Recenzje
Bądź pro! 7 kroków do mistrzostwa w marketingu sieciowym
Książka Erica Worre’a, pt. „Bądź Pro! 7 kroków do mistrzostwa w marketingu sieciowym” okazała się być dla mnie niemałym zaskoczeniem. Samego autora można zaliczyć do prekursorów tej dziedziny. Wiedzę zdobywał od ponad ćwierćwiecza! Pozycję tę mogę śmiało zaliczyć do grona „tych trudniejszych” i bardziej wymagających. Przede wszystkim sama tematyka marketingu sieciowego nie była mi dobrze znana. Kiedyś miałam styczność z czymś podobnym do marketingu wielopoziomowego, lecz z uwagi na mój brak wiedzy, nie „weszłam” w to. Czym to było spowodowane? Lękiem wynikającym z niewiedzy.
Żeby dobrze zrozumieć istotę marketingu sieciowego i to, o czym pisze autor w swojej książce, musiałam skorzystać z informacji „cioci” Wikipedii 😉 Szczerze powiedziawszy, niewiele mi to dało, gdyż odnalazłam dość wąską definicję: „Marketing wielopoziomowy, inaczej zwany MLM (ang. multi-level marketing) lub marketingiem sieciowym – termin określający strategię marketingową i sposób funkcjonowania firmy oraz jej współpracowników – niezależnych dystrybutorów”. W związku z powyższym postanowiłam powrócić do lektury „Bądź Pro!”.
Na samym początku doznałam kolejnego szoku, gdyż pan Worre rozpoczął swoje rozważania od… zniechęcenia czytelnika! Co można przez to rozumieć? Otóż, pierwszy rozdział został poświęcony przedstawieniu wad i pułapek, w jakie można wpaść, stawiając pierwsze kroki w „branży sieciowej”. Dowiadujemy się o różnych typach wykonywanych przez ludzi prac, a następnie pojawiają się argumenty przemawiające za marketingiem sieciowym i towarzyszące im pułapki czyhające na tych, którzy nie są wystarczająco zdeterminowani, żeby podjąć ryzyko.
Autor w dalszej części książki zwraca uwagę na umiejętności, jakie należy posiąść, aby móc w pełni oddać się misji marketingu sieciowego. Należą do nich, m.in. znajdowanie klientów i dystrybutorów, objaśnianie im produktu, prowadzenie prezentacji, podtrzymywanie kontaktów, wsparcie klientów – dystrybutorów itp. Każda z umiejętności została szczegółowo opisana w odrębnym rozdziale. Bardzo dobre posunięcie!
W rozdziale mówiącym o umiejętności podtrzymywania kontaktów natrafiłam na bardzo fajną i przydatną w kontaktach z ludźmi metodę, zwaną „czujesz, czułem, odkryłem”. Opiera się ona na empatii. Worre pisze: „Kiedy prospekt zgłasza jakieś zastrzeżenie, odpowiadasz mu: „Wiem, jak się czujesz. Sam to czułem. Ale oto, co odkryłem”. Możesz z powodzeniem używać tego zwrotu zupełnie dosłownie”. Genialne!
Inną interesującą umiejętnością jest promowanie spotkań. Cały 7-my rozdział został temu poświęcony. Jakież to jest przydatne dla nas, Liderów Projektora, zwłaszcza tych z Social Media! To właśnie w tym rozdziale natrafiłam na trafną myśl: „Profesjonaliści nieugięcie propagują swój przekaz”. Z całą świadomością mogę się pod tym podpisać.
Kolejną ważną kwestią, jaka została poruszona w książce jest sposób naszego uczenia się. Pan Eric Worre podpowiada, jakich metod używać, na co zwracać uwagę, jakie są najczęściej popełniane błędy. W końcowych partiach wspomina także o metodzie HighScope. Składa się ona z wielu elementów, jednakże, według autora, najbardziej praktyczny okazuje się element nazywany „plan – działanie – przegląd”. Polega ona na sporządzeniu planu, wykonaniu go oraz dokonaniu przeglądu rezultatów. Nic prostszego! 😉
Pomimo wielu pułapek, które zawiera marketing sieciowy, jak najbardziej polecam przeczytać tę pozycję. Książka krok po kroku pozwala na wdrożenie się w świat dystrybucji sieciowej. Pisarz podaje dużo negatywnych przykładów, co według mnie, pozwala się nie zrażać. Marketing sieciowy to ogromna inwestycja, która pozwala wprowadzać drobne korekty do naszych nawyków oraz uczy pracy nad samym sobą.
Żeby dobrze zrozumieć istotę marketingu sieciowego i to, o czym pisze autor w swojej książce, musiałam skorzystać z informacji „cioci” Wikipedii 😉 Szczerze powiedziawszy, niewiele mi to dało, gdyż odnalazłam dość wąską definicję: „Marketing wielopoziomowy, inaczej zwany MLM (ang. multi-level marketing) lub marketingiem sieciowym – termin określający strategię marketingową i sposób funkcjonowania firmy oraz jej współpracowników – niezależnych dystrybutorów”. W związku z powyższym postanowiłam powrócić do lektury „Bądź Pro!”.
Na samym początku doznałam kolejnego szoku, gdyż pan Worre rozpoczął swoje rozważania od… zniechęcenia czytelnika! Co można przez to rozumieć? Otóż, pierwszy rozdział został poświęcony przedstawieniu wad i pułapek, w jakie można wpaść, stawiając pierwsze kroki w „branży sieciowej”. Dowiadujemy się o różnych typach wykonywanych przez ludzi prac, a następnie pojawiają się argumenty przemawiające za marketingiem sieciowym i towarzyszące im pułapki czyhające na tych, którzy nie są wystarczająco zdeterminowani, żeby podjąć ryzyko.
Autor w dalszej części książki zwraca uwagę na umiejętności, jakie należy posiąść, aby móc w pełni oddać się misji marketingu sieciowego. Należą do nich, m.in. znajdowanie klientów i dystrybutorów, objaśnianie im produktu, prowadzenie prezentacji, podtrzymywanie kontaktów, wsparcie klientów – dystrybutorów itp. Każda z umiejętności została szczegółowo opisana w odrębnym rozdziale. Bardzo dobre posunięcie!
W rozdziale mówiącym o umiejętności podtrzymywania kontaktów natrafiłam na bardzo fajną i przydatną w kontaktach z ludźmi metodę, zwaną „czujesz, czułem, odkryłem”. Opiera się ona na empatii. Worre pisze: „Kiedy prospekt zgłasza jakieś zastrzeżenie, odpowiadasz mu: „Wiem, jak się czujesz. Sam to czułem. Ale oto, co odkryłem”. Możesz z powodzeniem używać tego zwrotu zupełnie dosłownie”. Genialne!
Inną interesującą umiejętnością jest promowanie spotkań. Cały 7-my rozdział został temu poświęcony. Jakież to jest przydatne dla nas, Liderów Projektora, zwłaszcza tych z Social Media! To właśnie w tym rozdziale natrafiłam na trafną myśl: „Profesjonaliści nieugięcie propagują swój przekaz”. Z całą świadomością mogę się pod tym podpisać.
Kolejną ważną kwestią, jaka została poruszona w książce jest sposób naszego uczenia się. Pan Eric Worre podpowiada, jakich metod używać, na co zwracać uwagę, jakie są najczęściej popełniane błędy. W końcowych partiach wspomina także o metodzie HighScope. Składa się ona z wielu elementów, jednakże, według autora, najbardziej praktyczny okazuje się element nazywany „plan – działanie – przegląd”. Polega ona na sporządzeniu planu, wykonaniu go oraz dokonaniu przeglądu rezultatów. Nic prostszego! 😉
Pomimo wielu pułapek, które zawiera marketing sieciowy, jak najbardziej polecam przeczytać tę pozycję. Książka krok po kroku pozwala na wdrożenie się w świat dystrybucji sieciowej. Pisarz podaje dużo negatywnych przykładów, co według mnie, pozwala się nie zrażać. Marketing sieciowy to ogromna inwestycja, która pozwala wprowadzać drobne korekty do naszych nawyków oraz uczy pracy nad samym sobą.
frw.org.pl Karolina Mikos
Jak cię widzą, tak cię piszą. Sztuka autopromocji w mediach społecznościowych
Guy Kawasaki, Peg Fitzpatrick – Jak Cię widzą, tak Cię piszą – pozycja z 2004 roku traktująca o mediach społecznościowych. Miałem pewne obawy, że treści jakie w niej znajdę będą zwyczajnie nieaktualne. Tymczasem techniki i wskazówki tu zawarte są wyjątkowo ponadczasowe – autor unika po prostu dzielenia się informacjami na temat szczegółowych funkcji działania danej platformy (np. nie wskazuje w jakim konkretnie okienku włączyć daną funkcję). Przekazuje ogólne koncepcje jak z konkretnej platformy korzystać, by gromadzić wokół siebie zaangażowaną społeczność. Potwierdzeniem, że wie o czym pisze jest fakt, że dziś śledzą go miliony, choć nie jest żadnym celebrytą. Zaletą jest również to, że wszystkie wymieniane platformy istnieją i nic nie zapowiada, by coś się miało zmienić, a więc pozycja długi czas będzie wciąż aktualna. Dała mi mnóstwo materiałów do przemyślenia i zwyczajnie pokazała mi jak wiele szkolnych błędów do tej pory popełniałem.
jakzarabiacpieniadze.com.pl Mateusz Kiszło; 2016-12-20
13 lekcji jogi
Jak to w końcu jest z tą jogą? Rzeczywiście zmienia ludzi i ich życie, czy to tylko hasło reklamowe kolejnej aktywności fizycznej?
Coraz więcej znanych i mniej znanych osób przyznaje się do praktykowania jogi. Coraz więcej osób mówi o tym, jaki dobroczynny wpływ ma ona na nich i na ich życie.
Agnieszka Passendorfer prawie kiedyś dostała się do Akademii Sztuk Pięknych, niemal udało jej się ukończyć filozofię. Jej życiowa droga potoczyła się jednak w zupełnie innym kierunku. Praktykuje jogę i sama jej uczy, pisze książki, artykuły, dekoruje i reżyseruje, a przede wszystkim namawia ludzi, by własne życie szyli po swojemu (co mi niezmiernie się podoba).
Agnieszka jest autorką „13 lekcji jogi” niezwykłego i bardzo nietypowego kalendarza.
Pierwszą rzecz, na jaką można zwrócić uwagę przeglądając tą pozycję jest fakt, że nie ma w nim wymienionych konkretnych miesięcy, ani dat. Nie znajdziemy tu przyporządkowanych odpowiednim dniom świąt, czy imienin. Ba nie znajdziemy tu nawet 12 miesięcy w roku.
Wszystko, dlatego, że „13 lekcji jogi” to kalendarz księżycowy i tak jak rok księżycowy podzielony jest na 13 miesięcy. Ale spokojnie nie ma w nim odniesień do faz księżyca, astrologii i tym podobnych, wszystko zostaje na ziemi. Kalendarz składa się z 13 miesięcy, z których każdy podzielony jest na 28 dni. Być może przypadkowo, a być może wcale nie, bo według psychologów właśnie 28 dni potrzeba na zmianę swoich nawyków.
Każdy miesiąc rozpoczyna się lekcją napisaną przez Agnieszkę. Lekcją o jodze, o życiu, o rozwoju osobistym. Lekcją, która jest jednocześnie opowieścią o niej samej i jej drodze do znalezienia swojego miejsca w życiu. Po tej lekcji znajduje się 13 prac domowych, 13 jogicznych asan do trenowania i 13 przepisów na zdrowe, pełnowartościowe posiłki.
„13 lekcji jogi” to w zasadzie nie jest kalendarz do zapisywania wydarzeń, miejsce, które przypomnieć ma nam o wizycie u dentysty, czy wyjściu do kina. W każdym dniu Agnieszka pyta „Jak wyglądała dzisiaj Twoja joga?”, czy „Jak się z tym czujesz”. To kalendarz odczuć, emocji i przemyśleń.
Wszystkie lekcje napisane są w bardzo ciekawym i przyjaznym tonie. Agnieszka motywuje, pisze o tym, że „jeśli chcesz coś zmienić w realu, musisz praktykować w realu”, ale nie upiera się, by robić cokolwiek na siłę. Wspomina, że lepiej praktykować jogę raz na jakiś czas, niż nie robić tego w ogóle. Według niej każdy ma prawo mieć kilka podejść do jogi, każdy ma prawo po dwóch, trzech zajęciach zrezygnować z nich i przenieść się do innej szkoły, czy nauczyciela. Ważne jest to, by spróbować i zobaczyć czy joga to to.
