Facebook
    ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    Kampanie Cienia (#1). Tysiąc imion (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Wydawnictwo:
    Dom Wydawniczy REBIS
    Wydawnictwo:
    Dom Wydawniczy REBIS
    Ocena:
    Bądź pierwszym, który oceni tę książkę
    Stron:
    638
    Druk:
    oprawa miękka
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Książka

    39,90 zł 24%
    30,40 zł

    Dodaj do koszyka

    Ebook

    33,90 zł 22%
    26,48 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Do przechowalni

    Niebo zasnute dymem z muszkietów 

    Tysiąc imion to znakomita fantastyka militarna autorstwa Django Wexlera. Akcja książki dzieje się w dalekiej kolonii cesarstwa vordonajskiego Khandarze, gdzie niedobitki armii kolonialnej bronią się przed Odkupicielami, fanatykami, którzy wszczęli bunt w całej Kolonii. Kapitan Marcus d’Ivoire, dowódca jednego z garnizonów cesarstwa vordonajskiego w koloniach, został przywódcą zdemoralizowanego oddziału, uparcie broniącego małej fortecy na skraju pustyni. Uciekająca przed przeszłością Winter Ihernglass zaciąga się do kolonialnej armii i zostaje awansowana. Losy obojga tych żołnierzy i wszystkich ich podkomendnych zależą od nowo przybyłego pułkownika Janusa bet Vhalnicha. Jednak lojalność Marcusa i Winter zostanie wystawiona na próbę, kiedy zaczną podejrzewać, że ambicje tajemniczego Janusa sięgają królestwa nieziemskich mocy, mogącego zmienić znany świat. 

    (…) Czterej żołnierze siedzieli na starożytnych, wzniesionych z piaskowca murach fortecy stojącej na spalonym słońcem wybrzeżu Khandaru.
    O tym, że są żołnierzami, świadczyły jedynie oparte o parapet muszkiety, gdyż już dawno przestali nosić odzienie choćby przypominające mundur. Przy uważnych oględzinach może udałoby się dostrzec, że ich spodnie miały niegdyś ciemnoniebieski kolor, lecz w bezlitosnym słońcu wyblakły, przybierając barwę lawendy. Ich kurtki, rzucone na stertę obok drabiny, były różnorakiego kroju, koloru oraz pochodzenia i naprawiano je tak często, że teraz więcej było na nich łat niż oryginalnego materiału.
    Zalegli tam w leniwym bezruchu, jaki charakteryzuje weteranów, i obserwowali południowy brzeg, na którym odbywało się coś w rodzaju spektaklu. W zatoce kotwiczyło wiele statków, niezgrabnych barek o szerokich pokładach, ze zwiniętymi żaglami, mocno kołyszących się nawet na niezbyt dużych falach. Za nimi stały dwie fregaty, w porównaniu z barkami smukłe i zwinne jak rekiny. Ich brudnoczerwone borelgajskie flagi powiewały na wietrze, jakby drwiąc z Vordanajów na brzegu (…) 

                                                                                            Fragment książki

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności