Recenzje
Dręczyciel
Dzisiaj chcę wam przybliżyć książkę „Dręczyciel”. Jest to pierwsza powieść z serii Fall Away autorstwa Penelope Douglas. Jest to bardzo emocjonalna książka o dojrzewaniu, przyjaźni, nienawiści, przebaczaniu i miłości.
To historia trudnego wchodzenia w dorosłość, kiedy sprawy na ogół proste i banalne okazują się być skomplikowane i nierealne do zrobienia.
Tate i Jared znają się od dzieciństwa. Kiedyś łączyła ich przyjaźń, byli sobie bardzo bliscy i ufali sobie nawzajem. Jednak wszystko się zmieniło, gdy mieli po czternaście lat. Po wakacjach Jared bez najmniejszego powodu zaczął dręczyć Tate. Upokarzał, poniżał, wyśmiewał, robił wszystko, aby zamienić jej życie w piekło i je zrujnować.
Tate miała dość takiego traktowania i postanawia wyjechać na cały rok szkolny do Paryża. Pobyt tam odmienił ją nie do poznania. Przestała być przerażoną, niepewną i zastraszoną dziewczyną, stała się pewną siebie, znającą swoją wartość kobietą, która jest gotowa stawić czoła czekających ją problemów. Była gotowa podnieść głowę i stawić czoło swojemu prześladowcy, wiedziała, że nie będzie łatwo.
Czy Tate się podda? Czy odnajdzie siłę do walki? Czy znajdzie w końcu swoją miłość? I co takiego się stało, że jej przyjaciel stał się jej Dręczycielem?
To historia trudnego wchodzenia w dorosłość, kiedy sprawy na ogół proste i banalne okazują się być skomplikowane i nierealne do zrobienia.
Tate i Jared znają się od dzieciństwa. Kiedyś łączyła ich przyjaźń, byli sobie bardzo bliscy i ufali sobie nawzajem. Jednak wszystko się zmieniło, gdy mieli po czternaście lat. Po wakacjach Jared bez najmniejszego powodu zaczął dręczyć Tate. Upokarzał, poniżał, wyśmiewał, robił wszystko, aby zamienić jej życie w piekło i je zrujnować.
Tate miała dość takiego traktowania i postanawia wyjechać na cały rok szkolny do Paryża. Pobyt tam odmienił ją nie do poznania. Przestała być przerażoną, niepewną i zastraszoną dziewczyną, stała się pewną siebie, znającą swoją wartość kobietą, która jest gotowa stawić czoła czekających ją problemów. Była gotowa podnieść głowę i stawić czoło swojemu prześladowcy, wiedziała, że nie będzie łatwo.
Czy Tate się podda? Czy odnajdzie siłę do walki? Czy znajdzie w końcu swoją miłość? I co takiego się stało, że jej przyjaciel stał się jej Dręczycielem?
Nie umiem sobie wyobrazić, żeby mój przyjaciel/ przyjaciółka nagle stała się moim wrogiem. Taka osoba wie o nas wszystko: sekrety, lęki, obawy oraz wie, co zaboli najbardziej.
Tate po powrocie z Paryża postanawia walczyć, ponieważ im bardziej spuszcza po sobie głowę tym bardziej jej były przyjaciel ją dręczy. Nowa postawa jej osobowości bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Tate zrozumiała w pewnym momencie swoje błędy i starała się wyciągnąć z nich wnioski i zacząć od nowa. Kawałek po kawałku zaczęła odmieniać życie Jareda i swoje.
Tate jest postacią nieco zagubioną, zastraszoną dziewczyną, która jednak walczy i wykazuje się nie lada odwagą. Bardzo podoba mi się w niej, że nie jest typową dziewczyną. Która z nas dziewczyn zna się dobrze na autach i lubi wyścigi samochodowe ? Ja i Tate! Tylko, że u mnie jest to spowodowane tym, że mam samych braci i bratanków, Tate po prostu to uwielbia. Nie jest pustą, pozbawioną morałów o blond włosach dziewczyną. Ma swój niepowtarzalny charakter i tą iskrę swojej charyzmy, nie boi się spuścić łomot chłopakowi. Czytając książkę cały czas próbowałam zrozumieć jej relację z Jaredem. Jest on dość skrytym bohaterem tej książki i to właśnie w nim z strony na stronę zachodziła przemiana. On walczył sam ze sobą, chciał być lepszym człowiekiem i chciał w swój nietypowy dla siebie sposób chronić Tate.
Tate po powrocie z Paryża postanawia walczyć, ponieważ im bardziej spuszcza po sobie głowę tym bardziej jej były przyjaciel ją dręczy. Nowa postawa jej osobowości bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Tate zrozumiała w pewnym momencie swoje błędy i starała się wyciągnąć z nich wnioski i zacząć od nowa. Kawałek po kawałku zaczęła odmieniać życie Jareda i swoje.
Tate jest postacią nieco zagubioną, zastraszoną dziewczyną, która jednak walczy i wykazuje się nie lada odwagą. Bardzo podoba mi się w niej, że nie jest typową dziewczyną. Która z nas dziewczyn zna się dobrze na autach i lubi wyścigi samochodowe ? Ja i Tate! Tylko, że u mnie jest to spowodowane tym, że mam samych braci i bratanków, Tate po prostu to uwielbia. Nie jest pustą, pozbawioną morałów o blond włosach dziewczyną. Ma swój niepowtarzalny charakter i tą iskrę swojej charyzmy, nie boi się spuścić łomot chłopakowi. Czytając książkę cały czas próbowałam zrozumieć jej relację z Jaredem. Jest on dość skrytym bohaterem tej książki i to właśnie w nim z strony na stronę zachodziła przemiana. On walczył sam ze sobą, chciał być lepszym człowiekiem i chciał w swój nietypowy dla siebie sposób chronić Tate.
„Wczoraj trwa wiecznie.
Jutra nie ma.
Dopóki nie zjawiłaś się ty.”
Jutra nie ma.
Dopóki nie zjawiłaś się ty.”
Książka mnie pozytywnie zaskoczyła. Na samym początku za bardzo się
Książka ta będzie miała swoją premierę 15 lutego 2017.
Oceniam tą książkę w skali na 8/10
ksiazkowe-wyznania.blogspot.com Dominika Starzyk
Kurza twarz! Przeklinanka kolorowanka antystresowa
Kolorowanki, malowanki oraz wyklejanki od zawsze kojarzyły mi się z zabawą dla małych dzieci. Szczerze mówiąc sama raczej nie przepadałam za taką formą rozrywki, nigdy nie byłam na tyle cierpliwa i dokładna, żeby nie przekraczać tych wszystkich linii, także szybko znajdowałam sobie inne zajęcia. Będąc już dorosłą kobietą, która prowadzi dość stresujący tryb życia, postanowiłam poszukać sposobu, aby zwolnić na chwilę, zająć się na spokojnie jedną czynnością, która pozwoli mi się oderwać od pracy i zrelaksować. Takim właśnie sposobem, przeglądając naszego bloga MoznaPrzeczytac.pl trafiłam na recenzje różnego typu kolorowanek dla dorosłych, na przykład „Pokoloruj swój świat! Wzory relaksacyjne„, czy też bardzo ciekawa zabawa – łączenie kropek w „Połącz kropki. Niesamowite miejsca„. Zachęcona dobrymi recenzjami książek, postanowiłam sięgnąć po podobną. Mój wybór padł na nowość wydawnictwa Helion „Przeklinanka kolorowanka antystresowa”.
Autorka Joanna Star Czupryniak z zamiłowana jest ilustratorką, rysowniczką oraz projektantką mody. Jej prace są ozdobą wieku mieszkań oraz domów na całym świecie. „Przeklinanka…” nie jest pierwszą tego typu publikacją autorki, pani Czupryniak wydała wcześniej kolorowankę „Koty dziwaki”. Jest również autorką murali w różnych instytucjach oraz lokalach prywatnych.
