Diabłu ogarek. Kolumna Zygmunta (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Autor:
    Konrad T. Lewandowski
    Wydawnictwo:
    Wydawnictwo RM
    Ocena:
    4.0/6  Opinie: 1
    Stron:
    256
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Powrót do Warszawy sprzed wieków

    Kolejna znakomita część cyklu Diabłu ogarek. Tym razem woźny sądowy Stanisław Lewandowski przenosi się do stolicy by tam jako namiestnik straży marszałkowskiej rozwikłać zagadki tajemniczej sprawy z czarną magia w tle. Krakowskie Przedmieście za dnia jest krainą pełną pstrokatych motyli, kwiatów i słońca. Jednak nocą zamienia się w mroczną przestrzeń obfitującą w iście łotrzykowskie fenomeny. To tutaj najchętniej załatwia się wszelkie sprawy na granicy prawa i tajne porachunki nie bacząc nawet na świętość miejsca, wszak kościoły również są regularnie okradane. Młody pisarz do szaleństwa zakochany w pięknej dwórce, śledząc najnowsze plotki z królewskiego dworu, wpada na trop intrygi, w którą zamieszane są najważniejsze postaci ówczesnej Rzeczypospolitej. Rozwikłania zagadki noszącej znamiona czarnoksięskich praktyk podejmuje się - z osobistych powodów - Stanisław Jakub Lawendowski. Pomagają mu zarówno młodzi zakochani, jak i tajemnicza żydowska wiedźma. Rezultaty śledztwa szybko przekraczają najśmielsze oczekiwania, a zaangażowanym w nie bohaterom zaczyna grozić śmiertelne niebezpieczeństwo...

    (…) Sosna pozwoliła woźnemu zbliżyć się do siebie. Stanisław usiadł na wydmie tuż obok drzewa i sięgnął do torby. Wyjął lniane zawiniątko, w którym znajdowało się pół tuzina przesuszonych owoców szaleju, rozkruszył w palcach jeden z nich, wziął do ust dwa nasionka, rozgryzł je starannie trzonowymi zębami, przełknął, odczekał kilka minut, po czym uniósł do ust kolejne dwa.
    Zwykle w podobnych okolicznościach woźny używał bieluniu, pozwalającego o wiele wyraźniej widzieć w zaświatach, ale też i dużo bardziej trującego od szaleju, skutkiem czego każdy obrzęd należało potem odchorować. Tymczasem Stanisław był w podróży i żadne osłabienie nie wchodziło w grę. Szalej zgodnie ze swą nazwą wzmagał wszelką ruchliwość, co w drodze mogło być nawet pomocne, ale i tego ziela należało zażyć tylko tyle, ile było konieczne. Dlatego woźny jadł go teraz po trochu, w długich odstępach czasu, aby osiągnąć cel za minimalną dawką (…)

                                                                                                  Fragment książki
    Selling ebookpoint.pl