Recenzje
Upały, mango i ropa naftowa
"W sklepach brakuje wszystkiego: od papieru toaletowego i mąki kukurydzianej po mleko, cukier, olej, mydła, szampony i inne detergenty. No, po prostu - wszystkiego!"
"Jajka kupuje się spod lady w sklepie żelaznym, po mleko trzeba ustawiać się w środku nocy".
Dla starszego pokolenia Czytelników brzmi znajomo? Spieszę z wyjaśnieniem: To nie obrazek z zamierzchłych lat 80-tych ubiegłego wieku i końca PRL-u, choć rzeczywistość - niemal identyczna. Tym razem mowa o? Wenezueli AD 2015, w której Autor książki ? Wojciech Ganczarek - spędził niemal rok. Ze skrzydełka dowiaduję się, że to absolwent fizyki teoretycznej i matematyki stosowanej. Brzmi poważnie, ale i czasem od życia w świecie nauki i poważnych artykułów dotyczących mechaniki kwantowej (!) trzeba wziąć urlop. Ganczarek wsiada na swój wiekowy dwudziestopięcioletni rower i przez półtora roku eksploruje Amerykę Łacińską. Książka, która stała się powodem niniejszych słów- "Upały, mango i ropa naftowa" wydana przez śląską oficynę Bezdroża, to owoc dziewięciomiesięcznej niespiesznej włóczęgi (?) po Wenezueli. Wraz z Autorem pedałujemy przez bezkresne wenezuelskie równiny i górzyste stany. Resztką sił w nogach i kołach (!) pokonujemy andyjskie przełęcze (3.625 m.npm!) i odpoczywamy na pocztówkowej urody karaibskich plażach. Zwiedzamy wielkie miasta i maleńkie wioski, nadmorskie plaże i andyjskie osady zagubione w gąszczu zieleni - słowem - jak pisze Ganczarek "przestrzeń i wolność". Myliłby się jednak ktoś, kto by oczekiwał kolejnej stricte podróżniczej książki z serii: "Byłem, zobaczyłem ( zwiedziłem), opisałem". Ganczarek ma o wiele ambitniejsze plany! Podróż przez Wenezuelę daje powód do dokładnego poznania tego wielowymiarowego kraju, dlatego też oprócz bajowych widoków i zjawisk ( tęcza W NOCY!) dostajemy oszałamiającą, wieloaspektową prezentację wszystkich chyba obszarów życia tego egzotycznego bądź-co-bądź dla Europejczyka kraju. Polityka i gospodarka, historia i kultura, kastowość i religia i wreszcie rola kobiety i mężczyzny, a co za tym idzie - (szokujący) model rodziny, a wszystko to poparte dogłębną analizą Autora, podpartą przedrukami obszernych wywiadów z tamtejszej prasy. To dlatego na obwolucie książki stoi, że jest ona dla tych, ?którzy nie tylko pragną POZNAĆ, ale i ZROZUMIEĆ". Oddajmy głos samemu Autorowi: "Książka jest polifoniczna. rozpina się od uśmiechów codziennych spotkań po polityczne i gospodarcze analizy, socjologiczne teorie, przeplata wilgoć deszczu i smak kakao?, zaś ogląd spraw ? jak pisze Autor - jest "nieobarczony prostymi stereotypami wyobrażeń o Wenezueli".
Wenezuela to kraj o największych rezerwach ropy naftowej na świecie! Jak więc połączyć i zrozumieć to midasowe bogactwo z szalejącą inflacją, pustymi półkami, głodowymi płacami ( cena opony do samochodu to równowartość? trzech urzędniczych pensji!) i rekordową przestępczością?! Słowem - skoro jest dobrze, to czemu jest tak źle?! Oddajmy znów głos samemu Autorowi. By na to i inne pytania odpowiedzieć, trzeba poznać mechanizmy polityczno ? ekonomiczne Wenezueli. Tak, wiem, nie brzmi to zachęcająco, ale zapewniam, że sposób, w jaki Ganczarek przeprowadza nas przez skomplikowaną i niejednoznaczną rzeczywistość tego odległego kraju budzi ciekawość, a potem zrozumienie. Ganczarek pokazuje i tłumaczy fenomen Hugo Chaveza, do 2013 roku prezydenta Wenezueli, jego politykę "rozdawnictwa", subsydiów i dopłat, które uczyniły z obywateli rentierów naftowej bossy. Czy wiecie Państwo, że w XXI wieku istnieje kraj, w którym władza rozdaje mieszkania, pralki, telewizory, lodówki, gdzie działa Ministerstwo? Szczęścia, na czele którego stoi wiceminister ds. Wyższego Szczęścia Społecznego!!!? Nie, nie, to nie żart! Więc znów pytanie: Skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle?! Wojciech Ganczarek serwuje nam krótki ( i zrozumiały!) kurs ekonomii made in Wenezuela i pokazuje, że to kraj absurdów i kontrastów, w którym ? nic nie jest pewne i wszystko jest możliwe?. Oto kilka przykładów ( "smaczków"):
- właściciel hektarów ziemi, na której pasą się mleczne krowy, na co dzień używa (wystanego w kolejkach!) mleka w proszku, ?bo na pastwisko za daleko, a to mleko [w proszku!] to władza rozdaje i taniej wychodzi? (!) ?
- w Caracas, stolicy kraju występuje największa dzielnica biedy w całej Ameryce Łacińskiej, z która kontrastują hektary luksusowych strzeżonych dzielnic.
- Gdy tylko są ( a są z rzadka!) dolary, kupuje się je po oficjalnym kursie ? 6,30 boliwarów za jednego dolara i odsprzedaje na tzw. czarnym rynku za? 800 boliwarów (to kurs z października 2015 czyli z czasu, gdy powstawała niniejsza książka).
Oddajmy raz jeszcze głos samemu Autorowi: "Wenezuela opływająca w ropę nie dorobiła się solidnych podstaw dla krajowej gospodarki. Nad łatwym zyskiem nie ma kontroli, a zyski z eksportu surowca skupione w rekach rządu stają się żyzną glebą pod bujny wzrost korupcji, malwersacji finansowych czy zwykłej nowobogackiej beztroski". I nieco dalej: "Szacuje się, że 84% wielomiliardowych zysków z ropy w latach 2003-2012 zostało zwyczajnie przejedzonych".
Zostawmy jednak skomplikowane stosunki polityczno - ekonomiczne Wenezueli. Tym, co stanowi największą wartość każdej podróżniczej książki, a taką jest - mimo wszystko - książka Wojciecha Ganczarka, są ludzie i spotkania z nimi. W tej akurat materii "Upały, mango i ropa naftowa" wpisują się w żelazny schemat gościnności i uczynności względem przybysza z daleka. Wprawdzie mało kto widząc Autora na rowerze pedałującego w morderczym upale lub w niemal arktycznym zimnie jest w stanie uwierzyć, że widzi to, co widzi; wszak Wenezuela to kraj, gdzie niezależnie od pustych sklepowych półek na drogach królują najnowsze modele Toyoty, Land cruiserów, Nissanów, Humerów, Jeep`ów ( Autor ironizuje: Samochody godne kraju pogrążonego w kryzysie?!). "Ja na rowerze to najdalej może do piekarni" - słyszy Ganczarek, ale gdy następuje pierwsza, a za nią kolejne awarie roweru, łańcuszek ludzi dobrej woli wydobędzie niemal spod ziemi brakujące części. Autor tłumaczy ów fenomen następująco: "W kraju, w którym codzienność zaskakuje nadzwyczajnymi uniedogodnieniami ludzie tym bardziej dbają o przyjezdnego. Przecież skoro im żyje się ciężko, a są już przyzwyczajeni, to jak ciężko musi być komuś z zewnątrz".
W przydrożnych barach i pomniejszych sklepikach ( nigdy, co podkreśla Autor, w państwowych supermarketach!) sprzedawczynie pilnują pustych półek, ale klienta witają obowiązkowym promiennym uśmiechem i słowami: "Kochanie", "Królu mój", "Książę młody".
W swej podróży Ganczarek wielokrotnie zachwyca się niepospolitą ( i wciąż poprawianą!) urodą kobiet, co nie przesłania mu prawdy o rzeczywistej ich pozycji w zdominowanym przez kulturę macho społeczeństwie. SAMICA ( spieszę wyjaśnić, że słowo to w tamtejszej kulturze absolutnie pozbawione jest pejoratywnego, polskiego wydźwięku) i MATKA - to dwie skrajne role przypisane wenezuelskim kobietom, ale do szczegółowych i precyzyjnych, wyczerpujących wyjaśnień w tej materii odsyłam do lektury książki.
Zresztą i Wenezuelczyk to mężczyzna obowiązkowo urodziwy, uśmiechnięty i mega-zadbany i tego kultu zewnętrznego piękna nie jest w stanie podważyć drugie dno wyłaniające się w tamtejszej rzeczywistości. Każdy Wenezuelczyk ma 7 miłości: Bóg, mama, równina, kobieta, dzieci, koń i pies. Zdumionych tą hierarchią odsyłam do książki, która wyczerpująco odpowie na wszelkie wątpliwości!
O systemie wartości w tym ? co by nie rzec- zdemoralizowanym społeczeństwie dużo mówi pewien "eksperyment"; poproszono Szwajcarów, by dopisali antonim do słowa: cwaniak. To "człowiek honoru, uczciwy, itd." Dla Wenezuelczyka jednak to: frajer i głupiec?!!! Ganczarek tłumaczy, iż takie postrzeganie to nie kaprys czy zachcianka, lecz konieczność i dodaje: - Tu [w Wenezueli] przebiegłość przyjmuje się za cnotę, a chytrość darzy się rozumem?.
Dalej, cytując za Autorem, Wenezuela to kraj samych NAJ: najwięcej ropy, najdłuższy most, najwyższy wodospad, najpiękniejsze kobiety, ale i największe zadłużenie i najmniej odpowiedzialny rząd!
Na zakończenie wzruszający akcent polski; W trakcie swej wielomiesięcznej podróży Autor spędził Boże Narodzenie u jednej z miejscowych rodzin. Jedną z krewnych była wiekowa Polka, która opuściła ojczyznę 70 lat temu. Poza słowem "dobrze" nie pamiętała już nic. Jakież więc było zdumienie i wzruszenie Autora, gdy podczas śpiewania kolęd staruszka w całości i bez pomyłek odśpiewała "Wśród nocnej ciszy", "Bóg się rodzi" i "W żłobie leży" J. I jeszcze jedno - zakończenie ( na pewno już ostatnie). Pora wyjaśnić, dlaczego tytułowe upały, mango i ropa według Autora są trzema największymi przekleństwami Wenezueli. Nie, nie, tego jednak nie zdradzę, w zamian zachęcając gorąco do lektury książki, dzięki której nie tylko POZNAMY piękny kraj pięknych ( i szczęśliwych?) ludzi, ale i go ZROZUZMIEMY.
"Jajka kupuje się spod lady w sklepie żelaznym, po mleko trzeba ustawiać się w środku nocy".
Dla starszego pokolenia Czytelników brzmi znajomo? Spieszę z wyjaśnieniem: To nie obrazek z zamierzchłych lat 80-tych ubiegłego wieku i końca PRL-u, choć rzeczywistość - niemal identyczna. Tym razem mowa o? Wenezueli AD 2015, w której Autor książki ? Wojciech Ganczarek - spędził niemal rok. Ze skrzydełka dowiaduję się, że to absolwent fizyki teoretycznej i matematyki stosowanej. Brzmi poważnie, ale i czasem od życia w świecie nauki i poważnych artykułów dotyczących mechaniki kwantowej (!) trzeba wziąć urlop. Ganczarek wsiada na swój wiekowy dwudziestopięcioletni rower i przez półtora roku eksploruje Amerykę Łacińską. Książka, która stała się powodem niniejszych słów- "Upały, mango i ropa naftowa" wydana przez śląską oficynę Bezdroża, to owoc dziewięciomiesięcznej niespiesznej włóczęgi (?) po Wenezueli. Wraz z Autorem pedałujemy przez bezkresne wenezuelskie równiny i górzyste stany. Resztką sił w nogach i kołach (!) pokonujemy andyjskie przełęcze (3.625 m.npm!) i odpoczywamy na pocztówkowej urody karaibskich plażach. Zwiedzamy wielkie miasta i maleńkie wioski, nadmorskie plaże i andyjskie osady zagubione w gąszczu zieleni - słowem - jak pisze Ganczarek "przestrzeń i wolność". Myliłby się jednak ktoś, kto by oczekiwał kolejnej stricte podróżniczej książki z serii: "Byłem, zobaczyłem ( zwiedziłem), opisałem". Ganczarek ma o wiele ambitniejsze plany! Podróż przez Wenezuelę daje powód do dokładnego poznania tego wielowymiarowego kraju, dlatego też oprócz bajowych widoków i zjawisk ( tęcza W NOCY!) dostajemy oszałamiającą, wieloaspektową prezentację wszystkich chyba obszarów życia tego egzotycznego bądź-co-bądź dla Europejczyka kraju. Polityka i gospodarka, historia i kultura, kastowość i religia i wreszcie rola kobiety i mężczyzny, a co za tym idzie - (szokujący) model rodziny, a wszystko to poparte dogłębną analizą Autora, podpartą przedrukami obszernych wywiadów z tamtejszej prasy. To dlatego na obwolucie książki stoi, że jest ona dla tych, ?którzy nie tylko pragną POZNAĆ, ale i ZROZUMIEĆ". Oddajmy głos samemu Autorowi: "Książka jest polifoniczna. rozpina się od uśmiechów codziennych spotkań po polityczne i gospodarcze analizy, socjologiczne teorie, przeplata wilgoć deszczu i smak kakao?, zaś ogląd spraw ? jak pisze Autor - jest "nieobarczony prostymi stereotypami wyobrażeń o Wenezueli".
Wenezuela to kraj o największych rezerwach ropy naftowej na świecie! Jak więc połączyć i zrozumieć to midasowe bogactwo z szalejącą inflacją, pustymi półkami, głodowymi płacami ( cena opony do samochodu to równowartość? trzech urzędniczych pensji!) i rekordową przestępczością?! Słowem - skoro jest dobrze, to czemu jest tak źle?! Oddajmy znów głos samemu Autorowi. By na to i inne pytania odpowiedzieć, trzeba poznać mechanizmy polityczno ? ekonomiczne Wenezueli. Tak, wiem, nie brzmi to zachęcająco, ale zapewniam, że sposób, w jaki Ganczarek przeprowadza nas przez skomplikowaną i niejednoznaczną rzeczywistość tego odległego kraju budzi ciekawość, a potem zrozumienie. Ganczarek pokazuje i tłumaczy fenomen Hugo Chaveza, do 2013 roku prezydenta Wenezueli, jego politykę "rozdawnictwa", subsydiów i dopłat, które uczyniły z obywateli rentierów naftowej bossy. Czy wiecie Państwo, że w XXI wieku istnieje kraj, w którym władza rozdaje mieszkania, pralki, telewizory, lodówki, gdzie działa Ministerstwo? Szczęścia, na czele którego stoi wiceminister ds. Wyższego Szczęścia Społecznego!!!? Nie, nie, to nie żart! Więc znów pytanie: Skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle?! Wojciech Ganczarek serwuje nam krótki ( i zrozumiały!) kurs ekonomii made in Wenezuela i pokazuje, że to kraj absurdów i kontrastów, w którym ? nic nie jest pewne i wszystko jest możliwe?. Oto kilka przykładów ( "smaczków"):
- właściciel hektarów ziemi, na której pasą się mleczne krowy, na co dzień używa (wystanego w kolejkach!) mleka w proszku, ?bo na pastwisko za daleko, a to mleko [w proszku!] to władza rozdaje i taniej wychodzi? (!) ?
- w Caracas, stolicy kraju występuje największa dzielnica biedy w całej Ameryce Łacińskiej, z która kontrastują hektary luksusowych strzeżonych dzielnic.
- Gdy tylko są ( a są z rzadka!) dolary, kupuje się je po oficjalnym kursie ? 6,30 boliwarów za jednego dolara i odsprzedaje na tzw. czarnym rynku za? 800 boliwarów (to kurs z października 2015 czyli z czasu, gdy powstawała niniejsza książka).
Oddajmy raz jeszcze głos samemu Autorowi: "Wenezuela opływająca w ropę nie dorobiła się solidnych podstaw dla krajowej gospodarki. Nad łatwym zyskiem nie ma kontroli, a zyski z eksportu surowca skupione w rekach rządu stają się żyzną glebą pod bujny wzrost korupcji, malwersacji finansowych czy zwykłej nowobogackiej beztroski". I nieco dalej: "Szacuje się, że 84% wielomiliardowych zysków z ropy w latach 2003-2012 zostało zwyczajnie przejedzonych".
Zostawmy jednak skomplikowane stosunki polityczno - ekonomiczne Wenezueli. Tym, co stanowi największą wartość każdej podróżniczej książki, a taką jest - mimo wszystko - książka Wojciecha Ganczarka, są ludzie i spotkania z nimi. W tej akurat materii "Upały, mango i ropa naftowa" wpisują się w żelazny schemat gościnności i uczynności względem przybysza z daleka. Wprawdzie mało kto widząc Autora na rowerze pedałującego w morderczym upale lub w niemal arktycznym zimnie jest w stanie uwierzyć, że widzi to, co widzi; wszak Wenezuela to kraj, gdzie niezależnie od pustych sklepowych półek na drogach królują najnowsze modele Toyoty, Land cruiserów, Nissanów, Humerów, Jeep`ów ( Autor ironizuje: Samochody godne kraju pogrążonego w kryzysie?!). "Ja na rowerze to najdalej może do piekarni" - słyszy Ganczarek, ale gdy następuje pierwsza, a za nią kolejne awarie roweru, łańcuszek ludzi dobrej woli wydobędzie niemal spod ziemi brakujące części. Autor tłumaczy ów fenomen następująco: "W kraju, w którym codzienność zaskakuje nadzwyczajnymi uniedogodnieniami ludzie tym bardziej dbają o przyjezdnego. Przecież skoro im żyje się ciężko, a są już przyzwyczajeni, to jak ciężko musi być komuś z zewnątrz".
W przydrożnych barach i pomniejszych sklepikach ( nigdy, co podkreśla Autor, w państwowych supermarketach!) sprzedawczynie pilnują pustych półek, ale klienta witają obowiązkowym promiennym uśmiechem i słowami: "Kochanie", "Królu mój", "Książę młody".
W swej podróży Ganczarek wielokrotnie zachwyca się niepospolitą ( i wciąż poprawianą!) urodą kobiet, co nie przesłania mu prawdy o rzeczywistej ich pozycji w zdominowanym przez kulturę macho społeczeństwie. SAMICA ( spieszę wyjaśnić, że słowo to w tamtejszej kulturze absolutnie pozbawione jest pejoratywnego, polskiego wydźwięku) i MATKA - to dwie skrajne role przypisane wenezuelskim kobietom, ale do szczegółowych i precyzyjnych, wyczerpujących wyjaśnień w tej materii odsyłam do lektury książki.
Zresztą i Wenezuelczyk to mężczyzna obowiązkowo urodziwy, uśmiechnięty i mega-zadbany i tego kultu zewnętrznego piękna nie jest w stanie podważyć drugie dno wyłaniające się w tamtejszej rzeczywistości. Każdy Wenezuelczyk ma 7 miłości: Bóg, mama, równina, kobieta, dzieci, koń i pies. Zdumionych tą hierarchią odsyłam do książki, która wyczerpująco odpowie na wszelkie wątpliwości!
O systemie wartości w tym ? co by nie rzec- zdemoralizowanym społeczeństwie dużo mówi pewien "eksperyment"; poproszono Szwajcarów, by dopisali antonim do słowa: cwaniak. To "człowiek honoru, uczciwy, itd." Dla Wenezuelczyka jednak to: frajer i głupiec?!!! Ganczarek tłumaczy, iż takie postrzeganie to nie kaprys czy zachcianka, lecz konieczność i dodaje: - Tu [w Wenezueli] przebiegłość przyjmuje się za cnotę, a chytrość darzy się rozumem?.
Dalej, cytując za Autorem, Wenezuela to kraj samych NAJ: najwięcej ropy, najdłuższy most, najwyższy wodospad, najpiękniejsze kobiety, ale i największe zadłużenie i najmniej odpowiedzialny rząd!
Na zakończenie wzruszający akcent polski; W trakcie swej wielomiesięcznej podróży Autor spędził Boże Narodzenie u jednej z miejscowych rodzin. Jedną z krewnych była wiekowa Polka, która opuściła ojczyznę 70 lat temu. Poza słowem "dobrze" nie pamiętała już nic. Jakież więc było zdumienie i wzruszenie Autora, gdy podczas śpiewania kolęd staruszka w całości i bez pomyłek odśpiewała "Wśród nocnej ciszy", "Bóg się rodzi" i "W żłobie leży" J. I jeszcze jedno - zakończenie ( na pewno już ostatnie). Pora wyjaśnić, dlaczego tytułowe upały, mango i ropa według Autora są trzema największymi przekleństwami Wenezueli. Nie, nie, tego jednak nie zdradzę, w zamian zachęcając gorąco do lektury książki, dzięki której nie tylko POZNAMY piękny kraj pięknych ( i szczęśliwych?) ludzi, ale i go ZROZUZMIEMY.
