Recenzje
Słodkie sekrety, czyli bezglutenowe, roślinne historie pisane lukrem
Gdy po raz pierwszy przeczytałam o tym wynalazku, byłam sceptyczna. Wkrótce jednak kupiłam daktyle, żeby raz na zawsze przekonać się, że masa z nich otrzymana nie ma nic wspólnego ze złocistym sosem mlecznym. Jakież było moje zdziwienie (...)!
Gdybym miała to ująć krótko, powiedziałabym: Ludzie! Spróbujcie karmelu z daktyli! Zwłaszcza solonego! Ja też byłam sceptyczna, spotykając się z nim po raz pierwszy w książce, której autorkę cytuję. Ale ten karmel nie tylko dorównuje temu prawdziwemu, ale - jak dla mnie - go przewyższa. A mając świadomość, z czego jest zrobiony, możemy jeszcze się cieszyć, że ma na nas zdrowotny wpływ :-).
Karmel to jedno. Ale zaraz święta, więc powiem Wam, że mazurek ze słonym karmelem z daktyli i gorzką czekoladą to jest to, czego szukacie! I powtórzę za autorką - jeśli macie w rodzinie takich osobników, którzy są sceptyczni wobec roślinnych wynalazków, bez obaw zaserwujcie im takie ciasto. Zachwyt murowany.
Ale zanim przepis, kilka słów o niesamowitej książce, z której go zaczerpnęłam (obiecałam). To książka Weroniki Madejskiej "Słodkie sekrety czyli bezglutenowe, roślinne historie pisane lukrem". Mam już na półce różne książki z wegańskimi, bezglutenowymi, bezmlecznymi czy bezjajecznymi słodkimi przepisami, ale ta książka jest cała o słodkościach. I są to słodkości absolutnie obłędne! Co powiecie na tartę z budyniem i galaretką (którą mogą się cieszyć również osoby na diecie bezglutenowej, bezmlecznej i bezjajecznej), bazyliowe serniczki, ciastko milionera, rajskie batoniki, jagodzianki (tak! również dla wegan i alergików!), czekoladowe babeczki z kremem, tiramisu, banoffee pie czy świąteczne pierniczki? Ślinianki pracują? Kiedy ogląda się książkę, zdjęcia robią swoje. Sprawiają, że te przepisy chodzą za człowiekiem i chodzą. Za mną chodził ten mazurek i karmel daktylowy. Ale polecam również rajskie batoniki, czyli bounty w wegańskiej wersji. To nadzienie również jest o niebo lepsze od oryginału :-).
Książka jest smakowicie wydana, a doświadczenie autorki tym cenniejsze, że sama w wieku dwunastu lat musiała przejść na dietę bezglutenową. Zmagając się z tym ograniczeniem, a jednocześnie z uporem próbując opracować smakowite przepisy i pomóc innym, założyła bloga kilka lat temu, a potem zaczęła prowadzić warsztaty. Jej przepisy są dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, wypróbowane wiele razy. Madejska pisze o tym, ile czasu spędzała nad nimi, z jakimi problemami się borykała i ile serca włożyła w to, żeby cukiernicze cuda bez odzwierzęcych składników były naprawdę dziełami, a nie marnymi imitacjami. Dlatego również jej książka pomaga opanować podstawy, jest pełna konkretnych wskazówek. Weronika zachęca też do eksperymentów i do próbowania (bo przecież trening czyni mistrza).
Autorka zapewnia, że te wypieki i desery zasmakują również tradycjonalistom i sceptykom. Jestem tego pewna, jako że w Wielkanoc rok temu wypróbowałam już jedną wegańską babkę, a teraz mam zamiar tym mazurkiem częstować gości. A niektórzy już spróbowali. Mały J. jest fanem :-).
