ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Eden. Nowy początek

 Nawet nie macie pojęcia ile czekałam na przeczytanie tej książki. 
 
Nic na świecie nie jest tak mocne jak prawdziwa miłość!
Po tragicznej powodzi, w której na własną prośbę zginęli niemal wszyscy mieszkańcy Arkadii, życie Caldera i Eden zmieniło się diametralnie. Oboje myślą, że to drugie nie żyje, że padło ofiarą zbiorowego szaleństwa sekty. Eden znajduje bezpieczną przystań w domu bogatego jubilera i uczy jego wnuczkę grać na fortepianie, a Calder walczy z demonami pod opieką Xandra — przyjaciela z lat dzieciństwa, który także stracił w powodzi całą swoją rodzinę. Powoli uczą się żyć bez siebie — ona dowiaduje się, że jako dziecko została porwana, i odnajduje matkę, on zostaje uznanym artystą malarzem. Jednak nic nie jest w stanie zapełnić pustki, jaką oboje czują w sercu, zabić tęsknoty za utraconą miłością. Złamane serca pozostają złamane… do czasu, gdy drogi Caldera i Eden znów się przecinają.  Przypadek czy przeznaczenie? Raz jeszcze powróć do świata, w którym mądrość, miłość i odwaga pozwalają bohaterom przetrwać najcięższe chwile. Zobacz, jak walczą o swoją godność, spełnienie i szczęście.  Eden. Nowy początek to książka o walce dobra ze złem, miłości mocniejszej niż śmierć i sile nadziei, która nie pozwala poddać się rozpaczy. Od zarania dziejów do końca świata.
 
Kiedy skończyłam czytać Calder. Narodziny odwagi, marzyłam tylko o tym aby sięgnąć po kolejny tom. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki, ale wiedziałam, że nie ostatnie. Pierwszy tom tej serii po prostu wchłonęłam i nie wyobrażam sobie, że z drugim tomem mogłoby być inaczej.
 
A więc plan Hectora doszedł do skutku, ale czy całkowicie ? Otóż Eden i Calder zdołali uciec ze śmiertelnej pułapki, niestety nie wiedząc, że ich druga połówka również uciekła. Prze kilka lat odkrywają jaki świat jest na zewnątrz. I mimo iż uwolnili się od Hectora i mogą w końcu odetchnąć, to ich życie w żadnym stopniu nie jest szczęśliwe, otóż nasi bohaterowie myślą, że ich miłość życia nie żyję, i tak ogarnięci smutkiem, i żalem za osobą, którą kochali najmocniej, nie mogą sobie poradzić w nowym i lepszym świecie.

Styl autorki już kolejny raz mnie zachwycił, książka jest bardzo dobrze napisana, co potwierdza szybkość i przyjemność czytania jej książek. Niestety jak zachwalałam pierwszy tom to o drugim mam trochę zmienne zdanie. Po pierwsze myślę, że autorka niepotrzebnie rozdzielała te książki, wydawało mi się, że Eden, Nowy początek jest bardzo przeciągana, pewne wątki były pisane na siłę co odejmowało z uroku tej powieści. Ciesze się, że autorka chciała dokończyć historię, którą rozpoczęła, nie zostawiła czytelników w niepewności, jednak to co dostaliśmy w pełni satysfakcjonujące nie jest.

Obie części są genialnie wydane, oprawa graficzna jest cudowna i chyba każdy czytelnik pokusi się aby mieć te perełki na swojej biblioteczce. Eden. Nowy początek jest bardzo cienką książeczką, która wydaję mi się była napisana w celu zaspokojenia czytelników, którzy robili domysły jaki był ciąg dalszy Caldera i Eden. Jeżeli czytaliście Calder. Narodziny odwagi to polecam, przynajmniej poznacie jak to się wszystko skończyło, jednak nie nastawiajcie się na coś bardzo dobrego, bo ten tom w niczym nie dorównuję pierwszemu. 
in-my-different-world.blogspot.com Layla A; 2016-10-05

Eden. Nowy początek

Początkowo miałam w planach zabrać się za Eden. Nowy początek zaraz po skończeniu Caldera… Jednak mam w zwyczaju przeplatać erotyki lub historie z seksem w tle, czymś innym i tak zrobiłam w tym wypadku…
Cieszę się, że dałam sobie dwa dni oddechu, bo gdy już zabrałam się na kontynuację losów Eden i Caldera, przepadłam bez reszty…

Po przetrwanej powodzi Eden znajduje schronienie w domu bogatego jubilera. Uczy jego wnuczkę gry na fortepianie. Calder w tym czasie zmaga się z demonami przeszłości pod opieką Xandera. Oboje żyją w przekonaniu, że tracili swoją miłość na zawsze…
Eden dowiaduje się, że jako dziecko została porwana. Odnajduje matkę. Calder zatraca się w malowaniu, zostając uznanym artystą. Jednak nadal ich życie wypełnia pustka i tęsknota za utraconym uczuciem…
Przypadek sprawia, że ich drogi na powrót się przecinają … Czy pomimo wszystko uda im się odbudować związek? Czy są w stanie być znowu razem?

Autorka sprawnie skonstruowała fabułę książki. Najpierw czytelnik dowiaduje się, jak potoczyło się życie tych dwojga „chwilę” po tym jak ocaleli, by za chwilę przeskoczyć w czasie… i to o całe trzy lata… Trzy lata pustki i tęsknoty głównych bohaterów…
Szczerze powiedziawszy, spodziewałam się  bardziej tego, że nigdy się już nie spotkają, że ich losy na zawsze zostały rozdzielone i to te uczucia – tęsknota, smutek – będą im towarzyszyć aż do końca ich dni.
Jednak tak jak los bywa przewrotny, tak i  historia opowiedziana w książce również ma swoje zawirowania…
Moment, w którym się spotykają, po tak długiej rozłące i emocje jakie w nich odżywają – zwalają z nóg. Historia nabiera tempa. Jest naładowana milionem emocji, które chwytają czytelnika i nie puszczają aż do końca.
Narracja pierwszoosobowa z perspektywy zarówno Eden i Caldera , ponownie pozwala wkroczyć w umysł tych dwojga, poznać ich emocje i poczuć je.

Eden. Nowy początek to piękna, subtelna opowieść o wielkiej miłości, której nie jest w stanie złamać nic ani nikt. Miłości, która przetrwa wszystko, która pełna jest zrozumienia, współczucia, odwagi i gotowa do walki o wspólną przyszłość.
I choć historia ta nie jest usłana różami, bo znajdziecie w niej także ogrom bólu, strach, to po raz kolejny… jak to w bajkach bywa… dobro wygrywa… I w tym przypadku również. Dobro i miłość

Eden. Narodziny odwagi przeczytałam bardzo szybko. Miałam wrażenie, że pisała to zupełnie inna osoba, bo Calder… odrobinę mnie męczył. A tutaj… pochłaniałam rozdział za rozdziałem niecierpliwie czekając na to, co wydarzy się na kolejnej stronie… Po raz kolejny także uwiodły mnie sceny uniesień miłosnych… subtelne, delikatne… po prostu przepiękne… Mogłabym je czytać, czytać… i czytać, i nie miałabym dosyć…

Zastanawiałam się dłuższą chwilę, czy znalazło się coś w tej książce do czego mogłabym się przyczepić… i wiecie co? Absolutnie nic… Książka idealna sama w sobie… Piękna…
Ach, może jedna rzecz… zdecydowanie szkoda, że to już koniec…

Koniecznie musicie sięgnąć po tę historię… Pochłonie Was ona całkowicie..
Papierowybluszcz.wordpress.com Michelle; 2016-08-30

Macierzyństwo bez photoshopa

O magii Photoshopa można powiedzieć wiele. Ten popularny program graficzny poprawia, ulepsza i sprawia, że oglądanie zdjęć to prawdziwa przyjemność. Podobne wrażenie można odnieść spoglądając na obrazy ukazywane w mediach. Macierzyństwo jest tam prawdziwą sielanką. Nie ma w niej miejsca na zmęczenie, niewyspanie, blizny i rozstępy.

Książka o niezwykle trafnym tytule „Macierzyństwo bez Photoshopa” zrywa z tą konwencją. Pokazuje, że posiadanie dziecka to nie tylko niewyobrażalne szczęście i duma, ale również ogrom trudów i zmian.

Macierzyństwo to bez wątpienia jedna z najważniejszych i najpiękniejszych ról w życiu każdej kobiety. Zanim jednak na świat przyjdzie maleństwo, kobieta musi przejść przez okres ciąży i połogu, który nie zawsze wygląda tak jak w telewizji i na łamach kolorowych czasopism. Po urodzeniu dziecka nic już nie jest takie, jak wcześniej.

Zmiany można zauważyć nie tylko w myśleniu i postrzeganiu rzeczywistości, ale również, a może i przede wszystkim w ciele. Niejednokrotnie jędrność i elastyczność odchodzi w zapomnienie. Brzuch, który przez 9 miesięcy był mieszkaniem dla maleństwa traci swój kształt i odstaje, a piersi, które przez kilkanaście miesięcy dawały pożywienie zaczynają być obwisłe i nieestetyczne.

Tymczasem z ekranu spoglądają na nas szczupłe i uśmiechnięte kobiety, po których nie widać nawet grama zmęczenia. Obce są im problemy, z którymi zmagają się prawdziwe matki. Przekłamany i naciągnięty obraz macierzyństwa sprawia, że prawdziwa kobieta w swoim zmienionym ciele może czuć się po prostu źle.

Może odnosić wrażenie, że odstaje od innych matek i nie spełnia wymogów społeczeństwa. To błąd, który nie miałby miejsca, gdyby na rynku pojawiało się więcej takich pozycji jak „Macierzyństwo bez Photoshopa” – książki, która powstała w ramach 4. edycji projektu charytatywnego „Macierzyństwo bez lukru”.

Książka ta składa się z kilkunastu krótkich i co najważniejsze autentycznych opowieści. Każda opowieść to historia opowiedziana przez inną kobietę - kobietę, która doświadczyła cudu macierzyństwa.
Autorki przekazują swoje refleksje i przemyślenia, dzielą się wnioskami i dają rady dla innych matek. Z książki wprost bije naturalność i ciepło matczynego serca. Być może dlatego czyta się ją jednym tchem. Na koniec wypowiadają się również ojcowie-mężowie, dzięki którym poznajemy męski punkt widzenia, który różni się od kobiecego.

Na duży plus zasługują fotografie autorek. Mamy okazję zobaczyć, jak wyglądają ciała naznaczone macierzyństwem, które nie są nabłyszczone samoopalaczem i odchudzone w Photoshopie. Są naturalne, a przy tym piękne i momentami trudno uwierzyć, że kobiety te urodziły troje, czworo, a czasem nawet sześcioro dzieci!

Każda z kobiet, która zdecydowała się pokazać swoją twarz i ciało trzyma dodatkowo kartkę, na której pojawiają się przesłania, np. „Miałam jeden piękny brzuch. Mam 3 pięknych dzieci. Czysty zysk”, „Moje ciało to ogród – urodziło dwa piękne kwiaty” lub „Tyle talentów nie zmieściło się w XS”.

Kobiety bez krępacji piszą o rzeczach, o których na co dzień się nie mówi. Wspominają o życiu seksualnym po ciąży, obwisłych piersiach, dla których jedynym ratunkiem jest operacja plastyczna oraz o negatywnym stosunku do samej ciąży.

Często rozdzielają swoją opowieść na życie przed i po urodzeniu dziecka. Zauważyć można, że dzięki macierzyństwu zyskały nie tylko dodatkowe kilogramy lub odkształcenia na ciele, ale również pewność siebie i całkiem inne postrzeganie własnego ciała.

Problemy z niską samooceną, które występowały przed ciążą zniknęły bez śladu, a ciało – mimo, że nieidealne zyskało akceptację i czystą, prawdziwą miłość. We wszystkich opisanych przypadkach macierzyństwo to dobry „interes”.
parenting.pl

Insight. Droga do mentalnej dojrzałości

4 powody, dla których nie czujesz się szczęśliwa, choć pozornie masz wszystko

Poczucie szczęścia zależy od tego, w jakim stopniu zaspokajasz swoje potrzeby, nie tylko te podstawowe, ale również emocjonalne, takie jak: poczucie bezpieczeństwa, przynależności, szacunku, uznania, bliskości, samorealizacji, odpoczynku i zabawy. Zaniedbanie którejkolwiek z nich skutkuje uczuciem pustki i niespełnienia, które bezowocnie próbujesz wypełnić społecznymi oczekiwaniami.

