ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Chatboty, które działają! Praktyczny przewodnik po konwersacyjnej sztucznej inteligencji

„Chatboty, które działają!” to książka, wobec której mam mieszane uczucia. Z jednej strony widać w niej bardzo duże i szerokie doświadczenie autorów. Z drugiej - mam wrażenie, że to doświadczenie momentami działa również na niekorzyść czytelnika. Na plus już na początku zaliczyłbym bardzo dobrze określony obszar. Skupienie się konkretnie na tworzeniu chatbotów jest dobrym wyborem. Daje autorom możliwość wejścia w szczegóły, a czytelnikowi konkretną obietnicę lepszego poznania tematu. I trzeba przyznać, że książka tę obietnicę w dużej mierze dowozi - przynajmniej drugą część. Zakres jest naprawdę szeroki. Autorzy przechodzą przez cały proces - od zadań i metryk, przez wybór modeli i budowę zespołu, aż po organizację pracy czy zarządzanie sprintem. Szczególnie dobrze widać to w rozdziale dotyczącym usprawnień. To jeden z tych fragmentów, w których bardzo wyraźnie widać doświadczenie autorów i umiejętność spojrzenia na temat z szerszej perspektywy. Problem pojawia się jednak w sposobie przekazywania tej wiedzy. Książka jest szeroka, ale często zbyt płytka. Autorzy poruszają bardzo wiele tematów, ale nie zawsze tłumaczą podstawy, zależności i konsekwencje poszczególnych decyzji. Często zadają właściwe pytania, ale nie mówią, dlaczego dane pytanie jest ważne i jak znaleźć na nie odpowiedź. Przez to mam spory problem z określeniem grupy docelowej. Dla osoby technicznej książka jest momentami za szeroka i zbyt mało szczegółowa. Dla osoby bez większego doświadczenia w AI - zbyt płytka, bo zakłada znajomość wielu podstawowych pojęć i zależności. Mam wrażenie, że najlepiej odnajdzie się w niej ktoś, kto już ma doświadczenie z AI i chce zacząć pracować z chatbotami albo uporządkować swoją wiedzę w tym obszarze. Dobrym przykładem jest fragment dotyczący accuracy, precision i F1. To są podstawowe pojęcia, a ich opis jest moim zdaniem zdecydowanie zbyt skrótowy i mocno techniczny. Bardziej przypomina przypomnienie wiedzy komuś, kto już ją zna, niż próbę jej wyjaśnienia osobie, która spotyka się z tym pierwszy raz. Podobnie jest z wyborem modelu. Temat jest ważny, ale opis pozostaje dość enigmatyczny i nie daje czytelnikowi wystarczająco dużo informacji, żeby faktycznie pomóc mu podjąć decyzję. Jednocześnie bardzo podoba mi się prowadzenie przez cały proces. Autorzy często trafnie wskazują problemy, które mogą pojawić się przy konkretnych decyzjach. To cenna perspektywa, bo pokazuje nie tylko „jak coś zrobić”, ale również jakie mogą być konsekwencje wyboru określonego rozwiązania. Dużym plusem są też bardzo obrazowe przykłady i ćwiczenia. Nie wszystkie dają wystarczającą wiedzę, ale część z nich dobrze zmusza do zatrzymania się i zastanowienia nad konkretnym problemem. Doceniam również wstawki dotyczące komunikowania zmian. Same w sobie mogą wydawać się trochę obok głównego tematu, ale w kontekście całego procesu budowania rozwiązania AI mają sens. Z uwagi na moje zainteresowania skupiam się mocno na bezpieczeństwie AI. Doceniam zauważenie tego tematu. To ważny element, którego w książkach o AI nadal często brakuje. Tutaj jednak mam podobne zastrzeżenie jak do reszty książki. Temat bezpieczeństwa jest zauważony, ale potraktowany dość płytko. Niektóre wyjaśnienia są zbyt uproszczone lub nawet nieprawdziwe, a w kilku miejscach przykłady zawierają jawne błędy bezpieczeństwa - a brakuje komentarza, który zwróciłby na to uwagę. Mam też wrażenie, że książka jest momentami mocno przegadana. To utrudnia czytanie i paradoksalnie jeszcze bardziej uwidacznia problem z brakiem szczegółów. Jest dużo tekstu, ale nie zawsze proporcjonalnie dużo nowej wiedzy. Co ciekawe, druga część książki podobała mi się bardziej. Jest bardziej konkretna i praktyczna. Nadal ma jednak bolączki pierwszej części - momentami brakuje płynnych połączeń między tematami, szczegółów i jest przegadana, to nadal poszczególne elementy składają się w jeden spójny obraz. Oczywiście na wysokim poziomie. I chyba właśnie to jest moje główne wrażenie po przeczytaniu tej książki. Widać, że autorzy naprawdę dużo wiedzą. Być może nawet za dużo chcieli przekazać w jednej książce. Przez to powstała pozycja bardzo szeroka, dobrze uporządkowana, ale jednocześnie wymagająca od czytelnika sporej wiedzy wstępnej. Dlatego poleciłbym ją przede wszystkim osobom, które mają już doświadczenie z AI i chcą uporządkować swoją wiedzę o budowaniu chatbotów. Jeśli natomiast ktoś zaczyna od zera, prawdopodobnie będzie potrzebował dodatkowych materiałów, żeby zrozumieć część poruszanych tematów. Dobra struktura, ogromny zakres i dużo praktycznego doświadczenia autorów. Ale zdecydowanie brakuje mi podstaw i szczegółów, a przegadanie potrafi odstraszyć.

