Facebook
    ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Pani Stefa (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo Czarne
    Ocena:
    Bądź pierwszym, który oceni tę książkę
    Stron:
    272
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Ebook

    29,90 zł 50%
    14,95 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Bezszelestna

    Okoliczności jej narodzin pozostają zagadką, ustalenie jej pochodzenia jest nie lada wyzwaniem. Wiadomo, że 2 czerwca 1886 roku do księgi metrykalnej zostaje wpisane niemowlę płci żeńskiej. „Opóźnienie sporządzenia aktu nastąpiło wskutek niedbalstwa rodziców”. Nie jest nawet jasne kiedy jej rodzina zaczęła używać nazwiska Wilczyńscy. Wychowana w polskiej rodzinie żydowskiego pochodzenia Stefania Wilczyńska dla wielu dzieci ukochana Pani Stefa. Rozpoczęła pracę, na początku wolontariacką w podupadającym przytułku dla dzieci. Jako genialna organizatorka szybko postawiła przytułek na nogi i została jego kierowniczką. To właśnie tam spotkała Janusza Korczaka. Wraz z nim założyła i prowadziła Dom Sierot w Warszawie, gdzie stosowali nowatorskie metody wychowawcze. Przede wszystkim propagowali emancypację dzieci, poszanowanie ich praw i miłość. Współpracowali ze sobą do samego końca i razem poszli na śmierć przy likwidacji Getta Warszawskiego. Wychowankowie wspominali, że zawsze poruszała się cicho, pojawiała się nieoczekiwanie, nigdy nie wiedzieli z której strony przyjdzie. Wszystko co wiąże się z osobą Janusza Korczaka, jest ich wspólnym dorobkiem. Dzięki książce Magdaleny Kicińskiej mamy okazję poznać losy tej niezwykłej kobiety.

    (…) Przychodziła, mówili, nie wiadomo kiedy i skąd.

    Raz, dwa, prawa, lewa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, czternaście – i już jest w środku, chociaż dopiero co skręciła z Krochmalnej w podwórko. Schody tu skrzypią, nawet kiedy przed szabasem dyżurni dokładnie je wypastują.

    Albo drzwi – do jadalni, auli, pokoju ciszy, w którym można się było schować przed światem. Nawet jeśli i je otwierać bardzo powoli, musiały zaskrzypieć (zawiasy nie zawsze oliwiono, ciężkie klamki, kiedy się je naciskało, też wydawały dźwięk).

    Wszystkim, ale nie jej.

    Bezszelestność, nieoczekiwane pojawianie się i znikanie zapamiętali wyraźnie. Zastanawiali się potem, jak mogli jej nie zauważyć, nie usłyszeć kroków, nie dostrzec cienia sylwetki. Jeszcze długo potem się sobie dziwili.

    Był koniec lat dwudziestych, starsi wychowankowie wystawili noworoczną szopkę. Trochę w niej żartowali, ale ktoś, może nawet całkiem poważnie, zaproponował: do fartucha, który zawsze zakłada na suknię, doszyjmy pani Stefie dzwoneczki. Delikatny dźwięk, pomyśleli, da nam znać, że się zbliża (…)

                                                                                                                     Fragment książki 

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności