Recenzje
Calder. Narodziny odwagi
Okładka - widnieje na niej przystojny mężczyzna bez koszulki. Jak każda kobieta lubię wysportowanych i przystojnych facetów i dlatego ta okładka bardzo mi się spodobała, mimo, że kolorystyka jest dość uboga. Z pewnością zwróciłabym uwagę na tą książkę w księgarni.
Tuż po przeczytaniu pierwszej książki tej autorki (Stinger), byłam bardzo zadowolona i całkiem niedawno miałam okazję znów przeczytać kolejną historię przedstawioną przez Mię. Tym razem w obroty wzięłam Caldera. Cała akcja dzieje się w Akadii, apokaliptycznej społeczności, która jest uważana za sektę. Głównym dowódcą i łącznikiem z Bogami jest Hector, który jednocześnie wygłasza kazania. Ogólną ideą tej sekty było to, że Hector szukał wiele lat swojej jedynej wybranki, która ma za zadanie wprowadzić ich do Elizjum. Kiedy ją sprowadził wszyscy ją czcili tak samo jak Hectora. Kiedy Hector miał pojąć Eden za żonę za jakiś czas miała ich poprowadzić do Elizjum podczas spełniającej się przepowiedni o powodzi. Głównymi postaciami są oczywiście mega przystojny Calder (posłaniec wody), Eden (przyszła żona Hectora) i Xander ich przyjaciel. Jako dzieci poznają się na podwórku. Niestety nie mogą się razem bawić ponieważ mieszkańcy siedziby nie mogą mieć kontaktu z robotnikami takimi jak Calder. Mimo wszystko Eden i Calder od dziecka mieli się ku sobie i przez te wszystkie lata dzieciństwa, spotykali się w tajemnym miejscu koło strumyka. Lata mijały, a Eden i Calder dojrzewali, aż w końcu się w sobie zakochali. W miejscu koło strumyka bardzo wiele ciekawych sytuacji się działo. Zabawnych i rozpalających serce. Tak się złożyło, że oboje wraz z ich przyjacielem Xandrem postanowili uciec z tego okropnego miejsca, ale nie było to wcale takie łatwe. Nie powiem jakie było zakończenie. Musicie po prostu sami przeczytać. Ogólnie książka fajna, lekka i co najważniejsze szybko mi się ją czytało. Jest jakaś akcja i jest gorąca miłość, która jest przepięknie opisana.
Książkę polecam ponieważ jest lekka i nie wymagająca. W sam raz na wieczór z ksiąską i lampką wina :)
Tuż po przeczytaniu pierwszej książki tej autorki (Stinger), byłam bardzo zadowolona i całkiem niedawno miałam okazję znów przeczytać kolejną historię przedstawioną przez Mię. Tym razem w obroty wzięłam Caldera. Cała akcja dzieje się w Akadii, apokaliptycznej społeczności, która jest uważana za sektę. Głównym dowódcą i łącznikiem z Bogami jest Hector, który jednocześnie wygłasza kazania. Ogólną ideą tej sekty było to, że Hector szukał wiele lat swojej jedynej wybranki, która ma za zadanie wprowadzić ich do Elizjum. Kiedy ją sprowadził wszyscy ją czcili tak samo jak Hectora. Kiedy Hector miał pojąć Eden za żonę za jakiś czas miała ich poprowadzić do Elizjum podczas spełniającej się przepowiedni o powodzi. Głównymi postaciami są oczywiście mega przystojny Calder (posłaniec wody), Eden (przyszła żona Hectora) i Xander ich przyjaciel. Jako dzieci poznają się na podwórku. Niestety nie mogą się razem bawić ponieważ mieszkańcy siedziby nie mogą mieć kontaktu z robotnikami takimi jak Calder. Mimo wszystko Eden i Calder od dziecka mieli się ku sobie i przez te wszystkie lata dzieciństwa, spotykali się w tajemnym miejscu koło strumyka. Lata mijały, a Eden i Calder dojrzewali, aż w końcu się w sobie zakochali. W miejscu koło strumyka bardzo wiele ciekawych sytuacji się działo. Zabawnych i rozpalających serce. Tak się złożyło, że oboje wraz z ich przyjacielem Xandrem postanowili uciec z tego okropnego miejsca, ale nie było to wcale takie łatwe. Nie powiem jakie było zakończenie. Musicie po prostu sami przeczytać. Ogólnie książka fajna, lekka i co najważniejsze szybko mi się ją czytało. Jest jakaś akcja i jest gorąca miłość, która jest przepięknie opisana.
