Recenzje
Hard Beat. Taniec nad otchłanią
Tanner Thomas jest jednym z najlepszych korespondentów wojennych na Dalekim Wschodzie. Jednak jego karierę pod znakiem zapytania stawia śmierć narzeczonej Stelli, która była partnerem w jego wyprawach oraz fotografką przez 10 lat. Mężczyzna nie może otrząsnąć się po tej stracie, chociaż twierdzi, że już się z tym pogodził. Z niecierpliwością czeka na nowego partnera, aby rzucić się w wir pracy. Nieoczekiwanie po raz kolejny jego partnerem okazuje się kobieta...
Beaux w niczym nie przypomina typowej kobiety. Cechuje ją ciekawość życia, a w szczególności Daleki Wschód. Chce wyrusza na misje pełne ognia i niebezpieczeństw. Do tego jest niesamowicie zgrabna i seksowna oraz wydaje się zbyt delikatna do takich misji. Tanner boi się, że ją też spotka coś złego...
Pomimo że pierwsze spotkanie nie przebiegło pomyślnie, pomiędzy tym dwojgiem rodzi się potężne pożądanie. Żadne z nich nie potrafi, a po części także nie chce, nad nim zapanować. Bardzo szybko tych dwoje poznaje swoje ciała, jednak nie poznają swoich sekretów. Tanner nie chce opowiadać o Stelli, Beaux natomiast nie ujawnia swoich tajemnic. Szybko natomiast rodzi się między nimi uczucie, które może prysnąć jak bańka mydlana przez sekrety Beaux. Hard Beat to kolejna książka K. Bromberg z serii Driven. Trochę różni się od swoich poprzednich poprzedniczek. Tym razem głównym bohaterem jest Tanner i to z jego punktu widzenia obserwujemy wszystkie wydarzenia, co sprawia, że Beaux jest jeszcze bardziej tajemnicza. Tłem dla wszystkich wydarzeń jest Daleki Wschód, który wprowadza zupełnie inny klimat, niż Sweet Ache czy Slow Burn, i dreszczyk emocji. Stach o kolejny dzień... Wyprawa w nieznane...
Beaux w niczym nie przypomina typowej kobiety. Cechuje ją ciekawość życia, a w szczególności Daleki Wschód. Chce wyrusza na misje pełne ognia i niebezpieczeństw. Do tego jest niesamowicie zgrabna i seksowna oraz wydaje się zbyt delikatna do takich misji. Tanner boi się, że ją też spotka coś złego...
Pomimo że pierwsze spotkanie nie przebiegło pomyślnie, pomiędzy tym dwojgiem rodzi się potężne pożądanie. Żadne z nich nie potrafi, a po części także nie chce, nad nim zapanować. Bardzo szybko tych dwoje poznaje swoje ciała, jednak nie poznają swoich sekretów. Tanner nie chce opowiadać o Stelli, Beaux natomiast nie ujawnia swoich tajemnic. Szybko natomiast rodzi się między nimi uczucie, które może prysnąć jak bańka mydlana przez sekrety Beaux. Hard Beat to kolejna książka K. Bromberg z serii Driven. Trochę różni się od swoich poprzednich poprzedniczek. Tym razem głównym bohaterem jest Tanner i to z jego punktu widzenia obserwujemy wszystkie wydarzenia, co sprawia, że Beaux jest jeszcze bardziej tajemnicza. Tłem dla wszystkich wydarzeń jest Daleki Wschód, który wprowadza zupełnie inny klimat, niż Sweet Ache czy Slow Burn, i dreszczyk emocji. Stach o kolejny dzień... Wyprawa w nieznane...
Autorka stworzyła cudownych bohaterów, tak bardzo różnych, a jednak bardzo do siebie podobnych. Stworzyła również cudowną grę uczuć między nimi, która trwała przez całą książkę. Moje zainteresowanie z każdą stroną wzrastało. Splot wydarzeń był tak nieprzewidywalny, że nie mogłam odłożyć książki nie przeczytawszy zakończenia. A i ono było cudowne...
