ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

TukTukCinema. Czyli rzecz o Indiach, Gangesie, radości życia, wiecznie psującym się skuterze i Bolku i Lolku

Tuk Tuk Cinema, to jedyne kino w Indiach, gdzie można obejrzeć przygody Reksia oraz Bolka i Lolka. Robb Maciąg przejechał skuterem wzdłuż rzeki Ganges po drodze zatrzymując się i prezentując mieszkańcom mijanych miejscowości kreskówki swojej młodości. Jego książka, to nie tylko barwny opis podróży, ale także zbiór porad, jak poradzić sobie w Indiach.
W podróży Maciąga urzekła mnie przede wszystkim idea. Reksio nad Gangesem, Bolek i Lolek w Waranasi. Kino dla dzieciaków i dorosłych, za darmo, wyświetlane dlatego, że spiritus movens całego przedsięwzięcia miał taki kaprys. Moim zdaniem piękna sprawa. Lubię jak w projektach podróżniczych imponuje mi pomysł – tutaj był on rewelacyjny.  Kreskówki pokazywane w szkołach, domach dziecka, na budowie. Tuk Tuk Cinema grało tam, gdzie pozwolono mu na projekcję. Nie zawsze było to proste, bo w Indiach nie mogło przecież takie być.
 
Samą książkę czytało mi się szybko, ale nie było łatwo. Z jednej strony super przygoda, ironiczne komentarze autora dotyczące indyjskiej codzienności i Reksio, z drugiej momentami irytujący mnie styl, niby luźny, frywolny, szybko jednak przeradzający się w wykład doświadczonego podróżnika. Czułem się jak podczas rozmowy przy piwie ze znajomym nauczycielem, wzniesie on toast, sprzeda kuksańca, aby po chwili tonem znawcy przekonywać do swoich racji. Wkurzałem się, że Maciąg chce być mądrzejszy ode mnie, aby po chwili przyznawać mu rację, że może faktycznie w tym jego postrzeganiu Indii ukryta jest prawda.
 
Tuk Tuk Cinema to też poradnik świadomego podróżowania. Maciąg zwraca uwagę na niektóre cechy indyjskiej rzeczywistości, o których nie można przeczytać w przewodniku Lonley Planet. Drwi przy tym z backpakersów i turystów robiących wszystkim i wszystkiemu zdjęcia, by po chwili wkurzyć się na indyjską rozpierduchę. Dlatego na przemian mnie irytował oraz miałem ochotę zaprosić go na browara. Pamiętam mój pobyt w Indiach i ciągłą huśtawkę nastrojów. Niech najlepszą recenzją tej książki będzie to, że podczas lektury czułem się nieco jak gdzieś w Koczin czy Mumbaju. Zachwycony, ale jednak nieco zły, że nie wszystko jest po mojej myśli.
gdzieindziej.blogspot.com .

