Recenzje
Psychologia Zmiany - najskuteczniejsze narzędzia pracy z ludzkimi emocjami, zachowaniami i myśleniem
„People Helper czyli ktoś, kto korzystając ze swojej wiedzy i doświadczenia pomaga ludziom i organizacjom w zmianie sposobu myślenia prowadzącej do rozwiązania określonych problemów i osiągnięcia zamierzonych rezultatów”. Tymi słowami rozpoczyna Psychologię Zmiany Mateusz Grzesiak – psycholog interdyscyplinarny i międzynarodowy trener, przedsiębiorca, autor 11 książek.
O ile cytowane słowa odnoszą się do People Helpera – profesji stworzonej przez autora na potrzeby jego pracy, o tyle nie trudno oprzeć się wrażeniu, że podobnie jak Project Manager, można oba zawody sprowadzić do wspólnego mianownika. Bynajmniej nie chodzi o brak polskich regulacji w zakresie obu zawodów.
Psychologia zmiany to z jednej strony dziedzina opisująca teorie i systemy pracy z ludźmi, a z drugiej – pozwala zrozumieć istotę problemów, skutecznie rozwiązywać konflikty, pozbyć się negatywnych nawyków, zastępując je pozytywnymi, a przede wszystkim otworzyć siebie i innych na realizację celów. Analizując powyższe, zauważyć można, że praca Project Managera dotyka te aspekty, a ich zrozumienie często warunkuje sukces projektu oraz dotrwanie do końca jego realizacji.
Jednak nie tylko to sprawia, że warto sięgnąć po Psychologię Zmiany. Kanwę lektury stanowi interdyscyplinarność, złożoność, systemowość, świadome doświadczenia, tworzenie modeli.
Jednocześnie podejście do zmiany wymaga pełnej diagnozy, zrozumienia struktury problemu, znalezienia części wspólnych i edukacji. Dlatego jeśli dostrzegasz potrzebę zrozumienia zmiany oraz jej kontekstu i szukasz wiedzy i narzędzi, warto sięgnąć po tę lekturę.
Autor podzielił książkę na pięć rozdziałów, które stanowią jedną komplementarną całość, od wyznaczenia kierunków, z których można i trzeba czerpać wiedzę, aż po sens i istotę problemu. W zrozumieniu i wypracowaniu rozwiązań pomogą przedstawione przez autora narzędzia i techniki. W sposób praktyczny można je wykorzystać do zmiany myśli, emocji i zachowań oraz poznać gotowe i sprawdzone rozwiązania. Czego zatem Project Manager może się nauczyć od People Helpera? Myślę, że przede wszystkim tego jak pracować z zespołem, zrozumieć paradygmaty, poznać ograniczenia i wreszcie wykorzystać narzędzia od feedbacku czy uświadomienia różnych potrzeb, technik kontrastu, poprzez ukierunkowanie rozmowy i przedefiniowanie problemu.
strefapmi.pl Serwa Ewa
Dręczyciel
'Dręczyciel' ukazał się w wydawnictwie Editio 15 lutego 2017 roku, to pierwszy tom cyklu 'Fall Away'.
Coś mnie naszło, żeby poczytać sobie romans typu 'kto się czubi, ten się lubi'. Gdy zaczęłam czytać książkę, to zorientowałam się, że bohaterami są nastolatki, uczniowie ostatniej klasy liceum. Wole ekscytować się perypetiami dorosłych bohaterów, bardziej w moim wieku, ale ta książka była miłą lekturą. Pierwsze skojarzenie to 'Zmierzch', bo liceum, nieśmiała bohaterka, ale ta książka jest ciekawsza, bo żadne wampiry nie błąkają się po powieści.
Tate, główna bohaterka, uczęszcza do ostatniej klasy liceum i ma problem z sąsiadem, Jaredem, który kiedyś był jej kolegą, a potem stał się wrogiem, który uprzykrzył jej czas liceum: rozpuszczał wredne plotki, przepędzał potencjalnych chłopaków. Tate znosiła to cierpliwie dopóki nie pojechała na rok do Francji. Po tej wycieczce stała się bardziej asertywna i zaczęła odgryzać się prześladowcom.
Czytało się ją mi płynnie, z zaciekawieniem. Część mnie ciągle analizowała tekst pod względem 'stosowności' dla młodego pokolenia. Przy tzw. młodzieżówkach ciągle tak robię, trochę mimowolnie: analizuję czy książka sieje pozytywne wartości, czy wprost przeciwnie. Poza scenami erotycznymi, które jako mama chyba będę cenzurować i wycinać, to wiele szczegółów uważam za dobre. Powieść pokazuje jak radzić sobie z hejtem w internecie, jak walczyć o swoje w trudnym środowisku szkoły, jak rozwijać swoje zainteresowania i nie ulegać otoczeniu. Tate doświadcza zmasowanej fali nienawiści, która przejawia się plotkami na jej temat, a nawet uwłaczającymi zdjęciami rozsyłanymi w internecie. Jej sposób na to jest prosty: nie czyta komentarzy, nie zagląda na strony, a gdy to się nasila - po prostu idzie do źródła plotek.
Innym problemem Tate jest to, że mieszka sama, a jej tato pracuje daleko. Za swoje życie musi więc odpowiadać sama: sama regulować sobie czas na obowiązki i szkołę, uczestniczyć w projektach i zawodach, które mają zaprowadzić ją na upragnione studia. Chodzi na imprezy, ale sama wie, kiedy ma wrócić do domu, żeby nie zaspać. Szkoła jest dla niej bardzo ważna. Miłość jest dla niej ważna, ale nie zaślepia jej na świat.
Podsumowując, nie jestem 'targetem docelowym' tej książki, bo jestem w wieku rodziców nastolatków, ale i tak miło mi się tę książkę czytało. Szkoła to wiele problemów, ale i czas młodości, marzeń, pragnień zdobycia świata i radości. Książki o tym są miłą odskocznią. W sumie czytałam ją z przyjemnością.
Jako nastolatka czytałabym pewnie z wypiekami na twarzy.
5 gwiazdek
http://literackie-zamieszanie.blogspot.com/ Izabela Łęcka-Wokulska
Pięciodniowy sprint. Rozwiązywanie trudnych problemów i testowanie pomysłów
Doskonale wiecie jak trudno jest wpaść na dobry pomysł, który zazwyczaj przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie. W takich sytuacjach musimy licz na naszą “niezawodną” pamięć, albo po prostu natychmiast przerwać wykonywaną czynność.
Swoją drogą już wiem dlaczego mam ciągle bałagan w domu 😉
Wróćmy jednak do pomysłu.
Nawet najlepsze koncepcje muszą pokonać długą drogę, usianą przeszkodami zanim odniosą sukces. Dotyczy to zarówno prowadzenia startupu, pracy w korpo czy przedsięwzięć domowo-rodzinnych.
Sprint możemy wykorzystać wszędzie i dopasować go do swoich potrzeb!
Wyobraź sobie skrócenie miesiąca pracy i przygotowań do jednego tygodnia. Jest to możliwe, wystarczy skondensować działania i dobrze się zorganizować. pięciodniowy sprint
Bestseller NEW YORK TIMESA i Google Ventures, “Pięciodniowy sprint. Rozwiązywanie trudnych problemów i testowanie pomysłów” przeprowadzi Cię bezboleśnie przez najtrudniejszy projekt. Jest to swoisty przewodnik typu zrób to sam, który wydobędzie z Ciebie to co najlepsze.
Dzięki niemu nauczysz się odnajdywać odpowiedzi na biznesowe pytania i przeprowadzisz swój pierwszy pięciodniowy sprint.
W poniedziałek określisz problem i wybierzesz punkt na którym musisz się skoncentrować. We wtorek naszkicujesz korzystne rozwiązania na papierze. W środę podejmiesz trudne decyzje i zamienisz swoje pomysły w możliwą do przetestowania hipotezę. W czwartek stworzysz realistyczny prototyp, natomiast w piątek przetestujesz go na realistycznych ludziach.
A we wszystkim pomoże Ci szczegółowy plan i listy kontrolne dotyczące poszczególnych elementów sprintu, które znajduje się na samym końcu książki.
Prowadzenie sprintu przypomina pieczenie ciasta: jeśli nie postępujesz zgodnie z przepisem, możesz otrzymać niejadalny zakalec.
Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Skonstruowano ją w sposób który uwielbiam:
- zawiera mnóstwo szkiców obrazujących główne idee i poszczególne zadania; z przyjemnością się ją kartkuje, - jest napisana prostym i zrozumiałym dla wszystkich językiem; dlatego technikę sprintu, możemy z powodzeniem wykorzystywać na co dzień, - zawiera mnóstwo użytecznych informacji i zachęca do działania; jest tak skonstruowana, aby bezboleśnie przeprowadzić nas przez kolejne etapy, - kryje w sobie świetne listy kontrolne; nie musimy się zastanawiać czy nie zabraknie nam samoprzylepnych karteczek, markerów oraz w jakich godzinach robić przerwy i ile, wszystko jest dokładnie wyjaśnione i przygotowane do wdrożenia, - pomaga nam oswoić wiele produktywnych nawyków i wyeliminować złe; podczas trwania sprintu korzystamy tylko i wyłącznie z papieru i tablic; zero komputerów, tabletów czy telefonów.
Swoją drogą już wiem dlaczego mam ciągle bałagan w domu 😉
Wróćmy jednak do pomysłu.
Nawet najlepsze koncepcje muszą pokonać długą drogę, usianą przeszkodami zanim odniosą sukces. Dotyczy to zarówno prowadzenia startupu, pracy w korpo czy przedsięwzięć domowo-rodzinnych.
Sprint możemy wykorzystać wszędzie i dopasować go do swoich potrzeb!
Wyobraź sobie skrócenie miesiąca pracy i przygotowań do jednego tygodnia. Jest to możliwe, wystarczy skondensować działania i dobrze się zorganizować. pięciodniowy sprint
Bestseller NEW YORK TIMESA i Google Ventures, “Pięciodniowy sprint. Rozwiązywanie trudnych problemów i testowanie pomysłów” przeprowadzi Cię bezboleśnie przez najtrudniejszy projekt. Jest to swoisty przewodnik typu zrób to sam, który wydobędzie z Ciebie to co najlepsze.
Dzięki niemu nauczysz się odnajdywać odpowiedzi na biznesowe pytania i przeprowadzisz swój pierwszy pięciodniowy sprint.
W poniedziałek określisz problem i wybierzesz punkt na którym musisz się skoncentrować. We wtorek naszkicujesz korzystne rozwiązania na papierze. W środę podejmiesz trudne decyzje i zamienisz swoje pomysły w możliwą do przetestowania hipotezę. W czwartek stworzysz realistyczny prototyp, natomiast w piątek przetestujesz go na realistycznych ludziach.
A we wszystkim pomoże Ci szczegółowy plan i listy kontrolne dotyczące poszczególnych elementów sprintu, które znajduje się na samym końcu książki.
Prowadzenie sprintu przypomina pieczenie ciasta: jeśli nie postępujesz zgodnie z przepisem, możesz otrzymać niejadalny zakalec.
Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Skonstruowano ją w sposób który uwielbiam:
- zawiera mnóstwo szkiców obrazujących główne idee i poszczególne zadania; z przyjemnością się ją kartkuje, - jest napisana prostym i zrozumiałym dla wszystkich językiem; dlatego technikę sprintu, możemy z powodzeniem wykorzystywać na co dzień, - zawiera mnóstwo użytecznych informacji i zachęca do działania; jest tak skonstruowana, aby bezboleśnie przeprowadzić nas przez kolejne etapy, - kryje w sobie świetne listy kontrolne; nie musimy się zastanawiać czy nie zabraknie nam samoprzylepnych karteczek, markerów oraz w jakich godzinach robić przerwy i ile, wszystko jest dokładnie wyjaśnione i przygotowane do wdrożenia, - pomaga nam oswoić wiele produktywnych nawyków i wyeliminować złe; podczas trwania sprintu korzystamy tylko i wyłącznie z papieru i tablic; zero komputerów, tabletów czy telefonów.
esencjalistka.pl/ Agata Borodacz
Slow Burn. Kropla drąży skałę. Seria Driven
O cyklu Driven czytałam wiele dobrego, ale że moja lista planów czytelniczych jest zapewne dłuższa niż będzie mi dane żyć, dlatego staram się bardzo ograniczać nabywane egzemplarze. Niemniej ów cykl nieustannie mnie kusił, aż w końcu weszłam w posiadanie trzech najnowszych tomów, które można czytać bez znajomości poprzednich części. Dość długo przybierałam się do Slow Burn. Kropla drąży skałę, bo ostatnio nie po drodze mi z literaturą erotyczną i romansami, ale w końcu skusiłam się i... nie żałuję.
Haddie Montgomery bardzo przeżywa śmierć swojej ukochanej siostry, która zachorowała na raka piersi. Główna bohaterka nie chce wiązać się z żadnym mężczyzną, ponieważ boi się, że może spotkać ją taki sam los, dlatego zawczasu pragnie ochronić przyszłego partnera przed cierpieniem i poczuciem straty. Przystojny i nieziemsko zbudowany Beckett Daniels ma być przygodą na jedną noc, która szybko odejdzie w zapomnienie. Jednak wszystko wskazuje na to, iż wszelkie reguły, jakie Haddie dotychczas głosiła, zostają złamane, a jej serce wyrywa się w stronę Becketta...
Nie ty wybierasz ludzi, którzy się tobą interesują. Nie możesz podejmować decyzji za innych, mówić im, co mają czuć, a zwłaszcza odcinać ich, żeby oszczędzić im czegoś, przez co według ciebie musieliby przejść.
Błyskawicznie polubiłam głównych bohaterów i kibicowałam ich miłości, szczególnie wtedy, gdy los rzucał im kłody pod nogi. Nie da się ukryć, że momentami zachowanie Haddie bywało irytujące - ze względu na dobro bliskich, ukrywała istotne informacje, aby nikogo nie zamartwiać. To piękny gest, ale jednocześnie bardzo egoistyczny - od tego mamy rodzinę i przyjaciół, aby dzielić się z nimi nie tylko radościami, ale także troskami życia codziennego. Na dłuższą metę decydowanie o tym, co powinniśmy im powiedzieć, a co ukryć, nie daje niczego dobrego, gdyż prawda, prędzej czy później, wychodzi na jaw, a wtedy bliscy mogą zarzucić nam brak lojalności, szacunku i szczerości. Podziwiam Becksa - jedynie człowiek posiadający nerwy ze stali może wytrzymać tak buńczuczne, egoistyczne i zmienne zachowanie, jakim wykazywała się jego ukochana.
Cieszę się, że w końcu dałam szansę temu cyklowi. Kiedy tylko przeczytam Sweet Ache. Krew gęstsza od wody oraz Hard Beat. Taniec nad otchłanią, a moje zobowiązania i codzienne obowiązki pozwolą na to, zabiorę się za poprzednie części, ponieważ już sama obecność Coltona i Rylee w Slow Burn. Kropla drąży skałę wzbudziła moją ciekawość. Z przyjemnością poznam bliżej tę parę, dowiadując się, jak wyglądały początki ich znajomości, bo oboje już zdążyli skraść moje serce swoim nieco specyficznym poczuciem humoru - takim bardzo w moim stylu.
Ta niepozorna historia niesie ze sobą kilka ważnych prawd, skłaniając do refleksji. Żaden człowiek nie zdziała w pojedynkę zbyt wiele, bo ludzkim motorem napędowym do walki i działania są bliscy, którzy kochają i zawsze wspierają, nawet w najcięższych starciach z rzeczywistością. Prawdziwe uczucie można poznać po tym, iż przetrwa wszystkie trudności i zawirowania. Zatem jeśli obok nas znajduje się ktoś, kto nie ucieka, gdy zachowujemy się skandalicznie albo nasze życie zaczyna walić się w gruzy, to musimy pielęgnować ową znajomość, ponieważ jest tego warta.
Najważniejszym wnioskiem, jaki postaram się zapamiętać i głęboko zapisać w swoim sercu, jest fakt, iż nigdy nie wiemy, ile czasu nam pozostało. Często młodym ludziom wydaje się, że są panami życia, co szybko potrafi zostać zweryfikowane przez okrutny los. Nigdy nie możemy być pewni tego, że następnego ranka znowu zobaczymy ukochanych bliskich albo własne odbicie w lustrze... Dlatego od dzisiaj moim mottem będą dwa zdania, często powtarzane w tej książce: Czas jest cenny. Marnuj go mądrze. Ty też o tym pamiętaj...
nieperfekcyjnie.pl Sylwia
Dręczyciel
Tate i Jareda łączyła wieloletnia przyjaźń. Piękna, dziecięca zażyłość była pełna zaufania. Pewnego dnia, wszystko się kończy. Jared zaczyna nienawidzić przyjaciółkę i robi wszystko, by zniszczyć jej życie. Upokarza i poniża na oczach całej szkoły. Kiedy Tate wyjeżdża do Francji na rok, ma nadzieję, że po powrocie odraza, jaką do niej pała Jared, wypali się. W pewnym sensie ma rację, bo już nic nie wygląda jak kiedyś. Tate jest odważna i waleczna, co robi wrażenia na dawnych kolegach. Jednak nadal stara się zrozumieć, dlaczego Jared jej nienawidzi.
Książka od pierwszej strony wciąga i naprawdę dużo się w niej dzieję. Trudno oderwać się od lektury, bo żaden moment nie jest odpowiedni, by przerwać czytanie. Pierwszy tom serii, która na pewno zyska uznanie i fanów, którzy zapragną więcej. Czy i moje serducho skradła ta historia? Mam mieszane uczucia, bo intensywność doznań momentami mnie przytłaczała, ale byłam tak zafascynowana, że czytałam dalej.
Jared jest tytułowym dręczycielem i przyznaję, że cały czas byłam ciekawa jego motywów. Dopuścił się strasznych rzeczy. Rozpuszczał kłamstwa na temat Tate i to poważne, a w tak młodym wieku, presja ze strony rówieśników, może być druzgocąca w skutkach. Był niezwykle wyrafinowany w swoich dążeniach. Był po prostu okrutny, a jego zachowanie budzi skrajne emocje. Czułam telepanie w całym ciele z żalu, smutku i ogromnej wściekłości, z pewnością jeden z najbardziej burzliwych bohaterów, z jakimi się zetknęłam. Tate przechodzi przemianę i po powrocie z Paryża zaczyna walczyć o siebie, a z pewnością nie pozwala sobą pomiatać. Wiele raniących słów pada z jej ust, daję się ponieść emocjom, ale potrafiłam całkowicie ją zrozumieć, bo wieloletnie dręczenie odbiło na jej psychice ślad i teraz nagromadzone napięcie szuka ujścia. Bohaterowie dopiero wkraczają w dorosłość, ale zbyt wiele doświadczyli, by można uznać ich za młodzież.
Autorka napisała świetną i błyskotliwą powieść, niemniej jednak stereotypów pojawiło się kilka. Szkoła, wyścigi samochodowe, ojciec- były wojskowy, rodzina Jareda- rozbita, przemoc oraz fakt, że główni bohaterowie mieszkają po sąsiedzku. Mimo wszystko przyznaję, że podoba mi się ta historia, a pasja, z jaką pisarka podeszła do tych tematów sprawiła, że książka jest niezwykła. Wyjaśnienie motywów Jareda budzi we mnie największe zastrzeżenia i wątpliwości. Owszem, jego doświadczenia są dramatyczne i było mi z tego powodu przykro, lecz niewinna dziewczyna z tego powodu cierpiała i do ostatniej strony nie zapałałam wielką sympatią do Jareda. Nawiasem mówiąc, dziwne, że nikt nie zainterweniował w sprawie dręczenia Tate. Nawet po powrocie z Paryża Jared był chamem, choć nie aż takim i dopiero, kiedy dziewczyna pokazała swoją waleczną stronę, zaczyna ją dostrzegać. Jak widzicie, książka ta wzbudziła we mnie dużo emocji, a lektura była bardzo burzliwa. Jestem pod ogromnym wrażeniem, mimo, że nie wszystko zaakceptowałam z łatwością. Akcja jest zawrotna, język prosty, a dialogi to prawdziwy majstersztyk.
„Dręczyciel” jest niczym wybuch nuklearny, po którym trudno się pozbierać, bo niektóre emocje są trudne do zidentyfikowania. Intensywna i fascynująca lektura zabierze Was w bolesną podróż, w której bohaterowie poszukują miłości, ukojenia i nadziei na lepszą przyszłość. Polecam 4+/6
http://www.ksiazkimoni.blogspot.com/ Monika Szulc