Recenzje
Dwa magiczne słowa. Vancouver Agitators: miłość na lodzie #2
Pomiędzy Elim i Penny nic nie może się wydarzyć. Tak postanowił jej brat. Żaden z hokeistów nie może zbliżyć się do jego siostry. Ale co, jeśli ten zakaz zostanie złamany? I nie będzie można tego zachować tego w tajemnicy ze względu na konsekwencje? Przez całą lekturę bardzo dobrze się bawiłam. Nie da się ukryć, że jest w niej bardzo dużo humoru, co jest w głównej mierze zasługą głównej bohaterki. Penny? Polubiłam ją od samego początku. Jest dosyć specyficzna, chaotyczna, a w sytuacjach, kiedy jest zestresowana, mówi wszystko, co przyjdzie jej na myśl. Dosłownie wszystko, każdy szczegół. Powodowało to, że było naprawdę bardzo zabawnie. Dziewczyna jest spokojna, ale niestety niepewna ciebie. Pracuje jako koordynatorka do spraw mediów dla hokeistów co powoduje, że bardzo często ma z nimi styczność, w tym między innymi z Elim. Eli co kobieciarz i bardzo pewny siebie, ale przynajmniej tak wydaje się na pierwszy rzut oka. To jest wizerunek, który pokazuje wszystkim dookoła, a tak naprawdę jest wrażliwym i słodkim mężczyzną. Naprawdę go polubiłam, bo z każdą kolejną stroną coraz bardziej skradał moje serce. Uwielbiam jego stosunek do bohaterki, to, jak jest na jej każdej zawołanie, znosi jej humorki, których naprawdę jest bardzo dużo i przede wszystkim bardzo się angażuje. Od momentu, kiedy dowiedział się o ciąży jest obecny w jej życiu. Wspiera, pomaga, a zarazem jest przerażony, bo obawia się, że nie będzie będzie dobrym ojcem. Bardzo podobała mi się przedstawiona relacja pomiędzy bohaterami. Zostają zmuszeni do wspólnego zamieszkania, co rodzi wiele zabawnych, ale też wzruszających sytuacji. Początkowo ich rozmowy są naprawdę bardzo niezręczne. Dosłownie, nie potrafili nawet ze sobą rozmawiać, aż dziwne, że byli w stanie się ze sobą przespać. To, co w tym wszystkim było najlepsze to fakt, że początkowo ich relacja opiera się przede wszystkim na rozmowach i wzajemnym poznawaniu się. Każde z nich stara się dostosować do nowej sytuacji, w końcu teraz ich życie gwałtownie się zmienia. Z pewnością nie ma pomiędzy nimi nudno, bo Penny co chwilę stara się nabierać Eliego i to również było fajne. Jednak są pewne granice. Przykładowo sytuacja u ginekologa już mi się nie podobała i to było zdecydowanie za dużo. Ma łączyć Ich przyjaźń i początkowo zdaje to egzamin, ale jednak z czasem trudno trzymać się samej przyjaźni. Jest bardzo dużo napięcia i chemii. Penny chce czegoś więcej, ale hokeista się wzbrania i początkowo tego nie rozumiałam, bo sam stwierdza, że od dłuższego czasu jest nią zauroczony. Widać, że mu na niej zależy i ciężko mu się powstrzymać, żeby się do niej nie zbliżyć. Ale znalazł się winny tego wszystkiego. Naprawdę, czasami irytują mnie nadopiekuńczy bracia. W końcu byłam w stanie zrozumieć zachowanie głównego bohatera. Tym razem może stracić wszystko, a nie chce zostać sam. A Penny? Naprawdę nie ustawała w wysiłkach żeby złamać jego zasady i było to momentami naprawdę bardzo zabawne. A w momencie, kiedy odkryła przyczynę jego zachowania, jej zachowanie naprawdę bardzo mi się podobało. Zrozumiała jego postępowanie i przestała naciskać. To, co pozytywnie mnie zaskoczyło, to fakt, że ich relacja nie opiera się przede wszystkim na fizyczności. Nie ukrywam, że byłam dosyć zaskoczona, bo twórczość autorki jest mi znana i raczej nie stroni ona od dużej ilości pikantnych scen łóżkowych. Ale ostatnie 100 stron to faktycznie głównie łóżko i to już trochę mnie męczyło. To przyjemna, lekka lektura i przez całe 500 stron dobrze się bawiłam. Bohaterowie są naprawdę fajni, choć nie da się ukryć, że w pewnym momencie Penny zaczęła mnie irytować. Nie dostaje tego co chce i zachowuje się wręcz jak dziecko. Robi na złość, dosłownie na złość. Historia jest ukazana z dwóch perspektyw, co bardzo dobrze pozwala poznać każdego z bohaterów i zrozumieć ich punkt widzenia. Bardzo mi się to podobało, bo w przypadku Eliego było to naprawdę potrzebne. Nie brakuje tu oczywiście hokeja, choć nie ma go też szczególnie dużo. Bardzo polubiłam pozostałych hokeistów i jestem ciekawa ich dalszych losów. Jest to bardzo zabawne towarzystwo.