Recenzjekrolewskie.blogspot.com
Hard Beat. Taniec nad otchłanią
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki, która wczoraj miała swoją premierę. Z racji takiej, iż miałam możliwość przeczytania jej przedpremierowo (z czego niezmiernie się cieszę), już dzisiaj mogę podzielić się z Wami swoimi odczuciami na temat najnowszej powieści autorki, znanej chyba większości czytających kobiet, K. Bromberg – Hard Beat.
Okładka – pierwsze wrażenia
Okładka – pierwsze wrażenia
Tak, wiem. Nie ocenia się książki po okładce, jednak zawsze budzi ona moje pierwsze wrażenia. Muszę przyznać, iż jest to moje pierwsze zetknięcie z serią Driven, wydawanej przez Editio Red, dlatego nie wiedziałam zupełnie, czego mogę się spodziewać po książce. Choć kolor przykuwa uko, myślę, że głównie przez zdjęcie, okładka niestety nastawiła mnie nieco negatywnie do lektury powieści- nie znając jeszcze tejże serii, spodziewałam się troszkę romansu dla pensjonarek, jak to powszechnie mówią- pełnego gorących scen opisanych wątpliwym słownictwem oraz banalnej fabuły. Odkąd zaczęłam czytać powieść, z każdą przewróconą stroną i uśmiechem na twarzy odkrywałam jednak, iż bardzo się pomyliłam- pierwsze tego oznaki otrzymałam już wtedy, kiedy przeczytałam opis z tyłu okładki, który został zredagowany w sposób całkiem intrygujący.
Fabuła oraz kreacja bohaterów
Fabuła oraz kreacja bohaterów
Troszkę spodziewałam się nieco sztampowej historii w stylu: skrzywdzony mężczyzna przyjeżdża do niebezpiecznego kraju, poznaje przepiękną kobietę, w której zakochuje się bez pamięci i pozostawia za sobą demony przeszłości. Na szczęście moje po raz kolejny udało mi się pomylić. Książka rozpoczyna się dość spokojnie- Tanner, utraciwszy swoją wieloletnią partnerkę z pracy oraz przyjaciółkę w tragicznych okolicznościach, przyjeżdża na kolejną misję, z której ma sporządzić reportaż. Początkowo jego postać jest dość irytująca, niechętna i wręcz odpychająca. Już podczas pierwszego wieczoru w mieście pojawia się osoba BJ- piękna, intrygująca, nieco zarozumiała. Poznają się niemalże od razu, po wymianie kilku spojrzeń i... trafiają do łóżka niczego o sobie nie wiedząc. Dnia kolejnego okazuje się, że będą razem pracować. Z początku współpraca przebiega niechętnie, jednak głównych bohaterów, Tannera oraz Beaux zaczyna łączyć coraz to bardziej skomplikowana i przyciągająca więź. Brzmi banalnie? Być może, jednak nic w tym bardziej mylnego. Dwójka ludzi, zmuszonych do wspólnej pracy oraz dzielenia niewielkiej przestrzeni w pełnym niebezpieczeństw podczas trwających misji mieście, przeżywa ze sobą skrajnie nacechowane emocjonalnie chwile- od najwyższych wzlotów do najniższych upadków. Choć drą ze sobą koty niemalże na każdym kroku, coraz bardziej zbliżają się do siebie. I gdy w końcu wydaje się, iż wszystko różowym się stało i w końcu nastąpi happy end – trach! Z każdą stroną okazuje się, iż nic na to jednak nie wskazuje. W książce nie brakuje dynamicznej fabuły i niespodziewanych zupełnie zwrotów akcji, których nawet ja, czytacz zapalczywy, bym się nie spodziewała. Początkowo spokojna fabuła z każdą kolejną przeczytaną kartką sprawia, iż nie mogę się doczekać, co stanie się dalej. Emocje rosną- szczególnie w końcowej fazie książki, gdzie zupełnie nic nie jest takim, jakim się wydawało. Zakończenie? Czasem takich nie cenię, jednak w tym przypadku, po poznaniu całej historii jestem bardzo zadowolona z tego, jak historia Tannera i Beaux się zakończyła. Kreacje bohaterów pobocznych zbudowane w nienachalny, ciekawy sposób. Podobał mi się także fakt, iż głównych bohaterów, ich historie i charaktery, poznajemy stopniowo- autorka nie zarzuca nas od razu setkami informacji na ich temat. Historia spójna, ciekawa i naprawdę emocjonująca.
