Recenzje
Driven. Namiętność silniejsza niż ból
Naszą bohaterką jest Rylee Thomas, kobieta która uwielbia kontrolować swoje życie. Jest piękna, zadbana, niezależna. Jednak w przeszłości życie postanowiło sobie z niej zadrwić. Kocha pomagać dzieciom, które zostały pokrzywdzone przez los. Na balu charytatywnym przez przypadek oraz w bardzo niekorzystnej sytuacji poznaje tego niegrzecznego chłopca - Coltona Donovana, który jest ucieleśnieniem marzeń każdej kobiety, która stąpa po ziemi. Jeden dotyk, jeden pocałunek sprawił, że ich życie zaczęło nabierać zupełnie nowych doznań, które wybuchają w każdym momencie ich wspólnej wędrówki.
Tak, wiem co powiecie. Znowu kolejna kopia tego Greya. Owszem, zgadzam się z wami bo to jest również literatura erotyczna i znajdziecie tam podobieństwa, czyli on bogaty, przystojny, noszący maskę i nie okazuje uczuć. Natomiast ona jest spokojna, nie szuka wrażeń i chce wieść szczęśliwe życie. Jednak są pewne różnice, na które warto zwrócić uwagę - w tej książce nie znajdziecie czegoś takiego jak BDSM, nie ma zabawy w pana i niewolnicę. Tam jest po prostu czysta namiętność i seks. Co prawda podobnie jak Ana Steel, nasza bohaterka ma swoje wewnętrzne ja, tyle że tym razem nie jest to bogini, jest to dziwka.
Być może nie każda z was będzie chciała sięgnąć po tę książkę, bo już macie dosyć podobieństw, jednak mimo tego mnie książka przypadła do gustu właśnie ze względu na brak tego na czym Grey był zbudowany przez większość książek. Nie powiecie mi przecież, że nie chciałybyście przeżyć takiego romansu jak Rylee, być szanowaną a jednocześnie przeżywać najlepsze orgazmy z bardzo przystojnym mężczyzną (tak, jestem czasami egoistką ;P).
Książkę polecam, a czy ją przeczytacie to już zależy od waszego upodobania.
swiat-ksiazkowych-recenzji.blogspot.com Anna Jędrzejewska; 2016-09-30
Hard Beat. Taniec nad otchłanią
Driven to debiutancki cykl powieści autorstwa amerykańskiej pisarki K. Bromber, które są ciepło oceniane nie tylko przez czytelniczki, ale również „New York Timesa” i „USA Today”. Książki te stanowią wciągającą i emocjonującą podróż do zmysłowego świata. Dotychczas w serii ukazało się siedem publikacji - „Driven. Namiętność silniejsza niż ból”, „Fueled. Napędzani pożądaniem”, „Crashed. W zderzeniu z miłością”, „Raced. Ścigany uczuciem”, „Slow Burn. Kropla drąży skałę”, „Sweet Ache. Krew gęstsza od wody” oraz „Hard Beat. Taniec nad otchłanią”.
„Hard Beat. Taniec nad otchłanią” to historia korespondenta wojennego Tannera Thomasa, który po stracie narzeczonej, a jednocześnie zawodowej partnerki rzuca się w wir pracy. Targany bólem i wyrzutami sumienia podejmuje się najniebezpieczniejszych zleceń. Ale kiedy na jego drodze staje Beaux Croslyn, mężczyzna nie wie, że to dopiero początek niespodzianek, jakie szykuje mu los. Między bohaterami iskrzy od pierwszego spotkania, ale czy rzeczywiście w miłości i na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone?
Tanner nie jest gotowy na nowy związek, ba nie jest nawet gotowy na nowego partnera w pracy, a tu opatrzność postanawia z niego zakpić i stawia go w bardzo niekomfortowej sytuacji. BJ trudno odmówić uroku osobistego, charyzmy, uporu i determinacji. Ta kobieta wie czego chce i nie boi się po to sięgać. On nie cierpi uczuć, które ona w nim wzbudza, ale też nie potrafi się im oprzeć i podejmuje niebezpieczną grę, w której zarówno zwycięstwo jak i przegrana są bardzo realnym scenariuszem.
W najnowszej powieści K. Bromber doprowadza do zderzenia silnych osobowości i wystawia na ciężką próbę mężczyznę z bagażem doświadczeń oraz kobietę chowającą się za aparatem. Obdarza ich namiętnością, trudną przeszłością i zmusza do najtrudniejszej z wojen, w której niejednokrotnie przyjdzie im zmierzyć się z własnymi demonami, podjąć ryzyko i postawić na szali to, co najcenniejsze.
