Recenzje
Calder. Narodziny odwagi
Mieszkańcy Akadii są całkowicie odcięci od świata oraz od wszelkiego rodzaju nowoczesnych maszyn, takich jak pralka czy telefon komórkowy. Wszyscy tworzą jedną wielką wspólnotę, która wzajemnie się wspiera oraz pomaga sobie w trudnych chwilach. Każdy może znaleźć w tym miejscu schronienie oraz nadać na nowo swojemu życiu jakiś sens. Wszyscy oni tworzą apokaliptyczną sektę, której przywódcą jest niezwykle charyzmatyczny oraz nieustępliwy Hector. To on jest dla wszystkich duchowym przywódcą i w ostatecznym momencie ma wszystkich poprowadzić do raju.Jednak czy jego przepowiednie naprawdę się spełnią? Czy życie we wspólnocie jest rzeczywiście takie sielankowe oraz szczęśliwe?
„To był pierwszy powiew wolności, jakiego doznałam od pięciu lat.”
Calder urodził się już w Akadii i od kiedy tylko pamięta, dobro wspólnoty było dla niego zawsze najważniejszym celem. Nigdy nie złamał żadnego zakazu i starał się jak najlepiej spełniać wszystkie swoje obowiązki. W życiu chłopaka ogromną rolę odgrywa jego rodzina, a szczególnie jego starsza siostra, której stan zdrowia coraz bardziej się pogarsza.W wieku dziesięciu lat Calder po raz pierwszy spotkał ośmioletnią Eden, która miała zostać w przyszłości żoną Hectora. To spotkanie już na zawsze zmieniło życie chłopaka, któremu z każdym następnym dniem coraz bardziej zależało na dziewczynie. Jak wiele Calder będzie w stanie poświęcić, żeby widywać się z dziewczyną? Czy jest w stanie zaryzykować swoje życie dla łączącego ich uczucia?
„ – Pragnąłem cię od tak dawna. Tak długo. Każdą świadomą chwilę. I w snach. Pragnę w ciebie zapaść, utonąć w tobie i nigdy się nie wynurzać. Pragnę, abyś była moja i tylko moja.”
Eden nie pamięta wiele ze swojej przeszłości. W wieku ośmiu lat została sprowadzona do Akadii i od tamtego czasu każdego dnia przygotowuje się do roli, którą ma w przyszłości odegrać. Dziewczyna ma poślubić Hectora, którego jednak nie darzy żadnym głębszym uczuciem. Spotkanie Caldera zmieniło w jej życiu wszystko oraz spowodowało, że wszystko jeszcze bardziej się skomplikowało. Z każdym następnym dniem łączące ich uczucie nabiera głębi i oboje czekają tylko na moment, w którym będą mogli się spotkać. Jednak gdyby ktoś dowiedział się o ich bliskich relacjach, to oboje mieliby poważne kłopoty. Czy Eden oraz Calder znajdą w sobie odwagę, żeby walczyć o ich miłość? Jak skończy się ich historia?
„ – Calder był dobrocią – czystą, nieskrywaną dobrocią. Emanował nią. Nie sposób było nie pragnąć utonąć w tym pięknie… czułam, że z chęcią mogłabym opleść jego kości i wdychać jego skórę. Przerażało mnie to i zarazem dawało ukojenie.”
Mia Sheridan zrobiła na mnie ogromne wrażenie, kiedy czytałam „Archer’s voice” (polskie „Bez słów”). Już wtedy wiedziałam, że na pewno sięgnę po inne napisane przez nią pozycje. Opis „Calder. Nardodziny odwagi” był niezwykle intrygujący i byłam ogromnie ciekawa, jak wątek sekty zostanie rozwinięty. To, co autorka zaserwowała swoim czytelnikom całkowicie przebija wszystko, co dotąd czytałam. Już samo miejsce akcji robi ogromne wrażenie i z całą pewnością jest zupełnie inne, niż w większości książek. Bohaterowie są niezwykle dobrze nakreśleni i z każdą następną stroną czytelnik coraz bardziej się do nich przywiązuje. To, co najbardziej mnie zachwyciło, to klimat tej książki, który przenosi nas do zupełnie innego świata.