http://mumagstravellers.blogspot.com/ Majka Em
Psychologia Zmiany - najskuteczniejsze narzędzia pracy z ludzkimi emocjami, zachowaniami i myśleniem
Nie powinno dziwić, że najnowsza książka Mateusza Grzesiaka – jednego z najpopularniejszych w Polsce trenerów rozwoju osobistego i coachów – szybko weszła na listę bestsellerów. Zawiera ona autorskich zestaw najskuteczniejszych według niego narzędzi stosowanych w terapii, coachingu, mentoringu czy też konsultingu – składający się na tytułową psychologię zmiany. W kolejnych rozdziałach znajdziemy informacje na temat założeń modelu Grzesiaka, procesu diagnozy, kolejnych etapów zmiany, a także ciekawe refleksje na temat działalności jako people helper.
Ważna, bo: to najnowsza książka najpopularniejszego polskiego coacha
THINKTANK rekomenduje: wszystkim zainteresowanym rozwojem własnym i innych
Ważna, bo: to najnowsza książka najpopularniejszego polskiego coacha
THINKTANK rekomenduje: wszystkim zainteresowanym rozwojem własnym i innych
Magazyn Think Tank Turkowski Andrzej
Filozofia Kaizen. Małymi krokami ku doskonałości
Druga na polskim rynku książka Roberta Maurera, wykładowcy i trenera, który swoją metodę opiera na japońskiej koncepcji ciągłego doskonalenia. Sprawdzi się ona zarówno w zakresie rozwoju osobistego, jak i osiągania sukcesów w biznesie. Książka dostarcza praktycznych narzędzi do pracy nad morale pracowników, ograniczaniem kosztów działania organizacji przy równoczesnej poprawie jakości pracy i skutecznego wprowadzania innych zmian metodą małych kroków, a nie rewolucji, bo ta często budzi opór. Koncepcja Kaizen z powodzeniem stosowana jest u światowych gigantów, jak Boeing, Toyota czy Honda.
Ważna, bo: prezentuje skuteczną metodę wprowadzania zmian w organizacji
THINKTANK rekomenduje: wszystkim liderom
Ważna, bo: prezentuje skuteczną metodę wprowadzania zmian w organizacji
THINKTANK rekomenduje: wszystkim liderom
Magazyn Think Tank Turkowski Andrzej
Nawigator Modelu Biznesowego. 55 modeli, które zrewolucjonizują Twój biznes
Walka o utrzymanie przewagi w warunkach silnej konkurencji, wymusza wznoszenie się na nowe poziomy innowacyjności. Co jednak zrobić, gdy w oferowanym przez nas produkcie lub usłudze nie da się wprowadzić innowacji lub też nie jesteśmy w stanie tego dokonać? Rozwiązaniem jest skierowanie swojej uwagi na model biznesowy – na przykład poprzez zaadaptowanie sprawdzonego rozwiązania z innej gałęzi. Nieocenioną pomocą będzie w tym przedsięwzięciu prezentowana książka, w której oprócz opisów tytułowych modeli znajdziemy informacje dotyczące procesu adaptacji wzorców z innej branży.
Ważna, bo: poszerza znaczenie innowacyjności
THINKTANK rekomenduje: właścicielom firm, menedżerom
Ważna, bo: poszerza znaczenie innowacyjności
THINKTANK rekomenduje: właścicielom firm, menedżerom
Magazyn Think Tank Turkowski Andrzej
Analiza biznesowa. Praktyczne modelowanie organizacji
Jak dobrze współpracować na linii organizacja–wykonawca rozwiązań IT? Odpowiedzi znajdziemy w książce Jarosława Żelińskiego, eksperta znanego między innymi z bloga ITConsulting. Autor zwraca uwagę na z pozoru oczywisty, a jednak często zaniedbywany etap współpracy, jakim jest analiza biznesowa. Jeśli przeprowadzimy ją niewłaściwie, o uzyskaniu wyników satysfakcjonujących obie strony nie może być mowy. Warto sięgnąć po tę książkę, ponieważ opisuje ona sposoby na skuteczne ustalenie wymagań z perspektywy konkretnych sytuacji, z którymi autor miał do czynienia w swojej praktyce zawodowej.
Magazyn Think Tank Turkowski Andrzej