Recenzje
Titek poznaje przedszkole
„Mamo, jeszcze raz!” - znacie to? 🙈 U nas ten tekst leci teraz w pętli, a sprawcą całego zamieszania jest mały Titek. Moje dziewczyny go uwielbiają. Ta książka to absolutny majstersztyk, jeśli chodzi o oswajanie tematu przedszkola. Autorka nie koloryzuje rzeczywistości - pokazuje, że w nowym miejscu obok super zabawy pojawia się też naturalna tęsknota czy niepewność. Dla moich córek to była genialna lekcja empatii i zrozumienia własnych uczuć. Co nas najbardziej urzekło? To, że ta pozycja wręcz zmusza do wspólnej aktywności! Pełno w niej wierszyków, angażujących pytań i zadań, które odciągają malucha od rutynowego słuchania i zamieniają czytanie w rodzinną zabawę. A dla nas, rodziców, na końcu czeka genialna ściągawka z podpowiedziami, jak bezstresowo przejść przez cały proces adaptacji. Jeśli Wasze pociechy lada moment ruszają w nieznane, ta lektura rozwieje wszelkie lęki. Gwarantuję - Wasza biblioteczka bardzo na niej zyska! 📚✨ A Wasze maluchy chętnie rozmawiają o swoich emocjach? Dajcie znać, jak radzicie sobie z tematem przedszkola! 👇
Zagubione sny
Maya Adler od zawsze lubiła uciekać do swoich snów. Miała tąm wymyślonego przyjaciela, który dawał jej zadania i rozmawiał z nią. W rzeczywistym świecie była chora, więc tak było po prostu łatwiej. Ma świecie zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Wypadki, wiele wypadków. Maya postanawia pożegnać się z Remym, by w pełni skupić się na życiu rzeczywistym. Wtedy on opowiada jej o krainie snów i informuje, że jest Śniącą, więc może się do tej Krainy dostać. Maya początkowo mu nie wierzy, ale postanawia to sprawdzić. Od razu, całkiem przypadkiem, trafia do Mistrza Zadań. Wie, że nie jest taka jak wszyscy i od razu bierze ją pod swoje skrzydła, chroniąc przed prawem. Podczas jednego ze swoich zadań spotyka Juna. Od tej pory ich spotkania zdarzają się coraz częściej, aż wreszcie Maya dowiaduj się o krainie czegoś, czego wolałaby nie wiedzieć. Ale nie ucieka. Razem z Junem, Case’m i Anittą wyruszają w teren, na poszukiwania. Czy uda im się uratować Krainę? 💙 Nastawiałam się do książki bardzo pozytywnie. Zachwycił mnie opis i wspaniała okładka. Muszę jednak przyznać, że na początku strasznie się gubiłam. Akcja była zbyt spontaniczna, nie widziałam, kiedy coś dzieje się tylko w śnie Mai, a kiedy w rzeczywistości. Początkowy opis przeżyć dziewczyny w krainie też był nieco chaotyczny. Dopiero około 150 strony faktycznie wciągnęłam się w książkę. Wtedy już opisy zrobiły się bardziej zrozumiałe, chociaż nadal zdarzały się miejsca, gdzie pojawiało się zbyt wiele niewyjaśnionych informacji 💙 Moim ulubionym wątkiem jest zdecydowanie ten między Mayą, a Junem. Od kiedy coś zaczęło się między nimi dziać mega im kibicowałam i wypatrywałam scen z udziałem tej dwójki. Było ich jak na mój gust troszkę za mało, ale rozumiem, że to nie jest główny wątek. Ich ostatnie spotkanie zakończyło się z potencjałem na drugi tom, który bardzo chętnie przeczytam 💙
Fever Dream (Emerald Lake #1)