Nieplanowany układ
Bardzo lubię twórczość autorki, więc po tę książkę również musiałam sięgnąć. Już po opisie wiedziałam, że może mi się spodobać. Camille zawodowo osiągnęła wszystko, o czym mogła marzyć, lecz prywatnie nie jest szczęśliwa. Pragnie założyć rodzinę, dlatego postanawia wziąć dłuższy urlop i zacząć chodzić na randki, aby znaleźć odpowiedniego partnera. W jej życiu ponownie pojawia się Bryan, z którym kiedyś łączył ją krótki romans, jednak mężczyzna wyjechał z miasta. Teraz wrócił i zamierza zostać przyjacielem kobiety. Kiedy dowiaduje się o jej marzeniu, proponuje jej układ - przyjaźń z korzyściami, w ramach którego pomoże jej spełnić pragnienie posiadania dziecka. Czy taki układ ma szansę przetrwać? Camille zawsze miała wszystko dokładnie zaplanowane, lecz przy Bryanie zaczyna być bardziej spontaniczna i przestaje traktować wszystko tak poważnie. Przez trudną przeszłość narzuciła sobie wiele ograniczeń, które z czasem okazują się jej niepotrzebne. Bohaterowie bardzo się od siebie różnili, ale jednocześnie świetnie się uzupełniali. Bryan pokazał Camille, że czasami warto odpuścić i wyluzować, a ona uświadomiła mu, że jego dotychczasowe życie wcale nie dawało mu szczęścia. Podobało mi się również to, że główna bohaterka zdecydowała się na terapię i rozmowę z kimś o swoich problemach. Dzięki temu mogła lepiej zrozumieć siebie i swoje zachowanie. Z kolei opisy jej nieudanych randek niejednokrotnie wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Relacja, która początkowo miała opierać się wyłącznie na przyjaźni z bonusami, zaczęła stopniowo przypominać prawdziwy związek. Bohaterowie musieli jednak dojść do tego we własnym tempie i nauczyć się rozumieć swoje uczucia. Jeśli macie ochotę na lekką komedię romantyczną z motywem friends with benefits, koniecznie sięgnijcie po tę książkę! Było spicy, słodko, ale również wzruszająco, czyli dokładnie tak, jak lubię. Ja polecam!
Lista
Już na wstępie otrzymujemy sporo pozytywnych opinii od znanych portali czy autorów. Musiałam sama się przekonać. Główni bohaterowie to czarnoskóra para mieszkająca w Wielkiej Brytanii. Poznajemy ich niecały miesiąc przed ślubem. Na X (chociaż tu namiętnie jest cały czas używane Twitter - autorka napisała tę książkę w roku, gdy zmieniono nazwę, ale wydając ją obecnie, to tak trochę średnio mi pasuje) powstaje lista osób związanych z przestępczością seksualną i co ciekawe, znajduje się na niej Michael. Ola teraz nie wie, czy zaufać swojemu narzeczonemu, czy osobie, która go tam umieściła. Czytając jej rozterki, nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać, bo oznaczały mniej więcej tyle: jestem czarnoskórą feministką, więc muszę uwierzyć kobiecie, która go oskarżyła i co z tego, że nigdy nie był na imprezie świątecznej, ale nie wypada wierzyć oprawcy. Dla mnie to nie do pomyślenia, bo zawsze staram się jednak wysłuchać obu stron i wtedy dopiero ocenić. A tu jeszcze mamy anonimowe źródło, bez żadnych dowodów. Ładnie to nam obrazuje, jak łatwo kogoś zniszczyć, robiąc wpis w internecie, gdzie nawet nie wiemy, czy ta osoba po drugiej stronie to on, czy ona. Nagle zaczyna się nagonka i osoba oskarżana często nie ma jak się obronić (Cellie od razu go zablokowała). Samo zakończenie wyjaśnia, co się stało i dlaczego. Po przeczytaniu tej pozycji warto się zastanowić, na ile należy wierzyć mediom społecznościowym czy internetowym, bez rzetelności danych. A coś, co raz wpadnie do sieci, to już z niej nie zostanie usunięte. Warto przemyśleć to, co piszemy, bo żart może kogoś zniszczyć. ⚠️ O ile początek zaczął się całkiem nieźle, to później już nie było tak kolorowo. Postacie są dobrze wykreowane - mogłam polubić Michaela mimo jego wad, ale nie udało mi się to z Olą. Jej zachowanie powodowało u mnie pewien niesmak. Trochę też sama akcja za bardzo momentami zwalniała i pewne rzeczy były ciągle powtarzane. Ogólnie dało się przeczytać, nie była to zła książka, ale bestsellerem bym jej nie nazwała. Zakończenie przewidywalno-nieprzewidywalne, tak sobie to pozwolę ująć. Warto przeczytać choćby dla niego.
