Recenzje
Oblubienice wojny
Druga wojna światowa wciąż jeszcze jest obecna w świadomości mieszkańców większości krajów półkuli północnej – zwłaszcza tych, które brały w niej bezpośredni udział – a echa przeżytych wówczas tragedii nadal kładą się cieniem na egzystencji wielu rodzin. Biorąc pod uwagę tę sytuację oraz potężną liczbę obszernych i wiarygodnych materiałów źródłowych, wojenne losy ludzi stanowią doskonałe tworzywo literackie. Toteż powieściopisarze europejscy i północnoamerykańscy czerpią z nich pełnymi garściami, czego efektem są niezliczone sagi rodzinne, dramaty psychologiczne, paradokumenty, a także romanse i powieści sensacyjne z akcją osadzoną w latach 1939-45 lub z fabułą zawierającą odniesienia do tego okresu. Amerykańska prawniczka Helen Bryan swój debiut literacki także oparła na motywach wojennych, przypominając historie brytyjskich kobiet, które nie musiały co prawda stawiać hitlerowcom bezpośredniego oporu, nie znaczy to jednak, że żyło im się łatwo…
Alice, w chwili wybuchu wojny dwudziestoczteroletnia, jest córką pastora z maleńkiej miejscowości Crowmarsh Priors. Po śmierci ojca mieszka tylko z matką, pracuje jako nauczycielka i marzy o towarzyszu dziecięcych zabaw, który, dorósłszy, wstąpił do marynarki. Niespełna dwa lata przed wojną jej marzenie się spełnia – Richard prosi ją o rękę. Niestety, los szykuje jej paskudną niespodziankę: ślubu nie będzie. To znaczy będzie, ale wcześniej, niż został zaplanowany, i to nie ona stanie przed ołtarzem z przystojnym i ujmującym oficerem…
O sześć lat młodsza Frances po przedwczesnej śmierci matki przebywa pod okiem stale zmieniających się nianiek i guwernantek, potem w szkołach z internatem w kraju i za granicą, co przynajmniej chwilowo oszczędza ojcu, admirałowi, kłopotów z wychowywaniem odważnej i buńczucznej dziewczyny. W końcu jednak musi powrócić do domu, a to, co wyczynia w Londynie, zdecydowanie nie służy jej reputacji. W przededniu wojny zostaje więc „zesłana” na prowincję, do domu swojej matki chrzestnej. Starsza dama ma za zadanie okiełznać krnąbrną chrześnicę albo wydać ją za mąż. I z początku wydaje się, że nawet coś z tego będzie…
Elsie również opuszcza Londyn na kilka dni przed wybuchem wojny, lecz z zupełnie innych przyczyn. W środowisku, z którego pochodzi – gdzie każdy ma jedną zmianę odzieży i bielizny, a mięso na obiad kupuje się u sprzedawcy resztek dla kotów – nikt nie wysyła nastoletniej córki na wieś dla poprawy zachowania, nawet jeśli ta córka zadaje się z podopiecznym znanego w okolicy kryminalisty. O wyjazd Elsie zadbał brytyjski rząd, a dokładnie – pewna dama o dobrym sercu, która uznała, że choć piętnastolatka nie podlega już obowiązkowi ewakuacji, lepiej jej będzie jako pokojówce w arystokratycznym domu niż w fabryce kleju, dokąd chcieli ją posłać rodzice…
Evangeline, odrobinę starsza od Frances, dorasta w miejscu, które w porównaniu z brytyjską wsią zdaje się zupełnie inną planetą. Wielohektarowe plantacje, gigantyczne rezydencje i setki ciemnoskórych ludzi, wprawdzie teraz zatrudnianych za symboliczne wynagrodzenie, lecz w oczach pracodawców wcale niestojących wyżej niż ich przodkowie-niewolnicy. Kropla afrykańskiej krwi skazuje człowieka na wieczną pogardę, jeśli zaś ośmieli się on wyjść poza wyznaczone miejsce – bywa, że i na śmierć. A Laurent – biologiczny kuzyn dziewczyny, lecz wobec prawa i obyczaju bynajmniej nie krewny, ba, istota drugiej kategorii – właśnie to czyni. Jedynym ratunkiem dla obojga jest ucieczka. Szalony plan Evangeline w pewnej mierze się udaje – tyle że mężczyzna, z którym odpływa do Europy, nie jest ojcem jej przyszłego dziecka…
Antoinette, zwana Tanni, na rok przed wojną kończy szesnaście lat. Podobnie jak Alice, kocha się w chłopcu z sąsiedztwa, lecz teraz widują się bardzo rzadko, bo w kraju, w którym żyją, również zaczęto segregować obywateli według pochodzenia. Austriackim Żydom zakazano wstępu prawie wszędzie, a za chwilę nie będą bezpieczni i we własnych domach. Doktorostwo Josephowie wiedzą, że Anton, choć miły, porządny i wykształcony, nie zapewni ich najstarszej córce bezpieczeństwa – w przeciwieństwie do syna innych sąsiadów, wykładowcy na angielskiej uczelni. Pospieszny ślub – i młoda para już zmierza do miejsca, gdzie ma oczekiwać przybycia pozostawionych na kontynencie krewnych. Ale transport uchodźców nie nadchodzi…
Cała piątka spotyka się w rodzinnej miejscowości Alice. Z początku nic ich nie łączy, lecz z biegiem czasu nawet te, które początkowo były do siebie niechętnie nastawione, znajdują wspólny język i wspólną sprawę, dla której są gotowe sporo zaryzykować. A kiedy się spotkają po wielu latach, okażą się równie solidarne w poszukiwaniach przyczyny tego, co się stało późną jesienią czwartego roku wojny, i w chęci ukarania winowajcy…
Tę dramatyczną historię relacjonuje narrator zewnętrzny, rozpoczynając opowieść w chwili, gdy cztery starsze kobiety zmierzają do Crowmarsh Priors na obchody pięćdziesiątej rocznicy kapitulacji Niemiec, potem cofając się do epizodów z lat bezpośrednio poprzedzających wojnę i samego okresu wojny, a następnie wracając do współczesności. Czyni to językiem prostym, bezpretensjonalnym (jedyne niedoskonałości powstały, jak się zdaje, w tłumaczeniu: „trzymając cygaretkę z kości słoniowej”[1]; „Kiwał pod stolikiem nogą, co było nerwowym tikiem, jaki się w nim ostatnio rozwinął”[2]. Można by też podyskutować z tłumaczką i wydawcą, czy oryginalny tytuł „War Brides” nie mógłby brzmieć po polsku raczej „Wojenne oblubienice”), starając się jak najlepiej oddać rzeczywistość widzianą oczyma każdej z bohaterek i paru innych osób najbardziej zaangażowanych w wydarzenia. Autorka zadbała nie tylko o ukazanie postaw ludzi w obliczu zagrożenia, ale także o wyraziste nakreślenie tła historycznego, włącznie ze sporą liczbą informacji o życiu codziennym (ze szczególnym uwzględnieniem wojennych realiów kulinarnych). I choć fabuła momentami wydaje się nazbyt pospiesznie streszczana, nie traci z tego powodu tajemniczości ani zdolności zainteresowania czytelnika. To taki rodzaj literatury, który zadowoli zwłaszcza odbiorcę przyzwyczajonego do opowieści prostych i nasyconych jednoznacznymi emocjami, ale i miłośnik cięższej prozy da się wciągnąć w perypetie pięciu bohaterek. Zwłaszcza jeśli jest płci żeńskiej, bo historii o odwadze i zaradności kobiet nigdy za wiele!
Alice, w chwili wybuchu wojny dwudziestoczteroletnia, jest córką pastora z maleńkiej miejscowości Crowmarsh Priors. Po śmierci ojca mieszka tylko z matką, pracuje jako nauczycielka i marzy o towarzyszu dziecięcych zabaw, który, dorósłszy, wstąpił do marynarki. Niespełna dwa lata przed wojną jej marzenie się spełnia – Richard prosi ją o rękę. Niestety, los szykuje jej paskudną niespodziankę: ślubu nie będzie. To znaczy będzie, ale wcześniej, niż został zaplanowany, i to nie ona stanie przed ołtarzem z przystojnym i ujmującym oficerem…
O sześć lat młodsza Frances po przedwczesnej śmierci matki przebywa pod okiem stale zmieniających się nianiek i guwernantek, potem w szkołach z internatem w kraju i za granicą, co przynajmniej chwilowo oszczędza ojcu, admirałowi, kłopotów z wychowywaniem odważnej i buńczucznej dziewczyny. W końcu jednak musi powrócić do domu, a to, co wyczynia w Londynie, zdecydowanie nie służy jej reputacji. W przededniu wojny zostaje więc „zesłana” na prowincję, do domu swojej matki chrzestnej. Starsza dama ma za zadanie okiełznać krnąbrną chrześnicę albo wydać ją za mąż. I z początku wydaje się, że nawet coś z tego będzie…
Elsie również opuszcza Londyn na kilka dni przed wybuchem wojny, lecz z zupełnie innych przyczyn. W środowisku, z którego pochodzi – gdzie każdy ma jedną zmianę odzieży i bielizny, a mięso na obiad kupuje się u sprzedawcy resztek dla kotów – nikt nie wysyła nastoletniej córki na wieś dla poprawy zachowania, nawet jeśli ta córka zadaje się z podopiecznym znanego w okolicy kryminalisty. O wyjazd Elsie zadbał brytyjski rząd, a dokładnie – pewna dama o dobrym sercu, która uznała, że choć piętnastolatka nie podlega już obowiązkowi ewakuacji, lepiej jej będzie jako pokojówce w arystokratycznym domu niż w fabryce kleju, dokąd chcieli ją posłać rodzice…
Evangeline, odrobinę starsza od Frances, dorasta w miejscu, które w porównaniu z brytyjską wsią zdaje się zupełnie inną planetą. Wielohektarowe plantacje, gigantyczne rezydencje i setki ciemnoskórych ludzi, wprawdzie teraz zatrudnianych za symboliczne wynagrodzenie, lecz w oczach pracodawców wcale niestojących wyżej niż ich przodkowie-niewolnicy. Kropla afrykańskiej krwi skazuje człowieka na wieczną pogardę, jeśli zaś ośmieli się on wyjść poza wyznaczone miejsce – bywa, że i na śmierć. A Laurent – biologiczny kuzyn dziewczyny, lecz wobec prawa i obyczaju bynajmniej nie krewny, ba, istota drugiej kategorii – właśnie to czyni. Jedynym ratunkiem dla obojga jest ucieczka. Szalony plan Evangeline w pewnej mierze się udaje – tyle że mężczyzna, z którym odpływa do Europy, nie jest ojcem jej przyszłego dziecka…