„Hard Beat. Taniec nad otchłanią” to przede wszystkim powieść erotyczna i autorce nie tylko udaje się w bardzo plastyczny sposób namalować zmysłowy taniec bohaterów, ale również oddać emocje im towarzyszące. W tej książce namiętność cały czas wisi w powietrzu, mimo że sceny łóżkowe nie stanowią nawet pięćdziesięciu procent książki. Autorka stawia na jakość, a nie ilość i muszę przyznać, że to bardzo dobry pomysł, gdyż czytelnik nie jest znudzony seksem i ma szansę osiągnąć zadowolenie na innych płaszczyznach – tak, autorka dba o wątki poboczne, w których bardzo zgrabnie łączy elementy sensacji, romansu i reportażu.
Jestem pod wrażeniem kreacji bohaterów, którym nie brakuje charakteru i temperamentu, a dzięki temu nieustannie toczą ze sobą walkę i bardzo trudno osiągnąć im kompromis, choć oczywiście zdarzają się krótkotrwałe kapitulacje, porozumienia czy rozejmy. Można powiedzieć, że to przysłowiowe zderzenie kosy z kamieniem, ale czy zakończy się poskromieniem złośnicy czy orchidektomią musicie sprawdzić sami.
W moim odczuciu „Hard Beat. Taniec nad otchłanią” to bardzo zmysłowa opowieść nasycona skrajnymi emocjami i tajemnicami z przeszłości, która porywa od pierwszych stron. Lekka, niewymagającej wysiłku, ale przy tym barwna i interesująca. To jedna z ciekawszych wycieczek do erotycznego świata, w którym nie zawsze prawa fizyki czy rozsądek grają pierwsze skrzypce. Myślę, że książka przypadnie do gustu nie tylko wielbicielom gatunku, ale każdemu, kto lubi przy lekturze odpocząć, a jednocześnie mieć zagwarantowaną dużą dawkę różnorodnych wrażeń. Polecam.
http://nieczytam.blogspot.com/ Agnieszka T; 2016-09-29
Pieśń Dawida
Prawo Mojżesza, które czytałam półtora miesiąca temu skradło moje serce. Nie spodziewałam się po tej niepozornej książce z niewiele przekazującą okładką (swoją drogą - bardzo w moim guście) tak emocjonującej historii, zapadającej w pamięci na długo. Kiedy dowiedziałam się o planowanej premierze drugiego tomu, tym razem o Tagu, przyjacielu Mojżesza, wiedziałam, że nie przejdę obojętnie obok tej lektury. Pieśń Dawida jest już za mną i nie ukrywam, że ciężko jest mi złożyć parę sensownych zdań na jej temat, ponieważ Amy Harmon ponownie doprowadziła mnie do książkowego kaca...
Dawid Taggert to niespokojna dusza, mężczyzna uparty i niepotrafiący usiedzieć w miejscu, ponieważ wszystkim nudzi się bardzo szybko. W swoim dwudziestoparoletnim życiu przeszedł na tyle dużo, że mógłby obdzielić swoimi doświadczeniami kilka osób. Chociaż nie wszyscy pokładali w nim nadzieję, to Tag pokazał, iż kto jak kto, ale on potrafi walczyć. Kiedy jednak pewnego dnia jego dziewczyna Amelie, zwana Millie, odkrywa, iż Tag zniknął i pozostawił po sobie jedynie kasety z nagraniami, początkowo wszyscy dochodzą do wniosku, że znowu uciekł, co robił już wiele razy. Jednak czy uczynił to bez jakiegokolwiek powodu?
Ścieżka do prawdziwego szczęścia musi być ułożona własnoręcznie, nawet jeśli jest kręta. Nawet jeśli wymaga wznoszenia mostów nad dolinami i przebijania się przez góry. Nie ma lepszego uczucia niż układanie własnej ścieżki. *
Pierwsze skrzypce w tej historii odgrywa uczucie rodzące się pomiędzy Dawidem a Millie, która nie jest taką zwyczajną dziewczyną, ponieważ w wieku 11 lat utraciła wzrok w wyniku rzadkiej choroby. Od tej pory Millie jest jedną z najtwardszych bohaterek literackich, jakie udało mi się poznać. Szczerze przyznam, że nie wyobrażam sobie znalezienie się w takiej sytuacji jak ona, a jednak ta niepozorna dziewczyna radzi sobie ze swoją ułomnością we wspaniały sposób. Podchodzi z dystansem do tego, co ją spotkało, przy czym jest niezwykle samodzielna i samowystarczalna, nie użala się nad sobą, a do tego jeszcze opiekuje się młodszym bratem, który choruje na autyzm. Lawina nieszczęść, jaka dopadła Millie, nie zgniotła jej swoją ilością, ale dała jeszcze więcej siły do walki.