Miłość w galopie. Ranczo Srebrzyste Sosny #3
Ginger i Cole przyjaźnią się od wielu lat. On jest starszym bratem CeCe, pracuje jako szeryf i samotnie wychowuje córkę, a ona jest najlepszą przyjaciółką jego siostry oraz nauczycielką w miejscowej szkole. Spędzają ze sobą czas, mają swoje rytuały i czują się dobrze w swoim towarzystwie. Oboje wmawiają sobie, że to tylko przyjaźń. Problem polega na tym, że oboje od lat skrywają do siebie uczucia. Początek sprawił, że myślałam, iż ta książka zostanie jedną z moich ulubionych. Podobało mi się, jak rozwijała się relacja Ginger i Cole’a, ich wspólne chwile, przekomarzanie się i coraz większa bliskość. Super było ich obserwować nie tylko jako parę, ale też w codziennych sytuacjach. Sama relacja Ginger z Mable dodała historii dużo ciepła. Od połowy moje odczucia zaczęły się zmieniać. Naprawdę przykro mi to pisać, bo widziałam w tej historii potencjał, ale coraz większą część fabuły zaczęły zajmować sceny spicy. Same w sobie nie są dla mnie problemem, jednak tutaj miałam wrażenie, że pojawiały się często i zaczęły wypierać to, co wcześniej podobało mi się najbardziej. Trochę żałuję, że książka nie utrzymała poziomu z początku. Taki sam problem miałam z poprzednim tomem, ale tutaj odczuwam to drastycznie, że autorka nie wykorzystała możliwości, jakie dawała relacja Ginger i Cole’a. Bardzo lubię motyw przyjaźni, która z czasem przeradza się w coś więcej. Tutaj zabrakło mi większej liczby scen, żebym mogła poczuć, jak bliska była ich więź. Najbardziej zastanawia mnie zachowanie Cole’a. Jeśli naprawdę od tylu lat uważał Ginger za tę jedyną, trudno było mi zrozumieć, dlaczego po ich pierwszym pocałunku przed laty tak mocno ją od siebie odsunął. Nie mogę pominąć kwestii komunikacji, a raczej jej braku. Przez sporą część książki miałam wrażenie, że wiele problemów wynikało wyłącznie z tego, że Ginger i Cole nie potrafili ze sobą rozmawiać. Niektóre niedomówienia przeciągały się za długo, przez co zaczynały działać mi na nerwy.
Sklep dla samotnych serc. Riverside Lane #1
Lektura idealna na jesień? „Sklep dla samotnych serc” to naprawdę dobry wybór na długie jesienne wieczory. Zaczyna się niepozornie i przez chwilę myślałam, że się do niej nieprzekonana, ale im dalej tym lepiej. To historia, która totalnie nastraja na jesień, szczególnie w momentach, kiedy towarzyszymy głównej bohaterce w przygotowywaniu klimatycznych witryn sklepowych. To lekka lektora, której jednak nie brakuje tych poważnych momentów i trudniejszych sytuacji, z którymi borykać się muszą nasi bohaterowie. Całościowo jednak wypada ona naprawdę dobrze, więc jeśli już rozglądacie się za dobrymi lekturami na nadchodzącą jesień, to ten tytuł koniecznie musi się znaleźć w Waszym TBR!