Dlaczego nie czujesz się szczęśliwa? 4 powody

1. Próbujesz zaspokoić potrzeby w nieadekwatny sposób
Wybierasz nieadekwatne sposoby na zaspokojenie potrzeb, np. kupujesz samochód na kredyt, by zaimponować sąsiadowi, ale z tego powodu zaniedbujesz potrzebę odpoczynku czy bliskości z rodziną, bo zarabianie pieniędzy pochłania większość czasu i energii życiowej. Ponadto raty odbierają ci poczucie bezpieczeństwa, skoro w jednej chwili wszystko może runąć jak domek z kart. Już rozumiesz, czemu po spełnieniu odgórnych standardów wciąż towarzyszy ci frustracja i coraz większa pustka?
Nie skupiaj całej energii na jednym obszarze, np. karierze, bo wtedy ucierpią pozostałe sfery. Spróbuj potrzebę uznania zaspokoić w innym sposób, niż popadając w spiralę konsumpcji, np. wiodąc życie z pasją i w zgodzie z predyspozycjami. Być może nie każdemu tym zaimponujesz, ale wtedy warto zastanowić się, kim się otaczasz.

2. Próbujesz zmienić siebie, by sprostać cudzym oczekiwaniom
Nikt nie lubi krytyki – na poziomie pierwotnym może ona zagrażać naszej potrzebie przynależności, bo oznacza wykluczenie z grupy. Dlatego tak usilnie próbujemy zasłużyć na podziw i uznanie. Jednak nasze wybory nie zawsze będą podobać się innym, zwłaszcza jeśli uświadomią im ich własne niedostatki:
„Wzięcie życia we własne ręce może oznaczać, że inni ludzie będą się czuć przy nas gorsi. Kierowani potrzebą bezpieczeństwa mogą ciągnąć nas w dół, chcąc uniknąć bólu emocjonalnego spowodowanego tym, że oni sami nic nie robią ze swoim życiem.” Michał Pasterski
Musisz zrozumieć, że nawet jeśli dostosujesz się do cudzych oczekiwań, nie jest to gwarancją podziwu lub akceptacji. Podam ci przykład. Zawsze miałam nienaganną, wysportowaną sylwetkę, ale po 30 stce zrobiła się ona bardziej „kobieca”. Otoczenie zaczęło zwracać uwagę na mój brzuch, a ponieważ czułam się z tą krytyką bardzo niekomfortowo, zmieniłam dietę, jeździłam na rowerze, zaczęłam ćwiczyć. Wkrótce cieszyłam się klepsydrą, ale na osobach, które wcześniej mnie krytykowały, nowa figura nie zrobiła wrażenia. Wręcz przeciwnie, zaniepokojeni pozytywną zmianą zaczęli proponować więcej ciastek. Wyszłam z błędnego założenia, że jak zrobię tak, jak oni chcą – przestaną mnie krytykować. Wielokrotnie coś komuś próbowałam udowodnić i jeśli ktoś nie chciał tego zauważyć i docenić, nie było na to mocy. To strata energii, która skazuje na rozczarowania.

3. Czekasz aż ktoś się zmieni, by dać sobie prawo do szczęścia
„Jeśli czynisz innych odpowiedzialnymi za swoje stany emocjonalne i życiową sytuację, oddajesz im władzę nad sobą. Nie masz wtedy na nic bezpośredniego wpływu, siadasz na kanapie i czekasz aż świat zmieni się tak, aby tobie dogodzić.”  Michał Pasterski
Zamiast czekać aż ktoś się zmieni, by odetchnąć z ulgą, zmień swoje podejście. Nie masz najmniejszego wpływu na cudze zachowanie i wybory. Wmawianie sobie, że jak się postarasz, druga osoba zrozumie, przestanie, zmieni się, oszukujesz siebie. Koncentrowanie się na tym to nie tylko strata energii, ale nierzadko wymówka dla własnej bierności i sposób na odwrócenie uwagi od prawdziwych problemów, na które masz realny wpływ.
„Widywałem nieszczęśliwych, czujących się jak bezsilne ofiary ludzi skupionych na słabościach innych i na okolicznościach, które obarczali odpowiedzialnością za własny bezwład. Widziałem nieszczęśliwe związki, gdzie jedno z małżonków chciało zmienić drugie, gdzie jedna strona wyliczała „grzechy” drugiej osoby lub próbowała ją dostosować do wymyślonego przez siebie kształtu. (…) I nigdy, w całej mojej karierze, nie widziałem, aby ostateczne rozwiązanie problemów czy trwałe szczęście lub sukces przyszły z zewnątrz.” S. R. Covey