Autorka ma niezwykle lekki styl pisania i potrafi zaciekawić oraz zaskoczyć czytelnika. Mimo iż akcja powoli nabiera tempa, to i tak już od pierwszy stron czytelnik poznaje losy bohaterów z zapartym tchem. Zakończenie całkowicie mnie rozbiło i już nie mogę się doczekać, żeby móc poznać dalsze wydarzenia. Naprawdę nie spodziewałam się, że ta książka zrobi na mnie tak duże wrażenie. Autorka w pełni zasługuje na słowa uznania i z całą pewnością sięgnę niedługo po jej inne książki. Jeśli jeszcze nie poznaliście historii Caldera oraz Eden, to naprawdę gorąco Was do tego zachęcam. Ta książka z całą pewnością Was nie zawiedzie!
„To był pierwszy powiew wolności, jakiego doznałam od pięciu lat.”
Calder urodził się już w Akadii i od kiedy tylko pamięta, dobro wspólnoty było dla niego zawsze najważniejszym celem. Nigdy nie złamał żadnego zakazu i starał się jak najlepiej spełniać wszystkie swoje obowiązki. W życiu chłopaka ogromną rolę odgrywa jego rodzina, a szczególnie jego starsza siostra, której stan zdrowia coraz bardziej się pogarsza.W wieku dziesięciu lat Calder po raz pierwszy spotkał ośmioletnią Eden, która miała zostać w przyszłości żoną Hectora. To spotkanie już na zawsze zmieniło życie chłopaka, któremu z każdym następnym dniem coraz bardziej zależało na dziewczynie. Jak wiele Calder będzie w stanie poświęcić, żeby widywać się z dziewczyną? Czy jest w stanie zaryzykować swoje życie dla łączącego ich uczucia?
„ – Pragnąłem cię od tak dawna. Tak długo. Każdą świadomą chwilę. I w snach. Pragnę w ciebie zapaść, utonąć w tobie i nigdy się nie wynurzać. Pragnę, abyś była moja i tylko moja.”
Eden nie pamięta wiele ze swojej przeszłości. W wieku ośmiu lat została sprowadzona do Akadii i od tamtego czasu każdego dnia przygotowuje się do roli, którą ma w przyszłości odegrać. Dziewczyna ma poślubić Hectora, którego jednak nie darzy żadnym głębszym uczuciem. Spotkanie Caldera zmieniło w jej życiu wszystko oraz spowodowało, że wszystko jeszcze bardziej się skomplikowało. Z każdym następnym dniem łączące ich uczucie nabiera głębi i oboje czekają tylko na moment, w którym będą mogli się spotkać. Jednak gdyby ktoś dowiedział się o ich bliskich relacjach, to oboje mieliby poważne kłopoty. Czy Eden oraz Calder znajdą w sobie odwagę, żeby walczyć o ich miłość? Jak skończy się ich historia?
„ – Calder był dobrocią – czystą, nieskrywaną dobrocią. Emanował nią. Nie sposób było nie pragnąć utonąć w tym pięknie… czułam, że z chęcią mogłabym opleść jego kości i wdychać jego skórę. Przerażało mnie to i zarazem dawało ukojenie.”
Mia Sheridan zrobiła na mnie ogromne wrażenie, kiedy czytałam „Archer’s voice” (polskie „Bez słów”). Już wtedy wiedziałam, że na pewno sięgnę po inne napisane przez nią pozycje. Opis „Calder. Nardodziny odwagi” był niezwykle intrygujący i byłam ogromnie ciekawa, jak wątek sekty zostanie rozwinięty. To, co autorka zaserwowała swoim czytelnikom całkowicie przebija wszystko, co dotąd czytałam. Już samo miejsce akcji robi ogromne wrażenie i z całą pewnością jest zupełnie inne, niż w większości książek. Bohaterowie są niezwykle dobrze nakreśleni i z każdą następną stroną czytelnik coraz bardziej się do nich przywiązuje. To, co najbardziej mnie zachwyciło, to klimat tej książki, który przenosi nas do zupełnie innego świata.
