Recenzje
Akademia piłkarska #5. Puchar Narodów
Och, cóż za rozczarowanie… Kolejny wielki turniej, kolejne problemy z ujarzmieniem emocji i dogadaniem się z drużyną, kolejne dynamiczne akcje i kolejne przygody w czasie niezwykłej podróży, tym razem po własnym kraju. T.Z. Layton kolejny raz postawił przed Leo trudne zadanie i nie zawahał się ani chwili, gdy prócz ogromnej presji związanej z reprezentowaniem kraju postanowił dorzucić mu jeszcze kilka kłód pod nogi, aby pokazać po raz kolejny, że w świecie sportu nic nie jest łatwe, proste, przyjemne ani pewne. I kolejny raz wyszło mu to wyśmienicie! „#5 Puchar Narodów” to już piąta część przygód nastoletniego piłkarza - chłopca, który amatorsko kopał piłkę w zupełnie nieprofesjonalnej lidze i przed którym los postawił szansę jedną na milion: możliwość szlifowania i rozwijania swojego talentu oraz budowania podstaw pod dalszą karierę piłkarską w młodzieżówce Premier League. Jednak tym razem Leo będzie musiał zmierzyć się z jeszcze wyższą presją, nie tylko godnie zaprezentować swój kraj w rozgrywkach międzynarodowych, ale także udźwignąć rolę kapitana drużyny, która… dopiero się rodzi. Leo na własnym przykładzie odczuje, jak trudne jest zbudowanie drużyny z osób, które nie tylko się nie znają, ale nawet niespecjalnie lubią, a w dodatku są na zupełnie różnych poziomach umiejętności. Czy mu się to uda? Czy niekonwencjonalne metody trenera Beppego tym razem scalą drużynę i wytyczą jej drogę do sukcesu? Czy Leo kolejny raz będzie w stanie poprowadzić drużynę z samego końca tabeli na szczyt? I z jakimi wyzwaniami - fizycznymi i mentalnymi - przyjdzie mu się zmierzyć tym razem? Jak to będzie grać przeciwko swoim przyjaciołom z drużyny? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziecie w książce. I zdradzę jedynie, że warto ich tam poszukać, bo to porządna dawka bardzo dynamicznej, plastycznie napisanej literatury, która nie skupia się wyłącznie na piłkarskich trikach i taktykach, ale opowiada wiele o dojrzewaniu, relacjach i roli współpracy w dążeniu do sukcesu. Pamiętam jednak, za co tak bardzo polubiłam tę serię czytając pierwszy tom. Bo genialny styl pisania, piętrzące się przed głównym bohaterem trudności, różnorodność postaci oraz doświadczeń, które bohaterowie napotykają na swojej piłkarskiej drodze wciąż są obecne i żywe w kolejnych tomach. Ale nie ma w nich tego, na co najbardziej liczyłam w tej części - nie ma smaku porażki, nie ma tej realności, którą przyćmił fenomen Lea i jego wyniesienie na piedestał dużo powyżej realnych szans na sukces. Uważam, że to bardzo dobra książka, która trzyma znakomity poziom poprzednich, ale… osobiście odczułam pewien niedosyt, bo wierzyłam, że tego autora stać na to, aby zrobić to, czego inni się boją - zrezygnować z cukierkowego, przewidywalnego i banalnego happy endu. Odczuwałam też powielanie pewnych schematów z poprzednich części. Zabrakło silniejszego powiewu świeżości. Ale pamiętajcie, że to tylko moje odczucia. Książka jest bardzo dobra i Wam może w niej niczego nie brakować.