Książkę polecam ponieważ jest lekka i nie wymagająca. W sam raz na wieczór z ksiąską i lampką wina :)
kosmetycznieee.blogspot.com Nataleczka; 2016-06-01
Krym: miłość i nienawiść
Czy w morzu nienawiści można znaleźć ukraińsko-rosyjską miłość? To pytanie, postawione przez wydawcę na okładce, jednoznacznie wskazuje, jaką literacką stylistykę wybrał Maciej Jastrzębski. Kołem zamachowym jego reporterskiej opowieści o aneksji Krymu przez Rosję jest bowiem konwencjonalny romans.
Maciej Jastrzębski jest doświadczonym reporterem radiowym. Od niemai dwóch dekad pozostaje związany z Polskim Radiem. Wiele lat jako korespondent spędził w Rosji, gdzie obecnie mieszka. W ostatnich latach również pisze reportaże. Krym to jego trzecia książka. Można rzec - hybrydowa. Autor połączył w niej reporterską opowieść o wojnie ukra-ińsko-rosyjskiej z wątkiem romansowym, do tego jeszcze awanturniczym! Opowieść Macieja Jastrzębskiego składa się z dwóch przeplatających się ze sobą relacji. Narratorem pierwszej jest właśnie reporter podsumowujący wszystkie najważniejsze wydarzenia konfliktu - od pojawienia się na półwyspie zielonych ludzików przez przeprowadzone w zawrotnym tempie referendum oraz represje wobec lojalnych obywateli Ukrainy po kolejne fazy wojny w Donbasie, dramat tysięcy uchodźców i zabójstwo rosyjskiego opozycjonisty Borysa Niemcowa. Jastrzębski części z tych wydarzeń był świadkiem, resztę rekonstruuje z doniesień. Równolegle z dziennikarską relacją śledzimy losy Marianny i Fiodora, słowiańskiej Julii i słowiańskiego Romea. Ona jest Ukrainką z Krymu, on Rosjaninem z Moskwy. Ona nienawidzi Rosjan za to, że zaatakowali półwysep i odebrali go Ukrainie. On "nie należał do ludzi, którzy kontestują sytuację w Rosji; wychowany w wojskowej rodzinie, cieszył się z tego, co ma, i starał się nie mieszać do polityki". Historia ich miłości jest tak archetypowa (złośliwy mógłby powiedzieć, że wyświechtana) oraz zgodna ze wszelkimi regułami popkulturowych romansów, iż czasem trudno uwierzyć, że napisało ją życie, a nie wyobraźnia romantyka. Są więc bukiety róż, "figlarne spojrzenia", "trzepot rzęs" i "przyspieszone bicia serc" oraz oczywiście przeszkody ("Był zły, że jakaś durna polityka wkradła się do jego intymnego świata, niwecząc misterny plan uwiedzenia dziewczyny"). Na drodze wielkiej miłości staje jednak przede wszystkim wojna. W efekcie, gdyby to nie był reportaż, lecz fikcja literacka, recenzenci uznaliby, że mają do czynienia z opowieścią z gatunku sensacyjnych lub awanturniczych. Finał pełen jest zwrotów akcji, zbiegów okoliczności. Wojna w Donbasie zniszczyła lub wywróciła do góry nogami życie milionów ludzi, tysiące uśmierciła. Interpretacja konfliktu autorstwa Jastrzębskiego pokrywa się z tym, jak większość polskich polityków, dziennikarzy czy ogółu obywateli rozumie to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą. Autor jednoznacznie wskazuje odpowiedzialność Moskwy za wojnę, obnaża rosyjskie kłamstwa. Zaznacza jednak, że rosyjską inwazję powszechnie na Krymie świętowano. W książce nie ma wywrotowych teorii ani rewolucyjnych odkryć mało znanych faktów. Jastrzębski pisze natomiast z ogromną reporterską empatią. Stara się zrozumieć i pokazać czytelnikowi motywacje oraz wrażliwość ludzi, którzy są po drugiej stronie barykady. Nie idzie na skróty aroganckiego moralizatorstwa. Opowieść o Mariannie i Fiodorze pomaga autorowi opisać towarzyszące wielkiej polityce emocje, dylematy oraz tragedie ludzi i społeczności. Jastrzębski dekonstruuje też paranoiczną rosyjską propagandę, cytuje również brzmiące absurdalnie dla polskiego czytelnika rosyjskie opowieści o faszystach w Kijowie. "Ludzie jak w amoku idą na demonstracje, skandując Krym nasz. (...) Zwichrowany obraz wydarzeń, kolorowy zawrót głowy, niemalże pełna jednomyślność i w środkują, obcokrajowiec, który nie pojmuje, co się dzieje, bo nie zna prawdziwej duszy Rosji". W opowieści o Krymie nie mogło zabraknąć rozdziału o Tatarach, gdyż rosyjski atak na półwysep w 2013 roku przywołał koszmar stalinowskich wywózek z roku 1944. Deportacji nie przeżyła wówczas prawie połowa społeczności tatarskiej. Tatarzy zaczęli wracać w latach dziewięćdziesiątych. Ledwie zdołali odbudować domy i życie, gdy pojawiły się rosyjskie zielone ludziki. W niewyjaśnionych okolicznościach zaginęło już co najmniej kilkanaście osób. W czasie podróży przez półwysep Jastrzębski przytacza też bogatą historię Krymu. Przypomina polskie ślady, cytuje oczywiście Sonety krymskie Adama Mickiewicza. Zachwyca się przyrodą i krajobrazem. Połączenie literatury faktu z wątkiem romantycz-no-awanturniczym to intrygujący pomysł.
Maciej Jastrzębski jest doświadczonym reporterem radiowym. Od niemai dwóch dekad pozostaje związany z Polskim Radiem. Wiele lat jako korespondent spędził w Rosji, gdzie obecnie mieszka. W ostatnich latach również pisze reportaże. Krym to jego trzecia książka. Można rzec - hybrydowa. Autor połączył w niej reporterską opowieść o wojnie ukra-ińsko-rosyjskiej z wątkiem romansowym, do tego jeszcze awanturniczym! Opowieść Macieja Jastrzębskiego składa się z dwóch przeplatających się ze sobą relacji. Narratorem pierwszej jest właśnie reporter podsumowujący wszystkie najważniejsze wydarzenia konfliktu - od pojawienia się na półwyspie zielonych ludzików przez przeprowadzone w zawrotnym tempie referendum oraz represje wobec lojalnych obywateli Ukrainy po kolejne fazy wojny w Donbasie, dramat tysięcy uchodźców i zabójstwo rosyjskiego opozycjonisty Borysa Niemcowa. Jastrzębski części z tych wydarzeń był świadkiem, resztę rekonstruuje z doniesień. Równolegle z dziennikarską relacją śledzimy losy Marianny i Fiodora, słowiańskiej Julii i słowiańskiego Romea. Ona jest Ukrainką z Krymu, on Rosjaninem z Moskwy. Ona nienawidzi Rosjan za to, że zaatakowali półwysep i odebrali go Ukrainie. On "nie należał do ludzi, którzy kontestują sytuację w Rosji; wychowany w wojskowej rodzinie, cieszył się z tego, co ma, i starał się nie mieszać do polityki". Historia ich miłości jest tak archetypowa (złośliwy mógłby powiedzieć, że wyświechtana) oraz zgodna ze wszelkimi regułami popkulturowych romansów, iż czasem trudno uwierzyć, że napisało ją życie, a nie wyobraźnia romantyka. Są więc bukiety róż, "figlarne spojrzenia", "trzepot rzęs" i "przyspieszone bicia serc" oraz oczywiście przeszkody ("Był zły, że jakaś durna polityka wkradła się do jego intymnego świata, niwecząc misterny plan uwiedzenia dziewczyny"). Na drodze wielkiej miłości staje jednak przede wszystkim wojna. W efekcie, gdyby to nie był reportaż, lecz fikcja literacka, recenzenci uznaliby, że mają do czynienia z opowieścią z gatunku sensacyjnych lub awanturniczych. Finał pełen jest zwrotów akcji, zbiegów okoliczności. Wojna w Donbasie zniszczyła lub wywróciła do góry nogami życie milionów ludzi, tysiące uśmierciła. Interpretacja konfliktu autorstwa Jastrzębskiego pokrywa się z tym, jak większość polskich polityków, dziennikarzy czy ogółu obywateli rozumie to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą. Autor jednoznacznie wskazuje odpowiedzialność Moskwy za wojnę, obnaża rosyjskie kłamstwa. Zaznacza jednak, że rosyjską inwazję powszechnie na Krymie świętowano. W książce nie ma wywrotowych teorii ani rewolucyjnych odkryć mało znanych faktów. Jastrzębski pisze natomiast z ogromną reporterską empatią. Stara się zrozumieć i pokazać czytelnikowi motywacje oraz wrażliwość ludzi, którzy są po drugiej stronie barykady. Nie idzie na skróty aroganckiego moralizatorstwa. Opowieść o Mariannie i Fiodorze pomaga autorowi opisać towarzyszące wielkiej polityce emocje, dylematy oraz tragedie ludzi i społeczności. Jastrzębski dekonstruuje też paranoiczną rosyjską propagandę, cytuje również brzmiące absurdalnie dla polskiego czytelnika rosyjskie opowieści o faszystach w Kijowie. "Ludzie jak w amoku idą na demonstracje, skandując Krym nasz. (...) Zwichrowany obraz wydarzeń, kolorowy zawrót głowy, niemalże pełna jednomyślność i w środkują, obcokrajowiec, który nie pojmuje, co się dzieje, bo nie zna prawdziwej duszy Rosji". W opowieści o Krymie nie mogło zabraknąć rozdziału o Tatarach, gdyż rosyjski atak na półwysep w 2013 roku przywołał koszmar stalinowskich wywózek z roku 1944. Deportacji nie przeżyła wówczas prawie połowa społeczności tatarskiej. Tatarzy zaczęli wracać w latach dziewięćdziesiątych. Ledwie zdołali odbudować domy i życie, gdy pojawiły się rosyjskie zielone ludziki. W niewyjaśnionych okolicznościach zaginęło już co najmniej kilkanaście osób. W czasie podróży przez półwysep Jastrzębski przytacza też bogatą historię Krymu. Przypomina polskie ślady, cytuje oczywiście Sonety krymskie Adama Mickiewicza. Zachwyca się przyrodą i krajobrazem. Połączenie literatury faktu z wątkiem romantycz-no-awanturniczym to intrygujący pomysł.
Nowe Książki Agnieszka Lichnerowicz; 2016-06-01
Oblubienice wojny
W obliczu wojny nie jest ważne pochodzenie, rasa, wiara, czy majątek rodzinny. Najważniejsze jest przetrwanie. Przekonało się o tym dziewczęta, które na skutek wojny spotkały się w angielskiej miejscowości Crowmarsh Priors . Alice zna to miejsce jak własną kieszeń. Tutaj się urodziła i dorastała. Evangeline to Amerykanka, która w obawie przed aranżowanym małżeństwem wykorzystała nadarzającą się okazję i uciekła do Anglii. Frances to dziewczyna, która od najmłodszych lat brylowała na salonach i nieobce jej są wystawne przyjęcia i huczne imprezy. Tanni to Żydówka, która wraz z mężem uciekła przed prześladowcami z Austrii. Elsie to młoda dziewczyna z wielodzietnej rodziny, która trafiła do Crowmarsh Priors na służbę do Lady Marchmont. Każda z nich jest inna, jednak w obliczu wojny to nie ma znaczenia. Wszystkie angażują się w pomoc ludziom, którzy ucierpieli na skutek licznych nalotów. Po zakończeniu wojny kontakt między nimi się urywa i spotykają się dopiero po pięćdziesięciu latach, aby raz na zawsze uporać się z przeszłością.
Helen Bryan to amerykańska pisarka, która obecnie mieszka w Londynie. Jest autorką biografii Marthy Washington, która zdobyła liczne nagrody. „Oblubienice wojny” to pierwsza powieść w jej dorobku.
Sięgając po „Oblubienice wojny” spodziewałam się, że dostanę dobrą powieść, ale nie wiedziałam, że AŻ tak przypadnie mi ona do gustu. Historia opisana jest w sposób niezwykle szczegółowy, co dodaje jej realizmu i bez najmniejszego problemu mogłam przenieść się do Crowmarsh Priors w czasie II wojny światowej i z daleka obserwować poczynania głównych bohaterek. Powieść rozkręca się dość powoli, na początku poznajemy losy dziewcząt w przededniu wojny. Ich spokojne życie zmienia się wraz z atakiem nazistów na poszczególne kraje i wtedy już nic nie jest takie, jakie było jeszcze kilka dni wcześniej. Później akcja nabiera tempa, nie skupia się tylko na losach przyjaciółek, ale jesteśmy świadkami m.in. nieludzkiego traktowania w Auschwitz, czy egzekucji szpiegów niemieckich. Wszystko to opisane z zachowaniem najdrobniejszych szczegółów, w których widać, że Autorka naprawdę sumiennie przygotowała się do tworzenia tej powieści.
Jednak największą wartością tej pozycji jest to, że stanowi ona przepiękną opowieść o przyjaźni na dobre i złe. Dawno nie czytałam powieści, w której właśnie ta relacja została tak wyeksponowana. Zżyłam się z bohaterkami i gdy kończyłam książkę było mi przykro, że to już koniec… Jeżeli dodamy do tego jeszcze prosty, ale plastyczny język, to powstaje naprawdę wspaniała książka, która wciąga czytelnika od pierwszych stron.
Podsumowanie: „Oblubienice wojny” to powieść, która podbiła moje serce. Historia pięciu zwyczajnych dziewcząt, które z dnia na dzień potrafiły porzucić swoje normalne zajęcia i zastąpiły mężczyzn w wielu pracach. Jest to równocześnie piękna opowieść o sile przyjaźni, która narodziła się w czasie II wojny światowej i trwała przez kolejne 50 lat.. Gorąco polecam!!
http://ja-ksiazkoholik.blogspot.com/
Oblubienice wojny
Wspominałam Wam już, że uwielbiam powieści z historią w tle. Zapewne tak i to nie raz. Z czystym sumieniem mogę to jeszcze raz powtórzyć i zrobię to zapewne jeszcze wiele razy. Jednak największym rarytasem są dla mnie historie osadzone w czasie II wojny światowej, a taką właśnie otrzymałam ostatnio od Wydawnictwa Editio. Swoją drogą, jestem bardzo wdzięczna owemu wydawnictwu za umożliwienie zapoznania się z „Oblubienicami wojny” i to jeszcze przed premierą.
O autorce słów kilka.
Helen Bryan urodziła się w Stanach Zjednoczonych w Wirginii, dorastała w Tennessee, a od wielu lat mieszka w Wielkiej Brytani, w Londynie. Z wykształcenia jest prawniczką. W 2002 roku napisała biografię Marthy Washington, która została obsypana nagrodami. Powieść „Oblubienice wojny” to wydany w 2007 roku debiut literacki Helen Bryan, zainspirowany prawdziwymi wspomnieniami kobiet, które przyłączyły się do Kierownictwa Operacji Specjalnych, założonego przez Churchilla.
Wciągająca fabuła
Alice, Elsie, Tanni, Evangeline oraz Frances to kobiety pochodzące z różnych stron świata oraz z różnych środowisk. Wybuch II wojny światowej sprawia, że spotykają się w małej wiosce Cromwarsh Priors, w południowo-wschodniej Anglii. Wspólnie stawiają czoła wojennej rzeczywistości, wspólnie pracują dla dobra kraju oraz wzajemnie się o siebie troszczą i pomagają innym ludziom, głównie ewakuowanym z zagrożonego i bombardowanego Londynu kobietom i dzieciom. Pomiędzy bohaterkami rodzi się prawdziwa przyjaźń i kiedy cztery spośród nich spotykają się po pięćdziesięciu latach, wspólnie trafiają na ślad zdrajcy i postanawiają pomścić niewinną śmierć...
Powieść obyczajowa z wojną w tle
„Oblubienice wojny” to przede wszystkim powieść obyczajowa osadzona w Anglii w czasie II wojny światowej. Przedstawiając kolejne bohaterki, autorka dogłębnie analizuje ówczesne obyczaje, panujące w różnych środowiskach społecznych tamtejszych czasów i zabiera czytelnika w podróż do Cromwarsh Priors, gdzie wychowała się Alice Osbourne, do Nowego Orleanu, z którego pochodzi Evangeline Fontaine oraz do Austrii, gdzie wychowała się będąca żydówką Tanni i do Londynu, gdzie poznajemy wywodzącą się z angielskiej arystokracji Frances oraz z pochodzącą z robotniczej rodziny Elsie. Mamy tu więc całą plejadę różnorodnych bohaterek, które dzielą ten sam los, spotykając się w Crowmarsh Priors, a Helen Bryan doskonale buduje ich portrety psychologiczne, dzięki czemu poznajemy ich uczucia oraz motywy, którymi się kierują.
„Oblubienice wojny”, moim zdaniem, jest niezwykle wciągającą powieścią, którą cenię sobie tym bardziej, iż Helen Bryan w głównej mierze skupiła się wątku obyczajowym, ściśle związanym z losami tworzonych przez siebie bohaterek. Poznajemy je jako kobiety, które przejmują w społeczeństwie męskie obowiązki – pracują na roli, organizują ewakuację kobiet i dzieci z bombardowanego Londynu, przyjmują ich we własnych domostwach i opiekują się nimi. Jako kobiety, które chcą być silne i pomocne i które tak jak Frances chcą wstąpić do tajnych służb, bezpośrednio walczących na froncie lub we francuskim ruchu oporu. Jako kobiety, które mimo wojennych zawirowań i wykonywania męskich prac, nadal czują się pełnowartościowymi niewiastami i chcą kochać oraz być kochane.
Autorka raczy nas ogromną ilością szczegółów dotyczących tego, co w czasie wojny w Anglii się jadło, piło oraz jak się ubierano. Co jest ważne... w to wszystko są wplecione informacje dotyczące tego, co działo się wówczas na świecie i na kilka chwil przeniesiemy się do Austrii, Francji oraz do Polski i prześledzimy losy jeńców w obozach koncentracyjnych oraz zostaniemy zszokowani badaniami, które były tam prowadzone na rozkaz Hitlera.
Nie będę się dłużej rozwodzić, ani wymieniać plusów, czy minusów powieści Helen Bryan. Dodam tylko, że jest to naprawdę niezwykle udany debiut literacki, a powieść „Oblubienice wojny” z pewnością podbije serce niejednej czytelniczki. Z pełnym entuzjazmem oraz z czystym sercem polecam, polecam i po trzykroć polecam!
Literacki Świat JoKo
Piętrzenie nawyków. 97 małych zmian, które odmienią Twoje życie
Codziennie wykonujemy setki czynności, którym nie poświęcamy uwagi - właśnie dlatego, że są to nasze utrwalone zwyczaje. Jednak nie wszystkie nawyki są dobre, a niektóre z nich mogą wręcz nam szkodzić. Wszyscy wiemy, że możemy żyć zdrowiej i szczęśliwiej, ale... często nawet nie próbujemy zmieniać nawyków. Dlaczego? Kluczem jest niechęć do wprowadzania gwałtownych zmian. Autor proponuje Czytelnikowi skuteczną metodę wprowadzania zmian, jaką jest piętrzenie nawyków. Wyobraź sobie, że wprowadzasz w rozkładzie każdego dnia kilka drobnych zmian, takich jak wysłanie miłego SMS-a czy włożenie drobnych do skarbonki, i tworzysz z nich codzienny rytuał. W ten sposób możesz zmienić relacje z bliską Ci osobą albo zaoszczędzić na wakacje, a jednocześnie nie masz wrażenia, że zmieniasz zbyt wiele rzeczy naraz. W tej książce można znaleźć 97 propozycji drobnych nawyków wraz z poradami, jak wprowadzić je w życie.
Personel Plus