ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Calder. Narodziny odwagi

Skąd czerpiesz swoją siłę, Blasku Poranka?
 
Sekty wyznaniowe zawsze budziły we mnie pewną ciekawość ale przede wszystkim lęk i złość. Manipulowanie ludzkimi emocjami, wiarą i wolą, całkiem świadomie, czy też za sprawą podszeptów szaleństwa, budzi ciarki na moim ciele. Większość ludzi decyduje się dołączyć do sekty kiedy znajdzie się na życiowym zakręcie, nie ma w życiu celu i absolutnie nic do stracenia. Wówczas ktoś wykorzystuje to i podaje „pomocną dłoń”. Mimo okoliczności to ich wybór i mają do niego prawo. Inaczej wygląda sytuacja osób, które się w takiej wspólnocie urodziły. One nie mają żadnego wyboru, często nawet nie wiedzą, że można żyć inaczej. Czy można bezkarnie pozbawiać kogoś wolnej woli od dnia narodzin i zmuszać do życia według reguł ustalonych przez szaleńca?
 
 Calder jest dzieckiem urodzonym we wspólnocie zwanej Arkadią, której przewodzi charyzmatyczny i surowy Hector. Zgodnie z przepowiednią proroka, tylko członkowie Arkadii są na tyle czyści by dostąpić zbawienia i przekroczyć progi Elizjum po nadchodzącej wielkimi krokami powodzi, która ma zniszczyć całą cywilizację. Przepowiednia ma się spełnić dopiero gdy wybranka Hectora osiągnie pełnoletniość i zostanie jego żoną. Eden trafia do wspólnoty gdy ma osiem lat i aż do osiągnięcia pełnoletniości jest trzymana w złotej klatce, problem w tym, że dziewczyna jest zbyt uparta i przepełniona marzeniami, by pozwolić narzucić sobie okrutny los. Mając mnóstwo czasu na przemyślenia,  zaczyna kwestionować kazania swojego przyszłego męża i coraz bardziej buntuje się przeciw roli jaką ma odegrać w domniemanym końcu świata. Wtedy właśnie zwraca na nią uwagę jej sekretna miłość- Calder. Chłopak jest odważny, ambitny i chce od życia zdecydowanie więcej niż dostaje. Czy uczucie które połączy dwójkę młodych ludzi będzie na tyle silne, by zmienić ich przeznaczenie i pozwolić wytyczyć własną ścieżkę w kierunku marzeń?
 
Mia Sheridan Po raz kolejny udowadnia, że żadne tabu dla niej nie istnieje. Wplata w swoje historie tematy trudne i nieoczywiste, takie, jakie w rozmowach zazwyczaj omija się szerokim łukiem. W połączeniu z lekkim, choć bardzo plastycznym piórem, wychodzą z tego naprawdę piękne powieści.
Z tym, co dzieje się w „Calderze” ciężko się pogodzić. Odniosłam wrażenie, że bohaterowie zgodzili się żyć w średniowieczu, albo w odległej dystopijnej rzeczywistości. To przerażające, że podobnych miejsc na świecie są setki, jeśli nie tysiące.
 
 
Podobało mi się w jaki sposób autorka „ugryzła” temat sekty i jak szczegółowo opisała jej mechanizmy mając do dyspozycji bohaterów, co prawda bystrych i spostrzegawczych, ale też nie wtajemniczonych zbytnio w to, co dzieje się „za kulisami”. Bohaterowie stopniowo odkrywają jak wielką krzywdę wyrządza im Hektor. Nie od razu, ale z czasem coraz częściej zadają sobie pytania o cel ich poświęcenia, o to czy można żyć inaczej i czy koniec świata faktycznie nadejdzie. Wątek romansowy jest tu fundamentalny i stanie się punktem zapalnym całej serii zdarzeń, ale jest mistrzowsko stonowany i nienachlany, przez co nie tylko budzi większe napięcie, ale też daje przestrzeń dla innych istotnych w tej historii wydarzeń. Końcówka z kolei jest tak drastyczna i dramatyczna, że ledwie zdołałam przeczytać ją bez płaczu.
 
