Recenzje
Down Shift. Bez hamulców. Seria Driven
„Down Shift. Bez hamulców” autorstwa K. Bromberg to kolejna książka z serii „Driven”, która opowiada o innych bohaterach znanych nam z pierwszych części. Czy ósmy tom będzie tak samo powalający jak poprzednie?
Wiem, że nie czytałam pierwszych trzech tomów, nie musicie mi tego przypominać, co więcej to czytając historię Zandera, którego poznałam pierwszy raz w „Aced” mam ochotę w końcu sięgnąć po bazowe tomy historii i zobaczyć jak to było na początku. Pewnie jak się odkopię z książkowych gór, które piętrzą się w pokoju to zobaczę półki gdzie stoi „Driven”, a potem będziecie wiedzieć czy warto czytać od początku, czy też można to robić po „chińsku”, czyli moją metodą.
„Mieć miękkie serce na tym okrutnym świecie to odwaga. Nie słabość.”
Zander Donavan, który został adopotowany przez Rylee i Coltona ma problemy. W sumie problem jest jeden, ale spowodował lawinę katastrof, które zaważyły na układach z rodziną, na jego pasji i postrzeganiu świata.
Pudełko otrzymane poczatą, niczym puszka Pandory i to co widzi na samej górze załamuje jego świat do tego stopnia, że po ciężkich słowach rzuconych w stronę Coltona postanawia wyjechać do zacisznego miejsca, gdzie ma przemyśleć swoje zachowanie i pogodzić się z rzeczywistością, która przygniotła go przy jednym wspomnieniu. Dodatkowo w ramach mieszkania za darmo, zobowiązuje się do przeprowadzenia remontu w domu kumpla jego ojca, z prośbą, żeby nikt nie wiedział gdzie tak naprawdę jest.
Getty Caster uciekła z domu. Zniszczona przez rodzinę, z poranioną duszą i brakiem pewności siebie chce odzyskać to co straciła. Zmienić się w kogoś innego i zapomnieć o starym życiu. Chce być w końcu sobą w pełni. Prawdziwą sobą. PineRidge jest jej wybawieniem. Bezpieczną ostoją i dającym spokój duszy miejscem. Do czasu, kiedy w domu, w kórym mieszka pojawia się Zadner.
Życie ich obojga diametralnie się zmienia, zaczynają przekracać wcześniej okeślone granice. Przyjaźń przeradza się w namiętność, która prowadzi do pożądania, aby stać się uczuciem. I Getty, i Zander poznają samych siebie na nowo, ale też i siebie wzajemnie. Każdemu z nich ciężko jest się otworzyć i powiedzieć prawdę przed czym uciekają, jednak sposobności jakie podstawia im los próbują nakierować ich na wzajemne zaufanie, które oczywiście się pojawia.
Potem jest już tylko... skok na głęboką wodę.
„Nie wiemy, czy dane czyny to błędy, dopóki ich nie popełnimy i dopóki czegoś się na nich nie nauczymy.”
„Down Shift. Bez hamulców” jest książką niepozorną. Zaczyna się delikatnie, wabi swoim prologiem, aby czytać dalej, a następnie uderza z pięści w brzuch w takim stopniu, że resztę czyta się niemalże na bezdechu myśląc o tym dlaczego książka ma taką władzę?
Przyznam szczerze na początku postać Getty i jej użalanie się nad sobą mnie irytowało. Ciągle płakała i miała dziwne, nieprzyjemne myśli, które zaczynały mnie męczyć.
Zander zaś skradł mi serce od samego początku, a potem z każdą kolejną stroną osiadał w nim na dłużej i dłużej. Wszystko to jednak jakoś się wyklarowało i Getty, będąc pod wpływem Zandera w końcu przestała mnie denerwować swoją osobą. Chociaż dalej nie mogę napisać, że ją polubiłam, bo tak nie jest.
Ciągle ciekawią mnie losy Coltona i Rylee, bo za każdym razem jak jest wzmianka o nich to mam braki informacji i zgaduję o co tutaj chodzi, ale sama jestem sobie winna. Już niedługo.