​4. Próbujesz cudzego sposobu na szczęście
Tak jak ty jesteś najlepszą ekspertką od własnego życia, tak ślepe wzorowanie się na innych może spowodować twoje rozczarowanie:
„Twierdzisz, że skoro komuś w życiu wychodzi, to jak zastosujesz te same prawdy i zasady co on, to tobie też wyjdzie. Otóż nie. Czyjeś życie to czyjeś życie. Każdy ma inne potrzeby, doświadczenia, przekonania, inne marzenia, plany, pragnienia.” Michał Pasterski
Aby spełnić swoje kluczowe potrzeby, musisz szukać w sobie, nie w innych, a gdy już je poznasz i zaspokoisz będziesz szczęśliwa, spokojna, spełniona i autentyczna.
Szczęścia nie można udawać, pojawi się, gdy zaspokoisz te potrzeby, które do tej pory zaniedbywałaś. O ile możesz sobie wmawiać, że masz wszystko i żadnych powodów do narzekań, o tyle nie sposób zmusić się do pewnych emocji, one zawsze będą nas przestrzegać i motywować do zmian. Taki jest cel frustracji. Jeśli ją odczuwasz, czas na zmianę.
 
Niedoskonała Mama Marta Szyszko; 2016-09-01

Insight. Droga do mentalnej dojrzałości

Macierzyństwo to poranki pełne latającej w koło kaszy i uśmiechów od ucha do ucha, popołudnia zabaw na dywanie i kipiącej zupy. W komplecie są jeszcze wieczory. Długie lub krótkie, w zależności od tego, jak szybko udało się spacyfikować Młodego Człowieka. Co można zrobić z takim wolnym wieczorem? Można się wyspać, zdecydowanie! Bardzo często wybieram tę opcję i ląduje obok Jaśka o 21-szej. Można pograć w planszówki, można obejrzeć film. Ale można też pomyśleć przez chwilę o sobie, o swoim rozwoju osobistym. 

Ostatnie tygodnie zawierały takie właśnie wieczory. Powodem była świeżutka książka Michała Pasterskiego Insight; Droga do mentalnej dojrzałości. Spędziłam z Insight kilkanaście wieczorów. Najpierw mnie zachwyciła, później trochę znudziła, następnie zainspirowała i nauczyła paru rzeczy o sobie. Ale po kolei.

Michał Pasterki jest autorem znanego bloga na temat rozwoju osobistego i edukacji. A także autorem metody rozwoju osobistego zwanej Insight. Insight czyli inaczej wgląd to według Pasterskiego sposób na samodzielne osiągnięcie mentalnej dojrzałości, lepsze poznanie siebie i spokój wewnętrzny. 

A czym dla mnie jest Insight? Albo – przekornie – czym nie jest?

Insight to nie krótki poradnik, jak być szczęśliwym.

Pasterski nie traktuje po macoszemu żadnego zagadnienia. Wszystko, o czym mówi, omawia dogłębnie, w sposób jak najbardziej zrozumiały dla czytelnika. Swoje teorie popiera licznymi przykładami. Poszczególne zagadnienia spaja odautorskim, spersonalizowanym komentarzem. Dzięki temu czytelnik czuje się prowadzony za rękę przez całą lekturę. Insight to nie poradnik, który można pochłonąć jednym tchem. Aby przebrnąć przez 700 stronicowy tom należy poświęcić dużo czasu i energii. 

Insight to nie czarodziejska różdżka

Nie znajdziemy u Pasterskiego prostych i szybkich sposobów, jak się zrelaksować lub być szczęśliwym. Autor wymaga od czytelnika skupienia, poświęcenia czasu i energii na zrozumienie poszczególnych zagadnień i wykonanie ćwiczeń. I wielokrotnie powtarza, że samo przeczytanie ksiażki nie zmieni naszego życia, nie sprawi, że będziemy szczęśliwsi. Pasterski dostarcza nam szeroki zakres wiedzy i narzędzi do samorozwoju. Jednak na każdym kroku przypomina, że jedyną osobą, która jest w stanie zmienić nasze życie jesteśmy my sami. W efekcie czytelnik dostaje 700 stron porządnej, spójnej lektury oraz możliwość korzystania z aplikacji mobilnej Insight. I propozycję – jeśli chcesz osiągnąć stan mentalnej dojrzałości, przeczytaj uważnie i sumiennie wykonuj ćwiczenia. 