Język oraz tzw. fragmenty
Tak, tak, tutaj też mile się rozczarowałam, spodziewając się grey'opodobnych schematów, scen dla dorosłych co pięć kartek, czy wulgarnego języka (wierzcie mi, spotkałam się już z tak obrzydliwymi określeniami i przekleństwami w książkach podczas scen erotycznych, że odechciewało mi się czytać- nie będę przytaczać; spotkałam się też z takimi, które doprowadzały mnie jedynie do salw śmiechu, typu: ,,nabiegłe krwią łono”, serio). Tutaj natomiast język jest lekki, przyjemny, dialogi prowadzone w sposób wysublimowany. Nic nie gorszy, a jedynie lekko wzburza krew. Nie ma przesadnych opisów wlekących się przez dziesięć stron, chwała za to! Sceny erotyczne czyta się przyjemnie, czego wiele pisarek romansów erotycznych nie potrafi. Żadnych błędów językowych, dziwnych konstrukcji, złej interpunkcji również nie dostrzegłam.
Reasumując,
Reasumując,
Hard Beat – Taniec nad otchłanią (jakże idealnie tytuł zgrywa się z całą historią!) to pierwsza i z pewnością nie ostatnia powieść K. Bromberg, którą przeczytałam. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, iż nie spotkałam jeszcze książki, która zaskoczyłaby mnie praktycznie wszystkim i w stopniu zupełnym zmieniła moje nastawienie. Przede wszystkim dokonała również tego, co potrafi niewiele książek, a co bardzo sobie cenię. Wciągnęła mnie na tyle, iż zupełnie oderwała mnie od otaczającej rzeczywistości. A ja uwielbiam takie chwile, gdy wcielam się w bohaterów i przeżywam wydarzenia razem z nimi. Polecam- na długi jesienny wieczór, w towarzystwie kawy, koca i wykwintnych czekoladek.
fashionery.blogspot.com Julka
Piętrzenie nawyków. 97 małych zmian, które odmienią Twoje życie
S.J. Scott jest znanym autorem w świecie ulepszania swojego życia. Prowadzi bloga: Develop Good Habits, co można przetłumaczyć jako: "Wprowadzaj Dobre Nawyki". Jego książki wyróżniają się spośród innych poradników. Autor nie teoretyzuje, ale zawsze opisuje praktyczne zastosowanie. Każdy z pomysłów ulepszenia życia stosował najpierw u siebie, a potem na czytających jego bloga. Podobnie jest z "Piętrzeniem nawyków".
W tej książce autor przedstawia ideę sterty nawyków - grupy małych zwyczajów zebranych w rytuał wykonywany w ciągu np. 5 minut. Jak poprzednie tak i tutaj autor przedstawia praktyczne zastosowanie. Wprawdzie zaczyna od krótkiej teorii, ale zaraz potem przedstawia 97 drobnych zmian, które można wprowadzić, a potem opisuje jak to zrobić. Jest też kilka przykładów z jego życia. Książka jest krótka - niecałe trzy godziny.
Osobiście przesłuchałem ją już drugi raz. Pierwszy raz po angielsku. Okazuje się jednak, że coraz częściej wystarczy chwilę poczekać i dobre poradniki ukazują się również po polsku i to także w formie do słuchania. Polecam. To niby drobne zmiany, ale jakże wielki potrafią mieć wpływ na życie.
Autor wspomina o książce Atula Gawande "Potęga checklisty". Taka lista z rzeczami do odznaczania jest bardzo przydatna przy "piętrzeniu nawyków". Szukałem aplikacji na androida i znalazłem darmową (wyświetla reklamy) aplikację: List: Daily Checklist. Z lewej strony zrzut ekranu z moją poranną rutyną (Morning Routine) zbudowana na podstawie kilku z tych 97 drobnych zmian.
W tej książce autor przedstawia ideę sterty nawyków - grupy małych zwyczajów zebranych w rytuał wykonywany w ciągu np. 5 minut. Jak poprzednie tak i tutaj autor przedstawia praktyczne zastosowanie. Wprawdzie zaczyna od krótkiej teorii, ale zaraz potem przedstawia 97 drobnych zmian, które można wprowadzić, a potem opisuje jak to zrobić. Jest też kilka przykładów z jego życia. Książka jest krótka - niecałe trzy godziny.
Osobiście przesłuchałem ją już drugi raz. Pierwszy raz po angielsku. Okazuje się jednak, że coraz częściej wystarczy chwilę poczekać i dobre poradniki ukazują się również po polsku i to także w formie do słuchania. Polecam. To niby drobne zmiany, ale jakże wielki potrafią mieć wpływ na życie.
Autor wspomina o książce Atula Gawande "Potęga checklisty". Taka lista z rzeczami do odznaczania jest bardzo przydatna przy "piętrzeniu nawyków". Szukałem aplikacji na androida i znalazłem darmową (wyświetla reklamy) aplikację: List: Daily Checklist. Z lewej strony zrzut ekranu z moją poranną rutyną (Morning Routine) zbudowana na podstawie kilku z tych 97 drobnych zmian.
http://ksiazki.audio Piotr Borowski
Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca
Ciepła, nostalgiczna i piękna opowieść, która ma magiczną moc: wchłania, przenosi w czasie, aby wypluć nas z tej podroży do przeszłości dopiero po przeczytaniu ostatniej strony.
Barwny język i gawędziarski styl Autorki urzekają. Na kartach Pokoleń czeka na nas inny świat, nie taka bardzo zamierzchła – ale obca dla nas – dzieci internetu, więźniów portali społecznościowych – przeszłość. Wzruszająca, trudna, ale i piękna.
Narratorem opowieści jest Janka, urodzona w styczniu 1923 roku. I to jej oczami widzimy piękno małej wsi Stokowo nad brzegiem Narwi. To jej słowa wizualizują nam obraz tragedii wojny, śmierci, niesprawiedliwości. Oczami Janki widzimy dźwigającą się z upadku nadal osłabioną i bezbronną Polskę. Dzięki Janeczce widzimy mozolne odbudowanie naszego kraju.
Opis fabuły w najbardziej klarowny sposób mogłabym zobrazować cytatami, pięknymi, wzruszającymi i niejednokrotnie rozdzierającymi serce. Szczególnie, jeśli streszczenie ma dotyczyć okresu II wojny światowej. To ta część Pokoleń wzruszyła najmocniej. Raniła dotkliwie i wywołała falę oburzenia – dlaczego?, jak?, po co?
"To pukanie nocami do okien stało się dla mnie znakiem wojny i grozy, nie mniej niż dudnienie armat w oddali. Pukanie w szybę, z prośbą o jadło, nocleg, ubranie, miało trwać całą wojnę, tylko narodowość tułaczy uległa zmianie".
"Ludzkie nieszczęścia były teraz powszechne, a przez to tanie jak barszcz. Kto mógł wysłuchał i żył dalej, bo pierwszym obowiązkiem było teraz żyć".
"Wszystko zaczęło przypominać polowanie. Żydzi stali się zwierzyną. Niemcy myśliwymi. My pośrodku".
