Recenzje
Calder. Narodziny odwagi
Kiedy dziesięcioletni Calder po raz pierwszy ujrzał ośmioletnią Eden poczuł coś, nie przypuszczał jednak, że to coś może ich kiedyś połączyć. Ale z pewnością wiedział, że uczucia nie zyskają aprobaty społeczeństwa, w którym przyszło mu żyć. Jest synem członków apokaliptycznej sekty, wierzącej w różne rzeczy. Eden ma zostać małżonką przywódcy tej sekty, gdy stanie się pełnoletnia, jednak po drodze dzieją się różne rzeczy, które mogą zmienić bieg wydarzeń, no właśnie czy mogą? Istnieje coś takiego jak przeznaczenie czy raczej wierzyć w przepowiednie i los, który został przypisany przez bogów? Co wybrać? Co się może złego zdarzyć, gdy sprawy przybiorą katastrofalny tor?
Ta opowieść to standardowy pakiet dobra walki ze złem, jednak w tej historii nie zauważamy na pierwszy rzut oka wyraźnego podziału na te dwie grupy, jakby linie były zatarte, niewyraźne. Dostrzegamy to z czasem, gdy poznajemy całą historię, gdy wgłębiamy się w nią dokładnie. Na początku jednak strasznie ciężko mi było się wciągnąć, czułam opór. Nie ciekawiła mnie, nie porwała z pierwszą stroną, wydała się szara i nieciekawa. Dopiero w połowie zaczęłam być autentycznie ciekawa biegu zdarzeń i losu głównych bohaterów. A jakieś pięćdziesiąt stron przed końcem nie mogłam usiedzieć w miejscu z podekscytowania i strachu.
Odnoszę jednak wrażenie, że autorka na początku nie przyłożyła się jak należy. Odpuściła, nie zaciekawiła zbytnio. W ogóle nie czułam jej stylu. Czułam się jakbym czytała książkę całekim innej osoby niż parę miesięcy temu. Ciężko mi jest cokolwiek wyciągnąć z tej powieści, bo jednocześnie była niezwykle prosta oraz skomplikowanie zawiła. Do tego irytowała mnie trochę zbytnia naiwność społeczeństwa w tej książce, ja wiem, że istnieją sekty i tak dalej, jednak ta ogromna łatwowierność, brak jakichkolwiek zarzutów czy podejrzeń, albo samych pytań, budził lęk i irytację. No niestety, był to element nie dopracowany. Do tego wszystkiego dochodzą zbyt kolorowi bohaterowie, zbyt idealni, na tak szary świat, czy okrucieństwa ich otoczenia.
Podsumowując, książka nie oddaje stylu Mii Sheridan. Nie jest jednak całkowicie zła. Jest po prostu inna. Porusza bardzo ciekawy temat, jakim są sekty i łatwowierność, aż do bólu, ludzi należących do tego typu zgromadzeń. Pokazuje też ciężką walkę w dążeniu do spełnienia marzeń. Poznajemy historię młodych ludzi za których zadecydował los w kwestii ich przeznaczenia, nie pozostawiając im wyboru i praw do decyzji. Minusem książki jest to, że na początku strasznie ciężko jest się wciągnąć, a pod koniec ze strachu i lęku nie można wytrzymać. Bardzo zachwiana opowieść pod względem dopracowania przez autorkę, nie powiem, ciut się zawiodłam, bo tak wspaniałej książce jej autorstwa jakim było ,,Bez słów". Jednakże na pewno wyróżnia się w tłumie, bo kto na co dzień spotyka się z taką historią? Z tak niebanalnym pomysłem zawarcia ciekawej części ludzi. Myślę, że zamysł był dobry, ale przy tworzeniu coś poszło nie tak. Czy ją polecam? To zależy, ci którzy uwielbiają romanse i tego typu historie odnajdą się w tej historii, a także osoby, które poszukują wątku nieco oryginalniejszego. Jednakże nie stracie wiele moim zdaniem nie czytając tej powieści, ale jeszcze jest druga część i nie tracę wiary, bo ta skończyła się w naprawdę kulminacyjnym momencie!
Ta opowieść to standardowy pakiet dobra walki ze złem, jednak w tej historii nie zauważamy na pierwszy rzut oka wyraźnego podziału na te dwie grupy, jakby linie były zatarte, niewyraźne. Dostrzegamy to z czasem, gdy poznajemy całą historię, gdy wgłębiamy się w nią dokładnie. Na początku jednak strasznie ciężko mi było się wciągnąć, czułam opór. Nie ciekawiła mnie, nie porwała z pierwszą stroną, wydała się szara i nieciekawa. Dopiero w połowie zaczęłam być autentycznie ciekawa biegu zdarzeń i losu głównych bohaterów. A jakieś pięćdziesiąt stron przed końcem nie mogłam usiedzieć w miejscu z podekscytowania i strachu.
Odnoszę jednak wrażenie, że autorka na początku nie przyłożyła się jak należy. Odpuściła, nie zaciekawiła zbytnio. W ogóle nie czułam jej stylu. Czułam się jakbym czytała książkę całekim innej osoby niż parę miesięcy temu. Ciężko mi jest cokolwiek wyciągnąć z tej powieści, bo jednocześnie była niezwykle prosta oraz skomplikowanie zawiła. Do tego irytowała mnie trochę zbytnia naiwność społeczeństwa w tej książce, ja wiem, że istnieją sekty i tak dalej, jednak ta ogromna łatwowierność, brak jakichkolwiek zarzutów czy podejrzeń, albo samych pytań, budził lęk i irytację. No niestety, był to element nie dopracowany. Do tego wszystkiego dochodzą zbyt kolorowi bohaterowie, zbyt idealni, na tak szary świat, czy okrucieństwa ich otoczenia.
Podsumowując, książka nie oddaje stylu Mii Sheridan. Nie jest jednak całkowicie zła. Jest po prostu inna. Porusza bardzo ciekawy temat, jakim są sekty i łatwowierność, aż do bólu, ludzi należących do tego typu zgromadzeń. Pokazuje też ciężką walkę w dążeniu do spełnienia marzeń. Poznajemy historię młodych ludzi za których zadecydował los w kwestii ich przeznaczenia, nie pozostawiając im wyboru i praw do decyzji. Minusem książki jest to, że na początku strasznie ciężko jest się wciągnąć, a pod koniec ze strachu i lęku nie można wytrzymać. Bardzo zachwiana opowieść pod względem dopracowania przez autorkę, nie powiem, ciut się zawiodłam, bo tak wspaniałej książce jej autorstwa jakim było ,,Bez słów". Jednakże na pewno wyróżnia się w tłumie, bo kto na co dzień spotyka się z taką historią? Z tak niebanalnym pomysłem zawarcia ciekawej części ludzi. Myślę, że zamysł był dobry, ale przy tworzeniu coś poszło nie tak. Czy ją polecam? To zależy, ci którzy uwielbiają romanse i tego typu historie odnajdą się w tej historii, a także osoby, które poszukują wątku nieco oryginalniejszego. Jednakże nie stracie wiele moim zdaniem nie czytając tej powieści, ale jeszcze jest druga część i nie tracę wiary, bo ta skończyła się w naprawdę kulminacyjnym momencie!
Jabluszkooo.blogspot.com Jabłuszkooo; 2016-11-21
Psychologia Zmiany - najskuteczniejsze narzędzia pracy z ludzkimi emocjami, zachowaniami i myśleniem
Mateusz Grzesiak to dość znana postać (nie tylko wśród ludzi interesujących się rozwojem osobistym). Tym razem prezentuje książkę dotyczącą psychologii zmiany i tym czym zajmuje się bądź może zajmować się tak zwany people helper.
Pepole helper to tłumacząc na język polski „pomagacz ludziom”, Mateusz Grzesiak jednak nie skusił się na polski „odpowiednik” tego pojęcia.
Przez długi czas zastanawiałam się komu mogłabym polecić tę książkę. Ogólnie więc pomocna może być tym, którzy chcą pomagać ludziom bądź już to robią i szukają możliwości rozwoju, poszukają nowych metod czy inspiracji do swego dalszego działania.
Wspomniany jest tu chociażby coaching, szamanizm czy buddyzm. Odnaleźć tu można różne narzędzia – poświęcony jest im oddzielny „rozdział”.
Trudno mi jednoznacznie ocenić tę publikację. Miałam co do niej wiele wątpliwości zarazem znajdując w niej wiele różnych ciekawych i inspirujących informacji. Choć mam duży dystans do różnych twierdzeń i postaw autora także przedstawionych w samej pozycji to zarazem wiele jest w niej „prawdy”, rzeczy z którymi ciężko dyskutować. Tak jak już wspomniałam może być przydatna dla osób już pomagających ludziom, bądź chcącym to robić. „Pomagacz” ten rozumiany jest tu w szerokim znaczeniu, obejmuje nie tylko psychologów czy coachów a psychologia zmiany ukazuje, że warto łączyć wiedze z równych dziedzin by móc lepiej i skuteczniej działać.
Życzę pouczającej i inspirującej lektury
Pepole helper to tłumacząc na język polski „pomagacz ludziom”, Mateusz Grzesiak jednak nie skusił się na polski „odpowiednik” tego pojęcia.
Przez długi czas zastanawiałam się komu mogłabym polecić tę książkę. Ogólnie więc pomocna może być tym, którzy chcą pomagać ludziom bądź już to robią i szukają możliwości rozwoju, poszukają nowych metod czy inspiracji do swego dalszego działania.
Wspomniany jest tu chociażby coaching, szamanizm czy buddyzm. Odnaleźć tu można różne narzędzia – poświęcony jest im oddzielny „rozdział”.
Trudno mi jednoznacznie ocenić tę publikację. Miałam co do niej wiele wątpliwości zarazem znajdując w niej wiele różnych ciekawych i inspirujących informacji. Choć mam duży dystans do różnych twierdzeń i postaw autora także przedstawionych w samej pozycji to zarazem wiele jest w niej „prawdy”, rzeczy z którymi ciężko dyskutować. Tak jak już wspomniałam może być przydatna dla osób już pomagających ludziom, bądź chcącym to robić. „Pomagacz” ten rozumiany jest tu w szerokim znaczeniu, obejmuje nie tylko psychologów czy coachów a psychologia zmiany ukazuje, że warto łączyć wiedze z równych dziedzin by móc lepiej i skuteczniej działać.
Życzę pouczającej i inspirującej lektury
swiatairi.blogspot.com Airi; 2016-12-11
Pod samym niebem
Myślę, że każda z kobiet zauważyła że szał za literaturą erotyczną zapoczątkowała seria z Grey'em w roli głównej. Na dzisiejszy dzień euforia przycichła, ale gatunek ten pozostał dość popularny i do wyboru mamy na prawdę wiele pozycji. Ja zdecydowanie mam neutralne podejście do tego typu książek. Ani za nimi nie szaleję ani ich nie nienawidzę. Od czasu do czasu cenię je sobie jako przerywnik. A z Lilley mam do czynienia po raz drugi jako, że zaczęłam jej serię "W przestworzach" i chcę ją dokończyć w całości.
Książkę będzie mi się recenzowało trudniej niż pierwszą, bo treść choć o wiele lepsza to jednak dość podobna, a nie chciała bym nieznającym pierwszego tomu opowiadać szczegółów...
Znów wzbijamy się w niebo na pokładzie samolotu wraz ze stewardessą imieniem Bianca. Dziewczyna jeszcze do nie dawna była opanowana, nieczuła i niewzruszona jeśli chodzi o płeć przeciwną. Wszystko się zmienia, gdy w jej życiu pojawia się ekscentryczny James Cavendish. Bardzo szybko między nimi rodzi się specyficzna więź. To on wprowadza młodą kobietę w świat erotycznych fantazji z elementami BDSM, a ona odkrywa, że ten świat jej odpowiada. Bianca ma za sobą traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa, ale nie tylko. Niedawno została napadnięta przez własnego ojca, a nawał zbyt wielu emocji powoduje, że dziewczyna decyduje się na odrzucenie i rozstanie z mężczyzną, którego skrycie pokochała. Jednak trwa to krótko, bo niewinne spotkanie na jakie się decydują bardzo szybko łączy ich ponownie.
Książka sama w sobie była by lepsza gdyby nie to, że autorka postanowiła odmienić zarówno Biancę jak i Jamesa. Ona straciła pazur i swoje zdanie, a on został zmiękczony na zaborczego romantyka. Trochę to zepsuło ciekawie zapowiadającą się historię. Jednak całość podobała mi się, a było by jeszcze lepiej gdyby nie uczucie, że Lilley zbyt oparła się na historii Grey'a, ale zaś z drugiej strony wprowadziła śmielsze sceny erotyczne. Pozycję polecam kobietom, które nie oczekują słodkiego romansu, bo tego tu nie znajdą. Jest to nieprzyzwoita acz zmysłowa książka dla odważnych kobiet. Jeśli jeszcze nie znasz tej historii, a masz ochotę na coś lekkiego lecz pikantnego to będzie to idealna pozycja, ale nie warto stawiać jej wysokich wymagań. Szybka i przyjemna w czytaniu, rozgrzeje w zimowy wieczór.
swiatmiedzystronami.blogspot.com Karolina Marek; 2016-12-13
Slow Burn. Kropla drąży skałę. Seria Driven
„Slow Burn. Kropla drąży skałę” K. Bromberg, to już piaty tom, genialnej i wciągającej serii Driven. W tej części poznajemy historię miłosną Haddie i Becketta, czyli przyjaciół Rylee i Coltona. Czy to kolejna książka Bromberg, od której nie mogłam się oderwać? Zapraszam na recenzję.
Haddie Montgomery nie może się pogodzić z tym, że rak piersi odebrał jej siostrę, a ukochaną siostrzenicę oraz szwagra pozbawił matki i żony. Jednak dla wszystkich wkoło, kobieta udaję twardą i dzielną. By zagłuszać wszechobecny smutek oraz ból, Haddie oddaje się uciechom cielesnym, które choć na chwilę pozwalają jej zapomnieć o wszystkim. Gdy po weselu swojej najlepszej przyjaciółki, zostaje sama z Becksem, wtedy i on staje się jej kolejną ofiarą. Żadne z nich nie zdawało sobie jednak sprawy, że ta jedna noc, jedna chwila namiętności odmieni ich życie diametralnie i nie będą mogli o sobie zapomnieć. Niestety Haddie z obawy przed chorobą i tym, że i ona mogłaby zostawić w bólu i cierpieniu mężczyznę, który obdarzy ją uczuciem, cały czas ucieka. Tylko, czy można uciec przed miłością? Czy Becks zawalczy o kobietę, która wyryje w jego kawalerskim sercu ślad? O tym wszystkim musicie przekonać się sami.
K. Bromberg cały czas trzyma poziom, a „Slow Burn. Kropla drąży skałę” to jej kolejna książka, która wciąga w wir wydarzeń już od pierwszej strony. To powieść, która kipi namiętnością i erotyzmem oraz wywołuje w czytelniku ogrom emocji. Oczywiście autorka nie skupia się tylko na cielesności naszych bohaterów, kolejny raz rozkłada także swoje postacie na elementy pierwsze i zaglądamy w ich duszę i psychikę oraz widzimy jak borykają się ze wszystkimi przeciwnościami losu. W tej części los nie będzie łaskawy dla Haddie, która cały czas przeżywa i nie może się pogodzić ze śmiercią siostry, która zmarła na raka piersi, sama także drży o własne zdrowie, gdyż w jej rodzinie siostra oraz matka zostały naznaczone, tą wstrętną chorobą. Ale, czy odpychanie i okłamywanie bliskich nam osób, ma sens? Czy, nie lepiej razem z ukochanym przeżywać wzloty oraz upadki? Myślę, że ja postąpiłabym inaczej niż Haddie, jednak nie mogę, być tego pewna w stu procentach.
Powieść ta, to emocjonalna przejażdżka rollercoasterem. Nigdy nie wiadomo, czym autorka nas zaskoczy na kolejnej stronie. Osobiście uwielbiam takie książki, lubię być zaskakiwana, a w tym wypadku nawet początek epilogu bardzo mnie zadziwił. Będzie romantycznie, będzie erotycznie, ale także bardzo wzruszająco. To po prostu piękna i bardzo życiowa książka, którą mogę Wam polecić z czystym sumieniem.