Insight to nie książka do wertowania

Michał Pasterski serwuje czytelnikowi kompendium wiedzy o samorozwoju. Jednak już na wstępie ostrzega, że podczas lektury wymagana jest samodyscyplina. Zaleca, aby książkę czytać powoli, ale strona po stronie, sumiennie poszerzając wiedzę i wykonując wszystkie ćwiczenia. Insight nie jest książką, którą można otworzyć na dowolnej stronie, a następnie wykonać ćwiczenie, które sprawi, że poczujemy się lepiej. To znaczy oczywiście – można tak zrobić. Ale efekt prawdopodobnie będzie tylko promilem tego, co czytelnik może osiągnąć, kiedy zmierzy się lekturą jako całością.

Wszystkie powyższe cechy to ogromne plusy książki Michała Pasterskiego. Nie ma wątpliwości, że Insight to książka samorozwojowa z faktorem „wow”! Naprawdę solidny kawał świetnie podanej wiedzy plus cała masa ciekawych ćwiczeń.

Minusy?
Są, a jakże. Ale nie są to minusy Insight jako pozycji.  To nie wady książki czy błędy autora. To raczej wzajemne niedopasowanie się książki i czytelnika, jakie zaszło w moim przypadku.

Zacznę anegdotycznie: Ćwiczenie na stronie 298. Tytuł: Godzina bezczynności. Treść: „Zadbaj o to, aby nic ci w tym czasie (tj w czasie 60 minut ćwiczenia – A.P.) nie przeszkadzało. (…) Po prostu pobądź ze swoimi myślami. Obserwuj, co się dzieje w twojej głowie, ale nie ingeruj w tok myślowy. Niech twoje myśli sobie płyną tak, jak im wygodnie. Możesz się w nie wsłuchać i podążać za nimi. (…) Po godzinie zapisz swoje nioski i spostrzeżenia.”

Świetne ćwiczenie! Mega inspirujące! Taka była moja pierwsza reakcja. Koniecznie chcę spróbować, jestem ciekawa, co siedzi w mojej głowie! Pomyślałam, że wykonam to ćwiczenie podczas drzemki młodego. To będzie godzina, w czasie której nikt mi nie przeszkodzi. Młody zasnął, ja rozpoczęłam śledzenie swoich myśli. I wiecie co? Obudziłam się po godzinie. 

Niestety, samorozwój, który proponuje Michał Pasterski w Insight nie jest dla każdego. Nawet, gdybym chciała wykonywać poszczególne ćwiczenia krok po kroczku, w maleńkich kawałkach, bardzo trudno mi znaleźć czas na pracę nad swoim rozwojem w tym momencie życia. Nieprzerywane płaczem albo innymi atrakcjami 15 minut to w tej chwili luksus. I szczerze mówiąc, jeśli wieczorem znajdę takie 15 minut to mam milion pomysłów, jak je zapełnić: Rozmową z mężem. Wypiciem ciepłej herbaty. Napisaniem czegoś na bloga. Obróbką zdjęć, bo fotografia to moja mała pasja. A czasem, niestety, to jedyne wolne 15 minut poświęcam na gotowanie obiadu, prasowanie, ogarnianie mieszkania i inne małe czynności, które tak trudno wykonać, kiedy większość dnia spędzamy pilnując, żeby nasze uczące się właśnie wstawać dziecko nie wybiło sobie jedynego zęba. Samorozwój pozostaje wtedy na odległym miejscu mojej listy „to do”. Oczywiście to kwestia priorytetów. I tu przechodzimy do kolejnego punktu, dlaczego Insight nie jest dla mnie.