Krwawe igrzyska. Krwawe dziedzictwo #2
Drugi tom serii „Krwawe Dziedzictwo” bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Kontynuacja rozpoczyna się dokładnie w miejscu, w którym autorka zakończyła pierwszy tom, dzięki czemu płynnie wracamy do historii i stopniowo odkrywamy jej dalszy ciąg. Jasmine Mas ponownie posługuje się prostym i przystępnym językiem, co sprawia, że fabułę śledzi się z dużą łatwością. W tej części poznajemy zupełnie nową krainę, do której trafiają bohaterowie, a autorka zachowuje dobry balans między akcją a opisami - nie ma ich zbyt wiele, dzięki czemu historia ani przez chwilę nie nuży. Dużym atutem książki jest również lepsze poznanie przeszłości bohaterów, co pozwala zrozumieć motywy ich działań. Dodatkowo otrzymujemy perspektywę nowej postaci - Xerxesa, która wnosi do fabuły świeże spojrzenie. W tym tomie bohaterowie muszą zmierzyć się nie tylko ze zdradą jednego z nich, ale także zawalczyć o wolność i przede wszystkim o własne życie podczas tytułowych Krwawych Igrzysk. Nie brakuje również humoru, za który w dużej mierze odpowiada niezawodna Sadie. To książka, przy której świetnie się bawiłam od pierwszej do ostatniej strony. Razem z Sadie przeżywałam jej rozterki, chwile zwątpienia i kolejne wyzwania. A zakończenie? Jasmine Mas po raz kolejny nie oszczędza czytelników - podobnie jak pierwszy tom, ta część kończy się mocnym cliffhangerem, który sprawia, że od razu ma się ochotę sięgnąć po kolejną książkę. 📖 Całą moją recenzję możecie obejrzeć na moim TikToku.( jest może trochę długi, ale warto!) ❤
Miłość w galopie. Ranczo Srebrzyste Sosny #3
Miłość w galopie” pokazuje, że czasem wystarczy jedna noc, by runął mur budowany przez lata. Ginger jest córką kongresmana i najlepszą przyjaciółką młodszej siostry Cole'a. Od dawna skrycie się w nim podkochuje, choć on wydaje się zupełnie tego nie dostrzegać. Cole to lokalny szeryf, samotny ojciec i mężczyzna, który po bolesnym rozpadzie małżeństwa nie szuka już stałych relacji. Zamiast wikłać się w romanse we własnym miasteczku, wybiera przelotne znajomości poza jego granicami, nie chcąc mieszać życia prywatnego z codziennością i pracą. Mimo to Ginger zawsze była przy nim. Wspierała go, gdy rozpadało się jego małżeństwo, była obok w najtrudniejszych chwilach. Łączy ich szczera przyjaźń, pod którą od dawna kryje się coś znacznie głębszego. Wszyscy zdawali się to dostrzegać tylko nie oni sami🤭Uwielbiam ich oglądających razem Brooklyn 99😅 Podczas wyjazdu na wieczór kawalerski i panieński jego siostry wszystko wymyka się spod kontroli. Chwila zazdrości, kilka kieliszków za dużo i spontaniczna decyzja sprawiają, że budzą się... jako małżeństwo. To jednak dopiero początek problemów. Cole dopiero rozpoczął pracę jako szeryf i nie może pozwolić sobie na żaden skandal, a ojciec Ginger prowadzi kampanię wyborczą. Oboje postanawiają więc zachować ślub w tajemnicy. Ginger wprowadza się do domu Cole'a jako opiekunka jego córki, a wspólne życie sprawia, że coraz trudniej udawać, że łączy ich wyłącznie przyjaźń. Jeśli lubicie motywy friends to lovers, sekretnego małżeństwa, samotnego ojca, wspólnego mieszkania i klimat małego miasteczka, to ta historia zdecydowanie jest dla Was. 🤍🐎 Mimo, że pojawiło się kilka crindżowych określeń w scenach zbliżeń to ta książka naprawdę mi się podobała 😍
Mózg - siedziba szczęścia. 6 neuronaukowych zasad tworzenia dobrego życia
Czym właściwie jest szczęście? Gdyby zadać to pytanie przypadkowym osobom, większość z nich wskazałaby na sprzyjające okoliczności losu, sukces zawodowy, relacje czy stabilność materialną. Rzadko kiedy szukamy jego źródła w biologicznej strukturze naszej własnej głowy. W swojej książce „Mózg - siedziba szczęścia. 6 neuronaukowych zasad tworzenia dobrego życia” Justyna Żejmo odczarowuje mit, jakoby dobrostan był kwestią przypadku, zbiegu okoliczności czy łaskawego losu. Autorka stawia sprawę jasno i popiera ją twardą wiedzą: dobrostan to w dużej mierze proces, na który mamy realny, biologiczny wpływ. Największą zaletą tej pozycji jest sprawne połączenie światów, które w literaturze popularnej bywają od siebie odseparowane - twardej neuronauki oraz praktyki rozwoju osobistego. Autorka w niezwykle przystępny, obrazowy sposób tłumaczy, jak działają struktury odpowiedzialne za nasze emocje i decyzje. Zamiast zasypywać czytelnika akademickim żargonem, wprowadza trafne metafory - przedstawia chociażby korę przedczołową jako wyrozumiałą, ale stanowczą „prezeskę” zarządzającą naszym spokojem i planowaniem. Książka pokazuje, dlaczego ewolucyjnie nasz mózg jest wręcz wyczulony na wykrywanie zagrożeń (i dlaczego tak łatwo wpada w tryb alarmowy) oraz jak tę cechę zrównoważyć, wykorzystując neuroplastyczność. Autorka dobitnie przypomina: mózg przypomina bardziej plastelinę niż porcelanę - można go świadomie kształtować i przekonfigurowywać przez całe życie. Konstrukcja książki opiera się na tytule i proponuje 6 neurozasad, które krok po kroku prowadzą czytelnika do budowania odporności psychicznej. Autorka poświęca sporo uwagi naszej narracji wewnętrznej i utrwalonym przekonaniom. Pokazuje, że mnóstwo automatycznych myśli, które uznajemy za bezsprzeczną prawdę o sobie i świecie, to jedynie powtarzalne wzorce neurobiologiczne, które można zmienić. Co istotne, pozycja ma wyrazisty wymiar warsztatowy. Tekst przeplatany jest graficznymi wyróżnieniami, trafnymi cytatami oraz pytaniami skłaniającymi do refleksji. Znajdziemy tu konkretne ćwiczenia, które pozwalają przetestować opisywane mechanizmy „na własnej skórze” jeszcze w trakcie lektury, zamieniając bierne czytanie w aktywny proces poznawczy. To, co wyróżnia Justynę Żejmo na tle wielu autorów poradników, to unikanie promowania toksycznego pozytywizmu. Autorka nie sugeruje, że wystarczy „myśleć pozytywnie”, by rozwiązać wszystkie problemy. Nie ignoruje trudnych emocji ani biologicznego zmęczenia układu nerwowego. Jej styl jest ciepły, wyważony i pozbawiony mentorskiego tonu. Czuć, że za tekstem stoi praktyczna wiedza oraz głęboka empatia do ludzkich ograniczeń i słabości. „Mózg - siedziba szczęścia” to mądra, rzetelna i niezwykle potrzebna lektura. Stanowi bardzo dobre kompendium dla każdego, kto szuka naukowo podbudowanych metod na radzenie sobie ze stresującą codziennością, przebudowywanie własnych przekonań i budowanie trwałego poczucia dobrostanu.
SET LIFE
💗 Nie dajcie się zwieść tej uroczej, różowej okładce... Bo choć wygląda jak lekki romans, w środku czeka historia pełna tajemnic, bólu, rodzinnych sekretów i walki o siebie. Emily jest przekonana, że wreszcie wszystko zaczyna układać się po jej myśli. Dostaje się na wymarzone studia i wyjeżdża do siostry, którą od zawsze podziwiała za siłę i samodzielność. Wydaje się, że to początek nowego, lepszego rozdziału. Niestety już od pierwszych dni okazuje się, że nic nie jest takie, jak myślała. Kłamstwa wychodzą na jaw, przeszłość wraca ze zdwojoną siłą, a Emily zostaje zmuszona do podejmowania decyzji, których nigdy nie chciała podejmować - tylko po to, by chronić najbliższych. To, co najbardziej urzekło mnie w tej historii, to bohaterowie. Emily jest dziewczyną, która musi bardzo szybko dorosnąć i zmierzyć się z rzeczywistością, która nie ma dla niej taryfy ulgowej. Z kolei Nigel... no cóż. To właśnie tacy bohaterowie najczęściej kradną moje serce. Zamknięty w sobie, sarkastyczny, oschły i sprawiający wrażenie, że ocenił Emily jeszcze zanim zdążył ją poznać Ich pierwsze spotkania to nieustanne docinki i wzajemne irytowanie się. Ale właśnie za takie relacje kocham romanse! Bo z czasem okazuje się, że każde z nich nosi na barkach własne rany, a mury, które zbudowali wokół siebie, nie wzięły się znikąd. Jeśli lubicie slow burn, to tutaj dostaniecie go w najlepszym wydaniu. Nic nie dzieje się za szybko, uczucia rodzą się stopniowo, a każda wspólna scena sprawia, że jeszcze mocniej kibicowałam tej dwójce. Ta relacja rozwija się naturalnie i właśnie dlatego wypada tak wiarygodnie. Ogromnym plusem są również dodatkowe wątki. Stalker, rodzinne sekrety, przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć, półświatek, trudne relacje rodzinne, lojalność i przyjaźń - wszystko to sprawia, że przez książkę dosłownie się płynie. Nie ma miejsca na nudę, bo autorka co chwilę dokłada kolejny element układanki. Spotkałam się z opiniami, że język jest bardzo prosty. I wiecie co? Dla mnie to był atut. Czytało mi się niezwykle lekko, dialogi brzmiały naturalnie, a historia wciągnęła mnie na tyle, że kolejne rozdziały znikały w ekspresowym tempie. Czasem właśnie taka swoboda sprawia, że jeszcze łatwiej zanurzyć się w opowieści i poczuć bliskość bohaterów. „Set Life” to historia, która pokazuje, że pozory naprawdę potrafią mylić. To nie tylko romans, ale również opowieść o zaufaniu, odnajdywaniu własnej siły, przyjaźni i walce z demonami przeszłości. Było romantycznie, momentami niebezpiecznie, czasem zabawnie, a chwilami naprawdę emocjonalnie. Jeżeli lubicie: 🩷 enemies to lovers, 🩷 powolnie rozwijający się romans, 🩷 tajemnice i rodzinne sekrety, 🩷 sarkastycznych bohaterów, 🩷 wątki stalkera i niebezpieczeństwa, 🩷 oraz paczkę przyjaciół, która staje się prawdziwą rodziną... ...to „Set Life” zdecydowanie powinno znaleźć się na Waszej liście. 💕 To bardzo udany debiut, po którym z przyjemnością sięgnę po kolejne książki autorki. 📚✨ „