacji dla współczesnego człowieka
Dla wielu z nas każdy dzień to nieustająca pogoń za światem. Staramy się mu dotrzymać kroku, przede wszystkim pracując bez wytchnienia. Inni kroczą przez życie w wolniejszym tempie, lecz często wybiegają myślami w daleką przyszłość lub w całkiem przeciwnym kierunku - w przeszłość. Rzadko kto skupia się na tym, co jest tu i teraz. To wielka szkoda, bo koncentracja na teraźniejszości niesie ze sobą wiele dobrego dla naszego zdrowia fizycznego i psychicznego. Kiedy jednak zdecydujecie się skierować waszą uwagę na chwilę obecną, poradnik "Uważność w praktyce" powinien wam w tym pomóc.
Na samym początku warto się jednak zastanowić, co kryje się pod pojęciem "uważność".
"Z perspektywy technicznej uważność jest to specyficzny rodzaj koncentracji. Przyjrzyjmy się możliwym trybom naszej uwagi, która może być rozproszona lub nierozproszona. Gdy uwaga jest rozproszona - to albo przysypiamy, odpływamy czy "zapadamy się w siebie", albo dajemy się wciągnąć w wir różnych myśli, emocji, wrażeń zmysłowych itp. Gdy nasza uwaga nie jest rozproszona, możemy ją zogniskować na jednym przedmiocie koncentracji albo możemy ją niejako "rozlać po całym naszym doświadczeniu". Owo "rozlanie" to jest właśnie uważność z perspektywy technicznej" (s. 16).
Natomiast jeśli chodzi o pojęcie uważności z perspektywy metafizycznej, "jest czymś niezmiernie trudnym do zdefiniowania, jest po prostu pewną absolutną, niczym nieuwarunkowaną obecnością. (...) Ta niczym nieuwarunkowana, absolutna, otwarta, uważna obecność jest związana z bezwarunkową akceptacją teraźniejszego doświadczenia, czyli z powstrzymaniem się od nazywania (etykietowania) doświadczeń, oceniania ich, wypierania pojawiających się wrażeń czy stymulowania ich powstawania" (s. 17).
Omawiając ten poradnik, warto również bliżej przyjrzeć się osobie, która jest jego autorem. Otóż Maciej Wielobób jest nauczycielem jogi i medytacji oraz autorem czterech książek. Odebrał konwencjonalne wykształcenie z zakresie rozwoju osobistego, jogi i medytacji, dostępne na Zachodzie, ale od dwudziestu dwóch lat podąża też ścieżką wytyczoną przez jedną z tradycyjnych szkół mistycznych Indii - ścieżką sufizmu uniwersalnego. Jest głową Ruchu Sufich w Polsce oraz członkiem Komisji Międzynarodowej i Międzynarodowego Zarządu Ruchu Sufich. Naucza jogi i medytacji w Polsce i w Europie, zarówno na uczelniach, jak i podczas mniej formalnych zajęć, warsztatów i odosobnień. W swoich publikacjach i podczas prowadzonych przez siebie seminariów pokazuje głębię tradycyjnej wiedzy medytacyjnej w prosty i użyteczny sposób, tak by czytelnicy i uczestnicy zajęć mogli uwalniać się od napięcia, doświadczać spokoju umysłu, uczyć się uważności i wykorzystywać pełnie swoich możliwości. Tradycję medytacyjną Indii poznał od środka jako nauczyciel-inicjator i uzdrowiciel w szkołach medytacyjnych.
Jak widać mamy tu do czynienia z profesjonalistą, któremu można w pełni zaufać. "Uważność w praktyce" jest napisana dość technicznym językiem, więc osoby, które do tej pory nie miały styczności z jakiegokolwiek rodzaju praktykami medytacyjnymi, mogą mieć drobny problem ze zrozumieniem przekazywanych treści. Jednak proponowane przez autora ćwiczenia same w sobie nie są trudne. Warto zatem przedrzeć się przez gąszcz trudnych pojęć, by dotrzeć do najbardziej istotnych treści owego poradnika.
"Uważność w praktyce" to profesjonalny, choć może nieco trudny w odbiorze dla kompletnego laika (takiego jak ja), przewodnik po świecie jogi i medytacji. Myślę, że bardziej doświadczone w tym temacie osoby znajdą w nim to, czego szukają, i to właśnie im szczególnie polecam tę publikację.
Na samym początku warto się jednak zastanowić, co kryje się pod pojęciem "uważność".
"Z perspektywy technicznej uważność jest to specyficzny rodzaj koncentracji. Przyjrzyjmy się możliwym trybom naszej uwagi, która może być rozproszona lub nierozproszona. Gdy uwaga jest rozproszona - to albo przysypiamy, odpływamy czy "zapadamy się w siebie", albo dajemy się wciągnąć w wir różnych myśli, emocji, wrażeń zmysłowych itp. Gdy nasza uwaga nie jest rozproszona, możemy ją zogniskować na jednym przedmiocie koncentracji albo możemy ją niejako "rozlać po całym naszym doświadczeniu". Owo "rozlanie" to jest właśnie uważność z perspektywy technicznej" (s. 16).
Natomiast jeśli chodzi o pojęcie uważności z perspektywy metafizycznej, "jest czymś niezmiernie trudnym do zdefiniowania, jest po prostu pewną absolutną, niczym nieuwarunkowaną obecnością. (...) Ta niczym nieuwarunkowana, absolutna, otwarta, uważna obecność jest związana z bezwarunkową akceptacją teraźniejszego doświadczenia, czyli z powstrzymaniem się od nazywania (etykietowania) doświadczeń, oceniania ich, wypierania pojawiających się wrażeń czy stymulowania ich powstawania" (s. 17).
Omawiając ten poradnik, warto również bliżej przyjrzeć się osobie, która jest jego autorem. Otóż Maciej Wielobób jest nauczycielem jogi i medytacji oraz autorem czterech książek. Odebrał konwencjonalne wykształcenie z zakresie rozwoju osobistego, jogi i medytacji, dostępne na Zachodzie, ale od dwudziestu dwóch lat podąża też ścieżką wytyczoną przez jedną z tradycyjnych szkół mistycznych Indii - ścieżką sufizmu uniwersalnego. Jest głową Ruchu Sufich w Polsce oraz członkiem Komisji Międzynarodowej i Międzynarodowego Zarządu Ruchu Sufich. Naucza jogi i medytacji w Polsce i w Europie, zarówno na uczelniach, jak i podczas mniej formalnych zajęć, warsztatów i odosobnień. W swoich publikacjach i podczas prowadzonych przez siebie seminariów pokazuje głębię tradycyjnej wiedzy medytacyjnej w prosty i użyteczny sposób, tak by czytelnicy i uczestnicy zajęć mogli uwalniać się od napięcia, doświadczać spokoju umysłu, uczyć się uważności i wykorzystywać pełnie swoich możliwości. Tradycję medytacyjną Indii poznał od środka jako nauczyciel-inicjator i uzdrowiciel w szkołach medytacyjnych.
Jak widać mamy tu do czynienia z profesjonalistą, któremu można w pełni zaufać. "Uważność w praktyce" jest napisana dość technicznym językiem, więc osoby, które do tej pory nie miały styczności z jakiegokolwiek rodzaju praktykami medytacyjnymi, mogą mieć drobny problem ze zrozumieniem przekazywanych treści. Jednak proponowane przez autora ćwiczenia same w sobie nie są trudne. Warto zatem przedrzeć się przez gąszcz trudnych pojęć, by dotrzeć do najbardziej istotnych treści owego poradnika.
"Uważność w praktyce" to profesjonalny, choć może nieco trudny w odbiorze dla kompletnego laika (takiego jak ja), przewodnik po świecie jogi i medytacji. Myślę, że bardziej doświadczone w tym temacie osoby znajdą w nim to, czego szukają, i to właśnie im szczególnie polecam tę publikację.
Sztukater.pl Kinga „Jenah” Stempor