Antoinette, zwana Tanni, na rok przed wojną kończy szesnaście lat. Podobnie jak Alice, kocha się w chłopcu z sąsiedztwa, lecz teraz widują się bardzo rzadko, bo w kraju, w którym żyją, również zaczęto segregować obywateli według pochodzenia. Austriackim Żydom zakazano wstępu prawie wszędzie, a za chwilę nie będą bezpieczni i we własnych domach. Doktorostwo Josephowie wiedzą, że Anton, choć miły, porządny i wykształcony, nie zapewni ich najstarszej córce bezpieczeństwa – w przeciwieństwie do syna innych sąsiadów, wykładowcy na angielskiej uczelni. Pospieszny ślub – i młoda para już zmierza do miejsca, gdzie ma oczekiwać przybycia pozostawionych na kontynencie krewnych. Ale transport uchodźców nie nadchodzi…
Cała piątka spotyka się w rodzinnej miejscowości Alice. Z początku nic ich nie łączy, lecz z biegiem czasu nawet te, które początkowo były do siebie niechętnie nastawione, znajdują wspólny język i wspólną sprawę, dla której są gotowe sporo zaryzykować. A kiedy się spotkają po wielu latach, okażą się równie solidarne w poszukiwaniach przyczyny tego, co się stało późną jesienią czwartego roku wojny, i w chęci ukarania winowajcy…
Tę dramatyczną historię relacjonuje narrator zewnętrzny, rozpoczynając opowieść w chwili, gdy cztery starsze kobiety zmierzają do Crowmarsh Priors na obchody pięćdziesiątej rocznicy kapitulacji Niemiec, potem cofając się do epizodów z lat bezpośrednio poprzedzających wojnę i samego okresu wojny, a następnie wracając do współczesności. Czyni to językiem prostym, bezpretensjonalnym (jedyne niedoskonałości powstały, jak się zdaje, w tłumaczeniu: „trzymając cygaretkę z kości słoniowej”[1]; „Kiwał pod stolikiem nogą, co było nerwowym tikiem, jaki się w nim ostatnio rozwinął”[2]. Można by też podyskutować z tłumaczką i wydawcą, czy oryginalny tytuł „War Brides” nie mógłby brzmieć po polsku raczej „Wojenne oblubienice”), starając się jak najlepiej oddać rzeczywistość widzianą oczyma każdej z bohaterek i paru innych osób najbardziej zaangażowanych w wydarzenia. Autorka zadbała nie tylko o ukazanie postaw ludzi w obliczu zagrożenia, ale także o wyraziste nakreślenie tła historycznego, włącznie ze sporą liczbą informacji o życiu codziennym (ze szczególnym uwzględnieniem wojennych realiów kulinarnych). I choć fabuła momentami wydaje się nazbyt pospiesznie streszczana, nie traci z tego powodu tajemniczości ani zdolności zainteresowania czytelnika. To taki rodzaj literatury, który zadowoli zwłaszcza odbiorcę przyzwyczajonego do opowieści prostych i nasyconych jednoznacznymi emocjami, ale i miłośnik cięższej prozy da się wciągnąć w perypetie pięciu bohaterek. Zwłaszcza jeśli jest płci żeńskiej, bo historii o odwadze i zaradności kobiet nigdy za wiele!
BiblioNETka.pl Dorota Tukaj; 2016-07-06
Gruzja. Magiczne Zakaukazie. Wydanie 1
Podróż do źródeł czasu
Poznawanie Gruzji czy Armenii, niewielkich krajów kaukaskich o bogatej historii i jeszcze bogatszej kulturze, przypomina podróż do źródeł czasu. Najstarsze bazyliki gruzińskie powstały bowiem pół tysiąca lat wcześniej niż romańska rotunda Feliska i Adaukta na Wawelu datowana na koniec X wieku. Architektura sakralna Gruzji jest bowiem prostą kontynuacją tradycji bizantyńskiej i syryjskiej. Podobnie często spotykane freski na ścianach wielu zachowanych kościołów są znakomitymi przykładami tradycji Bizancjum. Turysta europejski, polski w szczególności, jest tu mocno poruszony egzotyką kultury, która przyjęła chrześcijaństwo na długie wieki, nim dokonał tego książę Mieszko I. Obiekty w Sio-ni, Anczishctai czy Urbnisi są tego przykładem. Gruzja od dawna cieszy się sympatią Polaków, zaś całkiem od niedawna rozgorzała wielkim afektem do Polski i Polaków, co odczuwa się tu na każdym kroku. Warto tę sympatię pielęgnować, ale i warto z niej skorzystać, by poznać nie tylko materialne dziedzictwo dziejów, ale spróbować poznać mentalność mieszkańców Gruzji, ich prosty styl życia, gościnność, obyczaje. Gruzja obfituje w miejsca, które zaspokoją najbardziej wyszukane oczekiwania. Czy będzie to klimatyczne i stołeczne Tbilisi, czy osławiona Gruzińska Droga Wojenna, górskie monastery, kaukaskie wioski kultywujące stare tradycje, nowoczesne ośrodki czarnomorskie z Batumi jako perłą w koronie, skalne miasto Wardzia czy bezkresne szlaki górskie, dające wędrowcowi najwyższą satysfakcję. Do tego prosta a zarazem wyszukana kuchnia, niezłe wino. Niemało, jak na mały kraj, który oferuje każdemu wielkie wakacje. Uproszczone procedury, ruch bezwizowy, tanie bilety lotnicze, przyjazne ceny na miejscu i zachęcający do wędrówki klimat. Kolejny autorski przewodnik oferujący maksimum informacji, aktualnej i adresowanej do polskiego odbiorcy.
