Recenzje
Przez polskie góry. Przewodnik biegacza. Wydanie 1
Bieganie od kilku lat wciąga coraz więcej Polaków. Biegają dorośli, młodzież, kobiety i mężczyźni. Biegają w miastach, lasach, ale i po górach.
„Przez polskie góry. Przewodnik biegacza” to pierwsza na polskim rynku książka tego typu. Jej autorami są Natalia Tomasik i Marcin Świerc.
Natalia ze sportem związana jest od dziecka. Zimą pracuje, jako instruktorka narciarstwa i snowboardu, jest pasjonatką gór i skitouringu, jak również autorką bloga gorskistyl.pl. Biega od dwóch lat, ale na swoim koncie ma już sporo sukcesów m.in. nieoficjalny rekord Polski kobiet w Biegu na Rysy.
Marcin to trener, absolwent Wydziału Wychowania Fizycznego i Fizjoterapii Politechniki Opolskiej, czołowy polski zawodnik biegów górskich na świecie. Multimedalista mistrzostw Polski w biegach górskich, czwarty zawodnik w Pucharze Świata Skyrunning 2015.
Stworzona przez nich książka to połączenie kompendium wiedzy o bieganiu w górach z trasami na górskie biegi.
„Przez polskie góry” można podzielić na dwie części.
W pierwszej biegacz amator, osoba, która chce spróbować biegania w górach znajdzie szereg przydatnych informacji. Od tego, dlaczego warto biegać po górach, jak zacząć, jak trenować, po to jak skomplementować sprzęt, jak przygotować się do biegu, czy co i jak powinien jeść biegacz. W tym biegowym przewodniku znajduje się też wiele informacji o nieprzewidzianych sytuacjach, jakie mogą spotkać górskiego biegacza: kontuzje, skurcze, odwodnienie, czy odmrożenie. Są rady jak się przed nimi zabezpieczyć i jak ewentualnie zareagować, czy przeprowadzić pierwszą pomoc.
Wszystko opisane jest zwięźle, krótko, w prosty do przyswojenia sposób. Informacje przestawione są klarownie, wraz z wytłumaczeniem, dlaczego warto robić coś tak, a nie inaczej.
Druga część książki to przedstawienie biegowych górskich tras. Podzielone one zostały według górskich pasm. Mamy tu trasy od Bieszczad, przez Beskidy, Pieniny, Tatry, na Sudetach kończąc. Każda trasa opatrzona jest przede wszystkim mapą, ale także przekrojem przewyższeń i zbiegów. Autorzy opisali trasy również w kilku zdaniach i dodali ważne szczegóły jak ich długość, przewyższenia, szacunkowy czas biegu, rodzaj terenu i stopień trudności. Mi bardzo spodobało się dodanie zalecanej ilości napoju na określonej trasie, co w przypadku amatorów może być wyjątkowo pomocne.
Biegi górskie, jak przekonują Natalia i Marcin, dają mnóstwo satysfakcji, rozwijają kondycję, uczą uporządkowania i logistyki, a przede wszystkim zapewniają piękne widoki i poczucie bezgranicznej wolności.
„Przez polskie góry” to napisany z pasją i miłością do gór świetny przewodnik dla każdego amatora tego rodzaju biegów. Zwięzły, zawierający ciekawe trasy, w tak niewielkim formacie, że zmieści się do każdego biegowego plecaka.
Przyznam szczerze, że te opisy i wszystkie cudne zdjęcia sprawiają, że nawet, gdy człowiek nie za bardzo zastanawiał się nad bieganiem w górach z „Przez polskie góry” w ręku od razy zaczyna się nad tym zastanawiać.
„Przez polskie góry. Przewodnik biegacza” to pierwsza na polskim rynku książka tego typu. Jej autorami są Natalia Tomasik i Marcin Świerc.
Natalia ze sportem związana jest od dziecka. Zimą pracuje, jako instruktorka narciarstwa i snowboardu, jest pasjonatką gór i skitouringu, jak również autorką bloga gorskistyl.pl. Biega od dwóch lat, ale na swoim koncie ma już sporo sukcesów m.in. nieoficjalny rekord Polski kobiet w Biegu na Rysy.