„13 lekcji jogi” to zdecydowanie pozycja dla początkujących, a wręcz dla takich, którzy chcieliby od zawsze, ale mają jakieś opory (boją się, wstydzą się, nie wiedzą jak zacząć). Te 13 lekcji napisanych przez Agnieszkę pełnych jej osobistych doświadczeń pokazuje, że joga jest dla każdego, młodego, starego, grubego, chudego, sportowca, czy kanapowca. Dla każdego, który odważy się zrobić w jej stronę pierwszy krok.
Coraz więcej znanych i mniej znanych osób przyznaje się do praktykowania jogi. Coraz więcej osób mówi o tym, jaki dobroczynny wpływ ma ona na nich i na ich życie.
Agnieszka Passendorfer prawie kiedyś dostała się do Akademii Sztuk Pięknych, niemal udało jej się ukończyć filozofię. Jej życiowa droga potoczyła się jednak w zupełnie innym kierunku. Praktykuje jogę i sama jej uczy, pisze książki, artykuły, dekoruje i reżyseruje, a przede wszystkim namawia ludzi, by własne życie szyli po swojemu (co mi niezmiernie się podoba).
Agnieszka jest autorką „13 lekcji jogi” niezwykłego i bardzo nietypowego kalendarza.
Pierwszą rzecz, na jaką można zwrócić uwagę przeglądając tą pozycję jest fakt, że nie ma w nim wymienionych konkretnych miesięcy, ani dat. Nie znajdziemy tu przyporządkowanych odpowiednim dniom świąt, czy imienin. Ba nie znajdziemy tu nawet 12 miesięcy w roku.
Wszystko, dlatego, że „13 lekcji jogi” to kalendarz księżycowy i tak jak rok księżycowy podzielony jest na 13 miesięcy. Ale spokojnie nie ma w nim odniesień do faz księżyca, astrologii i tym podobnych, wszystko zostaje na ziemi. Kalendarz składa się z 13 miesięcy, z których każdy podzielony jest na 28 dni. Być może przypadkowo, a być może wcale nie, bo według psychologów właśnie 28 dni potrzeba na zmianę swoich nawyków.
Każdy miesiąc rozpoczyna się lekcją napisaną przez Agnieszkę. Lekcją o jodze, o życiu, o rozwoju osobistym. Lekcją, która jest jednocześnie opowieścią o niej samej i jej drodze do znalezienia swojego miejsca w życiu. Po tej lekcji znajduje się 13 prac domowych, 13 jogicznych asan do trenowania i 13 przepisów na zdrowe, pełnowartościowe posiłki.
„13 lekcji jogi” to w zasadzie nie jest kalendarz do zapisywania wydarzeń, miejsce, które przypomnieć ma nam o wizycie u dentysty, czy wyjściu do kina. W każdym dniu Agnieszka pyta „Jak wyglądała dzisiaj Twoja joga?”, czy „Jak się z tym czujesz”. To kalendarz odczuć, emocji i przemyśleń.
Wszystkie lekcje napisane są w bardzo ciekawym i przyjaznym tonie. Agnieszka motywuje, pisze o tym, że „jeśli chcesz coś zmienić w realu, musisz praktykować w realu”, ale nie upiera się, by robić cokolwiek na siłę. Wspomina, że lepiej praktykować jogę raz na jakiś czas, niż nie robić tego w ogóle. Według niej każdy ma prawo mieć kilka podejść do jogi, każdy ma prawo po dwóch, trzech zajęciach zrezygnować z nich i przenieść się do innej szkoły, czy nauczyciela. Ważne jest to, by spróbować i zobaczyć czy joga to to.
„13 lekcji jogi” to zdecydowanie pozycja dla początkujących, a wręcz dla takich, którzy chcieliby od zawsze, ale mają jakieś opory (boją się, wstydzą się, nie wiedzą jak zacząć). Te 13 lekcji napisanych przez Agnieszkę pełnych jej osobistych doświadczeń pokazuje, że joga jest dla każdego, młodego, starego, grubego, chudego, sportowca, czy kanapowca. Dla każdego, który odważy się zrobić w jej stronę pierwszy krok.
dlaLejdis.pl Anna Pytel; 2016-12-28
Marketing za przyzwoleniem. Jak zmienić obcych ludzi w znajomych, a znajomych w klientów
Prosimy nie przeszkadzać!
Tradycyjny marketing jest jak niepotrzebne "przeszkadzajki" w harmonijnej melodii.Jest jak podchmielony pasażer komunikacji miejskiej, z którym przyszło nam podróżować. Jest niczym głos milicjanta spożywającego kanapkę w Rozmowach kontrolowanych. To wreszcie blok reklamowy przerywający Twój ulubiony program i telefon od telemarketera, który pragnie zaoferować Ci zestaw śrubokrętów ? bez względu na to, czego akurat w tej chwili pragniesz Ty.
Przepraszam, czy oni się naprzykrzają? Marketing przeszkadzający to najbardziej irytujący - a co za tym idzie, nieskuteczny - sposób na promocję swojej firmy. Jedyne, co możesz dzięki niemu osiągnąć, to irytacja potencjalnego klienta. A klient zirytowany to klient stracony. Co w takim razie robić, by nie odbierać ludziom czasu, a zyskać wiernych zwolenników? Wystarczy umiejętnie zapytać o pozwolenie! Dowiedz się, jak walczyć z konkurencją w interaktywnym wszechświecie stron WWW, telefonicznych centrów obsługi klienta i automatycznych narzędzi wspomagających sprzedaż. Sprawdź, jak skutecznie uniknąć pułapki handlu elektronicznego, którą jest powszechny dostęp do wszystkich rodzajów produktów oraz ciągłe obniżanie prowizji sprzedawców. Poznaj nowy typ relacji marketingowych, które najprawdopodobniej wkrótce staną się nową normą. To pozwoli Ci zmienić taktykę i z "wkurzonych klientów" zrobić "zachwyconych znajomych".
Seth Godin jest autorem największych bestsellerów na temat marketingu, jakie zostały wydane w ostatnim dziesięcioleciu. Jego książki zdobyły rozgłos na całym świecie. Wśród nich możemy wymienić Fioletową krowę, Teraz małe jest wielkie. Anegdoty i niezwykłe pomysły biznesowe czy Najmocniejsze ogniwo (wszystkie ukazały się w Polsce nakładem wydawnictwa Onepress).
W tej książce człowiek, którego czasopismo "BusinessWeek" nazwało "największym przedsiębiorcą ery informacyjnej", wyjaśnia zasady marketingu za przyzwoleniem - przełomowej koncepcji, która umożliwia formułowanie komunikatów reklamowych w taki sposób, aby konsumenci chętnie je akceptowali. Pobierz darmowy fragment A Wy? Czytaliście Marketing za przyzwoleniem? Co sądzicie o tej książce?
Tradycyjny marketing jest jak niepotrzebne "przeszkadzajki" w harmonijnej melodii.Jest jak podchmielony pasażer komunikacji miejskiej, z którym przyszło nam podróżować. Jest niczym głos milicjanta spożywającego kanapkę w Rozmowach kontrolowanych. To wreszcie blok reklamowy przerywający Twój ulubiony program i telefon od telemarketera, który pragnie zaoferować Ci zestaw śrubokrętów ? bez względu na to, czego akurat w tej chwili pragniesz Ty.
Przepraszam, czy oni się naprzykrzają? Marketing przeszkadzający to najbardziej irytujący - a co za tym idzie, nieskuteczny - sposób na promocję swojej firmy. Jedyne, co możesz dzięki niemu osiągnąć, to irytacja potencjalnego klienta. A klient zirytowany to klient stracony. Co w takim razie robić, by nie odbierać ludziom czasu, a zyskać wiernych zwolenników? Wystarczy umiejętnie zapytać o pozwolenie! Dowiedz się, jak walczyć z konkurencją w interaktywnym wszechświecie stron WWW, telefonicznych centrów obsługi klienta i automatycznych narzędzi wspomagających sprzedaż. Sprawdź, jak skutecznie uniknąć pułapki handlu elektronicznego, którą jest powszechny dostęp do wszystkich rodzajów produktów oraz ciągłe obniżanie prowizji sprzedawców. Poznaj nowy typ relacji marketingowych, które najprawdopodobniej wkrótce staną się nową normą. To pozwoli Ci zmienić taktykę i z "wkurzonych klientów" zrobić "zachwyconych znajomych".
Seth Godin jest autorem największych bestsellerów na temat marketingu, jakie zostały wydane w ostatnim dziesięcioleciu. Jego książki zdobyły rozgłos na całym świecie. Wśród nich możemy wymienić Fioletową krowę, Teraz małe jest wielkie. Anegdoty i niezwykłe pomysły biznesowe czy Najmocniejsze ogniwo (wszystkie ukazały się w Polsce nakładem wydawnictwa Onepress).
W tej książce człowiek, którego czasopismo "BusinessWeek" nazwało "największym przedsiębiorcą ery informacyjnej", wyjaśnia zasady marketingu za przyzwoleniem - przełomowej koncepcji, która umożliwia formułowanie komunikatów reklamowych w taki sposób, aby konsumenci chętnie je akceptowali. Pobierz darmowy fragment A Wy? Czytaliście Marketing za przyzwoleniem? Co sądzicie o tej książce?
czaplicka.eu Czaplicka; 2014-05-10
Twórcza kradzież. 10 przykazań kreatywności
Miałam obawy. Książeczka rzuca się w oczy – niestandardowy format, czarna okładka z kontrastującym, białym napisem. Moja pierwsza myśl: Oho, będzie pięknie wydany pseudoporadnik pełen niczego. Jak dobrze, że zdecydowałam się zignorować swoje skojarzenia i dać szansę dziełu Austina Kleona!
Miałam niedawno trochę blogowych zwątpień. Pośród wątków związanych ze zbyt małą liczbą czytelników i brakiem odzewu wyraźnie odznaczał się cichy głos podpowiadający, że cała ta moja pisanina nie ma większego sensu, bo nie tworzę nic nowego. Wszystko już jest, wszystko zostało powiedziane, a ja… tylko powielam. I po co? Nie chciałam przestawać, bo pisanie jest ważną częścią mojego życia, ale próby rozstrzygnięcia kwestii oryginalności nie ustawały. Wtedy w moje ręce trafiła „Twórcza kradzież”. I dostałam odpowiedź.
Modnie jest się inspirować. To takie ładne słowo, którego chętnie używamy, ale gdyby się zastanowić nad głębszym jego znaczeniem… czy nie jest to właśnie kradzież? Ale ta dobra. Bo wraz z lekturą zmienimy nieco pejoratywny wydźwięk tego wyrazu, dostrzeżemy inny sens – twórczy, o czym autor pisze wprost w samym tytule. Bo nie chodzi przecież o to, by znaleźć sobie jedną ofiarę, którą chcemy ograbić z jej twórczości. Prawdę mówiąc, nawet nie bylibyśmy w stanie tego zrobić – człowiek zwyczajnie nie potrafi tworzyć kopii idealnej. Lecz czerpiąc od innych, próbując powielać to, co lubimy, co nas zachwyca – kroczymy ścieżką poznawania siebie. Odkrywamy to, co mamy swojego. I jeśli tylko uda nam się te cechy, umiejętności, talenty czy zdolności dostrzec – mamy to.
Chciałabym podzielić się z Wami kilkoma perełkami, jakie przygarnęłam dla siebie, dla swej twórczości z tej lektury.
Najważniejszą wskazówką, a raczej zgrabnym wyrażeniem tego, czym kierowałam się już dłuższy czas, lecz brakowało mi ułożenia tego w słowa jest rada, by zadziwiać się światem. Patrzeć cała sobą, zatrzymywać się i gapić w niebo, wąchać, dotykać i odkrywać. A później zachęcić innych do wspólnego zadziwiania się. Teczka na łupy to pomysł genialny, tak jak i folder z pochwałami. Ta pierwsza będzie skarbnicą zdolną do wyrwania z twórczego impasu, ten drugi zaś, zawierający komentarze i feedback przypomni, dlaczego robimy to, co robimy i czemu powinniśmy robić to dalej. Wspaniale, że autor wspomniał o tak istotnej kwestii jak dbanie o siebie! Kreatywność wymaga przecież sporych nakładów energii. Znalazłam też takie piękne zdanie, że trzeba nam znaleźć miejsce, w którym się wykarmimy. Twórczo, społecznie, duchowo i dosłownie. A wiedzieliście może, że kreatywność = redukcja? Bez decyzji o tym, co najważniejsze, nie będziemy w stanie tworzyć niczego sensownego, bo bezustannie w naszym polu świadomości będą się pojawiać inne, konkurencyjne aktywności, walczące o nasz wolny czas. A nic tak nie zabija kreatywności, jak przekonanie o tym, że możemy wszystko. Na koniec – pisz o swoich idolach. I nie oczekuj niczego w zamian – raczej ciesz się tym, że możesz od nich czerpać i tworzyć.