Poznawanie Gruzji czy Armenii, niewielkich krajów kaukaskich o bogatej historii i jeszcze bogatszej kulturze, przypomina podróż do źródeł czasu. Najstarsze bazyliki gruzińskie powstały bowiem pół tysiąca lat wcześniej niż romańska rotunda Feliska i Adaukta na Wawelu datowana na koniec X wieku. Architektura sakralna Gruzji jest bowiem prostą kontynuacją tradycji bizantyńskiej i syryjskiej. Podobnie często spotykane freski na ścianach wielu zachowanych kościołów są znakomitymi przykładami tradycji Bizancjum. Turysta europejski, polski w szczególności, jest tu mocno poruszony egzotyką kultury, która przyjęła chrześcijaństwo na długie wieki, nim dokonał tego książę Mieszko I. Obiekty w Sio-ni, Anczishctai czy Urbnisi są tego przykładem. Gruzja od dawna cieszy się sympatią Polaków, zaś całkiem od niedawna rozgorzała wielkim afektem do Polski i Polaków, co odczuwa się tu na każdym kroku. Warto tę sympatię pielęgnować, ale i warto z niej skorzystać, by poznać nie tylko materialne dziedzictwo dziejów, ale spróbować poznać mentalność mieszkańców Gruzji, ich prosty styl życia, gościnność, obyczaje. Gruzja obfituje w miejsca, które zaspokoją najbardziej wyszukane oczekiwania. Czy będzie to klimatyczne i stołeczne Tbilisi, czy osławiona Gruzińska Droga Wojenna, górskie monastery, kaukaskie wioski kultywujące stare tradycje, nowoczesne ośrodki czarnomorskie z Batumi jako perłą w koronie, skalne miasto Wardzia czy bezkresne szlaki górskie, dające wędrowcowi najwyższą satysfakcję. Do tego prosta a zarazem wyszukana kuchnia, niezłe wino. Niemało, jak na mały kraj, który oferuje każdemu wielkie wakacje. Uproszczone procedury, ruch bezwizowy, tanie bilety lotnicze, przyjazne ceny na miejscu i zachęcający do wędrówki klimat. Kolejny autorski przewodnik oferujący maksimum informacji, aktualnej i adresowanej do polskiego odbiorcy.
Tygodnik Angora Ł.Azik; 2016-07-10
Armenia. W krainie chaczkarów, wulkanów i moreli. Wydanie 1
W serii wydawniczej Bezdroża Classic ukazały się pierwsze wydania przewodników po Armenii i Gruzji. Osobnych po obu tych krajach, co sugerowałem już dosyć dawno recenzując, wydawany wcześniej w kilku nakładach, przewodnik tej oficyny po trzech krajach Zakaukazia.
Turyście wybierającemu się tylko do jednego z nich wygodniej jest bowiem posługiwać się cieńszym, lżejszym, a częściowo dokładniejszym opisem tego, co warto tam zobaczyć i poznać. Ponieważ jednym z dwu autorów nowych przewodników był również współautor poprzedniego, jest oczywiste, że w przypadku np. informacji o poszczególnych miejscowościach i zabytkach, stanowią one powtórzenia, chociaż częściowo przeredagowane oraz uzupełnione i zaktualizowane. Co nie zmniejsza mojej wysokiej oceny "Armenii" - Gruzji poświęcę następną recenzję, podobnie zresztą jak i poprzedniego przewodnika po Zakaukaziu. W porównaniu z nim, plusami są liczniejsze, w sumie ponad 60, przeważnie bardzo ciekawe informacje monotematyczne włamane w tekst w ramkach, a także rozbudowane sugestie, co szczególnie warto zobaczyć i poznać w tym pięknym kraju. Minusem zaś czarno - białe i to nieliczne zdjęcia, z wyjątkowo 10 kolorowymi, ale nie najlepszej jakości technicznej, w części wstępnej przewodnika. Autorzy piszą w niej, co koniecznie trzeba w Armenii zobaczyć, wymieniając 13 miejscowości i miejsc. I, na ile znam ten kraj, uwzględniają rzeczywiście chyba wszystko zasługujące w nim na szczególną uwagę. Chociaż nie wszyscy turyści będą w stanie, chociażby ze względu na bezpieczeństwo, pojechać do Górskiego Karabachu, czy wspiąć się, co wymaga jednak sporego wysiłku, chociażby na jeden z czterech szczytów najwyższej góry kraju, liczącego 4090 m n.p.m. Aragacu. Bardzo rozsądne, a zarazem realnie zaplanowane w czasie są również propozycje poznawania Armenii jedną z czterech tras. Przy czym tylko na pierwszą sugerują poświęcenie 7 dni, na pozostałe po 2 tygodnie. Jednak już propozycje, co w poszczególnych miejscowościach przede wszystkim trzeba zobaczyć lub przeżyć, są dla mnie, przynajmniej częściowo, dyskusyjne. Tak np. wśród 6 takich sugestii dotyczących Erywania zabrakło bardzo ciekawego Narodowego Muzeum Historycznego i mieszczącej się w tym samym gmachu na placu Republiki Galerii Narodowej. Podobnie jak światowej sławy instytutu - muzeum ormiańskiego piśmiennictwa Matanadaran. Nie wiem jak inni, ale ja, musząc wybierać, zrezygnowałbym na ich rzecz z proponowanego wypicia kawy przy tymże placu Republiki, czy