Recenzje
Oby w piekle podawali piwo
Istnieją książki, które czytamy po to, aby się czegoś nauczyć i czerpać z nich wiedzę. Na przeciwległym biegunie są jednak pozycje, które sprawdzają się w zupełnie innej roli – pozwalają na odprężenie i rozbawiają nas do łez. Taką właśnie propozycją jest książka „Oby w piekle podawali piwo”. I choć jedynym, czego się z niej dowiemy, to nowe sposoby na to, aby skutecznie się rozerwać, to wyróżnia ją jedna rzecz – większość z czytelników nie tylko uśmiechnie się podczas lektury, ale nierzadko wybuchnie śmiechem.
Tucker Max, autor książki, opisuje w niej historie bazujące na swoich własnych doświadczeniach. Tematami, które niezmiennie pojawiają się w poszczególnych rozdziałach, są głównie imprezy, obficie zakrapiane alkoholem, na których bohater poznaje kolejne kobiety, przeżywają wzloty i upadki.
Książka momentami może wręcz oburzać, ponieważ przygody bohatera z pewnością nie sprawiają, że myślimy o nim jak o grzecznym chłopcu. Całość opisana jest jednak z tak dużym dystansem do współczesnego świata, że nie sposób nie nabrać do bohatera choć odrobiny sympatii. Pomimo tego że sam siebie opisuje jako typowego niegrzecznego chłopca, przed którym matki ostrzegają swoje córki. Jego przygody momentami wywołują szczery śmiech.
Znajdziemy w niej wiele zabawnych historii, jak chociażby pierwszy rozdział, w którym autor opowiada o tym, do czego może doprowadzić zabieranie alkomatu na weekendowe spotkanie ze znajomymi. Choć sama tematyka książki wydaje się być dosyć monotonna, to jednak duże dawki humoru sprawiają, że czyta się ją z zainteresowaniem.
Śledzenie przygód bohatera – zabawnych, oburzających a niekiedy wręcz przerażających – wciąga i sprawia, że powieść staje się doskonałą rozrywką. Motywem przewodnim jest chęć wyrwania się z wszelkich barier i ograniczeń, jakie nakładają na nas społeczne konwenanse. Bohater nie przejmuje się tym, co pomyślą o nim inni – robi jedynie to, co sprawia mu przyjemność. Ten sprzeciw wobec zasad dorosłego świata jest pociągający nie tylko dla bohatera, ale też dla czytelników, którzy z łatwością zanurzą się w opisywane wydarzenia.
„Oby w piekle podawali piwo” to książka, która została podzielona na krótkie rozdziały napisane przystępnym, czasami aż nazbyt prostym językiem, odzwierciedlającym opisywane wydarzenia. Autor rozpoczął spisywanie zawartych w nich historii, mając ponad dwadzieścia lat. Był wówczas mężczyzną, takim jak wielu w jego wieku – lubiącym alkohol, dobrą zabawę i kobiety. Tym, co wiele wnosi do całej książki jest krótkie posłowie, które Tucker Max dodał przed tegorocznym wydaniem swojej powieści. Doskonale wyjaśnia ono sens i powody, dla których nie tylko sama książka, ale przede wszystkim historia jego życia, wpłynęła na to, kim jest teraz i w jaki sposób wygląda jego życie.
„Oby w piekle podawali piwo” nie jest z pewnością książką dla wszystkich. Spodoba się w szczególności młodym osobom, które nie obawiają się dosadnych opisów weekendowych imprez i historii, które mają podczas nich miejsce. To doskonała książka również dla tych, którzy szukają pozycji, przy których mogą się zrelaksować i poprawić sobie humor.
Tucker Max, autor książki, opisuje w niej historie bazujące na swoich własnych doświadczeniach. Tematami, które niezmiennie pojawiają się w poszczególnych rozdziałach, są głównie imprezy, obficie zakrapiane alkoholem, na których bohater poznaje kolejne kobiety, przeżywają wzloty i upadki.
Książka momentami może wręcz oburzać, ponieważ przygody bohatera z pewnością nie sprawiają, że myślimy o nim jak o grzecznym chłopcu. Całość opisana jest jednak z tak dużym dystansem do współczesnego świata, że nie sposób nie nabrać do bohatera choć odrobiny sympatii. Pomimo tego że sam siebie opisuje jako typowego niegrzecznego chłopca, przed którym matki ostrzegają swoje córki. Jego przygody momentami wywołują szczery śmiech.
Znajdziemy w niej wiele zabawnych historii, jak chociażby pierwszy rozdział, w którym autor opowiada o tym, do czego może doprowadzić zabieranie alkomatu na weekendowe spotkanie ze znajomymi. Choć sama tematyka książki wydaje się być dosyć monotonna, to jednak duże dawki humoru sprawiają, że czyta się ją z zainteresowaniem.
Śledzenie przygód bohatera – zabawnych, oburzających a niekiedy wręcz przerażających – wciąga i sprawia, że powieść staje się doskonałą rozrywką. Motywem przewodnim jest chęć wyrwania się z wszelkich barier i ograniczeń, jakie nakładają na nas społeczne konwenanse. Bohater nie przejmuje się tym, co pomyślą o nim inni – robi jedynie to, co sprawia mu przyjemność. Ten sprzeciw wobec zasad dorosłego świata jest pociągający nie tylko dla bohatera, ale też dla czytelników, którzy z łatwością zanurzą się w opisywane wydarzenia.
„Oby w piekle podawali piwo” to książka, która została podzielona na krótkie rozdziały napisane przystępnym, czasami aż nazbyt prostym językiem, odzwierciedlającym opisywane wydarzenia. Autor rozpoczął spisywanie zawartych w nich historii, mając ponad dwadzieścia lat. Był wówczas mężczyzną, takim jak wielu w jego wieku – lubiącym alkohol, dobrą zabawę i kobiety. Tym, co wiele wnosi do całej książki jest krótkie posłowie, które Tucker Max dodał przed tegorocznym wydaniem swojej powieści. Doskonale wyjaśnia ono sens i powody, dla których nie tylko sama książka, ale przede wszystkim historia jego życia, wpłynęła na to, kim jest teraz i w jaki sposób wygląda jego życie.
„Oby w piekle podawali piwo” nie jest z pewnością książką dla wszystkich. Spodoba się w szczególności młodym osobom, które nie obawiają się dosadnych opisów weekendowych imprez i historii, które mają podczas nich miejsce. To doskonała książka również dla tych, którzy szukają pozycji, przy których mogą się zrelaksować i poprawić sobie humor.
jejŚwiat Małgorzata Pypeć
Najtrudniejsze w tym, co trudne. Prowadzenie biznesu, gdy nie ma prostych odpowiedzi
W każdej księgarni na dziale samorozwoju i psychologii zarządzania, półki uginają się pod ciężarem poradników – jak być bogatym, szczęśliwym, jak odnieść sukces i osiągnąć niezależność finansową.
Autorzy tych przepisów na murowany sukces za cenę swej książki chcą nam zdradzić tajemnicę dzięki której staniemy się idealnym menadżerem czy wzorowym właścicielem wielomilionowej firmy. Wśród tych świetlanych pozycji książka Bena Horowitza wygląda mało obiecująco. Autor otwarcie mówi, że nie ma dla nas żadnego przepisu na łatwy sukces, nie ma złotych rad, ani absolutnych rozwiązań.
W „Najtrudniejsze w tym, co trudne. Prowadzenie biznesu, gdy nie ma prostych odpowiedzi„, bo o tej książce mowa, Horowitz przedstawia cienie prowadzenia własnej działalności lub bycia CEO. Cały brud jaki inne poradniki przed nami skrywają znajdziemy tutaj. Często w formie tak bezpośredniej, że aż wulgarnej. Ilość trudnych decyzji i związanego z nimi stresu jakie wiążą się z zarządzaniem ludźmi nie są zbyt fotogeniczne, jednak Horowitz potrafi ubrać je w styl który wabi i pozwala wyciągać lekcje z jego własnych doświadczeń.
Autor zabiera nas w podróż po jego własnych doświadczeniach, poprzez najtrudniejsze z trudnych momentów w jego drodze na szczyt branży IT. A ma o czym opowiadać, gdyż już od młodości zaangażowany był w IT, zarządzając setkami ludzi i olbrzymim kapitałem. W wieku 40 lat sprzedał swoje przedsiębiorstwo Opsware firmie Hewlett-Packard za półtora miliarda dolarów. Takie sukcesy dobrze wyglądają na nagłówkach gazet i w notatkach na Wikipedii, jednak ilość problemów z tym związanych, nerwów i kosztów zdrowotnych pozostaje zazwyczaj tajemnicą, którą na szczęście Horowitz się z nami podzielił.
Jeśli przypadnie nam do gustu jego poczucie humoru, bezpośredni, szczery styl przeplatany cytatami jego ulubionych raperów; z historii życia, którą opowiada nam autor możemy wyciągnąć sporo lekcji.
Dowiemy się jakie są najtrudniejsze do opanowania umiejętności CEO. Jak zachować się w sytuacjach skrajnie niekomfortowych, które jednak bywają codziennością dużego biznesu: jak we właściwy sposób zwalniać ludzi (co zawsze jest mniej przyjemne niż informowanie ich o awansie), jak zwalniać ludzi wysokiego szczebla i jak informować o degradacji człowieka, który poprzez swą lojalną pracę w firmie stał się naszym przyjacielem. Jak wyrabiać w sobie trudne nawyki jako CEO, mówić otwarcie o rzeczach niewygodnych, zmniejszyć ilość zakulisowych gierek w firmie i programować kulturę sprzyjającą właściwemu interpretowaniu słów szefa.
Wszystkie te rady przekazywane są nam na żywych przykładach sytuacji z doświadczeń autora, co często w trakcie czytania stanowi ciekawą łamigłówkę – jak ja zachowałbym się w tych okolicznościach? Co zrobiłbym z pracownikiem, który przyczynił się do opóźnienia finalizacji projektu o osiem miesięcy, jednak dzięki temu udało się wytropić kardynalne błędy w architekturze tworzonego oprogramowania? Czy jeśli go ukarzę przyczynię się do tego, że kultura firmy stanie się mniej otwarta i następnym razem żaden z pracowników nie będzie ryzykował opóźnieniem pracy? Czy to sprawi, że firmowe burze mózgów będą mniej porywcze? Premiować u swoich pracowników kreatywność czy odpowiedzialność?
W książce Horowitza znajdziemy wiele przykładów trudnych do rozwiązania sytuacji w biznesie. Autor przy ich rozjaśnianiu zwróci naszą uwagę na drobne czynniki mające ogromny wpływ na kształtowanie atmosfery w firmie, detale decydujące o kształcie całości przedsiębiorstwa. Pozycja ta, wbrew dość trudnej, momentami nieprzyjemnej tematyce, jest bardzo lekka. W trakcie czytania cała lektura zmienia się w rozmowę z dobrym, doświadczonym kumplem (jeśli polubimy Horowitza!). Polecił bym ją stałym bywalcom empikowego stoiska „samorozwój i psychologia biznesu”, a także ambitnym pnącym się po szczeblach kariery z marzeniami o zostaniu pewnego dnia CEO. Jak pisze Horowitz:
„Ogólnie rzecz biorąc, mało kto chce zostać CEO, chyba że ma wysokie poczucie celu i nieprzeciętnie intensywnie przejmuje się swoją praca”
Dla tych nielicznych pozycja ta może okazać się niezwykle pomocna, po to by nie mogli nigdy powiedzieć, że nikt ich nie ostrzegał jak trudną rolę na siebie przyjmują.
Autorzy tych przepisów na murowany sukces za cenę swej książki chcą nam zdradzić tajemnicę dzięki której staniemy się idealnym menadżerem czy wzorowym właścicielem wielomilionowej firmy. Wśród tych świetlanych pozycji książka Bena Horowitza wygląda mało obiecująco. Autor otwarcie mówi, że nie ma dla nas żadnego przepisu na łatwy sukces, nie ma złotych rad, ani absolutnych rozwiązań.
W „Najtrudniejsze w tym, co trudne. Prowadzenie biznesu, gdy nie ma prostych odpowiedzi„, bo o tej książce mowa, Horowitz przedstawia cienie prowadzenia własnej działalności lub bycia CEO. Cały brud jaki inne poradniki przed nami skrywają znajdziemy tutaj. Często w formie tak bezpośredniej, że aż wulgarnej. Ilość trudnych decyzji i związanego z nimi stresu jakie wiążą się z zarządzaniem ludźmi nie są zbyt fotogeniczne, jednak Horowitz potrafi ubrać je w styl który wabi i pozwala wyciągać lekcje z jego własnych doświadczeń.
Autor zabiera nas w podróż po jego własnych doświadczeniach, poprzez najtrudniejsze z trudnych momentów w jego drodze na szczyt branży IT. A ma o czym opowiadać, gdyż już od młodości zaangażowany był w IT, zarządzając setkami ludzi i olbrzymim kapitałem. W wieku 40 lat sprzedał swoje przedsiębiorstwo Opsware firmie Hewlett-Packard za półtora miliarda dolarów. Takie sukcesy dobrze wyglądają na nagłówkach gazet i w notatkach na Wikipedii, jednak ilość problemów z tym związanych, nerwów i kosztów zdrowotnych pozostaje zazwyczaj tajemnicą, którą na szczęście Horowitz się z nami podzielił.
Jeśli przypadnie nam do gustu jego poczucie humoru, bezpośredni, szczery styl przeplatany cytatami jego ulubionych raperów; z historii życia, którą opowiada nam autor możemy wyciągnąć sporo lekcji.
Dowiemy się jakie są najtrudniejsze do opanowania umiejętności CEO. Jak zachować się w sytuacjach skrajnie niekomfortowych, które jednak bywają codziennością dużego biznesu: jak we właściwy sposób zwalniać ludzi (co zawsze jest mniej przyjemne niż informowanie ich o awansie), jak zwalniać ludzi wysokiego szczebla i jak informować o degradacji człowieka, który poprzez swą lojalną pracę w firmie stał się naszym przyjacielem. Jak wyrabiać w sobie trudne nawyki jako CEO, mówić otwarcie o rzeczach niewygodnych, zmniejszyć ilość zakulisowych gierek w firmie i programować kulturę sprzyjającą właściwemu interpretowaniu słów szefa.
Wszystkie te rady przekazywane są nam na żywych przykładach sytuacji z doświadczeń autora, co często w trakcie czytania stanowi ciekawą łamigłówkę – jak ja zachowałbym się w tych okolicznościach? Co zrobiłbym z pracownikiem, który przyczynił się do opóźnienia finalizacji projektu o osiem miesięcy, jednak dzięki temu udało się wytropić kardynalne błędy w architekturze tworzonego oprogramowania? Czy jeśli go ukarzę przyczynię się do tego, że kultura firmy stanie się mniej otwarta i następnym razem żaden z pracowników nie będzie ryzykował opóźnieniem pracy? Czy to sprawi, że firmowe burze mózgów będą mniej porywcze? Premiować u swoich pracowników kreatywność czy odpowiedzialność?
W książce Horowitza znajdziemy wiele przykładów trudnych do rozwiązania sytuacji w biznesie. Autor przy ich rozjaśnianiu zwróci naszą uwagę na drobne czynniki mające ogromny wpływ na kształtowanie atmosfery w firmie, detale decydujące o kształcie całości przedsiębiorstwa. Pozycja ta, wbrew dość trudnej, momentami nieprzyjemnej tematyce, jest bardzo lekka. W trakcie czytania cała lektura zmienia się w rozmowę z dobrym, doświadczonym kumplem (jeśli polubimy Horowitza!). Polecił bym ją stałym bywalcom empikowego stoiska „samorozwój i psychologia biznesu”, a także ambitnym pnącym się po szczeblach kariery z marzeniami o zostaniu pewnego dnia CEO. Jak pisze Horowitz:
„Ogólnie rzecz biorąc, mało kto chce zostać CEO, chyba że ma wysokie poczucie celu i nieprzeciętnie intensywnie przejmuje się swoją praca”
Dla tych nielicznych pozycja ta może okazać się niezwykle pomocna, po to by nie mogli nigdy powiedzieć, że nikt ich nie ostrzegał jak trudną rolę na siebie przyjmują.
moznaprzeczytac.pl Human; 2016-12-18
Eden. Nowy początek
Uwielbiam po krótkim czasie czytać kontynuacje książek. Wszystkie emocje i cała fabuła jest wtedy dla mnie świeża, wszystko wraca do mnie bardzo szybko i nie muszę zastanawiać się, co działa się w części pierwszej. Tym razem po miesiącu wróciłam do historii Caldera i Eden, która tak bardzo pozostała mi w pamięci.
Nic na świecie nie jest tak mocne jak prawdziwa miłość! Po tragicznej powodzi, w której na własną prośbę zginęli niemal wszyscy mieszkańcy Arkadii, życie Caldera i Eden zmieniło się diametralnie. Oboje myślą, że to drugie nie żyje, że padło ofiarą zbiorowego szaleństwa sekty. Eden znajduje bezpieczną przystań w domu bogatego jubilera i uczy jego wnuczkę grać na fortepianie, a Calder walczy z demonami pod opieką Xandra — przyjaciela z lat dzieciństwa, który także stracił w powodzi całą swoją rodzinę. Powoli uczą się żyć bez siebie — ona dowiaduje się, że jako dziecko została porwana, i odnajduje matkę, on zostaje uznanym artystą malarzem. Jednak nic nie jest w stanie zapełnić pustki, jaką oboje czują w sercu, zabić tęsknoty za utraconą miłością. Złamane serca pozostają złamane… do czasu, gdy drogi Caldera i Eden znów się przecinają. Przypadek czy przeznaczenie? Raz jeszcze powróć do świata, w którym mądrość, miłość i odwaga pozwalają bohaterom przetrwać najcięższe chwile. Zobacz, jak walczą o swoją godność, spełnienie i szczęście.
"Eden. Nowy początek" to książka o walce dobra ze złem, miłości mocniejszej niż śmierć i sile nadziei, która nie pozwala poddać się rozpaczy. Od zarania dziejów do końca świata.
Przed rozpoczęciem książki niestety natknęłam się na opinię, że 2 tom jest o wiele gorszy, że zawiódł odbiorców. Przez to miałam na początku mieszane uczucia, co do tej pozycji ale na szczęście szybko one minęły. Co prawda część pierwsza była lepsza ale ta z każdą stroną starała się dorównać. Moja ocena jest niższa myślę, że ze względu na wątek rodziny Eden, który tutaj został poruszony. Postać jej matki strasznie mnie irytowała i nie mogłam pojąc jej czynów, dlatego cały czas modliłam się aby było jej jak najmniej. Również małym minusem na początku było dla mnie za szybkie i za łatwe potoczenie się dalszych losów. Jednak kiedy przeczytałam ją już całą zrozumiałam dlaczego wszystko tak się potoczyło inaczej nie starczyłoby "miejsca" na dalsze emocjonujące wydarzenia.
Mia Sheridan zdecydowanie znów porusza serca czytelników niezachwianą i wiecznie żywą miłością Caldera i Eden. Już w poprzedniej recenzji wspomniała o tym, że jest ona lekko przesłodzona ale znów cała taka otoczka pasuje do książki. Dalsze losy bohaterów toczyły się różnie,,raz dobrze, raz źle i to również było plusem. Książka zaskakiwała i szokowała, wzbudzała z pewnością wiele emocji i również trzeba przyznać, że bardzo wciągała, Jej przeczytanie zajęło mi niecały dzień, ponieważ nie mogłam się od niej oderwać. Cały czas działo się coś zaskakującego albo była zwyczajnie przyjemna i chciało się ją dalej czytać. I to zakończenie! Jeśli wiecie o czym mówię to pewnie zdecydowanie podzielacie mój zachwyt. Wymarzyłam sobie właśnie taki koniec historii i otrzymałam go!
Podsumowując książka była bardzo dobra i razem z pierwszą częścią pozostają na mojej liście ulubionych serii. Bardzo dobrze było powrócić do tej historii, zrozumieć powody i działania sekty oraz znów zobaczyć miłość głównych postaci. Autorka nie zawiodła mnie tym tomem i sprawiła, że mam ochotę na jeszcze więcej jej książek, które mam nadzieję niedługo trafią w moje ręce!
Onlybooks-jdb.blogspot.com Olga Leśniewska
Po czym poznasz, że Twój kot spiskuje przeciwko Tobie?
Powyższy komiks nie był moim numerem jeden na liście lektur "do przeczytania". Nie planowałam tego, powiem więcej, nie miałam pojęcia, że taki komiks istnieje, do momentu, aż mój mąż przyniósł go z biblioteki ze słowami: "To o naszym kocie". Wtedy musiałam już koniecznie przeczytać i sprawdzić, ile prawdy jest w stwierdzeniu, że mój osobisty Kot spiskuje przeciwko mnie.
Nasz zwierzak codziennie pokazuje swój charakterek, ale dlaczego ja mam dziwne przeświadczenie, że wszystko co dzieje się w domu i jest związane z jego aktywnością, wymierzone jest w moją stronę. Dlaczego kubki, ksiażki, pudełka i poduszki innych domowników leżę sobie spokojnie na miejscu, nie wadząc nikomu, natomiast moje nieustannie ulegają jakiejś destrukcji. Dlaczego mój Kot nie chce się przytulać, kiedy ja mam na to ochotę, nie chce leżeć w swoim legowisku, bagatela - nie takim tanim, nie chce drapać po drapaku, tylko woli używać sobie na moim regale i fotelu? Dlaczego swoje ostre zęby i pazury testuje właśnie na moich nogach, kiedy ma jeszcze do wyboru trzy inne pary? Czy to przypadek?
Po lekturze wiem, że w tym wypadku nie ma przypadku! Tak owszem, Kot spiskuje przeciwko mnie, i to w każdej myśli, i w każdym momencie swojego żywota. Praktycznie każdy koci wyczyn ma swój cel, a żadna myśl pojawiająca się we włochatej głowie nie jest przypadkowa.
Ale tak na poważnie, "Po czym poznasz, że Twój kot spiskuje przeciwko Tobie" nie jest może jakimś arcydziełem, jeśli chodzi o wartość humorystyczną, ale ma kilka fajnych momentów. Zwłaszcza kiedy to Twój Kot myśli, że jest pumą, albo co jest w stanie zrobić, żeby zwrócić Twoją uwagę. Większość ilustracji mnie rozbawiła, choć muszę przyznać, że nie wszystkie reprezentują poczucie humoru, które lubię i mam wrażenie, że kilka z nich było tworzone na siłę.
Komiks przeznaczony jest dla miłośników kotów, wskaże, co tak naprawdę ma na myśli nasz pupil, kiedy wyczynia w naszym domu swe harce. Jest to fajna propozycja dla opiekunów, którzy właśnie zastanawiają się, czy ich Kot specjalnie robi im na złość, czy to może kwestia przypadku. Ta książka rozwieje wszelkie wątpliwości.
Autor komiksu, Matthew Inman jest jeszcze twórcą innych projektów, napisanych w podobnym stylu. Nie sądzę, żebym została jego wielką fanką, niemniej jednak ciekawie było zapoznać się z tym kocim, ilustrowanym poradnikiem. Myślę, że ta propozycja może spodobać się tylko prawdziwym kociarzom, którzy są w stanie wiele wybaczyć swoim pieszczoszkom. Bez względu na dokonane zniszczenia, powiedzcie sami, czy takiego Potwora można nie kochać?
ksiazki-sardegny.blogspot.com Sardegna; 2016-12-16
Podniebny lot
Szybki zwrot wydarzeń rozpoczyna się już na samym początku książki, przez co czytelnik nie jest zanudzany powolnym rozwijaniem się akcji.
Główną bohaterką jest Bianka, blondwłosa piękność, która pracuje jako stewardessa, razem ze swoim przyjacielem. Charakterystyczna w tego typu książkach jest nieciekawa przeszłość bohaterów i tutaj również nie jest inaczej. Jednak oboje są pogodni i gotowi na nowe wyzwania. Bianka to podobna bohaterka do Any z „50 twarzy Greya”.
Pan Cavendish to typowy Pan Szary, perwersyjny, nieustępliwy i ma wszystko czego chce. Czytaliście Greya? No to pewnie znacie już ten schemat.
Bianka to bardzo inteligentna kobieta, ma swoje zdanie i nie boi się go wyrażać.
Książka jest bardzo lekka, bardzo szybko się ją czyta, wręcz wchłania w zatrważającym tempie. To książka na zabicie czasu, chwilę relaksu z krótką, ale przyjemną lekturą.
Historia Bianki i Jamesa opiera się na seksie, jednak nie jest to główny wątek.
Główną bohaterką jest Bianka, blondwłosa piękność, która pracuje jako stewardessa, razem ze swoim przyjacielem. Charakterystyczna w tego typu książkach jest nieciekawa przeszłość bohaterów i tutaj również nie jest inaczej. Jednak oboje są pogodni i gotowi na nowe wyzwania. Bianka to podobna bohaterka do Any z „50 twarzy Greya”.
Pan Cavendish to typowy Pan Szary, perwersyjny, nieustępliwy i ma wszystko czego chce. Czytaliście Greya? No to pewnie znacie już ten schemat.
Bianka to bardzo inteligentna kobieta, ma swoje zdanie i nie boi się go wyrażać.
Książka jest bardzo lekka, bardzo szybko się ją czyta, wręcz wchłania w zatrważającym tempie. To książka na zabicie czasu, chwilę relaksu z krótką, ale przyjemną lekturą.
Historia Bianki i Jamesa opiera się na seksie, jednak nie jest to główny wątek.
Dziewczynka jak malinka Iza; 2016-12-12