Recenzje
Drezno i Saksonia. Travelbook. Wydanie 1
Sporo dobrych kolorowych zdjęć. 7 map i planów miast w tekście oraz dodatkowo Drezna i Saksonii na rozkładanych, wewnętrznych stronach okładek. Monotematyczne informacje w ramkach wzbogacające przewodnik. A przede wszystkim tysiące niezbędnych lub przydatnych turyście informacji. To główne zalety kolejnego przewodnika – travelbooka Bezdroży, tym razem poświęconego Dreznu i Saksonii.
W pierwszej chwili żachnąłem się na ten tytuł. Przecież wymienione w nim miasto jest stolicą tego niemieckiego kraju związkowego sąsiadującego z Polską. To trochę więc tak, jak gdyby inny przewodnik zatytułować np. Praga i Czechy albo Wiedeń i Austria.
Po lekturze zmieniłem jednak zdanie. Tytuł podkreśla bowiem szczególne miejsce, jakie w tym przewodniku zajmuje Drezno. Autor i wydawca poświęcili mu bowiem jedną czwartą jego objętości, 50 stron. Natomiast ludniejszemu Lipskowi, też pełnemu zabytków i ciekawych miejsc, chociaż może nie aż tak licznych oraz cennych, zaledwie 20 stron. Pięknej oraz zabytkowej Miśni 10, a Budziszynowi zaledwie 4, plus 2 jego okolicom. Większości pozostałych miast i miejsc zaś po 2 – 3 strony, tylko w paru przypadkach więcej. Chociaż wykorzystano je dobrze mieszcząc na nich mnóstwo informacji.
Zgodnie w koncepcją tej serii wydawniczej przewodnik otwiera lista atrakcji, które jego autor zaleca poznać przede wszystkim. Krótko informując o nich i pokazując je na zdjęciach. 5 rezydencji i zamków. Tyleż, chociaż faktycznie 7, bo dwie w Dreźnie i dwa klasztory: Marienthal i Marienberg, najważniejszych świątyń. Również 7, bo po dwa w stolicy landu oraz samochodowe, najciekawszych muzeów. 6 zabytków kultury ludowej oraz 4 cuda natury. I, na ile znam Saksonię, jest to bardzo trafny wybór, chociaż w zależności od zainteresowań można by wprowadzić w nim drobne zmiany.
To co czytelnikowi – turyście potrzebne jest rzeczywiście, znajdzie on w rozdziałach : Informacje praktyczne i Informacje krajoznawcze – te drugie z tradycyjnym w tych travelbookach Krajoznawczym ABC, informacjach o społeczeństwie, kulturze i sztuce oraz saksońskiej kuchni. Zasadnicza część przewodnika opisuje to, co jest najważniejsze oraz warte poznania w stolicy a następnie w środkowej, wschodniej, południowej i zachodniej częściach Saksonii. W każdej z nich uwzględniając po 5-6 miast i miejsc oraz sporo w ich okolicach.
O najobszerniej potraktowanym Dreźnie czytelnik dowiaduje się dosyć dużo. Najpierw krótko o jego historii, następnie w opisach – oprowadzaniu po dzielnicach lub częściach miasta. Wokół Zwingeru i placu Teatralnego, staromiejskim i nowomiejskim brzegu Łaby, Nowym Mieście itp. Najważniejsze lub najcenniejsze zabytki i obiekty oznaczone są czerwonymi gwiazdkami. Natomiast omawiane detale lub miejsca, na które autor chce zwrócić uwagę, są wytłuszczone, co znakomicie ułatwia ich wyszukiwanie i czyni przewodnik bardziej przejrzystym.
W sumie doliczyłem się takich wytłuszczonych obiektów i miejsc, nie tylko w stolicy landu, ale i pozostałych miastach oraz miejscowościach, ponad 230. Opisy tego, co autor proponuje zobaczyć i poznać, są zwięzłe, ale chyba z wystarczającym zasobem, przynajmniej podstawowych informacji. Także z ciekawostkami, ale przede wszystkim adresami, dniami i godzinami otwarcia, cenami biletów itp. Chyba w przypadku każdego z miast autor wymienia to, co zaleca w nim zobaczyć przede wszystkim. Na końcu zaś opisu znajdują się, w ramkach, informacje praktyczne: gdzie przenocować i coś zjeść.
Jak już wspomniałem, w tekst przewodnika włamano w ramkach sporo ciekawych informacji monotematycznych wzbogacających jego treść. Chociaż szkoda, że nie ma w nim listy tych ramek. Znajdują się nich, przykładowo, takie tematy: „Kalendarium historyczne" (Saksonii); „Saksońskie zabytki na Liście UNESCO" (4 plus kilka, które ubiegają się o wpis); „Święta i festiwale"; „Mosty Starego Drezna"; „Jak powstaje porcelana?"; „Saksoński szlak winny"; „Wieże Bismarcka na świecie"; „Związek Sześciu Miast" (1346 – Górnołużycki); „Kraina domów przysłupowych" (o drewnianej konstrukcji na murowanym parterze) itp.
Na końcu przewodnika jest Mini słowniczek niemiecko – polski oraz dosyć przejrzysty Indeks. Obfita treść, udana szata graficzna i poręczność powodują, że powinien on spotkać się z zainteresowaniem i uznaniem czytelników – turystów. Na pewno będzie bardzo przydatny w podróżach w tamte strony. Plusem zarówno tego przewodnika, jak i całej serii, w której ukazał się, jest możliwość ściągnięcia go jako ebooka. Wystarczy go kupić, a następnie pobrać po otwarciu kodu (zdrapka) na wewnętrznej tylniej okładce. Wart jest więc polecenia.
Po lekturze zmieniłem jednak zdanie. Tytuł podkreśla bowiem szczególne miejsce, jakie w tym przewodniku zajmuje Drezno. Autor i wydawca poświęcili mu bowiem jedną czwartą jego objętości, 50 stron. Natomiast ludniejszemu Lipskowi, też pełnemu zabytków i ciekawych miejsc, chociaż może nie aż tak licznych oraz cennych, zaledwie 20 stron. Pięknej oraz zabytkowej Miśni 10, a Budziszynowi zaledwie 4, plus 2 jego okolicom. Większości pozostałych miast i miejsc zaś po 2 – 3 strony, tylko w paru przypadkach więcej. Chociaż wykorzystano je dobrze mieszcząc na nich mnóstwo informacji.
Zgodnie w koncepcją tej serii wydawniczej przewodnik otwiera lista atrakcji, które jego autor zaleca poznać przede wszystkim. Krótko informując o nich i pokazując je na zdjęciach. 5 rezydencji i zamków. Tyleż, chociaż faktycznie 7, bo dwie w Dreźnie i dwa klasztory: Marienthal i Marienberg, najważniejszych świątyń. Również 7, bo po dwa w stolicy landu oraz samochodowe, najciekawszych muzeów. 6 zabytków kultury ludowej oraz 4 cuda natury. I, na ile znam Saksonię, jest to bardzo trafny wybór, chociaż w zależności od zainteresowań można by wprowadzić w nim drobne zmiany.
To co czytelnikowi – turyście potrzebne jest rzeczywiście, znajdzie on w rozdziałach : Informacje praktyczne i Informacje krajoznawcze – te drugie z tradycyjnym w tych travelbookach Krajoznawczym ABC, informacjach o społeczeństwie, kulturze i sztuce oraz saksońskiej kuchni. Zasadnicza część przewodnika opisuje to, co jest najważniejsze oraz warte poznania w stolicy a następnie w środkowej, wschodniej, południowej i zachodniej częściach Saksonii. W każdej z nich uwzględniając po 5-6 miast i miejsc oraz sporo w ich okolicach.
O najobszerniej potraktowanym Dreźnie czytelnik dowiaduje się dosyć dużo. Najpierw krótko o jego historii, następnie w opisach – oprowadzaniu po dzielnicach lub częściach miasta. Wokół Zwingeru i placu Teatralnego, staromiejskim i nowomiejskim brzegu Łaby, Nowym Mieście itp. Najważniejsze lub najcenniejsze zabytki i obiekty oznaczone są czerwonymi gwiazdkami. Natomiast omawiane detale lub miejsca, na które autor chce zwrócić uwagę, są wytłuszczone, co znakomicie ułatwia ich wyszukiwanie i czyni przewodnik bardziej przejrzystym.
W sumie doliczyłem się takich wytłuszczonych obiektów i miejsc, nie tylko w stolicy landu, ale i pozostałych miastach oraz miejscowościach, ponad 230. Opisy tego, co autor proponuje zobaczyć i poznać, są zwięzłe, ale chyba z wystarczającym zasobem, przynajmniej podstawowych informacji. Także z ciekawostkami, ale przede wszystkim adresami, dniami i godzinami otwarcia, cenami biletów itp. Chyba w przypadku każdego z miast autor wymienia to, co zaleca w nim zobaczyć przede wszystkim. Na końcu zaś opisu znajdują się, w ramkach, informacje praktyczne: gdzie przenocować i coś zjeść.
Jak już wspomniałem, w tekst przewodnika włamano w ramkach sporo ciekawych informacji monotematycznych wzbogacających jego treść. Chociaż szkoda, że nie ma w nim listy tych ramek. Znajdują się nich, przykładowo, takie tematy: „Kalendarium historyczne" (Saksonii); „Saksońskie zabytki na Liście UNESCO" (4 plus kilka, które ubiegają się o wpis); „Święta i festiwale"; „Mosty Starego Drezna"; „Jak powstaje porcelana?"; „Saksoński szlak winny"; „Wieże Bismarcka na świecie"; „Związek Sześciu Miast" (1346 – Górnołużycki); „Kraina domów przysłupowych" (o drewnianej konstrukcji na murowanym parterze) itp.
Na końcu przewodnika jest Mini słowniczek niemiecko – polski oraz dosyć przejrzysty Indeks. Obfita treść, udana szata graficzna i poręczność powodują, że powinien on spotkać się z zainteresowaniem i uznaniem czytelników – turystów. Na pewno będzie bardzo przydatny w podróżach w tamte strony. Plusem zarówno tego przewodnika, jak i całej serii, w której ukazał się, jest możliwość ściągnięcia go jako ebooka. Wystarczy go kupić, a następnie pobrać po otwarciu kodu (zdrapka) na wewnętrznej tylniej okładce. Wart jest więc polecenia.
kurier365.pl Cezary Rudziński; 2016-07-16
Eden. Nowy początek
"Choć życie potrafi być straszne i wstrząsające, przerażające i okrutne to zdarzają się w nim chwile zapierające dech w piersiach piękna."
Czy można walczyć o marzenia, które wydają się z góry przegrane? Jak się okazuje - można. A przykładem jest kontynuacja serii Mii Sheridan, która potrafi igrać sobie z czytelnikiem i wzbudzać w nim masę przeróżnych emocji.
W kontynuacji przygód Caldera i Eden przede wszystkim poznałam bohaterów od ich wewnętrznej strony. Pojawiło się więcej monologów, które przybliżyły mi postrzeganie świata przez tą dwójkę i rozjaśniły mi w głowie to, co pozostało niedopowiedziane w pierwszym tomie. Bo musicie wiedzieć, że sięgniecie po kontynuacje jest obowiązkowe - nie tylko przez wzgląd na doskonałe rozwiniecie akcji, ale przede wszystkim dzięki mocnemu zakończeniu pierwszej części. Myślę, że nikogo nie zaskoczę również stwierdzeniem, że bohaterowie nie zmienili się za grosz i pozostali dwójką zagubionych i pokiereszowanych przez życie młodych dorosłych, walczących o prawo do realizacji własnych marzeń.
Po tragicznych wydarzeniach pierwszego tomu Eden i Calder przeżywają własną tragedię - obydwoje żyją w przekonaniu, że ich miłość zakończyła się wraz z katastrofą i nie udało im się przeżyć. Starają się zbudować prowizoryczną teraźniejszość, która pozwoli im przetrwać. Ona odnajduje miejsce w domu jubilera, on uczy się walczyć z własnymi demonami. W końcu udaje im się żyć, nie myśląc o bolącej stracie. Jednak przeszłość odzywa się w najmniej oczekiwanym momencie, a drogi tych dwojga na nowo się krzyżują.
Pierwszy tom z miejsca oczarował mnie nietypową fabułą, której za nic się nie spodziewałam. Pokręcona rzeczywistość, w której przyszło żyć głównym bohaterom przywodziła na myśl opis jak z horroru, rozgrywającego się w prawdziwej rzeczywistości. Jednak kontynuacja nie skupia się już tak mocno na działaniach sekty. Tym razem czytelnik podąża drogą wieloletnich uczuć, które zmieniają się jak za dotknięciem magicznej różdżki - jest piękna miłość, która nie ma nadziei, jest zranione serce, które myśli, że ukochana osoba straciła życie, aż w końcu pojawia się ogromna nadzieja na to, że być może nie wszystko jest stracone. To najlepszy atut tej historii - wątek romantyczny w którym miłość zmienia swoje oblicza wraz z rozgrywaną akcją a czytelnik za nic nie może przepuścić choćby jednej, najmniejszej zmiany.
"Eden. Nowy początek" to kontynuacja o której warto pisać. W tej książce dzieje się więcej niż możecie przypuszczać i wciąż pojawia się ten sam zyskujący i świeży temat - hierarchiczna sekta, która wywarła w umysłach bohaterów potężne przemeblowanie. Odnaleźć siebie na nowo to jedna z trudniejszych rzeczy, jednak z ukochaną osobą u boku wszystko jest możliwe, prawda? Równie emocjonalna co pierwsza część i równie uczuciowa. Polecam!
Czy można walczyć o marzenia, które wydają się z góry przegrane? Jak się okazuje - można. A przykładem jest kontynuacja serii Mii Sheridan, która potrafi igrać sobie z czytelnikiem i wzbudzać w nim masę przeróżnych emocji.
W kontynuacji przygód Caldera i Eden przede wszystkim poznałam bohaterów od ich wewnętrznej strony. Pojawiło się więcej monologów, które przybliżyły mi postrzeganie świata przez tą dwójkę i rozjaśniły mi w głowie to, co pozostało niedopowiedziane w pierwszym tomie. Bo musicie wiedzieć, że sięgniecie po kontynuacje jest obowiązkowe - nie tylko przez wzgląd na doskonałe rozwiniecie akcji, ale przede wszystkim dzięki mocnemu zakończeniu pierwszej części. Myślę, że nikogo nie zaskoczę również stwierdzeniem, że bohaterowie nie zmienili się za grosz i pozostali dwójką zagubionych i pokiereszowanych przez życie młodych dorosłych, walczących o prawo do realizacji własnych marzeń.
Po tragicznych wydarzeniach pierwszego tomu Eden i Calder przeżywają własną tragedię - obydwoje żyją w przekonaniu, że ich miłość zakończyła się wraz z katastrofą i nie udało im się przeżyć. Starają się zbudować prowizoryczną teraźniejszość, która pozwoli im przetrwać. Ona odnajduje miejsce w domu jubilera, on uczy się walczyć z własnymi demonami. W końcu udaje im się żyć, nie myśląc o bolącej stracie. Jednak przeszłość odzywa się w najmniej oczekiwanym momencie, a drogi tych dwojga na nowo się krzyżują.
Pierwszy tom z miejsca oczarował mnie nietypową fabułą, której za nic się nie spodziewałam. Pokręcona rzeczywistość, w której przyszło żyć głównym bohaterom przywodziła na myśl opis jak z horroru, rozgrywającego się w prawdziwej rzeczywistości. Jednak kontynuacja nie skupia się już tak mocno na działaniach sekty. Tym razem czytelnik podąża drogą wieloletnich uczuć, które zmieniają się jak za dotknięciem magicznej różdżki - jest piękna miłość, która nie ma nadziei, jest zranione serce, które myśli, że ukochana osoba straciła życie, aż w końcu pojawia się ogromna nadzieja na to, że być może nie wszystko jest stracone. To najlepszy atut tej historii - wątek romantyczny w którym miłość zmienia swoje oblicza wraz z rozgrywaną akcją a czytelnik za nic nie może przepuścić choćby jednej, najmniejszej zmiany.
"Eden. Nowy początek" to kontynuacja o której warto pisać. W tej książce dzieje się więcej niż możecie przypuszczać i wciąż pojawia się ten sam zyskujący i świeży temat - hierarchiczna sekta, która wywarła w umysłach bohaterów potężne przemeblowanie. Odnaleźć siebie na nowo to jedna z trudniejszych rzeczy, jednak z ukochaną osobą u boku wszystko jest możliwe, prawda? Równie emocjonalna co pierwsza część i równie uczuciowa. Polecam!
thievingbooks.blogspot.com ELLIE MOORE; 2016-07-15
Podniebny lot
Bianca jest stewardessą w pierwszej klasie luksusowych linii lotniczych. Swoją urodą przyćmiewa inne koleżanki, jednak zakusy bogatych klientów nie robią na niej wrażenia. Swoją pracę traktuje bardzo poważnie, a wszelkie podrywy zbywa uprzejmym uśmiechem. Jednak jeden z pasażerów robi na niej piorunujące wrażenie – James Cavendish. To zainteresowanie jest obopólne, Bianca nie potrafi zrozumieć dlaczego reaguje w ten a nie inny sposób na Jamesa. Cavendish jest tym, który lubi podporządkowywać sobie kobiety w łóżku. Jak potoczą się ich losy, czy Bianca ulegnie mężczyźnie, czy podda się jego zachciankom?
Podniebny lot to dość ciekawa i wciągająca lektura. Pomimo, że sporo tu nawiązań do 50 twarzy Grey`a, to jednak nie przeszkadzało mi w poznawaniu przedstawionej historii. Za wielki plus dla autorki przyznaję wprowadzenie wątku pobocznego, a mianowicie przedstawienie historii z dzieciństwa zarówno Bianki jak i Jamesa, które wiele wnoszą w fabułę. Szkoda tylko, że autorka mocniej nie pociągnęła tego wątku, mam nadzieję, że poznamy więcej szczegółów w kolejnej części serii.
Na rynku wydawniczym ponownie zauważam wysyp literatury erotycznej tym razem zahaczającej o zagadnienie BDSM, co nie każdemu może się spodobać. Jednak z Podniebnym lotem spędziłam dość ciekawie czas i nie żałuję lektury, a z niecierpliwością czekam na kontynuację.
R.K. Lilley jest autorką wielu powieści. Mieszka w Teksasie wraz z mężem i dwójką synów. W swoim życiu wykonywała wiele zawodów: była stewardessą w pierwszej klasie linii lotniczych, ale pracowała też w stajni. Jej zdaniem jednak najcięższą pracą jest wychowywanie dzieci. R.K. Lilley uwielbia książki, podróże, malowanie i japońskie kreskówki. Obecnie pracuje nad kolejną powieścią.
zksiazkawdloni.pl Kasia Roszczenko
Procesy biznesowe w praktyce. Projektowanie, testowanie i optymalizacja
Na przestrzeni ostatnich lat świadomość modelowania procesów biznesowych w środowiskach informatycznych i nieinformatycznych rośnie. Nie ma już dyskusji czy warto modelować. Zasadniczo wiadomo, że warto. Rozważania dotyczą tego co i jak modelować by praktycznie wykorzystać wykonaną pracę. Mam wrażenie, że brakuje wiedzy na temat jak ma sensownie wyglądać modelowanie procesów biznesowych.
Jeśli istnieje potrzeba by zgłębić arkana praktycznego modelowania procesów biznesowych to polecam książkę Marka Piotrowskiego “Procesy biznesowe w praktyce. Projektowanie, testowanie i optymalizacja” wydawnictwa Helion. To druga książka autora. Pierwszą była książka “Notacja modelowania procesów biznesowych – podstawy” wydana w 2007 nakładem wydawnictwa BTC.
O ile w pierwszej książce autor opisał notację BPMN oraz wzorce projektowe to w drugiej mamy kompleksowe podejście do modelowania procesów. “Procesy biznesowe w praktyce…” zawierają poza przypomnieniem notacji dużo dodatkowych informacji. Po pierwsze mamy odniesienie procesów BPMN do innych notacji i technik opisu procesów takich jak UML czy też diagramy przepływu danych (DFD). Ponadto autor opisał jak praktycznie identyfikować a potem opisywać procesy. Podoba mi się rozdział dotyczący typowych zagadnień gdzie mamy case study dot. przepływu dokumentów w organizacji. Nie zabrakło też analizy najczęstszych błędów. I na koniec wisienka na torcie czyli testowanie oraz pomiary procesów biznesowych.
W moim odczuciu “Procesy biznesowe w praktyce. Projektowanie, testowanie i optymalizacja” Marka Piotrowskiego to jedna z najlepszych pozycji na rynku opisująca kompleksowo modelowanie procesów biznesowych. Warto jest ją mieć w swoim księgozbiorze.
Jeśli istnieje potrzeba by zgłębić arkana praktycznego modelowania procesów biznesowych to polecam książkę Marka Piotrowskiego “Procesy biznesowe w praktyce. Projektowanie, testowanie i optymalizacja” wydawnictwa Helion. To druga książka autora. Pierwszą była książka “Notacja modelowania procesów biznesowych – podstawy” wydana w 2007 nakładem wydawnictwa BTC.
O ile w pierwszej książce autor opisał notację BPMN oraz wzorce projektowe to w drugiej mamy kompleksowe podejście do modelowania procesów. “Procesy biznesowe w praktyce…” zawierają poza przypomnieniem notacji dużo dodatkowych informacji. Po pierwsze mamy odniesienie procesów BPMN do innych notacji i technik opisu procesów takich jak UML czy też diagramy przepływu danych (DFD). Ponadto autor opisał jak praktycznie identyfikować a potem opisywać procesy. Podoba mi się rozdział dotyczący typowych zagadnień gdzie mamy case study dot. przepływu dokumentów w organizacji. Nie zabrakło też analizy najczęstszych błędów. I na koniec wisienka na torcie czyli testowanie oraz pomiary procesów biznesowych.
W moim odczuciu “Procesy biznesowe w praktyce. Projektowanie, testowanie i optymalizacja” Marka Piotrowskiego to jedna z najlepszych pozycji na rynku opisująca kompleksowo modelowanie procesów biznesowych. Warto jest ją mieć w swoim księgozbiorze.
michalwolski.pl
MVVM i XAML w Visual Studio 2015
Kilka lat temu, kiedy zaczynałem swoją przygodę z programowaniem starałem się pochłonąć jak najwięcej wiedzy niezbędnej do uruchomienia moich pierwszych działających tworów. Nie zawsze były to bardzo skomplikowane i niezbędne do życia twory. Jednak z czasem powstawały coraz to milsze dla oka, praktyczniejsze w zastosowaniu aplikacje. Jeśli jesteście ciekawi jak stworzyć naprawdę ciekawe, profesjonalnie wyglądające i interesujące programy niskim nakładem poświęconego czasu, to przedstawiana książka jest właśnie dla Was.
Każdy kto próbował swoich sił tworząc aplikacje działające przede wszystkim na systemach rodziny Windows, wie co oznaczają wyszczególnione w tytule nazwy. MVVM – to wzorzec projektowy wymyślony przez architektów firmy Microsoft, a XAML – jest językiem używanym do tworzenia interfejsu użytkownika (WPF).
Książka „MVVM i XAML w Visual Studio 2015” to przede wszystkim podręcznik. Znajdziemy tu informacje odnośnie prezentowanego wzorca, ale też przedstawione od A do Z instrukcje tworzenia poszczególnych elementów i opisy zachowań. Książka podzielona jest na trzy części: „Wzorzec MVVM”, „Zaawansowane zagadnienia budowania interfejsu w XAML” oraz wg. mnie najciekawsza z przedstawianych – „Aplikacje Uniwersalne”, ale o tym później.
W części pierwszej mamy możliwość zapoznania się z IDE, jego wbudowanymi narzędziami i widokami, na tyle, żeby rozpocząć pracę nad własnymi realizacjami opisanych przykładów. Są tutaj również przykłady kodów, które zastosowane są w omawianym wzorcu MVVM, jak i podstawowych widoków aplikacji napisanych w XAML. Co więcej przedstawione są też testy. Krótko mówiąc – przystawka.
Część druga, to kolejne z zagadnień wykorzystywanych podczas tworzenia reprezentacji graficznej – kontrolki, style, animacje, grafiki – danie główne z XAML’em.
Na koniec rzecz najciekawsza – Aplikacje Uniwersalne. Nie spodziewałem się, że napisany jeden, ten sam kod źródłowy, może być wykorzystywany na wielu (co prawda pokrewnych) platformach. Jest mi bardzo miło, że kupując jedną książkę dostajemy okazję poznania wytwarzania oprogramowania na pełnoprawne komputery i urządzenia mobilne, wraz z wiedzą know-how. Jest to innymi słowy – deser.
Nie żałuję czasu spędzonego podczas czytania „MVVM i XAML w Visual Studio 2015”. Z czystym sumieniem mogę polecić każdemu zainteresowanemu z Was. Na koniec dodam, że książkę napisał polski autor i wyszło mu to ponadprzeciętnie. Dobre bo polskie.
Każdy kto próbował swoich sił tworząc aplikacje działające przede wszystkim na systemach rodziny Windows, wie co oznaczają wyszczególnione w tytule nazwy. MVVM – to wzorzec projektowy wymyślony przez architektów firmy Microsoft, a XAML – jest językiem używanym do tworzenia interfejsu użytkownika (WPF).
Książka „MVVM i XAML w Visual Studio 2015” to przede wszystkim podręcznik. Znajdziemy tu informacje odnośnie prezentowanego wzorca, ale też przedstawione od A do Z instrukcje tworzenia poszczególnych elementów i opisy zachowań. Książka podzielona jest na trzy części: „Wzorzec MVVM”, „Zaawansowane zagadnienia budowania interfejsu w XAML” oraz wg. mnie najciekawsza z przedstawianych – „Aplikacje Uniwersalne”, ale o tym później.
W części pierwszej mamy możliwość zapoznania się z IDE, jego wbudowanymi narzędziami i widokami, na tyle, żeby rozpocząć pracę nad własnymi realizacjami opisanych przykładów. Są tutaj również przykłady kodów, które zastosowane są w omawianym wzorcu MVVM, jak i podstawowych widoków aplikacji napisanych w XAML. Co więcej przedstawione są też testy. Krótko mówiąc – przystawka.
Część druga, to kolejne z zagadnień wykorzystywanych podczas tworzenia reprezentacji graficznej – kontrolki, style, animacje, grafiki – danie główne z XAML’em.
Na koniec rzecz najciekawsza – Aplikacje Uniwersalne. Nie spodziewałem się, że napisany jeden, ten sam kod źródłowy, może być wykorzystywany na wielu (co prawda pokrewnych) platformach. Jest mi bardzo miło, że kupując jedną książkę dostajemy okazję poznania wytwarzania oprogramowania na pełnoprawne komputery i urządzenia mobilne, wraz z wiedzą know-how. Jest to innymi słowy – deser.
Nie żałuję czasu spędzonego podczas czytania „MVVM i XAML w Visual Studio 2015”. Z czystym sumieniem mogę polecić każdemu zainteresowanemu z Was. Na koniec dodam, że książkę napisał polski autor i wyszło mu to ponadprzeciętnie. Dobre bo polskie.
DobreRecenzje.pl Marek; 2016-07-14