Recenzje
Portugalia. W rytmie fado. Wydanie 2
Bez wątpienia, przypadająca w tym roku 100. rocznica objawień w Fatimie spowoduje wzrost liczby wyjazdów naszych rodaków do Portugalii.
Ten przewodnik jest bezcenną pomocą w podróży. Już na wstępie warto zaznaczyć to, o czym w przewodniku znalazło się dopiero na stronie 219, przy omawianiu walorów miasteczka Fatima. Otóż, szczyt napływu turystów do tego 11-tysięcznego miasteczka ma miejsce w maju i w październiku, zatem, jeśli ktoś chce tam pojechać właśnie wówczas, to po pierwsze, musi liczyć się z bardzo wysokimi, wręcz z zawrotnymi cenami za noclegi; po drugie, by znaleźć nocleg w tym terminie, należy zarezerwować go z trzy miesięcznym wyprzedzeniem. Maj już mamy za sobą, więc pora rezerwować nocleg na październik.
Sam przewodnik jest opracowany z dużą znajomością sztuki edytorskiej: na samym początku, w „Niezbędniku turysty” jest porcja podstawowych informacji „w pigułce”, takich jak adresy polskich placówek, godziny otwarcia różnych instytucji, zestaw podstawowych zwrotów w języku portugalskim, a także wykaz miejsc godnych odwiedzenia czy zobaczenia. Wydaje się, że w tego typu wydawnictwach warto by uniknąć podawania nazwisk np. szefów placówek: obecnie ambasadorem RP w Lizbonie jest już inna osoba, niż wymieniona w przewodniku.
Podróżny z Polski dowie się też, co koniecznie powinien zobaczyć. Pomoże mu w tym szersze omówienie 14 miejsc i atrakcji turystycznych ze zdjęciami. Następnie, autorzy przygotowali zestaw rad praktycznych: jak zaplanować podróż do Portugalii i jak podróżować po stolicy Portugalii, po jej okolicach czy po całym kraju.
Do wyboru jest szerokie spektrum możliwości; od samolotu, poprzez tramwaj do roweru, w sumie omówiono 9 urozmaiconych tras. Blok rad praktycznych, od wyboru czasu podróży, po walutę, bankowość, korzystanie z Internetu, hotele, kuchnię portugalską i noclegi. Jest to bardzo cenna część przewodnika.
Potem już rzeczywisty przewodnik: kraj w pigułce i zwiedzanie, od stolicy po małe, lecz atrakcyjne miejscowości. Wszędzie mapy oraz zdjęcia. Na uwagę zasługuje Lizbona, jej okolice, słynne Porto, Fatima, miejscowości górskie.
Uzupełnieniem „czystej” turystyki jest informacja o dojazdach, hotelach, restauracjach, bankach i innych instytucjach. Autorzy uniknęli bałamucenia: otwarcie piszą, co jest nieatrakcyjne, wręcz nudne, czyli co sobie można przy zwiedzaniu kraju darować.
Niezwykle wartościowa publikacja, efekt pracy dobrze zaznajomionych z Portugalią Polaków oraz rdzennego Portugalczyka.
Decydent Jacek Potocki; 2017-07-24
Pieśń Dawida
Kiedy w moje ręce wpadła książka "Prawo Mojżesza" czułam, że to coś dla mnie. Gdy po jej przeczytaniu usłyszałam, że będzie następny tom wiedziałam, że jego też muszę zaliczyć. Gdzieś skrycie liczyłam, że poziom będzie podobny, a może troszkę lepszy. Że znów będę na emocjonalnej huśtawce. Raz będę zmierzać do niebiańskiej euforii radości, a w następnej chwili do piekielnej czeluści tragedii. Czy tak było? Niestety nie. Było tysiąc razy lepiej! To co Amy ukazała nam w drugiej części to mieszanka wybuchowa.
Dawid Taggert chłopak, który już jako nastolatek stał się impulsywnym, nadpobudliwym i agresywnym młodzieńcem. Lubiący nadużywać alkoholu i wszczynać bójki Tag pewnego dnia po próbie samobójczej trafia do szpitala psychiatrycznego. To tu poznaje Mojżesza. Tego "innego" chłopaka, którego wita bójką, a z którym w efekcie końcowym łączy go niezwykle głęboka przyjaźń. Ta historia to jego historia, ale Mo również mamy okazję tu "usłyszeć".
Młody mężczyzna, który nie potrafi się na niczym dłużej skupić. Znalazł swój cel - klub, walki, treningi. Oddał temu całego siebie. Aż pewnego dnia pojawia się tancerka Amelie. Jak się okazuje niewidoma. Między nimi rodzi się więź, łączy ich nie tylko przyjaźń. Oboje pragną i potrzebują towarzystwa drugiego. Tyle, że nie może być idealnie. Millie, bo tak byłą nazywana przez Dawida odkrywa, że chłopak znika. Zostawił po sobie pozałatwiane sprawy, dokumenty i ... pudełko kaset z nagraniami oznaczone braille'm. Czy Tag znów postanawia uciec? Nie tłumacząc kompletnie nic i to nikomu? Nawet dziewczynie, którą pokochał i bez której życia sobie nie wyobraża? Czy był w stanie zrobić to bez powodu i to w tedy, gdy wszystko zaczynało się pięknie układać?