jazdy wypożyczonym rowerem w stołecznym ruchu ulicznym. Bardzo trafne są propozycje dotyczące wycieczek poza Erywań. Ale sześciu wymienionych miejsc: świątyni w Garni, monasteru Chor Wirap, twierdzy Erebuni, "ormiańskiej Częstochowy" - Eczmiadzynu, katedry Zawrtnoc i jaskiń mistrza Lewona nie da się zwiedzić, co sugerują autorzy, jednego dnia, nawet dysponując samochodem i bardzo po łebkach. Mnóstwo ciekawych i potrzebnych informacji zawartych jest w Informacjach praktycznych, Kraju w pigułce i Informacjach krajoznawczych. Główną część przewodnika poświęconą zwiedzaniu kraju autorzy, co jest również sensowne i logiczne, podzielili na 3 części. Armenię środkową, północną i południową oraz osobno Górski Karabach. W każdej z nich najpierw wypunktowują co w niej jest najciekawszego, zasługującego szczególnie na zobaczenie, a następnie "oprowadzają" czytelnika wybranymi trasami z informacjami o tym, co znajduje się na lub przy nich. Są to informacje wystarczające przeciętnemu turyście, pozwalające mu zdecydować na co poświecić więcej, a na co mniej uwagi. W Armenii środkowej w ten sposób zaprezentowany jest Erewań oraz regiony: Aragac, Kotajk, Geghakunin oraz Armawir i Ararat, a w nich poszczególne zabytki, miejsca i atrakcje. Z mapkami, planami klasztorów i świątyń itp. Analogicznie w przypadku pozostałych części kraju już bez podziału na regiony oraz Górskiego Karabachu z uwzględnieniem jego części północnej i południowej. Jak już wspomniałem, treść przewodnika wzbogaca ponad 60 włamanych na poszczególnych stronach obszerniejszych i ciekawych monotematycznych informacji w ramkach. Np.: "Chaczkary - kamienne wizytówki Armenii", "Ormiańskie imiona", "Święty Masztoc i armeński alfabet", "Jaskinie mistrza Lewona", "Azhdahak, siedziba smoka", "Jak powstał Eczmiadzyn", "Pieszo po Wajoc Dzor", "Dywany z Karabachu", "Loty pod ostrzałem" (Międzynarodowy port lotniczy w Stepanakercie), "Powojenne miasto duchów" (Agdam) i wiele innych. Na końcu znajduje się krótki słowniczek polsko-ormiański, Indeks oraz spisy: ramek, map i planów oraz treści. W sumie jest to więc przewodnik, który z przyjemnością mogę polecić zarówno turystom wybierającym się do tego kraju, jak i czytelnikom pragnącym dowiedzieć się sporo o Armenii, jej historii, kulturze, a przede wszystkim o zabytkach, ciekawych miejscach i innych atrakcjach.
Turyście wybierającemu się tylko do jednego z nich wygodniej jest bowiem posługiwać się cieńszym, lżejszym, a częściowo dokładniejszym opisem tego, co warto tam zobaczyć i poznać. Ponieważ jednym z dwu autorów nowych przewodników był również współautor poprzedniego, jest oczywiste, że w przypadku np. informacji o poszczególnych miejscowościach i zabytkach, stanowią one powtórzenia, chociaż częściowo przeredagowane oraz uzupełnione i zaktualizowane. Co nie zmniejsza mojej wysokiej oceny "Armenii" - Gruzji poświęcę następną recenzję, podobnie zresztą jak i poprzedniego przewodnika po Zakaukaziu. W porównaniu z nim, plusami są liczniejsze, w sumie ponad 60, przeważnie bardzo ciekawe informacje monotematyczne włamane w tekst w ramkach, a także rozbudowane sugestie, co szczególnie warto zobaczyć i poznać w tym pięknym kraju. Minusem zaś czarno - białe i to nieliczne zdjęcia, z wyjątkowo 10 kolorowymi, ale nie najlepszej jakości technicznej, w części wstępnej przewodnika. Autorzy piszą w niej, co koniecznie trzeba w Armenii zobaczyć, wymieniając 13 miejscowości i miejsc. I, na ile znam ten kraj, uwzględniają rzeczywiście chyba wszystko zasługujące w nim na szczególną uwagę. Chociaż nie wszyscy turyści będą w stanie, chociażby ze względu na bezpieczeństwo, pojechać do Górskiego Karabachu, czy wspiąć się, co wymaga jednak sporego wysiłku, chociażby na jeden z czterech szczytów najwyższej góry kraju, liczącego 4090 m n.p.m. Aragacu. Bardzo rozsądne, a zarazem realnie zaplanowane w czasie są również propozycje poznawania Armenii jedną z czterech tras. Przy czym tylko na pierwszą sugerują poświęcenie 7 dni, na pozostałe po 2 tygodnie. Jednak już propozycje, co w poszczególnych miejscowościach przede wszystkim trzeba zobaczyć lub przeżyć, są dla mnie, przynajmniej częściowo, dyskusyjne. Tak np. wśród 6 takich sugestii dotyczących Erywania zabrakło bardzo ciekawego Narodowego Muzeum Historycznego i mieszczącej się w tym samym gmachu na placu Republiki Galerii Narodowej. Podobnie jak światowej sławy instytutu - muzeum ormiańskiego piśmiennictwa Matanadaran. Nie wiem jak inni, ale ja, musząc wybierać, zrezygnowałbym na ich rzecz z proponowanego wypicia kawy przy tymże placu Republiki, czy jazdy wypożyczonym rowerem w stołecznym ruchu ulicznym. Bardzo trafne są propozycje dotyczące wycieczek poza Erywań. Ale sześciu wymienionych miejsc: świątyni w Garni, monasteru Chor Wirap, twierdzy Erebuni, "ormiańskiej Częstochowy" - Eczmiadzynu, katedry Zawrtnoc i jaskiń mistrza Lewona nie da się zwiedzić, co sugerują autorzy, jednego dnia, nawet dysponując samochodem i bardzo po łebkach. Mnóstwo ciekawych i potrzebnych informacji zawartych jest w Informacjach praktycznych, Kraju w pigułce i Informacjach krajoznawczych. Główną część przewodnika poświęconą zwiedzaniu kraju autorzy, co jest również sensowne i logiczne, podzielili na 3 części. Armenię środkową, północną i południową oraz osobno Górski Karabach. W każdej z nich najpierw wypunktowują co w niej jest najciekawszego, zasługującego szczególnie na zobaczenie, a następnie "oprowadzają" czytelnika wybranymi trasami z informacjami o tym, co znajduje się na lub przy nich. Są to informacje wystarczające przeciętnemu turyście, pozwalające mu zdecydować na co poświecić więcej, a na co mniej uwagi. W Armenii środkowej w ten sposób zaprezentowany jest Erewań oraz regiony: Aragac, Kotajk, Geghakunin oraz Armawir i Ararat, a w nich poszczególne zabytki, miejsca i atrakcje. Z mapkami, planami klasztorów i świątyń itp. Analogicznie w przypadku pozostałych części kraju już bez podziału na regiony oraz Górskiego Karabachu z uwzględnieniem jego części północnej i południowej. Jak już wspomniałem, treść przewodnika wzbogaca ponad 60 włamanych na poszczególnych stronach obszerniejszych i ciekawych monotematycznych informacji w ramkach. Np.: "Chaczkary - kamienne wizytówki Armenii", "Ormiańskie imiona", "Święty Masztoc i armeński alfabet", "Jaskinie mistrza Lewona", "Azhdahak, siedziba smoka", "Jak powstał Eczmiadzyn", "Pieszo po Wajoc Dzor", "Dywany z Karabachu", "Loty pod ostrzałem" (Międzynarodowy port lotniczy w Stepanakercie), "Powojenne miasto duchów" (Agdam) i wiele innych. Na końcu znajduje się krótki słowniczek polsko-ormiański, Indeks oraz spisy: ramek, map i planów oraz treści. W sumie jest to więc przewodnik, który z przyjemnością mogę polecić zarówno turystom wybierającym się do tego kraju, jak i czytelnikom pragnącym dowiedzieć się sporo o Armenii, jej historii, kulturze, a przede wszystkim o zabytkach, ciekawych miejscach i innych atrakcjach.
kurier365.pl Cezary Rudziński; 2016-07-09
Niewolnica ISIS
Sytuacja na Bliskim Wschodzie jest coraz gorsza. Tzw. Państwo Islamskie (ISIS) coraz bardziej ośmiela się do robienia makabrycznych i przerażających czynów.
Jednym z nich jest porywanie kobiet i zniewalanie ich.
„Niewolnica ISIS” to wspomnienia Dżinan – bohaterki, a zarazem narratorki książki. Ta osiemnastoletnia jazydka przeszła prawdziwe piekło: została porwana, sprzedana jako niewolnica, torturowana i zmuszona do przejścia na islam. Mimo tego, Dżinan miała wiele szczęścia: ledwo uszła z zżyciem z powodu nieleczonego zapalenia nerek oraz nie została zgwałcona przez swoich prześladowców, a przez to uniknęła hańby. Jazydzi, tak jak muzułmanie, traktują zgwałconą kobietę jak zhańbioną, wykluczając ją ze społeczności. Po trzech miesiącach udręki oraz torturowania psychicznego i fizycznego, Dżinanwraz z pozostałymi kobietami uciekła z piekła. Zdecydowała się opowiedzieć swoją historię Thierry’emu Oberlé, który spisał jej wspomnienia i wydał je w formie książki.
Jazydzi to kurdyjski lud, zamieszkujący pogranicza Iranu, Iraku, Turcji i Syrii. Ich religia jest odmienna od chrześcijaństwa, sunnickiego islamu, czy nawet islamu szyickiego. Fanatyczni wyznawcy islamu nienawidzą jazydów, uważają ich za czcicieli szatana, gorszych od szyitów, gorszych nawet od chrześcijan i za wszelką cenę należy usunąć ich z terenu przyszłego kalifatu. A najlepszym rozwiązaniem dla bojowników jest wyzwanie: mężczyzn zabić, kobiety i dzieci wykorzystać. Chłopców wychować na przyszłych fanatycznych żołnierzy wojującego sunnizmu, a kobiety wykorzystać - w każdym znaczeniu tego słowa. Niezależnie od wieku czy stanu cywilnego. Jak sama Dżinan wspomina, siłą zmuszali kobiety do przejścia na islam. Jeśli odmawiały, czekały ich tortury: bicie, przykuwanie łańcuchami do ziemi i zostawianie na słońcu, zmuszanie do picia brudnej wody, grożenie porażeniem prądem.
Jakiś czas temu trafiłam na artykuł odnośnie seksualnego niewolnictwa w Państwie Islamskim. Bojownicy porywają, gwałcą i sprzedają na targach niewolnic nie tylko muzułmanki czy jazydki, ale także kobiety z Zachodu. Najpiękniejsze z nich (czyli te o jasnych oczach, włosach i karnacji) przeznaczane są lokalnym bossom lub bogatym klientom z państw Zatoki Perskiej. Oczywiście cena za kobietę zależna jest od jej wieku – im młodsza, tym więcej jest warta.
W głowie się nie mieści, że takie okrutne rzeczy dzieją się tuż obok nas. Tam, gdzie toczy się wojna, zawsze najbardziej cierpią kobiety. Pozornie bezsilne i kruche istoty przeżywają prawdziwe piekło. Gwałcone, hańbione, torturowane, a mimo to nie poddają się. Mimo swojej bezsilności, wiele z nich znajdzie sposób, aby uwolnić się z sideł wroga. Podziwiam takie kobiety, gdyż nie wiem, czy sama dałabym radę walczyć. Nie ma znaczenia, czy są to muzułmanie, chrześcijanie, jazydzi czy hindusi – te okrucieństwa robią to ludzie innym ludziom. Jednak czy można ich nazwać ludźmi? Czy może po prostu bestiami?
Zdecydowanie polecam lekturę „Niewolnicy ISIS”, ale tylko czytelnikom o mocnych nerwach. Trzeba być świadomym, co dzieje się na świecie, wcale nie tak daleko od nas. Historia Dżinan i innych niewolnic jest tragiczna, ale na szczęście kończy się happy endem. Tym bardziej podziwiam autorkę, że zdecydowała się podzielić ze światem swoją tragedią i powrócić do tych przerażających wspomnień.
Jednym z nich jest porywanie kobiet i zniewalanie ich.
„Niewolnica ISIS” to wspomnienia Dżinan – bohaterki, a zarazem narratorki książki. Ta osiemnastoletnia jazydka przeszła prawdziwe piekło: została porwana, sprzedana jako niewolnica, torturowana i zmuszona do przejścia na islam. Mimo tego, Dżinan miała wiele szczęścia: ledwo uszła z zżyciem z powodu nieleczonego zapalenia nerek oraz nie została zgwałcona przez swoich prześladowców, a przez to uniknęła hańby. Jazydzi, tak jak muzułmanie, traktują zgwałconą kobietę jak zhańbioną, wykluczając ją ze społeczności. Po trzech miesiącach udręki oraz torturowania psychicznego i fizycznego, Dżinanwraz z pozostałymi kobietami uciekła z piekła. Zdecydowała się opowiedzieć swoją historię Thierry’emu Oberlé, który spisał jej wspomnienia i wydał je w formie książki.
Jazydzi to kurdyjski lud, zamieszkujący pogranicza Iranu, Iraku, Turcji i Syrii. Ich religia jest odmienna od chrześcijaństwa, sunnickiego islamu, czy nawet islamu szyickiego. Fanatyczni wyznawcy islamu nienawidzą jazydów, uważają ich za czcicieli szatana, gorszych od szyitów, gorszych nawet od chrześcijan i za wszelką cenę należy usunąć ich z terenu przyszłego kalifatu. A najlepszym rozwiązaniem dla bojowników jest wyzwanie: mężczyzn zabić, kobiety i dzieci wykorzystać. Chłopców wychować na przyszłych fanatycznych żołnierzy wojującego sunnizmu, a kobiety wykorzystać - w każdym znaczeniu tego słowa. Niezależnie od wieku czy stanu cywilnego. Jak sama Dżinan wspomina, siłą zmuszali kobiety do przejścia na islam. Jeśli odmawiały, czekały ich tortury: bicie, przykuwanie łańcuchami do ziemi i zostawianie na słońcu, zmuszanie do picia brudnej wody, grożenie porażeniem prądem.
Jakiś czas temu trafiłam na artykuł odnośnie seksualnego niewolnictwa w Państwie Islamskim. Bojownicy porywają, gwałcą i sprzedają na targach niewolnic nie tylko muzułmanki czy jazydki, ale także kobiety z Zachodu. Najpiękniejsze z nich (czyli te o jasnych oczach, włosach i karnacji) przeznaczane są lokalnym bossom lub bogatym klientom z państw Zatoki Perskiej. Oczywiście cena za kobietę zależna jest od jej wieku – im młodsza, tym więcej jest warta.
W głowie się nie mieści, że takie okrutne rzeczy dzieją się tuż obok nas. Tam, gdzie toczy się wojna, zawsze najbardziej cierpią kobiety. Pozornie bezsilne i kruche istoty przeżywają prawdziwe piekło. Gwałcone, hańbione, torturowane, a mimo to nie poddają się. Mimo swojej bezsilności, wiele z nich znajdzie sposób, aby uwolnić się z sideł wroga. Podziwiam takie kobiety, gdyż nie wiem, czy sama dałabym radę walczyć. Nie ma znaczenia, czy są to muzułmanie, chrześcijanie, jazydzi czy hindusi – te okrucieństwa robią to ludzie innym ludziom. Jednak czy można ich nazwać ludźmi? Czy może po prostu bestiami?
Zdecydowanie polecam lekturę „Niewolnicy ISIS”, ale tylko czytelnikom o mocnych nerwach. Trzeba być świadomym, co dzieje się na świecie, wcale nie tak daleko od nas. Historia Dżinan i innych niewolnic jest tragiczna, ale na szczęście kończy się happy endem. Tym bardziej podziwiam autorkę, że zdecydowała się podzielić ze światem swoją tragedią i powrócić do tych przerażających wspomnień.
dlaLejdis.pl Klaudia Kwiatkowska; 2016-07-08
Access 2013. Kurs video. Kwerendy baz danych
Kwerendy Microsoft Access
Excel czy Access? Każde z tych narzędzi ma swoich zwolenników, można w nich osiągnąć podobne efekty końcowe, doskonale z sobą współpracują i tak naprawdę decydujące znaczenie powinna mieć ilość przetwarzanych danych. Jeżeli chcemy stworzyć aplikację z dużą ilością danych, a w dodatku ma być przeznaczona do jednoczesnej pracy wielu użytkowników to z pewnością bardziej wydajną i szybszą w działaniu będzie aplikacja zbudowana w Accessie. Warto więc z pewnością poznać przynajmniej podstawy Accessa - później będzie łatwiej i prościej, to wciąga.
Nie da się mówić o Accessie nie znając pojęcia kwerendy, to podstawa. Dlatego polecam świetny kurs video z Videopoint:
Kwerendy Access
Kurs ten nie jest raczej przeznaczony dla osób zupełnie początkujących, które nigdy wcześniej nie miały kontaktu z Accessem. Potrzebna jest choćby minimalna wiedza na temat tabel Accessa, ale w zasadzie nic więcej. Kwerendy to drugi krok w poznawaniu Accessa, więc trzeba je poznać.
Polecany przeze mnie kurs przedstawia różnego rodzaju kwerendy Access - zarówno proste jak i funkcjonalne. Dokładnie i szczegółowo poznamy sposoby tworzenia kwerend, czy to za pomocą kreatora czy też tworząc/modyfikując je samodzielnie w widoku projektu. Autor kursu omawia także podstawowe funkcje i możliwości ich wstawienia do pól obliczeniowych kwerendy. To bardzo przydatna wiedza, pozwalająca na znaczne rozszerzenie funkcjonalności kwerendy, a tym samym szybszą i głębszą analizę danych. Oczywiście wszystko na konkretnych przykładach. Dużym atutem kursu jest także osobny rozdział poświęcony danym typu Data i Czas i ich wykorzystaniu w kwerendach. To bardzo ważne, gdyż może stwarzać wiele problemów początkującym użytkownikom.
Autorem kursu jest Kamil Jóźwik. Całość kursu trwa 3 godz.10 min. , w formie 30 lekcji (można je zatrzymywać, wznawiać, powtarzać). Jest dostępny w trybie online lub do pobrania w formie pliku zip.
Excel czy Access? Każde z tych narzędzi ma swoich zwolenników, można w nich osiągnąć podobne efekty końcowe, doskonale z sobą współpracują i tak naprawdę decydujące znaczenie powinna mieć ilość przetwarzanych danych. Jeżeli chcemy stworzyć aplikację z dużą ilością danych, a w dodatku ma być przeznaczona do jednoczesnej pracy wielu użytkowników to z pewnością bardziej wydajną i szybszą w działaniu będzie aplikacja zbudowana w Accessie. Warto więc z pewnością poznać przynajmniej podstawy Accessa - później będzie łatwiej i prościej, to wciąga.
Nie da się mówić o Accessie nie znając pojęcia kwerendy, to podstawa. Dlatego polecam świetny kurs video z Videopoint:
Kwerendy Access
Kurs ten nie jest raczej przeznaczony dla osób zupełnie początkujących, które nigdy wcześniej nie miały kontaktu z Accessem. Potrzebna jest choćby minimalna wiedza na temat tabel Accessa, ale w zasadzie nic więcej. Kwerendy to drugi krok w poznawaniu Accessa, więc trzeba je poznać.
Polecany przeze mnie kurs przedstawia różnego rodzaju kwerendy Access - zarówno proste jak i funkcjonalne. Dokładnie i szczegółowo poznamy sposoby tworzenia kwerend, czy to za pomocą kreatora czy też tworząc/modyfikując je samodzielnie w widoku projektu. Autor kursu omawia także podstawowe funkcje i możliwości ich wstawienia do pól obliczeniowych kwerendy. To bardzo przydatna wiedza, pozwalająca na znaczne rozszerzenie funkcjonalności kwerendy, a tym samym szybszą i głębszą analizę danych. Oczywiście wszystko na konkretnych przykładach. Dużym atutem kursu jest także osobny rozdział poświęcony danym typu Data i Czas i ich wykorzystaniu w kwerendach. To bardzo ważne, gdyż może stwarzać wiele problemów początkującym użytkownikom.
Autorem kursu jest Kamil Jóźwik. Całość kursu trwa 3 godz.10 min. , w formie 30 lekcji (można je zatrzymywać, wznawiać, powtarzać). Jest dostępny w trybie online lub do pobrania w formie pliku zip.
mojezmaganiainformatyczne.blox.pl Marzena Szulta