Marcin to trener, absolwent Wydziału Wychowania Fizycznego i Fizjoterapii Politechniki Opolskiej, czołowy polski zawodnik biegów górskich na świecie. Multimedalista mistrzostw Polski w biegach górskich, czwarty zawodnik w Pucharze Świata Skyrunning 2015.
Stworzona przez nich książka to połączenie kompendium wiedzy o bieganiu w górach z trasami na górskie biegi.
„Przez polskie góry” można podzielić na dwie części.
W pierwszej biegacz amator, osoba, która chce spróbować biegania w górach znajdzie szereg przydatnych informacji. Od tego, dlaczego warto biegać po górach, jak zacząć, jak trenować, po to jak skomplementować sprzęt, jak przygotować się do biegu, czy co i jak powinien jeść biegacz. W tym biegowym przewodniku znajduje się też wiele informacji o nieprzewidzianych sytuacjach, jakie mogą spotkać górskiego biegacza: kontuzje, skurcze, odwodnienie, czy odmrożenie. Są rady jak się przed nimi zabezpieczyć i jak ewentualnie zareagować, czy przeprowadzić pierwszą pomoc.
Wszystko opisane jest zwięźle, krótko, w prosty do przyswojenia sposób. Informacje przestawione są klarownie, wraz z wytłumaczeniem, dlaczego warto robić coś tak, a nie inaczej.
Druga część książki to przedstawienie biegowych górskich tras. Podzielone one zostały według górskich pasm. Mamy tu trasy od Bieszczad, przez Beskidy, Pieniny, Tatry, na Sudetach kończąc. Każda trasa opatrzona jest przede wszystkim mapą, ale także przekrojem przewyższeń i zbiegów. Autorzy opisali trasy również w kilku zdaniach i dodali ważne szczegóły jak ich długość, przewyższenia, szacunkowy czas biegu, rodzaj terenu i stopień trudności. Mi bardzo spodobało się dodanie zalecanej ilości napoju na określonej trasie, co w przypadku amatorów może być wyjątkowo pomocne.
Biegi górskie, jak przekonują Natalia i Marcin, dają mnóstwo satysfakcji, rozwijają kondycję, uczą uporządkowania i logistyki, a przede wszystkim zapewniają piękne widoki i poczucie bezgranicznej wolności.
„Przez polskie góry” to napisany z pasją i miłością do gór świetny przewodnik dla każdego amatora tego rodzaju biegów. Zwięzły, zawierający ciekawe trasy, w tak niewielkim formacie, że zmieści się do każdego biegowego plecaka.
Przyznam szczerze, że te opisy i wszystkie cudne zdjęcia sprawiają, że nawet, gdy człowiek nie za bardzo zastanawiał się nad bieganiem w górach z „Przez polskie góry” w ręku od razy zaczyna się nad tym zastanawiać.
dlaLejdis.pl Anna Pytel; 2016-06-27
Kotlet na wynos, czyli autostopem za równik
Podróż za jeden uśmiech Kto przejechał autostopem tysiąc kilometrów, zrozumie, co znaczy przejechać trzydzieści razy więcej. Nie płacąc grosza, licząc tylko na życzliwość przygodnie spotkanych kierowców i wierząc, że to bezpieczna forma podróży. Kotlet, jak brzmi przezwisko autora, przebył autostopem trasę z Krakowa na Sumatrę, tylko na jednym etapie korzystając z Kolei Transsyberyjskiej, co zresztą też było spełnieniem jego marzeń.
Droga na indonezyjską wyspę, która zajęła wędrowcowi osiem miesięcy, wiodła przez Rosję, Mongolię i Chiny, prowadziła go drogami Laosu, Kambodży, Tajlandii i Birmy, by przez Malezję i Singapur osiągnąć cel. Przekroczyć równik i wrócić do domu.
Relacja autora różni się nieco od masowej sprawozdawczości młodych globtrotterów, którym wystarczy dwudziestokilogramowy plecak i niekończący się zapas entuzjazmu. Jak wielu innych, Kotlarski ruszył z niewielkim budżetem, raz jeszcze dowodząc, że można. Że nie trzeba wielkich nakładów, by przeżyć przygodę życia i nauczyć się świata. Że świat jest życzliwy i zawsze znajdzie się ktoś, kto zatrzyma się przy samotniku z plecakiem. Lub weźmie na pokład, jak dzieje się to w przypadku mało jeszcze znanej w Polsce metody jachtostopu. Autora różni od pozostałej większości piszących, że nie tylko sama droga jest celem, ale ważna jest refleksja, która budzi się w jego umyśle. Refleksja dotycząca ludzi, kultur, różnorodności cywilizacyjnej. Szczególnie cenne są opisy zachowań ludzi, z którymi młody Polak zetknął się w drodze: Mongołów, Laotańczyków, Birmańczyków, Tajów, tak bardzo innych, a jednocześnie tak bliskich i nam podobnych. Książka warta rekomendacji, dla wszystkich, którzy marzą o dalekich podróżach, ale brakuje im jeszcze odwagi, by dokonać pierwszego kroku. Dodatkową zachętą do podjęcia decyzji, która może zmienić życie, są dziesiątki kolorowych zdjęć, które autor wykonał podczas podróży, a także wyodrębnione podsumowania pobytu w danym kraju.
Droga na indonezyjską wyspę, która zajęła wędrowcowi osiem miesięcy, wiodła przez Rosję, Mongolię i Chiny, prowadziła go drogami Laosu, Kambodży, Tajlandii i Birmy, by przez Malezję i Singapur osiągnąć cel. Przekroczyć równik i wrócić do domu.
Relacja autora różni się nieco od masowej sprawozdawczości młodych globtrotterów, którym wystarczy dwudziestokilogramowy plecak i niekończący się zapas entuzjazmu. Jak wielu innych, Kotlarski ruszył z niewielkim budżetem, raz jeszcze dowodząc, że można. Że nie trzeba wielkich nakładów, by przeżyć przygodę życia i nauczyć się świata. Że świat jest życzliwy i zawsze znajdzie się ktoś, kto zatrzyma się przy samotniku z plecakiem. Lub weźmie na pokład, jak dzieje się to w przypadku mało jeszcze znanej w Polsce metody jachtostopu. Autora różni od pozostałej większości piszących, że nie tylko sama droga jest celem, ale ważna jest refleksja, która budzi się w jego umyśle. Refleksja dotycząca ludzi, kultur, różnorodności cywilizacyjnej. Szczególnie cenne są opisy zachowań ludzi, z którymi młody Polak zetknął się w drodze: Mongołów, Laotańczyków, Birmańczyków, Tajów, tak bardzo innych, a jednocześnie tak bliskich i nam podobnych. Książka warta rekomendacji, dla wszystkich, którzy marzą o dalekich podróżach, ale brakuje im jeszcze odwagi, by dokonać pierwszego kroku. Dodatkową zachętą do podjęcia decyzji, która może zmienić życie, są dziesiątki kolorowych zdjęć, które autor wykonał podczas podróży, a także wyodrębnione podsumowania pobytu w danym kraju.
Tygodnik Angora Ł.Azik; 2016-06-26
Podniebny lot
„ – Nie chcę, byś się mnie bała – powiedział łamiącym się głosem. – Chcę, żebyś bywała spłoszona, zaniepokojona, żebyś mi się poddawała, ale nie chcę, żebyś naprawdę się bała. Chcę, żebyś mi ufała.
Spojrzałam na niego zagubiona.
- Przepraszam.”
Literatura erotyczna z impetem wkroczyła na polski rynek wydawniczy i już na nim pozostała. Przegadana, podziwiana, bulwersująca, angażująca, z płytką fabułą, a jednak wciąż chętnie po nią sięgamy. Dlaczego? Ponieważ lubimy książki o miłości, a miłość skąpaną w namiętności i pożądaniu lubimy jeszcze bardziej. W kręgu autorek tegoż gatunku zawitała R.K. Lilley, częstując czytelniczki serią W przestworzach otwieraną przez pierwszy tom – „Podniebny lot”. Czy książka potrafi pobudzić zmysły? Czy serwuje coś więcej prócz odważnych i pikantnych scen?
Bianca wie, że to nie będzie zwykły lot. Wie to od chwili, kiedy na pokładzie obsługiwanego przez nią samolotu pojawia się on – James Cavendish. Na co dzień stroniąca od kontaktów z płcią przeciwną stewardessa, pomimo nieprzeciętnej urody, długich nóg i pięknych blond włosów, nie daje się sprowokować potrafiąc krótko zbyć każdego potencjalnego kandydata stającego na jej drodze. Ale nie teraz, bo kiedy w grę wchodzi pan Cavendish wszystkie zasady i postanowienia nikną.
Pan Cavendish, Pan Uparty, Pan Dominujący, Pan Nienasycony i Pan Władczy potrafi dążyć do wyznaczonego celu i chociaż Bianca próbuje stawiać opór, bogaty milioner nie zamierza rezygnować. Zabiera ją w świat pozbawiony granic, do rzeczywistości, w której przyjemność i oddanie niejedno mają oblicze.
Główną bohaterką powieści jest Bianca, młoda i ambitna stewardessa, pozbawiona wsparcia rodziny, której niestety nie ma. Prócz przyjaciela Stephana, który już dawno zadeklarował jej swoją odmienną orientację, dziewczyna nie dopuszcza do siebie żadnych mężczyzn, nawet tych, których twarze zdobią pierwsze strony gazet.
Niemniej istotną rolę ogrywa tutaj jednak James Cavendish, bogaty, dobrze zbudowany, zdeterminowany przystojniak o turkusowym spojrzeniu. To na jego widok miękną kolana Bianki i dobrze, bo wszystko wskazuje na to, że mężczyzna obrał ją sobie za cel. Wzbudzający szacunek, ale i lęk, potężny, władczy, nieustępliwy. James jest tym, z którym się nie igra, ale też tym, który odkryje swoje wnętrze na nowo. Przyznam, że to właśnie jego postać przypadła mi do gustu bardziej. W tej swojej aurze mroku James zawsze pozostaje sobą, inaczej aniżeli w przypadku nieco niespójnej Bianki. I tak, jak do kreacji głównej bohaterki mam jakieś zastrzeżenia, tak Pan Dominujący zdominował i mnie.
Akcja powieści w dużej mierze kręci się wokół samolotów czy lotniska, wszak główna bohaterka zarabia dzięki pracy na pokładzie latających maszyn. Autorka w bardzo wiarygodny sposób odwzorowała świat i funkcjonowanie pochłoniętych obowiązkami stewardess, a jako że sama wykonywała kiedyś ten zawód, poczęstowała czytelnika częścią własnego życia.
„Podniebny lot” to bez dwóch zdań literatura erotyczna oparta na podobnym schemacie co słynny Grey. Jest władczy milioner wprowadzający niedoświadczoną dziewczynę w świat wyzbyty wstydu, są demony przeszłości i jest BDSM, z tym, że zabawy bohaterów tej książki zdają się bardziej przypominać perwersyjną relację, aniżeli było to w przypadku Christiana i Any.
Jeżeli spodziewacie się romantyzmu bądź też czekacie na jakieś rozbudowane, poboczne wątki, możecie się rozczarować. W centrum fabuły staje tutaj bowiem łóżko i to na szalejące ciała bohaterów pada zwykle światło reflektorów. A widać, że autorka wie na ten temat naprawdę sporo. Jeśli więc szukacie historii mocno naznaczonej pikanterią, takiej, w której nie ma miejsca na wstyd czy zażenowanie, to jest właśnie to.
Pierwszy tom serii W przestworzach okazał się poprawnie napisaną, relaksującą, aczkolwiek płytką historią skupioną wyłącznie na cielesnej relacji. Tak, jak pierwsza połowa książki była nieco mdła i trochę przybiła mnie szybko rozegranym, istotnym momentem poznania bohaterów, tak też druga wciągnęła mnie o wiele bardziej, częstując dodatkowo intrygującym fragmentem, który z pewnością pozytywnie mnie zaskoczył.Myślę, że dla osób poszukujących książki mocno skoncentrowanej na seksie, takiej, w której wyraziste i czerwieniące policzki opisy wychodzą naprzeciw czytelniczkom autentycznie rozgrzewając, to będzie strzał w dziesiątkę. Poprawny styl i brak powtórzeń z pewnością zachęcą tych, którzy po Greyu mają dosyć rażącej w oczy prostoty. Niemniej jednak jeżeli liczycie na fabułę wykraczającą poza sferę seksualną, możecie nie zakończyć tej przygody z zadowoloną miną.Wam pozostawiam wybór sięgnięcia po tę książkę, bo przecież każdy z Was wie, czego szuka.
http://ktoczytaksiazki-zyjepodwojnie.blogspot.com/ WERKA777; 2016-06-26
W sercu jogi. Ćwiczenia dla ciała i ducha
Joga stała się w ostatnich dziesięcioleciach tak popularnym zajęciem, że zajmuje równorzędne miejsce wśród różnego typu zajęć na siłowniach i centrach fitness. Przestaliśmy już dawno dostrzegać jej mistyczny tak naprawdę charakter. Joga nie jest jedynie zestawem ćwiczeń, mających polepszać kondycję i wysmuklać sylwetkę (choć tak z pewnością działa), ale przede wszystkim to głęboka filozofia, której nie można pomijać, ograniczając „uprawianie” jogi do wykonywania kolejnych asan.
Śri T. Krishnamacharaya jest ojcem duchowym i biologicznym autora książki W sercu jogi. To kolejna publikacja, ukazująca, czym tak naprawę jest joga. Krishnamacharaya żył ponad sto lat, do końca zachowując wyjątkowo dobrą kondycję, wiedzę o jodze przekazał swojemu synowi, który dzieli się nią teraz ze swoimi czytelnikami. Co prawda samo przeczytanie książki o jodze nie zastąpi ćwiczeń pod czujnym okiem nauczyciela, ale na pewno pomoże zgłębić jej duchowy aspekt.
Joga to jeden z sześciu podstawowych indyjskich systemów filozoficznych. Jednym z jej aspektów jest takie zachowanie, w którym cała nasza uwaga skupia się na tej właśnie aktywności, w którą jesteśmy właśnie zaangażowani. Joga łączy to, co rozdzielone, pozwala połączyć się z bóstwem. Jak zwraca uwagę autor – nie ma znaczenia, z którym – może to być Bóg, Allah czy ktokolwiek inny. Tu otwiera się zatem droga dla wyznawców innych wyznań. Jest to zgodne z „polityką religijną” Hindusów, polegającą na upowszechnianiu swojej filozofii w innych doktrynach religijnych pod powierzchnią niewinnych praktyk.
Jogę można rozpocząć w dowolnym momencie i od dowolnego jej aspektu. Mogą to więc być ćwiczenia fizyczne, ale także studiowanie tekstu Jogasutr, medytacji czy pranajamy, czyli świadomego, ukierunkowanego oddychania. Autor podkreśla, że joga jest dla każdego. Nie trzeba zmieniać swojego życia, obyczajów, nie trzeba na przykład rzucać palenia, by praktykować jogę. Gdy jednak już zaczynamy praktykować jogę, z czasem okazuje się, że zaczyna ona obejmować wszystkie aspekty życia - niezależnie od tego, czy punktem wyjścia są asany, pranajama, medytacja, czy studiowanie Jogasutr. Tak naprawdę bez tych wszystkich elementów nie jest to możliwe, z czasem adept jogi musi podejmować nowe wyzwania, by poszerzać swoją świadomość. Od „niewinnych” ćwiczeń fizycznych prędzej czy później przejdzie do czytania hinduskich tekstów w sanskrycie.
Książka ukazuje podstawy praktyki jogi, a wzbogacona jest fotografiami przedstawiającymi półnagiego, niemłodego już guru, który pokazuje na swoim przykładzie poszczególne pozycje. Niektóre z nich, trzeba przyznać, są dosyć karkołomne i nie wyglądają specjalnie zachęcająco pod względem estetycznym. Może jednak budzić podziw, że osoba w tak słusznym wieku jest w stanie przyjąć niektóre spośród pozycji.
Autor nie pozostaje gołosłownym i po serii zachęcających ćwiczeń fizycznych faktycznie raczy czytelnika zestawem Jogasutr Patańdźalego. Są to niemożliwe do wymówienia fragmenty tekstów wraz z komentarzami w stylu: Jeżeli ktoś obierze odpowiednie środki pozwalające uspokoić umysł i będzie praktykować takie działania, przeciwności nie będą mogły zakorzenić się niezależnie od swojego pochodzenia. Albo: pracchardabaviharabhyam va pranasya. Czyli: jeśli nas spotka coś złego, powinniśmy praktykować przedłużony oddech. To pomoże.
Swoją drogą - ciekawe, jak reagują Hindusi, wyznawcy na przykład Kriszny, gdy czytają książki o tym, by odmawiać różaniec i odprawiać pierwsze piątki miesiąca. To w końcu również zapewnia spokój ducha.
