Recenzje
Dręczyciel
Kiedy myślisz, że kogoś znasz, życie skutecznie zmienia twoje poglądy.
Gdy najlepszy przyjaciel odwraca się od ciebie, twoje życie legnie w gruzach.
Wszystko się zmienia. Już nic nie jest takie same.
Tate i Jared byli najlepszymi przyjaciółmi od dzieciństwa. Znali siebie na wylot, wiedzieli o sobie wszystko. Ale gdy pewnego dnia Jared wrócił z podróży, zmienił się. Nie chciał rozmawiać z Tate, a dodatkowo zacząć ją dręczyć i namawiał do tego swoich przyjaciół. W ciągu kilku dni życie dziewczyny zmieniło się bez powodu. Jej psychika została zniszczona, jednak postanowiła wyjechać do Paryża, aby odpocząć od wszystkiego. Kiedy wróciła, już nie była tą samą dziewczyną, stała się piękna, młodą kobietą, która prezentowała z dumą siebie. Nie była już szarą myszką, którą Jared i jego przyjaciele mogli pomiatać, teraz ona przejęła stery.
Bardzo polubiłam głównych bohaterów, którzy potrafi rozśmieszać mnie mimo wszystko swoim zachowaniem. Tate posiadała przy sobie gaz pieprzowy, kij basebaloowy pod łóżkiem oraz łom w samochodzie! Gdybym ją spotkała, to obawiałabym się jej, naprawdę. A sposoby wykorzystania tych rzeczy śmieszyły mnie do łez. Tate jest dziewczyną, która jest twarda i nie da sobą pomiatać. Nie zawaha się kopnąć niegrzecznego pana w krocze. Zresztą przekonacie się sami.
Jareda mimo jego dręczenia polubiłam. Jest tajemniczy i skrywa wiele tajemnic. Potrafi także przyłożyć, jeśli wymaga tego sytuacja. I chociaż udaje twardziela, to w środku nim nie do końca jest.
WOW!
Tak mogę wyrazić się o tej książce. Jest wyjątkowa, oryginalna, niesamowita, wzbudza emocje, porusza ważne tematy i pochłania czytelnika.
Zupełnie nie spodziewałam się takiej historii. Liczyłam na słodki romans, a jednak otrzymał genialną książkę, która ma bardzo dobrze obmyślaną fabułę. Bohaterowie są świetni, a podczas czytania nie brakowało śmiechu.
Bardzo cieszę się, że miałam przyjemność przeczytania "Dręczyciela". Fabuła oczarowała mnie. Całą historię bardzo przyjemnie i lekko czyta się, co jest ogromnym plusem. Pióro Penelope Douglas zdecydowanie jest warte poznania. Pomysł na książkę miała i w pełni go zrealizowała. Zrobiła to bardzo dobrze. Akcja pędziła i nie brakowało emocji. Wiele scen rozbawiło mnie, ale także pojawiał się momentami lęk. Zawiść głównych bohaterów i wzajemne uprzykrzanie sobie życia były wręcz komiczne.
Były sceny smutne i przykre, a osadzenie wydarzeń w liceum było atutem i jednocześnie minusem. Uczniowie chociaż są nastolatkami, którym buzują hormony, byli strasznie wredni i chamscy. Dziewczyny nie szanowały siebie, latały za grupką wybranych chłopaków (jak to bywa w takich książkach), a oni oczywiście z tego korzystali. W sumie w codziennym życiu większość dziewczyn lepiej nie postępuje, aczkolwiek powoli zaczyna nudzić mnie schemat grupki popularnych osób, za którą biega cała reszta i wspólnie sieją rozpustę.
Zakończenie książki jest całkiem miłym zaskoczeniem. Tzn. spodziewałam się go po części, ale znalazły się elementy, których nie przewidziałam i za to książka ma ode mnie ogromny plus.
"Byłeś moją burzą, moją chmurą gradową, moim drzewem w ulewie. Kochałam te wszystkie rzeczy i kochałam ciebie. Ale teraz? Jesteś jak pieprzona susza. Myślałam, że palanci jeżdżą tylko niemieckimi samochodami, ale okazało się, że dupki w Mustangach też mogą zostawić blizny."
Jedynie do czego mogę przyczepić się, to zbyt szybkie wybaczenie przez główną bohaterkę Jaredowi. Od samego początku było wiadome, że pogodzą się, ale nie sądziłam, że zrobi ona to tak szybko. I szczerze? Powód, dla którego on ją dręczył był naprawdę błahy, wręcz śmieszny. Liczyłam na jakiś wielki szok, a tutaj w sumie przemówiła zazdrość.
Gdy najlepszy przyjaciel odwraca się od ciebie, twoje życie legnie w gruzach.
Wszystko się zmienia. Już nic nie jest takie same.
Tate i Jared byli najlepszymi przyjaciółmi od dzieciństwa. Znali siebie na wylot, wiedzieli o sobie wszystko. Ale gdy pewnego dnia Jared wrócił z podróży, zmienił się. Nie chciał rozmawiać z Tate, a dodatkowo zacząć ją dręczyć i namawiał do tego swoich przyjaciół. W ciągu kilku dni życie dziewczyny zmieniło się bez powodu. Jej psychika została zniszczona, jednak postanowiła wyjechać do Paryża, aby odpocząć od wszystkiego. Kiedy wróciła, już nie była tą samą dziewczyną, stała się piękna, młodą kobietą, która prezentowała z dumą siebie. Nie była już szarą myszką, którą Jared i jego przyjaciele mogli pomiatać, teraz ona przejęła stery.
Bardzo polubiłam głównych bohaterów, którzy potrafi rozśmieszać mnie mimo wszystko swoim zachowaniem. Tate posiadała przy sobie gaz pieprzowy, kij basebaloowy pod łóżkiem oraz łom w samochodzie! Gdybym ją spotkała, to obawiałabym się jej, naprawdę. A sposoby wykorzystania tych rzeczy śmieszyły mnie do łez. Tate jest dziewczyną, która jest twarda i nie da sobą pomiatać. Nie zawaha się kopnąć niegrzecznego pana w krocze. Zresztą przekonacie się sami.
Jareda mimo jego dręczenia polubiłam. Jest tajemniczy i skrywa wiele tajemnic. Potrafi także przyłożyć, jeśli wymaga tego sytuacja. I chociaż udaje twardziela, to w środku nim nie do końca jest.
"Płakałam przez ciebie już niezliczoną ilość razy - uniosłam ku niemu powoli środkowy
palec i zapytałam.
- Wiesz co to jest?- poklepałam środkowym palcem kąt mego oka.
- To ja,ocierająca ostatnią łzę, jaką dostaniesz."
palec i zapytałam.
- Wiesz co to jest?- poklepałam środkowym palcem kąt mego oka.
- To ja,ocierająca ostatnią łzę, jaką dostaniesz."
WOW!
Tak mogę wyrazić się o tej książce. Jest wyjątkowa, oryginalna, niesamowita, wzbudza emocje, porusza ważne tematy i pochłania czytelnika.
Zupełnie nie spodziewałam się takiej historii. Liczyłam na słodki romans, a jednak otrzymał genialną książkę, która ma bardzo dobrze obmyślaną fabułę. Bohaterowie są świetni, a podczas czytania nie brakowało śmiechu.
Bardzo cieszę się, że miałam przyjemność przeczytania "Dręczyciela". Fabuła oczarowała mnie. Całą historię bardzo przyjemnie i lekko czyta się, co jest ogromnym plusem. Pióro Penelope Douglas zdecydowanie jest warte poznania. Pomysł na książkę miała i w pełni go zrealizowała. Zrobiła to bardzo dobrze. Akcja pędziła i nie brakowało emocji. Wiele scen rozbawiło mnie, ale także pojawiał się momentami lęk. Zawiść głównych bohaterów i wzajemne uprzykrzanie sobie życia były wręcz komiczne.
Były sceny smutne i przykre, a osadzenie wydarzeń w liceum było atutem i jednocześnie minusem. Uczniowie chociaż są nastolatkami, którym buzują hormony, byli strasznie wredni i chamscy. Dziewczyny nie szanowały siebie, latały za grupką wybranych chłopaków (jak to bywa w takich książkach), a oni oczywiście z tego korzystali. W sumie w codziennym życiu większość dziewczyn lepiej nie postępuje, aczkolwiek powoli zaczyna nudzić mnie schemat grupki popularnych osób, za którą biega cała reszta i wspólnie sieją rozpustę.
Zakończenie książki jest całkiem miłym zaskoczeniem. Tzn. spodziewałam się go po części, ale znalazły się elementy, których nie przewidziałam i za to książka ma ode mnie ogromny plus.
"Byłeś moją burzą, moją chmurą gradową, moim drzewem w ulewie. Kochałam te wszystkie rzeczy i kochałam ciebie. Ale teraz? Jesteś jak pieprzona susza. Myślałam, że palanci jeżdżą tylko niemieckimi samochodami, ale okazało się, że dupki w Mustangach też mogą zostawić blizny."
Jedynie do czego mogę przyczepić się, to zbyt szybkie wybaczenie przez główną bohaterkę Jaredowi. Od samego początku było wiadome, że pogodzą się, ale nie sądziłam, że zrobi ona to tak szybko. I szczerze? Powód, dla którego on ją dręczył był naprawdę błahy, wręcz śmieszny. Liczyłam na jakiś wielki szok, a tutaj w sumie przemówiła zazdrość.
"Dręczyciel" to książka, którą zdecydowanie warto poznać. Godziny które poświęcimy dla tej książki, będą dobrym spożytkowaniem czasu. Fabuła z pewnością przypadnie do gustu nie jednej osobie, a wiele osób tak jak ja będzie zachwycona książką. Nie zabraknie również śmiechu, a mocne charaktery bohaterów spodobają się wam z pewnością.
Nie zastanawiacie się i sięgnijcie po "Dręczyciela". Jest tego wart!
Nie zastanawiacie się i sięgnijcie po "Dręczyciela". Jest tego wart!
Bookparadise.pl Natalia Zaczkiewicz
Rubinowe oczy Kremla. Tajemnice podziemnej Moskwy
„… Może niektórzy się oburzą na to porównanie,
ale Moskwa ze swoimi tajemnicami przypomina Egipt …”
Dzisiejsza Moskwa jest bardzo rozwinięta, ale autor książki udowadnia, że prawie każde miasto, ma swoje drugie dno, dosłownie i w przenośni. Rosyjska stolica, skrywa pewne zagadki, tajemnice, legendy, a nawet magię. Począwszy od zaginionej bizantyjskiej biblioteki Iwana Groźnego, po tunele łączące Kreml, z lotniskiem Wnukowo…
Autorem publikacji jest Maciej Jastrzębski, który swoją dziennikarską przygodę, rozpoczął z radiową Trójką. Od wielu lat, jest korespondentem zagranicznym Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia. Obecnie mieszka w Moskwie i przekazuje wszystkie informacje, dotyczące wydarzeń z Rosji. Na swoim koncie ma kilka książek m.in. „Matrioszka Rosja i Jastrząb”, oraz „Krym: miłość i nienawiść”.
Polak postrzega Rosjanina w specyficzny sposób, ale nasi wschodni sąsiedzi, to według mnie kontrasty i charakter. Najlepiej czuć to na Podlasiu, gdzie znajdują się moje rodzinne korzenie. Nie istnieją jawne podziały, a polityka i wydarzenia kulturalne ze sobą współgrają. Ponadto, dzieci mogą uczyć się w szkole dwóch języków- polskiego i rosyjskiego, co zaprocentuje tylko w przyszłości dodatkowymi umiejętnościami.
Współcześnie i my również w coś wierzymy. Przeznaczenie, Bóg i legendy znajdują swoje miejsce i w naszej kulturze. Według statystyk, Rosjanie wydają sporo pieniędzy na usługi jasnowidzów, wróżek i znachorów.
Legend o samej Moskwie jest także wiele. Jedne opowiadają o mistrzach czarnej magii, inne o skarbach ukrytych pod samym Kremlem, a także o mężnych bohaterach. Publikacja, jest odpowiednia dla osób, które interesują się Rosją.
Polityka zajmuje również szczególne miejsce. Sympatie, antypatie i zmagania z komentarzami rosyjskich dziennikarzy, wpływają na wizerunek Polski.
Rosjanie zaś, wypracowali sobie systematyczność. Moskwa, jest miastem kontrastów. Bogate dzielnice zadziwiają i kuszą przepychem, natomiast biedna codzienność - przytłacza. Słynna Rublowka, o której już kiedyś pisałam na blogu jest prestiżową dzielnicą, gdzie mieszkają nie tylko milionerzy i dygnitarze. Jej mieszkańcy, szukają rozgłosu, nowości i np. zegarków za pięćdziesiąt tysięcy euro. To już zupełnie inny świat …
Ponadto, dowiecie się co nieco o Liberii, czyli zaginionej przed wiekami bibliotece cara Iwana IV Groźnego, gdzie podobno, znajdowały się dzieła starożytnych autorów. Na jej temat istnieje wiele spekulacji. A co stało się, z metalowymi zapinkami i drogocennymi ozdobami?
Autorowi do napisania książki, posłużyły rozmowy przeprowadzone w latach 2010 – 2016, a także ciekawa bibliografia w języku polskim i rosyjskim, z którą możecie się zapoznać.
Publikacja, uzupełniona jest zdjęciami. Gorąco polecam i życzę miłej lektury.
ale Moskwa ze swoimi tajemnicami przypomina Egipt …”
Dzisiejsza Moskwa jest bardzo rozwinięta, ale autor książki udowadnia, że prawie każde miasto, ma swoje drugie dno, dosłownie i w przenośni. Rosyjska stolica, skrywa pewne zagadki, tajemnice, legendy, a nawet magię. Począwszy od zaginionej bizantyjskiej biblioteki Iwana Groźnego, po tunele łączące Kreml, z lotniskiem Wnukowo…
Autorem publikacji jest Maciej Jastrzębski, który swoją dziennikarską przygodę, rozpoczął z radiową Trójką. Od wielu lat, jest korespondentem zagranicznym Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia. Obecnie mieszka w Moskwie i przekazuje wszystkie informacje, dotyczące wydarzeń z Rosji. Na swoim koncie ma kilka książek m.in. „Matrioszka Rosja i Jastrząb”, oraz „Krym: miłość i nienawiść”.
Polak postrzega Rosjanina w specyficzny sposób, ale nasi wschodni sąsiedzi, to według mnie kontrasty i charakter. Najlepiej czuć to na Podlasiu, gdzie znajdują się moje rodzinne korzenie. Nie istnieją jawne podziały, a polityka i wydarzenia kulturalne ze sobą współgrają. Ponadto, dzieci mogą uczyć się w szkole dwóch języków- polskiego i rosyjskiego, co zaprocentuje tylko w przyszłości dodatkowymi umiejętnościami.
Współcześnie i my również w coś wierzymy. Przeznaczenie, Bóg i legendy znajdują swoje miejsce i w naszej kulturze. Według statystyk, Rosjanie wydają sporo pieniędzy na usługi jasnowidzów, wróżek i znachorów.
Legend o samej Moskwie jest także wiele. Jedne opowiadają o mistrzach czarnej magii, inne o skarbach ukrytych pod samym Kremlem, a także o mężnych bohaterach. Publikacja, jest odpowiednia dla osób, które interesują się Rosją.
Polityka zajmuje również szczególne miejsce. Sympatie, antypatie i zmagania z komentarzami rosyjskich dziennikarzy, wpływają na wizerunek Polski.
Rosjanie zaś, wypracowali sobie systematyczność. Moskwa, jest miastem kontrastów. Bogate dzielnice zadziwiają i kuszą przepychem, natomiast biedna codzienność - przytłacza. Słynna Rublowka, o której już kiedyś pisałam na blogu jest prestiżową dzielnicą, gdzie mieszkają nie tylko milionerzy i dygnitarze. Jej mieszkańcy, szukają rozgłosu, nowości i np. zegarków za pięćdziesiąt tysięcy euro. To już zupełnie inny świat …
Ponadto, dowiecie się co nieco o Liberii, czyli zaginionej przed wiekami bibliotece cara Iwana IV Groźnego, gdzie podobno, znajdowały się dzieła starożytnych autorów. Na jej temat istnieje wiele spekulacji. A co stało się, z metalowymi zapinkami i drogocennymi ozdobami?