O CZYM?  „Calder”, to piękna, a za razem okrutna opowieść o ludziach żyjących w wyniszczającej ich wspólnocie, o marzeniach, poświęceniu i bezgranicznej miłości, która jest wstanie pokonać nawet piekło. Jestem urzeczona tą historią, ale zarazem przerażona jej prawdziwością, bo coś takiego nie tylko mogło się komuś przydarzyć, ale z całą pewnością już się przydarzyło i na pewno jeszcze się powtórzy. 
beauty-little-moment.blogspot.com Patka; 2017-01-18

Eden. Nowy początek

Będę na ciebie czekał przy naszym źródle…
 
Arkadia, to kraina szczęścia i dostatku, ale dla Caldera i Eden, okazała się piekłem na ziemi. Po ogromnej tragedii, jaka miała miejsce we wspólnocie, w której spędzili całe swoje życie, próbują jakoś się pozbierać i uczą się żyć na nowo w zupełnie innym miejscu, ale tym razem, niestety osobno. Splot wydarzeń spowodował, że oboje myślą iż to drugie zginęło, co z kolei sprawia, że czują się martwi bez tej drugiej osoby. Zupełnie jakby zostawili serca w ciemnej, zalanej wodą piwnicy. Mijają lata pełne pustki i cierpienia i właśnie wtedy, kiedy oboje zaczynają godzić się z tym, że nigdy nie będą szczęśliwi, niespodziewanie dowiadują się, że przez cały ten czas byli dosłownie o krok od siebie. Druga szansa pojawia się niespodziewanie i jest na wyciągnięcie ręki, tylko czy bohaterowie mają w sobie dość sił by z niej skorzystać?
 
 Wiele się wydarzyło. Wiele upłynęło łez i równie dużo zmian zaszło w bohaterach . Chłopiec i dziewczyna, którzy pokochali się przy swoim sekretnym źródle już nie istnieją. Teraz są dorosłymi ludźmi, brutalnie odartymi z młodzieńczych marzeń i niewinności. Demony przeszłości wciąż atakują ich w snach i na jawie. Czy po takim czasie i po wszystkim, co przeszli mogą po prostu do siebie wrócić? A może patrzenie każdego dnia, na blizny tej drugiej osoby okaże się zbyt bolesne?
 
„Czy to nie zabawne, że wszyscy błąkamy się po tym zwariowanym świecie, a nasze historie i nasze cierpienia splatają się ze sobą, wpływają na siebie nawzajem i czasami wychodzi to na dobre, a czasami na złe?
 
Calder i Eden, których poznaliśmy w pierwszym tomie byli jeszcze dziećmi. Choć ich sytuacja była jednym słowem tragiczna, potrafili się w niej odnaleźć, mieli siłę by walczyć i ten wyjątkowy młodzieńczy optymizm, graniczący z naiwnością, który jednak bardzo w nich pokochałam. Tym razem musiałam poznać ich jednak na nowo, bo już nie są tymi radosnymi osobami co wcześniej. Są złamani zagubieni i nie potrafią uwierzyć w szczęśliwe zakończenie. Dlatego choć pozornie w tym tomie wszystko układa się wręcz niestosownie dobrze, nadal czuć w niej przeraźliwy smutek i obawę. Ponownie dostajemy słodko-gorzką opowieść, ale w nieco innym stylu niż poprzednio.
 
Kilka pierwszych rozdziałów czytałam z mocno bijącym sercem, niemal ze łzami w oczach i zaangażowałam się w nie do tego stopnia, że świat wokół przestał istnieć. Możliwe, że to końcówka „Caldera” wciąż miała moje serce we władaniu i byłam tak bardzo spragniona jakiegoś jasnego promyczka w tej historii, że chłonęłam dosłownie każde słowo. Dopiero później gdy trochę ochłonęłam z emocji, doszłam do wniosku, że autorka nie postarała się aż tak jak poprzednio i konsekwentnie dąży do czegoś cukierkowego, przesłodzonego i chwilami nawet nudnawego. Po przeczytaniu trzech jej książek widzę już pewien schemat i jeden znaczący mankament, który notorycznie się powtarza. W każdej powieści rozwinięcie, a więc sam środek, okazuje się przydługie, nieco nużące i pozbawione zwrotów akcji. Na szczęście jest jeszcze jedna zależność, którą zauważyłam. Po chwilowej ospałości i słodyczy przychodzi moment na potężny cios w samo serce zwany zakończeniem, w którym autorka rozpędza akcję do szaleńczego biegu i wrzuca bohaterów w prawdziwe tornado emocji. Tak więc, jeśli nawet jakimś cudem nie przypadnie wam do gustu proza Mii Sheridan, dajcie jej szansę, a zakończeniem całkowicie wyprowadzi Was z równowagi.
 
„Czasami odnosiłem wrażenie, że wiele piękna w życiu rodzi się z brzydoty. I jak odnaleźć w tym sens? Jak można być za coś wdzięcznym, skoro otrzymanie tego kosztowało tak wiele? A może właśnie to decydowało o prawdziwym pięknie- nadejście światła po czasie mroku? Może o to właśnie chodziło? Jeśli szuka się piękna jedynie tam, gdzie to oczywiste, tylko w najbardziej sprzyjających okolicznościach , to być może nie szuka się piękna wcale.
 
O CZYM?  „Eden” wieńczy dwutomowy cykl o uczuciu, które jest w stanie pokonać nawet najmroczniejsze demony, otworzyć oczy na świat i niemal wskrzesić do życia. To także opowieść o marzeniach, o tym jak ważne jest by uparcie dążyć do celu i nie poddawać się nawet kiedy wszystko wydaje się stracone. Choć w tym tomie dzieje się znacznie mniej i tak warto go poznać, bo jest brakującym elementem układanki, rzuca światło na wcześniej pominięte kwestie i daje odpowiedzi na niektóre dręczące pytania. Przede wszystkim warto go jednak poznać dla niesamowitych emocji i po to, by trochę ogrzać serce w pełnym nadziei cieple, które rozproszy mrok jaki pozostawił po sobie tom poprzedni.
beauty-little-moment.blogspot.com Patka; 2017-01-21

Getting Things Done, czyli sztuka bezstresowej efektywności. Wydanie II

Oszalałem na punkcie książek, które dotykają tematyki z pogranicza biznesu i rozwoju osobistego. Ich lektura sprawia wrażenie, że mówi do mnie wyłączność bardzo mądra osoba, która dzieli się latami swoich doświadczeń. Czytanie jest tak przyjemne, że aż uzależniające i stwarzające zarazem zagrożenie, że skończymy wyłącznie na czytaniu nie przechodząc do aktywnego działania. Zwłaszcza, gdy wymaga od ciebie drastycznych zmian takich jak metoda GTD właśnie. Zmian trudnych do wdrożenia (ale nie z powodu skomplikowania) i wymagających od ciebie silnej woli do czasu przyswojenia, ale jakże opłacalnych. David Allen zmienił życie setek tysięcy osób na świecie książką, która traktuje o metodach zarządzania swoimi myślami, pomysłami, działaniami i zadaniami tak, by wszystko co robimy miało większy sens i ułatwiało nam organizację naszego życia. Autor podaje konkretne działania układające się w konkretny system, ale na potrzeby tej recenzji podam kilka wyrwanych z kontekstu sposobów:

– Zapisywanie każdej myśli, którą uznajemy w danej chwili za ważną
– Robienie czynności, która zajmie nam do dwóch minut od razu
– Planowanie długofalowe i rozbijanie ich na pomniejszenie działania prowadzące do celu
– Sztuka selekcji każdego naszego pomysłu i usuwanie z listy zadań rzeczy, które po namyśle są jednak zbędne i do niczego nie prowadzą
– GTD sugeruje, aby trzymać wszystko w JEDNYM miejscu zamiast trzymać informacje w kilku różnych miejscach (żółtych karteczkach, na biurku, w domu itd)

Tak, o tym będzie w dużej mierze traktować ta pozycja. Nieco zaskakujący jest dla mnie osobiście fakt, że metodą prób i błędów przez całe swoje życie sformowałem dość podobny do GTD własny system efektywnego zarządzania zadaniami (moim notatnikiem w którym trzymam wszystkie dane jest Evernote, które zapewnia mi dostęp do moich notatek z dowolnego miejsca na ziemi i z dowolnego urządzenia). Może to w pewnym stopniu świadczyć więc o tym, że coś do czego dochodziłem latami masz na wyciągnięcie ręki. Książka stanowiła więc dla mnie cenne uzupełnienie i chętnie zaimplementowałem kilka z proponowanych pomysłów, ale dla ciebie, gdy jesteś niezorganizowaną osobą, może stanowić swoiste objawienie. Dodam, że GTD nie trzeba wykorzystywać w formie proponowanej przez autora, ale wykorzystywać do swoich potrzeb konkretne wskazówki jeśli masz już własne metody, które się sprawdzają.
Dla kogo ta lektura jest wręcz obowiązkowa? Dla wszystkich, którzy cierpią na nadmiar obowiązków, mają tyle pomysłów, że mają problem z utrzymywaniem ich wszystkich w głowie i lubią podkreślać, że wciąż brakuje im na wszystko czasu. Jeśli często odczuwasz stres z powodu nadmiaru obowiązków na twoich barkach i kończysz nadrabiając je weekendami to koniecznie po tę pozycję sięgnij. Wprowadza nas stopniowo i raczej nie ma szans, by zaimplementować całość
systemu za jednym zamachem, więc możliwe, że do pozycji będziecie wracać
wielokrotnie. Szczerze polecam, bo to zdecydowany game changer.

