Recenzje
Opos Schrödingera. Jak zwierzęta przeżywają i rozumieją śmierć
Ta lektura zmusza do myślenia i daje przestrzeń do posiadania własnego zdania. Każde pojęcie jest dobrze i prosto wytłumaczone. Każdy zrozumie słowa z tej książki, ponieważ nie ma w niej jakichś wyrafinowanych słów. Autorka zauważa w niej, że nie powinniśmy przypisywać zwierzętom zachowań ludzkich. Jest to trafne spostrzeżenie, tak jak i każde zawarte w treści tej lektury. Wszystko było bardzo ciekawie przedstawione; mimo że to nie moje klimaty, naprawdę zainteresowałam się tą pozycją. Podane przykłady są bardzo dogłębnie przeanalizowane, przez co każda osoba, nawet nieinteresująca się tymi tematami, zrozumie całą historię. Obrazki w książce bardzo pomagają w zobrazowaniu różnych eksperymentów itd. Przez tę książkę moje postrzeganie świata diametralnie się zmieniło! Bardzo polecam wszystkim osobom, które choć w jakimś stopniu interesują się zwierzętami.
Szef na jedną noc
Kiedy ostatnio przeczytaliście książkę na raz? U mnie co w sumie nic nadzwyczajnego, ale po urlopie, na którym mało co poczytałam, ta książka była wręcz idealna. Bardzo lubię romanse biurowe, co prawda ten typ romansów jest bardzo przewidywalny i w sumie nie wiem czy w tej tematyce można czytelników jeszcze zaskoczyć, ale te historie to po prostu pewniaki, które powinny się podobać. To było moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i z pewnością nie ostatnie. Elea przeszła długą drogę, ale udało jej się w końcu dostać na staż w wymarzonej firmie. Dziewczyna widzi w tym ogromną szansę na przyszłość, z entuzjazmem rozpoczyna pierwszy dzień pracy, jej zdenerwowanie przybiera na sile gdy okazuje się, że jej nowym szefem jest mężczyzna, z którym dwa lata temu spędziła namiętną noc, która wyraźnie zapisała się w jej pamięci. Zarówno Elea jak i Nicolas udają, że się nie znają, jednak oboje wciąż pamiętają dawne emocje, które z czasem na nowo zaczynają mieszać w ich relacji. Najlepsze uczucie, kiedy zasiadasz do lektury i czas się zatrzymuje, a ty odpływasz w świat czytanej historii, poznajesz bohaterów, przeżywasz z nimi wszelkie wzloty i upadki, dajesz się ponieść emocjom, płyniesz wraz z fabułą, a z wrażenia serce chce wyskoczyć z piersi. Dokładnie takie uczucia towarzyszyły mi przy czytaniu tej książki. Nie wiem czy to przez samą fabułę, czy przez styl pisania autorki, czy przez tematykę romansu biurowego, czy po prostu przez to, że czas na tą książkę był idealny. Nie mam pojęcia, ale wiem że bawiłam się przy niej świetnie, przeczytałam na raz i naprawdę nie chciałam żeby ta historia się skończyła. Fabuła ciekawa i dynamiczna, oparta na dobrze znanych szablonach, ale i jakaś nutka świeżości się pojawia, także stawiam tutaj duży plus. Powieść to idealny scenariusz na komedię romantyczną w stylu biurowym. Mamy bohaterów, którzy przed laty poznali się przypadkiem, a ich losy znów zaczynają się ze sobą przeplatać. Pomiędzy bohaterami iskrzy od samego początku, ich romans rozwija się bardzo szybko, co przekłada się na ich relację, nie tylko na linii szef-stażystka, ale też na linii kobieta-mężczyzna. Przez szybkie tempo akcji pomiędzy bohaterami często dochodzi do nieporozumień, co jeszcze bardziej napędza całą historię. Oczywiście dostajemy tutaj też całą gamę emocji i masę erotycznych uniesień, nawet jak ktoś nie lubi takich scen, nie będzie zgorszony, bo autorka choć opisała je odważni i zmysłowo, nie przekroczyła granic dobrego smaku. Co w tym wszystkim najlepsze, przynajmniej w mojej opinii, to drama, taka naprawdę z prawdziwego zdarzenia, rozbudowana, podnosząca ciśnienie, trzymająca w napięciu i niepewności czy aby na pewno tym razem wszytko zakończy się happy endem. Przy tym zaś mam wrażenie, że na końcówce zabrakło trochę dopracowania, tak troszkę za lekko i za szybko autorka odpuściła i za szybko zaczęła to wszystko układać na nowo. Książka mi się podobała, znalazłam tutaj fajne motywy, cześć stanowiły moje ulubione. Lektura dostarczyła mi wielu wrażeń i emocji, czytałam ją z wypiekami na twarzy, z ogromną przyjemnością jak i z uczuciem płynięcia wraz z fabułą. To książka, która siadła mi idealnie, tego było mi trzeba. To książka, która spodoba się romansiarom, fanką romansów biurowych, fanom dynamicznych jaki przepełnionych dramami powieści. Ja ze swojej strony gorąco polecam, bo naprawdę warto ją przeczytać.
The STEM (Smart-Tempting-Entirely-Mine)
„Bo jesteś katastrofą dla mojego serca” O jej powrocie do rodzinnego miasteczka wiedzieli wszyscy już po pięciu minutach. Straż pożarna też… Chciała uratować kociaka, ale skończyło się to tak, że to ją trzeba było ratować. Na pomoc przybył jej przystojny sąsiad strażak, do którego wzdychała jako nastolatka. A może w ogóle nie przestała? Katastrofa… Potrzebowała laboratorium, pewności, że jej badania są ważne, wsparcia i mniej kłopotów. Przyspieszone bicie serca na jego widok? Tego z pewnością nie potrzebowała, prawda? Ale pragnęła, i to nie tylko ona… „Ciało A nie ma prawa odepchnąć ciała B, kiedy ciało B zbliża się do ciała A w celu wymiany płynów ustrojowych przez aparaty gębowe”. Kocham tę książkę! Pochłonęłam ją na raz, a po przeczytaniu ostatniego zdania miałam ochotę krzyczeć jak małe dziecko „Jeszcze raz! Jeszcze raz! Jeszcze raz!”. Bawiłam się tak doskonale, że po prostu nie mogłam jej odłożyć. Pierwszy rozdział i pierwszy wybuch śmiechu. Tak było do samego końca… Policzki nadal mnie bolą, a w brzuchu szaleją motyle. „The STEM” to cudowna komedia romantyczna, która ma w sobie wszystkie elementy, które sprawiły, że przepadłam w świecie romansów i nawet nie próbuję się z niego wydostać. No bo po co, skoro tak bardzo poprawiają mi humor? Dzięki nim nadal wierzę w miłość, piękną i prawdziwą, czasem zaskakującą. Miłość z dorosłych ludzi czasem robi nastolatków, i to jest cudowne. Powracają chwile beztroski, motyle w brzuchu, ten głupi uśmiech na twarzy i szczęście. Ona była naukowczynią, a on samotnym ojcem. Dorośli i dojrzali, a jednak… Kiedy pojawiło się uczucie znów byli nastolatkami. Ukrywali się, skradali się do siebie przez okna, nie mogli powstrzymać śmiechu. Bardzo mi się to podobało. Ja też miałam motylki w brzuchu i rumieńce na twarzy. Śmiałam się bardzo głośno… Uwielbiam książki, które sprawiają, że czuję się właśnie tak. Wszystkie zmartwienia nagle znikają. Pozostaje uśmiech, i to jest piękne. Jordie Bohaterka z niezwykłą umiejętnością pakowania się w tarapaty. Jakby przyciągała pecha… A może to wcale nie był pech? Jej niezdarność była przeurocza! Kocham takie bohaterki. Nie są idealne, a przez to są autentyczne i tak łatwo odnaleźć w nich cząstkę siebie. Ja w Jordie swoją odnalazłam. Uwielbiałam te jej naukowe rozważania, mądrość, spryt i pragnienie zmiany tego świata na lepsze, w szczególności dla kobiet. A kiedy przez przystojnego sąsiada traciła głowę i brakło jej słów? Lubiłam ją jeszcze bardziej i w ogóle się jej nie dziwiłam. Cassidy Kolejny cudowny samotny tatusiek. Rozczulał mnie swoją opiekuńczością i troską, drobnymi gestami, które świadczyły o tym, że słuchał i zapamiętywał. Lubiłam też jego gburowatą i zazdrosną wersję… Przez nich oczywiście rumieniłam się jak głupia, ale jeszcze więcej się śmiałam. Te wszystkie małe katastrofy… Obiecuję, że czytając nie będziecie się nudzić. Od dawna mam słabość do motywu samotnego ojca. Kocham kiedy te szalone dzieciaki kradną show, a Zara zrobiła to nie raz. Cudowna dziewczyna z iskrą w oku i mnóstwem miłości. Jej relacja z ojcem była cudowna, a ta z Jordie sprawiała, że w sercu czułam ciepło. Czasami to my wybieramy sobie rodzinę i decydujemy kogo kochamy , chcemy mieć obok. Niektórzy po prostu na nas nie zasługują… W książce pojawił się też kot, a moje serce kociej mamy zabiło mocniej. A te nawiązania do Ali Hazelwood? Kocham! Kocham! Kocham! Swatki wokół? Jakbym czytała o własnym życiu… To już drugi tom, a ja prawie polubiłam jesień. Potrzebuję jeszcze kilku, by naprawdę zachwycić się tą porą roku i ją pokochać. Mam nadzieję, że je dostanę, a w międzyczasie będę z przyjemnością wracać do tych już wydanych, śmiać się i kochać. Polecam z całego serca!
The STEM (Smart-Tempting-Entirely-Mine)
To jedna z tych książek, które wciągają od pierwszych stron i sprawiają, że nagle orientujesz się, że przeczytałaś „tylko jeden rozdział”… po czym jest 2 w nocy. Tak...znowu to zrobiłam...😅 Jordie wraca do rodzinnego miasteczka po tym, jak zostaje wyrzucona z uczelni. I oczywiście nie mogłaby wrócić niezauważona, bo dziewczyna to chodząca katastrofa. Tak zresztą nazywał ja Cassidy... Wystarczy chwila, żeby znów narobiła zamieszania i spowodowała wypadek. I jakby tego było mało, to właśnie Cassidy przyjeżdża na wezwanie. Przypadek? Nie sądzę. Strażak, samotny tata, sąsiad, brat jej przyjaciela z dzieciństwa i przede wszystkim chłopak, w którym Jordie od zawsze się podkochiwała 🤭 Cassidy został strażakiem po wydarzeniach z przeszłości, które na zawsze wpłynęły na jego życie i relację z Jordie. Teraz znów mieszkają naprzeciwko siebie, a dawne uczucia bardzo szybko zaczynają wychodzić na powierzchnię. A może prawda jest taka, że te uczucia nigdy naprawdę nie zniknęły? Najbardziej podobało mi się to, jak zakręcona i jednocześnie urocza była ta historia. 😂❤️ Jordie jest bohaterką, której po prostu nie da się nie polubić, a Cassidy… no cóż. Strażak, samotny tata i sąsiad z przeszłości? Autorki zdecydowanie wiedziały, co robią 🥰 To była dla mnie lekka, zabawna i bardzo wciągająca historia, przy której naprawdę dobrze się bawiłam. Idealna na zbliżające się jesienne wieczory, jeśli macie ochotę na romans z chemią, powracającymi uczuciami, rodzinnym miasteczkiem i bohaterką, która potrafi zamienić zwykły dzień w małą katastrofę.
The STEM (Smart-Tempting-Entirely-Mine)
Kiedy wraca Mała Katastrofa, Cassidy wie, że nie może spać spokojnie… Drogi Czytelniku, kiedy Magda i Ludka piszą coś razem, to oczywiste jest, że taka książka prędzej czy później musi trafić w moje ręce. Tym bardziej że po ich wcześniejszej historii doskonale wiedziałam, że mogę spodziewać się sporej dawki emocji, humoru i bohaterów, których zdecydowanie nie da się tak łatwo wyrzucić z głowy. Każdy słyszał, każdy wie, że duet Magdy i Ludki to duet, który potrafi pisać najlepsze komedie romantyczne. Ich historie to połączenie bohaterów o zupełnie różnych charakterach, z których powstaje mieszanka wybuchowa — i w tym przypadku ma to znaczenie dosłowne. Nasza główna bohaterka to bowiem prawdziwy magnes na kłopoty. Gdzie pojawia się Jordan, tam prędzej czy później coś musi się wydarzyć. Szczególnie kiedy w grę wchodzą wyniki badań, która ma prawdziwą obsesję na punkcie laboratorium i zdecydowanie nie podchodzi do swojej pracy z przymrużeniem oka. Cassidy doskonale o tym wie, bo Mała Katastrofa już nie raz zdążyła namieszać w jego życiu. A skoro Jordan ponownie pojawia się w jego życiu, to chyba możemy być pewni, że Cassidy zdecydowanie nie będzie narzekał na brak wrażeń. Po pierwszej części, w której mogliśmy poznać Parker — dziewczynę, która ma bzika na punkcie jesieni i wszystkiego, co mroczne — byłam naprawdę ciekawa, na co autorki postawią tym razem. I po raz kolejny się nie zawiodłam, bo historia tej dwójki zauroczyła mnie tak bardzo, że, Drogi Czytelniku, sama nie wiem, co mam Ci powiedzieć. Z jednej strony najchętniej napisałabym Ci tylko: czytaj, czytaj i się nie zastanawiaj! Z drugiej wiem, że muszę opowiedzieć Ci o niej trochę więcej, bo przy magnesie na kłopoty i mężczyźnie, który właśnie głównie dzięki niej został strażakiem, emocji zdecydowanie nie zabraknie. I właśnie dlatego jest mi tak trudno zebrać myśli. Słów mi nie brakuje — wręcz przeciwnie, mam ich zdecydowanie za dużo, bo chciałabym opowiedzieć Ci o wszystkim, co sprawiło, że tak bardzo przepadłam, a jednocześnie nie zdradzić Ci tego, co najlepiej odkryć samemu. Jedno mogę Ci jednak powiedzieć — Jordan i Cassidy to duet, obok którego naprawdę trudno przejść obojętnie. Muszę Ci zdradzić, Drogi Czytelniku, że to pierwsza książka, w której mam do czynienia ze strażakiem — i już wiemy, że na tym się nie skończy, bo chyba właśnie odkryłam swoją nową obsesję. Obsesję na punkcie strażaków. I zdecydowanie uważam, że każda kobieta potrzebuje takiego mężczyzny w swoim życiu. Jeśli natomiast chodzi o laboratorium, to tutaj moja wiedza nie jest już tak imponująca. Chemia i fizyka nigdy nie były mi szczególnie po drodze, choć nie powiem — w szkole nawet lubiłam te przedmioty. Do czasu, aż w liceum nasze drogi się rozeszły. Dlatego tym bardziej cieszyłam się, że mogłam dowiedzieć się czegoś więcej o pracy w laboratorium, badaniach i całym świecie, który do tej pory był mi raczej obcy. Tym bardziej że autorki przemyciły tutaj również temat niesprawiedliwości i tego, jak łatwo zamknąć człowieka w określonych ramach. Czasami wystarczy, że ktoś jest przekonany o swojej wiedzy i doświadczeniu, żeby przestać dopuszczać do siebie myśl, że coś może wyglądać inaczej. Można pomyśleć, że to tylko fikcja, ale właśnie takie sytuacje naprawdę mają miejsce. I nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele osób spotyka się z lekceważeniem czy niedocenianiem — szczególnie w środowiskach, w których wciąż funkcjonują pewne stereotypy. Dlatego cieszę się, że historia Jordan nie ograniczyła się wyłącznie do romansu i humoru, ale dała mi też coś do przemyślenia. No dobrze, skoro już nieco zagłębiliśmy się w świat bohaterki, warto też dodać, że ta Mała Katastrofa sprawiła, że uśmiech praktycznie nie schodził mi z twarzy. Cóż, muszę przyznać, że jesteśmy z Jordan trochę do siebie podobne, bo mnie również różnego rodzaju wpadki i niezdarności zdarzają się zdecydowanie częściej, niż powinny. Na szczęście uważam, że niezdarność potrafi być naprawdę urocza, a drobne wpadki? Cóż, czasami można je po prostu wybaczyć. Jeszcze bardziej cieszyło mnie to, że Jordan trafiła w swoim życiu na Cassidy'ego, który pokazał jej, że przecież to, że czasami coś rozleje, coś jej nie wyjdzie czy zaliczy kolejną wpadkę, wcale nie oznacza, że jest nieodpowiedzialna albo niedojrzała. Bo przecież jedna rzecz nie ma nic wspólnego z drugą. Możemy być rozsądni, odpowiedzialni i doskonale radzić sobie z powierzonymi nam obowiązkami, a jednocześnie mieć dwie lewe ręce i co chwilę wpadać w jakieś tarapaty. To, że coś nam się rozleje albo nie wszystko pójdzie po naszej myśli, nie powinno być wyznacznikiem naszej dojrzałości ani tego, czy można nam zaufać i powierzyć odpowiedzialność za dziecko czy cokolwiek innego. I właśnie dlatego tak bardzo podobało mi się, że w jej życiu pojawił się Cassidy. To on pokazał jej, że takie drobne sytuacje wcale nie świadczą o tym, że jest niedojrzała czy nieodpowiedzialna. To, że czasami coś nam nie wychodzi, nie definiuje nas jako ludzi i nie powinno decydować o tym, czy ktoś uzna nas za wystarczająco dorosłych, żeby powierzyć nam odpowiedzialność za siebie czy innych. Na szczęście Cassidy nie patrzył na Jordan przez pryzmat jej wpadek, tylko potrafił dostrzec w niej coś znacznie większego — to, jaka jest ambitna, mądra i odpowiedzialna. Jordan nie boi się zmierzyć z konsekwencjami swoich decyzji i przede wszystkim walczy o swoje. Nie jest osobą, która kiedy coś jej się nie udaje, po prostu się poddaje i odpuszcza. Jej postać pokazuje, że jeśli naprawdę coś kochamy i wiemy, że ktoś potraktował nas niesprawiedliwie, warto walczyć o swoje, nawet jeśli po drodze wali się i pali. Trzeba dążyć do tego, żeby robić to, co kochamy, i nie pozwolić, żeby nasze starania czy osiągnięcia zostały zamiecione pod dywan tylko dlatego, że ktoś uznał, że nie zasługujemy na swoją szansę. Za tę determinację jeszcze bardziej polubiłam Jordan, bo pod tą całą Małą Katastrofą kryje się kobieta, która doskonale wie, czego chce i nie zamierza tak łatwo z tego zrezygnować. Skoro już wiemy, że bohaterka to przede wszystkim chodzący chaos, ale z ogromną determinacją, to czas na bohatera, który jest totalnym green flagiem. A jak wiemy — takich to ze świecą szukać. Znając twórczość autorek, oczywiście nie spodziewałam się niczego innego, ale ten strażak sprawił, że moje serce naprawdę zapłonęło. Uwielbiałam obserwować, jak pokazuje Jordan, że jest dla niego ważna i jak bardzo szanuje to, co robi, mimo że sam nie ma zbyt dobrych doświadczeń związanych z łączeniem pracy i rodziny. W końcu jego była żona wybrała pracę zamiast rodziny, więc doskonale rozumiał, jak cienka może być granica między ambicją a poświęceniem wszystkiego dla kariery. Ale musisz wiedzieć, Drogi Czytelniku, że Cassidy to… samotny ojciec. Tak, dziewczyny postanowiły wpleść tutaj wątek, który zmiękczy niejedno serce. I właśnie wtedy ten mój green flag zrobił się jeszcze bardziej zielony. Mimo że naprawdę zależało mu na Jordan i chciał stworzyć z nią coś wyjątkowego, jego córka zawsze była na pierwszym miejscu. Liczyło się dla niego jej zdanie, jej potrzeby i przede wszystkim to, jak odbierze nową osobę w ich życiu. Nie chciał działać pochopnie — podchodził do wszystkiego bardzo delikatnie, bo chciał mieć pewność, że jeśli Jordan pojawi się w ich życiu na dobre, to nie zniknie chwilę później, zostawiając po sobie kolejne przywiązanie i rozczarowanie. Nie chodziło wyłącznie o to, że chciał być z Jordan. Chciał zrobić to dobrze — dla niej, dla siebie, ale przede wszystkim dla swojej córki. Jordan zresztą doskonale to rozumiała. Nie miała do niego pretensji, kiedy nie mógł zostać z nią, bo córka go potrzebowała. Sama zdążyła się do małej przywiązać, a zresztą… nie ma się co dziwić, bo była naprawdę przeurocza. To właśnie ona pięknie dopełniała tę historię i sprawiała, że było w niej jeszcze więcej ciepła. Dlatego już teraz nie mogę się doczekać, aż poznamy jej historię trochę bliżej. Bo być może to właśnie trzeci tom będzie należał do niej i chłopaka, który znał jej sekret… „The Stem” to jedna z tych komedii romantycznych, które po prostu chce się czytać i nie przestawać. Chemia między bohaterami jest wyczuwalna od pierwszej strony, a czasami robi się tak gorąco, że nie ma mowy, żeby rumieńce nie pojawiły się na naszej twarzy.Dziewczyny stworzyły bohaterów, którzy z pozoru bardzo się od siebie różnią, a jednak razem tworzą naprawdę wyjątkową całość. Z jednej strony mamy spokój, zwyczajne życie zwyczajnych ludzi, którzy zmagają się z problemami, jakie mogłyby dotknąć każdego z nas. Z drugiej — chaos, nutkę niepewności i uczucia, które zostają z nami jeszcze długo po odłożeniu książki. Jest lekko, zabawnie i romantycznie, ale jednocześnie pod tą całą komediową otoczką kryje się coś więcej — bohaterowie z własnymi problemami, przeszłością i emocjami, które sprawiają, że trudno przejść obok nich obojętni. I na koniec oczywiście nie mogę zapomnieć o matkach bohaterów, które za każdym razem sprawiały, że śmiałam się na głos. Ich sceny były dla mnie prawdziwym dodatkiem do tej historii — tylko czekałam, aż znowu się pojawią i zaczną wtrącać swoje trzy grosze. Bo chyba wszyscy poza bohaterami doskonale wiedzieli, co się między nimi dzieje. One tylko cierpliwie czekały, aż Jordan i Cassidy w końcu zrozumieją, że w ich sercach już dawno pojawiło się coś więcej, a uczucie, przed którym tak długo próbowali uciekać, od początku było tuż obok. Jeśli, Drogi Czytelniku, jeszcze nie znasz tego duetu, to powiem Ci jedno — czeka Cię fantastyczna zabawa! To jedna z tych książek, których nie da się odłożyć nawet na chwilę, bo są w niej momenty, w których naprawdę czujemy, jakbyśmy byli razem z bohaterami i przeżywali wszystko razem z nimi. Mam nadzieję, że to właśnie od tego tytułu rozpoczniesz swoją przygodę z Magdą i Ludką, bo uwierz mi — naprawdę nie pożałujesz. Jestem pewna, że ich historie dostarczą Ci mnóstwa śmiechu, emocji, romantycznych momentów i bohaterów, których po prostu nie da się nie polubić.