Blog, LinkedIn, YouTube, Newsletter Sroka Adrian

Malbat znaczy grzech

Są takie książki, które czyta się dla romansu. Są takie, które czyta się dla akcji. A potem jest „Malbat znaczy grzech”, gdzie człowiek dostaje jedno i drugie, a do tego jeszcze sporą dawkę rodzinnych dramatów, lojalności i emocji. Jestem święcie przekonana, że ja jeszcze czekam w jakimś szalonym procesie rekrutacyjnym do Malbatu. Zdecydowanie bym się tam nadawała i była równie szalona, jak bohaterowie. No ale o tym za chwilę. „Malbat znaczy grzech” to kontynuacja losów bohaterów, których poznaliśmy w dwóch poprzednich tomach. Tym razem nasza banda popaprańców utknęła w pewnej wilii w Szwecji i na pomoc wezwała nestora rodu, który nie tylko miał zastąpić Hammera, ale i pomóc rodzinie w potrzebie. Czy i tym razem się wywiną z kłopotów? Od początku najbardziej urzekło mnie to, jak Zuzia kreuje swoich bohaterów. To nie są postacie jednowymiarowe, które można zamknąć w kilku słowach. Każdy z nich ma własne demony, motywacje i sposób patrzenia na świat. Co najlepsze, mimo tych wszystkich różnic tworzą rodzinę, za którą naprawdę chce się trzymać kciuki. I właśnie ten rodzinny aspekt kupił mnie chyba najbardziej. Malbat to nie jest idealna rodzina. Oni się kłócą, popełniają błędy i nie raz podejmują decyzje, które trudno nazwać rozsądnymi. A jednak w chwili zagrożenia stają za sobą murem. Ta lojalność i przywiązanie były wyczuwalne praktycznie na każdej stronie i sprawiały, że jeszcze bardziej angażowałam się w ich historię. Nie będę ukrywać, że od pierwszych stron mnie bawił wątek przepychanek baby kontra faceci. Fakt wprowadzenia nowego członka rodziny - Alberto, sprawił, że polubiłam ich jeszcze bardziej. Przysięgam, że nie wiem jak ten facet z nimi wytrzymuje. Musi ich bardzo kochać. Jeżeli chodzi o akcję, to autorka zdecydowanie nie oszczędza czytelnika. Mam wrażenie, że przez większość książki cały czas coś się działo. Nie było miejsca na nudę, zbędne zapychacze czy przeciąganie wydarzeń. Tu flaki mieszają się z zupą pomidorową i wciąż jest to smaczne. Ma na myśli ludzkie flaki. Kiedy wydawało mi się, że wreszcie będę mogła złapać oddech, fabuła znowu nabierała tempa. W efekcie praktycznie cały czas byłam ciekawa, co wydarzy się dalej. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że to nie jest historia dla każdego. Owszem, dostajemy tutaj masę świetnego humoru, ale ten humor jest czarniejszy, niż najbardziej czarny asfalt. W skrócie - nie dla wrażliwych duszyczek. To, że osobiście uważam książkę za świetną, nie oznacza, że jest ona pozbawiona wad. Największym minusem okazały się dla mnie opisy Szwecji. Biorąc pod uwagę, jak ważnym miejscem jest ona dla fabuły, liczyłam na trochę więcej klimatu i lepsze wykorzystanie lokalizacji. Mam wrażenie, że spokojnie można było mocniej oddać charakter tego kraju i sprawić, żeby czytelnik rzeczywiście poczuł, że znajduje się właśnie tam. Dostałam bohaterów, których nie da się jednoznacznie ocenić, masę zwariowanych sytuacji, sporą dawkę akcji i rodzinę, która pomimo ciągłych sprzeczek bez wahania skoczyłaby za sobą w ogień. „Malbat znaczy grzech” przypomniał mi, dlaczego tak bardzo polubiłam tę serię. To historia szalona, brutalna, momentami absurdalna, ale jednocześnie pełna serca. A jeśli kiedyś Malbat faktycznie otworzy rekrutację, to możecie być pewni, że wyślę swoje CV jako pierwsza. Tylko nie pytajcie o referencje. Myślę, że po tej książce mogłyby mi bardziej zaszkodzić niż pomóc.

Natalia - remember_this_book📕 Nowak Natalia

Opos Schrödingera. Jak zwierzęta przeżywają i rozumieją śmierć

Książka hiszpańskiej filozofki Susany Monsó to niezwykle oryginalna i ożywcza lektura, która rzuca wyzwanie anthropocentrycznemu spojrzeniu na świat natury. Autorka bierze na warsztat temat powszechnie uznawany za wyłączną domenę człowieka - świadomość śmierci. Tytułowa metafora oposa, który w obliczu zagrożenia perfekcyjnie symuluje własny zgon, staje się punktem wyjścia do fascynujących rozważań nad tym, jak zwierzęta postrzegają i doświadczają kresu życia. Monsó w mistrzowski sposób łączy rzetelną wiedzę z zakresu etologii i neurobiologii z filozoficznym zacięciem. Autorka odrzuca skrajności: z jednej strony sprzeciwia się protekcjonalnemu przekonaniu, że zwierzęta żyją wyłącznie w „wiecznym teraz”, z drugiej zaś unika naiwnego przypisywania im wyłącznie ludzkich koncepcji metafizycznych. Zamiast tego przedstawia spójną, logiczną teorię „koncepcji śmierci”, pokazując, że zdolność jej pojmowania jest kluczowym elementem ewolucyjnego przetrwania. Dużym walorem tej pozycji jest sposób prowadzenia narracji - autorka pisze z lekkością, lekki humorem i głęboką empatią. Przykłady ze świata zwierząt, od zachowań żałobnych u waleni i słoni po specyficzne reakcje owadów, są opisane w sposób niezwykle plastyczny i wciągający. Zamiast suchego, akademickiego wywodu czytelnik otrzymuje pasjonującą opowieść, która zmusza do przewartościowania dotychczasowych poglądów na relacje międzyludzkie i międzygatunkowe. „Opos Schrödingera” to wyjątkowa publikacja, która zostaje w głowie na długo po lekturze. To lektura obowiązkowa dla miłośników przyrody, pasjonatów psychologii oraz każdego, kto chce poszerzyć swoje horyzonty i zrozumieć złożoność emocjonalną otaczającego nas świata. Gorąco polecam - ta książka naprawdę zmienia perspektywę!

Insta i FB osobisty i firmowy Bartkowiak Radosław

Szef na jedną noc

" Wiesz, to jest coś, co po prostu czujesz, a nie umiesz tego nazwać. Tego rodzaju dopasowanie nie zdarza się często, a my je mamy. " Jaka jest Waszą praca marzeń? A może już ją macie? Elea Thompson marzyła o stażu w firmie Starling & Partners. W końcu się udało! To dla niej wielka szansa i jest gotowa dać z siebie wszystko. Świadoma swoich umiejętności, pewna siebie i mocno zmotywowana, już pierwszego dnia spotyka swojego nowego szefa. Jak wielkie jest jej zdziwienie, gdy okazuje się, że z tym właśnie mężczyzną miała okazję przeżyć upojną noc dwa lata temu. I do tej pory o tym nie zapomniała... Nicolasowi Starlingowi nikt nie odmawia, a już napewno nie zostawia go samego w pokoju hotelowym, zostawiając karteczkę z napisem "Dziękuję". Ta kobieta wywróciła jego świat do góry nogami, po niej nikt już nie był wystarczający. Arogancki szef, który sięga po to, na co ma ochotę, spotyka swoją zgubę we własnej firmie, bo ta okazuje się być jego nową stażystką. I reaguje na nią równie mocno, co tamtej nocy... Relacja pomiędzy Eleą, a Nicolasem rozwija się naprawdę szybko. Oboje są świadomi buzującego w nich napięcia i pożądania, przy czym serwują nam kilka pikantnych scen. Mogłoby się wydawać, że to przelotny romans biurowy. Ale z czasem ich historia nabiera głębi. W skutek pewnych intryg oraz manipulacji główną bohaterkę spotyka krzywda, a jej związek z Nicolasem sypie się niczym domek z kart. Wtedy właśnie okazuje się, że tę dwójkę łączyło coś więcej niż namiętne zbliżenia. Że w czasie ich spotkań i rozmów zaczęli czuć coś pięknego, co kiełkowało w ich sercach, ale było zbyt kruche, żeby wyciągnąć to na światło dzienne. I tutaj przyznaję szczerze - Nicolas zaimponował mi ogromnie. Z pewnego siebie, aroganckiego mężczyzny na wysokim stanowisku, który dzierży władzę i nie zawaha się jej użyć, stał się kimś, kto zaczął się starać. Kto marzył, żeby naprawić swój błąd i odzyskać kobietę swojego życia. Pokazał nam siebie jako zakochanego człowieka, który walczy o szansę i chociaż skrawek zaufania. Jestem pod wrażeniem jego przemiany oraz tego, że potrafił schować dumę do kieszeni. Okazać bezbronność. Otworzyć się, przyjąć krytykę, a przede wszystkim wyciągnąć wnioski ze swoich błędów. Końcówka książki była naprawdę przyjemną wisienką na torcie. Uśmiechałam się jak szalona, serducho biło mi w szybszym rytmie i gdybym mogła, to zaczęłabym piszczeć. Jestem naprawdę usatysfakcjonowana tym zakończeniem. Elea, wcześniej będąca trochę z boku, jak to stażystka w nowej firmie, dostała skrzydeł i pokazała nam najlepszą wersję siebie. Wcześniejsze wydarzenia i ją dużo nauczyły, przez co kobieta zaczęła walczyć o to, czego pragnie, będąc bardziej świadoma swoich potrzeb. Zaś Nicolas wziął na klatę swoje porażki i wyciągnął z nich cenną lekcję pokazując, że zakochany mężczyzna jest zdolny do samych wspaniałych rzeczy. Oboje, jako para, w tak krótkim czasie przeszli wiele, ale to tylko wzmocniło fundamenty ich związku sprawiając, że stali się po prostu...szczęśliwi. "Szef na jedną noc" to historia pełna pikanterii i namiętności, ale przede wszystkim pokazująca, że warto walczyć o miłość, pasję i samych siebie. To książka o dawaniu drugiej szansy, o trudnych wyborach i zmianach. O tym, że czasem nie doceniamy, jakie szczęście mamy pod nosem, dopóki tego nie stracimy. I zdecydowanie warta przeczytania.