Gęba w niebie - blog Ewa Siuda-Szymanowska
Księga hygge. Jak zwolnić, kochać i żyć szczęśliwie
„Są ludzie, którzy nie zauważają małego szczęścia, ponieważ daremnie czekają na duże” – te słowa amerykańskiej powieściopisarki, Buck Pearl, doskonale wpisują się w pewną filozofię życia, która zdobywa coraz większą popularność w ostatnich latach. Mowa oczywiście o hygge – pojęciu przetłumaczalnym wyłącznie obrazowo, związanym z doświadczaniem, z komfortem bycia z sobą, z innymi ludźmi, z zadowoleniem i ze skupieniem. To koncentracja na tym, by być a nie mieć. W czasach, kiedy wystawy sklepowe kuszą wszelakimi dobrami, kiedy stosunki międzyludzkie stają się coraz bardziej płytkie, pozorne, nagle nastąpił zwrot w kierunku prostoty i pytań o to, czego naprawdę potrzebujemy do życia.
Odpowiedzi na rodzące się pytania dotyczące szczęścia, sensu życia i sposobu na to, by było ono wypełnione nie zbędnymi przedmiotami, a pozytywnymi emocjami, przemyśleniami i ludźmi, przynosi książka autorstwa Louisy Thomsen Brits. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Sensus pozycja „Księga hygge”, to swego rodzaju przewodnik po tej koncepcji życia, to lektura sprzyjająca refleksji, ale też inspirująca do poszukiwań najlepszej dla siebie drogi oraz do… bycia szczęśliwym tu i teraz. Po książkę sięgnąć powinni wszyscy rozglądający się za alternatywą dla wszechobecnego konsumpcjonizmu i pozorowanych działań. To droga prowadząca do wyzwolenia się z potrzeb i ucieczka przed uciążliwym nadmiarem rzeczy i mało satysfakcjonującymi i płytkimi relacjami. To dowód na to, że można żyć inaczej – prościej, ale pełniej, że można odczuwać mocniej.
W sześciu kolejnych rozdziałach książki autorka przybliża nam koncepcję hygge – sekretu skandynawskiego szczęścia. Okazuje się, że wcale nie jest to tajemniczy pierwiastek dostępny wyłącznie dla Duńczyków, że praktykować hygge może każdy z nas, w dowolnym miejscu na ziemi. Co więcej, okazuje się, iż często hygge jest obecne w naszym życiu, choć sami tego jeszcze nie dostrzegamy. Za każdym razem, kiedy zasiadamy z rodziną do stołu, kiedy z zadowoleniem sączymy kawę, kiedy oddajemy się swojej pasji, możemy mówić o hygge.
Mimo iż sama praktyka hygge jest rzeczywiście symbolem duńskiego narodu, a w słowie tym zamyka się cała koncepcja ich życia i sposób patrzenia na świat, to nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy i my przyjęli ten sposób funkcjonowania i czerpali radość z jej praktykowania. Jak pisze autorka: „Aby nauczyć się praktykować hygge, trzeba wykonać konkretne działania, które przywołają jego ducha – dawać innym schronienie, gromadzić się, otaczać się, obejmować, pocieszać i ogrzewać samych siebie oraz siebie nawzajem”. Tak proste, a jednocześnie tak trudne – dlatego też autorka namawia nas do stopniowego wprowadzania nawet drobnych zmian w naszym sposobie myślenia i działania, by wprowadzić więcej hygge do naszej codzienności.
Każdy z rozdziałów książki opisuje poszczególne aspekty hygge, zarówno te materialne, jak i niematerialne, lecz należy je postrzegać jako spójną całość – to holistyczne ujęcie tematu jest niezwykle istotne. Na kartach książki odnajdziemy wskazówki, w jaki sposób odzyskać równowagę, jak stworzyć atmosferę hygge w naszym codziennym życiu, dzięki wykorzystaniu skojarzeń z przyjemnością czy bezpieczeństwem, a także jak zdefiniować swój naturalny rytm.
