Recenzje
Amsterdam. Michelin. Wydanie 1
Amsterdam jest pierwszym, który omawiamy, przewodnikiem turystycznym Michelina z nowej ich serii wydanej przez gliwicką oficynę Helion. Są one niewielkie objętościowo i zawierają tylko podstawowe informacje, ale również mapki, plany i sporo kolorowych zdjęć. W rzeczywistości przewodniki te stanowią kompilację fragmentów innych. W tym przypadku są to: Amsterdam Week-end i Holandia. Zielony Przewodnik. Do ich plusów zaliczam też monotematyczne informacje włamane w tekst w ramkach.
Minusem jest natomiast zbyt drobny druk. Którego wielkość, w przypadku planu miasta z lokalizacją polecanych miejsc noclegowych i placówek gastronomicznych na przedniej wewnętrznej składanej okładce i sąsiedniej stronie, doprowadzona została do absurdu. Nazw większości opisanych na nim ulic nie jest wstanie przeczytać bez lupy nawet człowiek z wyjątkowo dobrym wzrokiem!
Przewodnik po Amsterdamie zawiera, oczywiście, podstawowe informacje praktyczne. M.in. z polecanymi placówkami noclegowymi, restauracjami i kawiarniami, rozrywkami i miejscami zakupów. A także kalendarium wydarzeń kulturalnych. W drugim rozdziale wstępnym – „Zaproszenie do podróży” – historię miasta w pigułce, jej kalendarium, informacje o sztuce i architekturze, a także współczesności.
Podstawowa część przewodnika – „Dzielnice i zabytki” – podzielona została na 11 fragmentów. Natomiast w „Okolicach Amsterdamu” znalazły się podstawowe informacje o miastach: Alkmaan, Haarlem, Marken, Volendam i regionie Zaanse Schans. Plusem jest również dosyć czytelny plan komunikacji miejskiej na tylnej składanej okładce wewnętrznej. Na końcu zaś 3-stronicowy Indeks.
Jak już wspomniałem, treść tego przewodnika wzbogacają informacje na szarym tle w ramkach. M.in.: „Savoir Vivre” (miejscowe zwyczaje, opłaty, obowiązek punktualności, nie naruszania prywatności mieszkańców, zdejmowania butów w mieszkaniu, gdy jest się zaproszonym, wyjątkowość niedzieli w rodzinach kalwińskich itp.).
A także: „Ukształtowanie terenu miasta”. „Polder – co to takiego?”. „Holandia a Niderlandy”. „Wilhelm I Orański”. „Tajemnica Vincenta van Gogha”. „Ochrona środowiska”. „Drugie życie kościołów” (zamienionych w biurowce, sale wystawowe i koncertowe, restauracje itp.). „Pas kanałów”. „Ptaki żyjące nad kanałami” i sporo innych.
Minusem jest natomiast zbyt drobny druk. Którego wielkość, w przypadku planu miasta z lokalizacją polecanych miejsc noclegowych i placówek gastronomicznych na przedniej wewnętrznej składanej okładce i sąsiedniej stronie, doprowadzona została do absurdu. Nazw większości opisanych na nim ulic nie jest wstanie przeczytać bez lupy nawet człowiek z wyjątkowo dobrym wzrokiem!
Przewodnik po Amsterdamie zawiera, oczywiście, podstawowe informacje praktyczne. M.in. z polecanymi placówkami noclegowymi, restauracjami i kawiarniami, rozrywkami i miejscami zakupów. A także kalendarium wydarzeń kulturalnych. W drugim rozdziale wstępnym – „Zaproszenie do podróży” – historię miasta w pigułce, jej kalendarium, informacje o sztuce i architekturze, a także współczesności.
Podstawowa część przewodnika – „Dzielnice i zabytki” – podzielona została na 11 fragmentów. Natomiast w „Okolicach Amsterdamu” znalazły się podstawowe informacje o miastach: Alkmaan, Haarlem, Marken, Volendam i regionie Zaanse Schans. Plusem jest również dosyć czytelny plan komunikacji miejskiej na tylnej składanej okładce wewnętrznej. Na końcu zaś 3-stronicowy Indeks.
Jak już wspomniałem, treść tego przewodnika wzbogacają informacje na szarym tle w ramkach. M.in.: „Savoir Vivre” (miejscowe zwyczaje, opłaty, obowiązek punktualności, nie naruszania prywatności mieszkańców, zdejmowania butów w mieszkaniu, gdy jest się zaproszonym, wyjątkowość niedzieli w rodzinach kalwińskich itp.).
A także: „Ukształtowanie terenu miasta”. „Polder – co to takiego?”. „Holandia a Niderlandy”. „Wilhelm I Orański”. „Tajemnica Vincenta van Gogha”. „Ochrona środowiska”. „Drugie życie kościołów” (zamienionych w biurowce, sale wystawowe i koncertowe, restauracje itp.). „Pas kanałów”. „Ptaki żyjące nad kanałami” i sporo innych.
GLOBTROTER INFO Cezary Rudziński; 2016-09-30
Eden. Nowy początek
Calder i Eden zostali rozdzieleni, oboje myślą, że to drugie nie przeżyło końca Akadii. Ale prawdziwa miłość przetrwa nawet piekło.
Po tragedii, do której doszło w Akadii, Calder i Eden muszą zmierzyć się z powrotem do prawdziwego świata i uporać się ze stratą. Oboje przekonani są bowiem, że to drugie nie przetrwało tragicznej powodzi, w której zginęli mieszkańcy sekty stworzonej przez Hectora. Eden udaje się znaleźć schronienie w domu Felixa – bogatego jubilera i pracuje na swoje utrzymanie, dając lekcje gry na fortepianie, Calder natomiast nie ma tyle szczęścia – przy życiu trzymają go dorywcze prace i nieoceniona pomoc Xandra, przyjaciela z dzieciństwa. Z czasem jednak los uśmiechnie się do obojga – dziewczyna odkryje, że w dzieciństwie została porwana i odnajdzie swoją matkę, a chłopak stanie się uznanym malarzem. Przypadek sprawi, że ich drogi znów się połączą – będą mieli możliwość sprawdzenia, czy ich miłość była silniejsza niż czas i niż horror, który przeżyli.
Obawiałam się, że „Eden. Nowy początek” Mii Sheridan ulegnie „klątwie drugiego tomu” – pierwsza część serii – „Calder. Narodziny odwagi” nie podobała mi się, uznałam ją za zbyt skomplikowaną i wydumaną, dlatego po kontynuację sięgałam z rezerwą. Ale tym razem autorka pozytywnie mnie zaskoczyła – dalsze losy Eden i Caldera są dużo bardziej zrozumiałe, głównie dlatego, że osadzone w bardziej rzeczywistych, logicznych realiach, ale jednocześnie niepozbawione dramatyzmu – walka bohaterów o ich uczucie, o niezapomnienie, o tożsamość i prawdę jest ukazana w sposób naprawdę emocjonalny i wzruszający, ale nie nadmiernie patetyczny. Chociaż to historia z gatunku new adult, to chwilami zakrawa wręcz o kryminał – Eden bowiem stara się zrozumieć działanie Hectora, pomóc Calderowi odnaleźć jego korzenie, a także doprowadzić do ukarania winnych tego, co stało się w Akadii.
Autorka świetnie rozpisała nie tylko główny wątek, ale zadbała również o jakość pobocznych – mimo poświęcenia książki losom Eden i Caldera, Mia Sheridan nie zapomniała o poprowadzeniu dalej losów Xandra czy ukształtowaniu relacji Eden i jej matki (ze świetnym wprowadzeniem motywu nadopiekuńczości i lęku przed stratą). Na docenienie zasługuje też epilog historii – chociaż nie jestem fanką dopisków „po latach”, od których zazwyczaj bije słodycz, tym razem muszę przyznać, że historia Irysa i Blasku Poranka po prostu zasługiwała na piękne zakończenie – zwłaszcza, że Mia Sheridan świetnie zbalansowała w nim patos, emocjonalność i to słynne „żyli długo i szczęśliwie”.
„Eden. Nowy początek” to książka, którą wręcz trzeba przeczytać po lekturze pierwszego tomu – dopiero w całości duologia ta ma głębszy wymiar i pokazuje sens walki ze złem, miłość silniejszą od wszystkiego innego i przyjaźń pozwalającą walczyć z bólem i rozpaczą
Po tragedii, do której doszło w Akadii, Calder i Eden muszą zmierzyć się z powrotem do prawdziwego świata i uporać się ze stratą. Oboje przekonani są bowiem, że to drugie nie przetrwało tragicznej powodzi, w której zginęli mieszkańcy sekty stworzonej przez Hectora. Eden udaje się znaleźć schronienie w domu Felixa – bogatego jubilera i pracuje na swoje utrzymanie, dając lekcje gry na fortepianie, Calder natomiast nie ma tyle szczęścia – przy życiu trzymają go dorywcze prace i nieoceniona pomoc Xandra, przyjaciela z dzieciństwa. Z czasem jednak los uśmiechnie się do obojga – dziewczyna odkryje, że w dzieciństwie została porwana i odnajdzie swoją matkę, a chłopak stanie się uznanym malarzem. Przypadek sprawi, że ich drogi znów się połączą – będą mieli możliwość sprawdzenia, czy ich miłość była silniejsza niż czas i niż horror, który przeżyli.
Obawiałam się, że „Eden. Nowy początek” Mii Sheridan ulegnie „klątwie drugiego tomu” – pierwsza część serii – „Calder. Narodziny odwagi” nie podobała mi się, uznałam ją za zbyt skomplikowaną i wydumaną, dlatego po kontynuację sięgałam z rezerwą. Ale tym razem autorka pozytywnie mnie zaskoczyła – dalsze losy Eden i Caldera są dużo bardziej zrozumiałe, głównie dlatego, że osadzone w bardziej rzeczywistych, logicznych realiach, ale jednocześnie niepozbawione dramatyzmu – walka bohaterów o ich uczucie, o niezapomnienie, o tożsamość i prawdę jest ukazana w sposób naprawdę emocjonalny i wzruszający, ale nie nadmiernie patetyczny. Chociaż to historia z gatunku new adult, to chwilami zakrawa wręcz o kryminał – Eden bowiem stara się zrozumieć działanie Hectora, pomóc Calderowi odnaleźć jego korzenie, a także doprowadzić do ukarania winnych tego, co stało się w Akadii.
Autorka świetnie rozpisała nie tylko główny wątek, ale zadbała również o jakość pobocznych – mimo poświęcenia książki losom Eden i Caldera, Mia Sheridan nie zapomniała o poprowadzeniu dalej losów Xandra czy ukształtowaniu relacji Eden i jej matki (ze świetnym wprowadzeniem motywu nadopiekuńczości i lęku przed stratą). Na docenienie zasługuje też epilog historii – chociaż nie jestem fanką dopisków „po latach”, od których zazwyczaj bije słodycz, tym razem muszę przyznać, że historia Irysa i Blasku Poranka po prostu zasługiwała na piękne zakończenie – zwłaszcza, że Mia Sheridan świetnie zbalansowała w nim patos, emocjonalność i to słynne „żyli długo i szczęśliwie”.
„Eden. Nowy początek” to książka, którą wręcz trzeba przeczytać po lekturze pierwszego tomu – dopiero w całości duologia ta ma głębszy wymiar i pokazuje sens walki ze złem, miłość silniejszą od wszystkiego innego i przyjaźń pozwalającą walczyć z bólem i rozpaczą
dlaLejdis.pl Ewa Mędrzecka; 2016-09-20
Wychowanie. Najtrudniejsza ze sztuk pięknych
A gdyby tak spojrzeć na proces wychowania jak na zadanie twórcze? Jego rezultatem jest końcowe dzieło w postaci człowieka gotowego do samodzielnego życia. Rodzic zaś w takim razie jest po prostu artystą! Autorka, Elżbieta Chlebowska, jest matką czwórki dzieci, pedagogiem szkolnym, pracownikiem poradni psychologiczno-pedagogicznej, terapeutką, socjoterapeutką i trenerką w Szkole dla Rodziców i Wychowawców. Można zaufać jej wiedzy i doświadczeniu. W książce bez zbędnego teoretyzowania omawia takie kwestie jak: komunikacja z dzieckiem, ustalanie granic, podejście do emocji i uczuć dziecka, budowanie wspólnych planów na przyszłość, a także jak rodzic może zostać bohaterem swojego dziecka.
Alicja Szwinta-Dyrda
Litwa, Łotwa i Estonia. Travelbook. Wydanie 2
Wybierasz się do jednego z tych Państw? A może masz zamiar zwiedzić je wszystkie? Bez względu na rodzaj wyjazdu ten travelbook pomoże Ci zobaczyć ciekawe miejsca. No ale dobra, po kolei co znajdziemy w przewodniku Bezdroży.
Przewodnik zawiera najważniejsze i podstawowe informacje krajoznawcze ale także praktyczne. Dowiemy się z niego kiedy jest najlepszy czas na Litwę, Łotwę i Estonię. Część pierwsza podzielona jest na logistykę, informacje praktyczne, a także co warto kupić, jakie przywieźć pamiątki, jak się dostać różnymi środkami transportu do poszczególnych państw.
Część kolejna zawiera takie składowe jak krajoznawcze ABC, informacje o społeczeństwie w aspekcie religijnym, politycznym czy językowym. Następnie kultura, sztuka a także kilka słów kuchni. Wiadomo, trzeba coś zjeść, a sami zobaczycie jak wspaniałą kuchnię serwują na Litwie, Łotwie czy w Estonii.
Następnie każdy kraj opisany jest z osobna. Opisy zawierają ciekawostki z danych miejsc, co warto zwiedzić, gdzie spać i jeść. Generalnie jest tu wszystko co nam się zwiedzającym przyda. Najważniejsze, że travelbook nie jest dużego formatu i nie jest ciężki. To jego ogromny plus. Warto zabrać go ze sobą w podróż. Wydanie jest z 2016 roku, zatem mamy aktualne informacje. Znajdziecie tu także wiele przydatnych adresów ciekawych miejsc czy restauracji, a wszystko w przystępnej cenie.
Przewodnik zawiera wiele ilustracji, a także w ciekawy sposób przestawiona jest wiedza i ciekawostki. To co ważniejsze jest zawsze pogrubione. Przy planowaniu podróży mamy ułatwienie, gdyż podano przy obiektach czy muzeach informacje o stronach www, godzinach otwarcia czy cenach.
Z przewodnikiem zwiedzałam Litwę i Estonię. Pomógł mi w zebraniu wiedzy na temat kilku miejsc. Przyswoiłam także dużo praktycznej wiedzy. Muszę wam przyznać, że wszystkie trzy kraje są warte odwiedzenia. W Rydze też już kiedyś byłam. Gdy zamykam oczy mam wizję parków narodowych w Estonii. W przewodniku jest sporo informacji o Parku Narodowym Lahemaa, ah! Wspaniale móc odwiedzać tak piękne miejsca, a merytorycznie na pewno pomogą Bezdroża.
Przewodnik zawiera najważniejsze i podstawowe informacje krajoznawcze ale także praktyczne. Dowiemy się z niego kiedy jest najlepszy czas na Litwę, Łotwę i Estonię. Część pierwsza podzielona jest na logistykę, informacje praktyczne, a także co warto kupić, jakie przywieźć pamiątki, jak się dostać różnymi środkami transportu do poszczególnych państw.
Część kolejna zawiera takie składowe jak krajoznawcze ABC, informacje o społeczeństwie w aspekcie religijnym, politycznym czy językowym. Następnie kultura, sztuka a także kilka słów kuchni. Wiadomo, trzeba coś zjeść, a sami zobaczycie jak wspaniałą kuchnię serwują na Litwie, Łotwie czy w Estonii.
Następnie każdy kraj opisany jest z osobna. Opisy zawierają ciekawostki z danych miejsc, co warto zwiedzić, gdzie spać i jeść. Generalnie jest tu wszystko co nam się zwiedzającym przyda. Najważniejsze, że travelbook nie jest dużego formatu i nie jest ciężki. To jego ogromny plus. Warto zabrać go ze sobą w podróż. Wydanie jest z 2016 roku, zatem mamy aktualne informacje. Znajdziecie tu także wiele przydatnych adresów ciekawych miejsc czy restauracji, a wszystko w przystępnej cenie.
Przewodnik zawiera wiele ilustracji, a także w ciekawy sposób przestawiona jest wiedza i ciekawostki. To co ważniejsze jest zawsze pogrubione. Przy planowaniu podróży mamy ułatwienie, gdyż podano przy obiektach czy muzeach informacje o stronach www, godzinach otwarcia czy cenach.
Z przewodnikiem zwiedzałam Litwę i Estonię. Pomógł mi w zebraniu wiedzy na temat kilku miejsc. Przyswoiłam także dużo praktycznej wiedzy. Muszę wam przyznać, że wszystkie trzy kraje są warte odwiedzenia. W Rydze też już kiedyś byłam. Gdy zamykam oczy mam wizję parków narodowych w Estonii. W przewodniku jest sporo informacji o Parku Narodowym Lahemaa, ah! Wspaniale móc odwiedzać tak piękne miejsca, a merytorycznie na pewno pomogą Bezdroża.
kirzenska.wordpress.com
Prawo Mojżesza
Czasami opowieści o młodzieńczej miłości zaczynają się nieco ckliwie, bywa też, że tajemniczo, a nawet buntowniczo. Czasami wciągają czytelnika delikatnie, krok po kroku, odkrywając przed nim swoje tajemnice. A czasami robią to „z grubej rury”, walą prosto z mostu, zdradzając to, czego może wolelibyśmy uniknąć dla naszego własnego dobra. Te historie robią wrażenie, przyciągają uwagę, wrzucając nas na głęboką wodę zupełnie nieprzygotowanych na to, co odnajdziemy w głębinach.
Tak brutalnie i bezpardonowo traktuje swoich czytelników amerykańska pisarka Amy Harmon, której prolog do powieści „Prawo Mojżesza” może wbić wrażliwców w ziemię, zbić z tropu i pozostawić na krawędzi wytrzymałości na resztę lektury. Bo od tej pierwszej strony, od pierwszych akapitów już wiemy, że czekamy na nieuchronną katastrofę, która musi się wydarzyć, a każdy kolejny rozdział będzie zbliżał nas do rozpaczliwego rozwiązania.
Nieokiełznana, nastoletnia kowbojka Georgia dorasta na rodzinnym ranczu w Levan w stanie Utah. Pewnego dnia jednym z jej pomocników zostaje zbuntowany, uznawany za dziwnego i uszkodzonego Mojżesz. W Georgii chłopak wywołuje skrajne uczucia – jest fascynujący, wycofany, taki typ samotnika, ale jednocześnie ma w sobie coś smutnego, skrywa tajemnicę. Najpierw urzeka ją w chwili, gdy niby przypadkiem ratuje jej życie, a potem, gdy poświęca kolejne noce, by podzielić się z nią swoim niezwykłym talentem malarskim. Tak zaczyna się opowieść o ujarzmianiu osamotnionej duszy, o wielkiej miłości, o śmierci, o uczuciach, które tworzą codzienność, ale naznaczają ją też niezmywalnym piętnem.
Amy Harmon nie oszczędza swoich czytelników, serwując im prawdziwą emocjonalną huśtawkę. Robi to w wyjątkowy sposób, trzymając ich na krawędzi wytrzymałości, o ile udało im się wpaść w sidła „Prawa Mojżesza”. Wiemy, że główna bohaterka kogoś straci, straci go na zawsze i będzie musiała pogodzić się z jego odejściem. Niby domyślamy się wszystkiego, te kilka akapitów od razu wyznacza nam jakiś moment katastrofy, a jednak okazuje się, że nawet wyznania nie są takie oczywiste w tej powieści. Fabuła jest rozegrana po mistrzowsku, a podwójna narracja pozwala spojrzeć na świat z dwóch odmiennych, poruszających perspektyw.
Powieść Amy Harmon można bez wstydu postawić tuż obok takich autorów jak Cecelia Ahern, Nicholas Sparks, czy Rainbow Rowell, którym dorównuje, a czasami bija na głowę ładunkiem przekazywanych emocji. „Prawo Mojżesza” serwuje moc niewymuszonych wzruszeń, chwyta za serce szczerością, a czasami nawet naiwnością treści, w tym dobrym tego słowa znaczeniu. Nie ma jednak co spodziewać się słodkości, bo życie w swoich najboleśniejszych aspektach stanowi tutaj podstawę wszystkiego. To jedna z tych historii, która działa niczym katharsis dla czytelnika. Wypływa z niej naturalna dobroć, pomimo tego, że bawi się naszymi uczuciami, przyciąga do bohaterów, by zranić ich, odebrać im coś szczególnego w najmniej oczekiwanym momencie.
„Prawo Mojżesza” to klasycznie amerykańska opowieść, której urok docenią z pewnością wielbiciele wyżej wymienionych autorów, czytelnicy tak młodsi, jak nieco bardziej dojrzali. Znajdą tu prawdziwą miłość na śmierć i życie, spowitą zwyczajnością codzienność zakochanych, piękne, niezapomniane chwile, ale także ukrytą zbrodnię, okrucieństwo i śmierć, która zawsze czuwa bliżej niż można by się tego spodziewać. Ten kontrast dodaje całości pieprzyku, sprawiając, że trudno od „Prawa Mojżesza” się oderwać, o ile pozwolicie uwieść się jego niewymuszonemu pięknu.
Fabuła:
Tematyka:
Dla kogo?
Tak brutalnie i bezpardonowo traktuje swoich czytelników amerykańska pisarka Amy Harmon, której prolog do powieści „Prawo Mojżesza” może wbić wrażliwców w ziemię, zbić z tropu i pozostawić na krawędzi wytrzymałości na resztę lektury. Bo od tej pierwszej strony, od pierwszych akapitów już wiemy, że czekamy na nieuchronną katastrofę, która musi się wydarzyć, a każdy kolejny rozdział będzie zbliżał nas do rozpaczliwego rozwiązania.
Nieokiełznana, nastoletnia kowbojka Georgia dorasta na rodzinnym ranczu w Levan w stanie Utah. Pewnego dnia jednym z jej pomocników zostaje zbuntowany, uznawany za dziwnego i uszkodzonego Mojżesz. W Georgii chłopak wywołuje skrajne uczucia – jest fascynujący, wycofany, taki typ samotnika, ale jednocześnie ma w sobie coś smutnego, skrywa tajemnicę. Najpierw urzeka ją w chwili, gdy niby przypadkiem ratuje jej życie, a potem, gdy poświęca kolejne noce, by podzielić się z nią swoim niezwykłym talentem malarskim. Tak zaczyna się opowieść o ujarzmianiu osamotnionej duszy, o wielkiej miłości, o śmierci, o uczuciach, które tworzą codzienność, ale naznaczają ją też niezmywalnym piętnem.
Amy Harmon nie oszczędza swoich czytelników, serwując im prawdziwą emocjonalną huśtawkę. Robi to w wyjątkowy sposób, trzymając ich na krawędzi wytrzymałości, o ile udało im się wpaść w sidła „Prawa Mojżesza”. Wiemy, że główna bohaterka kogoś straci, straci go na zawsze i będzie musiała pogodzić się z jego odejściem. Niby domyślamy się wszystkiego, te kilka akapitów od razu wyznacza nam jakiś moment katastrofy, a jednak okazuje się, że nawet wyznania nie są takie oczywiste w tej powieści. Fabuła jest rozegrana po mistrzowsku, a podwójna narracja pozwala spojrzeć na świat z dwóch odmiennych, poruszających perspektyw.
Powieść Amy Harmon można bez wstydu postawić tuż obok takich autorów jak Cecelia Ahern, Nicholas Sparks, czy Rainbow Rowell, którym dorównuje, a czasami bija na głowę ładunkiem przekazywanych emocji. „Prawo Mojżesza” serwuje moc niewymuszonych wzruszeń, chwyta za serce szczerością, a czasami nawet naiwnością treści, w tym dobrym tego słowa znaczeniu. Nie ma jednak co spodziewać się słodkości, bo życie w swoich najboleśniejszych aspektach stanowi tutaj podstawę wszystkiego. To jedna z tych historii, która działa niczym katharsis dla czytelnika. Wypływa z niej naturalna dobroć, pomimo tego, że bawi się naszymi uczuciami, przyciąga do bohaterów, by zranić ich, odebrać im coś szczególnego w najmniej oczekiwanym momencie.
„Prawo Mojżesza” to klasycznie amerykańska opowieść, której urok docenią z pewnością wielbiciele wyżej wymienionych autorów, czytelnicy tak młodsi, jak nieco bardziej dojrzali. Znajdą tu prawdziwą miłość na śmierć i życie, spowitą zwyczajnością codzienność zakochanych, piękne, niezapomniane chwile, ale także ukrytą zbrodnię, okrucieństwo i śmierć, która zawsze czuwa bliżej niż można by się tego spodziewać. Ten kontrast dodaje całości pieprzyku, sprawiając, że trudno od „Prawa Mojżesza” się oderwać, o ile pozwolicie uwieść się jego niewymuszonemu pięknu.
Fabuła:
Nastoletnia kowbojka Georgia dorasta na rodzinnym ranczu w stanie Utah. Jej pomocnikiem zostaje Mojżesz, chłopak o złej reputacji, który skradnie serce dziewczyny do reszty. Na przekór wszystkiemu ich miłość rozkwita, ale niestety śmierć naznacza ich dzieje niezmywalnym piętnem.
Tematyka:
Miłość, śmierć, zbrodnia, bunt, inność, odmienność, rancho, kowboje, Stany Zjednoczone.
Dla kogo?
Uniwersalna powieść gatunku new adult (teoretycznie czytelnicy od 18-25 lat) dla wszystkich, którzy lubią pełne emocji historie o miłości, o przyjaźni, rodzinie, o wszystkim tym, co ważne i dobre, a co stanowi o naszym życiu.
wielkibuk.com