Janka, po wielkiej osobistej tragedii próbuje podźwignąć się i z wielkim zapałem stara się odnaleźć coś tak ulotnego i niemal zapomnianego – szczęście. Na drodze jej życia pojawia się Leszek, przyszły pan doktor, radiolog, inteligentny, uczciwy i prawy człowiek. To u jego boku przyjdzie jej zmierzyć się z kolejną porcją nieszczęść, ale i pokaźną ilością radosnych chwil.
Janka, po wielkiej osobistej tragedii próbuje podźwignąć się i z wielkim zapałem stara się odnaleźć coś tak ulotnego i niemal zapomnianego – szczęście. Na drodze jej życia pojawia się Leszek, przyszły pan doktor, radiolog, inteligentny, uczciwy i prawy człowiek. To u jego boku przyjdzie jej zmierzyć się z kolejną porcją nieszczęść, ale i pokaźną ilością radosnych chwil.
Na tle wydarzeń narodowych oraz zmian na świecie poznajemy losy Leszka i Jasi, członków ich rodziny, przyjaciół.
"Kraj robotniczo-chłopski ani nie jest chłopski, ani robotniczy, tylko sowiecki i ubecki. Pełno wszędzie hołoty i donosicieli".
"O ile (żywot) może toczyć się normalnie w tym naznaczonym klątwą bogów kraju. Krew ofiar wojny jeszcze nie obeschła, a już zaraza w postaci władzy ludowej go obdziera ze skóry".
"Co za zbrodniarze, czy ich sprawiedliwość wreszcie jakoś dosięgnie? Niech ich groby wszystkie chwastami porosną! Niech w ogólne nie mają grobów, niech ich ziemia z siebie wypluje!".
"Niektórzy nie przyznawali się do narodowości żydowskiej, inni do przeszłości akowskiej, partyzantki czy przedwojennych inteligenckich korzeni. Bez względu na kolor czy budulec drzwi przeszłości {C}– zamykali je raz na zawsze".
Rewelacyjna kreacja poszczególnych postaci. Wyraziste charaktery, skrupulatne oddanie cech charakterystycznych bohaterów sprawiało, że wznosiliśmy się na ambitne wyżyny intelektualne razem z Józkiem, odważnie patrzyliśmy na świat oczami Cechny, cierpieliśmy z poczciwym Tadeuszem. W powieści Pokolenia najbardziej wyrazista jest dbałość o szczegóły. Autorka barwnie i wnikliwie opisuje nie tylko ważne i powszechnie znane wydarzenia, ale zwraca uwagę na prozę życia codziennego. Trendy w modzie, modne fryzury, żółte dodatki (klipsy), ówczesna prasa, najczęściej pijane napoje. Nie ukrywam, że właśnie ten szlif fabuły zdobył me serce. Butelki mleka stojące pod drzwiami, kobieta, o zgrozo!, w spodniach, chusta nie wiązana, ale zarzucana wokół szyi, gramofony, pierwsze telewizory, syrenki, stary młynek do kawy i pieprzu. Imprezy z ogórkami kiszonymi, sałatką śledziową i mocno schłodzoną wódką. Klatka po klatce oglądałam przepiękny film, czarno biały – rzecz jasna, ale wręcz tętniący życiem. I ze smutkiem stwierdziłam, że te czasy już minęły, że te czasy już nie wrócą. Czego tu żałować? Biedy i niepewności – kto jest przyjacielem, a kto tylko za niego uchodzi, troski o niepewne jutro, kilkugodzinnej podroży z Warszawy do Białegostoku? Nie tego... ale braku tej solidarności ludzkiej i poczucia przynależności do świata... bo teraz każdy gna, pędzi, czegoś szuka, dąży do wytyczonego celu, pomijając po drodze tak wiele. Zapomina o znajomych, rodzinie, najbliższych.
Pokolenia to nie tylko doskonała lektura, to także taki wyraźny znak STOP: zatrzymaj się człowieku, napędzany niewidzialną siłą niewiadomego pochodzenia. Bo umyka tak wiele, a życie takie krótkie.
"Wielu kryło dramatyczne przeżycia, o których pragnęli zapomnieć. Wszyscy życiowo spóźnieni, bo wojna zabrała im najlepsze lata młodości [...]"
"Wiesz, napasałam się tą romantyczną poetycką miłością już do syta i teraz zazdroszczę wszystkim prozy, normalności".
Pokochałam Jasię za całokształt. Za to, że dzielnie stawiała czoła wszelkim przeciwnościom, za to, że potrafiła kochać, i kochać raz jeszcze. Za umiejętność wyparcia tych tragicznych przeżyć i mozolne pięcie się dalej na drodze życia, która niejednokrotnie była stroma i wyboista. Ale nade wszytko pokochałam Jankę za miłość do psów.
"Można tak mocno kochać, a potem pokochać kogoś drugiego. Jeszcze silniej może. Nie czytałam nigdzie, żeby miłość była dana tylko raz".
"[...] niech żyje, niech gdzieś tam jest, nawet na głuchej zimnej Syberii, byle była, istniała. Nawet nieszczęśliwa, szczęście zawsze przyjść jeszcze może, jeśli tylko się żyje".
"Wigorek {C}– pachniał ciepłym,małym szczeniaczkiem, a jest to zapach bardzo szczególny i kto raz go zaznał, nigdy nie zapomni. Tylko niemowlęta pachną podobnie, ale w głębi ducha uważała, że są mniej urocze".
Pokolenia to idealna lektura, aby przenieść się w świat dzieciństwa. Swojego dzieciństwa. Moje pachnie maminym ciastem drożdżowym, jesiennymi wieczorami spędzanymi z Mamą na prasowaniu, graniem z Tatą w karty, a z bratem w kapsle na wzorzystym, wielkim dywanie. To prawdziwa magia książki i największa pochwała dla Autorki – tak dobrać słowa, aby zmanipulować naszymi doznaniami i w trakcie czytania czuć zapach domowego ciasta drożdżowego... =)
Rewelacyjna lektura na jesienną słotę. Bo i Janeczce właśnie w deszczu przyszło witać świat i największe sukcesy swego życia. I jak nie kochać tej książki, skoro moja Mama to Janeczka, też urodzona pod koniec stycznia, ze sporym bagażem życiowym, ale mimo "zgryzotek", mimo wszytko, z nadzieją i radością patrząca w przyszłość.
Jak ja się ciesze, że jest część druga, bo nie jestem emocjonalnie gotowa na pożegnanie z głównymi bohaterami: Janeczką, Leszkiem, Zosią, Kasią...=)
prawieblogoksiazkach.blogspot.com Anna Sukiennik; 2016-09-29
Prawo Mojżesza
Chciałabym podzielić się z Wami recenzją książki Amy Harmon - Prawo Mojżesza, którą przeczytałam...dosłownie w kilka godzin. Zaczynają mi się przypominać czasy piękne, kiedy to potrafiłam i cztery książki dziennie przeczytać. Wstyd aż się przyznać, ale Prawo Mojżesza jest dopiero dziewiątą książką, którą przeczytałam w tym roku (choć, wziąwszy pod uwagę kolejną, którą skończyłam wczoraj- jest ich już dziesięć). Książki takie jak ta przypominają mi dlaczego tak lubiłam przenosić się w świat bohaterów z kartek.
Okładka urzekła mnie od pierwszego spojrzenia- odcienie czerwieni, wanilii, bieli i niebieskości idealnie ze sobą współgrają. Różnorodność czcionek sugeruje zawiłe wątki w książce- przynajmniej moim okiem. Sięgnęłabym po nią w księgarni, chociażby po to, by przeczytać opis zmieszczony z tyłu książki.
Czytając opis z tyłu obawiałam się troszkę typowej książki dla nastolatek, do których już się nie zaliczam. Zainteresowała mnie jednak osoba Mojżesza- lubię w książkach zagadkowe, odmienne charaktery. Zachęciła mnie także informacja, iż książka nie kończy się happy-endem.