Lektura „Księgi hygge” nie tylko wycisza i pozwala skoncentrować się na rzeczach istotnych, ale i zauważyć wszystko to, co do tej pory stanowiło dla nas balast. Poprzez zrozumienie czym jest dokładnie koncepcja hygge (a czym nie jest), jesteśmy w stanie w maksymalnym stopniu praktykować tę uważność i budować głębokie relacje ze sobą oraz z otaczającym nas światem. Sama elegancka w swojej prostocie twarda oprawa książki stanowi kwintesencję hygge, a zagłębianie się w kolejne rozdziały przynosi nam spokój i pewność dobrego wyboru lub postanowienie zmiany. Załączone ilustrację koją, wprowadzają nas w klimat hygge, przenoszą ten sposób życia na polski grunt. Co więcej, po skończonej lekturze jesteśmy przekonani, że z tego ziarna zmiany wykiełkuje piękna roślina…
QulturaSlowa Justyna Gul
Księga hygge. Jak zwolnić, kochać i żyć szczęśliwie
Hygge to chyba jedno z najpopularniejszych ostatnio słów :-) Bardzo dużo teraz mówi się o tej duńskiej filozofii szczęścia, a jeszcze do niedawna o jej istnieniu wiedzieli tylko nieliczni ;-) Hygge to uczucie bardzo dobrze nam znane, które towarzyszy nam w codziennym życiu, a przejawia się w naszych małych przyzwyczajeniach i celebrowanych przez nas rytuałach. Hygge to wszystko, co przynosi nam spokój, wyciszenie, ciepło, poczucie bezpieczeństwa i radość. Może to być śmiech dziecka, spacer z ukochanym, aromatyczna kawa wypita z siostrą, rozmowa z przyjaciółką, ciepły koc, filiżanka gorącej herbaty, dobra książka, płomień świecy, mruczenie kota itd. Nigdy tego nie próbowaliśmy zdefiniować, a okazuje się, że upragniony przez nas stan wewnętrznej równowagi oraz pogody ducha to po prostu hygge. Duńska filozofia szczęścia skupia się na wszystkim, co sprawia, że nasze życie jest piękne. Nie chodzi w niej jednak tylko i wyłącznie o urocze przedmioty, ale także o relacje międzyludzkie. Książka Louisy Thomsen Brits poświęcona jest przede wszystkim właśnie tym relacjom. Kiedy przebywamy z osobami, które nas lubią, kochają i akceptują ogarnia nas wewnętrzny błogostan. Niestety nie zawsze potrafimy się zatrzymać i docenić piękno chwili, która właśnie trwa. Księga hygge. Jak zwolnić, kochać i żyć szczęśliwie podpowiada nam jak docenić urodę danej chwili. Uczy nas również jak stworzyć hygge w domu, wśród przyjaciół i swoich najbliższych. Nie chodzi przecież tylko i wyłącznie o to żeby odpowiednio poukładać przedmioty, zaparzyć kawę i zapalić świece. Trzeba jeszcze odbudować swoje wnętrze. Tylko wtedy osiągniemy duchową równowagę, poczucie bezpieczeństwa i komfort. Będziemy umieli docenić każdy dzień. Wtedy nasz dom i my sami będziemy hygge. To sprawi, że inni będą chcieli się przy nas zatrzymać na dłużej. Będzie to niezapomniane spotkanie, uroczy czas i wspaniała rozmowa, która wszystkim przyniesie radość i poczucie bezpieczeństwa. Jeśli ktoś jest zainteresowany duńską filozofią szczęścia powinien sięgnąć po książkę Louisy Thomsen Brits. Księga hygge. Jak zwolnić, kochać i żyć szczęśliwie to pięknie wydany poradnik. Zawiera on klimatyczne zdjęcia, cenne wskazówki jak być hygge oraz mnóstwo pięknych cytatów, którymi przelatany jest główny tekst. W ostatnim czasie pojawiło się na naszym rynku wydawniczym mnóstwo książek o hygge. Większość czytelników już pewnie czytała coś o tej duńskiej filozofii szczęścia. Mimo to zachęcam i polecam poradnik wydany nakładem Wydawnictwa Sensus, ponieważ mimo znanej tematyki jest na swój sposób oryginalny, ciekawy i inspirujący. Do tego będzie na pewno piękną ozdobą domowej biblioteczki :-)
mufloneks.blogspot.com Monika Starońska-Zych
Koszmar Morfeusza
Koszmar Morfeusza do druga część z cyklu Mafijna Miłość. W internecie aż huczy, że ta książka nie jest dla grzecznych dziewczynek. O tak! Ja też to muszę przyznać, ta książka zdecydowanie nie jest dla grzecznych dziewczynek. Autorka po raz kolejny funduje nam niesamowity rollercoaster emocji! Ponadto rewelacyjnie manipuluje czytelnikiem, nie pozwala mu oderwać się od książki. Napięta akcja, wiele ciekawych wątków, powoduje, że nie chce przestać się czytać! Nie mam pojęcia, jak K.N. Haner to robi, ale muszę przyznać, że jest świetna w tym co robi! Przepadłam kompletnie czytając Koszmar Morfeusza i już nie mogę doczekać się kontynuacji...