Autorka ma niezwykle lekki styl pisania i potrafi zaciekawić oraz zaskoczyć czytelnika. Mimo iż akcja powoli nabiera tempa, to i tak już od pierwszy stron czytelnik poznaje losy bohaterów z zapartym tchem. Zakończenie całkowicie mnie rozbiło i już nie mogę się doczekać, żeby móc poznać dalsze wydarzenia. Naprawdę nie spodziewałam się, że ta książka zrobi na mnie tak duże wrażenie. Autorka w pełni zasługuje na słowa uznania i z całą pewnością sięgnę niedługo po jej inne książki. Jeśli jeszcze nie poznaliście historii Caldera oraz Eden, to naprawdę gorąco Was do tego zachęcam. Ta książka z całą pewnością Was nie zawiedzie!
addictedtobooks.blog.pl
Calder. Narodziny odwagi
Z twórczością Mii Sheridan spotykam się po raz pierwszy. Do tej pory nie miałam okazji czytać jej książek. Jednak ostatnio głośno było o „Bez słów”, więc postanowiłam, że kiedyś przeczytam. A dzisiaj jestem po lekturze „ Calder. Narodziny odwagi” i wiem, że na pewno sięgnę po inne książki tej autorki.
Calder wychowuje się w społeczności, która izoluje się od świata i tworzy grupę lepszą od innych (w swoim mniemaniu). Pewnego dnia pojawia się Eden. Ma poślubić przywódcę sekty, ale także zwiastuje wielką powódź, która ma przenieść ich do Elizjum. Jednak obydwoje nie zgadzają się na zastaną rzeczywistość. Postanawiają walczyć.
Autorka w książce porusza bardzo ważne tematy. Po pierwsze – sekta. Ukazana została tutaj społeczność bezgranicznie i ślepo zapatrzona w guru, który mami ich obietnicami życia w lepszym świecie, wykonująca jego polecenia, zupełnie omamiona. Samolubna, egoistyczna, zapatrzona w siebie, krzywdząca nawet własne dzieci dla dobra przywódcy. Tak naprawdę to banda niewolników, która nie ma własnego zdania. Akcja rozgrywa się w specyficznym świecie – bez dostępu do udogodnień i jakichkolwiek przyjemności. Bo to, co jest poza Arkadią jest grzeszne i szatańskie. Po drugie miłość. Calder i Eden poznają się w dzieciństwie. A ich uczucie rozwija się wraz z nimi i dorastaniem. Więź, która ich łączy jest bardzo silna i prawdziwa, która pokona każde zło. Momentami byłam wzruszona, że aż tak bardzo można kochać. Natomiast zakończenie złamało mi troszkę serce, ale już nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po drugi tom.
"Calder. Narodziny odwagi" to książka o marzeniach, o które należy walczyć i nigdy się nie poddawać, o walce, jaką musimy stoczyć, aby być szczęśliwym, o prawdziwej przyjaźni, o odpowiedzialności, strachu, trosce. O tym, że miłość pokona wszystko, a zło zostanie ukarane.
Bardzo podoba mi się również dwutorowe prowadzenie narracji. Widzimy świat z perspektywy Caldera – robotnika, podwładnego, niewolnika oraz Eden – przyszłej królowej, boginki.
Książkę przeczytałam z wypiekami na twarzy. Uważam, że spodoba się zarówno młodszym, jak i starszym czytelniczkom. Do tego ta okładka… Jestem zachwycona.
Serdecznie polecam!
Calder wychowuje się w społeczności, która izoluje się od świata i tworzy grupę lepszą od innych (w swoim mniemaniu). Pewnego dnia pojawia się Eden. Ma poślubić przywódcę sekty, ale także zwiastuje wielką powódź, która ma przenieść ich do Elizjum. Jednak obydwoje nie zgadzają się na zastaną rzeczywistość. Postanawiają walczyć.
Autorka w książce porusza bardzo ważne tematy. Po pierwsze – sekta. Ukazana została tutaj społeczność bezgranicznie i ślepo zapatrzona w guru, który mami ich obietnicami życia w lepszym świecie, wykonująca jego polecenia, zupełnie omamiona. Samolubna, egoistyczna, zapatrzona w siebie, krzywdząca nawet własne dzieci dla dobra przywódcy. Tak naprawdę to banda niewolników, która nie ma własnego zdania. Akcja rozgrywa się w specyficznym świecie – bez dostępu do udogodnień i jakichkolwiek przyjemności. Bo to, co jest poza Arkadią jest grzeszne i szatańskie. Po drugie miłość. Calder i Eden poznają się w dzieciństwie. A ich uczucie rozwija się wraz z nimi i dorastaniem. Więź, która ich łączy jest bardzo silna i prawdziwa, która pokona każde zło. Momentami byłam wzruszona, że aż tak bardzo można kochać. Natomiast zakończenie złamało mi troszkę serce, ale już nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po drugi tom.