„Down Shift. Bez hamulców” to książka, którą każdy fan serii „Driven” musi przeczytać. Szczególnie jeżeli lubi postac Zandera. No i chce zobaczyć Coltona w roli ojca. Jest to pozycja, która wciąga naprawdę mocno i zaciekawia historią tych młodych ludzi. Jest to też opowieść o podejmowaniu decyzji, brania odpowiedzialności za swoje czyny i uczenia się na błędach jakie popełniamy w życiu.
Przede wszystkim zaś, jest to książka o pokonywaniu własnych słabości i byciu silnym.
podrugiejstronieokladki6.blogspot.com Emilia Zaręba; 2017-07-23
Fueled. Napędzani pożądaniem
Trylogia „Driven” cieszy się sporą popularnością i co ciekawe, doczekała się już kontynuacji. Ja do najnowszego tomu jeszcze nie dotarłam, za mną dopiero dwie części. „Driven. Namiętność silniejsza niż ból” okazało się bardzo emocjonujące i elektryzujące. Czy kontynuacja trzyma poziom? Często zdarza się, że kolejne tomy pozostawiają nas z dużym niedosytem, cieszymy się na ponowne spotkanie z ulubionymi bohaterami, a spotyka nas rozczarowanie... Jak jest tym razem?
Coltona dopada przeszłość. Powróciły koszmary. Sny przypominają mu o bardzo traumatycznych przeżyciach, które chciałby wymazać z pamięci, które sprawiają, że czuje się gorszy i niegodny miłości.
Próbuje znaleźć ukojenie w ramionach Rylee, zatracić się w niej, w gorącej namiętności i zapomnieć o tym, co było kiedyś. Niestety wystarczy jeden gest i dwa słowa, by wyprowadzić go z równowagi. Gdy Rylee mówi „Kocham Cię”, Colton wpada w furię, odpycha dziewczynę od siebie, obraża ją i praktycznie wyrzuca z mieszkania i życia. Rylee ma doświadczenie z trudnymi przypadkami, często zmaga się z demonami, które dręczą jej małych podopiecznych, ale czy jest w stanie poradzić sobie z aktualną sytuacją, wyciągnąć Coltona z bagna, w którym tkwi? Colton nie jest już małym chłopcem, dawno temu zamknął się w sobie i nie zamierza się przed nikim otwierać. Czy Rylee jest w stanie zburzyć mur, którym się otoczył?
Muszę przyznać, że lektura tej książki była ciekawa, dostarczyła mi mnóstwo rozrywki i jeszcze więcej emocji. Poczynania naszych bohaterów wielokrotnie wyprowadziły mnie z równowagi. Rylee i Colton zachowują się dokładnie jak żuraw i czapla ze znanego wiersza Jana Brzechwy. Kilkakrotnie miałam ogromną ochotę nimi wstrząsnąć, powiedzieć, żeby się opamiętali i przestali z uporem maniaka niszczyć to, co ich łączy. Rylee doskonale radzi sobie ze skrzywdzonymi przez los dziećmi i z jednej strony chciałaby pomóc Coltonowi i uleczyć jego duszę, a z drugiej sama jeszcze nie poradziła sobie z niedawnym dramatem, z tym, że straciła narzeczonego i nienarodzone dziecko. Colton sprawił, że znowu się zakochała, w końcu wróciła do życia, jednak trudno liczyć na stabilizację przy tym mężczyźnie, trudno planować wspólną przyszłość, nie wiadomo nawet, czy ich relację można nazwać związkiem. Rylee boi się, że Colton ją zniszczy i porzuci.
W książce dzieje się sporo, nie brakuje zwrotów akcji, nie ma czasu na nudę i wytchnienie. Bywa gorąco, ostro i bardzo namiętnie. Chociaż wątek miłosny jest tu bardzo istotny, to jednak nie możemy zapomnieć o innych tematach, które podejmuje autorka. Przede wszystkim pisze o krzywdzeniu dzieci, o rodzicach, którzy wykorzystują dzieci do swoich celów, nie myślą o ich dobru, tylko o sobie, niszczą ich szczęście i marzenia, zadają ból fizyczny i psychiczny. Trudno o normalne dorosłe życie, gdy takie wspomnienia z dzieciństwa są ciągle żywe, ciężko budować jakiekolwiek relacje, zaufać, pokochać i pozwolić kochać siebie. Takie osoby często żyją w przeświadczeniu, że są gorsze, nie zasługują na szczęście i miłość. Skoro właśni rodzice ich nie kochali, to musi być z nimi coś nie tak. Nie chodzi tu wyłącznie o Coltona i jego traumatyczne doświadczenia, ale też o podopiecznych Rylee.
„Fueled. Napędzani pożądaniem” w pełni spełniło moje oczekiwania, okazało się równie dobre jak pierwsza część, dostarczyło emocji i rozrywki, a także dało do myślenia. Było gorąco, czasami romantycznie, niekiedy dramatycznie. Jestem niezmiernie ciekawa dalszego ciągu, tego jak rozwinie się sytuacja. Bez wątpienia warto poznać tę serię!
korcimnieczytanie.blogspot.com Kornelia Pikulik-Czyż; 2017-07-21
Tak sobie wyobrażałam śmierć
Czasem niepowołany los spycha nas na niewłaściwe tory i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż w powieści „Tak sobie wyobrażałam śmierć” Johanny Mo, ten los okazuje się przybierać ludzką postać pod płaszczyzną wielu osobowości.
Jest 23 sierpnia 2010 roku. Na jednym z przystanków sztokholmskiego metra wpada pod pociąg młody chłopak. Świadkowie twierdzą, że człowiek ten został popchnięty, lecz zeznania co do wyglądu napastnika różnią się. Helena Mobacke, która po stracie synka Antona wraca do pracy w sztokholmskiej policji, musi uporać się ze sprawą morderstwa w metrze. „Helena zmusza się, żeby wyłączyć telewizor. Nie chce tego świata, który wpuszcza do jej domu. Chce być sama w swojej pustce.” Główna bohaterka to kobieta pokrzywdzona przez los. Głównym aspektem, który obserwujemy podczas czytania książki i poznawania bohaterki, to fakt, iż jest ona przygnębioną kobietą, która stara się powrócić do normalności, lecz znajdującą się w otoczeniu osób, które jej tego wcale nie ułatwiają. Dlatego też, w powieści zaobserwujemy szczegółowo ujęte wątki, wpływające na czytelnika, tak jakby sam cierpiał po stracie dziecka. „Świat jest krainą zabawek, królestwem Lego, a on jest jego królem.” Wielu osobom może przypaść do gustu fakt, iż w książce ukazana jest polska odsłona rodziny, lecz moim zdaniem autorka podeszła do tematu zbyt stereotypowo, ukazując Polaka jako osobę, która gotowa jest użyć pięści nawet w błahych sytuacjach. Mimo wszystko akcja rozwija się tutaj powoli, a cały konspekt powieści tworzy dla czytelnika krętą ścieżkę wypełnioną logicznymi spójnikami, po której cały czas zmierzamy do celu. Porównałabym to do krętych dróg występujących gdzieś na północy Norwegii bądź Szwecji, gdzie droga jest tak wąska, że przejedzie nią tylko jeden samochód, lecz po chwili okazuje się, że gdzieś za rogiem czai się więcej przestrzeni i mamy większe pole do popisu. Tak właśnie czułam się przy czytaniu powieści Johanny Mo „Tak sobie wyobrażałam śmierć” – jakby całość była zbiorem prostych informacji, za którymi stoi więcej niedopowiedzeń. Powieść jest przede wszystkim owiana ponurą i momentami przygnębiającą aurą. Z drugiej strony, akcja prowadzona jest w sposób prosty i nieprzekombinowany. Myślę jednak, że gdyby autorka wplotła więcej wątków ogólnikowych do historii i więcej humoru, całość byłaby jeszcze lepsza niż jest w tym momencie. Ja ze swojej strony wolę, gdy książka miesza w sobie wiele wątków wpływających dosyć różnie na nastrój odbiorcy. Od śmiesznych sytuacji, po te bardziej dołujące. Podsumowując, myślę, że jest to książka, po którą warto sięgnąć ze względu na wątki psychologiczne, gdyż w powieści jest ich całkiem sporo. Jednak odradzam ją osobom, które nie lubią literatury kryminalnej, przy której można czasem popaść w melancholijny nastrój, a które są fanami szybkiej akcji.