Instrukcja obsługi książki jest bardzo prosta i najlepiej opisuje ją sama autorka:
„Ta książka jest prosta w użyciu. Kolorujesz klnąc pod nosem, głośno lub w myślach. Możesz nie kolorować, możesz nie kląć. Możesz to robić – lub nie – sam albo w towarzystwie. Strony z zadaniami nie są obowiązkowe. Strony z części filmowej mogą Cię wkurzyć, jeżeli nie wiesz, z którego filmu pochodzi czytany tekst. Wtedy krzycz, wtedy klnij. Możesz również nie krzyczeć. Chyba tak. Kolorować jednak powinieneś. Lub nie.”
Bardzo trafny opis nieprawdaż? Jak już pewnie zdążyliście się zorientować publikacja podzielona jest na dwie główne części: przeklinankową i filmową. W pierwszej mamy bardzo ciekawe wizualizacje popularnych, i tych trochę mniej, przekleństw oraz powiedzonek. Moim ulubionym jest „Chyba Cię Bóg opuścił” (...)
(...) Drugim dość ciekawym przykładem jest „Niech Cię drzwi ścisną!” i tutaj drzwi z niezwykle długimi rękami ściskające człowieka.
Pewnie zastanawiacie się teraz, czy „Przeklinanka…” zawiera ilustracje do prawdziwych i mocnych przekleństw, powiem Wam, że tak, ale to już musicie sami zajrzeć, żeby się przekonać, jak zilustrowała je autorka. Na zachętę powiem, że bardzo ciekawie!
Drugą częścią publikacji jest dodatek dla kinomaniaków, czyli subiektywny przegląd cytatów filmowych.
Nie mogło zabraknąć tutaj klasyków jak między innymi „Niech moc będzie z Tobą” – zgadnijcie jaki rysunek można tutaj dodać?? Właśnie tak! Imprezowicz, chyba po ciężkiej nocy z kilkoma pustymi i pełnymi butelkami przed sobą, rzeczywiście potrzebuje mocy. Albo drugi „Houston, mamy problem!”, gdzie widzimy w rakiecie kolejkę astronautów do toalety na której widnieje napis AWARIA. Zakochałam się w poczuciu humoru i interpretacjach Pani Czupryniak. Autorka, według mnie ma niezwykle rozwinięty talent rysowniczy. Czekam z niecierpliwością na kolejne publikacje. Dzięki tej, nie tylko pośmiałam się z przemawiających rysunków, ale przede wszystkim odstresowałam, zrelaksowałam i wyciszyłam. Pokolorowanie jednego obrazka zajmuje mi około 2 godzin, można to zrobić oczywiście szybciej, ale ja starałam się pracować dokładnie i bez pośpiechu, aby końcowy efekt był zadowalający. Dodatkową korzyścią z przerobienia książki jest to, że teraz, kiedy myślę o powiedzeniu komuś na przykład – spadaj na drzewo – to w mojej głowie od razu pojawia się scena jak ten osobnik ląduje na drzewie i powstrzymuje się od komentarza z uśmiechem na twarzy.
Komu więc poleciłabym tę książkę? Chyba wszystkim dorosłym z poczuciem humoru i niebojącym się przekleństw. Będzie to wspaniały pomysł na prezent lub też pozycja dla nas samych. Wydaje mi się, że każdy z nas chętnie zatrzyma się w zgiełku dnia codziennego na chwilę relaksu z kredką w ręku.
Autorka Joanna Star Czupryniak z zamiłowana jest ilustratorką, rysowniczką oraz projektantką mody. Jej prace są ozdobą wieku mieszkań oraz domów na całym świecie. „Przeklinanka…” nie jest pierwszą tego typu publikacją autorki, pani Czupryniak wydała wcześniej kolorowankę „Koty dziwaki”. Jest również autorką murali w różnych instytucjach oraz lokalach prywatnych.
Instrukcja obsługi książki jest bardzo prosta i najlepiej opisuje ją sama autorka:
„Ta książka jest prosta w użyciu. Kolorujesz klnąc pod nosem, głośno lub w myślach. Możesz nie kolorować, możesz nie kląć. Możesz to robić – lub nie – sam albo w towarzystwie. Strony z zadaniami nie są obowiązkowe. Strony z części filmowej mogą Cię wkurzyć, jeżeli nie wiesz, z którego filmu pochodzi czytany tekst. Wtedy krzycz, wtedy klnij. Możesz również nie krzyczeć. Chyba tak. Kolorować jednak powinieneś. Lub nie.”
Bardzo trafny opis nieprawdaż? Jak już pewnie zdążyliście się zorientować publikacja podzielona jest na dwie główne części: przeklinankową i filmową. W pierwszej mamy bardzo ciekawe wizualizacje popularnych, i tych trochę mniej, przekleństw oraz powiedzonek. Moim ulubionym jest „Chyba Cię Bóg opuścił” (...)
(...) Drugim dość ciekawym przykładem jest „Niech Cię drzwi ścisną!” i tutaj drzwi z niezwykle długimi rękami ściskające człowieka.
Pewnie zastanawiacie się teraz, czy „Przeklinanka…” zawiera ilustracje do prawdziwych i mocnych przekleństw, powiem Wam, że tak, ale to już musicie sami zajrzeć, żeby się przekonać, jak zilustrowała je autorka. Na zachętę powiem, że bardzo ciekawie!
Drugą częścią publikacji jest dodatek dla kinomaniaków, czyli subiektywny przegląd cytatów filmowych.
Nie mogło zabraknąć tutaj klasyków jak między innymi „Niech moc będzie z Tobą” – zgadnijcie jaki rysunek można tutaj dodać?? Właśnie tak! Imprezowicz, chyba po ciężkiej nocy z kilkoma pustymi i pełnymi butelkami przed sobą, rzeczywiście potrzebuje mocy. Albo drugi „Houston, mamy problem!”, gdzie widzimy w rakiecie kolejkę astronautów do toalety na której widnieje napis AWARIA. Zakochałam się w poczuciu humoru i interpretacjach Pani Czupryniak. Autorka, według mnie ma niezwykle rozwinięty talent rysowniczy. Czekam z niecierpliwością na kolejne publikacje. Dzięki tej, nie tylko pośmiałam się z przemawiających rysunków, ale przede wszystkim odstresowałam, zrelaksowałam i wyciszyłam. Pokolorowanie jednego obrazka zajmuje mi około 2 godzin, można to zrobić oczywiście szybciej, ale ja starałam się pracować dokładnie i bez pośpiechu, aby końcowy efekt był zadowalający. Dodatkową korzyścią z przerobienia książki jest to, że teraz, kiedy myślę o powiedzeniu komuś na przykład – spadaj na drzewo – to w mojej głowie od razu pojawia się scena jak ten osobnik ląduje na drzewie i powstrzymuje się od komentarza z uśmiechem na twarzy.
Komu więc poleciłabym tę książkę? Chyba wszystkim dorosłym z poczuciem humoru i niebojącym się przekleństw. Będzie to wspaniały pomysł na prezent lub też pozycja dla nas samych. Wydaje mi się, że każdy z nas chętnie zatrzyma się w zgiełku dnia codziennego na chwilę relaksu z kredką w ręku.
moznaprzeczytac.pl Barszczyk; 2017-02-06
Kurza twarz! Przeklinanka kolorowanka antystresowa
Moda na kolorowanie (nawet przez dorosłych) nigdy nie odeszła w niepamięć. Jednakże w tej chwili na rynku wydawniczym jest zatrzęsienie różnego rodzaju kolorowanek. Obecnie jest taki wybór w księgarniach, że każdy znajdzie coś dla siebie. Inna pozycja dla fanów Harrego Pottera, inna dla miłośników Władcy Pierścienia, a teraz także znalazło się coś dla mocno zestresowanych ludzi pracy.
Recenzję takiej kolorowanki właśnie czytacie. To całkiem nowa pozycja na rynku wydawniczym w Polsce. Jej autorką jest Joanna Star Czupryniak - ilustratorka, rysowniczka i projektantka mody. Możecie kojarzyć projekty tej Panią z innej kolorowanki - Koty Dziwaki, a także z murali w kilku instytucjach i lokalach prywatnych.
W Przeklinance znajdziecie bardzo wiele ciekawych i zaskakujących projektów do pokolorowania. Wyróżnia ją dość nietypowa tematyka rysunków. Jest to pozycja do maksymalnego odstresowania po naprawdę ciężkim dniu. Na jej kartach znajdują się ryciny i teksty nawiązujące do popularnych filmów oraz najprościej mówiąc przekleństwa. Tych ostatnich jest dość sporo w Przeklinance, jednak nie są one szczególnie wulgarne (poza małymi wyjątkami). Jak głosi napis na okładce, ta kolorowanka jest raczej dla dorosłych osób. Osobiście nie polecałbym jej na prezent dla dziecka. Po pierwsze ze względu na znajdujące się w środku przekleństwa, ale również dlatego, że młody osobnik nie zrozumie pewnych aluzji i odniesień. Szczególnie jeśli chodzi o tę część Przeklinanki z cytatami filmowymi.
Jak widać ja już rozpoczęłam odstresowanie z Przeklinanką. Jest ona naprawdę ładnie wydana i co dla mnie ważne bardzo praktycznie, ponieważ jest tak zszyta, że możemy ją bez problemu otworzyć na dowolnej stronie i cieszyć się rysunkami, nawet w najmniejszym kąciku. W trakcie kolorowania Przeklinanka nie zamyka się, nie potrzebujemy więc żadnych ciężarek na rogach. Pod względem praktyczności - pozycja na medal. To co znajdziemy w środku też powinno (prawie) każdego usatysfakcjonować. Ciekawe i oryginalne rysunki, oraz nawiązania do zwrotów, które weszły do języka potocznego, ale nie są do końca przekleństwami.
Wewnątrz znajdują się naprawdę ładne rysunki. Cechuje je prosta kreska i ogólnie prostota, ale całość bardzo fajnie współgra ze sobą. Projekty przygotowane przez autorkę są dość łatwe do pokolorowania i nie powinny nikomu sprawić trudności. Kolorowanka ma być przyjemnością, a nie powodem do kolejnego stresu i to zadanie w pełni spełnia Przeklinanka. Ze swojej strony - bardzo polecam!
Recenzje-sophie.blogspot.com Gabriela Wnuk
Making Faces
Czekałam na tę książkę jak mała dziewczynka od momentu, kiedy tylko ujrzałam ją w zapowiedziach styczniowych co było paradoksem zważając na fakt, że kilka dni wcześniej uznałam, iż wszelkie romanse zaczynają wypadać z moich łask i stają się zbyt sztampowe, a charaktery głównych bohaterów są za bardzo podobne do siebie, jednocześnie będąc bezpłciowymi oraz mało interesującymi przy bliższym poznaniu. Na Making faces zdecydowałam się z powodu opisu; wskazywał on bowiem na historię świeżą, nie przesądzoną starymi, zakorzenionymi już schematami, ale czy da się zrezygnować z czegoś co na dobre przyjęło się wśród czytelników i sprzedaje się, jakby było nowo odkrytą tendencją czy niewykorzystanym jeszcze tematem?
Początek tej książki wręcz mnie zabolał. Nie był źle napisany, ale z wygórowanych oczekiwań o niekonwencjonalnej fabule, nie spodziewałam się dostać brzydką dziewczynę oraz chłopaka idealnego pod każdym względem; jest wysoki przez co góruje nad innymi o dobre dwadzieścia centymetrów, silny, postawny, kilkukrotny mistrz w zapasach, całkiem nieźle radzi sobie z futbolem, piecze bułki i inne ciasteczka w piekarni ojca, ma cudowny głos i uwaga - cytuje dziewczynie Szekspira! Ambrose Young był tak wyidealizowany, że zaczęłam się zastanawiać czy na pewno się nie zawiodę. W końcu historia sama w sobie była dobra, ale ja nie chciałam jedynie poprawnej opowieści, a coś ponad to. Coś gdzie w końcu facet nie będzie jednym wielkim marzeniem, które w realnym świecie nigdy się miałoby się okazji ziścić.
Bycie niepokonanym wiąże się z dużą presją.
Rudowłosa Fern myśli o chłopaku jak o nieskazitelnym superbohaterze, kiedy więc jej o wiele ładniejsza koleżanka Rita postanawia poderwać zapaśnika wysyłając mu liścik nie tylko czuje ukłucie zazdrości, ale w końcu też daje się wciągnąć w rolę swatki, która układa literki w odpowiednie słowa, a te formują się w zgrabne zdania. W ten sposób pomaga przyjaciółce przyciągnąć uwagę przystojniaka. Małe zwijki papieru wędrują z szafki do szafki zamieniając się w intymne wymiany poglądów między Fern a Ambrose'm. Wszystko wygląda jak w barwnym sitcomie, póki Young nie dowiaduje się prawdy - wówczas czuje się oszukany i natychmiast zrywa kontakt z obydwoma dziewczynami. Po kilku miesiącach wraz z czterema przyjaciółmi zaciąga się do wojska. Wiele się zmienia, gdy wraca do rodzinnego miasta nie z najbliższymi kumplami, a sam i to z pokiereszowaną twarzą, wyrzutami sumienia, brakiem pewności siebie jaką dotąd miał oraz faktem, że to za jego namową ta czwórka przyjaciół wyjechała do Iraku.
To co już od początku było finezyjnie wykonane przez Amy Haromon to nie historia, która zaskakuje (bo jak mówiłam ta mnie wręcz napawała grozą), ale płynność z jaką przechodzi z teraźniejszości do retrospekcji uzupełniających fabułę na wielu płaszczyznach. Bohaterowie stają się bardziej dopracowani, natomiast wydarzenia nabierają więcej sensu... Równocześnie wzdychania Fern stają się nie tak irytujące jakby mogły, gdy wszystko okraszone jest tak ładnym językiem Amy, który mnie wręcz uwiódł - choć nie wiem czy to odpowiedni dobór słów. Będąc już przy pochwałach, ta należy się też samej tłumaczącej Making faces, Joannie Sugiero. Podczas czytania wielokrotnie myślałam nad tym jak dobry mógłby to być materiał filmowy - wystarczyłoby kilka drobnych poprawek i powstałby hit romantyczny na miarę I wciąż ją kocham (pewnie nawet lepszy, bo przy wspomnianej ekranizacji nie wytrzymałam zbyt długo).
Może Ambrose na początku był wyidealizowany, a Fern rozgoryczona, lecz prawdziwym, mocnym charakterem od pierwszych linijek był tu syn trenera zapasów - Bailey. Chłopak jeździł na wózku, lekarze mówili mu, że nie dożyje dwudziestu jeden lat, a on był tak bardzo pozytywny... I nie mówię tu o pretensjonalnej radości wyciekającej uszami. Baileya zarysowano tak autentycznie, że jego zachowanie wydawało się być wyjęte z codziennego obrazka, a przynajmniej chciałabym, by tym odznaczali się ludzie pozornie uznani na straty. Żadnego biadolenia, miodu, listy rzeczy do zrobienia, gdzie każdy podpunkt uwzględnia alkohol, seks lub dragi tylko bezpośredniość, szczerość i prawdziwe przemyślenia warte uwagi Szekspira.
Myślę, że czasami piękna twarz też jest taką fałszywą reklamą.
Wrócę jednak jeszcze na chwilę do historii, która na początku tak bardzo mnie ukuła swoją powszechnością. Treść podzieliłabym na trzy etapy przed wojskiem / w wojsku i najbliższe miesiące po nim / wszystko co później. Sekcja przed jak mówiłam była zwyczajna i na szczęście również najkrótsza. Usiana ładnymi retrospekcjami, dużą ilością fali miłości Fern do Ambros'ea, lecz nadal nic specjalnego. Człon w wojsku i najbliższe miesiące po nim... Tutaj się na chwilę zatrzymam. Jest taki moment, kiedy wybucha bomba i choć wiedziałam, że to się wydarzy to sam moment napięcia przyprawił mnie o gęsią skórkę. Nie wiem jak Harmon tego dokonała, ale namacalnie czułam niepokój towarzyszący bohaterom. Natomiast krótki czas po tragedii oraz trauma akompaniująca takim przeżyciom została opisana w krótkich zdaniach, zachowaniu bohatera, ale zwięźle i krótko. To jednak wystarczyło, bym wiedziała co się dzieję z byłym żołnierzem. Ostatni człon jest istną mieszanką... wszystkiego. Nieco romantycznego, czułego związku niemal nieróżniącego się z innych powieści, ale wtórują mu ciężkie przeżycia, wspominania i ten język, o którym piszę już po raz któryś z kolei. Wybaczcie.
Wrócę jednak jeszcze na chwilę do historii, która na początku tak bardzo mnie ukuła swoją powszechnością. Treść podzieliłabym na trzy etapy przed wojskiem / w wojsku i najbliższe miesiące po nim / wszystko co później. Sekcja przed jak mówiłam była zwyczajna i na szczęście również najkrótsza. Usiana ładnymi retrospekcjami, dużą ilością fali miłości Fern do Ambros'ea, lecz nadal nic specjalnego. Człon w wojsku i najbliższe miesiące po nim... Tutaj się na chwilę zatrzymam. Jest taki moment, kiedy wybucha bomba i choć wiedziałam, że to się wydarzy to sam moment napięcia przyprawił mnie o gęsią skórkę. Nie wiem jak Harmon tego dokonała, ale namacalnie czułam niepokój towarzyszący bohaterom. Natomiast krótki czas po tragedii oraz trauma akompaniująca takim przeżyciom została opisana w krótkich zdaniach, zachowaniu bohatera, ale zwięźle i krótko. To jednak wystarczyło, bym wiedziała co się dzieję z byłym żołnierzem. Ostatni człon jest istną mieszanką... wszystkiego. Nieco romantycznego, czułego związku niemal nieróżniącego się z innych powieści, ale wtórują mu ciężkie przeżycia, wspominania i ten język, o którym piszę już po raz któryś z kolei. Wybaczcie.
Złapałam się na fakcie, że w pewnej scenie akcja wydawała mi się przeskalowana, jak gdyby pochodziła z filmów inspirowanych latami 70-tymi; tam są takie fascynujące sceny walk mające tyle wspólnego z realizmem co ja z Joanną Krupą. Za to w innym momencie było za słodko i za zwyczajnie, co wcale nie odejmuje uroku całej lekturze, bo choć nie jest wyważona idealnie niczym film nominowany do Oscara (swoją drogą i ich poziom podobno spada) to jednak ma sentencje oraz coś co lubię szczególnie - budowę, gdzie mało istotne szczególiki w późniejszym etapie rozwoju fabuły składają się na konkretną całość i tworzą pełen obraz charakteru, relacji itp.
Ostatni, malutki atut na koniec to nawiązania do mitologii oraz wiary. Nie wszyscy docenią smaczek, ale mi bardzo się podoba taki zabieg; tym bardziej, że książka zaczyna się od pewnej informacji o Herkulesie i również nią kończy co ładnie spaja całość. W aspekcie wiary natomiast mam przeczucie, że autorka często z niej korzysta (patrz na tytuł jej innych książek; Pieśń Dawida, Prawo Mojżesza).
Gdy się komuś długo przyglądasz, przestajesz widzieć doskonały nos albo proste zęby. Przestajesz widzieć bliznę po trądziku i dołek na brodzie. Te cechy zaczynają się zamazywać, a ty nagle widzisz kolory i to, co kryje się w środku, a piękno nabiera zupełnie nowego znaczenia.