Książka podzielona jest na rozdziały- główni bohaterowie, Mojżesz i Georgia, opowiadają wydarzenia z dwóch różnych perspektyw. Lubię taką narrację- dzięki niej możemy poznać dwa, zupełnie odmienne punkty widzenia i wzajemne postrzeganie się bohaterów. Historia pisana językiem łatwym, przystępnym, ale jednocześnie niezwykle przyjemnym, subtelnym i lekkim. Niezmiernie spodobał mi się zwrot ,,kołysać się w pierwotnym rytmie ziemi" i kilka cytatów, które spokojnie mogłyby uchodzić za złote myśli, jak np. ,,Kiedy śnimy, nie wiemy o tym, że śnimy. W snach mamy normalne ciała i możemy dotykać, całować, biegać i odczuwać. Nasze myśli w jakiś sposób kreują rzeczywistość." Jedyne, co mi się nie podobało to występujący kilkukrotnie, błędnie napisany wyraz ,,patrzałam/em". Troszkę razi.
Bez bicia przyznam- pierwsze rozdziały odrobinę mnie nudziły i utwierdzały w przekonaniu, iż troszkę za stara jestem na czytanie tejże lektury. Mojżesz, po latach tułania się po różnych domach do których nijak nie przystawał, trafia pod opiekuńcze skrzydła swojej babci, mieszkającej w niewielkim domku na farmie. Po sąsiedzku mieszka natomiast Georgia z rodzicami- pełna energii, zadowolona z życia, marząca o karierze kowbojki. Młodzi zaczynają się sobą interesować, choć dynamikę całej znajomości tworzy Georgia, nie przyjmując do wiadomości wyobcowania i niechętnych reakcji Mojżesza. Mojżesza, który zgrywał troszkę nieprzystępnego i pełnego tajemnic typowego bohatera, w którym szalona dziewczyna może się zakochać. A przede wszystkim, którego zapragnie oswoić, zupełnie jak dzikiego konia. Znudziłam się. Jednak z upływem przewróconych stron zupełnie odmieniłam swój pogląd na sprawę- bohaterowie i ich relacja powoli ewoluowały w coś dużo bardziej wyjątkowego, niż para zakochanych kochanków, biegających radośnie po łąkach. Sekret Mojżesza, który w końcu ujrzał światło dzienne fascynował mnie ze strony na stronę coraz bardziej. Uśpione i nieodkryte emocje, które się w nim obudziły nadały historii nowego smaczku. Sekret, który był ogromnym darem, chociaż sam właściciel uważał go za przekleństwo. Historia Georgii i Mojżesza dzieje się na przestrzeni kilku lat, dzięki czemu możemy obserwować proces przechodzenia w dorosłość, zmianę nastawienia, pozyskiwanie życiowych doświadczeń oraz mądrości. Cała historia pochłonęła mnie bez reszty w momencie pojawienia się bohatera imieniem Eli- nie będę jednak spojlerować i zdradzać Wam, kim on jest. W każdej scenie, w której brał udział, miałam przed oczyma jego słodką postać. Każda na swój sposób mnie rozczulała. Historia jest subtelna, niepozbawiona magii i trudnej miłości. Cierpliwości. Zakończenie okazało się dość zaskakujące i bardzo dynamiczne. Nie rozumiem jednak tutaj napisu z okładki- dlaczego ta historia nie kończy się happy-endem? Pomimo rozlicznych wzlotów i upadków, uniesień i podtopień, koniec końców uważam, że zakończenie jest szczęśliwe. Nawet bardzo. Choć może widziałabym w nim jeszcze jednego bohatera... ;-).
Okładka urzekła mnie od pierwszego spojrzenia- odcienie czerwieni, wanilii, bieli i niebieskości idealnie ze sobą współgrają. Różnorodność czcionek sugeruje zawiłe wątki w książce- przynajmniej moim okiem. Sięgnęłabym po nią w księgarni, chociażby po to, by przeczytać opis zmieszczony z tyłu książki.