marionetkaliteracka.wordpress.com/ Magdalena Krukowska; 2017-07-17
Tak sobie wyobrażałam śmierć
Dla matki nie ma nic gorszego niż patrzenie, jak trumna z ciałem albo urna z prochami jej dziecka zostaje przysypywana ziemią. Życie zaczyna dzielić na „przed” i „po”. Właściwie to nie chce jej się żyć… W takiej sytuacji znajduje się główna bohaterka powieści Johanny Mo Tak sobie wyobrażałam śmierć.
Helena to sławna policjantka, mająca na koncie wiele sukcesów. Po rocznej przerwie wraca do pracy w zawodzie. Zostaje szefową grupy dochodzeniowej w komendzie Sztokholm Południe. Już pierwszego dnia rozpoczyna trudne śledztwo – pod metro zostaje wepchnięty młody chłopak (co ciekawe nastolatek ma polskie korzenie). Jego tragiczna śmierć staje się początkiem serii morderstw. Helena nie potrafi jednak skupić się na pracy – rodzinna tragedia rzutuje nie tylko na jej życie osobiste, ale i zawodowe. . Nadal przeżywa żałobę po zmarłym synku i zamiast analizować sytuację i tropić mordercę, stara się powstrzymać rozszalałe emocje.. Czy Helena poradzi sobie z trudną przeszłością,czy na nowo nauczy się współpracy w zespole i złapie zabójcę, zanim zginie kolejna osoba?
Johanna Mo świetnie konstruuje kryminalną intrygę, łącząc ją z dramatem psychologicznym. Śledztwo do końca trzyma w napięciu. Początkowo rozwija się powoli, ale w ostatnich rozdziałach akcja zdecydowanie przyspiesza. W tej historii nic nie jest oczywiste. Postaciami, zwłaszcza Heleną, targają silne emocje. Pragnienie powrotu do „świata żywych” – do pracy, do relacji z ludźmi, miesza się z poczuciem straty i zdrady ukochanego dziecka. Zdrady, którą staje się każda myśl poświęcona komuś innemu niż Antonowi.
Narracja w książce prowadzona jest w trzeciej osobie. Autorka przybliża nam nie tylko policjantkę i jej zespół, ale i mordercę, którego tożsamość czytelnik odkrywa wraz ze śledczymi. Ten ciekawy zabieg pozwala poznać jego motywy i sposób myślenia.
Tak sobie wyobrażałam śmierć to pełna emocji opowieść, której nie da się obojętnie odłożyć na półkę. Jest idealnym połączeniem kryminału i dramatu. Swoją premierę ma 19 lipca. Warto zapamiętać tę datę i sięgnąć po ten tytuł. Gwarantuję, że nie oderwiecie się od lektury przed poznaniem finału śledztwa i finału wewnętrznej walki Heleny.
http://dropsksiazkowy.blogspot.com Paulina Molicka; 2017-07-07
Tak sobie wyobrażałam śmierć
"To nie wydarzenia określają człowieka, ale to, co on z nimi zrobi... Zaciska się zęby i idzie się dalej, kiedy człowiekowi jest ciężko, bo ciężko nie będzie zawsze."
Pierwsze spostrzeżenie, jakie nasuwa się po przeczytaniu książki, to uznanie dla jej intensywnego emocjonalnego wydźwięku. Przejmujący wątek utraty dziecka przez rodzica pojawia się z różnych perspektyw i w złożonych obrazach. Ogromna strata, której bólu nic nie jest w stanie złagodzić, przygasić, zagłuszyć, niezwykle trudno jest sobie z nią poradzić. Życie składa się z gąszczu niepasujących kawałków. Bolesne wspomnienia powracają znienacka, dopominają się o uwagę, dotkliwie przenikają każdy aspekt codzienności, skupiają się na tym, co było, nie harmonizują z nadzieją i pogodnym patrzeniem w przyszłość.
Mnóstwo wysiłku kosztuje wyjście ze sfery załamania, przygnębienia, całkowitego zobojętnienia na teraźniejszość, apatii na zewnętrzne bodźce i rezygnacji z pragnień. Niespokojne próby powrotu do normalności, nabrania pewności siebie, znalezienia sensu życia, wyznaczenia nowego kursu, zastąpienia mechanicznych działań pełną aktywnością, obciążone są wieloma porażkami i niepowodzeniami. Jednym udaje się z biegiem czasu przebrnąć przez traumatyczne wydarzenia, inni już nigdy nie będą potrafili pozbierać się, zaznać choćby minimalnego spokoju i ukojenia. Wyrzuty sumienia i poczucie winy zamieniają się w mroczne myśli i ciemne przesłania.
Trzeba przyznać, że autorka z dużą wnikliwością i zrozumieniem przedstawia tę płaszczyznę ludzkiej natury, sugestywnie odmalowując obrazy, angażując czytelnika w poruszającą serce tematykę, rodzica przeżywającego żałobę po śmierci dziecka. Jednakże również zręcznie tworzy intrygę kryminalną, rezygnuje z dynamicznego rytmu prowadzenia fabuły, stawiając nacisk na dbałość o dokładność i szczegółowość dochodzenia do prawdy o morderstwie, a także umiejętnie konstruuje napięcie. Dzięki przekonująco opisywanym etapom śledztwa, czujemy jakbyśmy sami brali w nich udział, idealnie potrafimy odnaleźć się w ich wielotorowości, chętnie poddajemy się grze w snucie przypuszczeń i domysłów.
Helena Mobacke przed rokiem w dramatycznych okolicznościach traci dziewięcioletniego syna. Tragedia doprowadza do rozpadu długoletniego małżeństwa. Odbiła się też na rozwoju obiecująco zapowiadającej się kariery policyjnej. Kobieta postanawia wrócić do pracy, czuje, że może właśnie ona okaże się dla niej zbawieniem, swoistym wentylem bezpieczeństwa, niedopuszczającym do gromadzenia się negatywnych refleksji. Zostaje szefem sztokholmskiej grupy dochodzeniowej wyznaczonej do rozwiązywania zawiłych spraw. Powierzony jej zespół składa się z czterech diametralnie odmiennych osobowościowo osób, dysponujących różnym doświadczeniem zawodowym. Leniwy Herman, bystra Therese, solidny Simon i zadufany w sobie Niklas.
Pierwsza sprawa, z którą przyjdzie się im zmierzyć, pozornie wydaje się prosta. Osiemnastolatek wpada pod pociąg metra, w godzinach szczytu, łatwo zatem można będzie dotrzeć do licznych świadków wydarzenia. Jednak niewiadome zamiast wyjaśniać się, zaczynają w szybkim tempie mnożyć, zaś nowe dramatyczne incydenty niosą w sobie śmiertelne zagrożenie. Rodzi się presja, dodatkowo media rozkręcają wśród mieszkańców Sztokholmu atmosferę histerii i paniki, bazują na niepotwierdzonych informacjach i epatują krzykliwymi nagłówkami newsów. Czy Helenie uda się zapanować nad własnymi emocjami? Odciąć się od osobistej tragedii, nabrać właściwego dystansu do rozgrywających się zdarzeń? Wykazać się profesjonalizmem i efektywnością?
bookendorfina.pl Izabela Pycio; 2017-07-19