***
W lekturze Koszmar Morfeusza autorka przenosi czytelnika do bardzo mrocznego świata – świata Adama vel Morfeusza, który pracuje dla niebezpiecznej mafii. Mroczne sekrety Morfeusza z coraz to większym natężeniem pokazują swoje oblicze, mimo że lepiej byłoby dla wszystkich, aby pozostały tajemnicą. Adam wręcz jest zmuszony do tego, aby ukrywać swój związek z Cassandrą. I wcale nie jest to takie proste, jakby się wydawało, a prawda potrafi szybko ujrzeć światło dzienne... Dzięki tej części możemy lepiej poznać zasady panujące w organizacji, dla której pracuje Adam. Byłam bardzo ciekawa, na czym to się opiera. Jak już autorka pozwoliła czytelnikowi poznać mroczny świat tejże organizacji, to muszę przyznać, że byłam trochę zaskoczona. Seks, narkotyki, przemoc, szemrane interesy, bardzo niebezpieczni ludzie to właśnie w ten „brudny” świat – świat mafii zostaje uwikłana Cassandra. Na stronach nie zabrakło również brutalności, bezwzględności. Zdecydowanie jest to świat, z którym lepiej nie zadzierać! A najgorsze w tym wszystkim jest to, iż dziewczyna decyduje się na bardzo pochopny i odważny krok, mianowicie nadzwyczaj chce pomóc swojemu najdroższemu i stopniowo zaczyna igrać z członkami złowieszczej organizacji. W ten czas rozpoczyna się prawdziwy koszmar...
„Naprawdę mam o nim zapomnieć? Ale jak, skoro to jedyny facet na świecie, którego pokochałam jako mężczyznę. Wiem, jaki jest naprawdę, i gdyby nie to całe gówno, w którym tkwi, byłby cudownym człowiekiem.”
W drugiej części zdecydowanie więcej jest Cassandry i to właściwie wokół niej skupia się cała akcja książki. Cassandra prócz tego, że jest trochę naiwna i bez opamiętana zakochana z Adamie udowadnia, że potrafi być niesamowitą i pomocną przyjaciółką, na którą zawsze można liczyć. Postać Adama natomiast nie występuje tak często jak w Sny Morfeusza. W tej części autorka nadała mu taką rolę, że pojawia on się w najmniej oczekiwanych chwilach, by zaraz potem niespodziewanie zniknąć. Bardzo ciekawa była postać Anthon'ego, którego Cassandra poznała na siłowni, i w którego ramionach poszukiwała chwil zapomnienia. Autorka pozwoliła też czytelnikowi poznać bliżej Val, z która pracuje Cass, jak i Erosa – szefa Adama, który zainicjował w życie głównych bohaterów wiele komplikacji. K.N. Haner niesamowicie go wykreowała. Zdecydowanie jest człowiekiem bez serca, bez jakichkolwiek skrupułów, brutalny, niebezpieczny, bezwzględny, a także pełen pogardy i nienawiści dla całego świata. Dodatkowym uatrakcyjnieniem tej części była korespondencja prowadzona mailowo pomiędzy głównymi bohaterami.
***
Prócz tego w tej części, ponownie możemy spotkać się z lekkim piórem autorki, co powoduję, iż książkę czyta się w ekspresowym tempie. Muszę przyznać, iż autorka stworzyła tak bardzo niesamowity klimat w tej książce – klimat mroku i nieustającej niepewności, że cały czas jestem pod imponującym wrażeniem. Autorka wnikliwie, wręcz profesjonalnie kreuje świat mafii, który z każdą kolejną stroną książki staje się coraz bardziej mroczny. Ta książką to niesamowite połączenie kryminału z fragmentami thrillera i powieścią erotyczną. Akcja pędzi jak szalona! W tej części bardzo dużo się dzieje. Muszę przyznać, iż Koszmar Morfeusza bardziej mnie wciągnął i zdecydowanie jest bardziej nieprzewidywalny, aniżeli pierwsza część serii. Co zasługuję, na dużą pochwałę, bo z reguły to pierwsze cześć wciągają bardziej, niż kolejne.
***
A zakończenie? Kolejny raz autorka pozostawia Nas w ogromnej niepewności kończąc książkę w takim momencie, że prawdę mówiąc chce się krzyczeć! Nie mam pojęcia co będzie dalej. Jestem rozbita i niesamowicie ciekawa jak potoczą się losy Adama i Cass, tym bardziej biorąc pod uwagę te zaskakujące okoliczności, które spotkały dziewczynę... W takim wypadku pozostaje mi i Wam (jeżeli już czytaliście obie część) egzystować w niepewności i wyczekiwać premiery ostatniego tomu, będącego zwieńczeniem i punktem kulminacyjnym tej trylogii.
Reasumując Koszmar Morfeusza to wciągająca bez granic i pełna niesamowitych zwrotów akcji kontynuacja serii Mafijna miłość. Abstrahując od gorących i pikantnych scen erotycznych, których nie zabrakło w książce, warto zaznaczyć, iż autorka zafundowała Nam wiele chwil wyzwalających w czytelniku dozę przerażenia. Fani autorki oraz serii z pewnością będą zachwyceni. Serdecznie polecam!
nie-oceniam-po-okladkach.blogspot Hanna Smarzewska
Sny Morfeusza
„-Mogę cię prosić o jedną, jedyną rzecz... - Opanowuję emocje i staram się myśleć racjonalnie. (…)
- Nie pozwól mi się w tobie zakochać. - Spoglądam mu głęboko w oczy.
- Mogę zapanować nad twoim ciałem, Cassandro, ale nie zapanuję nad twoim sercem. (...)”
Sny Morfeusza to gorący, wręcz ognisty i pełen namiętności erotyk. Z pewnością rozpali niejedne zmysły. Sięgnęłam po niego z uwagi na bardzo intrygujący opis na tylnej okładce. Byłam niezmiernie ciekawa co w sobie kryje ta książka. Już od pierwszych stron bardzo mnie wciągnęła. Głównymi bohaterami powieści Sny Morfeusza są Cassandra Givens oraz Adam vel Morfeusz McKey. On – mroczny, tajemniczy, bardzo zmienny, a także zniewalająco przystojny biznesmen. Ona - piękna, subtelna, początkująca pani architekt. Już na wstępie książki poznajemy Cassandrę i właściwie od pierwszych stron można wywnioskować, iż jest kobietą przebojową, pewną siebie, odważną i jednocześnie zabawną. Kobieta przybywa do Miami z rodzinnego Toronto. To właśnie w Miami pragnie rozpocząć nowe - lepsze życie. Niedoceniana przez rodziców, a głównie przez ojca, chce udowodnić na co ją stać.
