Recenzje
O sztuce bycia z innymi. Dobre maniery na nowy wiek
Savoir-vivre współcześnie jest odbierany jako zmurszały kodeks, który raczej komplikuje życie. Psychoterapeutka Renata Mazurowska wspólnie z socjologiem Tomaszem Sobierajskim przekonuję, że przeciwnie - te zasady zostały stworzone po to, by życie nam ułatwiać
W książce "O sztuce bycia z innymi. Dobre maniery na nowy wiek" zauważasz, że w dzisiejszych czasach praktycznie nie ma już elit, dlatego właśnie warto przypomnieć sobie podstawowe zasady. Czy nie przydałoby się jednak ich uwspółcześnienie?
Rzeczywiście, dawniej obowiązujące zasady mogą się wydawać dzisiaj niekiedy zbyt formalne. Przyznam, że ja sama nie znam wszystkich zbyt dobrze i kieruję się raczej intuicją. Reprezentuję w książce "dziewczynę z ludu" (śmiech), Tomek jest tym dobrze wychowanym, obeznanym z kindersztubą. Oboje doszliśmy do wniosku, że współcześnie nie tyle jest ważne, czy szparagi można kroić nożem albo czy powiedzenie "smacznego" jest nietaktem wobec gospodarza serwującego obiad, tylko że nie jesteśmy zbiorem wysp, na których każdy stanowi o sobie, lecz wspólnotą, całością - i dlatego dobrze jest wzajemnie się rozumieć i porozumiewać się jednym językiem. Takim językiem może być zbiór zasad, ale rzeczywiście już niekoniecznie typu "jak jeść kraba", tylko jak żyć z innymi, by wszystkim było przyjemniej. Stąd też tytuł: "O sztuce bycia z innymi" - bo bycie w zgodzie z innymi, bycie uważnym na innych jest dziś nie lada sztuką, w świecie nastawionym na jednostki, na bycie w centrum zainteresowania.
Mam wrażenie, że w książce trochę ścierają się wasze podejścia: socjologa i zwolennika kindersztuby i terapeutki będącej nie zawsze za "supergrzecznym", ale za to asertywnym podejściem do innych, a zwłaszcza gości. Czy grzeczność powinna mieć swoje granice?
Można powiedzieć, że przybraliśmy role dobrego (Tomek) i złego (ja) policjanta. Ja jestem za tym, żeby być grzecznym, ale jednak nie "za" grzecznym, czyli nie wtedy, gdyby się to miało odbywać własnym kosztem. Nie tylko gospodarz ma obowiązki, ale i goście. Asertywność często utożsamiana jest z mówieniem "nie", a nawet z agresją, podczas gdy zachowania asertywne to takie, które uwzględniają naszą różnorodność i prawo do tej odmienności. Zgodnie z zasadą "ja jestem OK i ty jesteś OK". Dlaczego to takie ważne, by nie zaniedbywać swoich potrzeb, by się nie poświęcać? Dlatego że pozwalanie na przekraczanie własnych granic zawsze prowadzi do frustracji, złości i cierpienia. A stąd już tylko krok do agresji.
Zasady savoir-vivre'u bywają też dla nas swego rodzaju batem do smagania innych - pouczania i zawstydzania. Jak zwracać uwagę bez poczucia wyższości czy pretensji?
Pomocna będzie ta asertywność, czyli życzliwa, aczkolwiek stanowcza łagodność - choć oczywiście nie gwarantuje ona sukcesu. Jeśli sprawa jest dla nas bardzo ważna, łączy się z tym, w co wierzymy, jakie wartości wyznajemy, to asertywność często nie
Renata Mazurowska psychoterapeutka,trenerka umiejętności osobistych, prowadzi grupy wsparcia dla kobiet, związana z Ośrodkiem Terapii i Edukacji Psychologicznej w Warszawie jest możliwa albo nie jest możliwa w tym momencie, bo emocje są silniejsze. I tak też jest OK. Gdy sytuacja nas przerasta, najlepiej zrobić sobie przerwę, zdystansować się, wziąć kilka oddechów i powrócić do tematu po chwili czy też innego dnia, już na spokojnie. Dążąc do rozwiązania problemu, a nie wykazania, kto miał rację. Buddyści w takich sytuacjach polecają kierować się pytaniem:
"Jakie to będzie mieć znaczenie za trzysta lat?". To czasem bardzo pomaga. Zakładajmy, że druga strona chce dobrze, a nieporozumienie wynika z niezrozumienia siebie nawzajem i intencji drugiej strony. Oczywiście, nie mam na myśli sytuacji ekstremalnych, agresywnych.
Dlaczego - z psychologicznej i społecznej perspektywy - warto być miłym i uprzejmym wobec innych? Bo tak lepiej i przyjemniej się żyje. A życie nierzadko jest trudne - ponosimy różne straty, spotykają nas kłopoty, choroby, wokół dzieją się rzeczy, które nam się nie podobają, a na które nie mamy wpływu. A na to, jak się zachowamy - mamy wpływ. To od nas zależy, w jaki sposób budujemy swój świat - czy on jest przyjazny dla innych i dla nas samych, czy nie. Czy skupiamy się na tym, co dobre, czy na tym, co złe. Uśmiech - na ogół -wywołuje uśmiech. To po pierwsze. Po drugie, sieć relacji społecznych, rodzinnych, przyjacielskich i sąsiedzkich jest wielkim wsparciem dla każdego, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych, stresujących, w chorobie. Szybciej pomożemy komuś, kogo lubimy, kto jest dla nas ważny, z kim jesteśmy blisko. I możemy też liczyć wówczas na wzajemność. Oczywiście iluzją byłoby wierzyć, że mamy jakąś gwarancję, ale przynajmniej zwiększamy prawdopodobieństwo. Nie uda nam się być w zgodzie z całym światem, ale na pewno z wieloma osobami będzie to możliwe, jeśli tak postanowimy i świadomie o to zadbamy, do czego zachęcam.
Magazyn SENS
O sztuce bycia z innymi. Dobre maniery na nowy wiek
GRUNT TO MANIERY
Czy w dobie Facebooka i powierzchownych kontaktów nadal obowiązuje zasada "panie przodem"? Czy ubiór wciąż coś o nas komunikuje, czy może być niezależnie od sytuacji dowolny? Ciekawy tekst i świetne rysunki 10-letnich ilustratorek, Mai i Leny.
Grazia
Słodkie sekrety, czyli bezglutenowe, roślinne historie pisane lukrem
Życie smakosza obfituje we wspaniałe wrażenia...
A fantastyczne doznania kulinarne nie kończą się na jajkach i mleku!
Alergie i nietolerancje pokarmowe to jedne z najczęściej spotykanych problemów naszej cywilizacji. Mleko, jajka, gluten, orzechy, owoce i przyprawy — wszystko to pewnego dnia może okazać się zakazane dla Ciebie lub Twoich bliskich.
Można się wówczas załamać i skazać na życie w kulinarnej próżni. Można — ale nie trzeba! Ba, to może być nawet początek fascynującej podróży po nowych smakach i pysznych, niecodziennych ich połączeniach. Wspaniałym przewodnikiem po tej krainie jest Weronika Madejska, autorka nagradzanego bloga Natchniona.pl i bestsellerowej książki Bez glutenu. Bez wyrzeczeń. Tym razem poprowadzi Cię przez świat wegańskich deserów na każdą porę roku.
Jak przygotować bezjajeczne bezy i roślinny biszkopt? Czym różni się mleko kokosowe od śmietany kokosowej? Z czego zrobić polewę czekoladową dla alergika? Jak przyrządzić wegańskie naleśniki? Czego potrzeba do zrobienia roślinnego jogurtu? To wszystko znajdziesz we wprowadzeniu do książki. W dalszej części odkryjesz fantazyjne, wyszukane sposoby łączenia składników, przepisy na babeczki, kruche ciastka z owocami, kolorowe smoothie, lody, owocowo-warzywne koktajle, bułeczki drożdżowe i mazurki, sorbety i jagodzianki, pierogi i musy, gofry, konfitury, lemoniady, torty i szarlotki... Słowem, wszystko dla prawdziwego łasucha. W dodatku zdrowe, słodkie, choć bez cukru, i dające pole do popisu domowym eksperymentatorom kulinarnym.
Daj się ponieść przyjemności smakowania — na co dzień i od święta!
W książce znalazłam przepis na tahinę robioną w domu.
Nigdy bym nie przypuszczała, że jest tak prosta w wykonaniu i nie potrzebuje być oszukiwana olejami.
Tahina (masło sezamowe) to pasta sezamowa, która przywędrowała do nas z Bliskiego Wschodu.
Wykonanie banalnie proste a zastosowanie znajduje w deserach, sałatkach, mięsie lub bezpośrednio na grzankach.Poniewaz zawiera sporo białka i tluszczu, jest bardzo wartosciowym pożywieniem. Ponieważ zawiera umówmy sie – te najważniejsze minerały i witaminy, podnosi to jego godność do leku i superfood.
Zkuchnidokuchni.pl
Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy
Mało kto wie, że jest druga Moskwa - podziemna. Maciej Jastrzębski, korespondent Polskiego Radia w Moskwie, próbuje z przyjacielem, którego nazywa wujkiem Borką, rozwikłać tajemnicę Liberii - zaginionej przed wiekami biblioteki cara Iwana IV Groźnego.Jedna z wersji głosi, że została ukryta pod ziemią. Okazuje się bowiem, że obecna stolica Rosji przez wieki rozwijała się nie tylko na powierzchni, ale też pod ziemią. Dzięki wujkowi Borce reporter poznaje diggerów - ludzi, którzy hobbystycznie zajmują się zwiedzaniem podziemnego miasta. Schodzi z nimi do tego równoległego świata i ogląda fundamenty budynków sprzed kilkuset lat, kryjówki sprzed kilkudziesięciu lat, gdzie spotyka bezdomnych narzekających: "Posiedzi człowiek kilka dni w jednym miejscu i już ma ich na głowie. Jak nie męty, to jacyś szaleńcy, i tak w kółko". Jastrzębski oprowadza też czytelników po moskiewskim metrze. I pisze o miejscach, w których słychać przejeżdżające metro, mimo że w pobliżu nie ma żadnej linii. Ma to być Metro-2, sekretna kolejka podziemna wybudowana przez władze radzieckie.
Wychodząc czasem na powierzchnię, autor opisuje np., jak służby miejskie wzięły się za źle zaparkowane samochody i odholowują je na przedmieścia, nie oszczędzając nawet lawet swoich kolegów. Moskiewscy kierowcy ratują swoje auta w ten sposób, że nawet gdy samochód wisi już na linach, starają się dostać do kabiny, bo przepisy zabraniają holowania pojazdu z człowiekiem w środku. Warto poczytać, jakie ciekawe rzeczy dzieją się w Moskwie: na ziemi i pod nią.
Polska Press Sp. z o.o. Oddział we Wrocławiu MAK; 2017-06-30
Przebudzenie Morfeusza
Wróciła do rodzinnego miasta pragnąc rozpocząć nowe życie i zapomnieć o wszystkim tym, co wydarzyło się ostatnio w jej życiu. Miała nadzieję, że uda jej się uwolnić od złych wspomnień i nigdy więcej nie będzie miała kontaktu z bezwzględnymi osobami poznanymi w przeszłości. Wierzyła, że będzie mogła skoncentrować się przede wszystkim na synku oraz nowej pracy, a o ojcu chłopca uda jej się kiedyś zapomnieć i całkowicie wyrzucić ze swojej pamięci. Starała się także nie myśleć o tym, że mafia zawsze odpłaca za obelgi i upokorzenia i to często w najmniej oczekiwanym momencie...
Kiedy Cassandra stara się wszystko spokojnie poukładać, znów zupełnie niespodziewanie pojawia się na jej drodze Adam. Jakie plany ma mężczyzna wobec kobiety, z którą łączyło go kiedyś płomiennie uczucie? Czy będzie chciał pozostać z nią, czy może interesuje go tylko syn? I co z jego mafijnymi powiązaniami? Czy udało mu się zerwać z tym niebezpiecznym kręgiem, czy wręcz przeciwnie, tkwi w nim jeszcze głębiej?
Cassandrę i Adama mieliśmy okazję dobrze poznać we dwóch wcześniejszych powieściach z serii Mafijna Miłość, tj. w książkach "Sny Morfeusza" i "Koszmar Morfeusza". Młoda, piękna, gorąca i nieco roztrzepana Cassandra oraz Adam, zabójczo przystojny, bardzo bogaty i niezwykle tajemniczy tworzyli dosyć nietypową parę - kochali się, nienawidzili, rozstawali i znowu łączyli ze sobą. Może nie byłoby w tym nic nietypowego (chyba całkiem sporo młodych par tak ma? ;-) ), gdyby nie to, że Adam prowadził podwójne życie i w tym drugim wcieleniu nie był już Adamem, tylko Morfeuszem. A świat Morfeusza nie był słodki i kolorowy, tylko pełen brutalności, krzywdy i cierpienia...
Cassadra w ostatnim tomie jest już nieco poważniejsza, bardziej odpowiedzialna i trochę mniej roztrzepana (aczkolwiek wciąż spóźnia się do pracy i często podejmuje pochopne decyzje). Macierzyństwo zmieniło ją, odsuwając jej osobiste potrzeby na dalszy plan. Ta ognista dziewczyna wyrzekła się również swoich potrzeb seksualnych i gorących scen jest w książce znacznie mniej, niż we wcześniejszych częściach. Adam z kolei wydaje się być szczerze przejęty rolą ojca, starając się odpłacić za czas, kiedy nie było go przy dziecku. Ale czy oboje będą w stanie zaufać sobie na tyle, aby stworzyć szczęśliwą rodzinę?
Narracja prowadzona jest przede wszystkim w pierwszej osobie przez Cassandrę. Jest prosta, przyjemna w odbiorze i od samego początku wciąga. Cały czas coś się dzieje, nie ma momentów nudy i często jesteśmy zaskakiwani przez bohaterów. Jedno, do czego mogę się przyczepić, to sam finał powieści, a jednocześnie całej mafijnej serii. O ile cały tom jest dosyć obszerny i niektóre sceny są mocno rozbudowane, to finał jest wyjątkowo krótki i przedstawiony niemalże błyskawicznie. Trochę brakowało mi tu większej ilości wyjaśnień, opisów, dopowiedzenia i po prostu ładnego zakończenia, które z jednej strony w pełni usatysfakcjonowało by mnie czytelniczo, a z drugiej konkretnie zakończyło całą serię Mafijnej Miłości. Jednak pomijając ten fakt, jest to z całą pewnością obowiązkowa pozycja dla fanów wcześniejszych tomów tego cyklu.
wielopokoleniowo.pl Dorota Kotlińska