To co jest kanwą dla całej historii to uczucie rodzące się miedzy Dawidem a Amelie. Kasety Taga, które tworzą opowieść wyjaśniają nam jak się poznali, jak zaczynali spędzać ze sobą czas. Ukazują nam też to z czym zmagała się Millie - niewidoma, opiekująca się bratem z autyzmem. A jednak walcząca, niepoddająca się, twarda. Dziewczyna im więcej doświadczała w swoim życiu nieszczęść tym więcej w sobie odkrywała sil do walki i stawiania czoła przeciwnościom losu. Tag dorzucił jej swoim zachowaniem kolejny dramat, ale ona znów walczy. Zrobi wszystko by się dowiedzieć co się stało i dlaczego.
Choć pozycja jest dość smutna i depresyjna już od początku to zdecydowanie skradła moje serce. Czy utrzymała poziom "Praw Mojżesza"? Nie. Ona jak dla mnie go pobiła mimo, że jest całkiem inna i dobrze było by je oceniać osobno. Smutek czy radość. Zwątpienie i nadzieja. Złość lub spokój. To tylko niektóre emocje towarzyszące czytaniu tej pozycji. Żałowałam tylko tego, że w całość nie wpleciono Henry'ego - brata Amelie, bo ten chłopak skradł moje serce. Liczyłam na jego punkt widzenia, emocje i spostrzeżenia. Zabrakło tego, ale oddanie głosu Tagowi, który o nim wspominał naprawiło to chociaż w niewielkim stopniu. Jeśli jeszcze nie znasz historii Mojżesza oraz Dawida powinnaś / powinieneś to nadrobić. Chwyta za serce, pozwala się zastanowić nad wieloma rzeczami. Po prostu ma przesłanie i jest wymiarowa.
Bookhunter.pl Psotka
Tak sobie wyobrażałam śmierć
Przeszłość czasem spada na nas niczym ciemna zasłona. W takich chwilach możemy albo odwrócić się od świata, albo spróbować ją zerwać.
23 sierpnia 2010 roku
Helena Mobacke, sławna policjantka z wieloma sukcesami na koncie, po długiej przerwie wraca do pracy w zawodzie. Nie jest pewna, czy to dobra decyzja. Rok wcześniej straciła ukochanego synka Antona, a potem ukochanego mężczyznę, który nie potrafił poradzić sobie z jej rozpaczą. Jako szefowa grupy dochodzeniowej w komendzie Sztokholm Południe już pierwszego dnia musi zmierzyć się z trudną sprawą. Młody chłopak wpada pod pociąg; świadkowie twierdzą, że został popchnięty. Helena rozpoczyna śledztwo, ale nie potrafi skupić się na pracy. W jej głowie wciąż kłębią się myśli o Antonie. Zamiast na chłodno analizować sytuację, stara się powstrzymać rozszalałe emocje. Współczucie dla rodziców, którzy stracili dziecko, mąci jej osąd i przesłania oczywiste fakty. Nadal przeżywa żałobę, a tymczasem w czeluściach sztokholmskiego metra giną kolejne osoby. W zespole Heleny narasta bunt...
Ta książka nikogo nie pozostawi obojętnym! Jej bohaterami targają silne emocje, smutek i poczucie straty mieszają się z pragnieniem powrotu do świata żywych i potrzebą złapania nieuchwytnego zabójcy.
Śledztwo Heleny zatacza coraz szersze kręgi, a ona sama musi na nowo odkryć wartość swojej pracy i swojego życia...
Opętani Czytaniem
Tajemnica wyspy Flatey
Zupełnie niespodziewanie ma morskim wybrzeżu zostają znalezione zwłoki mężczyzny. Wiadomość paraliżuje mieszkańców pobliskiej wyspy, którzy do tej pory żyli powoli i spokojnie. Co spotkało tajemniczego mężczyznę? Kim był? I jak trafił w te okolice?
Po kryminały zawsze sięgam z wielką przyjemnością, ale też z wielkimi wymaganiami. Dość dobrze poznałam już ten gatunek i nie tak łatwo mnie zaskoczyć. „Tajemnica Wyspy Flatey” zwróciła moją uwagę nietypową fabułą, skupiającą się wokół legend i symboli. Miałam nadzieję, że lektura okaże się wyjątkowa. I w pewien sposób tak właśnie było.
Maleńka wyspa, gdzie ludzie żyją z polowań i hodowli. Potrafią cieszyć się tym, co mają. Nie zazdroszczą, troszczą się o siebie i swój byt. Dzień zaczyna się tam wraz ze wschodem słońca, a kończy już w trakcie nocy. To miejsce, w którym czas zwalnia. Autorowi udało się opisać to miejsce w sposób bardzo obrazowy. Podczas czytania pojawiały mi się przed oczami migawki skromnych lecz szczęśliwych ludzi, maleńkiej wyspy osnutej mgłą, dzikich zwierząt morskich i bujnej przyrody. Rzeczywiście poczułam ten klimat, przeniosłam się na chłodną Islandię i spokojną wieś. Zdecydowanie jest to mocna strona tej powieści.