@jillian_from_velaris Reklińska Agnieszka

Wygasić stan zapalny. Dieta, która przywraca równowagę

Stan zapalny brzmi groźnie, jednak nie każdy stan zapalny jest zły. Wyróżniamy dwa: ostry i przewlekły, pierwszy z nich pomaga w walce z infekcjami i jest krótkotrwały. Natomiast drugi to ten, który niszczy nasz organizm od środka. Może trwać miesiącami, a nawet latami i prowadzić do poważnych chorób. Najbardziej podobał mi się rozdział dotyczący superfoods. Autorka podaje listę produktów, które warto włączyć do swojej diety, aby uniknąć pojawienia się stanu zapalnego w naszym organizmie lub stopniowo dzięki nim go wygaszać. W tym zestawieniu pojawiły się owoce i warzywa, nasiona oraz przyprawy. Wiele z nich znałam, ale pojawiło się kilka dla mnie nowych produktów. Autorka nie rzuca suchych haseł, a daje konkretną charakterystykę i przedstawia dobroczynne właściwości takiego jedzenia. W dalszej części książki znajdziecie słów kilka o suplementacji przeciwzapalnej. Tutaj również wszystko jest wyjaśnione z podziałem dla osób zmagających się z różnymi chorobami oraz ilość do stosowania profilaktycznego. W tabelkach zostały rozpisane wskazania w jakiej ilości, o jakiej porze oraz czy podczas posiłku powinno się przyjmować dany suplement. Oczywiście warto to skonsultować z lekarzem lub dietetykiem, który na podstawie badań ustali najlepszą dla nas dawkę. Z perspektywy życia codziennego myślę, że najbardziej wartościowy rozdział tego poradnika to ten zawierający wskazówki odnośnie do zakupów, czytania etykiet produktów i planowania posiłków na cały tydzień. Jak na poruszaną tematykę zaskakująco dobrze i szybko czytało mi się tę książkę. Autorka pisze w sposób zrozumiały dla każdego czytelnika, bez naukowego bełkotu i niezrozumiałych określeń. Książka liczy około dwustu stron i myślę, że jest to dobra objętość, zarówno w kontekście wyczerpania tematu, jak i ilości, która nie przytłacza przy czytaniu. Oprócz tekstu znajdziecie w niej kilka tabel i grafik obrazujących przekazywaną treść. „Dieta przeciwzapalna to sposób odżywiania oparty na codziennych, powtarzalnych wyborach, a nie dieta z podziałem na dobre i złe produkty. To, co działa przeciwzapalnie, to nie pojedynczy produkt, ale styl odżywiania i codzienne nawyki, stosowane w dłuższej perspektywie”. Podsumowując, „Wygasić stan zapalny...” to wartościowa lektura zawierająca nie tylko teorię, ale również wskazówki do wdrożenia w swojej kuchni oraz skłaniająca do zmiany nawyków.

Instagram Frelas Sylwia