Recenzje
Hard Beat. Taniec nad otchłanią
Ta książka jest jak…
Taniec nad otchłanią.
Niebezpieczna, nieprzywidywalna i pełna nietuzinkowych emocji.
Porywa swoją lekkością…
Zauracza swoją namiętnością…
I sprawia, że świat dookoła nas nabiera barw ognistej zmysłowości.
Fabuła i styl:
Fabuła książki jest pełna adrenaliny, zmysłowości i słodko-gorzkich tajemnic.
Podobało mi się to, że historia BJ i Tannera jest zarówno lekka jak i miło skomplikowana. Dzięki temu historia ta nabrała realizmu, intensywności i niesamowitej magii, która niezaprzeczalnie poruszyła moje serce do granic wszelkiej wytrzymałości.
Bohaterowie:
On jest jak granat. Precyzyjny, atrakcyjny i nieufny aż do bólu.
Ona zaś jest jak bomba atomowa. Gwałtowna, zjawiskowa i zabójczo seksowna.
Razem… tworzą niezwykle wybuchową mieszankę, która z pewnością wywróci świat czytelnika do góry nogami.
Szata graficzna:
Okładka „Hard Beat” jest po prostu piękna i niezwykle pociągająca!
Kusi…
Zniewala…
Intryguje.
Jest niczym słodki pocałunek miłości, który pozostawia na naszych ustach obietnicę rozkosznej namiętności.
Podsumowanie:
„Hard Beat. Taniec nad otchłanią” to niesamowicie zmysłowa historia, która napełni twoje serce zmysłową magią miłości.
Ta książka jest jak namiętna pieszczota, która rozbudza zmysły pożądaniem, zatracając umysł w namiętnym opętaniu.
W końcu…. Im dłużej ją czytasz, tym bardziej pragniesz zatracić się w jej ognistej rozkoszy.
Gorąca polecam
Taniec nad otchłanią.
Niebezpieczna, nieprzywidywalna i pełna nietuzinkowych emocji.
Porywa swoją lekkością…
Zauracza swoją namiętnością…
I sprawia, że świat dookoła nas nabiera barw ognistej zmysłowości.
Fabuła i styl:
Fabuła książki jest pełna adrenaliny, zmysłowości i słodko-gorzkich tajemnic.
Podobało mi się to, że historia BJ i Tannera jest zarówno lekka jak i miło skomplikowana. Dzięki temu historia ta nabrała realizmu, intensywności i niesamowitej magii, która niezaprzeczalnie poruszyła moje serce do granic wszelkiej wytrzymałości.
Bohaterowie:
On jest jak granat. Precyzyjny, atrakcyjny i nieufny aż do bólu.
Ona zaś jest jak bomba atomowa. Gwałtowna, zjawiskowa i zabójczo seksowna.
Razem… tworzą niezwykle wybuchową mieszankę, która z pewnością wywróci świat czytelnika do góry nogami.
Szata graficzna:
Okładka „Hard Beat” jest po prostu piękna i niezwykle pociągająca!
Kusi…
Zniewala…
Intryguje.
Jest niczym słodki pocałunek miłości, który pozostawia na naszych ustach obietnicę rozkosznej namiętności.
Podsumowanie:
„Hard Beat. Taniec nad otchłanią” to niesamowicie zmysłowa historia, która napełni twoje serce zmysłową magią miłości.
Ta książka jest jak namiętna pieszczota, która rozbudza zmysły pożądaniem, zatracając umysł w namiętnym opętaniu.
W końcu…. Im dłużej ją czytasz, tym bardziej pragniesz zatracić się w jej ognistej rozkoszy.
Gorąca polecam
blackcrow87.wordpress.com
Podniebny lot
Panie i Panowie, O to Bianca. Piękna, jasnowłosa stewardesa, która z niewyobrażalną gracją zabierze was w podróż pełną namiętności i zmysłowości. Prosimy zatem zapiąć pasy i zachować szczególną uwagę. Bo historia, którą zaraz przeżyjecie z pewnością wbije was głęboko w fotel, powodując w waszych sercach nieziemskie turbulencje namiętności.
Fabuła i styl :
Fabuła książki okazała się bardzo ciekawą i barwną historią, która niewątpliwie potrafi wstrząsnąć emocjami czytelnika.
Rozbudza zmysły…
Rozpala wyobraźnie
I nadaje życiu trochę barw szczęścia.
Ponadto….
Książka została napisana w bardzo lekkim, prostym i pełnym emocji językiem. To właśnie dzięki tym cechą, czytało mi się ją bardzo płynnie, szybko i przede wszystkim wciągająco.
Bohaterowie :
Zmysłowi…
Namiętni…
Opętani żądzą namiętności.
Tacy są właśnie oni…
Uwodzicielski Pan Cavendish i niewinna śliczna Bianco.
Ona…
Ma w sobie niewinne piękno, które nie tylko kusi, ale i zniewala go swoją anielską doskonałością.
On…
I jego turkusowe oczy mają moc niewyobrażalnego przyciągania. Potrafią nie tylko zniewolić, ale i także skusić swą ofiarę obietnicą nieziemskiego spełnienia.
Razem tworzą mieszankę wyborową. Naszpikowaną namiętnością, zmysłowością i słodką uległością.
Szata graficzna:
Okładka ” Podniebny lot” idealnie obrazuje piękno jakie ma w sobie żywioł powietrza.
Jej lekkość…
Czystość…
I wolność.
Dodatkowo, połączenie anielskiej bieli ze szczyptą namiętnej czerwieni, stworzyło między tymi barwami miłą w oddczuciu harmonie emocji.
Podsumowanie:
” Podniebny lot ” to niesamowita opowieść o pożądaniu, rozkoszy i sile gorącej namiętności.
Jestem pewna, że Bianca i Pan Cavendish, zapewnią wam swoim towarzystwem dużą dawkę niezapomnianych wrażeń.
W końcu…
Ta podniebna, pełna słodyczy historia, potrafi wyzwalić w czytelniku cały wulkan niezwykłych emocji.
Fabuła i styl :
Fabuła książki okazała się bardzo ciekawą i barwną historią, która niewątpliwie potrafi wstrząsnąć emocjami czytelnika.
Rozbudza zmysły…
Rozpala wyobraźnie
I nadaje życiu trochę barw szczęścia.
Ponadto….
Książka została napisana w bardzo lekkim, prostym i pełnym emocji językiem. To właśnie dzięki tym cechą, czytało mi się ją bardzo płynnie, szybko i przede wszystkim wciągająco.
Bohaterowie :
Zmysłowi…
Namiętni…
Opętani żądzą namiętności.
Tacy są właśnie oni…
Uwodzicielski Pan Cavendish i niewinna śliczna Bianco.
Ona…
Ma w sobie niewinne piękno, które nie tylko kusi, ale i zniewala go swoją anielską doskonałością.
On…
I jego turkusowe oczy mają moc niewyobrażalnego przyciągania. Potrafią nie tylko zniewolić, ale i także skusić swą ofiarę obietnicą nieziemskiego spełnienia.
Razem tworzą mieszankę wyborową. Naszpikowaną namiętnością, zmysłowością i słodką uległością.
Szata graficzna:
Okładka ” Podniebny lot” idealnie obrazuje piękno jakie ma w sobie żywioł powietrza.
Jej lekkość…
Czystość…
I wolność.
Dodatkowo, połączenie anielskiej bieli ze szczyptą namiętnej czerwieni, stworzyło między tymi barwami miłą w oddczuciu harmonie emocji.
Podsumowanie:
” Podniebny lot ” to niesamowita opowieść o pożądaniu, rozkoszy i sile gorącej namiętności.
Jestem pewna, że Bianca i Pan Cavendish, zapewnią wam swoim towarzystwem dużą dawkę niezapomnianych wrażeń.
W końcu…
Ta podniebna, pełna słodyczy historia, potrafi wyzwalić w czytelniku cały wulkan niezwykłych emocji.
blackcrow87.wordpress.com
Co ludzie sukcesu robią przed śniadaniem
CO MOŻNA Z NIEJ WYWNIOSKOWAĆ?
Wiele osób zdaje sobie z tego sprawę, jak bardzo marnują swój czas, który jest bardzo cenny, tak jak mówi pan Stanisław "Czas robi swoje. A ty człowieku?", to pytanie wywołało we mnie wiele przemyśleń, zaczynałem się zastanawiać, czy oby na pewno marnuję swój czas, który nieubłaganie pędzi, oczekujecie odpowiedzi, że go nie marnuję i wszystko jest tak jakbym chciał, niestety nie. Dzięki książce pani Laury zrozumiałem, w jakim stopniu marnuję czas, jak go zmarnowałem przez te wszystkie lata, których nie da się już cofnąć. Zawsze powtarzałem sobie "Jakoś pójdzie, rób to na co masz ochotę", przez ten krótki monolog traciłem czas przed komputerem grając w gry "Bo mam na to ochotę", jadłem po godzinie 23:00 chociaż wiedziałem, że w tym czasie tyje się szybciej, a mnie przydałoby się zrzucić trochę kilogramów, lecz nie o sam wygląd mi chodzi. SAMOKONTROLA, straciłem ją, byłem wbity w wir monotonii, z którego trudno jest mi się wydostać, nie tylko mi. Po przeczytaniu krótkiego poradnika, który ma nam uzmysłowić, jak bardzo czas nas gania, jak bardzo mózg wsiąka codzienność i doprowadza do tego, ze boimy się czegoś zrobić, tworzymy swoje BARIERY, które trudno pokonać. Pierwszy rozdział, dał mi pełen obraz tego co robię, gdy wstaję o 10:00, inni o 6:00 czytają, piją kawę i rozmawiają z bliskimi osobami, ja śpię, śpię i marnuję 4 godziny. Podczas roku szkolnego wstawałem ZAWSZE o godzinie 7:30, a na 8:00 miałem pierwszą lekcje, wyrabiałem się, lecz robiłem wszystko w biegu zamiast wypić przed szkołą ranną kawę i zaczytać się w lekturę.
Dzięki tej książce postanowiłem, że od NOWEGO ROKU SZKOLNEGO, będę wstawać wcześniej i robił to co wymieniłem powyżej. Postanowiłem, że zakupię kalendarz i będę zapisywać WSZYSTKO co według mnie jest ważne. Autorka poleca, by założyć rozpiskę dnia z dokładną godziną, zobaczyć co tak naprawdę zrobiliśmy i jak bardzo zmarnowaliśmy dzień.
Jeżeli masz dzieci, ta książka jest dla ciebie, autorka opisuję tam wiele, co robić gdy ma się dzieci i jak pogodzić je ze swoimi zainteresowaniami. Jeżeli ich nie masz, również jest dla ciebie! Uświadomi ci, że warto wstać o tej 6:00. Dzięki pani Laurze, zrozumiesz, że możesz wyrobić pewne nawyki m.in. Wstawać rano, biegać rano, czytać rano to jest tak jak z myciem zębów, nie zastanawiasz się czy je umyjesz to już CODZIENNOŚĆ.
Wiele rzeczy, które były w książce i próbowały coś wnieść do mojego życia, były mi nieprzydatne lub wiedziałem już nich, dlatego więc moją oceną jest 4/5.
WYDANIE
Książka jest wydana schludnie, okładka przyciąga wzrok. W książce na końcu znajduję się tabela, w której można zorganizować swój czas. Literki są małe, lecz czyta je się bardzo szybko.
Wiele osób zdaje sobie z tego sprawę, jak bardzo marnują swój czas, który jest bardzo cenny, tak jak mówi pan Stanisław "Czas robi swoje. A ty człowieku?", to pytanie wywołało we mnie wiele przemyśleń, zaczynałem się zastanawiać, czy oby na pewno marnuję swój czas, który nieubłaganie pędzi, oczekujecie odpowiedzi, że go nie marnuję i wszystko jest tak jakbym chciał, niestety nie. Dzięki książce pani Laury zrozumiałem, w jakim stopniu marnuję czas, jak go zmarnowałem przez te wszystkie lata, których nie da się już cofnąć. Zawsze powtarzałem sobie "Jakoś pójdzie, rób to na co masz ochotę", przez ten krótki monolog traciłem czas przed komputerem grając w gry "Bo mam na to ochotę", jadłem po godzinie 23:00 chociaż wiedziałem, że w tym czasie tyje się szybciej, a mnie przydałoby się zrzucić trochę kilogramów, lecz nie o sam wygląd mi chodzi. SAMOKONTROLA, straciłem ją, byłem wbity w wir monotonii, z którego trudno jest mi się wydostać, nie tylko mi. Po przeczytaniu krótkiego poradnika, który ma nam uzmysłowić, jak bardzo czas nas gania, jak bardzo mózg wsiąka codzienność i doprowadza do tego, ze boimy się czegoś zrobić, tworzymy swoje BARIERY, które trudno pokonać. Pierwszy rozdział, dał mi pełen obraz tego co robię, gdy wstaję o 10:00, inni o 6:00 czytają, piją kawę i rozmawiają z bliskimi osobami, ja śpię, śpię i marnuję 4 godziny. Podczas roku szkolnego wstawałem ZAWSZE o godzinie 7:30, a na 8:00 miałem pierwszą lekcje, wyrabiałem się, lecz robiłem wszystko w biegu zamiast wypić przed szkołą ranną kawę i zaczytać się w lekturę.
Dzięki tej książce postanowiłem, że od NOWEGO ROKU SZKOLNEGO, będę wstawać wcześniej i robił to co wymieniłem powyżej. Postanowiłem, że zakupię kalendarz i będę zapisywać WSZYSTKO co według mnie jest ważne. Autorka poleca, by założyć rozpiskę dnia z dokładną godziną, zobaczyć co tak naprawdę zrobiliśmy i jak bardzo zmarnowaliśmy dzień.
Jeżeli masz dzieci, ta książka jest dla ciebie, autorka opisuję tam wiele, co robić gdy ma się dzieci i jak pogodzić je ze swoimi zainteresowaniami. Jeżeli ich nie masz, również jest dla ciebie! Uświadomi ci, że warto wstać o tej 6:00. Dzięki pani Laurze, zrozumiesz, że możesz wyrobić pewne nawyki m.in. Wstawać rano, biegać rano, czytać rano to jest tak jak z myciem zębów, nie zastanawiasz się czy je umyjesz to już CODZIENNOŚĆ.
Wiele rzeczy, które były w książce i próbowały coś wnieść do mojego życia, były mi nieprzydatne lub wiedziałem już nich, dlatego więc moją oceną jest 4/5.
WYDANIE
Książka jest wydana schludnie, okładka przyciąga wzrok. W książce na końcu znajduję się tabela, w której można zorganizować swój czas. Literki są małe, lecz czyta je się bardzo szybko.
Kingomaniak Kuba; 2016-08-31
Prawo Mojżesza
„Prawo Mojżesza” nie jest historią biblijnego Mojżesza, o czym może sugerować tytuł książki. Jednak losy bohatera powieści można delikatnie porównać z osobą Mojżesza – proroka.
Oboje zdołali wymknąć się śmierci, znalezieni w koszyku i pozbawieni miłości biologicznej matki. Oczywiście całkiem różne są tu okoliczności tych podobieństw, jednak co najważniejsze i współczesny Mojżesz ma niezwykły dar. Potrafi nawiązać kontakt ze zmarłymi. Nie są to jednak „duchy” przypadkowe. Zmarli zawsze są w jakiś sposób powiązani z osobami, które życie stawia Mojżeszowi na drodze. Chłopak z nimi nie rozmawia, potrafi jednak odczytywać ich wspomnienia dzięki obrazom, które mu pokazują. Obrazy te znajdują ujście w ‘nieziemskich’ muralach oraz obrazach, które maluje gdziekolwiek się pojawi.
Mojżesz jest pęknięty. A dzięki tym pęknięciom na świat wydostają się przecieki jego geniuszu, szalonych zdolności, ale też i brutalności. Ściąga tym na siebie nieustanne kłopoty.
Jednak to właśnie dzięki pomocy zmarłych Mojżeszowi udaje się rozwikłać zagadkę tajemniczych zaginięć młodych dziewczyn. Tym samym autorka – Amy Harmon – wplata w powieść również wątek kryminalny, który będzie miał ogromne znaczenie dla przyszłości Georgii i Mojżesza.
„Prawo Mojżesza” to historia zagubionego, odartego z poczucia własnej wartości, naznaczonego od samego narodzenia chłopaka. Przyjazd młodzieńca do małego miasteczka, pod opiekę babci, powoduje u mieszkańców trwogę. Nie ufają chłopakowi, wierzą, iż sprowadza nieszczęście, obrazami niszczy ich mienie, a przedmiot malowanych przez niego wizerunków budzi w mieszkańcach trwogę. Dodatkowo jest czarny.
Mojżesz jednak stawia mur w postaci swoich praw nie pozwala nikomu się do siebie zbliżyć.
Stroni od ludzi, ucieka przed przyjaźnią, nieustanie odrzuca wyciągniętą do niego rękę mieszkającej po sąsiedzku Georgii.
Amy Harmon napisała historię z jednej strony smutną i pełną bólu. Rzeczywiście, brak tu szczęśliwego zakończenia, ciężko jednak jednoznacznie stwierdzić, iż jest ono tragiczne. Powiedziałabym, iż trudno byłoby zakończyć tę historię w sposób taki, by zadowoleni byli wszyscy. Wydaje się to wręcz niemożliwe.
Z drugiej strony „Prawo Mojżesza” to powieść o dojrzewaniu do stawienia czoła życiu.
Jak przystało na książki z gatunku new adult, traktuje również o odnajdywaniu swego miejsca na ziemi, poszukiwaniu własnej wartości oraz o miłości. Miłości między dwojgiem obcych sobie ludzi, ale też miłości tej bezwarunkowej – matczynej i ojcowskiej. To dzięki uporowi Georgii, jej wierze w Mojżesza, mimo tak wielkiego cierpienia, które dziewczynę spotkało, w chłopaku dokonują się powolne przemiany, do których samemu przed sobą nie chce się przyznać. Zaczyna również uświadamiać sobie, iż umiejętność widzenia zmarłych nie zawsze musi być bronią skierowaną przeciw żywym.
To historia o miłości, z nutą romansu i pełnego rozpaczy dramatu. Historia pełna bólu i wyrzeczeń. Cierpienia i poświęcenia. Ale również pełna wiary i nadziei na lepsze. Opowieść nasycona paletą wszelakich barw i odcieni, a wyobraźnię zmuszająca do pracy na najwyższych obrotach.
Oboje zdołali wymknąć się śmierci, znalezieni w koszyku i pozbawieni miłości biologicznej matki. Oczywiście całkiem różne są tu okoliczności tych podobieństw, jednak co najważniejsze i współczesny Mojżesz ma niezwykły dar. Potrafi nawiązać kontakt ze zmarłymi. Nie są to jednak „duchy” przypadkowe. Zmarli zawsze są w jakiś sposób powiązani z osobami, które życie stawia Mojżeszowi na drodze. Chłopak z nimi nie rozmawia, potrafi jednak odczytywać ich wspomnienia dzięki obrazom, które mu pokazują. Obrazy te znajdują ujście w ‘nieziemskich’ muralach oraz obrazach, które maluje gdziekolwiek się pojawi.
Mojżesz jest pęknięty. A dzięki tym pęknięciom na świat wydostają się przecieki jego geniuszu, szalonych zdolności, ale też i brutalności. Ściąga tym na siebie nieustanne kłopoty.
Jednak to właśnie dzięki pomocy zmarłych Mojżeszowi udaje się rozwikłać zagadkę tajemniczych zaginięć młodych dziewczyn. Tym samym autorka – Amy Harmon – wplata w powieść również wątek kryminalny, który będzie miał ogromne znaczenie dla przyszłości Georgii i Mojżesza.
„Prawo Mojżesza” to historia zagubionego, odartego z poczucia własnej wartości, naznaczonego od samego narodzenia chłopaka. Przyjazd młodzieńca do małego miasteczka, pod opiekę babci, powoduje u mieszkańców trwogę. Nie ufają chłopakowi, wierzą, iż sprowadza nieszczęście, obrazami niszczy ich mienie, a przedmiot malowanych przez niego wizerunków budzi w mieszkańcach trwogę. Dodatkowo jest czarny.
Mojżesz jednak stawia mur w postaci swoich praw nie pozwala nikomu się do siebie zbliżyć.
Stroni od ludzi, ucieka przed przyjaźnią, nieustanie odrzuca wyciągniętą do niego rękę mieszkającej po sąsiedzku Georgii.
Amy Harmon napisała historię z jednej strony smutną i pełną bólu. Rzeczywiście, brak tu szczęśliwego zakończenia, ciężko jednak jednoznacznie stwierdzić, iż jest ono tragiczne. Powiedziałabym, iż trudno byłoby zakończyć tę historię w sposób taki, by zadowoleni byli wszyscy. Wydaje się to wręcz niemożliwe.
Z drugiej strony „Prawo Mojżesza” to powieść o dojrzewaniu do stawienia czoła życiu.
Jak przystało na książki z gatunku new adult, traktuje również o odnajdywaniu swego miejsca na ziemi, poszukiwaniu własnej wartości oraz o miłości. Miłości między dwojgiem obcych sobie ludzi, ale też miłości tej bezwarunkowej – matczynej i ojcowskiej. To dzięki uporowi Georgii, jej wierze w Mojżesza, mimo tak wielkiego cierpienia, które dziewczynę spotkało, w chłopaku dokonują się powolne przemiany, do których samemu przed sobą nie chce się przyznać. Zaczyna również uświadamiać sobie, iż umiejętność widzenia zmarłych nie zawsze musi być bronią skierowaną przeciw żywym.
To historia o miłości, z nutą romansu i pełnego rozpaczy dramatu. Historia pełna bólu i wyrzeczeń. Cierpienia i poświęcenia. Ale również pełna wiary i nadziei na lepsze. Opowieść nasycona paletą wszelakich barw i odcieni, a wyobraźnię zmuszająca do pracy na najwyższych obrotach.
Miłość do Czytania
Sny Morfeusza
Cassandra wyjeżdża ze swojego miasta, by uciec przed rodzinnym interesem do którego zmusza ją ojciec. Chce rozpocząć samodzielne życie, pracując w wyuczonym zawodzie. Udaje się w tym celu na rozmowę kwalifikacyjną do Adama McKeya. Niestety nie wszystko idzie po dobrej myśli, Adam okazuje się być zadufanym w sobie pracodawcą, aroganckim i zbyt pewnym siebie człowiekiem, który nie widzi nadziei w młodych ludziach pracujących na stanowisku architekta czy dekoratora wnętrz. Jednak coś, co przemawia przez dziewczynę, najpewniej jej prostolinijność, szczerość i odwaga- nakazuje ją zatrudnić. Czy tajemnice, jakie skrywa mroczny szef pozwolą jej na poznanie nocnego życia, pełnego namiętnych doznań? Czy ucieknie szybko, przerażona ciemną stroną McKeya?
K.N. Haner to pseudonim polskiej autorki. Zadebiutowała ona powieścią "Na szczycie" w 2015 roku. Niestety jak na razie, czego żałuję, było to moje pierwsze spotkanie z jej książkami jak i moje pierwsze spotkanie z literaturą erotyczną, która nie ma doskonałego finału, choć nie jest to również czas stracony i nieodzyskany. Czytało się szybko, bez wysiłku i na pewno z otwartymi oczami. Treść nie pozwalała zwolnić, zatrzymać się i przyjrzeć fabule, napędzała, gnała i nie przyjmowała odpoczynku. Pochłonęłam ją na jednym wdechu, nie czując potrzeby rozczulania się nad tematyką.
Nie pokładałam w niej dużych nadziei, gdyż miała stać się po prostu moją przepustką do świata erotycznych doznań, tajemnic czy pożądania. Miałam się przekonać, że czasami warto sięgnąć po tego typu powieść. Wszyscy byli zachwyceni- chciałam sprawdzić czym. Jednak nie do końca przypadło mi to do gustu, zwłaszcza, że bohaterowie wydawali się przerysowani. Całość ich myśli kierowała się tylko ku zbliżeń cielesnych, praca i cała reszta życia szła w odstawkę. Naiwność głównej bohaterki porażała, arogancja Adama przygniatała. Mimo wszystko cieszę się, że równolegle został pociągnięty temat tajemnicy bohatera, warunków jakie mu nakazują zachowywać się w ten, nie inny sposób. Ta tajemnica, jaką owiany był bohater ciekawiła mnie najbardziej, sprawiała, że czytałam książkę z niecierpliwością, byleby tylko dowiedzieć się prawdy. To właśnie dlatego koniec tej części wydawał mi się najlepszy. Moment, w którym poznałam choć część myśli McKeya sprawił, że książka uratowała się przed dramatem. To właśnie wtedy dostrzegłam w niej potencjał. Sens, jaki nie dostrzegałam w całokształcie. Dzięki ostatniemu rozdziałowi wiem, że fabuła ma jakąś głębię i to dzięki niemu sięgnę po kolejne części, jeśli oczywiście się takowe pojawią. Szkoda tylko, że język, tonacja w jakim pociągnięta jest cała treść zawiodło moje oczekiwania.
Wiele blogerów porównywało książkę K.N. Haner do polskiej wersji Greya, podobno autorka nawet pisze lepiej, jednak ja nie jestem w stanie tego stwierdzić- niestety nie miałam styczności z lekturą "Pięćdziesiąt twarzy...". Kiedyś się może przekonam, póki co- pozostaje mi wierzyć na słowo.
Nie chcę, by ktokolwiek pomyślał, że nie polecam tejże lektury, bo to nie jest tak. Ja po prostu nie lubię erotyków i chyba jednak odpuszczę sobie przekonywanie się do nich. Książka na pewno w swoim gatunku spełnia się doskonale, mówią o tym motywy jakie w niej są ukazane. Przede wszystkim skupienie się na żądzy, pragnieniu. Jednak zdecydowanie nie jest to lektura dla mnie. Sceny erotyczne w powieściach mogą być w porządku, jednak tutaj nie przekonuje mnie wulgaryzm tych sytuacji intymnych.
K.N. Haner to pseudonim polskiej autorki. Zadebiutowała ona powieścią "Na szczycie" w 2015 roku. Niestety jak na razie, czego żałuję, było to moje pierwsze spotkanie z jej książkami jak i moje pierwsze spotkanie z literaturą erotyczną, która nie ma doskonałego finału, choć nie jest to również czas stracony i nieodzyskany. Czytało się szybko, bez wysiłku i na pewno z otwartymi oczami. Treść nie pozwalała zwolnić, zatrzymać się i przyjrzeć fabule, napędzała, gnała i nie przyjmowała odpoczynku. Pochłonęłam ją na jednym wdechu, nie czując potrzeby rozczulania się nad tematyką.
Nie pokładałam w niej dużych nadziei, gdyż miała stać się po prostu moją przepustką do świata erotycznych doznań, tajemnic czy pożądania. Miałam się przekonać, że czasami warto sięgnąć po tego typu powieść. Wszyscy byli zachwyceni- chciałam sprawdzić czym. Jednak nie do końca przypadło mi to do gustu, zwłaszcza, że bohaterowie wydawali się przerysowani. Całość ich myśli kierowała się tylko ku zbliżeń cielesnych, praca i cała reszta życia szła w odstawkę. Naiwność głównej bohaterki porażała, arogancja Adama przygniatała. Mimo wszystko cieszę się, że równolegle został pociągnięty temat tajemnicy bohatera, warunków jakie mu nakazują zachowywać się w ten, nie inny sposób. Ta tajemnica, jaką owiany był bohater ciekawiła mnie najbardziej, sprawiała, że czytałam książkę z niecierpliwością, byleby tylko dowiedzieć się prawdy. To właśnie dlatego koniec tej części wydawał mi się najlepszy. Moment, w którym poznałam choć część myśli McKeya sprawił, że książka uratowała się przed dramatem. To właśnie wtedy dostrzegłam w niej potencjał. Sens, jaki nie dostrzegałam w całokształcie. Dzięki ostatniemu rozdziałowi wiem, że fabuła ma jakąś głębię i to dzięki niemu sięgnę po kolejne części, jeśli oczywiście się takowe pojawią. Szkoda tylko, że język, tonacja w jakim pociągnięta jest cała treść zawiodło moje oczekiwania.
Wiele blogerów porównywało książkę K.N. Haner do polskiej wersji Greya, podobno autorka nawet pisze lepiej, jednak ja nie jestem w stanie tego stwierdzić- niestety nie miałam styczności z lekturą "Pięćdziesiąt twarzy...". Kiedyś się może przekonam, póki co- pozostaje mi wierzyć na słowo.
Nie chcę, by ktokolwiek pomyślał, że nie polecam tejże lektury, bo to nie jest tak. Ja po prostu nie lubię erotyków i chyba jednak odpuszczę sobie przekonywanie się do nich. Książka na pewno w swoim gatunku spełnia się doskonale, mówią o tym motywy jakie w niej są ukazane. Przede wszystkim skupienie się na żądzy, pragnieniu. Jednak zdecydowanie nie jest to lektura dla mnie. Sceny erotyczne w powieściach mogą być w porządku, jednak tutaj nie przekonuje mnie wulgaryzm tych sytuacji intymnych.
zksiazkadolozka.blogspot.com Mea Culpa; 2016-08-18