Calder. Narodziny odwagi

Zaczynając nowe serie zawsze jestem bardzo podekscytowana. Zagłębianie się w nową historię, poznawanie bohaterów, a przy tym świadomość, że ta przygoda nie skończy się na jednym tomie jest czymś cudownym. Pojawia się jednak problem i myśl - "zaczynam kolejną już serię a poprzednich nie skończyłam", na szczęście po chwili zupełnie o tym zapominam, jeśli jest ona tak świetna jak "Calder. Narodziny odwagi".
Kiedy dziesięcioletni Calder pierwszy raz zobaczył ośmioletnią Eden, nie przeczuwał, że ich losy na zawsze splecie niewidzialna nić. Ale z pewnością wiedział, że jego uczucia nie zyskają aprobaty społeczności, w której przyszło mu żyć. Jako syn członków apokaliptycznej sekty o surowych zasadach moralnych nie powinien nawet marzyć o dziewczynce, która... miała zostać żoną przywódcy tej sekty. Sęk w tym, że ani Calder, ani Eden nie mogą tak po prostu zrezygnować z marzeń. Odważny chłopak i zdeterminowana dziewczyna postanawiają walczyć o własną godność, o prawo do decydowania o swoim życiu, wreszcie o swoją miłość. "Calder. Narodziny odwagi" to opowieść o walce dobra ze złem, o strachu i męstwie oraz o ponadczasowej prawdzie, że światło miłości potrafi rozświetlić największe mroki...
(opis okładkowy) 
Ostatnio jest dość głośno o autorce tej książki, czyli Mii Sheridan. Na Polski rynek trafiają jej kolejne książki i ja również chciałam zapoznać się z tą twórczością. Ku mojemu zaskoczeniu jestem oczarowana. Mimo, że przeczytałam dopiero jedną jej powieść to wiem, że na niej się nie skończy. Trochę niepewnie, ale jednak napiszę, że można ją postawić nawet na równi z Colleen Hoover. Styl autorki bardzo mnie urzekł, ubiera zdania tak, że czytelnik czerpie z nich samą przyjemność, Dosłownie zanim się zorientowałam byłam już prawie w połowie książki! Zdecydowanie czyta się ją szybko i jest dość lekką powieścią. 
Dużą zaletą książki jak dla mnie bardzo dobre wykreowanie sekty. Było ono tak odrębne od współczesnych czasów, sprawiało to wrażenie, że czytam książkę, której akcja toczy się w przeszłości. Byłam naprawdę w szoku jak autorka połączyła wszystkie fakty i stworzyła zasady i bohaterów. Co do bohaterów to byli oni stworzeni na ideał, dosłownie brak wad. Mimo to ja zwróciłam uwagę nie na cechy ich wyglądu, ale na charakter. Bardzo spodobał mi się wątek siostry Caldera, jego miłość do niej i poświęcenie. Dla mnie to właśnie postawiło go w najlepszym świetle. Tak jak wspomniałam byli oni wykreowani na doskonałych ale nie spowodowało to u mnie niechęci do nich, jak niestety zdarza się to w niektórych książkach. 
Mogę nazwać książkę lekko przesłodzoną ale w całej tej historii miało to swój urok. Pasowało to bardzo do bohaterów i do całej tej historii. Wydaje mi się, że bez tego elementu powieść byłaby niepełna i nie wciągałaby czytelnika aż tak. Brakowało mi jednak w tej książce akcji. Było jej dla mnie za mało przez to, że rozkręciła się dopiero na końcu tak na dobre. Dlatego przez to książka nie otrzymała ode mnie najwyższej oceny ale mimo wszystko jest u mnie na bardzo dobrej pozycji i trafia do moich ulubionych serii. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie poznam dalszą historię Caldera i Eden, ponieważ przez zakończenie jestem strasznie ciekawa ich losów! 
Onlybooks-jdb.blogspot.com Olga Leśniewska

Calder. Narodziny odwagi

Autorkę poznałam jakiś czas temu przy innej pozycji, która to była bardzo zachwalana, każdy się zachwycał, ja troszkę mniej.   Dlatego kiedy dostałam kolejną polecankę tego tytułu - ostatnimi czasy jestem za bardzo podatna na sugestię innych czytelników. W każdym razie powiedziano, że powinnam przeczytać. Na szczęście każdemu autorowi daję kilka szans, tak też było i tym razem.
Tematyka rzeczywiście ciekawa. Bo o sektach nie jeden raz słyszałam, ale chyba w żadnej jeszcze książce nie czytałam. Z chęcią i ciekawością zasiadłam do czytania, jakie tym razem było moje spotkanie z twórczością Mii Sheridan ? 
 
Książkę zaczynami od prologu, który według mnie jest jednym wielkim spojlerem. No ale trudno. Widać autorka tego nie przemyślała. W każdym razie po prologu poznajemy dziesięcioletniego Caldera. Chłopca wychowującego się w osadzie, nad którą sprawuje pieczę niejaki Hector. Guru i przywódca. Dla większości ten wybrany przez ich Bogów - ich Ojciec. Mający poprowadzić swój lud do Elizjum kiedy nadejdzie czas wielkiej powodzi. Jednak zanim nastąpi przepowiadana tragedia, ich Pan musi poślubić zesłaną przez Bogów kobietę, ma ona mieć znak, dzięki któremu zostanie rozpoznana. Jako, że przywódca jeździ na tak zwane pielgrzymki w celu poszukiwań i nawracania zagubionych dusz w końcu odnajduje swojego anioła. 
 
Mieszkańcy a wraz z nimi Calder oczekują kiedy zobaczą kobietę z przepowiedni, dzięki której nastąpi zbawienie. Jakie jest ich zdumienie gdy u boku mistrza widzą drobną dziewczynkę, nieco przestraszoną i wycofaną. Chłopiec od razu zwraca uwagę na oczy i coś bijącego z twarzy Eden. Ona również przygląda się właśnie jemu. Niestety ich losy są zupełnie inne. On jest zwykłym dzieckiem robotników. Ona wybraną.  Nie mogą się widywać, nie mogą nawet ze sobą rozmawiać, ani tym bardziej bawić się.
 
Przepowiednia, przepowiednią, ale życie pisze różne scenariusze. I tym razem miało inne plany wobec dwójki małych dzieci. Między którymi pojawiła się nić sympatii i ciekawości. Eden potrzebowała kogoś z kim mogłaby porozmawiać i czuć zrozumienie. Calder był zafascynowany misją jaką dziewczynka miała spełnić. Jako jedyny odważa się zaprosić do zabawy, mimo zakazów o jakich wszyscy zdają sobie sprawę. Właśnie ten mały gest sprawia, że od tego momentu oboje są dla siebie bliżsi. I chociaż wiedzą jakie jest przeznaczenie, że Ona gdy  osiągnie pełnoletność poślubi swego Ojca, to teraz najważniejszy jest czas, który im pozostał. Przyszłość jest nieważna. Muszą być ostrożni. Ponieważ ich znajomość jest niebezpieczna. Muszą się ukrywać. Im dłużej się nie widzą, tym większe jest przyciąganie. 
Lata mijają nieubłaganie, dwoje młodych ludzi przestało być dziećmi, teraz odkrywają w sobie coś innego, czy miłość może mieć szanse w zaistniałej sytuacji? 
 
Muszę się przyznać, że tę książkę przeczytałam jednym tchem. Byłam na maksa zafascynowana światem jaki ukazała autorka. Ponieważ jak wspomniałam we wstępie, nie miałam okazji czytać innej pozycji nawiązującej do sekty od wewnątrz. Tego jaka "polityka" obowiązuje, reguły i wymagania. I chociaż niekiedy odczuwałam pewien niedosyt to i tak uważam, że autorka świetnie sobie poradziła. 
Mieszkańcy nie mieli możliwości wyjścia na zewnątrz, do złego świata, w którym byli sami źli ludzie, grzesznicy.  Ba. Oni bali się pomyśleć o wyjściu poza granicę ich osady. Czuli się szczęśliwi ponieważ byli bezpieczni. Ich Ojciec dbał o swoje dzieci. Pracowali i żyli z tego co udało się uprawiać. A, że nie mieli łazienek, czy bieżącej wody? O pralce nie wspominając? Bóg przecież nie stworzył tego wszystkiego, a oni mieli być pokorni.  I przyjmować los taki jaki został im dany. Bez wszelkich udogodnień.  Zasada była jedna, im bardziej się poświęcasz tym lepszy los czeka Cię w ich raju....
 
Nie będę opisywała wszystkich zasad jakie panowały w sekcie, ale no naprawdę często budziły  kontrowersje, a najgorsze było, że każdy się im poddawał, bo tak musi być. Bo jeden człowiek tak powiedział. Coś niesamowitego. Jak można potrafić manipulować ludzką psychiką, byłam no w sumie dalej jestem pod wrażeniem. 
 
Jak każdy wie, nie lubię książek w których przewodzi wątek miłosny, jednak tutaj wielkie brawo dla Sheridan. Bardzo ładnie, wręcz delikatnie rozwijała uczucie głównych bohaterów. Ukazywała ich pytania, rozterki. Wzajemną fascynację. Pierwszy raz nie miałam uczucia typu  - o Boże kiedy koniec. Wręcz przeciwnie. Kolejny plus książki.
Dodatkowo cały czas jesteśmy świadkami manipulacji Hectora, jego fanatyzmu i pierwszych buntów, niepewności czy aby wszystko czym karmi swoich poddanych jest prawdą? Zasiane ziarenko niepewności zaczyna kiełkować, a kiedy osiągnie konkretne rozmiary...  
 
Będę polecała ten tytuł ponieważ naprawdę jest godny uwagi, mnie czytało się świetnie, cieszyłam się, że mam przy sobie drugą część, ale o niej następnym razem...:)
agaaa006.blogspot.com Agnieszka Bruchal; 2016-10-09

Pokolenia. Powrót do domu

Ja – urodzona w 1987 roku mam blade pojęcie o PRL-u, stanie wojennym, kartkach na żywność,  pustych półkach sklepowych. I niejednokrotnie zastanawiałam się: "do jasnej Anielki, o co chodzi z tym octem?".
 
Prywaciarz! Łaska boska, że kilku się ostało, bo na naszym państwowym wikcie to mielibyśmy nawrot Oświęcimia! Trucizna!
 
Fakty o latach siedemdziesiątych znam tylko z literatury i internetu. Lata osiemdziesiąte to młodość moich rodziców, dlatego wiem z ich opowieści, jak klawe były dzwony i że przebojami numer jeden na prywatkach bywały utwory Perfectu, Lady Pank, Urszuli. Zdjęcia to prawdziwa skarbnica wiedzy o trendach i ówczesnym wizerunku, wszak i mój tatuś uległ modzie "tylko noś, noś, noś długie włosy jak my". Te lata były piękne, magiczne, ale czy chciałabym w nich żyć? W latach, w których "mieć znajomości" to być kimś i móc cokolwiek załatwić. Latach, w których wolność słowa to totalna abstrakcja, podobnie jak wolna telewizja i radio. To były piękne czasy, pachnące wódką, ogórkami kiszonymi i imieninowymi goździkami. Piękne czasy, w którym imprezy rodzinne i przyjacielskie suto podlewane alkoholem integrowały, umacniały i tworzyły przyjaźnie na całe życie. Ale były to także trudne czasy. 
A człowiek ma tendencję do IDEALIZOWANIA PRZESZŁOŚCI. Czy i my – chociażby rocznik 87 – nie mówimy sobie "o, kiedyś to było inaczej, bawiliśmy się na podwórku, w chowanego, na trzepaku, graliśmy w gumę, bawiliśmy się w podchody, graliśmy w palanta. A teraz co? Dzieci siedzą przed tabletami, smartfonami i laptopami." Albo mnóstwo memów "jeśli pamiętasz te czasy, to miałeś wspaniałe dzieciństwo". Przeszłość zawsze będzie doskonalsza niż teraźniejszość. A może nie tyle przeszłość, ale jej doskonalsza, wyidealizowana wizja. Bo wymazujemy to co trudne i brzydkie, zostaje nam obraz po gruntownym photoshopie.
 
Pokolenia. Powrót do domu to wspaniała historia o podnoszącej się Polsce, polskiej gospodarce, oświacie, sytuacji ekonomicznej i rolnictwie. To przegląd najważniejszych dla Polski i świata zdarzeń, począwszy od "człowieka na księżycu" na WTC skończywszy. Ale Pokolenia, Powrót do domu to przede wszystkim ciepła, nostalgiczna... podroż do domu, do Stokowa. Do malutkiej nadnarwiańskiej wsi na Podlasiu. 
 
[...] wieś to niezwykła i drugiej takiej na świecie nie ma. Żywot płynie tam spokojnie jak Narew, ale i rzeka zakręca nieraz gwałtownie i swoje dziury skwapliwie w ziemi wydziera. Co zatem mówić o ludziach!
 
Jej mieszkańcy mają wyobraźnię i fantazję, zwłaszcza jeśli chodzi o związki pozamałżeńskie... oraz zdrowie, jeśli wziąć pod uwagę umiejętności regeneracyjne wątroby po tak obficie zakrapianych stokowskich imprezach.
 
Janka, Leszek i ich ukochana córka Kasia wiodą spokojny żywot w Łębkach. Wiedzą, że szczęście nie od miejsca zależy, tylko od człowieka. Leszek jest radiologiem w szpitalu a Janeczka, zgodnie z obietnicą swego męża, nie podejmuje pracy zawodowej, ale zajmuje się domem i Kasią. Dni płyną niespiesznie, szczęśliwie, ze smutkami i troskami dnia codziennego... ale mimo wszytko coś zaczynało ją [Janeczkę] w tym systematycznym, powtarzalnym życiu uwierać, jakiś brak. W Janeczce coraz odważniej kiełkuje myśl, że chciałaby wrócić do Stokowa – do domu. A jak Janeczka coś sobie postanowi, to nikt nie jest w stanie jej od tego pomysłu odwieźć. A budowa domu w Polskiej Republice Ludowej to nie lada wyczyn. Wszak Polska to bieda z nędzą, socjalistyczna ojczyzna... Drewno, cement, kafelki, meble, wanna... nie ma Castoramy, nie ma Ikei, nie ma Black Red White. Są tylko umiejętności, pertraktacja i znajomości.
W życiu Janeczki i Leszka, równolegle z realizacją planów budowlanych i spełnieniem marzeń pojawiają się i znikają ludzie. Odchodzą przyjaciele, umierają najbliżsi, rodzą się nowe pokolenia, dzieci, nowi znajomi. Nie ma już Cechny, nie ma Ewy, odchodzi Helmut i wielu innych. Ale są i promyki  radości. Z Ameryki wraca Tadeusz, nawet po tak wielu latach nie potrafiący pogodzić się ze stratą miłości swojego życia. Czy i w stosunku do niego obowiązuje zasada "szczęśliwej drugiej miłości"? Wraca Stefania, aby na "stare lata" osiąść w rodzinnych stronach i aby zgorszyć swą niefrasobliwością seksualną mieszkańców Stokowa.  
Smutek i łzy. Szczęście i radosne okrzyki. Karol Wojtyła papieżem, wprowadzenie stanu wojennego, zabójstwo księdza Popiełuszki, Solidarność, związki zawodowe. 
 
Hitler raz-dwa usunął w cień powszednie zmartwienia, śmierć stała się codziennością i błyskawicznie nauczyła ich wartości zwykłego życia. Ciekawe, że po wojnie wcale nie skończyły się tragedie i losy ludzkie nie wyprostowały się jak struny, tylko pokomplikowały jeszcze bardziej.
 
Ach, jakże ja głupia byłam, myśląc kiedyś, że skoro skończyła się druga wojna światowa, już nic nas nie może dotknąć, żadne zło. A ono przyczaja się tylko i nie przemija!
 
Ja się duchów nie boję, wampirów i wilkołaków także nie. Nigdy nie widziałam ich zbrodni. Za to na zło uczynione przez żywych ludzi napatrzyłam się wielokrotnie.
 
Saga rodzinna Pokolenia. Powrót do domu to książka, która wciąga nas z butami, w ten magiczny świat przeszłości. Wraz z charakterną i nieokiełznaną Janeczką marzymy o niepełnionej karierze. Wraz z Leszkiem, którego pokochałam całym sercem, przynosimy ukochanej żonie ciasteczko i herbatę do łózka, codziennie, przed pracą. Wraz z Kasią przeżywamy pierwsze zauroczenie, miłość, rozczarowanie. Czerpiemy z tej rodzinnej historii garściami - mądrości i prawdy życiowe oraz zakamuflowane recepty na życie:
 
Śmiej się, kostucha wesołych unika.
 
Nie zauważali, ze wraz z wolnością nastał nowy, groźny władca – pieniądz i jego niedobry, szyderczy duch – pospiech. Dobrobyt kusił i coraz częściej znajdował się w zasięgu reki, zatem planowali, inwestowali...
 
Wiemy, jak Pokolenia się zakończą, ale mimo to łzy płyną po policzkach, gruda żalu grzęźnie w gardle, żołądek ściska się ze stresu. Ale autorka, niczym koło ratunkowe, rzuca nam "na pocieszenie" piękne zdanie, które zwalnia ucisk z serca i ociera mokrą od słonych kropli twarz:
 
Ale opowieść o pokoleniach to niekończąca się historia. Zawsze gdy zamykają się jedne drzwi, to otwierają drugie, albo chociaż okna.
prawieblogoksiazkach.blogspot.com Anna Sukiennik; 2016-10-08

Prawo Mojżesza

Internet został chyba już niemalże z każdej strony "zaatakowany" opiniami do Prawo Mojżesza.Dosyć długo zastanawiałam się czy i ja również chcę poznać  historię, która jak głosi okładka - nie kończy się happy endem. Do bólu poruszająca, łzy same płyną i tak dalej. Ciekawość wzbierała, czasem lubię poczytać coś tkliwego, wyrywającego duszę z zawiasów. Gdy nadarzyła się możliwość, zasiadłam do lektury, a moje wrażenia są następujące...
 
Mojżesz jest bardzo nietypowym nastolatkiem, nie bardzo rozumiem dlaczego został określony jako niebezpieczny. Widać nawet w dzisiejszych czasach, mimo postępu widmo grzechów rodziców ciągnie się za dziećmi, które muszą pokutować.
Z punktów medycznych przesądzone zostało, że będzie miał takie, a nie inne dolegliwości. Tak musi być i koniec. No i jest. Dziecko urodziło się genetycznie obciążone - bo musiało.
Faktem jest, że młodzieniec jest dosyć specyficzny, nie potrafi usiedzieć na miejscu - co jak twierdzą specjaliści jest spadkiem po matce narkomance. Szkoda tylko, że osobiście sama znam wiele dzieci mających zdrowych rodziców, które są niebywale pobudzone. Cóż, Mojżesz jest dzieckiem Cracka, a co za tym idzie. Wszystko co dziwne i najgorsze musi być do niego przyczepione.
Po śmierci matki, która kilku godzinnego chłopca pozostawiła w koszu na brudną bieliznę, chętnych do opieki zabrakło. Bo kto by chciał wychowywać dziecko upadłej kobiety - narkomanki. Z góry spisane na straty.  
Lata lecą i w końcu już pełnoletni Mojżesz zjawia się w miasteczku swojej babci, która jako jedyna nie bała się nietypowego zachowania wnuka, potrafiła znaleźć wyjście z różnych sytuacji.  Dlatego też na nadmierną ruchliwość odpowiednia była praca. Jak widać chcieć, to móc. 
 I tym sposobem niebezpieczny, ale zarazem egzotyczny młody mężczyzna trafia na farmę rodziców Georgii. 
 
Dziewczyna słyszała historie krążące na temat matki oraz samego Mojżesza. Dlatego  w pewnym sensie odczuwała lęk i fascynację tym nieobliczalnym chłopcem. I kiedy zjawia się do pracy w obejściu, przyciąga uwagę młodziutkiej kobietki. Z jednej strony Georgia wie, że ich znajomość jest dosyć dziwna, bo sam Mojżesz nigdy nie powiedział otwarcie czy i co do niej czuje, ale jest między nimi przyciąganie. Z dnia na dzień coraz mocniej angażuje się w tę relacje, która nie powinna mieć miejsca. Zakazane uczucie, wspomnienia od których nie można się uwolnić, czy miłość potrafi zdziałać cuda? Pęknięcia Mojżesza staną się mniejsze, a on sam otworzy na coś innego niż to, co otrzymywał do tej pory? 

Po ukończeniu książki byłam przepełniona wieloma uczuciami. Jednak zabrakło tych wszystkich, które rzekomo miały być dominujące, czyli ból, smutek i nie wiem - czarna rozpacz. Ukazana historia była interesująca, chociaż mnie wiele wątków drażniło, wydawało się z góry narzucone, niektóre wręcz stereotypowe. 
Jak napisałam, Mojżesz był dotknięty przypadłościami, które w świetle nauk medycznych musiały mieć, ponieważ jego matka podczas ciąży cały czas, albo w większej części była pod wpływem narkotyku. No dobrze, niechaj tak będzie. Jednak nigdy nie jest powiedziane, że dziecko narkomanki czy też alkoholiczki musi urodzić się z syndromem. Jest wiele przypadków zupełnie zdrowych dzieci. Dlatego mnie raziło ciągłe nawiązywanie do dziecka cracka, do jego ułomności, do tego, że nikt nie potrafił sobie z nim poradzić. Naprawdę? Skoro z góry lekarze przewidzieli ewentualne dolegliwości, to chyba powinni byli być przygotowani i od najwcześniejszego dzieciństwa otoczyć odpowiednią opieką, wdrożyć terapię. Dlaczego więc Mojżesz był uznawany za wariata, nikt go nie rozumiał, no przepraszam, mamy XXI wiek, nie średniowiecze. Od kiedy osoby nadpobudliwe muszą być faszerowane psychotropami?  Nie te czasy, z tego co się orientuje, leki psychotropowe są już ostatecznością, medycyna poszła o tyle do przodu, że można poradzić w inny sposób. Bez otępiania. I szkoda, że na genialny pomysł zajęcia młodzieńca pracą wpadła babcia, a nie genialni terapeuci. Coś się tutaj autorce nie udało, chyba za bardzo chciała ukazać nierozumienie przez otoczenie oraz dramat Mojżesza. Cóż, dla mnie wyszło mało wiarygodnie. Oczywiście mogę się nie znać. 
 
Nie mogę powiedzieć, że książka jest zła. Ponieważ gdyby nie fakt troszkę dziwnego leczenia i podejścia do chłopca, później młodzieńca, który musiał być "uszkodzony", reszta jawiła się znośnie. Relacja Mojżesza i Georgii rozwijała się nawet ciekawie. Nie było zbyt wolno, ani szybko. Miało być bez dobrego zakończenia, no i musiała wydarzyć się tragedia, w sumie to nie tylko jedna. W każdym razie po tych dziwnych zdarzeniach, akcja robi się interesująca.
Autorka nie chciała stworzyć jakiejś tam dramatycznej historyjki, dlatego też pokusiła się o wątki metafizyczne, a co za tym idzie. Chwilami jest strasznie, dzieją się zjawiska trudne do wytłumaczenia, nawet dla samego głównego zainteresowanego. Tutaj plus, pomysł był ciekawy, przemówił do mnie. 
 
Niestety, nie odczułam przywiązania do bohaterów. Ani Mojżesz, ani Georgia nie trafili do mojego serca. Przez co nie przeżywałam ich uczucia, rozterek i całej reszty, która powinna sprawić mi ból. Nie czułam nic, ewentualne zainteresowanie w jaki sposób potoczą się losy tych dwojga, w którą stronę skręci fabuła. Tylko tyle. 
I chociaż wytknęłam więcej wad, aniżeli zalet to jakimś dziwnym sposobem książkę oceniam na plus. Uważam, że mimo wszystko warto zwrócić uwagę na ten tytuł, chociażby ze względu na to coś, co wzbudza lęk...
agaaa006.blogspot.com Agnieszka Bruchal; 2016-09-28
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności Millennium Ikona płatności mTransfer Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL