Recenzje
Down Shift. Bez hamulców. Seria Driven
Getty i Zander to przypadkowi ludzie, którzy zostają swoimi współlokatorami przez przypadek. Czy wytrwają pod wspólnym dachem? Czy los im będzie w końcu sprzyjał?
Bezsilni, ale też silni,
Odważni, ale również strachliwi,
Zadziorni, a także spokojni,
Zranieni, lecz najbardziej szczęśliwi, choć uciekają przed demonami minionej chwili.
Według mnie historia ta wywołuje rollercoaster emocjonalny, gdyż emocje zmieniają się tutaj z zawrotną prędkością. Co chwilę przechodzimy ze szczęścia do złości i na odwrót, co odczuwamy na własnej skórze.
Historia ta pokazuje jak wiele w życiu można przejść. Idealnie ukazuje jak przeszłość może w każdej chwili zapukać do naszych drzwi i o sobie przypomnieć, w najmniej spodziewanym momencie.
Moim zdaniem jest to książka rewelacyjna, gdyż pokazuje, że życie nie jest proste i nigdy nie będzie. Powieść tą powinien przeczytać każdy, a przede wszystkim Ci, którzy nie boją się powrotów do przeszłości. Książkę polecam również osobą, które czytały poprzednie tomy, gdyż tym będą najbardziej zachwyceni.
rudablondynkarecenzuje.blogspot.com Andżelika Arendarska; 2017-07-31
Przebudzenie Morfeusza
Przed Wami trzecia część bardzo zmysłowej powieści, która będzie ukojeniem złych emocji, sennym marzeniem i realizacją pragnień nietuzinkowych postaci.
Autorką powieści jest K.N Haner. To pseudonim polskiej pisarki, która debiutowała w 2015 roku powieścią „Na szczycie”. Seria o Morfeuszu szybko zyskała status bestsellera. Prywatnie Haner jest bardzo wesoła i rodzinna. Kocha Mazury, polskie morze i marzy o nurkowaniu na rafie koralowej u wybrzeży Australii.
Cassandra Givens jest młoda, ambitna i od zawsze nie ma szczęścia do facetów. Jej przelotne znajomości kończą się zwykle złamanym sercem, a zgryźliwe poczucie humoru, wpędza w kłopoty.
Poznacie Adama McKeya, jej przyszłego i byłego szefa, a to, komplikuje wszystko jeszcze bardziej. Fascynujący romans i duże kłopoty, to wszystko przed Wami, na wyciągnięcie ręki. Mężczyzna jest bardzo władczy, przystojny, ale i wpływowy. Niestety swego rodzaju mafia jest niebezpieczna dla niego i jego kobiety, którą pragnie chronić. Czy uda mu się sprostać porachunkom Erosa?
Z Miami czytelnik przeniesie się do Toronto. Nowym miejscem pracy Cassandry Givens staje się firma Deco&Art. Kyle Worthington – to nowy, przystojny szef, a to równa się kłopoty.
Bardzo widoczna jest tu fascynacja mitologią. Czytelnik odczyta bez wątpienia miłość, erotyzm, ale i wielką władzę nie tylko nad ciałem, ale i nad duszą kobiety. Adam w dalszym ciągu jest bardzo bliski jej sercu.
Adam nie wie o swoim synu, a Cassandra pragnie chronić dziecko przed całym złem tego świata. Nowa praca, to nie tylko obowiązki, ale i zmiana w planowaniu czasu, oraz bycie punktualną i odpowiedzialną. Tommy jest taki podobny do ojca gdy robi miny, krzywi się, czy się śmieje.
Z jednej strony zaczyna się walka o dziecko. Adam ma pewne plany względem odwiedzin swojego syna. Zaczyna czuć ojcowski instynkt. Zakłopotanie i emocje są dostrzegalne przez otoczenie, a nawet matkę Cassandry. Synek Tommy, jest taką iskierką, pomimo, że życie nadal jest pełne strachu i mroku. Kobieta pragnie zmian nie tylko zewnętrznych, ale i wewnętrznych.
Drugim adoratorem staje się Filip, który dla mnie jest trochę dziwny i pragnie realizować tylko swoje potrzeby. W łóżku stara się o indywidualną przyjemność traktując Cassandrę przedmiotowo. Cassandra zna go ze studenckich czasów, ale wie, że ten łatwo nie odpuszcza.