10 przykazań kreatywności spisanych przez autora (często w towarzystwie świetnych grafik i rysunków!) to zbiór rad – niektóre z nich wydają się oczywiste, inne zupełnie nowatorskie, a co najlepsze – nie jest to poradnik typu „zrób to i to, musisz działać tak i tak”. Austin Kleon mówi raczej, byś brał to, co chcesz. To, co jest Ci potrzebne. Bierz, dostosuj do siebie i swej twórczości. A przecież każdy z nas w jakiejś dziedzinie życia jest artystą.
Miałam niedawno trochę blogowych zwątpień. Pośród wątków związanych ze zbyt małą liczbą czytelników i brakiem odzewu wyraźnie odznaczał się cichy głos podpowiadający, że cała ta moja pisanina nie ma większego sensu, bo nie tworzę nic nowego. Wszystko już jest, wszystko zostało powiedziane, a ja… tylko powielam. I po co? Nie chciałam przestawać, bo pisanie jest ważną częścią mojego życia, ale próby rozstrzygnięcia kwestii oryginalności nie ustawały. Wtedy w moje ręce trafiła „Twórcza kradzież”. I dostałam odpowiedź.
Modnie jest się inspirować. To takie ładne słowo, którego chętnie używamy, ale gdyby się zastanowić nad głębszym jego znaczeniem… czy nie jest to właśnie kradzież? Ale ta dobra. Bo wraz z lekturą zmienimy nieco pejoratywny wydźwięk tego wyrazu, dostrzeżemy inny sens – twórczy, o czym autor pisze wprost w samym tytule. Bo nie chodzi przecież o to, by znaleźć sobie jedną ofiarę, którą chcemy ograbić z jej twórczości. Prawdę mówiąc, nawet nie bylibyśmy w stanie tego zrobić – człowiek zwyczajnie nie potrafi tworzyć kopii idealnej. Lecz czerpiąc od innych, próbując powielać to, co lubimy, co nas zachwyca – kroczymy ścieżką poznawania siebie. Odkrywamy to, co mamy swojego. I jeśli tylko uda nam się te cechy, umiejętności, talenty czy zdolności dostrzec – mamy to.
Chciałabym podzielić się z Wami kilkoma perełkami, jakie przygarnęłam dla siebie, dla swej twórczości z tej lektury.
Najważniejszą wskazówką, a raczej zgrabnym wyrażeniem tego, czym kierowałam się już dłuższy czas, lecz brakowało mi ułożenia tego w słowa jest rada, by zadziwiać się światem. Patrzeć cała sobą, zatrzymywać się i gapić w niebo, wąchać, dotykać i odkrywać. A później zachęcić innych do wspólnego zadziwiania się. Teczka na łupy to pomysł genialny, tak jak i folder z pochwałami. Ta pierwsza będzie skarbnicą zdolną do wyrwania z twórczego impasu, ten drugi zaś, zawierający komentarze i feedback przypomni, dlaczego robimy to, co robimy i czemu powinniśmy robić to dalej. Wspaniale, że autor wspomniał o tak istotnej kwestii jak dbanie o siebie! Kreatywność wymaga przecież sporych nakładów energii. Znalazłam też takie piękne zdanie, że trzeba nam znaleźć miejsce, w którym się wykarmimy. Twórczo, społecznie, duchowo i dosłownie. A wiedzieliście może, że kreatywność = redukcja? Bez decyzji o tym, co najważniejsze, nie będziemy w stanie tworzyć niczego sensownego, bo bezustannie w naszym polu świadomości będą się pojawiać inne, konkurencyjne aktywności, walczące o nasz wolny czas. A nic tak nie zabija kreatywności, jak przekonanie o tym, że możemy wszystko. Na koniec – pisz o swoich idolach. I nie oczekuj niczego w zamian – raczej ciesz się tym, że możesz od nich czerpać i tworzyć.
10 przykazań kreatywności spisanych przez autora (często w towarzystwie świetnych grafik i rysunków!) to zbiór rad – niektóre z nich wydają się oczywiste, inne zupełnie nowatorskie, a co najlepsze – nie jest to poradnik typu „zrób to i to, musisz działać tak i tak”. Austin Kleon mówi raczej, byś brał to, co chcesz. To, co jest Ci potrzebne. Bierz, dostosuj do siebie i swej twórczości. A przecież każdy z nas w jakiejś dziedzinie życia jest artystą.
Opsychologii.pl - Porta i centrum praktyków psychologii Natalia Stasiowska