"Calder. Narodziny odwagi" to książka o marzeniach, o które należy walczyć i nigdy się nie poddawać, o walce, jaką musimy stoczyć, aby być szczęśliwym, o prawdziwej przyjaźni, o odpowiedzialności, strachu, trosce. O tym, że miłość pokona wszystko, a zło zostanie ukarane.
Bardzo podoba mi się również dwutorowe prowadzenie narracji. Widzimy świat z perspektywy Caldera – robotnika, podwładnego, niewolnika oraz Eden – przyszłej królowej, boginki.
Książkę przeczytałam z wypiekami na twarzy. Uważam, że spodoba się zarówno młodszym, jak i starszym czytelniczkom. Do tego ta okładka… Jestem zachwycona.
Serdecznie polecam!
reading-mylove.blogspot.com
Niewolnica ISIS
Jazydzi to dosyć tajemniczy kurdyjski lud, zamieszkujący pogranicza Iranu, Iraku, Turcji i Syrii. Ich największe skupisko to wioseczki w pobliżu Mosulu. Religia jazydów jest odmienna od chrześcijaństwa, sunnickiego islamu, czy nawet islamu szyickiego, z którym wyznawcom jazydyzmu jest najbardziej po drodze, choć nie do końca. Niektórzy religioznawcy lokują jazydyzm gdzieś między szyizmem, a zaratusztrianizmem. Pobożny jazyd wierzy, że Bóg zadziałał na początku – stworzył świat, by potem przekazać go w „zarządzanie” aniołom. Jeden z nich -Anioł-Paw – zbuntował się i trafił za to do piekieł. Skruszony, błagał o zmiłowanie, i wiecie co? Bóg mu wybaczył, przywrócił go do swojej chwały, a piekło przestało istnieć. Aniołowie nadal opiekują się światem, Bóg nadal się nim nie interesuje, ale potrzebuje ludzkiej pomocy w walce ze złem. Dlatego Jazydzi dążą do doskonałości. Dlatego wyrzekają się przemocy. Dlatego są idealnymi ofiarami dla wyznawców innej, bardziej wojowniczej religii. Islamu.
Relacja między muzułmańską większością i jazydzką mniejszością przypomina mi nieco sytuację z przedwojennej Europy, gdzie dominujący chrześcijanie raz na jakiś czas, sprowokowani a to epidemią, a to głodem, a to sytuacją polityczną, urządzali pogromy swoim żydowskim sąsiadom. Na Bliskim Wschodzie od wieków to samo dotyka jazydów. W pamięci ich społeczności wciąż żywa jest wiedza o siedemdziesięciu dwóch pogromach. Ten, który na naszych oczach funduje jazydom Daesz, jest siedemdziesiąty trzeci.
Jazydów, tych czcicieli szatana, gorszych od szyitów, gorszych nawet od chrześcijan, należy usunąć z terenu przyszłego kalifatu. Wygnać, a jeszcze lepiej: mężczyzn zabić, kobiety i dzieci wykorzystać. Chłopców wychować na przyszłych fanatycznych żołnierzy wojującego sunnizmu, dziewczynki… No cóż. Wiadomo, po co Bóg stworzył kobietę, prawda? Kobiecie przynależna jest rola służącej, seksualnej niewolnicy i inkubatora. Matki przyszłych samobójczych wojowników dżihadu. Ile jest warta taka kobieta? Tyle, ile zechcesz za nią zapłacić.
Nihil novi sub sole
Dżinan, bohaterka i narratorka książki pt. „Niewolnica ISIS” ma wiele szczęścia. Została co prawda porwana, została sprzedana, mało brakowało, by umarła z powodu niewyleczonego zapalenia nerek, ale w niewoli udało jej się uniknąć hańby (jazydzi, podobnie jak muzułmanie, traktują zgwałconą kobietę jak zhańbioną, wykluczając ją ze społeczności), zaś po trzech miesiącach uciekła z niewoli i odnalazła bliskich. O tym, co ją spotkało, zdecydowała się opowiedzieć Thierry’emu Oberlé, który spisał jej wspomnienia i wydał je w formie książki.
Czy warto sięgnąć po tę lekturę? Moim zdaniem wręcz należy. Nie dla walorów literackich, choć losy Dżinan zostały nakreślone sprawnym piórem, ale raczej dla samej historii. Mamy oto zwyczajnych, niemieszających się do wielkiej polityki ludzi, biednych, skromnych, starających się nikomu nie wadzić (jazydzi przez wieki nauczyli się być „niewidzialni”), którzy jednak samym swoim istnieniem drażnią innych ludzi. Są (oczywiście!) odczłowieczani, przypisuje się im (oczywiście!) diabelskie cechy, uznaje się ich (oczywiście!) za niegodnych życia na ziemi. Czyni się z nich towar, współczesnych niewolników, o których nie dba się za bardzo, bo łatwo zdobyty, niewolnik jest tani, zastępowalny, a przede wszystkim, nie budzi żadnych pozytywnych uczuć. Można z nim zrobić, co tylko się chce. Na chwałę Allaha, choć moim zdaniem żaden Bóg ani Prorok nie ma z tym nic wspólnego. Mechanizm odczłowieczania jednych ludzi i „nadczłowieczania” ich kosztem innych ludzi jest bardzo zwyczajny. Bardzo właściwy wyprostowanej nagiej małpie. Religia, rasa, narodowość, poglądy polityczne są dla wściekłej nagiej małpy tylko pretekstem do tego, by bezkarnie grabić, mordować, gwałcić, a potem jeszcze bezczelnie oczekiwać za to nagrody w zaświatach.
Przeczytajcie relację Dżinan. Przeczytajcie, by sobie uświadomić, że te okropieństwa dzieją się nie za siedmioma górami i za siedmioma lasami, dawno, dawno temu. One mają miejsce tu i teraz. Tuż za granicą naszego świata. I wbrew pozorom, robią to nie dżihadyści jazydom. Robią to ludzie ludziom. Jak zawsze.
Relacja między muzułmańską większością i jazydzką mniejszością przypomina mi nieco sytuację z przedwojennej Europy, gdzie dominujący chrześcijanie raz na jakiś czas, sprowokowani a to epidemią, a to głodem, a to sytuacją polityczną, urządzali pogromy swoim żydowskim sąsiadom. Na Bliskim Wschodzie od wieków to samo dotyka jazydów. W pamięci ich społeczności wciąż żywa jest wiedza o siedemdziesięciu dwóch pogromach. Ten, który na naszych oczach funduje jazydom Daesz, jest siedemdziesiąty trzeci.
Jazydów, tych czcicieli szatana, gorszych od szyitów, gorszych nawet od chrześcijan, należy usunąć z terenu przyszłego kalifatu. Wygnać, a jeszcze lepiej: mężczyzn zabić, kobiety i dzieci wykorzystać. Chłopców wychować na przyszłych fanatycznych żołnierzy wojującego sunnizmu, dziewczynki… No cóż. Wiadomo, po co Bóg stworzył kobietę, prawda? Kobiecie przynależna jest rola służącej, seksualnej niewolnicy i inkubatora. Matki przyszłych samobójczych wojowników dżihadu. Ile jest warta taka kobieta? Tyle, ile zechcesz za nią zapłacić.
Nihil novi sub sole
Dżinan, bohaterka i narratorka książki pt. „Niewolnica ISIS” ma wiele szczęścia. Została co prawda porwana, została sprzedana, mało brakowało, by umarła z powodu niewyleczonego zapalenia nerek, ale w niewoli udało jej się uniknąć hańby (jazydzi, podobnie jak muzułmanie, traktują zgwałconą kobietę jak zhańbioną, wykluczając ją ze społeczności), zaś po trzech miesiącach uciekła z niewoli i odnalazła bliskich. O tym, co ją spotkało, zdecydowała się opowiedzieć Thierry’emu Oberlé, który spisał jej wspomnienia i wydał je w formie książki.
Czy warto sięgnąć po tę lekturę? Moim zdaniem wręcz należy. Nie dla walorów literackich, choć losy Dżinan zostały nakreślone sprawnym piórem, ale raczej dla samej historii. Mamy oto zwyczajnych, niemieszających się do wielkiej polityki ludzi, biednych, skromnych, starających się nikomu nie wadzić (jazydzi przez wieki nauczyli się być „niewidzialni”), którzy jednak samym swoim istnieniem drażnią innych ludzi. Są (oczywiście!) odczłowieczani, przypisuje się im (oczywiście!) diabelskie cechy, uznaje się ich (oczywiście!) za niegodnych życia na ziemi. Czyni się z nich towar, współczesnych niewolników, o których nie dba się za bardzo, bo łatwo zdobyty, niewolnik jest tani, zastępowalny, a przede wszystkim, nie budzi żadnych pozytywnych uczuć. Można z nim zrobić, co tylko się chce. Na chwałę Allaha, choć moim zdaniem żaden Bóg ani Prorok nie ma z tym nic wspólnego. Mechanizm odczłowieczania jednych ludzi i „nadczłowieczania” ich kosztem innych ludzi jest bardzo zwyczajny. Bardzo właściwy wyprostowanej nagiej małpie. Religia, rasa, narodowość, poglądy polityczne są dla wściekłej nagiej małpy tylko pretekstem do tego, by bezkarnie grabić, mordować, gwałcić, a potem jeszcze bezczelnie oczekiwać za to nagrody w zaświatach.