Czytając opis z tyłu obawiałam się troszkę typowej książki dla nastolatek, do których już się nie zaliczam. Zainteresowała mnie jednak osoba Mojżesza- lubię w książkach zagadkowe, odmienne charaktery. Zachęciła mnie także informacja, iż książka nie kończy się happy-endem.
Książka podzielona jest na rozdziały- główni bohaterowie, Mojżesz i Georgia, opowiadają wydarzenia z dwóch różnych perspektyw. Lubię taką narrację- dzięki niej możemy poznać dwa, zupełnie odmienne punkty widzenia i wzajemne postrzeganie się bohaterów. Historia pisana językiem łatwym, przystępnym, ale jednocześnie niezwykle przyjemnym, subtelnym i lekkim. Niezmiernie spodobał mi się zwrot ,,kołysać się w pierwotnym rytmie ziemi" i kilka cytatów, które spokojnie mogłyby uchodzić za złote myśli, jak np. ,,Kiedy śnimy, nie wiemy o tym, że śnimy. W snach mamy normalne ciała i możemy dotykać, całować, biegać i odczuwać. Nasze myśli w jakiś sposób kreują rzeczywistość." Jedyne, co mi się nie podobało to występujący kilkukrotnie, błędnie napisany wyraz ,,patrzałam/em". Troszkę razi.
Bez bicia przyznam- pierwsze rozdziały odrobinę mnie nudziły i utwierdzały w przekonaniu, iż troszkę za stara jestem na czytanie tejże lektury. Mojżesz, po latach tułania się po różnych domach do których nijak nie przystawał, trafia pod opiekuńcze skrzydła swojej babci, mieszkającej w niewielkim domku na farmie. Po sąsiedzku mieszka natomiast Georgia z rodzicami- pełna energii, zadowolona z życia, marząca o karierze kowbojki. Młodzi zaczynają się sobą interesować, choć dynamikę całej znajomości tworzy Georgia, nie przyjmując do wiadomości wyobcowania i niechętnych reakcji Mojżesza. Mojżesza, który zgrywał troszkę nieprzystępnego i pełnego tajemnic typowego bohatera, w którym szalona dziewczyna może się zakochać. A przede wszystkim, którego zapragnie oswoić, zupełnie jak dzikiego konia. Znudziłam się. Jednak z upływem przewróconych stron zupełnie odmieniłam swój pogląd na sprawę- bohaterowie i ich relacja powoli ewoluowały w coś dużo bardziej wyjątkowego, niż para zakochanych kochanków, biegających radośnie po łąkach. Sekret Mojżesza, który w końcu ujrzał światło dzienne fascynował mnie ze strony na stronę coraz bardziej. Uśpione i nieodkryte emocje, które się w nim obudziły nadały historii nowego smaczku. Sekret, który był ogromnym darem, chociaż sam właściciel uważał go za przekleństwo. Historia Georgii i Mojżesza dzieje się na przestrzeni kilku lat, dzięki czemu możemy obserwować proces przechodzenia w dorosłość, zmianę nastawienia, pozyskiwanie życiowych doświadczeń oraz mądrości. Cała historia pochłonęła mnie bez reszty w momencie pojawienia się bohatera imieniem Eli- nie będę jednak spojlerować i zdradzać Wam, kim on jest. W każdej scenie, w której brał udział, miałam przed oczyma jego słodką postać. Każda na swój sposób mnie rozczulała. Historia jest subtelna, niepozbawiona magii i trudnej miłości. Cierpliwości. Zakończenie okazało się dość zaskakujące i bardzo dynamiczne. Nie rozumiem jednak tutaj napisu z okładki- dlaczego ta historia nie kończy się happy-endem? Pomimo rozlicznych wzlotów i upadków, uniesień i podtopień, koniec końców uważam, że zakończenie jest szczęśliwe. Nawet bardzo. Choć może widziałabym w nim jeszcze jednego bohatera... ;-).
fashionery.blogspot.com Julka