Autor przede wszystkim jednak zainteresował mnie oparciem fabuły na motywie legend i symboli. Bieżące książkowe wydarzenia przeplatane są fragmentami księgi Flateyarbok, opowiadającej o losach starożytnych Wikingów. Na stronach powieści jest mowa również o tajemniczej zagadce, z którą mierzył się już niejeden śmiałek i wszyscy do tej pory polegli. Elementy te mocno mnie kusiły i popychały do przodu. Byłam szalenie zaintrygowana motywami dawnych legend tak mocno integrujących mieszkańców wyspy. A legendy, mocne, brutalne i interesujące, bardzo dobrze wpisywały się w klimat i ton, jaki autor starał się tej książce nadać.
Z pewnością nie jest to typowy kryminał. Nie zabrakło co prawda ofiary, ale do pozostałych, charakterystycznych dla tego gatunku elementów, autor podszedł dość elastycznie. Śledztwo w sprawie zmarłego mężczyzny odbywa się dość powoli. Akcja książki posuwa się do przodu stopniowo, bez wyraźnych zwrotów i zaskoczeń. To nie jest jedna z tych powieści, w których trup ściele się często i gęsto. Mam raczej wrażenie, że kryminalny klimat skupia się na pozostałych motywach, że nie o ofiary i brutalność w takiej postaci tu chodzi, a właśnie o całą tę otoczkę, o ten zimny, lecz magiczny w swojej prostocie świat.
Prowadzonego śledztwa również nie można określić jako standardowego. W dużej mierze posuwane do przodu przez przypadek oraz ludzi, którzy niekoniecznie powinni się nim zajmować. Z drugiej jednak strony prezentuje ono skrupulatność i dokładność, opierając się na przesłuchaniach mieszkańców wyspy. Powoli lecz konsekwentnie, wszystkie elementy zaczynają wskakiwać na swoje miejsce, dając czytelnikowi poczucie odprężenia i zadowolenia z lektury. Choć prawdę mówiąc nie miałabym jednak nic przeciwko bardziej dynamicznej akcji i poczuciu napięcia towarzyszącemu zazwyczaj takim lekturom.
Nie do końca również przekonałam się do książkowych bohaterów. Zostali oni bardzo sprawnie zarysowani, świetnie sprawdzają się w swoich rolach i przypisanych im miejscach, ale… Ciężko było mi wyrobić sobie na ich temat opinię, lepiej ich poznać, odczuć sympatię czy niechęć.
Wydaje mi się, że to książka wartościowa i ze względu na nietypową fabułę zapadająca w pamięć. Nie żałuję czasu, który jej poświęciłam. Dla mnie jednak była zbyt spokojna. Zwyczajnie wolę kryminały w bardziej brutalnej i krwawej odsłonie, jak choćby czytany ostatnio „Tak sobie wyobrażałam śmierć”.
rudarecenzuje.blogspot.co.uk RUDA RECENZUJE
Tajemnica wyspy Flatey
W tej książce znajdziemy wszystko to, czego zwykle szukamy w islandzkiej literaturze – samej Islandii, wraz z jej magicznym krajobrazem, obłędną naturą i jedyną w swoim rodzaju małomiasteczkową atmosferą, w której życie toczy się swoim własnym rytmem. Jakby tego było mało Viktor Arnar Ingólfsson w swojej powieści zaprasza nas też do świata islandzkich sag, średniowiecznych legend i mitów, klątw oraz tajnych stowarzyszeń, a także wikińskich obrzędów, symboli i rytuałów. Niewątpliwie Islandczyk bardzo sumiennie i rzetelnie przygotował się do napisania tej książki, bo w tym przypadku kluczem do rozwiązania kryminalnej zagadki jest średniowieczny manuskrypt zatytułowany „Flateyjarbók”, będący zbiorem sag i eposów o starożytnych władcach Wikingów. Stąd w powieści pojawiają się średniowieczne teksty będące odpowiedziami na kolejne zagadki dotyczące tej księgi. A poznawanie ich to sama przyjemność.
„Tajemnica wyspy Flatey” niezwykle sugestywny islandzki kryminał, który intryguje nas już od pierwszego zdania i zatrzymuje naszą uwagę do samego końca. Nie ma tu jednak szaleńczych pościgów, strzelaniny i nagłych zwrotów akcji. Historia opowiedziana jest bez przekombinowania, za to z odpowiednim budowaniem napięcia, sprytnie poprowadzoną intrygą i z umiejętnym zdradzaniem sekretów. Kiedy sięgniesz po tę książkę, nie będziesz miał ochoty jej odłożyć, zanim nie skończysz… Polecam.
Czy jesteś gotów poświęcić swoje życie dla rozwiązania tajemnicy starodawnej islandzkiej księgi?
Stacja Islandia Marcin Kozicki; 2017-07-19