I choć nadal nie rozumiem mody zapoczątkowanej przez publikatorów książek Colleen Hoover na pozostawianie tytułów w ich pierwotnej, angielskiej wersji to jednak posunę się do dwóch odważnych stwierdzeń na temat samej książki oraz jej autorki. Harmon ma zadatek na bycie drugą Hoover, a historia Fern oraz Ambrose'a może nawet pod koniec roku zostanie ogłoszona jedną z tych, które najbardziej polubiłam, jeśli nie ogólnie to przynajmniej w rubryczce romanse ze względu na swoją oryginalność, która pojawiła się... z czasem.
I choć nadal nie rozumiem mody zapoczątkowanej przez publikatorów książek Colleen Hoover na pozostawianie tytułów w ich pierwotnej, angielskiej wersji to jednak posunę się do dwóch odważnych stwierdzeń na temat samej książki oraz jej autorki. Harmon ma zadatek na bycie drugą Hoover, a historia Fern oraz Ambrose'a może nawet pod koniec roku zostanie ogłoszona jedną z tych, które najbardziej polubiłam, jeśli nie ogólnie to przynajmniej w rubryczce romanse ze względu na swoją oryginalność, która pojawiła się... z czasem.
Wielopasja.blogspot.com Dominika Kozioł
Prawo Mojżesza
„ Prawo Mojżesza „ to moje pierwsze spotkanie z autorką , ale wiem , że na pewno nie ostatnie. Już przymierzam się do przeczytania jej kolejnej książki. O książce było naprawdę głośno , w blogosferze, jak i na YouTube. Jak śledzicie mnie to wiecie , że ja przeważnie po takie pozycje sięgam, gdy cały szum delikatnie opadnie. Teraz również cieszę się , że nie wzięłam się za tę powieść w tamtym roku.
W książce poznajemy Georgie, która uwielbia konie jest miłą i pogodną dziewczyną. Gdy na farmie pojawia się Mojżesz, kobieta staje się czujna, ale z niewiadomych względów ciągnie ją do tego pełnego złości i sprzecznych emocji chłopaka. Mojżesz nazywany jest przez każdych wandalem, mordercą oraz dzieckiem cracku. Dziecko porzucone w koszu na pranie zostaje znalezione i nazwane imieniem biblijnym. Tylko że chłopak wcale nie miał nic wspólnego z tamtym Mojżeszem. Jednak życie mężczyzny nie jest wcale takie kolorowe. Prześladują go zmarli, z którymi sam sobie nie radzi. Odkrywa coraz to nowsze zagadki, które w jakiś sposób są z nim powiązane.
Fajne w tej powieści jest to, że autorka pokazuje nam myśli Georgii oraz Mojżesza. Takie książki najbardziej lubię, gdyż od razu możemy wczuć się w jednego, jak i drugiego bohatera. Poznać ich myśli, jak i zrozumieć ich zachowanie. Autorka podzieliła książkę na „przed” i „po „. Na początku widzimy jak nasi bohaterowie się do siebie zbliżają , co się dzieje w ich życiu. W rozdziale Po mamy wydarzenia aż 7 lat później, przez co widzimy jak nasi bohaterowie zmienili się , oraz jak starają rozwiązać się mroczne tajemnice, które ich otaczają. Dużym plusem tej opowieści są jej bohaterowie widać, że autorka dobrze przemyślała wykreowanie swoich bohaterów, którzy są idealnie zrobieni, gdy czytamy mamy wrażenie jak byśmy ich znali. Pełne uczuć, barw i wyrazistości.
Książka „ Prawo Mojżesza „ to naprawdę obiecująca i dobrze napisana historię. Chociaż przez pierwszą połowę książki nie do końca umiałam zgrać się z głównymi bohaterami. Teraz śmiało mogę powiedzieć, że ich kocham zarówno jednego, jak i drugiego. Książka nie jest wesoła, jest w niej żal, ból, strata bliskiej osoby. Nie jest to typowa młodzieżówka, w której na każdym kroku dostaniemy płomienny romans. Ale czy książka nie ma Happy End, o tym musicie się przekonać sami.
Zaczytanamarzycielka8.blogspot.com Anna Tymińska