CECHY KSIĄŻKI:
– Jest bardzo techniczna, ale czyta się ją nadzwyczaj lekko
– Ponad 400 stron
– Prawdopodobnie będziesz do niej wracać kilkukrotnie
– Wymaga od ciebie aktywnego działania, aby lektura miała sens
jakzarabiacpieniadze.com.pl Mateusz Kiszło; 2016-07-11

Koszmar Morfeusza

Mam już za sobą nieco twórczości K.N. Haner, zarówno w powieściach wydanych, jak i tych publikowanych za pośrednictwem Wattpad. I mogę powiedzieć jedno – każda z lektur niesie za sobą sporą dawkę emocji, romansu, uniesień. Tak jest i tym razem, oczarowana zapowiedzią i okładką, z prawdziwą przyjemnością postanowiłam się zmierzyć z dalszymi losami Cassandry, Adama i Morfeusza.
Prawdziwie mroczny koszmar, z którego nikt nie chciałby się obudzić. Cass zapoczątkowała swoje stracenie jedną nocą w klubie z tajemniczym Morfeuszem. Reszta potoczyła się szybko, niespodziewanie i dość tragicznie dla niej samej. I gdy rządzi prawdziwe uczucie oraz emocje, można popełnić wiele błędów. Czy jest gotowa zaufać Adamowi? Ile jest w stanie dla niego znieść, by ochronić ich uczucie, a przede wszystkim jak to zrobić, by nie zgubić samej siebie? Morfeusz wydaje się nieugięty, ale przyciśnięty do muru robi wszystko, by ją uratować. Kto wygra w tej walce – Adam czy Morfeusz? Sprawę komplikują Starsi, a przede wszystkim Eros. Jego zainteresowanie przyniesie tylko tragedię i cierpienie. Zdaje się być podstępną konkurencją Morfeusza. Czy jednak Cass nabierze się na jego okrutne gierki i jakie poniesie konsekwencje? O tym trzeba się przekonać samemu. Sprawy się coraz bardziej komplikują, a mafia nie zapomina – nigdy nie wybacza.

Podsumowując: Niepowtarzalna. Emocjonalna. Szybkie poczytadło, które trafia prosto do serca. I choć wydawałoby się być zwykłym romansem, jakich wiele na rynku wydawniczym, ma w sobie coś urzekającego. Płakałam nad losami Cass, a po chwili chciałam wytargać ją za włosy, nakopać w tyłek za głupotę. Czego się jednak nie robi dla miłości, prawda? To jedna z tych książek, przy których nie można wysiedzieć spokojnie – tak rozsadzają wręcz czytelnika emocje. I choć w pierwszej chwili stwierdziłam, że Eros nie jest wcale taki straszny, czytając dalej dowiadywałam się, jak bardzo jest on zdeprawowany. To, co Adam zrobił na sam koniec sprawiło, że jeszcze długo po zamknięciu książki płakałam. Poświęcenie, jakie musieli ponieść bohaterowie łamie mi serce. A to tylko dowodzi, jak autorka gra na emocjach czytelnika. I już nie mogę się doczekać kolejnej części, by sprawdzić, jak naprawdę zakończy się historia Adama, Morfeusza, Cassandry i Tommiego.
smag-rekomendacje.blogspot.com Magda Lena; 2017-01-26

Być jak Superman. Teoria i praktyka osiągania niemożliwego

Być jak Superman. Teoria i praktyka osiągania niemożliwego. to książka dotycząca przepływu. I nie chodzi tu o spływającą wodę, tylko stan, w którym znajdujący się ludzie, „mogą więcej”.

Muszę przyznać, że od początku straszliwie irytowało mnie to słowo. Można wręcz powiedzieć, że nienawidzę słowa „przepływ”, które to zastępuje tak dobrze znane nam określenie „flow”. Krzywiłam się za każdym razem, gdy pojawiało się słowo na P. A z racji tego, że pojawiało się niemal co chwilę, to moja twarz była wykrzywiona jakbym przez całe popołudnie żuła cytryny.

Gdy jakoś udało mi się zaakceptować niefortunne słówko, uświadomiłam sobie inną rzecz. Po owej książce spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Liczyłam chyba na jakieś krótkie wytłumaczenie zjawiska, a następnie na prosty przepis na flow. Tak mi się wydaje. Choć to dość absurdalne, byłoby realne. Niestety, nie otrzymałam tego. W zamian dostałam coś, co może i było ciekawe, ale nie w takiej ilości.

Steven Kotler przez większość swojej publikacji opowiada o sportach ekstremalnych. Wiadomo, opisywane przez niego zjawisko jest często spotykane w tej dziedzinie. Jednakże autor trochę przesadza z ilością opowieści o kajakarzach snowboarderach czy innych skateboarderach. Streszcza ich historie, śledzi ich przygody, opisuje wydarzenia. Wszystko po to, by pokazać nam, jaki flow jest super. Za wszelką cenę chce przekonać nas do tego, że przepływ jest najwspanialszą rzeczą na świecie. Owszem, udaje mu się to, ale już na początku książki. Już w pierwszej części jestem zachwycona możliwościami jakie oferuje nam ten stan. Jestem zafascynowana, podoba mi się to co i jak mówi autor. Ale już wystarczy tych opowieści, już chce coś więcej, jakiś przepis, receptę, cokolwiek. Nie dostaję tego. W zamian czeka na mnie kolejna porcja historyjek. Te, choć w dalszym ciągu ciekawe, w tak dużych ilościach zaczynają mnie już nużyć a cała publikacja powoli mnie irytuje.

Choć otrzymałam trochę faktów, na które tak czekałam, jest tego zdecydowanie za mało. Proporcje są tutaj zaburzone, autorowi nie udało się wyważyć informacji istotnych i opowiastek po równo. Tych drugich jest za dużo, pierwszych cały czas mi brak.

Zastanawiałam się o co chodzi, dlaczego ta książka ma taką konstrukcję? Multum przypisów znajdujących się na końcu, prowadziło do różnorodnych publikacji. Aż miałam wrażenie, że to coś w stylu pracy dyplomowej, która okazała się być zdecydowanie za krótka, więc rozszerzono ją o opowieści. Bardzo, bardzo długo zastanawiałam się jaki jest tutaj cel, co autor chce osiągnąć, jaki jest target? Odpowiedź nadeszła w Posłowiu. A przynajmniej tak mi się wydaje, że ją znalazłam.

W Posłowiu Kotler odsyła nas na swoją stronę internetową, na swojego Facebook’a. Informuje nas na temat warsztatów jakie prowadzi. W zasadzie to rzeczy o których pisze w tym dziale, zajmującym zaledwie pół strony, informuje na gdzie znaleźć zagadnienia. Zagadnienia, które mnie interesowały i które spodziewałam się zagłębić już w tej lekturze. Niestety, nie było mi to dane. Mogę przegrzebać internet, pójść na warsztaty, poszperać na fejsie. Zatem wychodzi na to, że opowieści w książce nie były bezcelowe. One faktycznie miały zachęcić nas do zaznania przepływu. Przepływu, który będziemy mogli zaznać ucząc się, poznając jego tajniki. Ale nie tutaj. Nie w książce. Gdzieś tam, w internecie, w przestrzeni. To zdecydowanie nie to, o co mi chodziło, gdy sięgałam po tę publikację.

Nie mniej, jeśli jesteście ciekawi wyczynów sportowców. Jeśli fascynują Was sporty ekstremalne i historie o osobach, które je uprawiają, to jest to bardzo dobra książka dla Was. Jeśli sięgnęłabym po nią z takim właśnie nastawieniem, takim założeniem, byłabym zachwycona. Bowiem co jak co, ale Steven Kotler potrafi opowiadać o tych rzeczach w taki sposób, że aż mam chęć sięgnąć po deskę, wziąć rozbieg i ruszyć gdzieś w dal, śmigając po pobliskich ulicach.
agapilecka.pl Agnieszka Pilecka; 2016-12-22
Płatności obsługuje:
Ikona płatności Alior Bank Ikona płatności Apple Pay Ikona płatności Bank PEKAO S.A. Ikona płatności Bank Pocztowy Ikona płatności Banki Spółdzielcze Ikona płatności BLIK Ikona płatności Crédit Agricole e-przelew Ikona płatności dawny BNP Paribas Bank Ikona płatności Google Pay Ikona płatności ING Bank Śląski Ikona płatności Inteligo Ikona płatności iPKO Ikona płatności mBank Ikona płatności Nest Bank Ikona płatności Paypal Ikona płatności PayPo | PayU Płacę później Ikona płatności PayU Płacę później Ikona płatności Plus Bank Ikona płatności Płacę z Citi Handlowy Ikona płatności Płacę z Getin Bank Ikona płatności Płać z BOŚ Ikona płatności Płatność online kartą płatniczą Ikona płatności Santander Ikona płatności Visa Mobile
Bezpieczne płatności szyfrowane SSL