Cała opowieść ponownie targała moimi emocjami - złość, radość, nostalgia, rozmarzenie, ciekawość, zwątpienie czy smutek - pojawiały się nieustannie, aby zaraz zniknąć i wymienić się miejscem z innymi odczuciami. Co prawda, dość szybko domyśliłam się powodu, dla którego Tag uciekł, jednak nie zniszczyło to mojej uciechy z poznawania dalszych losów. Początkowo wściekłam się na tytułowego bohatera, a w mojej głowie nieustanie krążyły zdania: "Tag, jak mogłeś? Znowu uciekasz przed innymi, a szczególnie przed samym sobą? Ogarnij się, chłopie, przecież czeka na ciebie tyle ludzi, którzy darzą cię przeogromną miłością!". Dowiadując się jednak, dlaczego zdecydował się na opuszczenie ukochanych ludzi, wybaczyłam mu te posunięcie, chociaż, mimo wszystko, mógł tego nie robić.
(...) na ringu w oktagonie nikt tak naprawdę nie walczy sam. Stoisz tam i mierzysz się z przeciwnikiem, lecz prawdziwa walka odbywa się całe tygodnie i miesiące, a czasem nawet lata przed zawodami. Chodzi o przygotowania i o zebrany przez ciebie zespół, który ci w tym pomaga. Fighter zawsze ma zespół. **
Pieśń Dawida to kolejna wspaniała powieść autorstwa Amy Harmon, którą mogę polecić wszystkim bez wyjątku. Fani Mojżesza również znajdą go tutaj w dość sporej dawce, co powinno zaspokoić ciekawość poznania dalszych losów głównego bohatera wcześniejszej części. Początkowo obawiałam się, że pisarka zbyt często będzie sięgała do poprzedniego tomu, co stanie się nużące - na szczęście w książce znajduje się tylko kilka odniesień, niezaburzających fabuły najnowszego tomu. Jeżeli nie znacie jeszcze tej historii, to zachęcam do nadrobienia zaległości (warto!!), bo podejrzewam, że jeśli czytaliście Prawo Mojżesza, nie muszę polecać Pieśni Dawida, gdyż sami chętnie po nią sięgnięcie.
Losy bohaterów uświadamiają, że każdy zasługuje na miłość - tym bardziej jeżeli potrafi kochać. Życie rzadko kogo rozpieszcza, a najczęściej rzuca kłody pod nogi, jednak warto je przeskakiwać, a jeśli nie jest to możliwe, trzeba owe przeszkody przesunąć, niekiedy przy pomocy kogoś bliskiego. Każdego dnia musimy walczyć, chociaż bywa bardzo trudno, a nawet beznadziejnie. Najtrudniejsze są walki z góry skazane na porażkę, jednakże nie oznacza to, iż mamy się poddawać. Musimy walczyć do ostatniej rundy, choćbyśmy nie widzieli jakiejkolwiek szansy na wygraną...
nieperfekcyjnie.pl Sylwia; 2016-10-13
Pod samym niebem
Książka „Pod samym niebem” niewiele różni się od poprzedniej części serii. Autorka po raz kolejny postawiła na mocne sceny erotyczne pomiędzy głównymi bohaterami, które są dominującym elementem w fabule. R. K. Lilley przeszła samą siebie tworząc jeszcze bardziej ogniste i bardziej namiętne momenty, które wywołają u nie jednego czytelnika rumieniec na policzkach. Sceny zbliżeń pomiędzy bohaterami można zdecydowanie zaliczyć do tych wyuzdanych, pełnych perwersyjnych elementów, które pobudzają wyobraźnię czytelnika oraz jego zmysły. Muszę przyznać, że autorka ma dość bujną wyobraźnię jeżeli chodzi o sceny erotyczne, co sprawia, że właśnie momenty zbliżeń pomiędzy Bianką a Jamesem są najmocniejszym elementem książki.