To jest mój ulubiony kowbojski romans. Jeśli chodzi o podgatunek romans kowbojski to na razie jedyne 5 gwiazdek. Uwielbiam czytać o takich udręczonych mężczyznach, którzy zakochują się pierwsi i totalnie przepadają dla swojej kobiety. No i te wyznania, przez które nogi miałam jak z waty. On bierze udział w programie randkowym na swoim ranczu, aby zdobyć pieniądze dla swojej rodziny. Ona jest menadżerką tego programu i do tego młodszą siostrą jego rywala. Wiecie Emmet w sezonie sobie ujeżdża byki. Oczywiście przez okres trwania programu i rok po skończeniu nie może być w nikim w związku. Więc jak pojawią się uczucia do Jules, muszą się ukrywać. Zakazana relacja i yearning top tier. Albo, kiedy on pierwszy raz wyznaje swoje uczucia przed kamerą, ALE patrzy jej w oczy…coś cudownego. Ja dosłownie przy pierwszym „prawie” pocałunku myślałam, że dostanę zawału. To napięcie hello! Ale też cudowne jest to, że tworzą coś dorosłego. Oni sporo ze sobą rozmawiają, poznają się, nie boją się wyznać tych uczuć. Coś pięknego. Bałam się trochę, że przez ten przez reality show stracimy ten kowbojski klimat. Ale spokojnie to jak on pokazuje jej „miejsca idealne na randkę do programu” well done. Humor też jest świetny. Ja się bawiłam cudownie na „fever dream”. Tu jest wszystko, co potrzebuje mieć idealny romans. Przyznaje bez bicia, że ja od Elsie czytałam wcześniej tylko dwie książki i były dla mniej okej, ale nie czułam potrzeby kontynuowania serii. Po „fever dream” już nie mogę drugiej części. Mocna polecajka!
Połączeni miłością. #1. Związani umową
„Połączeni miłością” to pierwszy tom serii „Związani umową” autorstwa Moniki Kondas. Jednocześnie jest to również moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, dlatego byłam bardzo ciekawa, czy jej pióro przypadnie mi do gustu. Czy tak się stało? Już spieszę z wyjaśnieniem. Głównymi bohaterami historii są Sara La Rosa i Tobias Starling. Ona jest prezeską fundacji charytatywnej oraz jedną z trzech dziedziczek fortuny La Rosa, natomiast on jest dyrektorem w jej rodzinnej firmie, w którym zmarły ojciec Sary widział swojego następcę. Za sprawą zapisu w testamencie ta dwójka, podobnie jak dwie kolejne pary mają zawrzeć związek małżeński i pozostać w nim przez minimum rok, aby zachować zarówno udziały w firmie, jak i stanowiska, które mężczyźni aktualnie zajmują. Czy im się to uda? Po odpowiedź odsyłam was do lektury. Chociaż kiedyś nie przepadałam za motywem aranżowanego małżeństwa, z każdą kolejną przeczytaną książką utwierdzam się w przekonaniu, że tak mi się tylko wydawało. Oczywiście, zdarza mi się trafiać na książki z tym wątkiem, które mnie zachwycają i takie, do których nie jestem do końca przekonana. Jednak w ogólnym rozrachunku ten motyw naprawdę zaczyna wspinać się po drabinie moich ulubionych motywów. A jak oceniam tę konkretną publikację? Pomysł na fabułę bardzo mi się spodobał. Trzy siostry i trzy związki z mężczyznami, których wybrał im zmarły ojciec to coś, co w pierwszej kolejności przykuło moją uwagę. Szczególnie podobało mi się to, że tak naprawdę nikt nie był zadowolony z tego faktu, co dodatkowo wpływało na nastroje pomiędzy przyszłymi małżonkami. W tej części autorka oczywiście skupiła się na relacji pomiędzy Sarą a Tobiasem, ale pozostałe siostry i ich przyszli mężowie również przewijają się w ich historii, dlatego jako czytelnicy możemy przyglądać się również ich stosunkom do zaistniałej sytuacji. Na początku miałam dość duży problem, żeby w ogóle wgryźć się w losy bohaterów. Głównym powodem był przede wszystkim styl pisania autorki, który nie do końca przypadł mi do gustu. Niektóre zdania były w mojej ocenie nieco dziwnie sformułowane, a ich czytanie wybijało mnie trochę z rytmu, jednak z czasem zwyczajnie się do niego przyzwyczaiłam i czytanie stało się bardziej płynne. Znalazłam też kilka nieścisłości, które sprawiły, że musiałam cofać się do poprzednich rozdziałów, aby sprawdzić, czy aby na pewno niczego nie pokręciłam. Niby nie było to nic wielkiego, bo jedna kwestia dotyczyła tego, że w jednym rozdziale czas, który minął od ślubu głównych bohaterów to prawie pięć miesięcy, a dwa rozdziały później mamy wspomniane, że minęły dopiero cztery miesiące, a drugą kwestią jest fakt, że między pomyloną datą na zaproszeniach a tą, w której faktycznie miało się odbyć przyjęcie charytatywne, jednak jest trochę więcej dni niż tydzień. Oczywiście dla kogoś będą to po prostu błahostki, jednak ja zawsze zwracam uwagę na takie szczegóły. Trochę też nie do końca przypadły mi do gustu sceny zazdrości. W mojej ocenie Sara trochę przesadzała z tym dramatyzowaniem, przez co dobitnie pokazywała, że nie ufa swojemu partnerowi. Oczywiście przy pierwszej tego typu scenie było to jak najbardziej zrozumiałe, ale w kolejnych trochę gryzło mi się to z wzajemnymi wyznaniami małżonków. Bardzo podobał mi się za to pomysł z „tajemniczym mężczyzną”, który obserwował poczynania głównych bohaterów i chociaż domyślam się, kim on jest, zastanawiam się, czy jego tożsamość zostanie ujawniona w kolejnych częściach — nie tylko czytelnikom, ale również bohaterom. Jestem też bardzo ciekawa tego, jak potoczą się losy pozostałych sióstr, szczególnie że zapowiedź historii Mai bardzo mnie zaintrygowała — dlatego z pewnością sięgnę po kolejne tomy tej serii, gdy tylko pojawią się na rynku wydawniczym.
Sprzedana diabłu. Królowie mafii #1
Styl pisania autorki jest bardzo przystępny i lekki. Historia jest prosta, nieskomplikowana i liczy zaledwie około 300 stron, dzięki czemu czyta się ją naprawdę szybko. To właśnie klimat najbardziej mnie kupił. Mroczny, brutalny świat mafii został przedstawiony naprawdę przekonująco i od początku czuć było, że bohaterowie żyją w ciągłym zagrożeniu. Szkoda, że wraz z rozwojem fabuły ten element stopniowo schodzi na dalszy plan, a główny nacisk zostaje położony na romans. Nie przeszkadzało mi to całkowicie, ale zdecydowanie wolałabym, żeby autorka mocniej rozwinęła mafijną stronę tej historii. Sam wątek romantyczny naprawdę przypadł mi do gustu. Między bohaterami od początku czuć chemię i napięcie, a ich relacja rozwija się w naturalnym tempie. Dobrze czytało mi się, jak stopniowo się poznają, uczą sobie ufać i otwierają się na siebie. Na plus zasługują także sceny erotyczne, które zostały napisane ze smakiem i nie są przesadnie wulgarne. Największy problem miałam z końcowym plot twistem. Odniosłam wrażenie, że wszystko dzieje się zbyt szybko, przez co niektóre wydarzenia nie wybrzmiewają tak, jak powinny. Zabrakło mi chwili, by lepiej poczuć emocje bohaterów i wagę tego, co się wydarzyło. To właśnie za zakończenie odjęłam jedną gwiazdkę. Podsumowując, „Sprzedana diabłu” nie trafi do grona moich ulubionych książek, ale zdecydowanie nie uważam jej za złą lekturę. Miło spędziłam z nią kilka wieczorów i bawiłam się naprawdę dobrze. Jeśli lubicie romanse mafijne z wyczuwalnym napięciem między bohaterami, myślę, że warto dać jej szansę.