Śri T. Krishnamacharaya jest ojcem duchowym i biologicznym autora książki W sercu jogi. To kolejna publikacja, ukazująca, czym tak naprawę jest joga. Krishnamacharaya żył ponad sto lat, do końca zachowując wyjątkowo dobrą kondycję, wiedzę o jodze przekazał swojemu synowi, który dzieli się nią teraz ze swoimi czytelnikami. Co prawda samo przeczytanie książki o jodze nie zastąpi ćwiczeń pod czujnym okiem nauczyciela, ale na pewno pomoże zgłębić jej duchowy aspekt.
Joga to jeden z sześciu podstawowych indyjskich systemów filozoficznych. Jednym z jej aspektów jest takie zachowanie, w którym cała nasza uwaga skupia się na tej właśnie aktywności, w którą jesteśmy właśnie zaangażowani. Joga łączy to, co rozdzielone, pozwala połączyć się z bóstwem. Jak zwraca uwagę autor – nie ma znaczenia, z którym – może to być Bóg, Allah czy ktokolwiek inny. Tu otwiera się zatem droga dla wyznawców innych wyznań. Jest to zgodne z „polityką religijną” Hindusów, polegającą na upowszechnianiu swojej filozofii w innych doktrynach religijnych pod powierzchnią niewinnych praktyk.
Jogę można rozpocząć w dowolnym momencie i od dowolnego jej aspektu. Mogą to więc być ćwiczenia fizyczne, ale także studiowanie tekstu Jogasutr, medytacji czy pranajamy, czyli świadomego, ukierunkowanego oddychania. Autor podkreśla, że joga jest dla każdego. Nie trzeba zmieniać swojego życia, obyczajów, nie trzeba na przykład rzucać palenia, by praktykować jogę. Gdy jednak już zaczynamy praktykować jogę, z czasem okazuje się, że zaczyna ona obejmować wszystkie aspekty życia - niezależnie od tego, czy punktem wyjścia są asany, pranajama, medytacja, czy studiowanie Jogasutr. Tak naprawdę bez tych wszystkich elementów nie jest to możliwe, z czasem adept jogi musi podejmować nowe wyzwania, by poszerzać swoją świadomość. Od „niewinnych” ćwiczeń fizycznych prędzej czy później przejdzie do czytania hinduskich tekstów w sanskrycie.
Książka ukazuje podstawy praktyki jogi, a wzbogacona jest fotografiami przedstawiającymi półnagiego, niemłodego już guru, który pokazuje na swoim przykładzie poszczególne pozycje. Niektóre z nich, trzeba przyznać, są dosyć karkołomne i nie wyglądają specjalnie zachęcająco pod względem estetycznym. Może jednak budzić podziw, że osoba w tak słusznym wieku jest w stanie przyjąć niektóre spośród pozycji.
Autor nie pozostaje gołosłownym i po serii zachęcających ćwiczeń fizycznych faktycznie raczy czytelnika zestawem Jogasutr Patańdźalego. Są to niemożliwe do wymówienia fragmenty tekstów wraz z komentarzami w stylu: Jeżeli ktoś obierze odpowiednie środki pozwalające uspokoić umysł i będzie praktykować takie działania, przeciwności nie będą mogły zakorzenić się niezależnie od swojego pochodzenia. Albo: pracchardabaviharabhyam va pranasya. Czyli: jeśli nas spotka coś złego, powinniśmy praktykować przedłużony oddech. To pomoże.
Swoją drogą - ciekawe, jak reagują Hindusi, wyznawcy na przykład Kriszny, gdy czytają książki o tym, by odmawiać różaniec i odprawiać pierwsze piątki miesiąca. To w końcu również zapewnia spokój ducha.
granice.pl Katarzyna Krzan
Calder. Narodziny odwagi
Miłość nie jest czymś, co da się przewidzieć. Nigdy nie wiadomo, czego zapragnie nasze serce. To najbardziej irracjonalna rzecz na świecie, a zarazem krucha i jednocześnie silna jak najtrwalsze więzy. Jest marzeniem każdego człowieka. A czasami potrafi przekroczyć nawet najśmielsze wyobrażenia...
Calder żyje w społeczeństwie, które ślepo wierzy w nowy świat nazwany Elizjum. Tam praca i dążenie do "bycia czystym" są na porządku dziennym. Jednak gdy chłopak po raz pierwszy zobaczył Eden, zrodziły się w nim uczucia, które nigdy nie miały nawet prawa istnieć. Zwłaszcza, że dziewczyna ma zostać żoną ich przywódcy. Jednak nie tylko on ukrywa swoje uczucia. Eden także ma swoje zakazane marzenia... Czy oboje zadecydują walczyć o swoją przyszłość? Czy będą w stanie sprzeciwić się losowi?
„Ten świat jest pełen miłości, nawet w najbardziej zadziwiających miejscach”.
„Ten świat jest pełen miłości, nawet w najbardziej zadziwiających miejscach”.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy podczas czytania tej książki to przynależność bohaterów do pewnej sekty, wierzącej w nowy świat po wielkiej powodzi. Rzeczywistość, w jakiej im wszystkim przyszło żyć skojarzyła mi się nieco z warunkami ludzi w zamierzchłych czasach – bez prądu, bieżącej wody i nowinek technicznych. Wszystko składało się do pracy na roli i głębokiej wiary w Elizjum. Zafascynował mnie ten motyw ze względu na to, że nigdy wcześniej nie miałam okazji czytać książki, w której sekta był jednym z najistotniejszych elementów.
Bohaterowie byli całkiem dobrze wykreowani. O dziwo, najwięcej emocji wywoływała u mnie postać Hektora. Ale nie były to pozytywne uczucia. Ten mężczyzna był traktowany jak guru i uwielbiany przez członków jego społeczności za swądobroć i poświęcenie. Mało kto zauważał jego mroczną stronę, która dosyć często dawała o sobie znać.
Jeśli chodzi o parę głównych bohaterów, to oboje zyskali moją sympatię, ale w mniejszym stopniu niż Xander, który zyskał w moich oczach dzięki swojemu interesującemu charakterowi. Zarówno Calder, jak i Eden momentami mnie irytowali. Szczególnie ten pierwszy, gdyż dosyć często działał irracjonalnie, a jego decyzje potrafiły pogorszyć sytuację obojga.
„Trzeba krok po kroku sprostać wyzwaniom, by osiągnąć szczęście. Choć może dzięki temu szczęście ma jeszcze słodszy smak? Jeśli dałoby się po prostu pominąć wszystkie trudne aspekty życia, te dobre zostałyby odarte z emocji, stałyby się nudne”.
„Trzeba krok po kroku sprostać wyzwaniom, by osiągnąć szczęście. Choć może dzięki temu szczęście ma jeszcze słodszy smak? Jeśli dałoby się po prostu pominąć wszystkie trudne aspekty życia, te dobre zostałyby odarte z emocji, stałyby się nudne”.
Wątek romantyczny był jedną z najważniejszych części tej historii. Uczucia łączące Eden i Caldera mogłabym określić mianem dzikiej miłości, zważywszy na sytuację, w jakiej się znaleźli i otoczenie sekty. Tak naprawdę to nic nigdy nie powinno się między nimi wydarzyć. Ich relacja była zakazana i z pewnością nie zyskałaby aprobaty społeczności. Jednak miłość i marzenia połączone razem mają naprawdę ogromną moc i z zaciekawieniem obserwowałam ich wzloty i upadki.
Podsumowując, Calder. Narodziny odwagi to miłości i zuchwałym dążeniu do spełnienia marzeń w rzeczywistości, w której życiem bohaterów rządził przywódca sekty. Nie brakuje w niej walki o lepszą przyszłość, czy zakazanych uczuć, które nigdy nie powinny się pojawić. Nie jest to może żadne arcydzieło, ale śmiało mogę powiedzieć, że miło wspominam swoje pierwsze spotkanie z twórczością Mii Sheridan. To książka w szczególności dla fanów romansów, ale nie tylko. Mam nadzieję, że kolejny tom okaże się lepszy.
„Ale jak sądzę, jeśli się kogoś kocha, to przymyka się oko na wszystkie jego wady, nawet te najgłośniejsze”.
„Ale jak sądzę, jeśli się kogoś kocha, to przymyka się oko na wszystkie jego wady, nawet te najgłośniejsze”.
http://zagubiona-wslowach.blogspot.com/ CLAUDIA ANN; 2016-06-24