Jestem zadowolona ze swojego życia. Lubię miejsce, w którym jestem w tej chwili. Jestem dumna z tego, co osiągnęłam. Jestem szczęśliwa z ludźmi, którzy mnie otaczają. Jest mi dobrze z samą sobą. Lista rzeczy, które chce zmienić albo nad którymi chcę pracować to obecnie tylko lista celów, których realizacja jest niemożliwa ze względu na brak funduszu lub fakt, że Jasiek jest troszkę za malutki. Nawet, kiedy podczas wykonywania ćwiczeń w Insight mocno się wysiliłam, nie znalazłam fragmentów mojego życia, nad którymi chciałabym popracować. Aktualnie mój poziom samoakceptacji jest wysoki, w związku z tym zwyczajnie nie czuję potrzeby głębszego poznawania siebie i pracy nad swoją mentalną dojrzałością. Mam wrażenie, że etap naprawdę dużych rewolucji w moim życiu psychiczno-duchowym, etap milowych kroków w zakresie samorozwoju mam już za sobą. Teraz po prostu jestem szczęśliwa, tak zupełnie zwyczajnie szczęśliwa i nie mam potrzeby wprowadzania zmian.

Dlatego nie przeczytałam Insight od deski do deski, choć bardzo się starałam. Zwyczajnie nie czułam potrzeby dochodzenia do końca książki. Fajnie było odkurzyć w głowie co lepsze teorie dotyczące samorozwoju. Przyjemność sprawiło mi samo obcowanie z lekturą, bo Insight to pozycja świetnie napisana, a w dodatku z rewelacyjnymi ilustracjami. Z ogromną ciekawością (jako psycholog i jako nauczyciel) przeczytałam wiele ćwiczeń i oczami wyobraźni widzę, jak wykorzystam je w pracy. Gdybym miała podsumować moje spotkanie z Insight musiałabym przyznać, że czytałam trochę na przekór autorskim założeniom – nie realizowałam ćwiczeń punkt po punkcie, opuszczałam fragmenty teoretyczne, które opisywały znane mi doskonale teorie. Ale w końcu sam autor piszę, że jednym z moich celów jest nauczenie cię samodzielnego myślenia i nie chciałbym, żebyś przyjmował moje słowo bez własnej refleksji.

Podczas lektury dowiedziałam się także paru ciekawych rzeczy o sobie – na przykład dzięki jednemu z ćwiczeń odkryłam, że mam w tej chwili ogromny problem z koncentracją uwagi. Doskonale wiem, dlaczego tak jest – po części zawdzięczam to smartfonowi ze stale włączonym wi-fi, a po części urokom wczesnego macierzyństwa, kiedy to człowiek nigdy nie wiem, ile minut ma spokoju – 30 a może tylko 3, w związku z tym nawet nie próbuje skoncentrować się na dłużej. Będę musiała zrobić sobie smartfonowy detoks raz na jakiś czas, bo jako nastolatka i studentka miałam uwagę jak igła i potrafiłam pracować w skupieniu przez naprawdę długie okresy czasu.

Mimo, że moja przyjaźń z Insight jest trochę nietypowa, uważam że najnowsza pozycja wydawnictwa Onepress to świetna pozycja dla wszystkich, którzy naprawdę chcą zainwestować swój czas i energię w samorozwój. Na koniec, żeby podeprzeć moje wynurzenia, opowiem Wam o mojej ulubionej teorii (a także metodzie pracy z problemami), którą zaproponował czytelnikom Michał Pasterki.

Teoria subosobowości
Autor Insight twierdzi, że nasza osobowość to nie pojedyncza, niezmienna całość. Osobowość stanowi raczej coś w rodzaju „mentalnego zgromadzenia” rożnych części, tzw. subosobowości. W różnych sytuacjach życiowych kontrolę przejmuje różne części naszej osobowości, w wyniku czego zmienia się nasze zachowanie oraz sposób odczuwania i myślenia. Swoje subosobowości można poznać i oswoić, dzięki temu będzie nam łatwiej je zaakceptować i kontrolować ich poczytania. W każdym z nas może żyć Perfekcjonista, ale także Samotnik, Marzyciel, Imprezowicz, Romantyk, Grzeczna Dziewczyna, Matka czy Wrażliwe Dziecko. Naszym zadaniem w procesie rozwoju osobistego jest przede wszystkim integracja poszczególnych osobowości, a sposoby na to, jak tego dokonać, znaleźć można w Insight właśnie. 

To co, macie ochotę na lekturę?
finesja.pl Agnieszka Piotrowiak; 2016-09-28
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Millennium Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL