Recenzje
Calder. Narodziny odwagi
Dziesięcioletni Calder mieszka z rodzicami i siostrą w Akadii, w stanie Arizona, w USA.
Jest "posłańcem wody", czyli prawie codziennie musi przynosić świętą wodę ze źródełka,
oddalonego o parę kilometrów od jego domu. Któregoś dnia podczas spotkania w Świątyni,
ludowi Akadii zostaje przedstawiona przyszła żona Hectora. Co dziwne, dziewczynka ma
dopiero osiem lat. Calder po spojrzeniu na Eden od razu się w niej zakochuje. Choć wie, że
tego nie może. Jest to zabronione. Ona będzie w przyszłości matką jego i całej
społeczności Akadii. Eden odkąd spojrzała w piękne oczy Caldera, także nie potrafi o nim
zapomnieć. Codziennie o nim myśli, patrzy jak pracuje w polu. Na myśleniu o chłopaku Eden
spędza czas codziennie, aż do siedemnastego roku życia. Jak wspominałam, Calder codziennie
udaje się do źródełka, po wodę. Pewnego dnia spotyka tam Eden i tu zaczyna się cała ich
historia. ..
W życiu nie czytałam o tak niewinnej i pięknej miłości! Świat, który stworzyła Mia w tej
książce, jest zarazem intrygujący, niepokojący i tak delikatny, że nie mogłam wyjść z
zachwytu, podczas czytania. Nie przyszłoby mi do głowy, że mogą istnieć takie sekty jak
Akadia. Dla mnie to niewyobrażalne, że coś takiego mogłoby mieć miejsce. Odcięcie od
świata, wody, prądu, wszystkich zdobyczy XXI wieku, wierzenie w wielu bogów, a także
poddanie się jednej osobie, z własnej woli, a przede wszystkim wiara w prawdziwą powódź,
która ma przenieść do Elizjum? Przecież to się w głowie nie mieści, a jednak istnieją
ludzie, którzy potrafią tak manipulować, że inni idą ślepo za nimi. Jednak co się dzieje,
kiedy jedna osoba z całej społeczności zaczyna wątpić? Stawiać pytania, ma chęć się
sprzeciwić?
Miłość Caldera i Eden, to rozkwitający przez lata kwiat, który w pewnym momencie czuje się
tak dojrzały, że nie wie już co ze sobą zrobić. Miłość daje im siłę, by się sprzeciwić.
Wiedza jaką mają, zaczyna rodzić nowe pomysły.
Dzięki tej książce przypomniałam sobie, jacy ludzie kiedyś byli niewinni. Jak miłość i
cielesność drugiego człowieka może być subtelna. Zdałam sobie też sprawę, że my, ludzie,
zniszczyliśmy całą ideę miłości, tej duchowej i cielesnej. Zakopaliśmy to piękne uczucie,
pod stertą nagości, Facebooka, Instagrama i wszystkiego innego. Wszystko co robimy, robimy
na pokaz. A Calder i Eden pokazują, że wszystko co powinniśmy robić w imię miłości,
powinniśmy robić dla miłości, dla obiektu naszego uczucia.
Mia Sheridan zachwyciła mnie tą historią. To cudowna odskocznia od wszystkich innych
powieści z tego gatunku. Książka, nad którą powinno się zatrzymać i zastanowić.
Zauważyłam, że autorka przywiązuje ogromną wagę do symboliki. Każda jej powieść ma jakieś
podłoże, symboliczne, historyczne albo zaczerpnięte z legend. Ma na to swój oryginalny
pomysł i nie mogę się doczekać kolejnych jej książek, bo to co robi, jest świetne.
Jest "posłańcem wody", czyli prawie codziennie musi przynosić świętą wodę ze źródełka,
oddalonego o parę kilometrów od jego domu. Któregoś dnia podczas spotkania w Świątyni,
ludowi Akadii zostaje przedstawiona przyszła żona Hectora. Co dziwne, dziewczynka ma
dopiero osiem lat. Calder po spojrzeniu na Eden od razu się w niej zakochuje. Choć wie, że
tego nie może. Jest to zabronione. Ona będzie w przyszłości matką jego i całej
społeczności Akadii. Eden odkąd spojrzała w piękne oczy Caldera, także nie potrafi o nim
zapomnieć. Codziennie o nim myśli, patrzy jak pracuje w polu. Na myśleniu o chłopaku Eden
spędza czas codziennie, aż do siedemnastego roku życia. Jak wspominałam, Calder codziennie
udaje się do źródełka, po wodę. Pewnego dnia spotyka tam Eden i tu zaczyna się cała ich
historia. ..
W życiu nie czytałam o tak niewinnej i pięknej miłości! Świat, który stworzyła Mia w tej
książce, jest zarazem intrygujący, niepokojący i tak delikatny, że nie mogłam wyjść z
zachwytu, podczas czytania. Nie przyszłoby mi do głowy, że mogą istnieć takie sekty jak
Akadia. Dla mnie to niewyobrażalne, że coś takiego mogłoby mieć miejsce. Odcięcie od
świata, wody, prądu, wszystkich zdobyczy XXI wieku, wierzenie w wielu bogów, a także
poddanie się jednej osobie, z własnej woli, a przede wszystkim wiara w prawdziwą powódź,
która ma przenieść do Elizjum? Przecież to się w głowie nie mieści, a jednak istnieją
ludzie, którzy potrafią tak manipulować, że inni idą ślepo za nimi. Jednak co się dzieje,
kiedy jedna osoba z całej społeczności zaczyna wątpić? Stawiać pytania, ma chęć się
sprzeciwić?
Miłość Caldera i Eden, to rozkwitający przez lata kwiat, który w pewnym momencie czuje się
tak dojrzały, że nie wie już co ze sobą zrobić. Miłość daje im siłę, by się sprzeciwić.
Wiedza jaką mają, zaczyna rodzić nowe pomysły.
Dzięki tej książce przypomniałam sobie, jacy ludzie kiedyś byli niewinni. Jak miłość i
cielesność drugiego człowieka może być subtelna. Zdałam sobie też sprawę, że my, ludzie,
zniszczyliśmy całą ideę miłości, tej duchowej i cielesnej. Zakopaliśmy to piękne uczucie,
pod stertą nagości, Facebooka, Instagrama i wszystkiego innego. Wszystko co robimy, robimy
na pokaz. A Calder i Eden pokazują, że wszystko co powinniśmy robić w imię miłości,
powinniśmy robić dla miłości, dla obiektu naszego uczucia.
Mia Sheridan zachwyciła mnie tą historią. To cudowna odskocznia od wszystkich innych
powieści z tego gatunku. Książka, nad którą powinno się zatrzymać i zastanowić.
Zauważyłam, że autorka przywiązuje ogromną wagę do symboliki. Każda jej powieść ma jakieś
podłoże, symboliczne, historyczne albo zaczerpnięte z legend. Ma na to swój oryginalny
pomysł i nie mogę się doczekać kolejnych jej książek, bo to co robi, jest świetne.
Lifebybookaholic.blogspot.com
Eden. Nowy początek
Po ostatnich tragicznych wydarzeniach w Akadii, życie Eden oraz Caldera diametralnie się zmieniło. W jednej chwili stracili wszystko, co było im bliskie i musieli rozpocząć wszystko od nowa. Jednak czy po tym, co ich spotkało normalne życie jest w ogóle możliwe? Jak odnaleźć się w świecie, który jest im całkowicie obcy oraz który tak bardzo różni się od tego, co dotąd znali? Drogi Caldera oraz Eden rozeszły się zaraz po tragicznej powodzi, która przyniosła śmierć wszystkim mieszkańcom ich osady. Czy uda im się na nowo odnaleźć? Czy znajdą w sobie siłę, żeby pogodzić się z trudną przeszłością? A jeśli tak, to czy w ich życiu znajdzie się jeszcze miejsce na nadzieję oraz miłość? Jak potoczą się ich losy?
„Wystarczyło chwilę się zastanowić, by odkryć, jak wiele dobra odnaleźliśmy nawet pośród najgłębszej rozpaczy, nawet w najczarniejszym mroku.”
Eden stara się uleczyć złamane serce i za wszelką cenę nie stracić kontroli nad swoim życiem. Dziewczyna znajduje schronienie u niezwykle bogatego jubilera, który otacza ją opieką oraz pomaga pozbierać się po traumatycznych wydarzeniach. Eden udziela u niego lekcji gdy na fortepianie i stara się nie tracić nadziei na to, że uda jej się kiedyś odnaleźć spokój oraz szczęście. Tymczasem dla Caldera każdy dzień bez Eden jest prawdziwą udręką, którą pragnie jak najszybciej zakończyć. Chłopak wraz z najlepszym przyjacielem Xandrem stara się odnaleźć w nowym świecie oraz zapomnieć o ostatnich wydarzeniach. Jednak czy to w ogóle możliwe? Czy ich życie już na zawsze będzie naznaczone tamtą tragedią?
„Czasami odnosiłem wrażenie, że wiele piękna w życiu rodzi się z brzydoty.”
Czy to za sprawą przeznaczenia, czy też zwykłego przypadku, po kilku latach rozłąki drogi Caldera oraz Eden ponownie się przecinają w chwil, gdy najmniej się tego oboje spodziewali. Czy łączące ich kiedyś uczucie przetrwało próbę czasu? Czy pomimo wszystkich przeciwności losu uda im się ułożyć sobie życie oraz zapomnieć o dawnych krzywdach? W nadchodzących dniach zarówno Calder, jak i Eden zdobywają pewne informacje, które wywracają ich życie do góry nogami oraz zmuszają do ponownego zmierzenia się z trudną przeszłością. Jak skończy się ich historia? Czy pomimo wszystkiego uda im się zaznać odrobiny szczęścia oraz ułożyć sobie wspólne życie?
„Nadszedł czas, by zostawić przeszłość za sobą. Bez lęku, bez winy, ale z moim Blaskiem Poranka.”
Pierwszy tom serii Sign of Love był jedną z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku i byłam ogromnie ciekawa, jak wypadnie na jego tle następna część. Zakończenie „Calder. Narodziny odwagi” zostawiło ogromny niedosyt i już nie mogłam się doczekać, żeby poznać dalsze losy bohaterów. Akcja raczej powoli nabiera tempa, a wszystkie wydarzenia są mniej dynamiczne niż w poprzednim tomie, co nie zmienia jednak faktu, że i tak z ogromnym zaciekawieniem śledziłam losy Eden oraz Caldera. Czytelnik w końcu może otrzymać odpowiedzi na dręczące go pytaniaoraz dowiedzieć się więcej na temat sekty i jej niezwykle charyzmatycznego przywódcy Hectora.
Pierwszy tom zrobił na mnie trochę większe wrażenie, jednak i tak czytanie tej książki było dla mnie ogromną przyjemnością. Mia Sheridan trafiła już do grona moich ulubionych pisarek i jestem pewna, że nie jest to ostatnia jej książka, którą trzymałam w rękach. Podczas czytania tej pozycji niejednokrotnie czułam ogromne wzruszenie i muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że historia Eden oraz Caldera będzie aż tak poruszająca. Pomimo tak wielkiej tragedii, jaką przeżyli bohaterowie, w tej książce nie zabraknie ogromnych pokładów nadziei, wiary oraz miłości. Już dawno nie czytałam tak pięknej historii. Całą serię gorąco polecam! Sama zabieram się tym czasem za czytanie kolejnych książek autorki :)).
„Wystarczyło chwilę się zastanowić, by odkryć, jak wiele dobra odnaleźliśmy nawet pośród najgłębszej rozpaczy, nawet w najczarniejszym mroku.”
Eden stara się uleczyć złamane serce i za wszelką cenę nie stracić kontroli nad swoim życiem. Dziewczyna znajduje schronienie u niezwykle bogatego jubilera, który otacza ją opieką oraz pomaga pozbierać się po traumatycznych wydarzeniach. Eden udziela u niego lekcji gdy na fortepianie i stara się nie tracić nadziei na to, że uda jej się kiedyś odnaleźć spokój oraz szczęście. Tymczasem dla Caldera każdy dzień bez Eden jest prawdziwą udręką, którą pragnie jak najszybciej zakończyć. Chłopak wraz z najlepszym przyjacielem Xandrem stara się odnaleźć w nowym świecie oraz zapomnieć o ostatnich wydarzeniach. Jednak czy to w ogóle możliwe? Czy ich życie już na zawsze będzie naznaczone tamtą tragedią?
„Czasami odnosiłem wrażenie, że wiele piękna w życiu rodzi się z brzydoty.”
Czy to za sprawą przeznaczenia, czy też zwykłego przypadku, po kilku latach rozłąki drogi Caldera oraz Eden ponownie się przecinają w chwil, gdy najmniej się tego oboje spodziewali. Czy łączące ich kiedyś uczucie przetrwało próbę czasu? Czy pomimo wszystkich przeciwności losu uda im się ułożyć sobie życie oraz zapomnieć o dawnych krzywdach? W nadchodzących dniach zarówno Calder, jak i Eden zdobywają pewne informacje, które wywracają ich życie do góry nogami oraz zmuszają do ponownego zmierzenia się z trudną przeszłością. Jak skończy się ich historia? Czy pomimo wszystkiego uda im się zaznać odrobiny szczęścia oraz ułożyć sobie wspólne życie?
„Nadszedł czas, by zostawić przeszłość za sobą. Bez lęku, bez winy, ale z moim Blaskiem Poranka.”
Pierwszy tom serii Sign of Love był jedną z najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku i byłam ogromnie ciekawa, jak wypadnie na jego tle następna część. Zakończenie „Calder. Narodziny odwagi” zostawiło ogromny niedosyt i już nie mogłam się doczekać, żeby poznać dalsze losy bohaterów. Akcja raczej powoli nabiera tempa, a wszystkie wydarzenia są mniej dynamiczne niż w poprzednim tomie, co nie zmienia jednak faktu, że i tak z ogromnym zaciekawieniem śledziłam losy Eden oraz Caldera. Czytelnik w końcu może otrzymać odpowiedzi na dręczące go pytaniaoraz dowiedzieć się więcej na temat sekty i jej niezwykle charyzmatycznego przywódcy Hectora.
Pierwszy tom zrobił na mnie trochę większe wrażenie, jednak i tak czytanie tej książki było dla mnie ogromną przyjemnością. Mia Sheridan trafiła już do grona moich ulubionych pisarek i jestem pewna, że nie jest to ostatnia jej książka, którą trzymałam w rękach. Podczas czytania tej pozycji niejednokrotnie czułam ogromne wzruszenie i muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że historia Eden oraz Caldera będzie aż tak poruszająca. Pomimo tak wielkiej tragedii, jaką przeżyli bohaterowie, w tej książce nie zabraknie ogromnych pokładów nadziei, wiary oraz miłości. Już dawno nie czytałam tak pięknej historii. Całą serię gorąco polecam! Sama zabieram się tym czasem za czytanie kolejnych książek autorki :)).
addictedtobooks.blog.pl
Eden. Nowy początek
Najgorzej jest w sytuacji, gdy spodoba ci się pierwsza część danej serii i z utęsknieniem czekasz na kolejny tom, ponieważ autorka zaskoczyła cię wcześniej. Stawiasz więc poprzeczkę wysoko, a później wychodzi jak zwykle.
Eden znajduje bezpieczną przystań w domu bogatego jubilera i uczy jego wnuczkę grać na fortepianie, a Calder walczy z demonami pod opieką Xandra — przyjaciela z lat dzieciństwa, który także stracił w powodzi całą swoją rodzinę. Powoli uczą się żyć bez siebie — ona dowiaduje się, że jako dziecko została porwana, i odnajduje matkę, on zostaje uznanym artystą malarzem. Jednak nic nie jest w stanie zapełnić pustki, jaką oboje czują w sercu, zabić tęsknoty za utraconą miłością. Złamane serca pozostają złamane… do czasu, gdy drogi Caldera i Eden znów się przecinają.*
Eden znajduje bezpieczną przystań w domu bogatego jubilera i uczy jego wnuczkę grać na fortepianie, a Calder walczy z demonami pod opieką Xandra — przyjaciela z lat dzieciństwa, który także stracił w powodzi całą swoją rodzinę. Powoli uczą się żyć bez siebie — ona dowiaduje się, że jako dziecko została porwana, i odnajduje matkę, on zostaje uznanym artystą malarzem. Jednak nic nie jest w stanie zapełnić pustki, jaką oboje czują w sercu, zabić tęsknoty za utraconą miłością. Złamane serca pozostają złamane… do czasu, gdy drogi Caldera i Eden znów się przecinają.*
Wiecie, wyczekiwałam tej książki tak mocno, że ciężko to opisać, ponieważ pierwszy tom poraził mnie swoją oryginalnością i realnością. Autorka zakończyła pierwszy tom w takim momencie, że miałam ochotę ją rozszarpać, ponieważ to nie może być prawda, by drogi Caldera i Eden tak o się rozeszły. To taka idealna para kochanków, która pod swoimi nogami ma bardzo wiele kłód, a to my czytelnicy chcemy im je usunąć.
W drugim tomie powoli wkraczamy w wydarzenia, poznajemy historię Eden, jak stara się poradzić w nowym życiu, bez swojego ukochanego. I to od niej zaczynamy i przez pewien czas poznajemy dalsze wydarzenia z jej perspektywy. Powoli się głowiłam, co się stało z Calderem, ale późniejszy splot przypadków ukazuje, dlaczego autorka trzymała nas tak długo w niepewności. Drogi pozostały ponownie splecione i tak na dobrą sprawę, zaczęłam się zastanawiać nad tym, że właśnie do tego momentu, Mia Sheridan mogła wyciąć część z Eden. Nowy początek i wkleić ją do Caldera. Narodziny odwagi i tak zakończyć tę historię.
Nie twierdzę, że autorka nie poradziła sobie z rozciągnięciem tej historii, bo potem były momenty które ciekawiły, wzruszały i były na wysokim poziomie. Ale, no właśnie te cholerne ale, również dużo treści było powtórzonych, jak relacje z ich poprzedniego życia, wspomnienia... i to spowodowało, że podebrałam ostatecznie tę książkę jako zapychacz. Nie zrozumcie mnie źle, bo uważam, że to naprawdę dobra historia, która wprowadza na rynek powiew świeżości, ale będę się upierać się, że na jednym tomie mogło się skończyć.
Nie sposób nie porównywać jej do pierwszej części, która była jednym wielkim bólem, albo może zadrapaniami na duszy człowieka. Ciągle spotykało ich nieszczęście, autorka poradziła sobie ze scharakteryzowaniem działania sekty i to była ta magiczna poświata, która mnie do siebie przyciągała. Tutaj natomiast, bardzo wiele rzeczy szło im jak z płatka. Od jakichś podstawowych rzeczy, do naprawdę ważnych (ale tego zdradzić nie mogę). Ale pomyślcie sami, jeżeli ktoś nie ma dowodu, niezbyt jest ogarnięty ze sprawami doczesnymi, nagle nie ma problemu by żyć w takim świecie? Pieniądze i inne sprawy w tej historii się zgadzają, a oni tylko rozpędzają się z górki.
Trochę więc jestem zawiedziona tym tomem, ale jednocześnie nie była aż tak zła, bo miło, szybko się ją czytało. Po prostu chciałam wiedzieć, jak dalej potoczą się losy Eden i Caldera. A jeszcze tak wtrącę: okładka jest cudowna!
ujrzecslowa.pl Adriana Bączkiewicz
Sny Morfeusza
Czy książka erotyczna może być naszpikowana emocjami, a nie tylko seksem?
Miałam to szczęście dostać książkę K.N.Haner "Sny Morfeusza" by wspomnieć Wam o niej na blogu. To moje pierwsze spotkanie z tą autorką, ale naczytałam się o niej tak pozytywnych opinii, że liczyłam na bardzo wiele... jesteście ciekawi, czy mi się podobało?
Byłam bardzo ciekawa tej książki, nie mogłam się jej wręcz doczekać, bo w sieci już krążyły same pozytywne opinie, a ja nie lubię, jak wszyscy książkę chwalą, moim zdaniem nie ma takiej możliwości, by książka nie miała choćby drobnych wad! I nie piszę tego złośliwie, po prostu zawsze czegoś można się przyczepić, więc skoro nikt nic nie wyłapał to nie mogłam się po prostu książce oprzeć!
Nie, nie napiszę teraz jak bardzo się rozczarowałam, bo właściwie nic takiego nie nastąpiło. Wiadomo, literatura erotyczna rządzi się swoimi prawami, wiec do żadnego innego rodzaju porównać się jej nie da... ale zacznę od początku!
Cassandra Givens skończyła studia i stara się o pracę, w tym celu przeniosła się do Miami, do swojej siostry ciotecznej. Pieniądze się jej kończą, a ona nie chce być zależna od ojca, który zamiast córki wolałby mieć syna, który prowadziłby z nim sklep wędkarski, a nie gonił za marzeniami do wielkiego miasta. Być może zresztą ma rację...
Adam McKey to młody, bogaty, przystojny, władczy, zniewalający, wymagający (tu możesz dodać od siebie wszystko, co podoba Ci się w mężczyznach, bo to po prostu chodzący ideał) szef, który nawet nie spojrzał na dziewczynę, która stara się o pracę u niego - Cassandra jest wściekła, więc wychodząc wygarnia mu wszystkie żale i wychodzi trzaskając drzwiami.
Taki początek daje gwarancję, że później będzie tylko ciekawiej... i jest!
Myślicie, że w ciągu jednej nocy można spotkać dwóch facetów i obu pokochać?
W życiu Cassandry pojawia się najpierw Tommy - zaraz po tym jak Cass ucieka z nieudanej randki - i zabiera ją do klubu. Cóż, jego choroba, potrzeba zmian, natychmiastowa więź jaka się między nimi pojawia jest genialnym posunięciem autorki.
Ale w klubie, jak to w klubie, wystarczy chwila, a po ciele dziewczyny błądzą dłonie kolejnego mężczyzny - i tak poznajemy Morfeusza... choć wcale nie wiem, czy chcieliśmy go poznać, a przede wszystkim - czy Cass chciała go poznać? Faktem jest jednak, że jedzie do jego domu i spędza tam noc. A potem go okrada... (no dobra, to taka maleńka kradzież jest)
W książce nie ma ani chwili spokoju, ciągle coś się dzieje, jest dynamicznie i nawet często seks mimo, że opis ciągnie się na kilka stron to zwykle szybkie numerki... Ale to wszystko jest atutem, czasem tylko Cassandra denerwowała mnie okrutnie, nie mogłam jej zrozumieć, a już jej zachowanie doprowadzało mnie momentami do szału - ale taki jej urok, po prostu!
Stanowczo jest to książka dla dorosłych czytelników, nie powiem, czytało się całkiem przyjemnie, choć nie jest to książka, od której nie mogłam oderwać się do rana, wręcz przeciwnie, dawkowałam ją sobie i czytałam na raty. Jednak mimo że nie było tak, że nie mogłam zasnąć z niewiedzy, co będzie dalej to teraz, po przeczytaniu książki, nie mogę się doczekać kolejnej części! Prawda jest taka, że końcówka mocno namotała!
Należy docenić, że autorka mimo wielu opisów scen erotycznych, czy po prostu pieprzenia się bohaterów, nie powtarzała się, nie było to wszystko nudne i skłaniające do pominięcia tych fragmentów. Co więcej często przeplatane było przemyśleniami bohaterki, a książka w ogóle ocieka emocjami. Czytelnik denerwuje się z bohaterami, wzrusza, boi czy martwi. To sztuka umieć tak wciągnąć czytelnika!
Nie byłabym jednak sobą, gdybym nieco nie ponarzekała...
Nie są to wady, ale na pewno te drobiazgi miały wpływ na komfort mojego czytania - pewnie dlatego potrzebowałam przerw.
Brakuje mi w książce akapitów, owszem, jest większa interlinia, ale to jednak nie to samo...
Czasem nie rozumiałam podziału treści, nie ma rozdziałów, jedynie gwiazdki między fragmentami, jednak czasem były w miejscach, gdzie kończył się dialog, a niżej była kontynuacja tej samej sceny - mimo to oddzielona gwiazdkami.
I to, co najbardziej mnie zdziwiło - przez pięć lat studiów kładą ludziom do głów, że wszystko się odmienia, a tu taki psikus... - sięgnął po ten banan, odłożył papieros, wyciągnął swój penis - ja bym jednak odmieniała....
Jednak jest to na pewno świetna książka, którą polecam na wakacyjny wyjazd... nie można powiedzieć, że to drugi Grey, choć pewnie to najprostsze skojarzenie jakie się nam nasuwa - błędne! Na pewno warto docenić polską autorkę - choć tu nęka mnie myśl, dlaczego polska autorka nie napisała książki o polskich bohaterach, o polskich realiach... to mnie zawsze zastanawia, choć oczywiście wiem, że akurat tak bajkowy scenariusz łatwiej przenieść daleko od naszego szarego kraju :)
Polecam! Macie ochotę przeczytać?
poligondomowy.pl
Stinger. Żądło namiętności
Trzecia przygoda z powieścią Mii Sheridan również okazała się fascynującym przeżyciem.
Grace Hamilton to wzorowa studentka, która nie imprezuje, a każdą wolną chwilę poświęca na to, aby się uczyć i pracować. Chce zrobić karierę i trzyma się swojego idealnego planu. Co się wydarzy, kiedy w jej życiu pojawi się Carson Stinger – gwiazda filmów porno, który jest zupełnym przeciwieństwem G ? Czy można mówić o miłości między dwójką bardzo sprzecznych charakterów? A może tylko o namiętności i pożądaniu?
Autorka kolejny raz stworzyła postaci bardzo charakterystyczne – żywiołowe, prawdziwe, charyzmatyczne. Nawet Grace, poukładana studentka prawa, która dąży do celu potrafi powiedzieć to, co myśli, kiedy coś jej się nie podoba. Stinger, który nie ma nic do zaoferowania, nie ma wykształcenia próbuje coś zrobić ze swoim życiem. Nie poddaje się, tylko wszystko stawia na jedną kartę.
Mia Sheridan porusza bardzo interesujący problem – otóż czy osoby, które mają za sobą tak barwną przeszłość, jak granie w filmach pornograficznych, mogą stworzyć normalny związek i założyć rodzinę? Jak sytuacja życiowa musi zmusić człowieka, aby podjął się takiego zajęcia? Dodatkowo pisarka w tej roli obsadziła mężczyznę! A Stinger wcale tu nie jest jakimś dupkiem, który tylko myśli o jednym. Wręcz przeciwnie, przejawia ogromne pokłady normalności, wrażliwości, a poza tym jest tajemniczy i pociągający. Dla miłości jest w stanie zrobić wszystko, nawet porzucić dotychczasowy zawód.
Bardzo podobają mi się właśnie tak wykreowane postaci. Autorka lubuje się w narracji dwutorowej i także tutaj zastosowała ten zabieg, co pozwoliło na poznawanie myśli zarówno Grace, jak i Carsona.
Książkę przeczytałam w kilka godzin. Postaci całkowicie mną zawładnęły. Sheridan w bardzo delikatny i subtelny sposób opisuje sceny erotyczne, które czytałam z zapartym tchem. Pisarka także zręcznie połączyła wątek romansowy z obyczajowym, a nawet kryminalnym! Czyli jak w życiu, nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli, a życie ma różne oblicza.
Polecam tę powieść, bo pochłonęłam ją w okamgnieniu. Zresztą akcja jest tak zbudowana, że wręcz goni jak szalona, by potem przystopować i znów ruszyć z kopyta. Na koniec żałowałam, że tak szybko się z nią uporałam. Ale książka ta daje nadzieję na lepsze jutro, na to światełko w tunelu, którego tak wyczekujemy, a miłość jest tutaj przepiękną siłą, która napędza do przemiany. Dzięki niej człowiek stara się być lepszy i jest gotowy na zmiany. Bo nieważne w jak beznadziejnej sytuacji się znaleźliśmy to zawsze możemy się z niej wykaraskać.
Grace Hamilton to wzorowa studentka, która nie imprezuje, a każdą wolną chwilę poświęca na to, aby się uczyć i pracować. Chce zrobić karierę i trzyma się swojego idealnego planu. Co się wydarzy, kiedy w jej życiu pojawi się Carson Stinger – gwiazda filmów porno, który jest zupełnym przeciwieństwem G ? Czy można mówić o miłości między dwójką bardzo sprzecznych charakterów? A może tylko o namiętności i pożądaniu?
Autorka kolejny raz stworzyła postaci bardzo charakterystyczne – żywiołowe, prawdziwe, charyzmatyczne. Nawet Grace, poukładana studentka prawa, która dąży do celu potrafi powiedzieć to, co myśli, kiedy coś jej się nie podoba. Stinger, który nie ma nic do zaoferowania, nie ma wykształcenia próbuje coś zrobić ze swoim życiem. Nie poddaje się, tylko wszystko stawia na jedną kartę.
Mia Sheridan porusza bardzo interesujący problem – otóż czy osoby, które mają za sobą tak barwną przeszłość, jak granie w filmach pornograficznych, mogą stworzyć normalny związek i założyć rodzinę? Jak sytuacja życiowa musi zmusić człowieka, aby podjął się takiego zajęcia? Dodatkowo pisarka w tej roli obsadziła mężczyznę! A Stinger wcale tu nie jest jakimś dupkiem, który tylko myśli o jednym. Wręcz przeciwnie, przejawia ogromne pokłady normalności, wrażliwości, a poza tym jest tajemniczy i pociągający. Dla miłości jest w stanie zrobić wszystko, nawet porzucić dotychczasowy zawód.
Bardzo podobają mi się właśnie tak wykreowane postaci. Autorka lubuje się w narracji dwutorowej i także tutaj zastosowała ten zabieg, co pozwoliło na poznawanie myśli zarówno Grace, jak i Carsona.
Książkę przeczytałam w kilka godzin. Postaci całkowicie mną zawładnęły. Sheridan w bardzo delikatny i subtelny sposób opisuje sceny erotyczne, które czytałam z zapartym tchem. Pisarka także zręcznie połączyła wątek romansowy z obyczajowym, a nawet kryminalnym! Czyli jak w życiu, nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli, a życie ma różne oblicza.
Polecam tę powieść, bo pochłonęłam ją w okamgnieniu. Zresztą akcja jest tak zbudowana, że wręcz goni jak szalona, by potem przystopować i znów ruszyć z kopyta. Na koniec żałowałam, że tak szybko się z nią uporałam. Ale książka ta daje nadzieję na lepsze jutro, na to światełko w tunelu, którego tak wyczekujemy, a miłość jest tutaj przepiękną siłą, która napędza do przemiany. Dzięki niej człowiek stara się być lepszy i jest gotowy na zmiany. Bo nieważne w jak beznadziejnej sytuacji się znaleźliśmy to zawsze możemy się z niej wykaraskać.
reading-mylove.blogspot.com Paulina; 2016-07-11