Przeczytajcie relację Dżinan. Przeczytajcie, by sobie uświadomić, że te okropieństwa dzieją się nie za siedmioma górami i za siedmioma lasami, dawno, dawno temu. One mają miejsce tu i teraz. Tuż za granicą naszego świata. I wbrew pozorom, robią to nie dżihadyści jazydom. Robią to ludzie ludziom. Jak zawsze.
grafomanya.wordpress.com Justyna; 2016-06-20
Adobe Photoshop Lightroom CC i Lightroom 6. Podręcznik dla fotografów
Jak ja długo czekałem na tę książkę! Od poprzedniego wydania zaproponowanego w języku polskim przez wydawnictwo Helion, Adobe zdążyło wypuścić już dwie kolejne wersje Lightroom’a. Pojawiło się w tym programie sporo nowości, a dobra książka jak mało co pomaga się w tym wszystkim rozeznać. „Adobe Photoshop Lightroom CC i Lightroom 6. Podręcznik dla fotografów” już jest i ja ją mam!
Autorem wydania jest Martin Evening, zawodowy fotograf, fascynat cyfrowych technologii w fotografii, a przede wszystkim wydawca wielu książek o obsłudze programów graficznych. Stworzył On cały zespół ludzi pracujących nad tym, aby te rozległe informacje scalić w spójne ponad 700 stronicowe vademecum wiedzy o programie Lightroom.
Układ książki jest już standardem, znamy go z poprzednich wydań. Spis treści doskonale wyjaśnia co w niej znajdziemy. Istotne jest to że nie jest to książka do czytania „na raz”, to bardziej uniwersalny podręcznik ułatwiający korzystanie z programu, wyjaśniający jak on działa. Autor jak to ma w zwyczaju, na dobrze dobranych przykładach wyjaśnia jak zorganizować pracę w elektronicznej ciemni, jak zwiększyć efektywność i co najważniejsze uzyskać interesująco obrobione zdjęcia. Zagłębia się też w opis mniej znanych funkcji i możliwości usprawniających pracę zarówno profesjonalistów jak i fotoamatorów.
W książce bardzo liczy się aktualność informacji, wszak Lightroom z kolejnymi wersjami zmienia się bardzo. Lubię czytać o tych nowościach, ponieważ to one wnoszą najwięcej do programu i stanowią o jego sile.
Sam program wciąż ewoluuje, a ciężko przecież wydawać nową książkę po każdej takiej zmianie. Dlatego autor stworzył stronę www.thelightroombook.com na której możemy znaleźć najświeższe informacje dotyczące programu, filmy instruktażowe oraz zdjęcia użyte w książce jako przykłady. Autor ma też swój profil na portalu społecznościowym Facebook.
Tłumaczenia dokonały Panie Olga Kwiecień i Dominika Kurek (autorka tłumaczenia „Adobe Photoshop Lightroom 4. Podręcznik dla fotografów” ). Istotne jest że zadbały o „lekkość” i fachowość tekstu, pozwala to komfortowo czytać i skupić się na istocie opisanych w książce zagadnień.
Cena książki wynosząca 129,- PLN warta zapłacenia! 700 stron, twarda okładka, zakładka, mnóstwo starannie dobranych i opisanych ilustracji oraz ogrom wiedzy, wydaje się nie do przecenienia. Sam osobiście z pośród wielu książek wybieram konsekwentnie tę właśnie, jako główne źródło wiedzy dotyczące programu Lightroom.
Autorem wydania jest Martin Evening, zawodowy fotograf, fascynat cyfrowych technologii w fotografii, a przede wszystkim wydawca wielu książek o obsłudze programów graficznych. Stworzył On cały zespół ludzi pracujących nad tym, aby te rozległe informacje scalić w spójne ponad 700 stronicowe vademecum wiedzy o programie Lightroom.