***
Cassandra bardzo chciałaby podjąć pracę, bo w ten oto sposób mogłaby rozpocząć godne życie. Nie musi czekać zbyt długo, gdyż pewnego dnia otrzymuje zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną do firmie, w której od zawsze marzyło jej się pracować! Cassandra jest bardzo zdeterminowana, a także przekonana, iż podoła i świetnie wypadnie na rozmowie. Stanowisko o które się ubiega, tak jak wcześniej wspominałam jest szczytem jej marzeń. Dzięki tej pracy mogłaby stać się niezależna i w końcu uzyskałaby stabilizację finansową. Niestety to co sobie zaplanowała nie przebiega tak kolorowo jakby się wydawało. Rozmowa kwalifikacyjna okazuję się zupełną porażką... a prawdopodobny szef dał się poznać z najgorszej strony. Kobieta wychodzi z biura mężczyzny załamana, ledwo powstrzymując łzy... Aby odreagować poranne emocje, które cały dzień aż w niej buzowały, wieczorem wybiera się „na miasto”. Przez przypadek trafia do tajemniczego klubu „Mirrors”. Tam poznaje pewnego mężczyznę w masce, który każe do siebie mówić Morfeusz... W ten oto sposób rozpoczyna się ich namiętna, wybuchowa i niepohamowana znajomość. Dwójka zupełnie innych ludzi, zagubionych, i jednocześnie niepotrafiących zapanować nad swoim pożądaniem, kiedy jedno jest blisko drugiego... Jednak Morfeusz głęboko skrywa w sobie mroczną stronę... Kim jest? Co tak naprawdę ukrywa? Do jakiej gry wciągnął Cassandre? Czy naraża ją i siebie na niebezpieczeństwo? Sięgnijcie po książkę, przeczytajcie i przekonajcie się sami!
Centralny punkt książki stanowią sceny erotyczne. Masa scen erotycznych, które zostały opisane z ogromną dokładnością i niepowtarzalną dozą pikanterii. Sceny są odważne i zdecydowanie można poczuć wypieki na twarzy. Bohaterowie książki, są postaciami bardzo wyrazistymi. Jednak muszę przyznać, że zachowanie Cassandry czasem mnie strasznie irytowało. Raz mówiła, że to już koniec i nie będzie dalej brnąć w znajomość z Morfeuszem, a już po chwili i tak mu ulegała... Strasznie niestabilna, chwiejna emocjonalnie i niezdecydowana kobieta. Ale to chyba wszystko przez niego!! Mężczyzna tak na nią działał, rozpalał ją do granic możliwości, pobudzał jej zmysły i ożywiał duszę, że po prostu kobieta nie potrafiła inaczej... Tak sobie to tłumaczę. :D
***
Lekkie pióro autorki powoduję, iż książkę czyta się w ekspresowym tempie. Historia napisana prostym, nieskomplikowanym i przyjemnym językiem. Sporo dialogów. Z każda stroną byłam coraz bardziej zaintrygowana i pragnęłam dowiedzieć się co kryje mroczna strona Adama – Morfeusza. Czekałam niecierpliwie, kiedy w końcu wszystko zostanie wyjaśnione... Ale nie zostało! Zakończenie totalnie mnie zaskoczyło i rozwaliło na drobne kawałki gdyż... nic nie wyjaśniło!!! Rozumiecie? Nic! Jak tak można! Jak można pozostawiać czytelnika w takiej rozsypce, niewiedzy? Lecz zdaję sobie sprawę, iż było to zaplanowane i zamierzone. Gdybym czytała tą książkę, zaraz po jej wydaniu to chyba bym dostała palpitacji serca... Muszę przyznać, iż autorka dobrze mną zamanipulowała. Na szczęście, teraz bez problemu mogę sięgnąć po drugi tom, może tam się coś wyjaśni? Mam nadzieję, bo inaczej będzie ze mną ciężko. Zdecydowanie książkę polecam wszystkim miłośnikom erotyków, a także fanom K.N. Haner!
nie-oceniam-po-okladkach.blogspot Hanna Smarzewska