Narracja prowadzona jest naprzemiennie, raz przez Haddie, a innym razem przez Becksa i jak się domyślacie, bardzo ten zabieg mi się podobał. Uwielbiam wchodzić w głowy bohaterów książkowych i poznawać ich myśli oraz przemyślenia. Kreacja bohaterów wyszła autorce bardzo dobrze, są oni charakterystyczni i niezwykle barwni. Już w poprzednich częściach tej serii bardzo polubiłam piękną Haddie i przystojnego Becketta, jednak teraz autorka przedstawiła ich w zupełnie innym świetle. Poznajemy demony, które każdego dnia towarzyszą Haddie i nie ukrywam, że miejscami jej zachowanie strasznie mnie irytowało. Miałam wielką ochotę wejść do książki i porządnie nią potrząsnąć, by dopuściła do siebie osoby, którym bardzo na niej zależy. Jeżeli chodzi o Becketta, to jest to mężczyzna idealny, kochający na zabój, z pięknym wnętrzem oraz sercem. Chyba znów się zadurzyłam...
Jeżeli nie czytaliście serii Driven, to koniecznie musicie to zmienić. Każda część tej serii, jest niezmiernie wciągająca i fascynująca. W części piątej, czyli „Slow Burn. Kropla drąży skałę” znajdziecie namiętność, pożądanie, piękną miłość i niejednokrotnie wzruszycie się do łez. K. Bromberg jest na liście moich ulubionych autorów i z każdą kolejną powieścią pnie się na niej coraz wyżej.
Katarzyna Nowakowska Sylwia Stawska; 2016-12-12
Stinger. Żądło namiętności
Kiedy Grace wyjeżdża na Zjazd Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Prawa, nie ma w planach zabawy. Chce się rozwijać i poświęcić czas dla nauki, która jej nie opuszcza od pięciu lat. Nie ma czasu na zabawę.
Jednak Grace nie wie, co ją ma spotkać, niczego się nie spodziewa.
Do Las Vegas przyleciał również Carson, aktor branży erotycznej. Zjawił się tutaj, aby wziąć udział w Targach Branży Erotycznej. Pociągający i pewny siebie mężczyzna, który niespodziewania wpada na Grace. I tak ich losy się splatają.
A miał to być tylko jeden, niewinny weekend...
Carson jest aktorem heteroseksualnym, a więc wydawałoby się, że to rozpustny facet, który zabawia się i "używa sobie", dostając za to pieniądze. Mężczyzna, który jest przysłowiowym dupkiem, arogantem. Ale jak się okazuje, Carson jest całkowicie inny. Jego dusza przepełniona jest dobrocią, miłością i tak naprawdę, jak się okazuje, nie lubi swojej pracy. Pracuje w tej branży, ponieważ dzieciństwo tak na niego wpłynęło. Dzieciństwo, które nie było kolorowe.
Grace jest nudziarą, nie potrafi się bawić. Wydawałoby się, że nie wystawia nosa spoza podręczników. Dziewczyna, która nie widzi innego życia, niż tego, które jest w podręcznikach. Ale znów okazuje się, że to tylko pozory. Nie bawi się, bo nie ma na to czasu. Uczy się, bo czuję taką potrzebę wobec swojego ojca. Taką kobietą ukształtowało ją dzieciństwo, które tak samo, jak w przypadku Carsona, nie było usłane różami.
Dwoje bohaterów, którzy są z pozoru inni, mają inny styl życia i bycia, a jednak są tacy sami. Bratnie dusze, prawdziwi przyjaciele, których los postanowił połączyć, rozdzielić i znów związać.
Z twórczością Mii Sheridan spotkałam się podczas lektury "Calder. Narodziny odwagi", która nie przypadła mi do gustu. Później przyszła kolej na książkę "Eden. Nowy początek", która mi się spodobała. Nie mogłam więc odpuścić sobie "Stinger. Żądło namiętności." Chciałam się przekonać, jak tym razem będzie. Musiałam to sprawdzić, dlatego też podeszłam do lektury z mieszanymi uczuciami, nie oczekiwałam wiele i... mocno się zdziwiłam oraz doznałam szoku.
"Stinger" zdecydowanie przypadł mi do gustu i oczarował swoją treścią. Jest to nietuzinkowy erotyk, inny od tych, które dotychczas poznałam, a pióro autorki jest zdecydowanie lepsze, niż w poprzednich jej powieściach. Jest poprawione i nie wprowadza u mnie chęci rzucenia książką.
Najbardziej oczarowała mnie fabuła, która zdecydowanie zasługuje na uznanie, i która nie jest banalna. Mia wymyśliła coś nowego i nie spotykanego. Nie ma oklepanego tematu. Nie ma bogatego biznesmena, jest gwiazda porno, nie ma młodej studentki, która pragnie wielkiej miłości, wymarzonej pracy, do której nie dąży, za to jest Grace, studentka, która ma ułożony plan na przyszłość i wie, co chce robić i dąży do swojego celu uparcie. A co najważniejsze, nie ma irytujących bohaterów i postać żeńska nie jest głupia, niczym balon pełen powietrza. I za to uwielbiam tę powieść, za prawdziwość, która bije ze stron, za wydarzenia, które można zauważyć w codziennym życiu.
Bohaterowie kryją się za swoimi maskami, które są tylko pozorami. Ich zachowanie w obecności innych oraz sposób na życie są udawane. Jednak z każdą stroną ich maski powoli pękają, gdy oni się przed sobą otwierają, a my ich poznajemy, zaczynamy rozumieć, czujemy do nich sympatię.
Z każdą stroną można zauważyć zmiany, jakie zachodzą w nich zachodzą.
I jest też czas. Książka zaczyna się w momencie, gdy bohaterowie mają 23-lata, studiują, mają pierwszą pracę i później przeskakuje się do momentu, gdy oni dojrzeli, zaczęli patrzeć na sprawy z innych perspektyw, a ich życie różnie się potoczyło. I jest to naprawdę świetne. To wspaniała okazja do zobaczenia rozwoju emocjonalnego Carsona i Grace, która pozwala spojrzeć na nich z jeszcze lepszej perspektywy. Odkrywa się ich na nowo.
Cudowne jest to, że nie jest to taki ostry erotyk. Sceny są pikantne, zmysłowe i pełne namiętności. Nie wprowadzają chęci wyrzucenia obiadu, nie męczą. I właśnie takie historie lubię. Pełne zmysłowości, romantyczności i z nutką pikantności.
Urocze jest słówko, jakim Carson zwraca się do Grace. "Jaskierek" jest przeuroczym zwrotem!
Uwielbiam, gdy tych dwoje się ze sobą kłóci, obraża, godzin. Oni są po prostu niesamowicie zabawni i ich przekomarzanie jest słodkie.
Zachęcam was do przeczytania tej książki. Jest naprawdę świetna, ma bardzo fajną fabułę i można przy niej się pośmiać. Bohaterowie nie irytują i są naprawdę pozytywnymi osobami.
Podczas czytania nie brakuje radości, smutku i emocji.
"Stinger. Żądło namiętności" jest po prostu rewelacyjną książką, obok której nie można przejść obojętnie.
Jednak Grace nie wie, co ją ma spotkać, niczego się nie spodziewa.
Do Las Vegas przyleciał również Carson, aktor branży erotycznej. Zjawił się tutaj, aby wziąć udział w Targach Branży Erotycznej. Pociągający i pewny siebie mężczyzna, który niespodziewania wpada na Grace. I tak ich losy się splatają.
A miał to być tylko jeden, niewinny weekend...
Carson jest aktorem heteroseksualnym, a więc wydawałoby się, że to rozpustny facet, który zabawia się i "używa sobie", dostając za to pieniądze. Mężczyzna, który jest przysłowiowym dupkiem, arogantem. Ale jak się okazuje, Carson jest całkowicie inny. Jego dusza przepełniona jest dobrocią, miłością i tak naprawdę, jak się okazuje, nie lubi swojej pracy. Pracuje w tej branży, ponieważ dzieciństwo tak na niego wpłynęło. Dzieciństwo, które nie było kolorowe.
Grace jest nudziarą, nie potrafi się bawić. Wydawałoby się, że nie wystawia nosa spoza podręczników. Dziewczyna, która nie widzi innego życia, niż tego, które jest w podręcznikach. Ale znów okazuje się, że to tylko pozory. Nie bawi się, bo nie ma na to czasu. Uczy się, bo czuję taką potrzebę wobec swojego ojca. Taką kobietą ukształtowało ją dzieciństwo, które tak samo, jak w przypadku Carsona, nie było usłane różami.
Dwoje bohaterów, którzy są z pozoru inni, mają inny styl życia i bycia, a jednak są tacy sami. Bratnie dusze, prawdziwi przyjaciele, których los postanowił połączyć, rozdzielić i znów związać.
Z twórczością Mii Sheridan spotkałam się podczas lektury "Calder. Narodziny odwagi", która nie przypadła mi do gustu. Później przyszła kolej na książkę "Eden. Nowy początek", która mi się spodobała. Nie mogłam więc odpuścić sobie "Stinger. Żądło namiętności." Chciałam się przekonać, jak tym razem będzie. Musiałam to sprawdzić, dlatego też podeszłam do lektury z mieszanymi uczuciami, nie oczekiwałam wiele i... mocno się zdziwiłam oraz doznałam szoku.
"Stinger" zdecydowanie przypadł mi do gustu i oczarował swoją treścią. Jest to nietuzinkowy erotyk, inny od tych, które dotychczas poznałam, a pióro autorki jest zdecydowanie lepsze, niż w poprzednich jej powieściach. Jest poprawione i nie wprowadza u mnie chęci rzucenia książką.
Najbardziej oczarowała mnie fabuła, która zdecydowanie zasługuje na uznanie, i która nie jest banalna. Mia wymyśliła coś nowego i nie spotykanego. Nie ma oklepanego tematu. Nie ma bogatego biznesmena, jest gwiazda porno, nie ma młodej studentki, która pragnie wielkiej miłości, wymarzonej pracy, do której nie dąży, za to jest Grace, studentka, która ma ułożony plan na przyszłość i wie, co chce robić i dąży do swojego celu uparcie. A co najważniejsze, nie ma irytujących bohaterów i postać żeńska nie jest głupia, niczym balon pełen powietrza. I za to uwielbiam tę powieść, za prawdziwość, która bije ze stron, za wydarzenia, które można zauważyć w codziennym życiu.
Bohaterowie kryją się za swoimi maskami, które są tylko pozorami. Ich zachowanie w obecności innych oraz sposób na życie są udawane. Jednak z każdą stroną ich maski powoli pękają, gdy oni się przed sobą otwierają, a my ich poznajemy, zaczynamy rozumieć, czujemy do nich sympatię.
Z każdą stroną można zauważyć zmiany, jakie zachodzą w nich zachodzą.
I jest też czas. Książka zaczyna się w momencie, gdy bohaterowie mają 23-lata, studiują, mają pierwszą pracę i później przeskakuje się do momentu, gdy oni dojrzeli, zaczęli patrzeć na sprawy z innych perspektyw, a ich życie różnie się potoczyło. I jest to naprawdę świetne. To wspaniała okazja do zobaczenia rozwoju emocjonalnego Carsona i Grace, która pozwala spojrzeć na nich z jeszcze lepszej perspektywy. Odkrywa się ich na nowo.
Cudowne jest to, że nie jest to taki ostry erotyk. Sceny są pikantne, zmysłowe i pełne namiętności. Nie wprowadzają chęci wyrzucenia obiadu, nie męczą. I właśnie takie historie lubię. Pełne zmysłowości, romantyczności i z nutką pikantności.
Urocze jest słówko, jakim Carson zwraca się do Grace. "Jaskierek" jest przeuroczym zwrotem!
Uwielbiam, gdy tych dwoje się ze sobą kłóci, obraża, godzin. Oni są po prostu niesamowicie zabawni i ich przekomarzanie jest słodkie.
Zachęcam was do przeczytania tej książki. Jest naprawdę świetna, ma bardzo fajną fabułę i można przy niej się pośmiać. Bohaterowie nie irytują i są naprawdę pozytywnymi osobami.
Podczas czytania nie brakuje radości, smutku i emocji.
"Stinger. Żądło namiętności" jest po prostu rewelacyjną książką, obok której nie można przejść obojętnie.
bookparadisebynatalia.blogspot.com