Recenzje
Muza rockmana
To jedna z tych historii, które zaczynają się jak lekki romans, a kończą jako emocjonalny rollercoaster, zostawiający czytelnika z głową pełną refleksji. Fabuła opiera się na spotkaniu dwóch zupełnie różnych światów. Młodej, zagubionej Emily i charyzmatycznego, doświadczonego rockmana Tristana. Motyw trasy koncertowej dodaje dynamiki i sprawia, że historia nie stoi w miejscu ani przez chwilę. Największą siłą tej książki są emocje. Autorka bardzo sprawnie buduje napięcie od subtelnego zauroczenia, przez narastającą fascynację, aż po trudne, momentami bolesne decyzje. Relacja bohaterów nie jest idealna, co czyni ją bardziej autentyczną. Czuć tu zarówno chemię, jak i ciężar sekretów, które stopniowo wychodzą na powierzchnię. Podczas czytania łatwo zaangażować się w historię pojawia się ekscytacja, wzruszenie, a momentami nawet frustracja wobec wyborów bohaterów. To właśnie te sprzeczne emocje sprawiają, że książka zostaje w głowie na dłużej. Finał natomiast zmusza do zatrzymania się i przemyślenia tego, czym tak naprawdę jest miłość i czy zawsze wystarcza. „Muza Rockmana” to nie tylko romans to opowieść o dojrzewaniu, konsekwencjach przeszłości i poszukiwaniu własnego miejsca w świecie. Idealna dla osób, które lubią historie pełne pasji, ale też głębi emocjonalnej.
Akademia piłkarska #4. Walka o mistrzostwo
Frenemy. Przyjaciel czy wróg?
Do wesela się zagoi
Fake Closeness
Są książki, które czyta się dla fabuły oraz takie, które wchodzą pod skórę już od pierwszych stron, a ta historia zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. Już sam opis tej książki zapowiada emocjonalny rollercoaster pełen bólu, niedopowiedzeń i uczuć, które momentami aż przytłaczają. 𝑆𝑜𝑝ℎ𝑖𝑎 𝑖 𝐴𝑠ℎ𝑒𝑟 to bohaterowie dalecy od ideału. Pogubieni, zranieni i toksyczni na swój własny sposób, ale właśnie dlatego tak trudno oderwać od nich myśli oraz również przez to, odkąd skończyłam czytać „𝐹𝑎𝑘𝑒 𝑐𝑙𝑜𝑠𝑒𝑛𝑒𝑠𝑠”, nie jestem w stanie sięgnąć po kolejną książkę i modlę się by premiera drugiej części była jak najszybciej (pomińmy ten tyci szczegół, że od premiery tej pozycji nie minął nawet tydzień). „𝐹𝑎𝑘𝑒 𝑐𝑙𝑜𝑠𝑒𝑛𝑒𝑠𝑠” to opowieść o dwojgu młodych ludzi, którzy noszą w sobie więcej ran, niż chcieliby przyznać, a przeszłość nie pozwala im spokojnie oddychać. Już po samym zarysie fabuły widać, że książka stawia nie tylko na wątek romantyczny, ale także na psychologiczne tło bohaterów. Motyw układu, wzajemnej nienawiści i emocjonalnych konfliktów zapowiada historię pełną dramatów, trudnych wyborów i konsekwencji, od których nie będzie łatwo uciec. Jednakże co, jeżeli ta „nienawiść” to tylko przykrywka, by chronić osobę, na której zaczęło zależeć pewnemu chłopcu już lata temu? Co jak tajemnice zaczną wychodzić na światło dzienne, a zbliżający się skandal może spowodować ogromne straty? Nawet nie wiem, jak ująć w słowa to, co czuję... Z jednej strony wiem, że nie muszę się ograniczać i mogę rozpisywać się do woli, jednakże z drugiej równie mocno jestem świadoma tego, iż gdybym zaczęła rozwijać moje przemyślenia na temat bohaterów tej historii, to zamiast recenzji napisałabym kolejną książkę. Historia tej dwójki to zdecydowanie coś, czego potrzebowałam, a nawet o tym nie wiedziałam. Te wszystkie plot twisty w tej książce były nieziemskie i wręcz uzależniające, przez co teraz, zamiast przejmować się ostatecznymi ocenami, które mam wystawiane za dwa tygodnie, rozmyślam nad tym, jak bardzo 𝑃𝑜𝑠𝑝𝑜𝑙𝑖𝑡𝑒 jeszcze skrzywdzi tych bohaterów i czy przeżyję kolejny tom, dlatego z góry apeluję o dołączenie do książki bonu z wizytą u terapeuty. Ta książka totalnie trafiła w moje gusta czytelnicze i jedyne, do czego bym mogła się przyczepić to momenty, gdy Ash nie próżnował w słowach i mówił wszystko, co mu ślina na język przyniosła, tylko po to by Soph się przestraszyła i zaczęła normalnie jeść. Totalnie przepadłam dla relacji przyjacielskich, jakie się tu pojawiły i uważam, że Ash, Soph, Scar, Hay oraz książę cmentarzy powinni stworzyć razem paczkę przyjaciół (w której liderem byłby oczywiście Roman) i wspólnie gdzieś pojechać. Przecież taki obrót spraw byłby idealny do zacieśnienia więzi pomiędzy 𝑅𝑎𝑣𝑒𝑛𝑐𝑟𝑜𝑓𝑡𝑒𝑚, 𝑎 𝑊𝑒𝑑𝑛𝑒𝑠𝑑𝑎𝑦 𝐴𝑑𝑑𝑎𝑚𝑠 i nie wmówicie mi, że byłoby inaczej. Kto wie, może Hayden też w końcu skutecznie zdobyłby sympatię Scarlett, a jego starania nie poszłyby na marne? Podsumowując. Uważam, że ta książka jest godna przeczytania, dlatego bardzo ją wam polecam, jednakże ku przestrodze radzę najpierw zapoznać się z ostrzeżeniem, które znajduję się na 𝟺 𝑠𝑡𝑟𝑜𝑛𝑖𝑒, ponieważ jest to książka 𝟏𝟔+.