Facebook
    ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

    B. Opowieści z planety prowincja (ebook)(audiobook)(audiobook)

    Wydawnictwo:
    Wielka Litera
    Wydawnictwo:
    Wielka Litera
    Ocena:
    Bądź pierwszym, który oceni tę książkę
    Stron:
    192
    Druk:
    oprawa miękka
    2w1 w pakiecie:
    ePub
    Mobi

    Książka

    29,90 zł 24%
    22,78 zł

    Dodaj do koszyka

    Ebook

    19,90 zł 31%
    13,80 zł

    Dodaj do koszyka lub Kup na prezent Kup 1-kliknięciem

    Przenieś na półkę

    Do przechowalni

    Do przechowalni

    Reportaż o ludziach zapomnianych przez świat wielkich miast

    Marcin Kołodziejczyk ma wyjątkowy zmysł obserwatora, potrafi w niezwykły sposób pokazać to co z pozoru nie jest ciekawe. Wychwytuje to, co niebanalne w codzienności. W książce B. Opowieści z planety prowincja, ten chętnie nagradzany dziennikarz Polityki ukazuje świat polskiej prowincji, zarówno tej geograficznej jak i tej mentalnej. W jego publikacji wiele się dzieje, każda opowieść jest inna od poprzedniej. Są Lokalne piękności lansujące się w Warszawie; wiejski Wajdelota uznawany przez miejscowych za uzdrowiciela; chłopcy rzucający się pod niemieckie samochody, aby wyłudzić odszkodowanie; pracownicy fabryk snujący opowieści o swym pustym życiu na trasie Warszawa-małe miasteczko. W książce króluje dynamizm i znakomity język, który idealnie oddaje emocje bohaterów i rozbudza zainteresowanie czytelnika. To opowieść o utraconych szansach, ale też o tych, którzy tych szans nigdy nie mieli.  B. Prowincja stanowi atlas ludzkich uczuć, marzeń i nadziei osadzonych w smutnym świecie braku możliwości. 

    (…) Była raz w Małkini taka dziewczyna, która nie miała zęba jedynki, a drugiej nie miała pół. Nazwisko nic wam nie powie. Pracowała w fabryce słodyczy imienia 22 Lipca w Warszawie i czasem przywoziła do domu takie wielkie bezkształtne bloki czekolady owinięte w gazetę. Głowa – mówili u niej w domu na taką czekoladę. Ale ona mówiła: odrzut z eksportu, nie kradzione. Rąbali to tasakiem do mięsa.
    – Która to była? – pyta Wąchol. – Bo znałem jedną bez zęba.
    Wąchol wsiada w Tłuszczu, trzymają mu miejsce w wagonie. Siada, żre kanapkę i przeszkadza. Niby technik w zakładach optycznych, pracownik umysłowy, ale każdy wie, że zdegradowany za wódkę w godzinach pracy. Ponadliczbowej co prawda, ale nikt go nie zmuszał wtenczas zostawać po godzinach. Szły święta, chciał dorobić na pod choinkę, no to się dorobił. Od tamtej pory Wąchol trochę przygaszony, rachunki mi się nie bilansują, ożeż kur wagon przywieźli, narzeka. Pomimo to – jak każdy umysłowy – multum ma do powiedzenia na dowolny temat, prawie zawsze jadowicie.
    – To było dawno – mówi mu teraz Stary.
    – Weź daj posłuchać – mówi dudniąco Cichy, o którym myśleli, że zasnął (…)

                                                                                  Fragment książki  

    Zamknij

    Wybierz metodę płatności