Recenzje
Pieśń Dawida
We wrześniu przeczytałam pierwszą książkę Amy Harmon, która ukazała się na naszym rynku – „Prawo Mojżesza”. Choć spodziewałam się zwykłego młodzieżowego romansidła, dostałam coś niesamowitego – książkę, która rozdarła mi serce na milion kawałków i którą teraz polecam niemal każdemu. Gdy dowiedziałam się, że wkrótce wydana będzie jej kontynuacja, nie wahałam się ani przez moment – od razu brałam! A jednak, tuż przed rozpoczęciem lektury pojawiły się wątpliwości – czy nie postawiłam poprzeczki zbyt wysoko? Czy książka na pewno mi się spodoba?
Głównym bohaterem „Pieśni Dawida” jest najlepszy przyjaciel Mojżesza, Tag. Jak pamiętamy z książki przedstawiającej losy czarnoskórego artysty, chłopak miał dużo problemów ze sobą, ze swoją agresją. W momencie, gdy rozpoczyna się akcja, Tag ma już nieco poukładane życie – jest odnoszącym sukcesy bokserem, prowadzi własny bar, otaczają go prawdziwi przyjaciele. Wszystko zmienia się, gdy w jego klubie pojawia się niewidoma dziewczyna trudniąca się… tańcem na rurze! Pojawienie się Millie sprawia, że Tag odkrywa w sobie Dawida – mężczyznę zdolnego kochać…
„Pieśń Dawida” to książka zupełnie inna niż „Prawo Mojżesza”. O ile pierwsza książka Amy Harmon była jak tornado, wywoływała nagłe uczucia, niespodziewane reakcje, tak kolejna płynęła znacznie spokojniejszym nurtem, pomału wkradając się w moje serce. Kluczem do zawiązania fabuły jest ucieczka Taga – jedyne, co po nim zostaje, to kasety, na których nagrywa swoją historię – opowieść o tym, jak pewna niewidoma dziewczyna odwróciła jego życie o sto osiemdziesiąt stopni.
Wielkim plusem książki są jej bohaterowie. Amy Harmon ma wielki talent do tworzenia postaci, które są żywe i wywołują u czytelnika mnóstwo emocji. Dawid to wydawałoby się zwykły zabijaka, playboy, który płynie na fali, nie zastanawiając się nad swoim życiem. Jednak gdy poznajemy go bliżej, odkrywamy jego wrażliwość, delikatność, szarmanckość i nie możemy się nie zakochać… Natomiast Millie to postać, którą pokochałam już od pierwszych chwil. Dawno nie spotkałam tak wspaniałej i silnej psychicznie bohaterki. Amelia potrafi, pomimo swojej niepełnosprawności, cieszyć się życiem i korzystać z niego. To wspaniały wzór dla nas, bo my czasem rezygnujemy z naszych marzeń, zniechęcając się drobnymi niepowodzeniami. Niestety, nie wszyscy bohaterowie byli tak wspaniali – trochę żałuję, że autorka wplotła do fabuły Mojżesza i Georgię – z jednej strony miło było spotkać ich ponownie, przekonać się, że wszystko u nich w porządku, ale z drugiej… Wydaje mi się, że tak genialnie wykreowani na kartach „Prawa Mojżesza” bohaterowie w „Pieśni Dawida” stracili swoją osobowość, nieco przyblekli, stali się papierowi.
Twórczość Amy Harmon nieco przypomina mi pisarstwo Colleen Hoover. Dlaczego? Otóż, obie panie nie boją się przeciwstawić nowemu „trendowi” ukazywania nagłych, fizycznych zauroczeń, Bad boyów i szarych myszek (może i Tag rzeczywiście jest „Bad”, ale Millie zdecydowanie nieśmiałą i niepewną dziewczynką nie jest!). Wyobraźcie sobie, że w „Pieśni Dawida” nie znajdziecie ani jednej sceny erotycznej! Tak, tak – da się pisać takie książki. Uczucie między Millie a Dawidem rozwija się w piękny, delikatny sposób, jest oparte na wzajemnym poznawaniu się, rozmowach i powolnym burzeniem murów, jakie zbudowało się wokół własnego serca.