Układ książki jest już standardem, znamy go z poprzednich wydań. Spis treści doskonale wyjaśnia co w niej znajdziemy. Istotne jest to że nie jest to książka do czytania „na raz”, to bardziej uniwersalny podręcznik ułatwiający korzystanie z programu, wyjaśniający jak on działa. Autor jak to ma w zwyczaju, na dobrze dobranych przykładach wyjaśnia jak zorganizować pracę w elektronicznej ciemni, jak zwiększyć efektywność i co najważniejsze uzyskać interesująco obrobione zdjęcia. Zagłębia się też w opis mniej znanych funkcji i możliwości usprawniających pracę zarówno profesjonalistów jak i fotoamatorów.
W książce bardzo liczy się aktualność informacji, wszak Lightroom z kolejnymi wersjami zmienia się bardzo. Lubię czytać o tych nowościach, ponieważ to one wnoszą najwięcej do programu i stanowią o jego sile.
Sam program wciąż ewoluuje, a ciężko przecież wydawać nową książkę po każdej takiej zmianie. Dlatego autor stworzył stronę www.thelightroombook.com na której możemy znaleźć najświeższe informacje dotyczące programu, filmy instruktażowe oraz zdjęcia użyte w książce jako przykłady. Autor ma też swój profil na portalu społecznościowym Facebook.
Tłumaczenia dokonały Panie Olga Kwiecień i Dominika Kurek (autorka tłumaczenia „Adobe Photoshop Lightroom 4. Podręcznik dla fotografów” ). Istotne jest że zadbały o „lekkość” i fachowość tekstu, pozwala to komfortowo czytać i skupić się na istocie opisanych w książce zagadnień.
Cena książki wynosząca 129,- PLN warta zapłacenia! 700 stron, twarda okładka, zakładka, mnóstwo starannie dobranych i opisanych ilustracji oraz ogrom wiedzy, wydaje się nie do przecenienia. Sam osobiście z pośród wielu książek wybieram konsekwentnie tę właśnie, jako główne źródło wiedzy dotyczące programu Lightroom.
Szczecin czyta Artur Magdziarz AFRP; 2016-06-20
Stinger. Żądło namiętności
Moja przygoda z twórczością Mii Sheridan zaczęła się od powieści„Bez słów”, która skradła moje sercechyba już na wieki. Tym razem dzięki uprzejmości wydawnictwaSeptem miałam okazję przeczytać kolejną książkę autorki pt. „Stinger. Żądło namiętności” Czy i ta powieśćwyryła się w moim sercu na zawsze? Zapraszam na recenzję.
Dwudziestotrzyletnia Grace Hamilton przyleciała do Vegas naZjazd Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Prawa. Po zameldowaniu się w hotelu, przypadkowo wpada na nieziemsko przystojnego Carsona Stingera, który jak się okazuje również przyjechał na zjazd... ale branży erotycznej, gdyż ten przystojniak to aktor filmów porno. Po tym spotkaniu oboje czują do siebie niechęć – Carson uważa, że Grace to sztywniara zadzierająca nosa, a Grece twierdzi, że to zadufany dupek, robiący obrzydliwe aluzje seksualne. Jednak życie lubi być przewrotne i znów stawia ich na swojej drodze. Tym razem w windzie, która ulega awarii. Podczas czasu, który spędzają razem, zmieniają zdanie na swój temat, a Carson składa dziewczynie nietypową propozycję, by to z nim spędziła ten weekend.
Pełne namiętności oraz pożądania chwile muszą się jednak kiedyś skończyć, a żadne z nich nie przewidziało, że rozstanie może być tak trudne i bolesne. Te dwa światy nie mogły istnieć razem.
„- Zawsze będę o tobie myśleć podczas wsiadania do windy i oglądania wschodu słońca – powiedziała cicho, a głos złamał jej się na ostatnim słowie.
Popatrzyłem na nią i uśmiechnąłem się do niej niewyraźnie. Serce waliło mi głucho w piersi. Nigdy nie dowiem się, czy mogło być między nami coś więcej, i było to cholernie niesprawiedliwe. Pomyślałem o wszystkich rzeczach, które będą mi o niej przypominać – było ich zbyt wiele, żeby je wymieniać.
- A ja będę zawsze o tobie myślał podczas oglądania Titanica... albo kiedy zobaczę gdzieś jaskry – powiedziałem.”
W tamtej chwili nie wiedzieli jeszcze, że to przypadkowe spotkanie uratowało ich oboje przed życiowymi błędami i pozwoliło zacząć wszystko od nowa.
Kiedy niespodziewanie spotykają się po kilku latach, są już innymi ludźmi, każdy z własnym życiem. Ale przecież nigdy nie można się poddawać i należy walczyć do końca...
Czy to możliwe, że lata temu prócz pożądania połączyła ich także miłość?
„- Miłość nie zawsze ma sens. I na tym polega jej piękno, jej tajemnica – coś, czego cynicy wyśmiewający tak zwaną miłość od pierwszego z miejsca by zabronili, gdyby tylko mogli. Ale tajemnicy nie da się sfabrykować, skarbie.”
Cóż ja mogę napisać o tej książce??? Może tylko to, że kolejny raz zakochałam się w przepięknej historii, a bohaterowie skradli moje serce. Mia Sheridan nie zawiodła mnie, a przyznam się szczerze, że miałam pewne obawy, jednak okazało się, że niepotrzebnie. To naprawdę przepiękna opowieść o sile miłości, której nie mogą osłabić nawet lata. Bardzo spodobało mi się to, że autorka pokusiła się o bohatera, który pracuje w branży porno. To całkiem coś nowego, ciekawego, a nawet intrygującego. Ja osobiście nie spotkałam takiej postaci w żadnej z czytanych przeze mnie książek, więc dla mnie pomysł genialny.
„Stinger. Żądło namiętności” to naprawdę świetny erotyk połączony z wątkiem kryminalnym, a że uwielbiam erotyki i kocham kryminały, więc to dla mnie duet idealny. Oczywiście na pierwszym planie pojawia się nieziemskie, pełne namiętności przyciąganie dwójki naszych bohaterów, a sceny seksu wywołują rumieńce na twarzy, jednak autorka umiejętnie wplątała wątek kryminalny w swoją powieść. Dzięki temu książka prócz gorącego pożądania, zasnuta jest aurą tajemniczości. A to dodaje całości niesamowitego smaczku.
Oczywiście powieść ta to nie tylko sam seks, który naprawdę jest rewelacyjnie opisany. Autorka zawarła w swojej powieści wiele trudnych tematów. Pojawia się handel ludźmi, najczęściej kobietami, które są gwałcone, zastraszane oraz bite. Możemy również zobaczyć jak na nasze dorosłe życie ma wpływ dzieciństwo, które nie zawsze jest pełne miłości oraz ciepła. Więc to nie tylko lektura lekka, miła oraz przyjemna. To także coś głębszego nad czym warto się zastanowić.
Muszę także wspomnieć o bohaterach, którzy zostali bardzo dobrze wykreowani przez autorkę.
Grace to poukładana, zawsze wszystko planująca studentka prawa. Po odejściu matki, zastąpiła ją swoim młodszym siostrom. Dla ojca zawsze chciała być ideałem i w każdym aspekcie życia próbowała go zadowolić. Za to Carson to mężczyzna z trudnym dzieciństwem, mówiący o sobie, że grę w filmach porno przejął w genach po swojej matce. Wychowywała go babcia, której zawdzięcza wszytko to co najlepsze przydarzyło mu się w życiu.
Tak różni, a jednocześnie tak podobni do siebie. Ich spotkanie było najlepszą rzeczą, jaka mogła ich spotkać.
„W życiu spotykamy ludzi, którzy nas ratują, zarówno na duże, jak i na małe sposoby. Czasem ratunek oznacza, że ktoś cię uwolni z ciemnego pokoju bez okien albo wyciągnie z płonącego budynku. Ale znacznie częściej oznacza ratunek od samego siebie, a także to, że warto otworzyć się na miłość, bo miłość wcale nie jest bajką.”
Tę historie musicie po prostu przeczytać. Ta powieść to sinusoida emocji, które wlewają się w nasze ciało oraz duszę. To przepiękna historia o miłości, pożądaniu, namiętności, wypełniona po brzegi pikantnymi scenami seksu. Będzie smutno, wzruszająco, nieraz łza zakręci się w Waszym oku, ale będzie także wesoło, za sprawą niesamowicie zabawnych dialogów między bohaterami.
Tej powieści nie możecie przegapić!
Polecam!
http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/ Sylwia Stawska; 2016-06-20