Jak zakończy się ta burzliwa historia? Czy Adam to już tylko złe wspomnienie? A może intensywność doznań i erotyzm będą punktem numer jeden? Jedno jest pewne, że najgroźniejszy wróg Eros nie śpi …
Gorąco polecam
http://redaktor21.bloog.pl/ Katarzyna Żarska; 2017-07-31
Dance, sing, love. Miłosny układ
Livia Innocenti pracuje jako tancerka. Poznajemy ją w momencie, kiedy razem z zespołem mają wystąpić podczas trasy koncertowej gwiazdy popu - Jamesa Sheridana. Sława uderzyła piosenkarzowi do głowy, ponieważ wywyższa się, nie znosi sprzeciwu i okazuje wielu osobom totalny brak szacunku, czy nawet zainteresowania. Między tą dwójką od początku dochodzi do zgrzytów, ale ich współpraca jest nieunikniona, ponieważ choreografia została ułożona tak, że często tańczą w duecie. Czy jednak sytuacja się zmieni i uda im się dojść do porozumienia?
Bardzo się ucieszyłam na możliwość przeczytania tej książki, ponieważ do tej pory miałam okazję tylko oglądać filmy o takiej tematyce i chciałam się przekonać, czy książka spodoba mi się tak samo, a może nawet bardziej. „Miłosny układ” to książka o tańcu, śpiewaniu i pasji. Spodobało mi się, że było w książce tego tak dużo. Praca tancerza wiąże się z wieloma wyrzeczeniami i wydaje mi się, że zostało to bardzo dobrze ujęte. Długie godziny morderczych treningów, częste podróże, ale przede wszystkim radość ze spełniania swojej pasji.
Sama historia wydaje się być banalna, dwójka ludzi z początku darząca się niechęcią, wydarzenie, które to odmienia, i tak dalej ;) nie będę zdradzać więcej. Jednak lekki sposób, w jaki została napisana ta historia oraz, że jest to przeplatane dużą ilością tańca i muzyki, sprawił że książka dla mnie nie była nużąca i mimo pewnej przewidywalności chciałam ją czytać dalej i czytało mi się ją bardzo dobrze.
To, co mi się nie podobało to podejście bohaterów do kwestii częstej zmiany partnerów i współżycia. Może jestem staroświecka, ale moim zdaniem ich podejście do tego było zbyt luźne i przez to momentami mnie irytowali. Drugą rzeczą, która mi się nie spodobała to to, że prawie przy każdym spotkaniu pojawiało się mnóstwo alkoholu, wszystko jest dla ludzi i może to wynikało z tego, jaki tryb życia prowadzą bohaterowie, ale moim zdaniem było tego trochę za dużo.
Sięgając po tę książkę o autorce nie wiedziałam prawie nic, poza tym, że jej debiutancka książka osiągnęła rekordową liczbę odsłon na Wattpadzie. Bohaterowie książki dużo podróżują i w trakcie czytania zdziwiłam się na kilka wzmianek akurat o Polsce, ale było to pozytywne zaskoczenie. Jakie było moje zdziwienie, kiedy doszłam do końca książka i przeczytałam, że Layla Wheldon to pseudonim polskiej autorki Sandry Sotomskiej!
„Miłosny układ” to lekka, przyjemna książka. O ile wątek miłosny wydawał się banalny i nie było tu nagłych zwrotów akcji to wszystkie opisy związane z pasjami głównych bohaterów sprawiły, że książka była dużo ciekawsza. Warto też wspomnieć o zakończeniu – myślałam, że na ostatnich stronach książki nic mnie nie zaskoczy i historia potoczy się tak jak każdy zapewne się spodziewał, ale TO zakończenie to było naprawdę coś dobrego i chcę już kolejną część!
Booksandcatslover.blogspot.com Monika Pieniak; 2017-08-04
Uziemieni
Po lekturze poprzednich dwóch tomów serii W przestworzach nie byłam pewna, czy sięgnę po zakończenie tej trylogii, a jednak Uziemieni trafili w moje ręce. Trudno powiedzieć, by poprzednie części były porywające, mimo to postanowiłam dać tej serii jeszcze jedną szansę. Czy było warto?
Bianca zgodziła się zamieszkać z Jamesem, ale mimo to nie jest jeszcze do końca pewna uczuć zarówno swoich, jak i jego. Nigdy nikogo nie dopuściła tak blisko siebie i wszystko jest dla niej nowe, zupełnie nieznane. Powoli dojrzewa do myśli, że może być szczęśliwa, a przyszłość może rysować się w jasnych barwach, jednak nadal cieniem kładzie się na jej życie trudna przeszłość i niebezpieczny ojciec. James nie dopuści, by stało jej się coś złego. Czy uda mu się uchronić ją przed ścigającymi ją demonami? Czy Bianca wreszcie będzie mogła rozpocząć nowy rozdział w życiu, nie oglądając się za siebie?
Pierwszy tom trylogii był mocno średni, ale jego zakończenie zachęciło mnie do sięgnięcia po kontynuację. Drugi tom wiał nudą i irytował mnie zachowaniem bohaterów. Sądziłam, że może trzeci tom jeszcze odmieni moje zdanie o całej tej serii. O naiwności! Okazało się, że w przypadku tej serii utrzymuje się tendencja spadkowa i trzecia część jest po prostu nieziemsko nudna. Przez większość książki niewiele się dzieje. Codzienność bohaterów – praca, jakieś imprezy, spotkania ze znajomymi – poprzetykana jest scenami mniej lub bardziej wyuzdanego seksu. Czasami gdzieś tam pojawiają się jakieś problemy, które jednak bardzo szybko udaje się rozwiązać. Dopiero w tym tomie pojawiają się deklaracje uczuć, tak więc tę nudną mieszankę seksu i codzienności autorka oblała dodatkowo ogromną ilością lukru, czyniąc z powieści danie mdłe i ciężkostrawne.
Uziemieni to książka, która nie tylko nudna, ale też najeżona rzeczami, które sprawiały, że nieraz kręciłam głową z niedowierzaniem czy zrezygnowana strzelałam klasycznego facepalma. Nielogiczne zachowania bohaterów, absurdalne dialogi, wydumane przemyślenia Bianki czy fakt, że pewne rzeczy przychodzą bohaterom z niewiarygodną wręcz łatwości, sprawiały, że parę razy miałam ochotę darować sobie ukończenie książki.
Bohaterowie powieści nie tylko w dalszym ciągu nie zaskarbili sobie ani grama mojej sympatii, lecz jeszcze mocniej mnie irytowali. James wcześniej był w moich oczach maniakiem kontroli, który najchętniej zamknąłby Biankę w złotej klatce i traktował ją jak lalkę naturalnych rozmiarów. Teraz ta żądza sprawowania kontroli przybrała na sile, a jakby tego było mało, zyskał on dodatkowo wizerunek totalnego sadysty. W „zabawach” łóżkowych potrafi korzystać z takich „zabawek”, których użycie doprowadza Biankę do płaczu i jest odczuwalne przez nią nawet kilka dni później, bez jej zgody przekłuwa jej sutki, zaś w ramach kary za nieposłuszeństwo potrafi na kilka godzin przykuć ją do łóżka. Ot, „mężczyzna marzeń”.
Czym zaś tym razem irytowała mnie Bianca? Z uporem maniaka stara się zachować odrębność, chce dalej pracować jako stewardesa, bo przecież facet nie może jej utrzymywać, gdy tymczasem mieszka u Jamesa, ubiera się w ciuchy od projektantów, które ten jej kupuje, nosi kupowaną jej biżuterię, maluje kupionymi przez niego farbami i pędzlami na kupionych przez niego płótnach, korzysta z jego ochrony i służby, a i jej przyjaciel zyskuje sporo na jej związku z milionerem. Statek pod tytułem „chcę być silną i niezależną kobietą” odpłynął, ale Bianca zdaje się tego nie zauważać.
Jak w poprzednich tomach, także tutaj pojawia się ten sam schemat podejścia autorki do wątku ojca Bianki. Długo, długo nic się w tej kwestii nie dzieje, czasem gdzieś pojawi się jakieś wspomnienie o nim i znowu od koniec powieści autorka jakby przypomniała sobie, że coś trzeba z tym fantem zrobić. A jak już coś robić, to tak, by wszystkim kapcie pospadały. Lilley zafundowała akcję rodem jak z Terminatora, czym przekroczyła wszelkie granice absurdu. Po prostu brakuje mi słów, by opisać, jak głupie to było.
Czy cokolwiek w takim razie w Uziemionych mi się spodobało? Na pewno na chwilę książkę ożywiło to, że w kilku rozdziałach autorka oddała głos Stephanowi i Jamesowi. To jednak niewiele na tle tylu minusów.
W przestworzach to najsłabsza seria erotyczna, jaką czytałam. Do bólu wtórna, przewidywalna i okropnie nudna. Tej serii, niestety, nie polecam.
zaczytana-dolina.blogspot.com Marta Tadych; 2017-07-30
Cudowna moc roślinnych koktajli. Blenduj dla zdrowia i urody!
Cudowna moc roślinnych koktajli to książka napisana przez Magdalenę Olszewską i Tomasza Olszewskiego. Na okładce widnieje informacja, że są oni autorami bloga Surojadek, co nie jest do końca prawdą, gdyż autorką bloga jest tylko Magda (przynajmniej taka informacja widnieje na Surojadku). Poza tym irytującym błędem, okładce nie mam nic więcej do zarzucenia.
Zielone tło, na nim różniste liście i warzywa – wszystkie zielone. Agata Pabian zrobiła naprawdę smakowitą, zachęcającą do lektury okładkę. Od razu ma się chęć otworzyć ją i inspirując się którymś z przepisów, wykorzystać go i wypić pyszny koktajl. Choć okładka ma niemal same zielone elementy, to nie jest monotonna. Wiadomo: zieleń zieleni nie równa. I nie chodzi tu tylko o kolory, ale także o wartości odżywcze warzyw czy owoców. I o tym właśnie, w interesujący sposób opowiadają nam autorzy.
Opowieść ta, zwarta jest w 6. rozdziałach. Sensownie rozbite, posegregowane w taki sposób, by bez problemu znaleźć interesujące nas informacje. Ale także jest to zrobione bardzo logicznie. Czytając po kolei, niemal nie dostrzegamy kiedy zmienia się rozdział. Jest to oczywiście wyraźnie zaznaczone, jednakże treść jest spójna i przechodzimy płynnie na kolejne strony, dowiadując się wszystkiego, co wiedzieć powinniśmy.
Po co pić zieleninę? W czym ja robić? Najczęstsze pytania a także najczęstsze błędy. Wszystko to, pomaga nam zapoznać się z tematem, nim przystąpimy do działu z przepisami. Ale zanim tam dotrzemy, mamy jeszcze informację o niektórych z najpopularniejszych produktów. Możemy dowiedzieć się jakie witaminy zawierają, dlaczego warto je jeść itd. Dowiedziałam się kilku wartościowcyh rzeczy, poczułam się zainspirowana i zachęcona do tworzenia koktajli. Domyślam się, ze taki skutek chcieli osiągnąć autorzy. Udało im się, zatem z jeszcze większą ciekawością przerzuciłam stronę i dobrnęłam do działu z przepisami.
Cudowna moc roślinnych koktajli to nie jest wyłącznie zbieranina przepisów. Tu również mamy przemyconych dużo informacji odnośnie zdrowia czy właściwości niektórych produktów. Co ciekawe, czytając książkę, miałam wrażenie, że niemal wszystko działa antynowotworowo. W pewnym momencie wydawało mi się, że autorzy próbują nas przekonać, że jeśli będziemy pić koktajle, to automatycznie ochronimy się przed rakiem, lub jeśli już go mamy, to zostanie on zwalczony zieleniną. W związku z powyższym, dziwnie czytało mi się te uwagi, ale zachęciły mnie one do dalszych poszukiwań i pogłębiania wiedzy w temacie.
Piękne, soczyste zdjęcia koktajli. Przeważnie wielkie, na całą stronę. Widząc je, wiemy czy mamy ochotę czytać dany przepis czy nie. Ja zawsze miałam na to chęć. Informacje, o których już mówiłam, a poniżej sposób przygotowania i składniki. Niestety w tej właśnie kolejności. Trochę mi to zgrzytało, lekko przeszkadzało, ale w końcu po kilkuset stronach się przyzwyczaiłam. Zdecydowanie wolę, gdy najpierw podaje się składniki, wtedy wiem, czy w ogóle brać się za przygotowanie danej pozycji.
Ze składnikami jest jeszcze jeden problem. W całej publikacji, nie znalazłam ani jednego przepisu, który mogłabym zrobić teraz, od ręki. Zawsze pojawiało się tam „coś”, czego nie miałam w zasięgu ręki. I nie chodzi tu o to, że mam pustą lodówkę. W mojej kuchni jest sporo składników, które nie należą do powszechnych i nie są codziennie używane. Nie mniej niemal każdy z przepisów miał tu „coś” do czego trzeba się przygotować i kupić to wcześniej.
Niektóre receptury wydawały mi się też trochę przekombinowane, zbyt udziwnione. Kiedyś czytałam o tym, że w sokach czy koktajlach nie należy przesadzać z ilością składników, lepiej podejść do tego minimalistycznie. Tutaj ta zasada nie funkcjonuje. Wydaje mi się, że w niektórych przypadkach, autorzy uznali, że więcej = lepiej.
Piękne wydanie (jak na wydawnictwo Septem przystało). Sporo przydatnych informacji. Dużo przepisów podzielonych na ciekawe kategorie. Co prawda żaden z tych przepisów nie urzekł mnie na tyle, że pobiegnę do sklepu na zakupy, by zrealizować go w dokładnie takiej formie. Jednakże z całą pewnością, zaprezentowane przez Olszewskich przepisy będą dla mnie taką bazą i inspiracją do tworzenia swoich unikalnych receptur. Bo dokładnie tym jest ta książka: wielką inspiracją i motywacją do zmiany nawyków żywieniowych. Zresztą, co może być lepszego, niż świeży, zielony koktajl?
agapilecka.pl Agnieszka Pilecka; 2017-07-24