„Pieśń Dawida” w bardzo taktowny i delikatny sposób opowiada także o chorobie i niepełnosprawności. Ułomność jest częścią bohaterów, która kształtuje ich osobowość i staje się nieodłączną jej częścią. Jednocześnie autorka wcale nie stygmatyzuje swoich chorych postaci, wręcz przeciwnie, ukazuje ich niezwykłą wartość.
„Pieśń Dawida” nie wywołała u mnie aż takiego huraganu uczuć, jak „Prawo Mojżesza”, jednak wciąż pozostaje genialną książką, zdecydowanie wyróżniającą się wśród pozostałych lektur z gatunku Young adult. Jest niezwykle wzruszająca i sprawia, że nasze serduszka rozpuszczają się jak masło na gorącym toście… Mam nadzieję, że powieści Amy Harmon jeszcze nie raz pojawią się na naszym czytelniczym rynku!
nieuleczalnyksiazkoholizm.blogspot.com Aleksandra Korniak; 2016-10-14
Pieśń Dawida
Jakiś czas temu czytałam ,,Prawo Mojżesza" i nie wiedziałam czego się po nim spodziewać, ponieważ okładka była piękna i niezdradzająca treści. W przypadku tej książki miałam podobnie, z takim wyjątkiem, że wiedziałam, iż autorka chociaż w połowie mnie zadowoli, ponieważ jest styl pisania jest specyficzny, a mi bardzo przypadł do gustu, ale o tym za chwilę. Teraz zapraszam do recenzji :).
W życiu Taga niespodziewanie pojawiła się niewidoma dziewczyna, o imieniu Amelie (Millie). Od początku wiedział, że jest inna, nie tylko ze względu niepełnosprawność. Czuł, że o nią warto walczyć, lecz nie wiedział czy chce walczyć. Jednak Millie stała się dziewczyną życia Dawida i kochała go całą sobą. Dzięki niej poczuł się bezpieczny. I nagle zniknął. Bez śladu. Bez słowa pożegnania. Ot tak, po prostu. Nie pozostawiając choćby wskazówki, dlaczego i dokąd odchodzi.
Dawid to wojownik w każdym najmniejszym stopniu swojego życia. Od zawsze walczył, nigdy się nie poddawał. Dawid, zwany Tagiem stał się rozpuszczonym chłopakiem, nigdy nie stronił od alkoholu, imprez i bójek. Po śmierci swojej siostry targnął się na życie, kilkakrotnie. Spotkanie z Mojżeszem pomogło mu uporządkować własne wnętrze. Narodziny tej przyjaźni były niecodzienne.
W życiu Taga niespodziewanie pojawiła się niewidoma dziewczyna, o imieniu Amelie (Millie). Od początku wiedział, że jest inna, nie tylko ze względu niepełnosprawność. Czuł, że o nią warto walczyć, lecz nie wiedział czy chce walczyć. Jednak Millie stała się dziewczyną życia Dawida i kochała go całą sobą. Dzięki niej poczuł się bezpieczny. I nagle zniknął. Bez śladu. Bez słowa pożegnania. Ot tak, po prostu. Nie pozostawiając choćby wskazówki, dlaczego i dokąd odchodzi.
Z góry przepraszam, jeśli ta recenzja będzie nieskładna, ale wywołała we mnie tak dużo uczuć, że ciężko mi się w nich połapać.
Zacznę od tego, że nie mam pojęcia od czego zacząć, a w takiej sytuacji najlepiej napisać coś o bohaterach.
Taga znamy już z książki ,,Prawo Mojżesza", ale to ta książka jest przeznaczona cała dla niego. Nawiązuje wydarzeniami do poprzedniej książki, więc lepiej zacząć od tamtej czytanie, ale spokojnie będę pisać bez spoilerów tamtej książki, bo też się da. Dawid to mężczyzna, który wiele przeszedł sam, a później z Mojżeszem, który też występuje w tej książce. A Millie? Amelie to dziewczyna, która jest wyjątkowa i niewidoma. Takich ludzi często się skreśla, no bo przecież są niepełnosprawni. Ja ich nie skreślam, ale nie lubię czytać o nich, bo później strasznie źle się czuję jak na coś marudzę i męczy mnie przez długi czas uczucie, że inni mają gorzej, a czasami ciężko z czymś takim żyć, no ale przeczytałam książkę... A dziewczyna to osoba, która nie chce, aby jej niepełnosprawność utrudniła jej życie, za wszelką cenę chce spełniać swoje marzenia.