Autorowi do napisania książki, posłużyły rozmowy przeprowadzone w latach 2010 – 2016, a także ciekawa bibliografia w języku polskim i rosyjskim, z którą możecie się zapoznać.
Publikacja, uzupełniona jest zdjęciami. Gorąco polecam i życzę miłej lektury.
http://redaktor21.bloog.pl/ Katarzyna Żarska
Dręczyciel
Antoine de Saint - Exupéry mawiał:
"Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają latać."
Jak się poczujesz gdy Twój przyjaciel podetnie Ci skrzydła? Co się dzieje gdy bliska Ci osoba staje się Twoim Dręczycielem? Czy i Ty czytelniku, odnajdziesz siebie w tej historii? Bo ja siebie odnalazłam.
Tate i Jared znali się od dzieciństwa. Dziewczyna uważała kiedyś, że chłopak jest najfajniejszym, najmilszym, najukochańszym i najpiękniejszym chłopcem na świecie. Spędzali ze sobą całe dnie wspinając się po drzewach, a domu wracając tylko po to by coś zjeść.
Tate, bardzo wcześnie straciła swoją mamę i zostaje sama z ojcem. Natomiast Jareda wychowywała tylko mama, która miała problemy z alkoholem.
Obu połączyła niesamowita więź przyjaźni. Wspierali się nawzajem i zwierzali ze swoich sekretów. Byli nierozłączni jak przystoi na prawdziwych przyjaciół, lecz pewnego dnia Jared odsunął się od Tate. Gdy wrócił z wakacji od ojca, dziewczyna już nie rozpoznawała w nim swojego przyjaciela. Chłopak zaczął ją nienawidzić i upokarzać przed innymi. Zamienił jej życie w piekło sprawiając, że dziewczyna nie czuła się dobrze, ani w szkole, ani we własnym domu.
Wkrótce dziewczyna na rok wyjeżdża do Francji. Po powrocie już nie jest tą samą osobę. Z zastraszonej nastolatki, stała się młodą kobietą, która jest świadoma swojej wartości. Ludzie których znała są pozytywnie zaskoczeni tą zmianą i nawet Jared jest zafascynowany nią.
''Dręczyciel'', to wbrew pozorom ciepła i lekka powieść. Czyta się ją szybką, dialogi są zabawne i nie pozostawiają czasu na nudę. Już na początku książki można zauważyć, że głównych bohaterów do siebie ciągnie. Byłam bardzo ciekawa, co kierowało chłopakiem w jego działaniach i gdy już się wyjaśniło miałam mieszane uczucia. Byłam zaskoczona, ale również zszokowana tym co musiał przeżyć. Przyznam się, że nie od dziś mam słabość do męskich postaci. I chociaż bardzo polubiłam Jareda, bo da się zauważyć, że nie był złym człowiekiem, to jednak byłam po stronie Tate.
Sama sytuacja bohaterki była dla mnie dość bliskim tematem. Ja również byłam zaszczuwana w szkole. Szarą myszką, którą każdy pomiatał. Rozumiałam jej chęć ucieczki, jej bezradność w sytuacji podczas której było ofiarą. Większość ludzi nie bierze pod uwagę, że wyśmiewając się z kogoś i oczerniając daną osobę, zostawiają na jej umyśle uszczerbek na wiele lat. Bo nie łatwo jest zaufać innym po czymś takim. Mi zajęło to sporo czasu, a nadal tego uczę.
Autorka pokazała nam młodych ludzi wkraczających w dorosłość. Za każdym złym, czy dobrym czynem stoi nasza przeszłość i to ona kierowała głównym bohaterem. Ja wierzę, że człowiek może się zmienić za sprawą złych doświadczeń.
''Dręczyciel'', to nie tylko historia o gnębieniu, ale również o stracie i nadziei. Ta historia uczy, że warto pomyśleć, że nasze gesty mogą nie tylko pomagać, ale również niszczyć drugiego człowieka. Zastanówmy się parę razy zanim sprawimy komuś przykrość.
Jeśli szukasz książki, którą czyta się szybko, ta jest dla Ciebie. Pomimo tematu, który jest poruszany czyta się ją lekko. Ja nie raz się przy niej uśmiałam, no bo kto normalny trzyma łom w aucie, czy kij baseballowy pod łóżkiem? Tylko nasza główna bohaterka! Nie zabraknie tu emocjonalnych scen, pokrapianych zmysłowością. Ale również bólu i zawodu. Ta książka jest jedną z tych, które dostarczają emocji. Kto tak jak ja będzie czekał na kolejną część?
Wkrótce dziewczyna na rok wyjeżdża do Francji. Po powrocie już nie jest tą samą osobę. Z zastraszonej nastolatki, stała się młodą kobietą, która jest świadoma swojej wartości. Ludzie których znała są pozytywnie zaskoczeni tą zmianą i nawet Jared jest zafascynowany nią.
''Byłeś moją burzą, moją chmurą gradową, moim drzewem w ulewie. Kochałam te wszystkie rzeczy i kochałam ciebie. Ale teraz? Jesteś jak pieprzona susza. Myślałam, że palanci jeżdżą tylko niemieckimi samochodami, ale okazało się, że dupki w Mustangach też mogą zostawić blizny.''
''Dręczyciel'', to wbrew pozorom ciepła i lekka powieść. Czyta się ją szybką, dialogi są zabawne i nie pozostawiają czasu na nudę. Już na początku książki można zauważyć, że głównych bohaterów do siebie ciągnie. Byłam bardzo ciekawa, co kierowało chłopakiem w jego działaniach i gdy już się wyjaśniło miałam mieszane uczucia. Byłam zaskoczona, ale również zszokowana tym co musiał przeżyć. Przyznam się, że nie od dziś mam słabość do męskich postaci. I chociaż bardzo polubiłam Jareda, bo da się zauważyć, że nie był złym człowiekiem, to jednak byłam po stronie Tate.
Sama sytuacja bohaterki była dla mnie dość bliskim tematem. Ja również byłam zaszczuwana w szkole. Szarą myszką, którą każdy pomiatał. Rozumiałam jej chęć ucieczki, jej bezradność w sytuacji podczas której było ofiarą. Większość ludzi nie bierze pod uwagę, że wyśmiewając się z kogoś i oczerniając daną osobę, zostawiają na jej umyśle uszczerbek na wiele lat. Bo nie łatwo jest zaufać innym po czymś takim. Mi zajęło to sporo czasu, a nadal tego uczę.
Autorka pokazała nam młodych ludzi wkraczających w dorosłość. Za każdym złym, czy dobrym czynem stoi nasza przeszłość i to ona kierowała głównym bohaterem. Ja wierzę, że człowiek może się zmienić za sprawą złych doświadczeń.
''Dręczyciel'', to nie tylko historia o gnębieniu, ale również o stracie i nadziei. Ta historia uczy, że warto pomyśleć, że nasze gesty mogą nie tylko pomagać, ale również niszczyć drugiego człowieka. Zastanówmy się parę razy zanim sprawimy komuś przykrość.
Jeśli szukasz książki, którą czyta się szybko, ta jest dla Ciebie. Pomimo tematu, który jest poruszany czyta się ją lekko. Ja nie raz się przy niej uśmiałam, no bo kto normalny trzyma łom w aucie, czy kij baseballowy pod łóżkiem? Tylko nasza główna bohaterka! Nie zabraknie tu emocjonalnych scen, pokrapianych zmysłowością. Ale również bólu i zawodu. Ta książka jest jedną z tych, które dostarczają emocji. Kto tak jak ja będzie czekał na kolejną część?
Redgirlbooks.blogspot.com Ewelina Żyła
Dręczyciel
Każdy z nas zna powiedzenie „Kto się czubi, ten się lubi”. Chłopcy w przedszkolu ciągną dziewczęta za warkocz, później robią im kawały i popisują się przed kolegami. Gdy zapłakana dziewczynka opowiada o całej sytuacji mamie, dostaje pobłażliwą odpowiedź, brzmiącą dokładnie, jak powyższe przysłowie. Książka „Dręczyciel” jest jedną z powieści, które wciągają od pierwszej strony i gwarantują nieprzespaną noc. Prowokuje do wielu pytań i wątpliwości odnoście związków oraz tego, kiedy kobieta powinna powiedzieć „mam dość!”, a kiedy... wybaczyć.
„Dręczyciel” to pierwszy tom z cyklu „Fall Away”. Kolejne części dotyczą innych bohaterów powieści Penelope Douglas. Jeśli tylko utrzymają poziom „Dręczyciela”, to już nie mogę się ich doczekać. Autorka postawiła na wartką akcję, tajemnicę do rozwikłania, niesamowite napięcia oraz chemię pomiędzy postaciami. W tej tematyce bardzo łatwo potknąć się o schematy i utarte wątki. Tutaj jednak pojawiło się coś nowego, świeżego i to niezaprzeczalnie stanowi o sukcesie tej pozycji.
Która z nas nie chciałaby mieć tak przystojnego dręczyciela, jakim jest Jared? Z pewnością nie Tate. Znają się od dzieciństwa i zawsze byli najlepszymi przyjaciółmi. Po powrocie Jareda z wakacji – coś się zmieniło. Zaczął traktować ją niczym największego wroga – upokarzał ją przed całą szkołą, poniżał, traktował jak nic wartego śmiecia. I to zupełnie bez żadnego powodu. Stał się dręczycielem, przez którego jej życie przeistoczyło się w koszmar. Ucieczka na rok do Paryża okazała się jedynym wyjściem – Tate wróciła całkiem odmieniona, zdeterminowana, aby już nigdy więcej nie płakać przez Jareda. Wiedziała, że chodzenie z podniesioną głową nie będzie takie proste. Jared znał jej największe słabości, tajemnice i upodobania. Miał ją w garści. Tylko dlaczego się nad nią znęcał? Przecież nic mu nie zrobiła! Jaki sekret skrywał Jared?
Przez całą książkę właśnie tego rodzaju pytania sobie zadawałam – dlaczego on ją tak traktuje? Jedynym wytłumaczeniem było to, że Tate nieświadomie musiała wyrządzić mu jakąś krzywdę. Zakończenie jednak całkowicie wbiło mnie w fotel i wywołało łzy wzruszenia. Muszę przyznać, że Douglas potrafi świetnie dawkować informacje i budować napięcie. Gdy już myślisz, że relacje pomiędzy postaciami się naprostowały, to nagle dzieje się coś takiego, co od nowa wywraca całą historię do góry nogami. Istna jazda bez trzymanki.
Tło fabuły osadzone jest w szkole średniej, a więc duża część akcji rozgrywa się na szkolnych korytarzach oraz imprezach, gdzie królują plotki, romanse oraz walka o władzę. Nie żartuję, to tylko liceum – jednak w każdym z nich jest dziewczyna, chcąca rządzić wszystkimi i chodzić z najładniejszym chłopakiem, jak i facet, który nie nadaje się do stałych związków. Pisarka stworzyła ciekawy i niebanalny obraz życia Tate. Jako już starsza osoba myślałam, że to tematyka trochę nie pode mnie – oczywiście kompletnie się myliłam, bo „Dręczyciel” od razu mnie pochłonął. Prawdopodobnie dzięki głównej bohaterce – nie jest ona głupiutką blondynką, jednak trzeźwo myślącą osobą, która świetnie radzi sobie życiu. Tate nie boi się uderzyć faceta, wyrazić swojego zdania czy też bezmyślnie nie pcha się w ręce Jareda lub innych chłopaków. Bałam się, że wyjdzie z tego Mary Sue, a więc bohaterka zbyt idealna. Myślę, że Douglas jest na granicy, dlatego musi uważać, aby jej postaci były bardziej przyziemne.
Styl pisarki jest lekki, dzięki czemu książkę czyta się płynnie i szybko. „Dręczyciel” głównie opiera się na dialogach, dynamicznej akcji i języku, którym posługuje się młodzież. Nie zdziwcie się, gdy natrafcie na wulgaryzmy – mnie one nie przeszkadzały, bo były częścią tego, kim są postaci i jak się zachowywały. Poza tym, bohaterowie używali ich zwykle pod wpływem emocji, co podkręcało atmosferę. Douglas postawiła na narrację pamiętnikarską, prowadzoną z perspektywy Tate – muszę przyznać, że dzięki jej osobowości i ironicznemu poczuciu humoru książka nabrała charakteru i oryginalności. Co mi przeszkadzało? Autorka wiele razy szczegółowo opisywała ubiór postaci – zbyt często podkreślała, jacy są piękni, a ubrania leżą na nich naprawdę wyjątkowo seksownie. Co za dużo, to nie zdrowo!
Główną zaletą powieści jest przede wszystkim motyw nienawiści Tate i Jareda. Taki wątek zapowiada, że na pewno nie będziemy się nudzić podczas czytania. I taka jest prawda – cały czas coś się działo. Dla tej książki zarwałam noc. Nie mogłam jej odłożyć, musiałam dowiedzieć się, jak ta historia się skończy! Douglas stworzyła niesamowitą chemię pomiędzy postaciami. Tate i Jared byli jak dwa magnesy, mimo, że się nie znosili, to i tak coś ich do siebie przyciągało.
Teraz, co ważne – podobało mi się, że Tate miała szacunek dla samej siebie i nie rzucała się na pierwszych lepszych, umięśnionych przystojniaków. Wyznaczała granice. Potrafiła też przeciwstawić się swoim dręczycielom i znała swoją wartość. To również przykład bohaterki, która nie dała się złamać i cały czas kształtowała swój charakter. Niby cienka książka, a można z niej bardzo wiele wynieść. Pisarka udowodniła, że głupie żarty mogą poważnie komuś zniszczyć życie. Kto zniósłby ciągłe upokorzenie? Nienawiść tłumu? W młodym wieku szukamy akceptacji, chcemy być lubiani, dlatego odwrotna sytuacja, gdy ktoś nas gnębi i poniża – sprawia, że tracimy pewność siebie i powoli zaczynamy wierzyć, że może rzeczywiście nie jesteśmy nic warci. I to jest błąd! Wiele młodych osób jest podobnie traktowanych w szkole, dlatego „Dręczyciel” ukazuje przesłanie – nie dawajcie się, podchodźcie do tego z dystansem i trzymajcie się swoich przyjaciół. I nie dajcie się zniszczyć!
„Dręczyciel” to must have tego roku. Dawno żadna powieść mnie tak nie wciągnęła! Jeśli potrzebujecie dobrego, zaskakującego romansu, to koniecznie sięgnijcie po tę książkę. Historia Tate i Jareda natychmiast Was porwie i wywoła niezliczone emocje, na początku wściekłość, współczucie, później zaciekawienie, a na końcu wzruszenie i łzy. Pełna niedopowiedzeń, pasjonująca, wywołująca rumieńce i trzymająca w niepewności do ostatniej strony. Na koniec proszę tylko o jedno, Penelope Douglas nie zawiedź nas i niech kolejne części będę tak samo dobre i emocjonujące!
„Dręczyciel” to pierwszy tom z cyklu „Fall Away”. Kolejne części dotyczą innych bohaterów powieści Penelope Douglas. Jeśli tylko utrzymają poziom „Dręczyciela”, to już nie mogę się ich doczekać. Autorka postawiła na wartką akcję, tajemnicę do rozwikłania, niesamowite napięcia oraz chemię pomiędzy postaciami. W tej tematyce bardzo łatwo potknąć się o schematy i utarte wątki. Tutaj jednak pojawiło się coś nowego, świeżego i to niezaprzeczalnie stanowi o sukcesie tej pozycji.
Która z nas nie chciałaby mieć tak przystojnego dręczyciela, jakim jest Jared? Z pewnością nie Tate. Znają się od dzieciństwa i zawsze byli najlepszymi przyjaciółmi. Po powrocie Jareda z wakacji – coś się zmieniło. Zaczął traktować ją niczym największego wroga – upokarzał ją przed całą szkołą, poniżał, traktował jak nic wartego śmiecia. I to zupełnie bez żadnego powodu. Stał się dręczycielem, przez którego jej życie przeistoczyło się w koszmar. Ucieczka na rok do Paryża okazała się jedynym wyjściem – Tate wróciła całkiem odmieniona, zdeterminowana, aby już nigdy więcej nie płakać przez Jareda. Wiedziała, że chodzenie z podniesioną głową nie będzie takie proste. Jared znał jej największe słabości, tajemnice i upodobania. Miał ją w garści. Tylko dlaczego się nad nią znęcał? Przecież nic mu nie zrobiła! Jaki sekret skrywał Jared?
Przez całą książkę właśnie tego rodzaju pytania sobie zadawałam – dlaczego on ją tak traktuje? Jedynym wytłumaczeniem było to, że Tate nieświadomie musiała wyrządzić mu jakąś krzywdę. Zakończenie jednak całkowicie wbiło mnie w fotel i wywołało łzy wzruszenia. Muszę przyznać, że Douglas potrafi świetnie dawkować informacje i budować napięcie. Gdy już myślisz, że relacje pomiędzy postaciami się naprostowały, to nagle dzieje się coś takiego, co od nowa wywraca całą historię do góry nogami. Istna jazda bez trzymanki.
Tło fabuły osadzone jest w szkole średniej, a więc duża część akcji rozgrywa się na szkolnych korytarzach oraz imprezach, gdzie królują plotki, romanse oraz walka o władzę. Nie żartuję, to tylko liceum – jednak w każdym z nich jest dziewczyna, chcąca rządzić wszystkimi i chodzić z najładniejszym chłopakiem, jak i facet, który nie nadaje się do stałych związków. Pisarka stworzyła ciekawy i niebanalny obraz życia Tate. Jako już starsza osoba myślałam, że to tematyka trochę nie pode mnie – oczywiście kompletnie się myliłam, bo „Dręczyciel” od razu mnie pochłonął. Prawdopodobnie dzięki głównej bohaterce – nie jest ona głupiutką blondynką, jednak trzeźwo myślącą osobą, która świetnie radzi sobie życiu. Tate nie boi się uderzyć faceta, wyrazić swojego zdania czy też bezmyślnie nie pcha się w ręce Jareda lub innych chłopaków. Bałam się, że wyjdzie z tego Mary Sue, a więc bohaterka zbyt idealna. Myślę, że Douglas jest na granicy, dlatego musi uważać, aby jej postaci były bardziej przyziemne.
Styl pisarki jest lekki, dzięki czemu książkę czyta się płynnie i szybko. „Dręczyciel” głównie opiera się na dialogach, dynamicznej akcji i języku, którym posługuje się młodzież. Nie zdziwcie się, gdy natrafcie na wulgaryzmy – mnie one nie przeszkadzały, bo były częścią tego, kim są postaci i jak się zachowywały. Poza tym, bohaterowie używali ich zwykle pod wpływem emocji, co podkręcało atmosferę. Douglas postawiła na narrację pamiętnikarską, prowadzoną z perspektywy Tate – muszę przyznać, że dzięki jej osobowości i ironicznemu poczuciu humoru książka nabrała charakteru i oryginalności. Co mi przeszkadzało? Autorka wiele razy szczegółowo opisywała ubiór postaci – zbyt często podkreślała, jacy są piękni, a ubrania leżą na nich naprawdę wyjątkowo seksownie. Co za dużo, to nie zdrowo!
Główną zaletą powieści jest przede wszystkim motyw nienawiści Tate i Jareda. Taki wątek zapowiada, że na pewno nie będziemy się nudzić podczas czytania. I taka jest prawda – cały czas coś się działo. Dla tej książki zarwałam noc. Nie mogłam jej odłożyć, musiałam dowiedzieć się, jak ta historia się skończy! Douglas stworzyła niesamowitą chemię pomiędzy postaciami. Tate i Jared byli jak dwa magnesy, mimo, że się nie znosili, to i tak coś ich do siebie przyciągało.
Teraz, co ważne – podobało mi się, że Tate miała szacunek dla samej siebie i nie rzucała się na pierwszych lepszych, umięśnionych przystojniaków. Wyznaczała granice. Potrafiła też przeciwstawić się swoim dręczycielom i znała swoją wartość. To również przykład bohaterki, która nie dała się złamać i cały czas kształtowała swój charakter. Niby cienka książka, a można z niej bardzo wiele wynieść. Pisarka udowodniła, że głupie żarty mogą poważnie komuś zniszczyć życie. Kto zniósłby ciągłe upokorzenie? Nienawiść tłumu? W młodym wieku szukamy akceptacji, chcemy być lubiani, dlatego odwrotna sytuacja, gdy ktoś nas gnębi i poniża – sprawia, że tracimy pewność siebie i powoli zaczynamy wierzyć, że może rzeczywiście nie jesteśmy nic warci. I to jest błąd! Wiele młodych osób jest podobnie traktowanych w szkole, dlatego „Dręczyciel” ukazuje przesłanie – nie dawajcie się, podchodźcie do tego z dystansem i trzymajcie się swoich przyjaciół. I nie dajcie się zniszczyć!
„Dręczyciel” to must have tego roku. Dawno żadna powieść mnie tak nie wciągnęła! Jeśli potrzebujecie dobrego, zaskakującego romansu, to koniecznie sięgnijcie po tę książkę. Historia Tate i Jareda natychmiast Was porwie i wywoła niezliczone emocje, na początku wściekłość, współczucie, później zaciekawienie, a na końcu wzruszenie i łzy. Pełna niedopowiedzeń, pasjonująca, wywołująca rumieńce i trzymająca w niepewności do ostatniej strony. Na koniec proszę tylko o jedno, Penelope Douglas nie zawiedź nas i niech kolejne części będę tak samo dobre i emocjonujące!
Lubimy Czytać Gabriela Rutana
Making Faces
Jakiś czas temu miałam okazję czytać dwie książki Amy Harmon - „Prawo Mojżesza” i „Pieśń Dawida” i śmiało mogę powiedzieć, że dzięki nim stałam się fanką tej autorki. Nie mogłam sobie odmówić lektury kolejnej jej powieści - „Making faces” i z pewnością nie odmówię sobie żadnej kolejnej. Dlaczego?
Fern Taylor jest inteligentną dziewczyną, szaloną i wrażliwą. Niestety jej niesforne rude włosy, „patykowatość”, okulary i aparat ortodontyczny sprawiają, że czuje się jak brzydkie kaczątko. Nie przyciąga chłopięcych spojrzeń, a już z pewnością nie takich, jakich by sobie życzyła i o jakich czyta w płomiennych romansach, których jest wielbicielką. Od najmłodszych lat kocha się w Amrose'ie Youngu – przystojnym i błyskotliwym zapaśniku, który niestety zupełnie się nią nie interesuje. Dziewczyna ma nadzieję, że to kiedyś się zmieni, ale czy jest na to jakakolwiek szansa?
Fern praktycznie cały czas spędza ze swoim kuzynem, Baileyem. Od najmłodszych lat byli nierozłączni i mimo upływu lat to się nie zmieniło. Uwielbiają swoje towarzystwo, świetnie się rozumieją i są dla siebie ogromnym wsparciem. Bailey cierpi na dystrofię mięśniową Duchenne'a, przez którą stopniowo zostaje coraz bardziej unieruchomiony, spędzi resztę życia na wózku skazany na łaskę lub niełaskę innych i do tego wie, że nie będzie żył długo. Mimo to Bailey się nie poddaje, nie użala się nad sobą, a stara się wyciągnąć z danego mu życia jak najwięcej.
Ambrose jest miejscową gwiazdą, liderem drużyny zapaśniczej, w którym podkochuje się mnóstwo dziewczyn. Pokłada się w nim wielkie nadzieje, ma zagwarantowane uniwersyteckie stypendium i wiele osób wróży mu świetną karierę, jednak chłopak boi się, że nie sprosta oczekiwaniom, że być może nie wszystko pójdzie zgodnie z planem. Dlatego wybiera inną drogę. Po ukończeniu liceum postanawia zaciągnąć się do wojska i namawia do tego samego kolegów z drużyny. Wydarzenia z 11 września są ciągle żywe, dlatego chłopcy pragną przysłużyć się ojczyźnie, spełnić obowiązek i sprawdzić się w nowych warunkach, jednak nie spodziewają się, że ta szczenięca decyzja będzie tak brzemienna w skutkach.
Opowieść o tych młodych ludziach sprawiła, że na kilka chwil zapomniałam o otaczającym mnie świecie, zupełnie się w niej zatraciłam, zapomniałam o obowiązkach, o tym, że powinnam od dawna spać, a nie pisać na gorąco o tym, co niedawno przeżyłam. „Making faces” to pełna uroku historia o młodości, dorastaniu, o pięknie i brzydocie, o wspaniałej przyjaźni, o chorobie, umieraniu, miłości, żałobie, obowiązku, poczuciu winy, o tym, że w młodym wieku często lekkomyślnie podejmujemy decyzje, które potem zaważą na całym naszym życiu. Czytamy tu też o tym, jak istotny jest wygląd zewnętrzny, o tym, że osobom ładnym jest łatwiej w życiu, co jednak może okazać się zgubne. Gdy komuś wszystko przychodzi gładko, to później nie umie on sobie radzić z porażkami, nie wie, jak się w takiej sytuacji zachować.
„Pod pewnym względem jej status brzydkiego kaczątka działał jak pole siłowe, które chroniło ją przed światem, aż dorośnie, osiągnie swój potencjał i zrozumie, że zasługuje na więcej, niż jej się wydaje”.
Mamy tu bardzo ciekawą fabułę, nie brakuje zwrotów akcji, fascynujących i bardzo różnorodnych bohaterów. Oprócz bieżących wydarzeń pojawiają się też wspomnienia z dzieciństwa, dzięki którym możemy na wszystko spojrzeć z szerszej perspektywy.
Pokochałam tę książkę praktycznie od pierwszego zdania, dałam się jej wciągnąć bez reszty, poruszyła mnie ona do głębi, ale przede wszystkim bardzo wzruszyła. Lubię, gdy jestem w stanie przynajmniej częściowo utożsamiać się z bohaterem danej książki, kiedy dotyka ona również jakichś moich wspomnień, dawno niedotykanych uczuć, które tkwią we mnie, z którymi sobie poradziłam, a jednak ich wspomnienie i tak mnie rozbraja. Dokładnie tak było w tym przypadku.
Łzy to dla mnie najlepsza rekomendacja, a biorąc pod uwagę, ile ich wylałam podczas lektury „Making faces”, to bez wątpienia muszę Wam tę powieść polecić. Ja nie płakałam, ja ryczałam, ocierałam oczy i czytałam dalej. Oczywiście nie tylko takie emocje mi towarzyszyły w trakcie tej lektury. Uśmiechałam się i wybuchałam śmiechem, bałam się, kibicowałam ukochanym bohaterom, a teraz mam w głowie mnóstwo myśli, które trudno poukładać. Ta lektura sprawiła, że pękłam, że rozprysłam się na wiele kawałków i teraz jest mi bardzo trudno się pozbierać. „Making faces” to piękna, wzruszająca i dająca do myślenia powieść, którą koniecznie musicie przeczytać.
Moja ocena: 10/10
korcimnieczytanie.blogspot.com Kornelia Pikulik-Czyż