Recenzje
Eden. Nowy początek
Druga część opowieści o miłości, która nie powinna mieć miejsca i jest silniejsza niż śmierć. Czytało mi się ją rewelacyjnie, nie raz miałam w oczach łzy. Dawno żadna książka nie sprawiła, żebym płakała więc tym bardziej jestem pod wrażeniem umiejętności autorki. Nie każdemu jest dane doprowadzić mnie do łez a tutaj w trakcie czytania zalana byłam mnóstwem emocji, kibicowałam bohaterom od samego początku do końca. Mia Sheridan umiejętnie prowadzi czytelnika sprawiając, że całym sobą chłonie książkę i trudno się "wyrwać" z tego świata. Ja jeszcze długo po przeczytaniu myślałam o tej książce tak zapadła mi w pamięć.
Po tragicznej powodzi, w której na własną prośbę zginęli praktycznie wszyscy mieszkańcy Arkadii, życie naszej pary zmieniło się diametralnie. Zarówno Eden jak i Calder są przekonani, że drugie padło ofiarą zbiorowego szaleństwa sekty. Eden znalazła schronienie w domu bogatego jubilera, gdzie uczyła jego wnuczkę grac na fortepianie. Natomiast Calder walczy z demonami przeszłości a pomaga mu Xander. Każde z nich poznaje swoją przeszłość z przed Arkadii, nie jest ona prosta i łatwa do zaakceptowania. Dodatkowo uczą się żyć bez siebie ale jak można nazwać życie bez ukochanej osoby, gdy każdy dzień to walka z tęsknotą i ze złamanym sercem by nie rozpadło się jeszcze bardziej. Jednak życie potrafi być nieprzewidywalne i ich drogi znów się łączą. Czy uda im się na nowo ułożyć wspólne życie w świecie poza Arkadią?
Eden.Nowy początek to książka o walce dobra ze złem, miłości silniejszej niż śmierć, wielkiej nadziei, która nie pozwala by rozpacz zawładnęła życiem a także o potędze prawdziwej przyjaźni, walce z demonami przeszłości. Jest to też przede wszystkim historia, która łapie za serce i sprawia, że doceniamy to co mamy.
Po tragicznej powodzi, w której na własną prośbę zginęli praktycznie wszyscy mieszkańcy Arkadii, życie naszej pary zmieniło się diametralnie. Zarówno Eden jak i Calder są przekonani, że drugie padło ofiarą zbiorowego szaleństwa sekty. Eden znalazła schronienie w domu bogatego jubilera, gdzie uczyła jego wnuczkę grac na fortepianie. Natomiast Calder walczy z demonami przeszłości a pomaga mu Xander. Każde z nich poznaje swoją przeszłość z przed Arkadii, nie jest ona prosta i łatwa do zaakceptowania. Dodatkowo uczą się żyć bez siebie ale jak można nazwać życie bez ukochanej osoby, gdy każdy dzień to walka z tęsknotą i ze złamanym sercem by nie rozpadło się jeszcze bardziej. Jednak życie potrafi być nieprzewidywalne i ich drogi znów się łączą. Czy uda im się na nowo ułożyć wspólne życie w świecie poza Arkadią?
Eden.Nowy początek to książka o walce dobra ze złem, miłości silniejszej niż śmierć, wielkiej nadziei, która nie pozwala by rozpacz zawładnęła życiem a także o potędze prawdziwej przyjaźni, walce z demonami przeszłości. Jest to też przede wszystkim historia, która łapie za serce i sprawia, że doceniamy to co mamy.
nieprzeszkadzac-czytam.blogspot.com Agnieszka Burliga; 2016-12-16
Jak zarabiać na blogu i pozostać sobą
W pewnym punkcie swojej blogowej ścieżki, każdy Bloger zadaje sobie pytanie “jak zarabiać na blogu i pozostać sobą?”.
Okazuje się, że zarabiać można nie tylko na sklepach, mediach społecznościowych czy YouTube, ale również na blogu. Chcesz się dowiedzieć, jak przekształcić swój malutki, prywatny blog w prawdziwe centrum biznesowe?
Routh Soukup blogerka, pisarka, mama dwójki dzieci oraz twórca Elite Blog Academy ma dla ciebie mnóstwo cennych informacji.
nigdy nie porównuj swojego początku z czyimś środkiem!
Tak wielu początkujących blogerów zapomina, o jednej prostej rzeczy nigdy nie porównuj swojego początku z czyimś środkiem! Cała niepewność dotycząca blogowania bierze się z porównywania siebie z innymi i poczucia winy, iż wszyscy radzą sobie lepiej ode mnie.
Uczucie, że jest się niewystarczająco dobrą i próba naśladowania sukcesów innych, paraliżuje i odbiera chęci do działania. Wystarczy przestać i opracować szczegółowy plan, który wyniesie naszą pewność siebie na wyżyny.
Jak to zrobić?
Wystarczy obrać odpowiedni kierunek i zapoznać się z radami Ruth! (ja mam właśnie taki zamiar
)
jak zarabiać na blogu i pozostać sobą
Książka “Jak zarabiać na blogu i pozostać sobą” dotarła do mnie już przed świętami Bożego Narodzenia, jednak potrzebowałam sporo czasu, aby przyswoić tak dużo wartościowych informacji. Drugie tyle potrzebuję, aby wprowadzić całą zdobytą wiedzę do swoich działań. Jeżeli śledzicie moje social media, zapewne wiecie jakiem ma podejście do blogowania i jakie działania planuję w najbliższym czas.
Ma ona za zadanie zainspirować Cię do rozwijania swojej platformy oraz pomóc wyprowadzić Ci bloga na kolejny poziom, niezależnie od tego w jakim punkcie blogowania jesteś.
Napisana jest zrozumiałym językiem. Posiada czytelny i prosty układ, oraz składa się z dwunastu rozdziałów:
Zawiera listę kroków, jakie należy podjąć, by stworzyć odpowiedni plan rozwoju, dostosowany do konkretnych odbiorców Twojego bloga. Wiadomo, że każdy ma inne potrzeby i nie ma jednego “właściwego” sposobu na to by generować zysk online. Zadaniem Ruth jest wyposażeniem nas w narzędzia, które pomogą nam zrealizować założony cel.
Znajdziesz w niej rady na temat przygotowania treści, pisania zabójczo skutecznych postów, dobieranie ciekawych zdjęć, a także rozwijanie bloga. Poznasz zasady networkingu, nauczysz się optymalizować swoją stronę pod kontem wyszukiwarek, zdobędziesz stałych subskrybentów.
Zorganizuj się, wyznacz sobie cel i … startuj!
Jest to jedna z lepszych książek o tematyce blogowej, z którą miałam okazje się zapoznać. Zmusza do działania, podsuwa proste rozwiązania i skuteczne metody optymalizacji pracy.
Okazuje się, że zarabiać można nie tylko na sklepach, mediach społecznościowych czy YouTube, ale również na blogu. Chcesz się dowiedzieć, jak przekształcić swój malutki, prywatny blog w prawdziwe centrum biznesowe?
Routh Soukup blogerka, pisarka, mama dwójki dzieci oraz twórca Elite Blog Academy ma dla ciebie mnóstwo cennych informacji.
nigdy nie porównuj swojego początku z czyimś środkiem!
Tak wielu początkujących blogerów zapomina, o jednej prostej rzeczy nigdy nie porównuj swojego początku z czyimś środkiem! Cała niepewność dotycząca blogowania bierze się z porównywania siebie z innymi i poczucia winy, iż wszyscy radzą sobie lepiej ode mnie.
Uczucie, że jest się niewystarczająco dobrą i próba naśladowania sukcesów innych, paraliżuje i odbiera chęci do działania. Wystarczy przestać i opracować szczegółowy plan, który wyniesie naszą pewność siebie na wyżyny.
Jak to zrobić?
Wystarczy obrać odpowiedni kierunek i zapoznać się z radami Ruth! (ja mam właśnie taki zamiar
jak zarabiać na blogu i pozostać sobą
Książka “Jak zarabiać na blogu i pozostać sobą” dotarła do mnie już przed świętami Bożego Narodzenia, jednak potrzebowałam sporo czasu, aby przyswoić tak dużo wartościowych informacji. Drugie tyle potrzebuję, aby wprowadzić całą zdobytą wiedzę do swoich działań. Jeżeli śledzicie moje social media, zapewne wiecie jakiem ma podejście do blogowania i jakie działania planuję w najbliższym czas.
Ma ona za zadanie zainspirować Cię do rozwijania swojej platformy oraz pomóc wyprowadzić Ci bloga na kolejny poziom, niezależnie od tego w jakim punkcie blogowania jesteś.
Napisana jest zrozumiałym językiem. Posiada czytelny i prosty układ, oraz składa się z dwunastu rozdziałów:
- Zacznij od czegoś niesamowitego.
- Treść przede wszystkim.
- Najważniejsza jest prezentacja.
- Rozwijaj swoją platformę.
- Media społecznościowe i marketing wirusowy.
- Gdzie te pieniądze?
- Zysk za pośrednictwem sieci reklamowych.
- Zysk z programów partnerskich.
- Zysk z reklam prywatnych.
- Zysk ze sprzedaży własnych produktów.
- Pracuj mądrzej, a nie częściej.
- Od bloga do biznesu.
Zawiera listę kroków, jakie należy podjąć, by stworzyć odpowiedni plan rozwoju, dostosowany do konkretnych odbiorców Twojego bloga. Wiadomo, że każdy ma inne potrzeby i nie ma jednego “właściwego” sposobu na to by generować zysk online. Zadaniem Ruth jest wyposażeniem nas w narzędzia, które pomogą nam zrealizować założony cel.
Znajdziesz w niej rady na temat przygotowania treści, pisania zabójczo skutecznych postów, dobieranie ciekawych zdjęć, a także rozwijanie bloga. Poznasz zasady networkingu, nauczysz się optymalizować swoją stronę pod kontem wyszukiwarek, zdobędziesz stałych subskrybentów.
Zorganizuj się, wyznacz sobie cel i … startuj!
Jest to jedna z lepszych książek o tematyce blogowej, z którą miałam okazje się zapoznać. Zmusza do działania, podsuwa proste rozwiązania i skuteczne metody optymalizacji pracy.
esencjalistka.pl/ Agata Borodacz
Koszmar Morfeusza
Coś komplikuje się tylko wtedy, gdy sami to komplikujemy...
Książki K.N.Haner zawsze ciężko mi ocenić. I to wcale nie dlatego, że przyjaźnimy się internetowo (bo jeszcze się przyjaźnimy Kasiu? :D). Ciężko jest mi z tego względu, że K.N.Haner zawsze balansuje na granicy i to nieważne czegoś, zawsze musi balansować. W Koszmarze Morfeusza ponownie znalazła się na granicy. Czego? Przekonajcie się!
Cassandra Givens nieuchronnie zmierza do zagłady, której na imię Adam McKey. Minęło sporo czasu od kiedy Cass w nocnym klubie poznała Morfeusza, a następnie swojego szefa Adama McKeya, dzielili wspólnie noce, pracę, seks, uczucia, dramaty, strach i wiele innych emocji, których normalni ludzie nigdy nie chcieliby musieć ze sobą dzielić. Mordeusz/Adam McKey to zguba Cass, ale ona leci do niego niczym ćma do światła. Adamowi również nie jest obojętna, ale w świecie Morfeusza nic nie jest tak proste jakby chcieli.
Obojgu wydaje się, że są świadomi ryzyka jakie niesie ich związek. Oboje chcą spróbować. Potajemne spotkania, wspólna praca, normalne życie, ale strach czai się za każdym rogiem i skutecznie próbuje powstrzymać uczucie, które narodziło się z namiętności i nieziemskiego przyciągania.
Adam McKey zaczyna naginać zasady świata, w którym żyje jak Morfeusz, jednak świat Mirrors nie chce go wypuścić, nie chce pozwolić mu odejść. Cass działa coraz bardziej irracjonalnie starając się wydobyć ukochanego ze szponów organizacji.
Czy jednak da się żyć w ciągłym uczuciu strachu? Jak żyć gdy jedynym wybawieniem wydaje się śmierć?
...twój śmiech brzmi tak, jakby ktoś rozsypał sznur pereł po najdroższym krysztale...
Trylogia z Morfeuszem w roli głównej to książki, które albo się kocha, albo akceptuje, albo nienawidzi, inaczej się nie da. Mimo wszystko, K.N.Haner z trylogią o mafijnej miłości odniosła niewątpliwy sukces i uważam, że tego nikt nie ma prawa tego negować. Można jej nie lubić, można nie rozumieć jej twórczości, można nie kupować jej książek, ale drugi bestseller Empiku nie wziął się z powietrza. Zarówno "Sny Morfeusza" jak iKoszmar Morfeusza znalazły się w zaszczytnej topce i zyskały status bestsellera i nie mam wątpliwości co do tego, że i trzeci tom dołączy do ich grona z takim samym statusem.
Dlaczego czytamy K.N.Haner? Ludzie wcale nie są skomplikowani. Lubimy mocne fantazje seksualne, lubimy zło, lubimy mrok, lubimy kogoś krzywdzić i niech nikt tutaj nie udaje świętoszka. Każdy z nas chciał kiedyś kogoś zabić, zadać drugiej osobie ból lub przeżyć niecodzienny seks. K.N.Haner w swojej mafijnej trylogii snuje mroczną fabułę pełną seksu, bólu, cierpienia, strachu, namiętności i miłości. Wszystko co znajdziemy w tej trylogii wzięło się z najmroczniejszych zakamarków ludzkiego umysłu. Czytamy Morfeusza, bo chcemy zanurzyć się w mroku, w prawdziwym bagnie, a później zamknąć powieść i móc wrócić do swojego życia bez żadnych konsekwencji, mając prawdziwe poczucie bezpieczeństwa.
Nie chcę być szczęśliwa… chcę mieć spokojną duszę i serce. I nawet jeśli już nigdy nie będziemy razem, to przynajmniej będę miała świadomość, że zrobiłam co mogłam, by go uratować.
Kiedyś na pewno kopnę Kaśkę (najprawdopodobniej na targach w maju) za przypadki, które u niej w książkach chodzą nie parami, a całymi stadami niczym w normalnym życiu nieszczęścia. Koszmar Morfeusza stracił odrobinę w moich oczach tym, że życiem Cass rządzą dziwne przypadki, które często wychodzą albo na jej korzyść albo ładują ją w jeszcze większe bagno, tak czy tak złożone są z przypadków, a jak to powiedział jeden z bohaterów w przypadki nie wierzymy, bo nic nie dzieje się bez przyczyny. Wspomnijmy o Tommym, którego spotkała przez przypadek i taki fajny się okazał, a w drugim tomie nagle zaprzyjaźnia się z Val no bo jak to jest nie trafić na fajną przyjaciółkę w pracy, potem trafia na Anthonego no bo jak to jest, że szukając faceta na jedną noc trafia się od razu na człowieka porządnego, potem nagle udaje jej się uśpić mafijnego bossa tabletkami od wyżej wymienionego Anthonego, innych przypadków nie wymienię, ale trochę ich było, jeśli o mnie chodzi odrobinę zbyt wiele. Tak wiem marudzę, ale serio to odrobinę grubymi nićmi szyte.
Sama postać Cass odrobinę traci w moich oczach, bo jeśli rozumiem rozchwianie emocjonalne tej postaci i tłumaczę sobie niektóre jej irracjonalne zachowania działaniem długotrwałego stresu/miłości/i samej Cass, to jedno, ale niektóre jej rozchwiania są tak dziwne, że tego by nikt nie ogarnął.
Za to co do Adama McKeya vel Morfeusza to oczywiście zastrzeżeń nie mam. Czasami działa irracjonalnie, czasami jest brutalny, czasami niezwykle uroczy, czasami ponad miarę seksowny, ale to bardzo ciekawa kreacja, złożona z dwóch światów zamkniętych w jednym ciele, z którego wychodzi prawdziwy mrok.
K.N.Haner ma czasem problem z opisami, a przynajmniej ja mam takie wrażenie. W "Snach Morfeusza" problem nie wystąpił, ale pojawiał się wcześniej w NS. Autorce czasami zdarza się zamiast coś opisywać po prostu to streszczać i w przypadku Koszmaru Morfeusza było to dosyć widoczne. Trzeba jednak przyznać, że styl K.N.Haner rozwija się z każdą książką, a powieść czyta się niezwykle szybko.
Autorka konsekwentnie kreuje świat mafii, który staje się coraz bardziej mroczny. Pojawiają się bohaterowie, którzy poważnie chcą zakłócić szczęście Cass i Adama, sprowadzając na nich prawdziwą i realną katastrofę. Nie podoba mi się mafia (ale o tym dlaczego za chwilę), podobają mi się jednak konsekwentne i twarde zasady rządzące tym światem, podoba mi się również klimat mroku i ciągłej niepewności, które tworzy autorka z niezwykłą wprawą.
Koszmar Morfeusza to książka, która mi się nie podoba i nigdy nie spodoba. Totalnie kłóci się z moim światopoglądem, a K.N.Haner balansuje na granicy erotyki i dark erotyki. Nie podoba mi się ta cała mafia i biznes oparty na prostytucji,
ale...
Koszmar Morfeusza to także książka o tym, że można kogoś kochać tak mocno, że chce się dla niego zaryzykować własnym życiem.
Koszmar Morfeusza to również książka, w której główna bohaterka gubi się i stara się odnaleźć, walczyć o miłość ryzykując więcej niż własne życie.
Koszmar Morfeusza to wreszcie książka o mroku, który spowija głównym bohaterów, a jedynym wyjściem wydaje się śmierć lub całkowite pogrzebanie ich miłości.
Do świata Morfeusza wkraczasz na własne ryzyko...
www.recenzjezpazurem.pl Diane Rose
Prawo Mojżesza
Mojżesz od dziecka nie miał łatwego dzieciństwa, znaleziono go w koszu na pranie w pralni Quick Wash. Był prawie bliski śmierci, jego matką była młodą narkomanką, porzuciła go zaraz po urodzeniu a sama zmarła kilka dni później. Więc już na wstępie wiadomo, że nie będzie łatwo temu młodemu człowiekowi. Młody Mojżesz nie był łatwym dzieckiem, budził lęk ale i ciekawość. Wszystko zaczyna się gdy zaczyna pracę na farmie i spotyka na swojej drodze Georgie,młodą dziewczynę która mimo ostrzeżeń i zakazów, za wszelką cenę chciała zbliżyć się do Mojżesza. Hmm niby pokazana jest tu namiętność, uczucie tak silne, że nie ma innego wyjścia jak się mu poddać ale nie ma tego boom w trakcie czytania.
Zdecydowanie bardziej podobają mi się wątki nie związane z uczuciem głównych bohaterów, niezwykły talent Mojżesza, historie które za tym stoją, sposób w jaki on sobie z tym radzi. Mamy tutaj nawet wątek kryminalny więc coś co lubię najbardziej.
Historia Mojżesza jest pełna bólu, niespełnionych obietnic, smutku i zawodu. Ta historia jest o złamanym sercu, o życiu, śmierci a także o tym, że czasem by znaleźć siebie trzeba zacząć wszystko od nowa. Czytając trzeba się przygotować na mieszankę uczuć jakie w nas wywoła ta historia, czasem łza zakręci się w oku, a czasem będzie się chciało przywalić jednemu lub drugiemu bohaterowi ze złości.
Zdecydowanie bardziej podobają mi się wątki nie związane z uczuciem głównych bohaterów, niezwykły talent Mojżesza, historie które za tym stoją, sposób w jaki on sobie z tym radzi. Mamy tutaj nawet wątek kryminalny więc coś co lubię najbardziej.
Historia Mojżesza jest pełna bólu, niespełnionych obietnic, smutku i zawodu. Ta historia jest o złamanym sercu, o życiu, śmierci a także o tym, że czasem by znaleźć siebie trzeba zacząć wszystko od nowa. Czytając trzeba się przygotować na mieszankę uczuć jakie w nas wywoła ta historia, czasem łza zakręci się w oku, a czasem będzie się chciało przywalić jednemu lub drugiemu bohaterowi ze złości.
nieprzeszkadzac-czytam.blogspot.com Agnieszka Burliga; 2016-11-30
Superdrwal. Książka o rąbaniu
Ostatnimi czasy rynek wydawniczy nieco obrodził książkami dotyczącymi szeroko pojętego rąbania. Najpierw jeden Norweg postanowił zagadnienie opisać (dość naukowo), a teraz temat ten na warsztat wziął autor zza Oceanu. Zrobił to jednak w stylu typowo amerykańskim. Oto bowiem człowiek wielu talentów, a przy okazji także drwal, ale taki bardziej domorosły, zabrał się za opisanie nie tyle zawodu, ile samego bycia drwalem „własnego losu”
Oczywiście wiemy, że drwale w USA mają ciężką robotę – niejeden program możemy o tym obejrzeć w naszej (czyt. spolszczonej) telewizji. Jednak to nie o nich opowieść, a raczej o tych ludziach, którzy drewna potrzebują na użytek bardziej „domowy”. A to do pieca, a to do jakiejś konstrukcji czy dla sąsiada, którego zmogła zaraza jakowaś… Powód do radosnego wymachiwania siekierą i pilarką zawsze się znajdzie. Grunt, żeby było w miarę bezpiecznie. O tym zresztą autor książki (we współpracy ze swoim ojcem, nieco bardziej doświadczonym w tej dziedzinie) nie zapomina. Może i Amerykanie są narodem pod wieloma względami dość dziwnym, ale cenią sobie wszystkie kończyny. W końcu też chcą zamawiać pięć piw w barze za pomocą jednej ręki. Wobec tego, mimo dość beztroskiego języka użytego w „Superdrwalu”, znajdziecie tam sporo porad okraszonych zdjęciami, które instruują, jak ciąć bezpiecznie. Oczywiście autor nie byłby sobą, gdyby nie opowiedział, w jaki sposób do niektórych prawd drwalowych doszedł. A droga ta czasem była okupiona nie tylko potem.
No właśnie – ten, który niniejszą książkę napisał, bynajmniej na orła w swoim fachu nie wygląda. Przede wszystkim nie wykonuje swojej pracy zawodowo. Raczej to jego hobby, wymuszone potrzebami i otoczeniem. Jednakże pod płaszczykiem beztroski skrywa się spory bagaż doświadczeń, popartych wiedzą. Amerykanie bowiem pod swą opieką mają spore połacie własnego lasu, który nie tylko jest bazą opałową, ale także źródłem dochodu. Fakt – czasem tylko dodatkowego, ale zawsze. I pod tym właśnie kątem nań spoglą- dają. Są też narodem na wskroś praktycznym, który to bez potrzeby męczyć się nie lubi. Znajdziecie więc w tej pozycji sporo porad dotyczących narzę- dzi, którymi warto się posługiwać nie tylko podczas ścinki, ale także w trakcie przygotowywania drewna do pieca. Wszak w podtytule wymieniono rąbanie, a to zobowiązuje. Omawiana książka dostarczy czytelnikowi nie tylko wiedzy, lecz także (a może przede wszystkim) sporej dawki humoru. Oto bowiem perypetie domorosłego drwala przerywane są co chwila jego, dość krytycznymi, uwagami na temat swoich umiejętności. Wtóruje mu w tym także ojciec (współautor), któ- ry momentami nie ma dla syna litości. Na dodatek poczytacie sobie o tym, jak na pracę drwala patrzą inni członkowie amerykańskiej społeczności. Warto się wczytać – czasem mają niesamowite pomysły (dla mnie hitem jest sposób na złodzieja opału). Czy zatem warto sięgnąć po „Superdrwala”? To pozycja obowiązkowa dla tych, którzy w zawodzie drwala upatrują czegoś więcej niż tylko sposobu na życie. To książka dla fanatyków zagadnienia, lubiących czytać o swoim hobby. Ta publikacja powinna znaleźć się również na półkach adeptów zawodu, którzy wszelkie podręczniki już znają na pamięć. Bo to, co znajdą w tej pozycji, w innych nie pojawia się z pewnością. Przerwijcie więc na czas jakiś oglą- danie w telewizji kolejnego odcinka „Drwali” i sięgnijcie po tę lekturę. Czytać warto, nawet w naszych czasach. Szczególnie o tym, co bliskie.
Oczywiście wiemy, że drwale w USA mają ciężką robotę – niejeden program możemy o tym obejrzeć w naszej (czyt. spolszczonej) telewizji. Jednak to nie o nich opowieść, a raczej o tych ludziach, którzy drewna potrzebują na użytek bardziej „domowy”. A to do pieca, a to do jakiejś konstrukcji czy dla sąsiada, którego zmogła zaraza jakowaś… Powód do radosnego wymachiwania siekierą i pilarką zawsze się znajdzie. Grunt, żeby było w miarę bezpiecznie. O tym zresztą autor książki (we współpracy ze swoim ojcem, nieco bardziej doświadczonym w tej dziedzinie) nie zapomina. Może i Amerykanie są narodem pod wieloma względami dość dziwnym, ale cenią sobie wszystkie kończyny. W końcu też chcą zamawiać pięć piw w barze za pomocą jednej ręki. Wobec tego, mimo dość beztroskiego języka użytego w „Superdrwalu”, znajdziecie tam sporo porad okraszonych zdjęciami, które instruują, jak ciąć bezpiecznie. Oczywiście autor nie byłby sobą, gdyby nie opowiedział, w jaki sposób do niektórych prawd drwalowych doszedł. A droga ta czasem była okupiona nie tylko potem.
No właśnie – ten, który niniejszą książkę napisał, bynajmniej na orła w swoim fachu nie wygląda. Przede wszystkim nie wykonuje swojej pracy zawodowo. Raczej to jego hobby, wymuszone potrzebami i otoczeniem. Jednakże pod płaszczykiem beztroski skrywa się spory bagaż doświadczeń, popartych wiedzą. Amerykanie bowiem pod swą opieką mają spore połacie własnego lasu, który nie tylko jest bazą opałową, ale także źródłem dochodu. Fakt – czasem tylko dodatkowego, ale zawsze. I pod tym właśnie kątem nań spoglą- dają. Są też narodem na wskroś praktycznym, który to bez potrzeby męczyć się nie lubi. Znajdziecie więc w tej pozycji sporo porad dotyczących narzę- dzi, którymi warto się posługiwać nie tylko podczas ścinki, ale także w trakcie przygotowywania drewna do pieca. Wszak w podtytule wymieniono rąbanie, a to zobowiązuje. Omawiana książka dostarczy czytelnikowi nie tylko wiedzy, lecz także (a może przede wszystkim) sporej dawki humoru. Oto bowiem perypetie domorosłego drwala przerywane są co chwila jego, dość krytycznymi, uwagami na temat swoich umiejętności. Wtóruje mu w tym także ojciec (współautor), któ- ry momentami nie ma dla syna litości. Na dodatek poczytacie sobie o tym, jak na pracę drwala patrzą inni członkowie amerykańskiej społeczności. Warto się wczytać – czasem mają niesamowite pomysły (dla mnie hitem jest sposób na złodzieja opału). Czy zatem warto sięgnąć po „Superdrwala”? To pozycja obowiązkowa dla tych, którzy w zawodzie drwala upatrują czegoś więcej niż tylko sposobu na życie. To książka dla fanatyków zagadnienia, lubiących czytać o swoim hobby. Ta publikacja powinna znaleźć się również na półkach adeptów zawodu, którzy wszelkie podręczniki już znają na pamięć. Bo to, co znajdą w tej pozycji, w innych nie pojawia się z pewnością. Przerwijcie więc na czas jakiś oglą- danie w telewizji kolejnego odcinka „Drwali” i sięgnijcie po tę lekturę. Czytać warto, nawet w naszych czasach. Szczególnie o tym, co bliskie.
Drwal Bartosz Szpojda