Książka zaczyna się od zastanawiania się dlaczego Tag uciekł. A ja jako osoba bardzo ciekawa, nie mogłam wytrzymać, aż także poznam ten sekret. Ta powieść jest inna. Dlaczego? Nie ma tutaj Dawida jako narratora, są taśmy, które nagrał dla Millie zanim zniknął, a my przez całą książkę dowiadujemy się jego emocji, od poznania Millie do przyczyny ucieczki. Czy jest tutaj szansa na szczęśliwe zakończenie? Tego nie powiem, ale sprawy naprawdę się komplikują, gdy wychodzi na jaw przyczyna zniknięcia Dawida.
Jak pisałam na wstępie, styl autorki jest dość specyficzny. Nie ma tutaj częstego zabiegu, który jest w wielu książkach, że jest słodko, piękne i... nierealnie (jeżeli chodzi o rzeczywistość). Autorka w bardzo prosty sposób oddaje rzeczywistość, a w niej ból, cierpienie i miłość. Jej książki wciągają niesamowicie, a czytelnik ma wrażenie, że bohaterowie żyją wszędzie, gdzie tylko się rozejrzy. Bardzo podoba mi się styl Amy, jeżeli chodzi o jej książki. Mam nadzieję, że wkrótce przybędzie do Polski coraz więcej jej książek, bo oddają wszystko co w życiu ważne. Poza tym okładki obu książek są tak piękne i jednocześnie proste, że aż nie można się napatrzeć! Do tego są książki, o których można by wiele napisać, a nie potrafi się, ponieważ jak przychodzi co do czego, okazuje się, że są płytkie, przewidywalne i niewarte uwagi, a patrząc na to ile zapisałam, myślę, że mogłabym napisać jeszcze więcej dalej nie spoilerując.
Podsumowując, to wspaniała autorka, która powinna być znana każdemu za książki, które są piękne do bólu. Czasami zastanawia mnie fakt, że książki warte uwagi są mniej cenione, od tych ciągle powtarzających się schematów. Gorąco polecam tę książkę KAŻDEMU. Może Wam się spodoba, może nie, ale czasami warto przeczytać coś ambitnego. Zwłaszcza, że ta książka jest cudowna. Myślę, że wiele osób nie zdaje sobie nawet z tego sprawy. A tak na marginesie, nie jest to typowa obyczajówka czy romans, nie wierzcie kategoriom, tylko przekonajcie się sami czytając tą wspaniałą książkę, pełną ludzkich uczuć wypełnionych na kartkach tej książki.
Książka zaczyna się od zastanawiania się dlaczego Tag uciekł. A ja jako osoba bardzo ciekawa, nie mogłam wytrzymać, aż także poznam ten sekret. Ta powieść jest inna. Dlaczego? Nie ma tutaj Dawida jako narratora, są taśmy, które nagrał dla Millie zanim zniknął, a my przez całą książkę dowiadujemy się jego emocji, od poznania Millie do przyczyny ucieczki. Czy jest tutaj szansa na szczęśliwe zakończenie? Tego nie powiem, ale sprawy naprawdę się komplikują, gdy wychodzi na jaw przyczyna zniknięcia Dawida.
Jak pisałam na wstępie, styl autorki jest dość specyficzny. Nie ma tutaj częstego zabiegu, który jest w wielu książkach, że jest słodko, piękne i... nierealnie (jeżeli chodzi o rzeczywistość). Autorka w bardzo prosty sposób oddaje rzeczywistość, a w niej ból, cierpienie i miłość. Jej książki wciągają niesamowicie, a czytelnik ma wrażenie, że bohaterowie żyją wszędzie, gdzie tylko się rozejrzy. Bardzo podoba mi się styl Amy, jeżeli chodzi o jej książki. Mam nadzieję, że wkrótce przybędzie do Polski coraz więcej jej książek, bo oddają wszystko co w życiu ważne. Poza tym okładki obu książek są tak piękne i jednocześnie proste, że aż nie można się napatrzeć! Do tego są książki, o których można by wiele napisać, a nie potrafi się, ponieważ jak przychodzi co do czego, okazuje się, że są płytkie, przewidywalne i niewarte uwagi, a patrząc na to ile zapisałam, myślę, że mogłabym napisać jeszcze więcej dalej nie spoilerując.
Podsumowując, to wspaniała autorka, która powinna być znana każdemu za książki, które są piękne do bólu. Czasami zastanawia mnie fakt, że książki warte uwagi są mniej cenione, od tych ciągle powtarzających się schematów. Gorąco polecam tę książkę KAŻDEMU. Może Wam się spodoba, może nie, ale czasami warto przeczytać coś ambitnego. Zwłaszcza, że ta książka jest cudowna. Myślę, że wiele osób nie zdaje sobie nawet z tego sprawy. A tak na marginesie, nie jest to typowa obyczajówka czy romans, nie wierzcie kategoriom, tylko przekonajcie się sami czytając tą wspaniałą książkę, pełną ludzkich uczuć wypełnionych na kartkach tej książki.
Jabluszkooo.blogspot.com Jabłuszkooo; 2016-10-09
Pieśń Dawida
Kiedy w moje ręce wpadła książka "Prawo Mojżesza" czułam, że to coś dla mnie. Gdy po jej przeczytaniu usłyszałam, że będzie następny tom wiedziałam, że jego też muszę zaliczyć. Gdzieś skrycie liczyłam, że poziom będzie podobny, a może troszkę lepszy. Że znów będę na emocjonalnej huśtawce. Raz będę zmierzać do niebiańskiej euforii radości, a w następnej chwili do piekielnej czeluści tragedii. Czy tak było? Niestety nie. Było tysiąc razy lepiej! To co Amy ukazała nam w drugiej części to mieszanka wybuchowa.
Dawid Taggert chłopak, który już jako nastolatek stał się impulsywnym, nadpobudliwym i agresywnym młodzieńcem. Lubiący nadużywać alkoholu i wszczynać bójki Tag pewnego dnia po próbie samobójczej trafia do szpitala psychiatrycznego. To tu poznaje Mojżesza. Tego "innego" chłopaka, którego wita bójką, a z którym w efekcie końcowym łączy go niezwykle głęboka przyjaźń. Ta historia to jego historia, ale Mo również mamy okazję tu "usłyszeć".
Młody mężczyzna, który nie potrafi się na niczym dłużej skupić. Znalazł swój cel - klub, walki, treningi. Oddał temu całego siebie. Aż pewnego dnia pojawia się tancerka Amelie. Jak się okazuje niewidoma. Między nimi rodzi się więź, łączy ich nie tylko przyjaźń. Oboje pragną i potrzebują towarzystwa drugiego. Tyle, że nie może być idealnie. Millie, bo tak byłą nazywana przez Dawida odkrywa, że chłopak znika. Zostawił po sobie pozałatwiane sprawy, dokumenty i ... pudełko kaset z nagraniami oznaczone braille'm. Czy Tag znów postanawia uciec? Nie tłumacząc kompletnie nic i to nikomu? Nawet dziewczynie, którą pokochał i bez której życia sobie nie wyobraża? Czy był w stanie zrobić to bez powodu i to w tedy, gdy wszystko zaczynało się pięknie układać?
To co jest kanwą dla całej historii to uczucie rodzące się miedzy Dawidem a Amelie. Kasety Taga, które tworzą opowieść wyjaśniają nam jak się poznali, jak zaczynali spędzać ze sobą czas. Ukazują nam też to z czym zmagała się Millie - niewidoma, opiekująca się bratem z autyzmem. A jednak walcząca, niepoddająca się, twarda. Dziewczyna im więcej doświadczała w swoim życiu nieszczęść tym więcej w sobie odkrywała sil do walki i stawiania czoła przeciwnościom losu. Tag dorzucił jej swoim zachowaniem kolejny dramat, ale ona znów walczy. Zrobi wszystko by się dowiedzieć co się stało i dlaczego.
Choć pozycja jest dość smutna i depresyjna już od początku to zdecydowanie skradła moje serce. Czy utrzymała poziom "Praw Mojżesza"? Nie. Ona jak dla mnie go pobiła mimo, że jest całkiem inna i dobrze było by je oceniać osobno. Smutek czy radość. Zwątpienie i nadzieja. Złość lub spokój. To tylko niektóre emocje towarzyszące czytaniu tej pozycji. Żałowałam tylko tego, że w całość nie wpleciono Henry'ego - brata Amelie, bo ten chłopak skradł moje serce. Liczyłam na jego punkt widzenia, emocje i spostrzeżenia. Zabrakło tego, ale oddanie głosu Tagowi, który o nim wspominał naprawiło to chociaż w niewielkim stopniu. Jeśli jeszcze nie znasz historii Mojżesza oraz Dawida powinnaś / powinieneś to nadrobić. Chwyta za serce, pozwala się zastanowić nad wieloma rzeczami. Po prostu ma przesłanie i jest wymiarowa.
swiatmiedzystronami.blogspot.com Karolina Marek; 2016-10-16
Slow Burn. Kropla drąży skałę. Seria Driven
K. Bromberg jest bestsellerową autorką NewYork Timesa. Wszystko to za sprawą swojej trylogii Driven, Fueled, Crashed. Natomiast dzisiaj chciałabym chwilę zatrzymać się przy książce Slow burn. Kropla drąży skałę.
W książce poruszona jest tematyka utraty najbliższej osoby i sposobu, jak radzić sobie z taką traumą. Śmierć jest nieodłącznym elementem ludzkiego życia. Dobrze jest, kiedy przychodzi w swoim czasie. Jednak, kiedy zabiera osobę młodą, pełną życia, przed którą była świetlana przyszłość, wówczas przynosi jedynie cierpienie i niewyobrażalny ból. Moim zdaniem pomysł na książkę bardzo dobry, chociaż z „wykonanie” trochę słabiej.
Dokładnie wtedy, gdy burzliwy romans Rylee znajduje swoje szczęśliwe zakończenie, rozpoczyna się historia jej bliskiej przyjaciółki. Haddie Montgomery właśnie straciła siostrę. Nie chce się wiązać z żadnym mężczyzną, ból po śmierci Lexie jest zbyt silny i świeży. Spotkanie z przystojnym i bardzo męskim Beckettem Danielsem miało być tylko jednonocną przygodą, chwilą zapomnienia bez żadnych zobowiązań.
Szczerze przyznam, że książka nie wywarła na mnie dużego wrażenia. W dużej części mnie wręcz irytowała. Sądzę, że twórczość tej autorki nie przypadła mi do gustu i z pewnością nie sięgnę po kolejne jej książki. Zniechęciłam się już po kilku rozdziałach, ale postanowiłam doczytać historię do końca.
Moją głowę zalewają obrazy. Wspomnienia, jakie moglibyśmy razem stworzyć, gdybym szczerze odpowiedziała na to pytanie. Gdybym dopuściła go do siebie... i pozwoliła sobie na odczuwanie emocji całym sercem, a nie po kawałkach, które mi się wymykają, gdy tracę ostrożność.
Większość dialogów, które rozgrywają się między bohaterami są ”płaskie” i powiedziałabym, że wręcz nijakie. Nie wnoszą nic do całej powieści. Niektóre bardzo denerwują, ponieważ są dość infantylne.
Główni bohaterowie to Haddie i Beckett. Kobieta zmierza się z emocjami po śmierci swojej siostry. Próbuje o wszystkim zapomnieć. Nie chce żadnego związku z mężczyzną. Jest kobietą wyzwoloną. Jednak w sytuacji, w której nie radzi sobie z emocjami, postanawia szukać pocieszenia w ramionach obcego mężczyzny. Natomiast Beckett postanawia zrobić wszystko, by zdobyć jej serce.
Haddie jest bohaterką, która swoim postępowaniem może zbulwersować czytelnika. Jednak można ją wytłumaczyć tym, że straciła ukochaną siostrę i nie potrafi poradzić sobie z zaistniałą sytuacją. Szuka sposobu na to, aby złagodzić swój ból. Chwyta się wszelkich dostępnych metod i środków.
Nie cierpię do tego stopnia, że za każdym razem, gdy twój dotyk sprawia, że tak odżywam, uświadamiam sobie, jak bardzo martwa w środku czułam się przez ostatni rok.
Punkt autorce można jednak przyznać za poruszenie ważnego tematu w książce. Przez to zmienia trochę moje negatywne podejście do jej książki. Uważam, że takie tematy powinno się wykorzystywać, a jak się już to zrobi to już inwencja twórcza autora. Jednym wychodzi to lepiej, innym gorzej.
Czas jest cenny. Marnuj go mądrze...
Podsumowując, książka do końca nie przypadła mi do gustu. Ma swoje wady i zalety. Sięgnęłam po nią z ciekawości i z pewnością do niej nie wrócę. Czytałam bowiem wiele pozytywnych recenzji. Sądzę, że każdy czytelnik powinien wyrobić sobie własne zdanie na jej temat. Jednak myślę, że dla czytelników, którzy wolą taki gatunek literacki, książka może się spodobać.
W książce poruszona jest tematyka utraty najbliższej osoby i sposobu, jak radzić sobie z taką traumą. Śmierć jest nieodłącznym elementem ludzkiego życia. Dobrze jest, kiedy przychodzi w swoim czasie. Jednak, kiedy zabiera osobę młodą, pełną życia, przed którą była świetlana przyszłość, wówczas przynosi jedynie cierpienie i niewyobrażalny ból. Moim zdaniem pomysł na książkę bardzo dobry, chociaż z „wykonanie” trochę słabiej.
Dokładnie wtedy, gdy burzliwy romans Rylee znajduje swoje szczęśliwe zakończenie, rozpoczyna się historia jej bliskiej przyjaciółki. Haddie Montgomery właśnie straciła siostrę. Nie chce się wiązać z żadnym mężczyzną, ból po śmierci Lexie jest zbyt silny i świeży. Spotkanie z przystojnym i bardzo męskim Beckettem Danielsem miało być tylko jednonocną przygodą, chwilą zapomnienia bez żadnych zobowiązań.
Szczerze przyznam, że książka nie wywarła na mnie dużego wrażenia. W dużej części mnie wręcz irytowała. Sądzę, że twórczość tej autorki nie przypadła mi do gustu i z pewnością nie sięgnę po kolejne jej książki. Zniechęciłam się już po kilku rozdziałach, ale postanowiłam doczytać historię do końca.
Moją głowę zalewają obrazy. Wspomnienia, jakie moglibyśmy razem stworzyć, gdybym szczerze odpowiedziała na to pytanie. Gdybym dopuściła go do siebie... i pozwoliła sobie na odczuwanie emocji całym sercem, a nie po kawałkach, które mi się wymykają, gdy tracę ostrożność.
Większość dialogów, które rozgrywają się między bohaterami są ”płaskie” i powiedziałabym, że wręcz nijakie. Nie wnoszą nic do całej powieści. Niektóre bardzo denerwują, ponieważ są dość infantylne.
Główni bohaterowie to Haddie i Beckett. Kobieta zmierza się z emocjami po śmierci swojej siostry. Próbuje o wszystkim zapomnieć. Nie chce żadnego związku z mężczyzną. Jest kobietą wyzwoloną. Jednak w sytuacji, w której nie radzi sobie z emocjami, postanawia szukać pocieszenia w ramionach obcego mężczyzny. Natomiast Beckett postanawia zrobić wszystko, by zdobyć jej serce.
Haddie jest bohaterką, która swoim postępowaniem może zbulwersować czytelnika. Jednak można ją wytłumaczyć tym, że straciła ukochaną siostrę i nie potrafi poradzić sobie z zaistniałą sytuacją. Szuka sposobu na to, aby złagodzić swój ból. Chwyta się wszelkich dostępnych metod i środków.
Nie cierpię do tego stopnia, że za każdym razem, gdy twój dotyk sprawia, że tak odżywam, uświadamiam sobie, jak bardzo martwa w środku czułam się przez ostatni rok.
Punkt autorce można jednak przyznać za poruszenie ważnego tematu w książce. Przez to zmienia trochę moje negatywne podejście do jej książki. Uważam, że takie tematy powinno się wykorzystywać, a jak się już to zrobi to już inwencja twórcza autora. Jednym wychodzi to lepiej, innym gorzej.
Czas jest cenny. Marnuj go mądrze...
Podsumowując, książka do końca nie przypadła mi do gustu. Ma swoje wady i zalety. Sięgnęłam po nią z ciekawości i z pewnością do niej nie wrócę. Czytałam bowiem wiele pozytywnych recenzji. Sądzę, że każdy czytelnik powinien wyrobić sobie własne zdanie na jej temat. Jednak myślę, że dla czytelników, którzy wolą taki gatunek literacki, książka może się spodobać.
Sztukater.pl Lucca
Sweet Ache. Krew gęstsza od wody. Seria Driven
Przyznam się, że nie jestem entuzjastką książek podobnych do Pięćdziesięciu twarzy Greya, jednak co jakiś czas na rynku wydawniczym pojawiają się książki, na które trzeba zwrócić szczególną uwagę. Robi się bowiem o nich coraz głośniej.
Każda kobieta jest na swój sposób piękna, musi tylko znaleźć mężczyznę, który to w niej dostrzeże...
Ostatnio wpadła mi w ręce powieść autorki K. Bromberg zatytułowana Sweet Ache. Krew gęstsza od wody. Jak się okazało jest to szósty tom serii Driven, która jest debiutanckim cyklem tej autorki.
„Miłość” to puste słowo w teście, dopóki nie zjawi się ktoś, kto stworzy muzykę i nada mu życie...
W mojej opinii przedstawiona historia jest niewiarygodnie nienaturalna. Historia głownych bohaterów, czyli Quinlan oraz Hawkina, w pewnych momentach była bardzo przewidywalna, a przez to nudziła. Zresztą sama akcja nie była zbyt emocjonująca.
Gdy przestaniesz Gonic za niewłaściwymi rzeczami, dasz szansę tym właściwym, żeby cię dogoniły.
Główni bohaterowie zaś zostali przedstawieni jako wręcz idealne osoby, nie posiadające wad. Quinlan to dziewczyna, która prostą droga idzie ku wyznaczonym celom. Jest niezwykle skromna i nie wykorzystuje innych ludzi, aby osiągnąć swoje marzenia.
Cóż, czasem w trakcie codziennego życia historia miłosna spada na ciebie w zupełnie nieoczekiwanym momencie.
Natomiast Hawkin to mężczyzna, który jest przyzwyczajony do stałego adorowania przez kobiety.
Hawkin, sławny muzyk o dobrym sercu, po raz kolejny bierze na siebie wybryki młodszego brata, Huntera. Ponownie daje się wykorzystać, ale tym razem grozi mu odsiadka. Przyszłość jego zespołu staje pod znakiem zapytania. Aby zdobyć przychylność sędziego, Hawkin zgadza się gościnnie poprowadzić serię wykładów na miejscowej uczelni. A Quinlan... Cóż, Hawkin zakłada się z kolegą z zespołu, że zaciągnie ją do łóżka. Uwiedzenie Quinlan, która nie ma najmniejszej ochoty stać się kolejną zdobyczą gwiazdora, okazuje się o wiele trudniejsze niż seria wykładów. Im bardziej on się stara, tym bardziej ona go unika, ale nieoczekiwanie między tym dwojgiem rodzi się coś pięknego i prawdziwego. Złożoną sytuację dodatkowo komplikuje Hunter: gdy tylko zorientuje się, że jego starszy brat ma słaby punkt, zrobi wszystko, żeby go wykorzystać...
Cała historia miedzy tym dwojgiem ludzi zaczyna się wówczas, kiedy Hawkin zakłada się z kolegą z zespołu, że zaciągnie Quinlan do łóżka.
Bo zakochanie się jest jak deszcz. Nie zawsze da się przewidzieć, a czasem się je przewiduje, a ono się nie pojawia. Zawsze jednak da się zauważyć pewne sygnały zwiastujące opady.
Oceniam ją jako dość słabą książkę. Musze tutaj przyznać, że po przeczytaniu opisu książki, spodziewałam się czegoś nowego, innego, zaskakującego. Tym razem jednak przeliczyłam się.
Najwyraźniej prawdą jest to, co mówią, że miłość nie ignoruje skaz, lecz potrafi spojrzeć przez nie i dostrzec to, co ukrywa się w środku.
Ta książka praktycznie od samego początku mnie drażniła. Nie znalazłam w niej zbyt wiele rzeczy wartych uwagi. Moim zdaniem jest to książka napisana w celu zdobycia sławy, a nie po to, by pokazać coś nowego czytelnikom.
Podsumowując: książka w mojej ocenia okazała się bardzo słaba. Nie znalazłam w niej nic godnego uwagi. Przyniosła tylko rozczarowanie. Przedstawiona historia jest niebywale niewiarygodna. Wszystko to sprawia, iż miałam wrażenie, że książka została napisana jakby na siłę.
Każda kobieta jest na swój sposób piękna, musi tylko znaleźć mężczyznę, który to w niej dostrzeże...
Ostatnio wpadła mi w ręce powieść autorki K. Bromberg zatytułowana Sweet Ache. Krew gęstsza od wody. Jak się okazało jest to szósty tom serii Driven, która jest debiutanckim cyklem tej autorki.
„Miłość” to puste słowo w teście, dopóki nie zjawi się ktoś, kto stworzy muzykę i nada mu życie...
W mojej opinii przedstawiona historia jest niewiarygodnie nienaturalna. Historia głownych bohaterów, czyli Quinlan oraz Hawkina, w pewnych momentach była bardzo przewidywalna, a przez to nudziła. Zresztą sama akcja nie była zbyt emocjonująca.
Gdy przestaniesz Gonic za niewłaściwymi rzeczami, dasz szansę tym właściwym, żeby cię dogoniły.
Główni bohaterowie zaś zostali przedstawieni jako wręcz idealne osoby, nie posiadające wad. Quinlan to dziewczyna, która prostą droga idzie ku wyznaczonym celom. Jest niezwykle skromna i nie wykorzystuje innych ludzi, aby osiągnąć swoje marzenia.
Cóż, czasem w trakcie codziennego życia historia miłosna spada na ciebie w zupełnie nieoczekiwanym momencie.
Natomiast Hawkin to mężczyzna, który jest przyzwyczajony do stałego adorowania przez kobiety.
Hawkin, sławny muzyk o dobrym sercu, po raz kolejny bierze na siebie wybryki młodszego brata, Huntera. Ponownie daje się wykorzystać, ale tym razem grozi mu odsiadka. Przyszłość jego zespołu staje pod znakiem zapytania. Aby zdobyć przychylność sędziego, Hawkin zgadza się gościnnie poprowadzić serię wykładów na miejscowej uczelni. A Quinlan... Cóż, Hawkin zakłada się z kolegą z zespołu, że zaciągnie ją do łóżka. Uwiedzenie Quinlan, która nie ma najmniejszej ochoty stać się kolejną zdobyczą gwiazdora, okazuje się o wiele trudniejsze niż seria wykładów. Im bardziej on się stara, tym bardziej ona go unika, ale nieoczekiwanie między tym dwojgiem rodzi się coś pięknego i prawdziwego. Złożoną sytuację dodatkowo komplikuje Hunter: gdy tylko zorientuje się, że jego starszy brat ma słaby punkt, zrobi wszystko, żeby go wykorzystać...
Cała historia miedzy tym dwojgiem ludzi zaczyna się wówczas, kiedy Hawkin zakłada się z kolegą z zespołu, że zaciągnie Quinlan do łóżka.
Bo zakochanie się jest jak deszcz. Nie zawsze da się przewidzieć, a czasem się je przewiduje, a ono się nie pojawia. Zawsze jednak da się zauważyć pewne sygnały zwiastujące opady.
Oceniam ją jako dość słabą książkę. Musze tutaj przyznać, że po przeczytaniu opisu książki, spodziewałam się czegoś nowego, innego, zaskakującego. Tym razem jednak przeliczyłam się.
Najwyraźniej prawdą jest to, co mówią, że miłość nie ignoruje skaz, lecz potrafi spojrzeć przez nie i dostrzec to, co ukrywa się w środku.
Ta książka praktycznie od samego początku mnie drażniła. Nie znalazłam w niej zbyt wiele rzeczy wartych uwagi. Moim zdaniem jest to książka napisana w celu zdobycia sławy, a nie po to, by pokazać coś nowego czytelnikom.
Podsumowując: książka w mojej ocenia okazała się bardzo słaba. Nie znalazłam w niej nic godnego uwagi. Przyniosła tylko rozczarowanie. Przedstawiona historia jest niebywale niewiarygodna. Wszystko to sprawia, iż miałam wrażenie, że książka została napisana jakby na siłę.
Sztukater.pl Lucca