Relacja Bianki i Jamesa już w poprzedniej części polegała w większości na fizycznym przyciąganiu, jednak niezbyt chętnie oboje przyznawali sami przed sobą, że czują do siebie coś więcej. W „Pod samym niebem” autorka zacieśnia ich relację, wplatając kilka romantycznych momentów, które nie pozostawiają wątpliwości, że główni bohaterowie coś do siebie czują. Zdecydowanie bardziej widoczne jest to u Jamesa, który nie odstępuje Bianki na krok. Zdecydowanie James w tej części wywarł na mnie o wiele lepsze wrażenie. Jego postać wydaje się być bardziej przystępna, ale jednocześnie bardziej zaborcza względem Bianki.
Dodatkowym plusem jest wprowadzenie do fabuły kilku nowych postaci, których pojawienie się skutecznie zamiesza w związku Bianki i Jamesa. Autorka również rozwija rozpoczęty w poprzedniej części wątek ojca Bianki, dodający odrobinę napięcia i zaskoczenia. Wszystko to sprawia, że całość oceniam znacznie lepiej niż „Podniebny lot”.
Podsumowując, „Pod samym niebem” to dość dobrze napisana kontynuacja losów Bianki i Jamesa, która po raz kolejny przenosi nas w świat dominacji i uległości oraz momentów ociekających erotyzmem. Książkę polecam nie tylko fanom gatunku erotycznego, ale również wszystkim, którzy chcą na chwilę oderwać się od rzeczywistości.
zaczytanabloguje.blogspot.com Karolina Rybkowska; 2016-10-11
Prawo Mojżesza
Matka go nie chciała. Urodziła go, wpakowała do kosza na pranie i zostawiła w pralni miejskiej. Po paru godzinach zmarła z przedawkowania narkotyków.
Rodzina go nie chciała. Przerzucała go między sobą niczym piłeczkę ping-pongową, oddalając od siebie, kiedy tylko zaczynał stwarzać większe problemy.
Znaleziony w koszu niczym biblijny Mojżesz nie mógł otrzymać innego imienia, jak imię tego proroka. Jednak nie tylko imię okazało się być zupełnie inne i nieco magiczne, ale i sam chłopiec był całkowicie inny, zupełnie niepodobny do swoich rówieśników. Mógł zachwycać i fascynować, ale wśród farmerów na odległej prowincji najczęściej przerażał i niepokoił. Niesamowite zdolności, jakie posiadał, mogły być darem bądź przekleństwem. Jednak ludzie nie są często gotowi do zaakceptowania czy nawet tolerowania pewnych zdolności, więc najczęściej były one dla niego szkarłatną literą i zwykłym piętnem...
Nie chciał kochać, nie chciał do nikogo się przywiązywać, nie chciał, aby ktoś przywiązywał się do niego. Jednak Georgia nie przejmowała się jego słowami i jego czynami; ciągnęło ją do niego jak głodnego do chleba, jak spragnionego do szklanki wody. Im bardziej ją odpychał, tym bliżej była przy nim. Ale czy było im dane być razem? Czy udało im się zbudować wspólne szczęście? Czy ludzie niewyrozumiali i podli przeszkodzili im w stworzeniu spokojnego życia we dwoje, czy może oni sami wybudowali wokół siebie mur, który nie mógł zostać ostatecznie zburzony przez tę drugą osobę?
Kiedy pierwszy raz zobaczyłam tę książkę, wiedziałam, że będzie ona inna od moich wcześniejszych lektur. Intrygujący tytuł i zapowiedź na okładce: "Ta historia nie kończy się happy endem". Jak nie sięgnąć po taką pozycję?? Popędzana ciekawością, nie mogłam się powstrzymać i tuż po rozpoczęciu lektury zerknęłam na jej końcówkę. Chyba jednak nie jest tak źle, pomyślałam. Najwyraźniej ta zapowiedź była czystym chwytem marketingowym. Ze spokojem zaczęłam czytać, i tak czytałam i czytałam, z każdą stroną z coraz większymi wypiekami na twarzy i z dużym płaczem na końcu... Jednak czy był to czysty płacz ze wzruszenia historią, czy może faktycznie nie ma tu happy endu - tego nie zdradzę. Zagwarantować jedynie mogę, że powieść dostarcza ogromną dawkę emocji. Napisana jest dwutorowo, w jednym rozdziale opowiada Mojżesz, w kolejnym Georgia. Język jest przystępny, wciągający, a cała historia niesamowita... Jest to książka, którą początkowo czyta się niespiesznie, ze spokojem, by w miarę czytania coraz bardziej przyspieszać i niemalże pędzić na końcu. To powieść, do której z pewnością powrócę jeszcze niejeden raz...
wielopokoleniowo.pl